Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Czwartki u Steni - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 czerwca 2026
10,10
1010 pkt
punktów Virtualo

Czwartki u Steni - ebook

„Czwartki u Steni” to opowieść widziana z zupełnie niezwykłej perspektywy — z punktu widzenia kota Feliksa, niekwestionowanego władcy domu. To on obserwuje, komentuje i bezlitośnie ocenia świat ludzi — „humanów”, którzy żyją obok niego, nie zawsze rozumiejąc rzeczy najprostsze. A przecież wszystko jest oczywiste: dom należy do kota. W tych krótkich, błyskotliwych historiach codzienność miesza się z humorem, czułością i lekką ironią.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Proza
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8455-728-0
Rozmiar pliku: 2,2 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WSTĘP

Nazywam się Felix, hrabia Puriny.

Pan i władca tego domu.

Strażnik miseczek, opiekun kanap,

nadzorca ogrodu i postrach wszelkiego ptactwa.

Pozwalam wam poczytać historie, które działy się

w moim domu, a właściwie — w moim królestwie.

Nie wszystko zrozumiecie.

Bo jesteście tylko humanami.

Niedowiarkom, humanoidalnym stworom,

wyjaśniam: tak — piszę czterema łapkami

po klawiaturze.

Czasami też ogonem. Zależy od nastroju.

A wy, którzy wierzyliście w konia,

który mówi… macie wątpliwości?

W moim domu dzieją się rzeczy dziwne.

Humany znikają w czwartki.

Płaczą nad mięskiem, którego nie jedzą.

Śmieją się bez powodu.

I nie rozumieją rzeczy najprostszych.

Na przykład tego, że świat należy do kota.

Ja tylko patrzę, obserwuję i zapamiętuję.

A potem… opisuję.

Jeśli więc macie odwagę,

możecie wejść do mojego świata.

Ale uprzedzam: tu obowiązują moje zasady.

OGRÓDEK

Biedna ta moja karmicielka.

Patrzę na nią i widzę, że coś ją naszło.

Posadziła kocimiętkę, jak jej babka.

Piwonie, marcinki, pietruszkę.

Grządki równo porobione,

jakby to miało jakieś znaczenie.

Pewnie chce mieć taki babciowy ogródek.

Taki jak dawniej.

Z zapachem ziemi, z kwiatami, z porządkiem.

Ja się nie czepiam specjalnie.

Kocimiętka daje takiego kopa,

że… no odlot, że hej.

Tu ją rozumiem.

Ale te pietruszkowe czy marchewkowe grządki…

To dla mnie kuweta full wypas.

Miękko, równo, świeżo przekopane.

Nie wiem, czego ona się spodziewała.SALON

Nie pojmuję też jej sentymentu do salonu.

Tam dla mnie zakaz wstępu.

Bo… no nie wiem właściwie dlaczego.

Tylko raz… no może dwa… a może trzy razy…

ogryzłem jej rośliny z kwietnika.

Pewnie takie jak u jej babki Zosi.

Jakieś ważne dla niej.

Może kilka razy nasikałem do jej torebki.

Albo pod stół, ale bez przesady.

A ona od razu:

„nie wolno”, „wynoś się”, „co ty robisz!”

Nie rozumiem.

To przecież wszystko jest w domu.

A dom jest mój.

Czego ona ode mnie oczekuje?

Że będę tylko patrzył?

Kto to zrozumie starego humana.

Do tego samicę.

Oczywiście zakaz obowiązuje tylko do czasu.

Bo ja mam swoje zasady.

Po każdej tzw. aktualizacji na dworze

wracam do domui robię pieczęć.

Na jej łóżku.

Nie wiem, dlaczego się denerwuje.

To przecież tylko znak,

że wszystko jest pod kontrolą.

I że dom… nadal jest mój.OBSTRUKCJA

Wyobraźcie sobie,

że kiedyś miałem kłopot z wypróżnieniem.

Sytuacja poważna, niewygodna.

Godna współczucia. Ale nie u nich.

Obie ludzkie samice —

stara i młoda — nic nie zauważyły.

Zajęte swoimi sprawami,

jakby w domu nie działo się nic ważnego.

A działo się.

I to bardzo.

W końcu jednak coś je tknęło.

Zakupiły do kuwety przezroczysty żwirek

i zaczęły wypatrywać rezultatu moich działań.

Jakie to było krępujące.

Ja nigdy nie zaglądam do ich muszli klozetowej.

Zawziąłem się.

Wstrzymywałem się prawie tydzień.

Niestety…

moje „Ferrero Roche” utknęło,

że tak powiem — w progu.

Nie było wyjścia. Musiałem błagać je o pomoc.

Obie ruszyły na ratunek. Stara — z korkociągiem.

Młoda — z lewatywą.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij