-
nowość
Czwarty ton - ebook
Czwarty ton - ebook
W archiwalnym raporcie z Operation Highjump zapisano całodzienny blackout radiowy. Prawie osiemdziesiąt lat później do Majonka trafia nagranie, na którym pojawia się sygnał, którego nie powinno tam być. Kubek i jego przyjaciele zaczynają od faktów: dokumentów wojskowych, fizyki fal i historii wypraw Richarda E. Byrda. Szybko jednak odkrywają, że nie wszystko da się wyjaśnić. „Czwarty ton” otwiera serię „Punkty Styku – Ziemski Kosmos”.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Science Fiction |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 2,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
SERIA SPECJALNA: ADMIRAŁ BYRD
Rembertów, 28 sierpnia 2026 roku
Pierwszy ślad nie był tajny.
Świecił z ekranu laptopa w piwnicy mojego domu w Rembertowie. Miał czterysta osiemnaście stron, na zeskanowanej okładce pieczątkę RESTRICTED i tytuł, przy którym człowiek zaczynał ziewać jeszcze przed dojściem do słowa „report”. We wrześniu 1947 roku War Department wydał go jako Army Observers’ Report of Operation Highjump: Task Force 68, U.S. Navy.
Majonek nie wysłał całego. Wybrał dwie strony.
Na pierwszej, w aneksie I(b), ktoś zapisał pod datą 16 stycznia 1947 roku:
A radio blackout existed all day due to ionospheric disturbance.
Całodzienny blackout radiowy z powodu zaburzenia jonosferycznego. Dalej było jeszcze ciekawiej. Odbierali nadajniki japońskie, własną grupę i NSS na osiemnastu kilohercach.
Na drugiej stronie, w aneksie 2(a), raport mówił o dwóch rejestratorach drutowych umieszczonych na pokładzie USS Mount Olympus. Nie można ich było zabrać na lód, bo pozostawały w ciągłym użyciu. Nagrywały transmisje radiowe.
Zdania dzieliło ponad dwieście stron, dwa okręty i siedemdziesiąt dziewięć lat. Nie powinny mieć ze sobą nic wspólnego. Majonek twierdził, że właśnie dlatego warto czytać je razem.
W notatniku napisałem: „Nagrywali wtedy, kiedy radio przestało działać”.
Doktor Alec Faniak skreślił to po dziewięciu minutach.
– Nie wiemy, czy nagrywali wtedy – powiedział. – Wiemy, że dwa urządzenia pracowały na okręcie flagowym, a blackout odnotowano na Curritucku, w Grupie Zachodniej. To nie jest ten sam okręt. Nie wiemy też, co dokładnie rejestrowano szesnastego stycznia.
– Właśnie dlatego napisałem to ołówkiem.
– Napisałeś długopisem.
Spojrzałem na kartkę.
– Ważne, że odręcznie.
Był piątek, dochodziła dwudziesta druga. Na stole pomiędzy częściami do BSA i trzema kubkami stał laptop Majonka. Obok leżał przenośny rejestrator, interfejs audio, dwa dyski i kremowa Śnieżka po moim ojcu.
Ania odsunęła radio od krawędzi stołu. Zrobiła to bez przerywania rozmowy, bo jako jedyna z nas potrafiła jednocześnie zajmować się końcem świata i pilnować, żeby nie spadł na beton.
Pablo siedział na kanapie. Przez pierwsze dziesięć minut milczał, co w jego przypadku oznaczało albo chorobę, albo intensywne korzystanie z telefonu.
Norbert Majonek stał przy regale z rękami w kieszeniach. Był moim szefem i zachowywał się tak, jakby umowa o pracę obejmowała również moją piwnicę.
Faniak zaczął jako mój psycholog. Potem wydarzyło się kilka rzeczy, których nie dało się wpisać do kalendarza wizyt, i od tamtej pory uczestniczył w naszych spotkaniach jako człowiek wyznaczony przez los do mówienia, że korelacja nie jest przyczynowością.
Babcia przyjechała z Pablem, ale została na górze. Nie była niczyją babcią. Nikt już nie pamiętał, kto pierwszy tak ją nazwał, a ona nie widziała powodu, żeby nam pomagać. Oświadczyła, że jeśli umarli chcą się z nami skontaktować, poradzą sobie ze schodami, po czym zabrała mój kubek i usiadła w kuchni.
– To jeszcze raz – powiedziała Ania. – Co naprawdę mamy?
Majonek obrócił laptop w jej stronę.