Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Dasein na wielkim ekranie, czyli filozofia Martina Heideggera w filmach - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
18 marca 2026
23,00
2300 pkt
punktów Virtualo

Dasein na wielkim ekranie, czyli filozofia Martina Heideggera w filmach - ebook

Justine, którą można z powodzeniem określić mianem heideggerowskiego Dasein, rozumie, że jesteśmy byciem-ku-śmierci. Rozumie to od zawsze. To małość i miałkość świata, który zdaje się nie zdawać sobie sprawy z nieodwołalności śmierci, ją męczy. Bycie, jako bycie-ku-śmierci, a jednak będące jedynie byciem ku formom, ku złudzeniom, ku kuglarskim, żałosnym sztuczkom, zabija Justine. Prawdziwa śmierć będzie końcem, wyzwoleniem i prawdą.

Filozofia Martina Heideggera bywa uważana za nieprzystępną i hermetyczną, język za pretensjonalny i maskujący banalność myśli. Czy zatem autor Bycia i czasu ma jeszcze coś do zaoferowania odbiorcy w XXI wieku? Ma i to niemało. Pod siatką kunsztownie ukutych neologizmów, zdań pozornie wewnętrznie sprzecznych kryje się spojrzenie uważne i wnikliwe, myślenie głębokie i odważne. Heidegger, lepiej niż ktokolwiek inny, zauważył, jak często zamiast żyć – popadamy w życie. Omówione w książce filmy stanowią klucz do zrozumienia Heideggera. A także nas samych, naszych nieuświadomionych strwożeń i lęków.

Martyna Butrym pokazuje, że Heideggerowskie trwoga, troska i autentyczność nie są jedynie pojęciami z akademickich podręczników, ale doświadczeniami, które codziennie rozgrywają się między kadrami. Filozofia staje się tu nie komentarzem do życia, lecz jego projekcją. Ogląda, pardon, czyta się jednym tchem, świetna książka!

Tomasz Stawiszyński

„Film zajmuje się tym, czym blisko 1600 lat temu zajmował się, przechadzający się po Atenach, Sokrates – stawia pytania, prowokuje, kwestionuje to, co oczywiste” – zaznacza Martyna Butrym w pierwszej części książki, odpowiadając w ten sposób trochę na pytanie, dlaczego ją napisała. Stawianie pytań przez kino od początków jego istnienia, a zwłaszcza na przełomie XX i XXI wieku, to zagadnienie złożone. Autorka wkracza w ten obszar śmiało, wybierając Siódmą pieczęć Bergmana (1957), Dzień świra Koterskiego (2002), Godziny Daldry’ego (2002) i Melancholię von Triera (2011). Godne podkreślenia, że wybrane filmy Autorka analizuje bez trudu, stosując terminologię filmoznawczą. Realizację podjętego zamiaru oceniam wysoko i uważam, że przypomnienie, iż warto interpretować filmy, korzystając z pomocy filozofów – wśród których Heidegger jest zapewne jednym z najważniejszych – może mieć kapitalne znaczenie dla polskiej myśli i krytyki filmowej.

dr hab. Krzysztof Kopczyński, prof. UW

Martyna Butrym (ur. 1989 r.) – filozofka, pisarka, scenarzystka. Ukończyła filozofię i polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim i scenopisarstwo w Krakowskiej Szkole Filmu i Komunikacji Audiowizualnej. Autorka audioseriali Księżyc w lustrze i Virga.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Spis treści

1. Na skraju króliczego futerka. Gdzie zaczyna się, a gdzie kończy filozofia?

2. Film a filozofia. Czy film może być językiem filozofii?

3. Martin heidegger. Znany i nielubiany

4. Dzieło i jego pan

5. Destrukcja dziejów ontologii

6. Bycie i czas

7. Dasein

8. Filozofia martina heideggera w filmach

9. Sein zum tode (bycie-ku-śmierci). Melancholia

10. Die sorge (troska). Dzień świra

11. Die angst (trwoga). Siódma pieczęć

12. Verfallenheit und eigentlichkeit (upadanie i autentyczność). Godziny

13. Bycie-ku-zrozumieniu-heideggera

14. Dasein na wielkim ekranie

Bibliografia

Spis ilustracji

Indeks nazwisk


Kategoria: Kino i Teatr
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-242-6809-2
Rozmiar pliku: 2,4 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

1. NA SKRAJU KRÓ­LI­CZEGO FU­TERKA. GDZIE ZA­CZYNA SIĘ, A GDZIE KOŃ­CZY FI­LO­ZO­FIA?

Czym jest fi­lo­zo­fia? To wiemy. Umi­ło­wa­niem mą­dro­ści, pierw­szą na­uką, nie kró­lową, ale matką in­nych dzie­dzin, cie­ka­wo­ścią czło­wieka ujętą w ramy; i z tych ram upar­cie wy­cho­dzącą.

Ale jak to ro­bić? Jak się upra­wia fi­lo­zo­fię? Czym się różni py­ta­nie „skąd wiesz?” za­dane przez cy­wila (czło­wieka nie-fi­lozo­ficz­nego, vir non phi­lo­so­phiae) od pod­nio­słego „skąd wiesz?” za­da­nego przez fi­lo­zofa? Czym się różni twier­dze­nie „czy wiesz, że…” wy­po­wie­dziane przez cy­wila od „czy wiesz, że…” au­tor­stwa fi­lo­zofa?

Za­py­tany o do­wód na ist­nie­nie świata ze­wnętrz­nego bry­tyj­ski fi­lo­zof, współ­twórca fi­lo­zo­fii ana­li­tycz­nej, Geo­rge Edward Mo­ore po­ka­zał swoją dłoń i po­wie­dział: „to jest ręka”, po czym pod­niósł drugą i do­dał: „a oto druga”. Do­wiódł tym sa­mym, że ist­nieją przy­naj­mniej dwa obiekty w świe­cie ze­wnętrz­nym, ergo świat ze­wnętrzny jako taki rów­nież ist­nieje. Ten epi­ste­mo­lo­giczny ar­gu­ment, bę­dący kry­tyką ide­ali­zmu i scep­ty­cy­zmu fi­lo­zo­ficz­nego, jest od lat oma­wiany i dys­ku­to­wany na wy­dzia­łach fi­lo­zo­ficz­nych na ca­łym świe­cie. Czy tak wolno ar­gu­men­to­wać? A je­śli tak, to komu?

Na prze­strzeni wie­ków fi­lo­zo­fo­wie prze­ka­zy­wali swoje po­glądy na wiele spo­so­bów. Czte­ry­sta lat przed na­szą erą So­kra­tes za­ga­dy­wał oby­wa­teli Aten i py­tał o kwe­stie – zda­wa­łoby się – oczy­wi­ste… Oczy­wi­ste do­póty, do­póki nie trzeba sfor­mu­ło­wać od­po­wie­dzi. So­kra­tes uwa­żał się za aku­szerkę, która ma od lu­dzi wy­do­być to, co oni już wie­dzą, cho­ciaż jesz­cze so­bie tego nie uświa­da­miają. Ta me­toda, zwana ma­jeu­tyką, po­le­gała na wy­do­by­ciu wie­dzy praw­dzi­wej drze­mią­cej w roz­mówcy. Ale nie w każ­dym roz­mówcy. Je­dy­nie w tym, który skrywa w so­bie taką mą­drość. Tego typu osoby So­kra­tes roz­po­zna­wał dzięki swo­jemu da­imo­nio­nowi, we­wnętrz­nemu gło­sowi, bo­skiej isto­cie, która od dzie­ciń­stwa szep­tała mu do ucha.

Jak po­wszech­nie wia­domo, So­kra­tes nie spi­sy­wał swo­ich my­śli w żad­nej for­mie; jego po­glądy znamy z pism Pla­tona. Bar­czy­sty za­ło­ży­ciel Aka­de­mii rów­nież nie pi­sał fi­lo­zo­ficz­nych roz­praw, ty­po­wych dla my­śli­cieli no­wo­żyt­nych – pi­sał Dia­logi. A czymże in­nym są dia­logi, je­śli nie uprosz­czo­nymi sce­na­riu­szami? Opera ma­gna Kanta, Spi­nozy, He­ideg­gera czy To­ma­sza z Akwinu nie są prze­cież je­dy­nymi wy­znacz­ni­kami, jak na­leży za­pi­sy­wać i for­mu­ło­wać my­śli. Ro­zu­miał to bar­dzo do­brze Nie­tz­sche, któ­rego nie­które dzieła, ta­kie jak Ludz­kie, an­ty­ludz­kie czy Wola mocy, przy­po­mi­nają bar­dziej zbiory afo­ry­zmów, a Tako rze­cze Za­ra­tu­stra jest po pro­stu ba­śnią, otwartą na in­ter­pre­ta­cję.

Można za­tem za­ga­dy­wać lu­dzi na rynku, bo tak do­ra­dza ci­chy głos z tyłu głowy, można pod­nieść rękę ni­czym Ar­nold Schwa­rze­neg­ger w Ter­mi­na­to­rze 3 i udo­wod­nić ist­nie­nie ze­wnętrz­nego świata, można wresz­cie uwa­żać, że do­bre sa­mo­po­czu­cie to ża­ło­sny wy­mysł dla kra­ma­rzy, chrze­ści­jan, krów, ko­biet, An­gli­ków i in­nych de­mo­kra­tów1 i być uzna­wa­nym za je­den z naj­wy­bit­niej­szych umy­słów XIX wieku, za fi­lo­zofa, który po­grze­bał Boga.

Bla­ise Pas­cal zde­cy­do­wał się po­dzie­lić ze świa­tem swoją fi­lo­zo­fią, ubie­ra­jąc ją w my­śli, któ­rych sfor­mu­ło­wał bli­sko ty­siąc i ze­brał je w książce za­ty­tu­ło­wa­nej My­śli wła­śnie. Z tego dzieła mo­żemy się do­wie­dzieć, że „Fi­lo­zo­fo­wie uświę­cili błędy, stro­jąc w nie sa­mego Boga; chrze­ści­ja­nie uświę­cili cnoty”2. Po­dobną formę wy­brał Nie­tz­sche, np. w Zmierz­chu bo­żyszcz, gdzie na po­czątku czę­stuje czy­tel­nika roz­dzia­łem Zda­nia i strzały, który składa się z wielu po­dob­nych bon mo­tów. „Jakże to? Czy czło­wiek jest je­dy­nie omyłką Boga? Czy też Bóg je­dy­nie omyłką czło­wieka?”3 – za­py­tuje Nie­tz­sche.

Po­do­bień­stwo do ta­kiego spo­sobu for­mu­ło­wa­nia swo­ich spo­strze­żeń można bez kło­potu zna­leźć np. w twór­czo­ści Ju­lii Har­twig. Jed­nak jej dzieła są uzna­wane za po­ezję, nie fi­lo­zo­fię, a prze­cież gdy pi­sze: „Pa­trzeć uważ­nie. Za­pa­mię­ty­wać. Za­cząć nie­śmier­tel­ność już tu, na ziemi”4, to upra­wia też fi­lo­zo­fię. Na końcu ośmielę się wy­mie­nić na­wet Adama Zie­liń­skiego, czyli Łonę, pol­skiego ra­pera i pro­du­centa mu­zycz­nego, który w tek­ście utworu Miej wąt­pli­wość na­pi­sał:

Kiedy tak sto­isz w tym tłu­mie bez­tro­skim, na który cień rzuca choćby cień wąt­pli­wo­ści / W tym kar­telu my­śli cho­rych na pew­ność przy­ja­cielu bądź tak do­bry i zrób dla mnie jedno / Kiedy wszy­scy wo­kół cie­bie rów­niu­teńko idą / Przy­ja­cielu ty bądź uprzejmy mieć wąt­pli­wość5.

Tego typu utwory są tym cen­niej­sze, że od­biorcy pol­skiego rapu i czy­tel­nicy Kar­te­zju­sza to ra­czej dwie różne grupy.

Nie ma za­tem je­dy­nej słusz­nej me­tody upra­wia­nia fi­lo­zo­fii. Ani je­dy­nej me­tody, we­dług któ­rej po­winno się dzie­lić swo­imi wnio­skami.

Fi­lo­zo­fia jest pierw­szą na­uką po­wstałą przed wszyst­kimi in­nymi. Na­ro­dziła się, kiedy pierw­szy pre­hi­sto­ryczny czło­wiek po­grze­bał swo­jego po­bra­tymca w ziemi, wie­rząc, że to nie ko­niec jego drogi. Po­wstała, kiedy pierwsi lu­dzie przy ogniu za­częli za­da­wać so­bie py­ta­nia o to, jak po­wstał ota­cza­jący ich świat („dla­czego ist­nieje ra­czej coś niż nic” – za­pyta wiele ty­sięcy lat póź­niej Le­ib­niz), i za­sta­na­wiać się, skąd mogą mieć pew­ność, że ko­lej­nego dnia rów­nież wzej­dzie słońce. Fi­lo­zo­fia jest pier­wotna i każdy spo­sób za­da­wa­nia py­tań, a także każda próba for­mu­ło­wa­nia od­po­wie­dzi jest do­bra. Wielu fi­lo­zo­fów, ta­kich jak So­kra­tes lub Dio­ge­nes, sta­rało się prze­ka­zać swoje spo­strze­że­nia do­ty­czące świata, da­jąc świa­dec­two swoim ży­ciem, swoją po­stawą, trwa­jąc przy swo­ich prze­ko­na­niach. A także sty­mu­lu­jąc in­nych, by za­uwa­żyli, że nic na świe­cie nie jest nie­pod­wa­żalne; że warto za­da­wać py­ta­nia i kwe­stio­no­wać wszyst­kie – na­wet te oczy­wi­ste, a może przede wszyst­kim te oczy­wi­ste – od­po­wie­dzi. Dla­tego na­zy­wamy ich fi­lo­zo­fami, cho­ciaż nie po­zo­sta­wili po so­bie żad­nych pism; miarą bo­wiem praw­dzi­wego fi­lo­zofa nie jest liczba za­pi­sa­nych kar­tek. „Bez­myśl­nym ży­ciem żyć czło­wie­kowi nie warto”6 – mó­wił So­kra­tes, szy­ku­jąc się na śmierć, i z pew­no­ścią jest to zda­nie, które łą­czy wszyst­kich, któ­rzy pa­rają się fi­lo­zo­fią. Także tych, któ­rzy nie zwy­kli okre­ślać się mia­nem fi­lo­zofa.

Ist­nieje bo­wiem wielu twór­ców, któ­rzy wy­warli wielki wpływ na dzieje my­śli, cho­ciaż rzadko na­zywa się ich fi­lo­zo­fami. Ciężko jed­nak od­mó­wić tego miana cho­ciażby Geo­rge’owi Or­wel­lowi czy Al­do­usowi Hux­ley­owi (a skoro ich wy­mie­niamy, nie wolno za­po­mnieć także o Eu­ge­niu­szu Za­mia­ti­nie, au­to­rze po­wie­ści My z 1921 roku, pierw­szej z dys­to­pii opi­su­ją­cych, czym mógłby stać się sys­tem to­ta­li­tarny i jaki los lu­dzie są skłonni so­bie zgo­to­wać, gdy pró­bują zor­ga­ni­zo­wać nie­na­ganny świat). Wspo­mnijmy też in­nych wiel­kich fi­lo­zo­fów – cho­ciaż jako fi­lo­zo­fów ich ra­czej nie po­strze­gamy – Char­lesa Dar­wina, Ni­kolę Te­slę, Gre­gora Men­dla, Isa­aca New­tona czy Ro­gera Pen­rose’a. I choć w en­cy­klo­pe­diach przy ich imio­nach znaj­dziemy okre­śle­nia, ta­kie jak fi­zyk, na­uko­wiec czy przy­rod­nik, to wła­śnie otwar­tość umy­słu wła­ściwa fi­lo­zo­fom, otwar­tość na po­rzu­ce­nie obo­wią­zu­ją­cych do­gma­tów i norm, nie­ogra­ni­czona wy­obraź­nia po­zwo­liły im za­trząść po­sa­dami współ­cze­snego im świata.

W swo­jej książce z 1931 roku Co­smic Re­li­gion: With Other Opi­nions and Apho­ri­sms Al­bert Ein­stein pi­sał, że wy­obraź­nia jest waż­niej­sza od wie­dzy, po­nie­waż wie­dza jest ogra­ni­czona, pod­czas gdy wy­obraź­nia obej­muje cały świat i sty­mu­luje po­stęp. To wła­śnie wy­obraź­nia po­zwo­liła Ein­ste­inowi spoj­rzeć ina­czej i od­waż­niej na znane już wów­czas teo­rie i wy­cią­gnąć z nich zu­peł­nie nowe wnio­ski. Mia­no­wi­cie z trans­for­ma­cji Lo­rentza wy­eli­mi­no­wał (i słusz­nie) kon­cep­cję eteru, hi­po­te­tycz­nego ośrodka, w któ­rym miało prze­miesz­czać się świa­tło, dzięki czemu do­szedł do wnios­ków (opi­sa­nych póź­niej w szcze­gól­nej teo­rii względ­no­ści), że pręd­kość świa­tła jest taka sama dla ob­ser­wa­to­rów, nie­za­leż­nie od ich po­ło­żeń i względ­nych pręd­ko­ści. Co cie­kawe, trans­for­ma­cje Lo­rentza już wcze­śniej sto­so­wano do opisu ru­chu, prze­wi­du­jąc nie­które zja­wi­ska opi­sane w szcze­gól­nej teo­rii względ­no­ści, ta­kie jak re­la­ty­wi­styczne skró­ce­nie dłu­go­ści. Ta sama trans­for­ma­cja za­sto­so­wana nie do czasu i dłu­go­ści, ale do ener­gii i pędu pro­wa­dzi do słyn­nego rów­na­nia E = mc2. Aby po­trak­to­wać prze­kształ­ce­nie Lo­rentza jako au­ten­tyczny opis ota­cza­ją­cej nas rze­czy­wi­sto­ści, a nie tylko ma­te­ma­tyczny trik, i aby dojść do wnio­sku, że czas i prze­strzeń są względne, po­trzeba było tylko zmie­nić pa­ra­dyg­mat.

Ale czy aby na pewno tylko? Zmie­nić pa­ra­dyg­mat ozna­cza wstrzy­mać Słońce, ru­szyć Zie­mię, do­ko­nać prze­wrotu ko­per­ni­kań­skiego.

We­dług ame­ry­kań­skiego fi­lo­zofa na­uki, Tho­masa Kuhna, zmiana pa­ra­dyg­matu na­stę­puje, gdy stary prze­staje wy­star­czać – po­ja­wiają się ano­ma­lie, któ­rych nie da się wy­ja­śnić, pęk­nię­cia w za­ak­cep­to­wa­nej przez nas struk­tu­rze co­dzien­no­ści7.

A któż ma te pęk­nię­cia za­ob­ser­wo­wać?

Fi­zycy. Fi­lo­zo­fo­wie. Fil­mowcy. Wy­gląda na to, że te grupy łą­czy coś wię­cej niż tylko wspólna pierw­sza sy­laba. Fi­lo­zo­fia nie jest prze­cież kon­kretną dzie­dziną na­uki, ale jest re­flek­sją nad ota­cza­jącą nas rze­czy­wi­sto­ścią, moż­li­wie jak naj­bar­dziej od­porną na za­stałe po­glądy na­szej epoki, na to, co wia­dome i oczy­wi­ste. We wpro­wa­dze­niu do swo­jej książki Ele­menty me­cha­niki kwan­to­wej dla fi­lo­zo­fów ks. prof. Mi­chał Hel­ler pi­sze, że „Zro­zu­mie­nie roli kwan­towo-re­la­ty­wi­stycz­nej re­wo­lu­cji jest nie tylko za­da­niem dla fi­zy­ków, ale (może przede wszyst­kim) dla fi­lo­zo­fów i tych wszyst­kich, któ­rzy in­te­re­sują się in­te­lek­tu­al­nym ob­li­czem na­szych cza­sów”8. Nie ma w tym nic za­ska­ku­ją­cego. Prze­cież fi­lo­zo­fo­wie przed­so­kra­tej­scy, Ta­les z Mi­letu, Anak­sy­man­der, He­ra­klit czy wresz­cie Pi­ta­go­ras, byli wła­śnie fi­lo­zo­fami przy­rody. Te­raz przy­rodę ro­zu­miemy le­piej, nie mu­simy zga­dy­wać, czy ar­ché (pra­przy­czyna wszyst­kiego i pod­sta­wowy bu­du­lec rze­czy­wi­sto­ści) to ogień czy woda, ale wciąż wiele przed nami do od­kry­cia. Ri­chard Feyn­man mó­wił, że na­uka jest za­wsze nie­do­koń­czona, i pod­kre­ślał, że to, co wiemy dzi­siaj, może się ju­tro oka­zać błędne. Szkoda, że nie do­żył teo­rii prof. Ni­ko­dema Po­pław­skiego, zgod­nie z którą ży­jemy w czar­nej dziu­rze. Je­stem prze­ko­nana, że sza­le­nie by mu się spodo­bała.

------------------------------------------------------------------------

1.

1 F. Nie­tz­sche, Zmierzch bo­żyszcz, czyli jak fi­lo­zo­fuje się mło­tem, tłum. P. Pie­nią­żek, Kra­ków: Wy­daw­nic­two Zie­lona Sowa, 2004, s. 76.

2.

2 B. Pas­cal, My­śli, tłum. T. Boy-Że­leń­ski, War­szawa: Ha­chette Li­vre Pol­ska, 2008, s. 232.

3.

3 F. Nie­tz­sche, dz. cyt., s. 6.

4.

4 J. Har­twig, Bły­ski, War­szawa: Wy­daw­nic­two Sic!, 2002, s. 79.

5.

5 Łona i Web­ber, Ab­surd i non­sens , As­falt Re­cords, 2007.

6.

6 Pla­ton, Obrona So­kra­tesa, tłum. W. Wi­twicki, Kra­ków: Zie­lona Sowa, 2007, s. 34.

7.

7 Th.S. Kuhn, Struk­tura re­wo­lu­cji na­uko­wych, tłum. H. Ostro­męcka, War­szawa: Ale­theia, 2020, s. 102–103.

8.

8 M. Hel­ler, Ele­menty me­cha­niki kwan­to­wej dla fi­lo­zo­fów, Kra­ków: Co­per­ni­cus Cen­ter Press, 2017, s. 15.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij