Detektyw Alfred Wiewiór i bezcenny paw - ebook
Zniknięcie bezcennego pawia to dopiero początek naprawdę zawiłego śledztwa!
Gdy do biura trafia tajemnicza sprawa zaginięcia egzotycznego ptaka, Alfred podejmuje śledztwo, które szybko zaczyna się komplikować.
Na liście podejrzanych pojawiają się coraz to nowe osoby, a sytuacja robi się jeszcze bardziej napięta, gdy sam Alfred znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Czy uda się rozwikłać zagadkę i odnaleźć zarówno pawia, jak i detektywa? To wciągająca, pełna humoru historia, która trzyma w napięciu do ostatniej strony.
„Detektyw Alfred Wiewiór i bezcenny paw” Agnieszki Stelmaszyk z ilustracjami Huberta Grajczaka to kolejna pełna humoru i zwrotów akcji przygoda uwielbianego detektywa i jego drużyny. Idealna lektura dla początkujących czytelników oraz dla fanów intryg i detektywistycznych opowiadań!
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Dzieci 6-12 |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8449-312-0 |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Księżycowym!
w parku
Jak miło, że wpadliście z wizytą! To idealna pora na spacer na świeżym powietrzu. Czujecie, jak pachną igiełki sosny? Słyszycie, jak w koronach drzew śpiewają ptaki? Oho, a tam na pobliskim drzewie stuka dzięcioł duży. Spójrzcie w prawo, tam, w wysokiej kępie trawy, chowa się zając. Widzicie, jakie ma duże oczy? Uważnie obserwuje otoczenie i was też na pewno zauważy.
Zdaje się, że dawno nie mieliście najświeższych wieści od Alfreda Wiewióra i minęło już sporo czasu od mojej ostatniej relacji. A wszystko dlatego, że detektyw był ostatnio bardzo zajęty i pochłonięty rozwiązywaniem przeróżnych zagadek. Czas więc nadrobić te zaległości i zajrzeć do biura przy Parkowej 6.
Jeśli jesteście w Parku Księżycowym po raz pierwszy, to może jeszcze nie wiecie, jak do biura dotrzeć. Żebyście nie błądzili, dam wam małą wskazówkę.
Przy starej sośnie znajduje się drogowskaz. Idźcie zgodnie ze strzałką najpierw w prawo, a potem alejką prosto, aż dojdziecie do Wiewiórczego Zakątka. Tam, za gęstym żywopłotem kryje się niewielki parterowy dom pokryty czerwoną dachówką. Nad jego gankiem wisi dobrze widoczny szyld z napisem: „Alfred Wiewiór. Prywatny detektyw”.
Teraz, gdy już wiecie, gdzie dokładnie znajduje się biuro, możecie wpaść do Alfreda na herbatkę. Drzwi zapewne otworzy wam pani Jadzia – dobry duch opiekuńczy słynnego detektywa. Przywitają was również przyjaciele i współpracownicy wiewióra – Maciek Jeż i Stefan Dzik. Uwielbiają rozwiązywać wszelkie łamigłówki i każdą wolną chwilę spędzają w biurze Alfreda. Ciekawe, czym zajmują się tym razem. Jeśli chcecie się tego dowiedzieć, to posłuchajcie…
W rolach głównych występują:
Wiewiór
Alfred
Niestrudzony tropiciel tajemnic, poszukiwacz przygód i pogromca niewyjaśnionych zagadek. Wysportowany, zwinny, urodzony akrobata, mistrz jazdy na hulajnodze. Ubóstwia łamigłówki, wyśmienicie liczy i odznacza się doskonałą pamięcią. Zapamiętuje prawie wszystkie kryjówki, w których chowa przysmaki! Uwielbia czytać książki kryminalne wypożyczane z parkowej biblioteczki. To one zainspirowały go do rozpoczęcia kariery detektywa.
Maciek
Jeż
Za dnia bywa nieco senny i rozkojarzony. Marzyciel błądzący myślami w obłokach, ale w nocy, gdy inni śpią, nie ma sobie równych w tropieniu, śledzeniu, bezszelestnym skradaniu się i rozpracowywaniu oszustów i rabusiów. W wolnych chwilach pisze powieść grozy pod tytułem Sekret Mrocznej Puszczy. Inne jeże podśmiewają się z jego zacięcia literackiego, ale on nic sobie z tego nie robi.
Dzik
Stefan
Zwykle pracuje w przebraniu, bo ludzie na jego widok wpadają w popłoch. Urodzony optymista, uwielbia żołędzie i miłe niespodzianki. Dobry humor nigdy go nie opuszcza. Sprytny i odważny – gdy trzeba, dzielnie staje w obronie słabszych i pokrzywdzonych. Olbrzym o gołębim sercu. Marzy o karierze aktorskiej. Chodzi na castingi, ale na razie bez powodzenia…ROZDZIAŁ 1
W KTÓRYM ALFRED DOSTAJE TAJEMNICZE ZLECENIE
– Drryń! Drryń! – W biurze przy Parkowej 6 od paru chwil natrętnie dźwięczał telefon.
– Alfred Wiewiór, słucham? – Detektyw podniósł słuchawkę.
– Mam dla pana zlecenie! – Usłyszał stanowczy, kobiecy głos. – Proszę przyjść do mojej willi za pół godziny. Spacerowa 11.
– Za pół godziny? – zdumiał się Alfred, zerkając na zegar. – Pani wybaczy, ale pracuję teraz nad innym zleceniem.
– W takim razie proszę je odłożyć! – zażądała kobieta. – Moja sprawa jest ważniejsza – oznajmiła nieznoszącym sprzeciwu tonem.
– Ekhe… – odkaszlnął Alfred. – Pozwoli pani, że to ja zdecyduję, która sprawa jest dla mnie ważniejsza… – zauważył. – Poza tym mam bardzo napięty grafik… – dodał.
– Och, wiem, że jest pan rozchwytywany – kontynuowała niezrażona – i właśnie dlatego do pana dzwonię. Słyszałam, że jest pan najlepszy.
– Miło, że tak pani mówi. O co dokładnie chodzi? – spytał Alfred, bo mimo woli poczuł się zaintrygowany.
– To nie jest rozmowa na telefon – odparła kobieta.
– Ach, tak… – zdziwił się wiewiór.
– Musi pan jak najszybciej zająć się moją sprawą – naciskała.
– Naprawdę jestem teraz zajęty – wykręcał się Alfred. – Mogę wpaść do pani jutro.
– O nie! – zaprotestowała gwałtownie. – Musi pan przyjść dzisiaj! Zaraz! To bardzo pilna sprawa! I nierozwiązywalna zagadka! Wiem, że pan takie lubi.
– Nierozwiązywalna? – Detektyw dał się podejść.
– Tak, nikt do tej pory nie potrafił jej rozwiązać. – Kobieta westchnęła. – Cała nadzieja w panu!
– W takim razie niech będzie – zgodził się wreszcie Alfred. – Pani godność? – zapytał jeszcze.
– Elżbieta Rosińska.
– Za pół godziny będę u pani razem z moimi detektywami – powiedział do klientki.
– Wyśmienicie! W takim razie czekam. Proszę się nie spóźnić! – dodała jeszcze i się rozłączyła.
Alfred stał zamyślony, aż wreszcie się ocknął i pobiegł do kuchni, gdzie Maciek i Stefan pomagali pani Jadzi wykrawać ciasteczka w kształcie szyszek.
– Słuchajcie! – oznajmił od progu. – Jest nowa sprawa. Za kilka minut wyruszamy do klientki, która ceni sobie punktualność, więc nie możemy się spóźnić.
– Dlaczego sama do nas nie przyjdzie? – Stefanowi nie spodobało się, że musi przerwać tak przyjemne zajęcie.
– Nie wiem, ta pani była dość tajemnicza – odparł Alfred. – Zaraz się dowiemy, czy w ogóle warto brać tę sprawę.
Maciek i Stefan otrzepali się z mąki i z żalem odeszli od stolnicy. Parę minut później wskoczyli na swoje hulajnogi i pomknęli do willi na ulicy Spacerowej. Zgodnie z instrukcją zatrzymali się przed posesją oznaczoną numerem 11.
– O, motyla noga! – wykrzyknął Maciek. – Toż to prawdziwy pałac – stwierdził.
Budynek, przed którym się znajdowali, był okazałych rozmiarów, a wstępu do niego broniła kuta, metalowa brama.
Stefan nacisnął przycisk domofonu i po dłuższej chwili brama otworzyła się z cichym zgrzytnięciem.