Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Człowiek w Cywilizacji - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 maja 2026
38,37
3837 pkt
punktów Virtualo

Człowiek w Cywilizacji - ebook

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, że pewne artefakty w muzeach nie pasują do oficjalnej wersji historii? Moja nowa saga „Człowiek w Cywilizacji” to podróż od mitów Anunnaki, przez ingerencję w ludzki genom, aż po ucieczkę na Zachód. To nie jest zwykła fantastyka. To alternatywna historia naszych korzeni. 4 tomy. 1500 stron przygody. Od genetycznej izolacji, wybuchu wulkanu i M Kaspijskie, stepy aż po osiedlenie w Polsce. Zobacz, jak rodziła się nasza cywilizacja w cieniu zakazanej wiedzy.

 

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Science Fiction
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8440-979-4
Rozmiar pliku: 3,0 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Wstęp

Współczesny świat staje się coraz bardziej niechętny tej prawdzie. Cywilizacja, zafascynowana technologią i wiarą w postęp liniowy, stara się uciec od instynktów, które zbudowały jej fundamenty. Instynkty przetrwania, dominacji, rozmnażania, terytorialność czy potrzeba odkrywania zostają zepchnięte do roli prymitywnych pozostałości po „zwierzęcej” przeszłości. Ale to właśnie one uformowały człowieka takim, jakim jest. Bez tych sił nie powstałaby żadna kultura, żadna technologia, żadna religia. I choć dziś próbuje się je maskować etykietami moralności czy duchowości, one nie zniknęły — działają nadal, ukryte, przebrane za wartości, tłumione konwenansem. A to, co tłumione, nie znika — ono gromadzi napięcie.

Religie, które niegdyś scalały wspólnoty — pozwalały grupom funkcjonować wspólnie, utrwalały normy przetrwania — z czasem stały się strukturami władzy. Nie chodzi już w nich o zrozumienie cyklu natury, lecz o jego zakłócenie. Tam, gdzie natura dopuszcza selekcję, religia wprowadza dogmat. Tam, gdzie natura akceptuje śmierć jako narzędzie korekty, religia ustanawia nietykalne zakazy. Człowiek, który tworzy zasady sprzeczne z naturą, stawia się w roli ponad naturalnej — ale jednocześnie skazuje się na klęskę, bo cyklu nie da się oszukać.

Jednym z najbardziej sprzecznych z naturą nakazów jest zakaz przerywania ciąży — stanowisko religijne, które ignoruje fakt, że natura sama dopuszcza, a wręcz generuje spontaniczne poronienia jako mechanizm eliminacji nieprawidłowych połączeń genetycznych. Natura „testuje” nowe istnienia. Tam, gdzie połączenie kodów DNA jest wadliwe, uruchamiany jest naturalny proces zakończenia ciąży — nie z okrucieństwa, lecz z optymalizacji. Każda blokada tego procesu to krok ku stagnacji.

Wydłużenie życia jednostki nie może oznaczać zahamowania różnorodności narodzin — ich liczby, rytmu i jakości. Cywilizacja, która pragnie trwać, musi zrozumieć, że dłuższe życie wymaga jednoczesnego zachowania naturalnego rytmu narodzin — ich liczby, zmienności, dynamiki. To dzięki tym biologicznym możliwościom natura poszukuje harmonii i doskonali formę.

Religia, obiecując nagrodę po śmierci i strasząc karą, przestała być drogowskazem, a stała się instrumentem kontroli. Tam, gdzie pojawia się kara i nagroda, pojawia się mechanizm władzy i zależności materialnych. I choć brzmi to brutalnie — jest to logiczne. Władza potrzebuje środków do utrzymania się przy życiu. Jednym z nich jest uzurpowanie prawa do określania, kto zasługuje na życie, a kto nie. Człowiek został rozbity na jednostki wierne lub zbuntowane — a całość, jaką tworzy ludzkość jako zjawisko, została zapomniana.

Tymczasem tylko spojrzenie na człowieka jako zbiorowość ma sens w kontekście istnienia długoterminowego. Pojedyncza osoba nie jest w stanie przetrwać więcej niż jedno życie. Ale człowiek jako gatunek, jako twórca technologii, pamięci, kultury, jako konstrukcja energetyczno-informacyjna — może dążyć do czegoś, co przypomina „życie wieczne”. Oczywiście nie w sensie religijnym, lecz biologicznym, cywilizacyjnym, kosmicznym. Aby osiągnąć ten poziom, musi dojść do pewnej dojrzałości: świadomości, że przetrwanie jednostki nie może być celem nadrzędnym. Celem nadrzędnym jest trwanie gatunku w dynamicznym, pulsującym zmianami układzie wszechświata.

Dlatego konflikt nie musi być traktowany wyłącznie jako zagrożenie. Nie należy potępiać konkurencji. To nie są formy zła — to są formy ruchu. Ruch zaś jest podstawą ewolucji. Ludzkość nie porzuciła przemocy — jedynie ją zakamuflowała. Dziś zabija nie mieczem, lecz kalkulacją: ekonomiczną, polityczną, symboliczną. Problem nie leży w samej przemocy, lecz w hipokryzji jej ukrywania. Konflikt, gdy jest rozumiany i kontrolowany, może być motorem postępu. To dzięki niemu człowiek nauczył się latać, podbijać kontynenty, tworzyć maszyny, leki, komputery. Zające nie zabijają zajęcy — bo nie muszą. Człowiek zabija, bo może zyskać przewagę. A przewaga to klucz do trwania idei.

Carl Sagan

_„Jeśli chcemy przetrwać jako gatunek, musimy porzucić bezpieczeństwo dogmatu na rzecz ryzyka poznania. Nauka nie obiecuje wygód — ale daje szansę na prawdę.”_

W tym spojrzeniu nie ma przestrzeni dla dogmatów. Nie ma świętości, której nie można dotknąć, i nie ma tabu, którego nie można rozbroić. Człowiek, który akceptuje cykl natury, może przetrwać. Ten, który próbuje go kontrolować dogmatem — zginie. Dzieje się to nie poprzez karę boską, lecz poprzez naturalne konsekwencje: degenerację, stagnację, utratę adaptacyjności. Natura nie toczy wojny z człowiekiem. Po prostu nie powstrzymuje go, gdy ten wybiera drogę ku upadkowi.

Ten tekst jest próbą odrzucenia złudzeń. Próbą spojrzenia na człowieka jako formę przejściową w większym mechanizmie. Jako część, która może trwać, jeśli zrozumie swoją rolę, lub zniknąć — jeśli będzie udawać, że jest ponad systemem. W świecie, który coraz bardziej odkleja się od rzeczywistości, powrót do cyklu może być jedyną drogą do przetrwania.

Człowiek nie zrodził się jako istota doskonała. Jego istnienie jest efektem niezliczonych prób, skrzyżowań, powtórzeń i odstępstw od wzorca, którego nigdy w naturze nie było. To właśnie błąd — subtelny mechanizm odchyleń — napędza ruch ewolucji. Gdyby wszystko działało idealnie, rozwój byłby niemożliwy. Statyczna równowaga to nic innego jak śmierć w przebraniu porządku. Dlatego natura, choć oparta na porządku, zawiera w sobie zapis prawa do odchyleń — i to one stają się napędem przemian.

Każde życie powstaje w warunkach niedoskonałości — komórki się mylą, nici DNA zawierają odstępstwa, a procesy dojrzewania nigdy nie przebiegają liniowo. U roślin zdarzają się asymetryczne liście, u zwierząt — kończyny, które nie niosą już funkcji, a jednak wciąż są powielane. Wśród ludzi — niemowlęce odruchy chwytne, zęby mądrości, kręgosłup, który z trudem znosi pion. A jednak to właśnie dzięki tym „usterkom” ewolucja posiada narzędzie korekty. Błąd staje się przestrzenią testowania nowego, szansą, że to co nieprzewidywalne okaże się korzystne.

W świecie ludzi — zwłaszcza tych budujących wizje przyszłości — błąd jest niezbędny. Nie jako potknięcia, ale jako próby istnienia w nieznanym. Wydłużenie życia nie może oznaczać zatrzymania różnorodności narodzin; więcej czasu musi współistnieć z większą liczbą wariantów, prób, mutacji. To nie powtarzalność perfekcji, lecz jakość błędów — zrozumianych i przekształconych — kształtuje przyszłość.

W tym sensie każda ingerencja w naturalny cykl, która ma na celu eliminację błędu, jest ryzykiem wyhamowania procesu rozwoju. A to, co nazywamy „postępem”, nie zawsze oznacza usuwanie niedoskonałości — czasem oznacza nauczenie się ich słuchać. Bo to właśnie z nich, z tych niewygodnych dysonansów, rodzi się coś więcej niż tylko przetrwanie — rodzi się świadomość kierunku.

Na samym początku człowiek nie potrzebował ideologii. Wystarczyła rodzina, głód, ogień i instynkt. Lecz wraz ze wzrostem liczebności pojawiła się konieczność scalenia jednostek w coś większego — klany, rody, a później społeczności zdolne do wspólnego działania, zwłaszcza wobec zagrożenia z zewnątrz. Ewolucyjnie było to konieczne — przetrwanie zapewniała liczba, organizacja i gotowość do poświęcenia części dla całości. Trzeba było znaleźć język, który przekona do wspólnoty tych, którzy wcześniej byli tylko sąsiadami lub rywalami. W tym punkcie zrodziła się potrzeba, a z niej narodziło się narzędzie — religia.

Na początku była tylko opowieść. Mit — o przodku, który zesłał deszcz, o niebie, które słucha, o ziemi, która mści się za złe czyny. Ale te opowieści miały funkcję praktyczną: przekierowywały lojalność z rodziny na większą wspólnotę. Uczyły posłuszeństwa wobec „niewidzialnego”, którego głos przemawiał przez starszyznę lub kapłana. Kiedy jedna grupa wierzyła, a druga nie — zwyciężała ta bardziej spójna, bo była gotowa działać razem. Religia nie była narodzinami duchowości. Była narodzinami dyscypliny.

Z czasem to narzędzie zaczęło żyć własnym życiem. Utrwalone w rytuałach, tekstach, symbolach — przejęło funkcję kontroli i władzy. Przestało tylko jednoczyć — zaczęło dzielić. Bóg jednej grupy stał się przeciwnikiem boga drugiej. I tak religia, która miała chronić wspólnoty, zaczęła być używana do zdobywania terytoriów, zasobów, dusz. Broń uświęcono, a świętość — uzbrojono i jest święcona do dziś.

Dziś, kiedy żyjemy w świecie nadmiaru informacji i globalnych zależności, ta pierwotna funkcja religii staje się niebezpiecznym błędem. To, co kiedyś scalało grupy lokalne, teraz podsyca globalne podziały. Idea, która miała spajać, wyznacza granice. Mity, które niegdyś chroniły człowieka w epoce kamienia, dziś blokują jego rozwój w epoce kwantów. Ewolucyjna potrzeba wspólnego mitu została zrealizowana, ale narzędzie nie przystaje już do celu. Co gorsza — narzędzie stało się celem samym w sobie.

Człowiek staje dziś przed pytaniem: czy potrafi wyjść poza swoje własne wynalazki? Czy zdoła przekształcić religię z narzędzia w doświadczenie wewnętrzne — wolne od struktury władzy? Czy zdąży odłożyć broń do muzeum, zanim sam padnie ofiarą swojej legendy?

Rozwinięcie

RELIGIA JAKO BROŃ — OD NARZĘDZI PRZETRWANIA DO ZAGROŻENIA EWOLUCYJNEGO

Na początku człowiek nie znał granic. Nie istniały państwa, prawa, ani zinstytucjonalizowane religie. Było tylko życie — krótka chwila świadomości, zamknięta w biologii i instynkcie. Rodzina była pierwszym systemem, który dawał bezpieczeństwo. Grupa pokrewna oznaczała przetrwanie. Ale im większa stawała się wspólnota, tym trudniej było utrzymać porządek — a tym bardziej solidarność wobec zewnętrznego zagrożenia.

Wtedy właśnie narodził się mit. Na początku był prostym narzędziem — nie potrzebował kapłanów ani świątyń. Wystarczył szacunek wobec ognia, przodków, słońca. Mit porządkował świat — nadawał sens nieznanemu, jednoczył wokół jednego celu. To nie była jeszcze religia, ale jej rdzeń — wspólna opowieść.

Z czasem jednak te opowieści zaczęły być narzędziem nie tylko przetrwania, lecz także ekspansji. Kiedy pojawiła się potrzeba podboju — nowego terytorium, ziemi, dostępu do wody — konieczne stało się coś więcej niż siła fizyczna. Potrzebna była legitymizacja władzy — nad innymi i nad własnym lękiem. Tak powstała religia jako struktura — z rytuałem, zakazem i obietnicą.

Religia zaczęła pełnić funkcję broni. Nie tej, która rani ciało, ale tej, która ujarzmia umysł. Służyła do dyscyplinowania mas, do kierowania strachem i nadawania kierunku agresji. Kiedyś była koniecznością — bez niej nie dało się zbudować imperium. Ale z czasem — kiedy ludzie zaczęli rozumieć więcej, widzieć dalej, kwestionować hierarchie — religia nie przeszła przemiany. Zamiast ewoluować razem z człowiekiem, została zamrożona w dogmatach. Dziś to, co miało jednoczyć, dzieli. To, co miało chronić, ogranicza. Religie wciąż są używane jak narzędzia — nie przez „bogów”, lecz przez ludzi, którzy z ich pomocą uzasadniają prawo do decydowania o cudzym życiu, rozwoju, ciele i świadomości. Współczesne zakazy nie wyrastają już z troski o życie, lecz z lęku przed jego przemianą. Tam, gdzie dawniej chroniono porządek, dziś broni się niezmienności. A to, co niezmienne — nie rozwija się, lecz trwa aż do rozpadu.

A co jeszcze groźniejsze — religia przestała być otwartym systemem. Nie pozwala na błędy, które są przecież warunkiem ewolucji. Nie akceptuje wątpliwości, które są fundamentem myślenia. Zamyka cywilizację w klatce wiecznych odpowiedzi, podczas gdy pytania są tym, co naprawdę rozwija.

Właśnie dlatego dzisiaj religia — w swojej zinstytucjonalizowanej, niezmiennej formie — stała się błędem ewolucyjnym. I nie dlatego, że ludzie przestali wierzyć. Ale dlatego, że nie mogą już rozwijać się dalej, jeśli nie uwolnią się spod ciężaru przeszłości. Religia z narzędzia przetrwania przekształciła się w przeszkodę dla dalszej ekspansji — tak w sensie biologicznym, jak i kosmicznym.

Bo jeżeli człowiek naprawdę ma istnieć wiecznie — nie jako jednostka, ale jako gatunek — to potrzebuje nowego porządku. Takiego, który nie opiera się na nagrodzie i karze, ale na rozumieniu cyklu życia. Na akceptacji błędu jako formy doskonalenia. I na świadomości, że nie ma już jednego boga, który prowadzi — bo człowiek sam musi stać się twórcą.

Stanisław Lem

„_Religia powstała z bezradności człowieka wobec chaosu świata, ale przetrwała, bo stała się narzędziem porządku. Z czasem jednak narzędzie to zaczęło hamować poznanie — jakby ktoś, kto wymyślił pług, zabraniał zasiać inne ziarno.”_

Religia, która przez tysiąclecia pełniła funkcję spajającą społeczności, dziś coraz częściej staje się anachronicznym reliktem. W epoce, gdy dominowało myślenie mityczne, była niezbędna — pozwalała tworzyć wspólną narrację, regulowała życie codzienne i nadawała sens wydarzeniom, których człowiek nie potrafił jeszcze wyjaśnić. Ale wraz z rozwojem nauki i technologii wiele z tych wyjaśnień przestało wystarczać. Gdy Galileusz, Kopernik czy Darwin stawiali pytania niezgodne z obowiązującą doktryną, reakcją nie była ciekawość, ale lęk i represja — bo każda zmiana zagrażała konstrukcji opartej na strachu i posłuszeństwie.

Religie zbudowane wokół idei nieomylności nie tolerują błędów — a to właśnie błąd jest podstawowym narzędziem ewolucji. Mutacja, próba, ryzyko — to mechanizmy, dzięki którym natura doskonali formy życia. Tymczasem wiele systemów religijnych karało za odstępstwo, za pytanie, za szukanie. W takim systemie niemożliwe byłoby powstanie człowieka wyprostowanego, eksplorującego kosmos czy modyfikującego własne geny. Człowiek — jako gatunek — rozwijał się nie dzięki temu, że był posłuszny, ale dlatego, że był niespokojny.

Religia zorientowana na życie po śmierci promuje też myślenie jednostkowe, oderwane od realnych potrzeb zbiorowości. Obietnica nagrody po śmierci bywa silniejsza niż troska o przyszłość kolejnych pokoleń. Dlatego wciąż zdarzają się zakazy aborcji, transfuzji, czy in vitro — choć są to narzędzia służące zwiększaniu szans przetrwania i zdrowia gatunku. W imię dogmatu poświęca się realną efektywność.

Władza religijna, utrwalona przez wieki, opierała się na systemie strachu i hierarchii — najpierw przed ogniem piekielnym, później przed sądem boskim, a dziś przed społecznym wykluczeniem. To nie przypadek, że historia zna wojny religijne, palenie książek, tłumienie wiedzy. Współcześnie widzimy echo tych mechanizmów w oporze wobec sztucznej inteligencji, modyfikacji genetycznych czy badań nad trans humanizmem. Centralna prawda nie toleruje zmian. A świat się zmienia.

Gdy instytucje religijne przestają być autentyczne, gdy głoszą miłość, a praktykują przemoc, tracą społeczne zaufanie. Nie chodzi już o utratę wiary, lecz o utratę wiarygodności. Natura człowieka oparta jest na zaufaniu — to ono umożliwia współpracę i tworzenie struktur. Tam, gdzie zaufanie znika, instytucje tracą rację bytu. Ewolucja, która wcześniej wyniosła religię do roli narzędzia przetrwania, dziś ją odrzuca — bo przestała pełnić tę funkcję.

Wilhelm z Ockham (XIV w.)

_„Nie należy mnożyć bytów bez konieczności.”_Księga Rodzaju 1,26 — Biblia (Stary Testament). Dostęp: wydania drukowane Biblii (np. Biblia Tysiąclecia) lub zasoby online, m.in. Biblia Tysiąclecia, Gość Niedzielny (sekcje biblijne), portale biblijne.

Księga Rodzaju 2,7 — opis aktu stworzenia człowieka z prochu ziemi i tchnienia życia. Dostęp: jak wyżej; dodatkowo opracowania i komentarze biblijne dostępne w bibliotekach teologicznych i serwisach religijnych.

Księga Rodzaju 1,27 — stworzenie człowieka jako mężczyzny i kobiety. Dostęp: wydania Biblii oraz komentarze egzegetyczne (np. publikacje naukowe i popularnonaukowe dotyczące Starego Testamentu).

Motyw nadania człowiekowi boskiej mądrości przez Enki — por. teksty sumeryjskie i akadyjskie, m.in. _Enki i Ninmah_, _Atra-Hasis_. Dostęp: tabliczki klinowe przechowywane w zbiorach British Museum oraz University of Pennsylvania Museum of Archaeology and Anthropology; opracowania naukowe z zakresu asyriologii.

Cel stworzenia człowieka w mitologii mezopotamskiej — odciążenie bogów od pracy. Źródła: _Atra-Hasis_, _Enuma Elish_ (teksty akadyjskie); przekłady i komentarze dostępne w publikacjach naukowych oraz opracowaniach historii Mezopotamii.

Hipoteza wpływu mitów mezopotamskich na teksty biblijne — szeroko omawiana w badaniach nad starożytnym Bliskim Wschodem. Dostęp: literatura naukowa (historia religii, biblistyka), publikacje porównawcze dotyczące Księgi Rodzaju i mitów Mezopotamii.

Kramer, S. _History Begins at Sumer_, University of Pennsylvania Press, 1981.

CBS 14061, University of Pennsylvania Museum, katalog tabliczek sumeryjskich.

VA 243, Vorderasiatisches Museum Berlin.

Biblia Tysiąclecia, Księga Rodzaju 1:14—16.

Wilkinson, R. H. _The Complete Gods and Goddesses of Ancient Egypt_, Thames & Hudson, 2003.

_The Book of Chilam Balam_, tłumaczenie: Munro S. Edmonson, University of Oklahoma Press, 1982.

Rocher, L. _The Puranas_, 1986.

BM 74329, British Museum, tabliczka sumeryjska z Eridu.

Jacobsen, Th. _The Treasures of Darkness: A History of Mesopotamian Religion_, Yale University Press, 1976 — o bankach nasion w Sumerze

Smith, P. _Early Agriculture in Mesopotamia_, Cambridge University Press, 1995 — o uprawach zbóż i roślin użytkowych w starożytności.

Postgate, J. _Early Mesopotamia: Society and Economy at the Dawn of History_, Routledge, 1992 — o prymitywnych systemach irygacyjnych.

Crawford, H. _Sumer and the Sumerians_, Cambridge University Press, 2004 — o funkcji zigguratów jako centrów religijnych i administracyjnych.

Cooper, J. S. _The Age of Agade: Inventing Empire in Ancient Mesopotamia_, Routledge, 2004 — znaczenie imienia Sargon („Šarru-kīn”).

Nissen, H. J. _The Early History of the Ancient Near East_, University of Chicago Press, 1988 — o początkach pisma jako narzędzia administracyjnego.

Rochberg, F. _The Heavenly Writing: Divination, Horoscopy, and Astronomy in Mesopotamian Culture_, Cambridge University Press, 2004 — obserwacje Wenus i początki astronomii.

Podział kręgu na 24 części nie jest bezpośrednio potwierdzony w najstarszych źródłach, jednak wywodzi się z mezopotamskiej tradycji łączenia podziałów dwunastkowych i sześćdziesiątkowych. Liczba 24 pojawia się jako naturalne rozszerzenie systemu (2 × 12), później związane z podziałem doby.

Podział dnia i nocy na dwanaście części ma swoje korzenie w starożytnym Egipcie i Mezopotamii. Wynikał z obserwacji ruchu Słońca i gwiazd (tzw. dekany egipskie), a z czasem doprowadził do 24-godzinnego systemu czasu.

Pojęcie „tuzina” (12) ma bardzo stare pochodzenie i było szeroko stosowane w starożytnych systemach liczbowych. W Mezopotamii funkcjonował system sześćdziesiątkowy, w którym liczba 12 była jednym z jego naturalnych dzielników.

Dwanaście miesięcy księżycowych wynika z obserwacji cyklu faz Księżyca (ok. 29,5 dnia). Dwanaście takich cykli daje rok krótszy niż słoneczny, co wymagało późniejszych korekt kalendarzowych.

Zodiak jako uporządkowany system 12 znaków powstał w Babilonii około I tysiąclecia p.n.e. Wcześniejsze obserwacje gwiazd i konstelacji były bardziej swobodne i nie miały jeszcze ustalonej symboliki ani nazw.

Zjawisko określone jako „zorza południowa” (aurora australis) występuje w pobliżu biegunów magnetycznych. W rejonach Mezopotamii nie było ono obserwowalne; w tym kontekście może być traktowane jako element literacki lub metaforyczny opis rzadkich zjawisk świetlnych na niebie.

Próby tworzenia kalendarzy oparte były często na uproszczonych modelach (np. 360 dni jako 12 × 30). System 300-dniowy nie jest potwierdzony historycznie, ale wpisuje się w naturalny etap prób dopasowania cykli nieba do życia rolniczego.

Kalendarz składający się z 360 dni plus dodatkowych 5 dni „poza czasem” był stosowany m.in. w starożytnym Egipcie. Dni te miały charakter świąteczny i były poświęcone bóstwom.

Przesilenie zimowe było w wielu kulturach momentem przełomowym — symbolem odrodzenia światła i początku nowego cyklu. Obserwacja tego zjawiska należała do podstaw wczesnej astronomii i kalendarza rolniczego.Lombombo Bone, National Museum of Eswatini, Manzini; fragment kości pawiana z 29 nacięciami.

Kość z Lebombo była wielokrotnie wypożyczana na wystawy międzynarodowe; katalog muzealny NMES.

Liczba 29 odpowiada pełnemu cyklowi księżyca (15 dni przybywającego +14 dni ubywającego lub 15+15).

Interpretacja Marshack, M., _The Roots of Counting_, 1972.

Ishango Bone, jezioro Edward, DR Konga / Uganda; nacięcia liczbowe w grupach 11, 13, 17, 19 oraz 12, 18, 24, 6, 8.

Royal Belgian Institute of Natural Sciences, Bruksela; numer inwentarzowy RI 1957.001.

Jean de Heinzelin de Braucourt, Marshack — analiza systemów liczbowych w kości Ishango; sugeruje przodek systemów 15 i 60.

Cueva de las Manos, Argentyna; odciski dłoni datowane 9 000 — 13 000 lat temu.

Gargas, Francja; 25 000 lat temu; analiza odcisków dłoni jako system liczbowy.

Tabliczki z Uruk (British Museum BM 92687); system 60 i podziały kwadransowe.

Przykład europejski: Mendel, zestawy po 15 sztuk; echo starożytnego systemu piętnastkowego.

Wskazuje na codzienne wykorzystanie cykli księżyca i liczb piętnastkowych w praktyce.

Dziedzictwo nieprzekazywane słowami, lecz gestami i symbolami w artefaktach.

Symbolika zegarów i odcinków czasu w kulturach późniejszych.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij