-
nowość
-
promocja
Człowiek, który wymyślił Amerykę. George Washington i narodziny nowego świata - ebook
Człowiek, który wymyślił Amerykę. George Washington i narodziny nowego świata - ebook
Miłośnik wolności i właściciel niewolników. Wycofany dżentelmen i porywający przywódca. Człowiek głęboko religijny, ale uchodzący za deistę. George Washington to postać pełna paradoksów i równie skomplikowana jak Stany Zjednoczone Ameryki, których był współtwórcą i pierwszym prezydentem.
Ron Chernow w swojej nagrodzonej Pulitzerem książce oprowadza nas po XVIII-wiecznej Ameryce – najpierw brytyjskiej kolonii, a następnie młodym, niepodległym państwie. Na tym tle autor maluje fascynujący portret Washingtona – opisuje jego bitwy, miłości, nietypowe zwyczaje, a nawet… problemy dentystyczne. Monumentalne dzieło Chernowa czyta się niczym powieść historyczną pełną intryg politycznych, niezwykłych postaci, przełomowych wydarzeń oraz opisów życia codziennego amerykańskiej elity.
Washington to znakomite wprowadzenie do skomplikowanej historii USA, a także jedna z najbarwniejszych biografii historycznych, które powstały w XXI wieku.
Ron Chernow – wielokrotnie nagradzany amerykanki dziennikarz, historyk i biograf. Na podstawie jego bestsellerowej biografii Alexandra Hamiltona, bliskiego współpracownika Washingtona, powstał głośny musical Hamilton w reżyserii Lin-Manuela Mirandy.
Wspaniałe osiągnięcie. „The Washington Post”
Znakomicie tłumaczy rewolucję amerykańską, fundament tego kraju. „USA Today”
Chernow ma nadzwyczajne zrozumienie ludzkiej natury i to sprawia, że jego biografia jest tak poruszająca. „The New York Review of Books”
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Historia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8427-528-3 |
| Rozmiar pliku: | 11 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Wielokrotnie cytuję w książce korespondencję George’a Washingtona, pozwoliłem więc sobie unowocześnić oryginalną ortografię i interpunkcję. Biografowie niechętnie rezygnują z rozmaitych dziwactw dawnego języka, gdyż traci się przez to jego specyfikę. Niestety, wyrazisty styl Washingtona często wydaje się współczesnym czytelnikom niezręczny, choćby z powodu źle stawianych przecinków. Jeśli poprawić interpunkcję, cytaty nabierają płynności. Niekiedy zachowywałem specyficzną oryginalną pisownię, by podkreślić ekscentryczność lub brak wykształcenia cytowanej osoby. Poza tym w żaden sposób nie ingerowałem w treść przywoływanych materiałów źródłowych.WSTĘP
Portrecista
W marcu 1793 roku Gilbert Stuart przepłynął północny Atlantyk, aby zabiegać o zamówienie, które każdy ambitny portrecista tamtej epoki uznałby za największy triumf zawodowy: pragnął namalować George’a Washingtona. Urodził się na Rhode Island, dorastał w Newport, lecz podczas wojny uciekł do Londynu, zwabiony jego kosmopolitycznym urokiem, przez następne osiemnaście lat tworzył więc głównie portrety brytyjskich i irlandzkich dostojników. Ze względu na przesadne zamiłowanie do alkoholu, konieczność utrzymania nielichej gromadki dzieci i skłonność do szastania pieniędzmi w 1789 roku wylądował w więzieniu Marshalsea w Dublinie, najprawdopodobniej z powodu długów. W tym samym roku Washington został pierwszym prezydentem Stanów Zjednoczonych.
Stuart, człowiek impulsywny i niespolegliwy, miał na koncie wiele nieukończonych portretów i zatargi z rozmaitymi niezadowolonymi zleceniodawcami. Pokładał ogromne nadzieje w Washingtonie, uznał, że jeśli zdoła wkraść się w jego łaski, raz na zawsze uwolni się od coraz bardziej zniecierpliwionych wierzycieli. „Gdy tylko uskładam stosowną sumkę na podróż do Ameryki, wracam do ojczyzny”, zwierzał się z entuzjazmem przyjacielowi. „Spodziewam się, że dzięki Washingtonowi zbiję tam majątek. Będę zabiegał o to, by zamówił u mnie kilka portretów , jeśli mi się poszczęści, zdołam spłacić długi w Anglii i Irlandii”¹. Na namalowanym kilkanaście lat wcześniej autoportrecie przedstawił siebie jako człowieka o niespokojnej duszy. Świadczyły o tym choćby zmierzwione rude włosy, błękitne oczy o przenikliwym spojrzeniu, wydatny nos i podbródek wysunięty zadziornie do przodu. Trudno było oczekiwać, że tak pobudliwy, a co gorsza, niechlujny osobnik przypadnie do gustu George’owi Washingtonowi, który zawsze charakteryzował się nienagannymi manierami i przykładał do nich ogromną wagę.
Zadomowiwszy się w Nowym Jorku, Stuart rozpoczął starania, by wkraść się w łaski prezydenta, wykazując przy tym skrupulatność godną stratega planującego kampanię wojskową. Na początek przekonał do siebie Johna Jaya, pierwszego przewodniczącego Sądu Najwyższego, a zarazem zaufanego przyjaciela Washingtona. Jay zgodził się mu pozować i Stuart namalował wspaniały portret – przedstawił Jaya w majestatycznej sędziowskiej todze. Wkrótce spełniło się jego największe pragnienie: Jay wręczył mu list polecający, dzięki któremu drzwi rezydencji Washingtona w Filadelfii, tymczasowej stolicy kraju, miały stanąć otworem przed ambitnym portrecistą.
Stuart po mistrzowsku zjednywał sobie ludzi, których malował. Był rozbrajający, opowiadał liczne anegdoty ze swojego życia, rzucał lekko bezczelnymi dowcipami, w nadziei że portretowany się odpręży, a wówczas nieco się odsłoni i ukaże swe prawdziwe oblicze. Ale George Washington, człowiek o żelaznej samokontroli, pozbawiony krzty spontaniczności, okazał się arcytrudnym przeciwnikiem. Od dzieciństwa dokładał starań, by skrywać swoje najgłębsze emocje. Gdy pewnego razu żona brytyjskiego ambasadora powiedziała Washingtonowi, że na jego twarzy maluje się wyraźna radość z powodu nadchodzącego końca sprawowania urzędu prezydenta, usłyszała szorstką odpowiedź: „Jest pani w błędzie. Twarz moja nigdy jeszcze nie zdradziła tego, co czuję w sercu!”². Starał się panować nie tylko nad mimiką, ale także nad tym, co mówi. „Zawsze kierowałem się następującą maksymą: jedynym wyrazem moich zamiarów winny być moje czyny, a nie deklaracje”³.
Gdy Stuart pierwszy raz ujrzał Washingtona na własne oczy – wysokiego, władczego – oniemiał z wrażenia. Jak nietrudno się domyślić, im usilniej próbował się przebić przez pancerz prezydenta, tym bardziej Washington zamykał się w sobie. „A teraz, szanowny panie – oznajmił Stuart – musi pan pozwolić, abym zapomniał, że jest pan czcigodnym generałem Washingtonem, a ja zwykłym portrecistą”. Na co Washington odparował chłodno: „Przeciwnie, lepiej, aby pan Stuart pamiętał, kim jest generał Washington”⁴.
Jako że po mistrzowsku potrafił ocenić charakter każdego, z kim się stykał, w obecności Stuarta z pewnością czuł lekkie obrzydzenie. Drażniła go przymilność portrecisty, nie wspominając o jego gadatliwości oraz zamiłowaniu do trunków i tabaki. Na zaufanie George’a Washingtona trzeba było sobie zasłużyć, co wymagało sporo czasu, a próby spoufalania się z nim zawsze przynosiły skutek odwrotny do zamierzonego. Zamiast więc otworzyć się przed Stuartem, Washington zmienił swoją twarz w maskę. Czyniło go to prawdziwą zmorą artystów: stawał się nieprzystępny, kamienny niczym pomnik, który później postawiono mu w stolicy kraju.
Stuart jednak wykazał się geniuszem, zdołał bowiem przedstawić najważniejszą cechę Washingtona, a mianowicie napięcie między jego pozornym spokojem a silnymi emocjami, które nim targały. Usta: zaciśnięte mimo sztucznej szczęki będącej wiecznym utrapieniem. Twarz: stężała, o pergaminowej cerze – ale oczy i tak płoną ogniem. Wspaniały portret stworzony przez Stuarta przeszedł do historii, doczekał się nawet reprodukcji na banknocie jednodolarowym. Ukazuje Washingtona jako wizjonera, człowieka o niepodważalnej moralności, zarazem jednak malarz uchwycił podejrzliwość, niemal bezwzględność w spojrzeniu jego oczu o ciężkich powiekach.
Niezwykły instynkt artystyczny niemal od razu podpowiedział Stuartowi, że Washington bynajmniej nie jest człowiekiem spokojnym i niewzruszonym, choć z pewnością za takiego pragnie uchodzić. Znajomy malarza i prezydenta wspominał: „Stuart mówił, że twarz ma pewne właściwości, jakich nie zaobserwował wcześniej u żadnego człowieka. Nigdy na przykład nie widział tak dużych oczodołów ani tak szerokiej nasady nosa. Wszystkie cechy tej twarzy świadczyły, wedle Stuarta, o silnych, nieposkromionych namiętnościach duszy, przeto gdyby Washington urodził się w leśnych ostępach wśród dzikusów, byłby najbardziej wojowniczym członkiem plemienia”. Faktycznie, ciągnął ten sam autor, ludzie, którzy dobrze znali Washingtona, „uważali go za męża z natury drażliwego i nieustępliwego, atoli jego przenikliwość, godna samego Sokratesa, oraz zdolność panowania nad sobą czyniły go w oczach świata nieprzeciętną jednostką”⁵.
Wielu współczesnych dało się nabrać i wierzyło, że Washington w każdych okolicznościach zachowuje zimną krew i trzeźwy umysł, lecz ludzie, którzy znali go najlepiej, wtórowali Stuartowi. Dostrzegali, jak wiele tłumionych namiętności skrywa prezydent, zdawali sobie sprawę, że ma on nadzwyczaj skomplikowaną osobowość. „Z natury nerwowy, lecz stanowczość i samowiedza pozwalały mu odruchowo powściągać porywczy temperament”, pisał Thomas Jefferson. „Jeśli jednak owe pęta się zrywały, ukazywał swe straszliwe, gniewne oblicze”⁶. John Adams wypowiadał się w podobnym tonie. „Był to człek niezwykłego samoopanowania , lecz zachowanie niewzruszonego spokoju, który przejawiał, wymagało odeń doprawdy wielkiego wysiłku. Gdy wpadał w gniew, co mu się czasem zdarzało, najbliżsi, czy to z miłości, czy ze strachu, dokładali starań, aby ukryć ową chwilę słabości przed światem”⁷. Zdaniem Gouverneura Morrisa Washingtonem „targały burzliwe namiętności, które idą w parze z prawdziwą wielkością, lecz zarazem nierzadko ją nadwątlają. Ilekroć zatem stawał przed jakim wyzwaniem, siebie samego musiał wpierw pokonać. Ci, którzy widzieli Washingtona wzburzonego, zaświadczą, że budził wonczas trwogę, a w piersi jego kłębiły się emocje tak potężne, że najsilniejszy człowiek ledwie mógłby je znieść”⁸.
Washington do tego stopnia opanował sztukę ukrywania swojego burzliwego temperamentu za fasadą spokoju, że zasługuje na miano najbardziej enigmatycznej postaci w dziejach Stanów Zjednoczonych. Nieprzystępny, pełen rezerwy, zawsze był darzony czcią i szacunkiem, ale nie miłością. Brak mu swojskości i uroku, dzięki któremu Abraham Lincoln zjednywał sobie ludzi, brak mu werwy Teddy’ego Roosevelta, brak mu wytworności innego Roosevelta, Franklina. W naszej zbiorowej pamięci George Washington funkcjonuje jako sztywny i nieprzystępny heros, żywy posąg z marmuru, a nie człowiek z krwi i kości. Dla większości Amerykanów jest właściwie zagadką, jak to się stało, że ów na pozór nudny flegmatyk dokonał nieprawdopodobnych czynów w dziele budowy nowego narodu, poprowadził Armię Kontynentalną do zwycięstwa i ukształtował instytucję prezydentury. Potomni najwyraźniej stracili z oczu coś arcyistotnego, przeoczyli najważniejsze szczegóły i dlatego Washingtona uważa się obecnie za mało interesującego człowieka, który dziwnym zrządzeniem losu zapisał na swoim koncie wielkie triumfy.
Godna pochwały chęć oddawania mu czci sprawiła, że postawiliśmy go na cokole, przez co niełatwo dostrzec go takim, jaki był naprawdę. Zapomnieliśmy o różnych trudnych, skomplikowanych cechach jego osobowości. Sam zresztą się do tego przyczynił. Większość ojców założycieli chętnie popisywała się swoim intelektem, Washington tymczasem przyjął odwrotną strategię: uważał, że im mniej ludzie o nim wiedzą, tym więcej zdoła osiągnąć. Nieprzystępność stanowiła dlań środek skutecznego sprawowania władzy i wpływania na bieg wydarzeń. Franklin, Hamilton i Adams nieustannie wykazywali się nieprzeciętną błyskotliwością, czy to w swoich pismach, czy w bezpośrednim kontakcie, Washington jednak nie zamierzał wystawiać na pokaz swoich cnót i zalet, jeśli zaś podczas rozmowy zapadała cisza, nie zależało mu na tym, by natychmiast zapełnić ją słowami. Chciał, by rodacy znali go wyłącznie jako osobę publiczną, zatroskaną o sprawy państwa, wolną od wszelkich egoistycznych odruchów.
Trwające całe życie starania, by panować nad emocjami, miały duży wpływ na sposób, w jaki odgrywał role przywódcy, polityka, żołnierza, plantatora, a nawet właściciela niewolników. Ludzie, którzy się z nim stykali, wyczuwali jego wewnętrzną moc. Gdy studiuje się życie Washingtona, tym, co zaskakuje najbardziej, są nie tylko wybuchy nieprawdopodobnie silnego gniewu, lecz także obecność innych, łagodnych emocji. Mówimy tu o człowieku nadzwyczaj wrażliwym, wyczulonym na niuanse relacji międzyludzkich, łatwo wpadającym we wściekłość, ale i skorym do łez wzruszenia. Nauczył się wykorzystywać siłę swoich tłumionych uczuć, by motywować ludzi, inspirować ich i narzucać im swą wolę. Powszechnemu podziwowi, który bez wątpienia budził, towarzyszyła nierzadko doza strachu. Współcześni podziwiali go nie ze względu na mundur i posągowość. Historyk W.W. Abbot podkreślał: „Istotnym elementem jego przywództwa, zarówno w armii, jak i w okresie sprawowania urzędu prezydenta, był sposób bycia, zwłaszcza ostentacyjne dostojeństwo, wręcz wyniosłość, Washington bowiem świadomie trzymał niemal wszystkich ludzi na dystans”⁹.
Celem niniejszej biografii jest stworzenie nowego portretu Washingtona, uczynienie go bardziej ludzkim i prawdziwym, przypomnienie o jego charyzmie – słowem, przedstawienie go takim, jakim widzieli go współcześni. Wykorzystuję anegdoty i cytaty z niezliczonych źródeł, a zwłaszcza z setek relacji naocznych świadków, ponieważ chcę, by przestał być eksponatem z gabinetu figur woskowych i na powrót stał się człowiekiem, i to człowiekiem o niezwykłych talentach przywódczych, których sekret zapragnąłem zgłębić. Do cnót Washingtona bez wątpienia zaliczały się roztropność, siła charakteru, prawość, patriotyzm, troska o dobro publiczne i obowiązkowość, trzeba jednak wiedzieć, że osiągnął owe cnoty wyłącznie dzięki ciężkiej pracy, dzięki zdolności panowania nad gwałtownym temperamentem i wykorzystywania wszystkich cech umysłu, którymi został obdarzony, zarówno dobrych, jak i złych.
Jako człowiek zdolny nieustannie pracować nad sobą, rozwijał się przez całe życie. Zmiany te zachodziły pomału, bywały wręcz niedostrzegalne. Rzecz jasna, nie zamierzał się z nimi obnosić, jak przystało na najbardziej zamkniętego w sobie ze wszystkich ojców założycieli. Sprawy, które naprawdę leżały mu na sercu, oraz przekonania, nierzadko żarliwe, omawiał zazwyczaj w prywatnych listach, nie wypowiadał się o nich publicznie. W czasie wojny o niepodległość i w okresie sprawowania prezydentury starał się podnosić ludzi na duchu i inspirować, tego bowiem wymagały okoliczności, sam jednak często popadał w przygnębienie, bywał kąśliwy, gwałtowny lub posępny.
Nowa edycja jego listów i pism, rozpoczęta w 1968 roku i będąca jednym z najwybitniejszych projektów naukowych naszej epoki, dała nam niezwykły wgląd w umysł Washingtona. Grupa niestrudzonych badaczy z Uniwersytetu Wirginii sprawiła, że monumentalne biografie pierwszego prezydenta Stanów Zjednoczonych napisane w połowie XX wieku – mam tu na myśli siedem tomów (1948–1957) Douglasa Southalla Freemana i cztery tomy (1965–1972) Jamesa T. Flexnera – domagają się uzupełnień. Moja książka opiera się na niezwykle starannej lekturze sześćdziesięciu opublikowanych dotąd tomów nowej edycji listów i dzienników oraz siedemnastu tomów starszych wydań, pozwalających uzupełnić pewne luki historyczne. Nigdy dotąd nie mieliśmy dostępu do tak ogromnego materiału na temat prywatnego i publicznego życia Washingtona.
W ostatnich dekadach ukazało się wiele znakomitych krótkich biografii, a także niezwykle wnikliwych prac poświęconych konkretnym wydarzeniom, zagadnieniom i okresom jego życia. Moim zamiarem było jednak napisanie obszernej jednotomowej książki relacjonującej losy Washingtona od narodzin do śmierci; zależało mi przy tym zarówno na rzetelności, jak i na dramaturgii, a także na wykorzystaniu gigantycznej liczby nowych badań i odkryć historycznych, dzięki którym rozumiemy go lepiej niż kiedykolwiek. Zakładam, że większość czytelników biorących moją książkę do ręki darzy Washingtona chłodnym szacunkiem, mam jednak nadzieję, że po lekturze całym sercem docenią jej bohatera, najpierwszego z Amerykanów i człowieka, który osiągnął szczyty politycznej wielkości.Wstęp. Portrecista
1.
1 Carrie Rebora Barratt, Ellen G. Miles, _Gilbert Stuart_, Metropolitan Museum of Art, Yale University Press, New York–New Haven 2004, s. 78–79.
2.
2 Paul K. Longmore, _The Invention of George Washington_, University of California Press, Berkeley 1988, s. 181.
3.
3 Ron Chernow, _Alexander Hamilton_, Penguin Press, New York 2004, s. 89.
4.
4 James MacGregor Burns, Susan Dunn, _George Washington_, Times Books / Henry Holt, New York 2004, s. 58.
5.
5 Carrie Rebora Barratt, Ellen G. Miles, dz. cyt., 137.
6.
6 Thomas Jefferson, _Writings_, red. Merrill D. Peterson, Library of America, New York 1984, s. 1319.
7.
7 _The Spur of Fame. Dialogues of John Adams and Benjamin Rush, 1805–1813_, red. John A. Schutz, Douglass Adair, Huntington Library, San Marino 1966, s. 98.
8.
8 George Washington Parke Custis, _Recollections and Private Memoirs of Washington_, Derby & Jackson, New York 1860, s. 418.
9.
9 _George Washington Reconsidered_, red. Don Higginbotham, University of Virginia Press, Charlottesville 2001, s. 282.1. Krótkowieczna rodzina
1.
1 _PWP_, t. 10, s. 333.
2.
2 _George Washington Reconsidered_, red. Don Higginbotham, University of Virginia Press, Charlottesville 2001, s. 20.
3.
3 Fred Anderson, _George Washington Remembers. Reflections on the French and Indian War_, Rowman & Littlefield, Lanham 2004, s. 31.
4.
4 Henry Wiencek, _An Imperfect God. George Washington, His Slaves, and the Creation of America_, Farrar, Straus & Giroux, New York 2003, s. 31.
5.
5 Tamże, s. 34.
6.
6 Garry Wills, _Cincinnatus. George Washington and the Enlightenment_, Doubleday, Garden City 1984, s. 68.
7.
7 Douglas Southall Freeman, _George Washington. A Biography_, t. 1, Charles Scribner’s Sons, New York 1948, s. 58.
8.
8 Tamże, s. 69.
9.
9 _PWCF_, t. 2, s. 175, list do markiza de La Fayette, 8 grudnia 1784.
10.
10 Douglas Southall Freeman, dz. cyt., s. 193.
11.
11 Margaret C. Conkling, _Memoirs of the Mother and Wife of Washington_, Derby, Miller, Auburn 1850, s. 22.
12.
12 N. Hervey, _The Memory of Washington with Biographical Sketches of His Mother and Wife_, James Munroe, Boston 1852, s. 45.
13.
13 Paula S. Felder, _Fielding Lewis and the Washington Family. A Chronicle of 18th Century Fredericksburg_, The American History Company, Fredericksburg 1998, s. 34.
14.
14 David Ramsay, _The Life of George Washington_, T. Cadell & W. Davies, London 1807, s. 3.
15.
15 _PWP_, t. 7, s. 32, list do George’a Steptoe Washingtona, 5 grudnia 1790.
16.
16 Richard Brookhiser, _Founding Father. Rediscovering George Washington_, Free Press, New York 1996, s. 137.
17.
17 W.W. Abbot, _An Uncommon Awareness of Self. The Papers of George Washington_, „Prologue. Quarterly of the National Archives”, wiosna 1989.
18.
18 _WWF_, t. 35, s. 341, list do George’a Washingtona Parke’a Custisa, 19 grudnia 1796.
19.
19 Peter R. Henriques, _Realistic Visionary. A Portrait of George Washington_, University of Virginia Press, Charlottesville 2006, s. 188.
20.
20 _WWR_, s. 3, _Rules of Civility_, 1747.
21.
21 Tamże, s. 10.
22.
22 Tamże, s. 5.
23.
23 Tamże, s. 6.
24.
24 William Guthrie Sayen, _George Washington’s „Unmannerly” Behavior. The Clash between Civility and Honor_, „Virginia Magazine of History and Biography”, zima 1999, t. 107, nr 1.
25.
25 _WWF_, t. 35, s. 295, list do George’a Washingtona Parke’a Custisa, 28 listopada 1796.
26.
26 _PWRT_, t. 1, s. 169, list do George’a Washingtona Parke’a Custisa, 4 czerwca 1797.