-
nowość
Detektyw w Brudnym Mieście - ebook
Detektyw w Brudnym Mieście - ebook
W Brudnym Mieście jesteś tylko marionetką…
W pewnym brudnym, dusznym mieście, gdzie niecne występki są stałym elementem codzienności mieszkańców, służbę pełni Detektyw – znany z bezkompromisowości, błyskotliwego umysłu i… kompletnego braku zdolności do współpracy.
Przez lata wzniósł wokół siebie mur z cynizmu i alkoholu, co skutecznie odstrasza każdego, kto próbował się do niego zbliżyć. Do czasu.
Młoda Policjantka właśnie spełnia swoje marzenie – została przydzielona do pracy u boku legendarnego Detektywa. Zafascynowana jego mroczną aurą, nie daje się spłoszyć chłodem i arogancją. Im mocniej on stara się ją odepchnąć, tym głębiej ona wnika w jego świat – zawodowo i uczuciowo.
Gdy jednak w mieście zaczynają znikać młode dziewczyny, oboje muszą chwilowo odstawić emocje na bok i uciszyć rządzące nimi demony. Śledztwo sprawia, że coraz bardziej wikłają się w sieć przemocy oraz tajemnic, które mogą odebrać im nie tylko karierę… ale także życie.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Kryminał |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8423-293-4 |
| Rozmiar pliku: | 806 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Załatwiony
Na Komendzie było duszno i parno. Dym papierosowy unosił się nad biurkami, podsycając atmosferę znudzenia i wiecznego niezadowolenia. Gdy się tam wchodziło, można było odnieść wrażenie, że jest się intruzem. Tylko ktoś dobrze poinformowany wiedział, z kim można coś załatwić, od kogo wyciągnąć informacje, kogo mieć w głębokim poważaniu, a kogo się bać. Była jedna osoba, która nie zaliczała się do żadnej z grup. Detektyw chodził własnymi drogami, z nikim się nie liczył, nikomu nie ufał… Jego współpracownicy, a nawet Szef, podchodzili do niego tylko w razie nagłej i wyjątkowo pilnej potrzeby. Takiej jak ta…
– Co to? – spytał z przekąsem „wczorajszy” Detektyw.
– Teczki. – Młoda Policjantka położyła akta na biurku.
– Co ty nie powiesz… Po cholerę mi to? – warknął, nie zaszczycając jej spojrzeniem.
– Masz się temu przyjrzeć. Polecenie Szefa.
Detektyw spojrzał na jedną i odrzucił wszystkie na bok.
– Nie zajmuję się zaginionymi. Weź to do uciekinierek. Widać, że lubiła dać nogę.
– Skąd wiesz, że lubiła? Myślisz, że nie żyje? – Młoda Policjantka odwróciła się i odeszła, nie czekając na odpowiedź. Detektyw próbował coś odpowiedzieć, ale nie zdążył. Zresztą i tak nic nie przychodziło mu do głowy oprócz pospolitego „spierdalaj”. Nikt go tak nigdy nie traktował. Riposta Młodej Policjantki nie przeszła bez echa wśród obecnych na Komisariacie.
Detektyw wstał i skierował się w stronę toalet. Upewnił się, że jest sam w środku, wyjął z kieszeni piersiówkę i wypił całą jej zawartość, aby móc w ogóle zacząć cokolwiek robić. Popatrzył chwilę w lustro. To, co zobaczył, było wyjątkowo niezadowalające. Nawet nie chodziło o zmarszczki, a o podkrążone, smutne oczy i usta niepamiętające uśmiechu. Nie lubił swojego odbicia. Przypominało mu o jego porażkach i o tym, że w życiu nic już dobrego go nie spotka. Opuścił wzrok. Nie wytarłszy umytych dłoni i twarzy, skierował się do swojego biurka.
Zanim sięgnął po pierwszą teczkę, spojrzał przez przeszklone drzwi na korytarz. Stała tam Młoda Policjantka. Ta od akt. Zauważył, że była dość zgrabną, niską brunetką ze wścibskim nosem. Jej bystre spojrzenie wyrażało wyższość i determinację. Wyczuwał, że to zadziorna i niestety seksowna kobieta. Nie tylko on to zauważył. Jej tyłek przyciągał męskie, lubieżne spojrzenia, a piersi budziły podziw. Jednak on, czterdziestoletni pijaczyna, mógł tylko popatrzeć.
Pierwsza teczka z numerem sprawy M/PP2/WOZ/2017/020123.
„Zaginiona Milena Szuk. Lat 17. Ostatnio widziana 11 stycznia br. na ulicy Jana Pawła II około godziny 22:00. Ubrana w czarną, krótką, skórzaną spódniczkę, czarną, skórzaną kurtkę i czarne, skórzane kozaki sięgające powyżej kolan”.
Dla Detektywa sprawa była prosta. Dziewczyna uciekła z domu. Spojrzał na zdjęcie. Ładna. I to mu wystarczyło.
Druga teczka z numerem sprawy M/PP2/WOZ/2017/020167.
„Zaginiona Katarzyna Burak. Lat 19. Ostatnio widziana 27 stycznia br. na ulicy Prostej około godziny 19:00. Ubrana w czarną, krótką, skórzaną spódniczkę, czarną, skórzaną kurtkę i czarne, skórzane kozaki sięgające powyżej kolan”.
Trzecia teczka z numerem sprawy M/PP2/WOZ/2017/020172.
„Zaginiona Ewelina Miszak. Lat 16. Ostatnio widziana 1 marca br. na ulicy Okrężnej około godziny 23:00. Ubrana w czarną, skórzaną spódniczkę, czarną, skórzaną kurtkę i czarne, skórzane kozaki za kolana”.
Może urządziły sobie lateksowy zlot podlotków – na pozór tendencyjne podejście było tylko iluzją i kłamstwem nawet wobec samego siebie. Udawaniem, że wszystko jest tak, jak chciał. Że życie ułożyło się po jego myśli, bez żadnych przykrych niespodzianek. Dalekie to od prawdy. Alkohol łagodził wszystkie negatywne uczucia… smutek, tęsknotę, samotność, poczucie straty, życiowej porażki i brak perspektyw.
Detektyw wziął akta i poszedł do Szefa Wydziału Zabójstw. Przełożony miał duży gabinet, ale zagracony aktami spraw, które dawno powinny zostać rozwiązane. W powietrzu kłębiło się jeszcze więcej dymu papierosowego. Szef był starszym facetem, który tylko czekał na emeryturę. Jeszcze dziesięć długich lat.
O ile będzie mu dane przetrwać w miarę o zdrowych zmysłach i dożyć upragnionej emeryturki. Dla policjanta, a szczególnie Szefa Wydziału Zabójstw z takim podwładnym, było to nieskończenie długo. Szara i zrezygnowana twarz jeszcze bardziej poszarzała, gdy zobaczył Detektywa w drzwiach, trzymającego akta w dłoni. Jak on go nienawidził. Na szczęście z jawną wzajemnością. Obaj wiedzieli, że ta nienawistna zażyłość to coś więcej niż nienawiść. To zazdrość i chęć pogrążenia drugiej strony. Jednak każdy z nich miał tę robotę we krwi. Nie pragnienie poszukiwania sprawiedliwości, ale chęć zemsty i oglądania martwych ciał, które za szybko gniją i tak dużo skrywają. Chorobliwa żądza władzy i tłamszenia innych czyniła ich straconymi mężczyznami o bliźniaczych duszach i charakterach. Lustrzanymi odbiciami, które pragnęły wzajemnej zguby, a może nawet śmierci.
– Dobrze, że jesteś. Mam dla ciebie nowinę – oznajmił Szef.
– Ja też. Nie wciskaj mi więcej takich bzdur. – Detektyw już miał się odwrócić, kiedy usłyszał wrzask.
– Ty, kurwa, ze mną nie pogrywaj! Mam wezwać drogówkę, żeby cię alkomatem wyruchali? – Szef wiedział, że tylko w ten sposób może zmusić Detektywa do odrobiny uwagi i rozwagi w postępowaniu.
– Co tam? I weź nie krzycz, bo zmęczony jestem. Dzieci mi w nocy płakały i takie tam.
– Masz partnera. – Szef puścił uwagę mimo uszu. Nie było sensu. – To ta Młoda Policjantka, co ci przyniosła akta nowej sprawy. Jest tutaj zupełnie nowa i na szczęście nie wie nic o tobie.
– Dlaczego? Przecież ostatnio nic nie odpierdoliłem. – Detektyw był zaskoczony takim obrotem spraw. Od czasu jak pobił swojego partnera kilka lat temu, pracował sam. Nikogo mu nie wciskali. Nawet tego nie chciał. Ale jeśli to kobieta, to być może…. Szkoda, że nie przyjrzał się tej Młodej Policjantce od tyłu. Teraz wiedziałby, jak zareagować, żeby wykpić się i pozbyć smarkuli od razu, a nie mordować się z nią przez kilka dni, zanim sama nie zrezygnuje.
– Pracowała na Lwowskiej przez trzy lata i byli z niej bardzo zadowoleni. Ale poprosiła o przeniesienie tutaj.
– Zadowoleni? To brzmi obiecująco. – Próbował uśmiechnąć się lubieżnie. – Ale dlaczego mi to robisz?
– W podaniu napisała, cytuję… bla bla… to nieważne… O, tutaj jest: „Proszę o przeniesienie na Komendę Policji OD 1 do Wydziału Zabójstw, gdyż pragnę zdobywać nowe umiejętności. Nie boję się wyzwań i wierzę, że nowe doświadczenia pomogą mi lepiej służyć obywatelom. Moja postawa wobec osób nieprzestrzegających prawa jest niezmienna, aczkolwiek sprawiedliwa i zgodna z wymogami kodeksu policjanta”. Koniec cytatu. – Szef zaśmiał się.
– „Pragnę”? „Wierzę”? Niech idzie do burdelu albo do kościoła. W burdelu to jeszcze mogę ją odwiedzić, ale za darmo, bo wyjątkowa nie jest – skwitował Detektyw. Pomimo to zazdrościł jej tych chęci i umiejętności oszukiwania się, że praca policjanta jest zajęciem prawym i uczciwym. Jednak już dawno utracił tę młodzieńczą żarliwość, aby karać zbrodniarzy i bronić niewinnych.
– Po co mi to czytasz? Nie chcę partnera. Wiesz, jak to się ostatnio skończyło.
Tak… Wszyscy pamiętają. Jeden błąd młodego, głupiego i niedoświadczonego policjanta. Według Detektywa młody sam był sobie winny. Według Komisji również, więc nie było sensu tego ponownie roztrząsać. Ale prawda była zupełnie inna.
– Musisz być tym razem bardziej uważny. Mieć oczy dookoła głowy. Ta młoda jest bystra. Była najlepsza na roku w szkole policyjnej. Wcześniej skończyła resocjalizację. Może się dużo od ciebie nauczyć, a ty od niej. Spróbuj tego nie spieprzyć. A teraz spierdalaj.
Podwładny pierwszy raz w życiu został potraktowany jak… podwładny. I pierwszy raz w życiu tak się poczuł.
– Aha. I jeszcze jedno. Nie przeleć jej. Chociaż pewnie nawet na ciebie nie spojrzy. – Szef zaśmiał się ironicznie.
– Mogę przejrzeć jej akta?
Pół godziny później Detektyw zrozumiał, że nie będzie lekko. Patrząc na papiery nowej partnerki, mógł mieć pewność, że będzie wymagała od niego współpracy, a nie wyrażała ślepe posłuszeństwo. To, co spostrzegł wcześniej, było prawdą. I Szef miał rację – nie przeleci jej. Dobrze urodzona panienka sięgała po wyższe sfery. Przeniosła się na ten posterunek, bo liczy na karierę. Tutaj trafiają się najtrudniejsze i najgłośniejsze sprawy, na których można szybko się wybić albo wszystko stracić. Oba te etapy zaliczył.
Ostatnie pół godziny pracy postanowił spędzić, pisząc raport z zamkniętego dzisiaj dochodzenia. Było krótkie i bezproblemowe.
Matka zabiła w afekcie siedemnastoletniego syna i czterdziestodwuletnią siostrę. Znalazła ich we własnym łóżku uprawiających seks. Zszokowana poszła do kuchni, wzięła tasak i ich zabiła. Sprawę zgłosiła sąsiadka z mieszkania obok, która usłyszała krzyki i wyzwiska. Później wszystko ucichło. Zgłosiła sprawę, gdyż w tej rodzinie nigdy nie zdarzały się kłótnie. Gdy dzielnicowy dotarł na miejsce, prawie zwymiotował. Wezwał posiłki. Nawet Detektyw był w szoku. Morderczyni to drobna kobieta, zdawałoby się, że słaba, jednak adrenalina zrobiła swoje.
Krew była w całej sypialni. Gdzieniegdzie leżały pojedyncze części ciał ofiar. W całym domu unosił się odór śmierci i krzepnącej krwi. Technicy zabezpieczali ślady i robili zdjęcia. Ratownicy z karetki pogotowia przyjechali po matkę, która siedziała w kącie łazienki cała zakrwawiona, z tasakiem w rękach. Nie ruszała się, tylko cicho wyła. Wszystko to stało się trzy tygodnie temu, a ona nadal nie była w stanie zeznawać.
Mąż morderczyni dowiedział się o wszystkim w pracy. Sąsiadka przyszła od razu, aby powiedzieć mu „nowinę”, że jego rodzina właśnie przestała istnieć. Był tak wściekły, że pobił ją do nieprzytomności.Postanowiła, że nie wniesie oskarżenia o pobicie.
Mężczyzna został zabrany na posterunek w celu złożenia zeznań. Okazało się, że siostra nie była święta i wylądowała w łóżku nie tylko z siostrzeńcem. Mąż także należał do grona szczęśliwców. Nie wiadomo, czy jego żona o tym wiedziała. Póki co nikt tego nie dowiedzie, gdyż nie ma żadnego kontaktu z kobietą.– 2 –
Dwie pieczenie na jednym ogniu
Młoda Policjantka otworzyła oczy i przypomniało jej się, że jej życie jest pełne nadziei i planów, zarówno tych spełnionych, jak i nieudanych. Według niej większość to sukcesy i dokonanie rzeczy, o które walczyła jak lew. Drobna kobieta o zadowalających kształtach. Tak o sobie myślała. Tak naprawdę jej kształty zadowoliłyby niejednego mężczyznę.
Poszła pod prysznic, długi i gorący, nie myśląc przy tym, co ją czeka później tego dnia. Delektowała się gorącą wodą i parą, która mocno drażniła nozdrza. Nieodzowne uczucie duszenia towarzyszyło jej od czasów dzieciństwa. Lubiła to dziwne wrażenie, adrenalinę, obawy, że to będzie ostatni oddech. Marzyła o chwili, kiedy nie będzie mogła już złapać tchu i zemdleje. A później po miłosnym uniesieniu obudzi się sama. Nie lubi towarzystwa mężczyzn nad ranem w jej łóżku. Jednak pragnienia spełniają się niestety coraz rzadziej.
Na śniadanie jak zawsze tost z pastą z zielonego groszku, który sama przyrządziła. Do tego czarna kawa lub woda. Nic innego nie potrzebowała, żeby wystartować. Te nawyki dawały jej poczucie kontroli, którą tak lubiła.
Założyła mundur i wyszła do pracy.
Dzień zapowiadał się znośnie; słabe promyki słońca walczyły o swój udział w polepszaniu humorów mieszkańców miasta. Jadąc rowerem, mijała mieszkańców i przyjezdnych. Jako świeżo upieczona policjantka nie miała jeszcze wyostrzonego szóstego zmysłu, który pomógłby jej rozpoznać przestępcę w mgnieniu oka, wśród pozornie niepozornych przechodniów. Dlatego postanowiła uczyć się od najlepszych. Przeniosła się na Główny, aby być blisko legendy policji miejskiej, bezkompromisowego w swoim działaniu Detektywa z wyjątkową intuicją. Od czasów nastoletnich podziwiała go jak nikogo innego na świecie. Studiowała każdy artykuł o sprawach, którymi się zajmował. Postanowiła spróbować wszystkiego, aby się do niego zbliżyć. Udało jej się skończyć szkołę policyjną z najlepszymi wynikami. Tylko dla niego. Miała nadzieję, że od razu dostanie się na Główny, ale niestety przydzielono ją na Lwowską. Tam też była najlepsza, dzięki szczegółom, które w mig wyłapywała. Obmyślała każdy detal swojego postępowania, każde słowo wypowiedziane do kolegów i koleżanek. Nie uważała siebie za wyrachowaną, ale zdarzało się. Robiła tylko to, co było absolutnie konieczne. Musiała się jakoś wybić, bo szczęściu trzeba pomóc. Takie tłumaczenie uspokajało ją i sprawiało, że myślała o sobie jak o normalnej osobie.
Jadąc na rowerze, przypomniała sobie Biernackiego. Mały, tępy chuj ze zbyt dużą przerwą między zębami. Jego lubieżne spojrzenia w jej stronę denerwowały ją za każdym razem. Nie wiedziała, jak delikatnie sobie z nim poradzić, jak go zniechęcić do dalszych i coraz śmielszych zalotów. Nie mogła udawać lesbijki, gdyż wtedy nie zrobiłaby kariery w policji. Nie mogła go stłuc z tego samego powodu. Postanowiła zatem, że zrobi to na wspólnym patrolu z tym nieudacznikiem.
Późnym wieczorem zatrzymali czarne Audi Q7 na pełnym wypasie. Muzyka dudniła ze środka, zagłuszając ją i jej niechcianego partnera. Wiedziała, że to jedyny sposób i że to, co zamierzała, może się udać. Kierowcą był młody mężczyzna, zbyt bogaty, aby przejmować się kontrolą drogową. Na widok Młodej Policjantki rozochocił się.
– Witam seksowną panią – odezwał się Kierowca ze zbyt dużą pewnością siebie.
– Dokumenty proszę – powiedziała oschle.
– Proszę bardzo, ślicznotko.
– Do policjanta proszę się odpowiednio zwracać – wtrącił się Biernacki.
– A ja pana policjanta nie zauważyłem. Przepraszam.
– Mam prawo podejrzewać, iż dokumenty są fałszywe. Musimy pana zabrać na posterunek i wyjaśnić tę sprawę. Proszę do radiowozu. Auto zostanie odholowane na parking policyjny.
– Jak to fałszywe?! Nowy samochód z salonu!! Co ty, kurwa, wymyślasz?!! – Kierowca zaczął krzyczeć, jednak po chwili zrozumiał, że są inne sposoby. Podszedł do Młodej Policjantki. – Przepraszam, że się uniosłem. Może dałoby radę jakoś załagodzić tę sytuację.
Wszystko układało się po jej myśli.
– Nie ze mną takie rozmowy. – Delikatnie się odwróciła, udając, że coś pisze.
Kierowca podszedł do Biernackiego.
– Pana koleżanka jest nieprzejednana. Może pan się za mną wstawi. Rozumiesz… Jadę do laski z kwiatami i czeka, aż ją… pocałuję.
Biernacki obruszył się i spojrzał porozumiewawczo na partnerkę. Ta jednak stała tyłem do mężczyzn, udając, że sprawdza auto. Policjant uznał to za pozwolenie.
– A w jaki sposób mam ją przekonać?
– Może pan zabrać śliczną koleżankę na zakupy lub na kolację.
– Z pensji policjanta? – Biernacki był zbyt głupi, aby pomyśleć, co akurat zrobił.
– To proszę. – Kierowca wsunął do kieszeni funkcjonariusza zwitek pieniędzy.
Wszyscy odjechali w swoich kierunkach. Młoda Policjantka nic nie mówiła, udając, że nie słyszała całej rozmowy.
Następnego dnia poszła do Przełożonego, młodego i szalenie przystojnego, z idealnym zarostem i szerokimi barkami. Wiele razy widziała w snach jego duże ręce na swojej szyi.
– Słucham? – zapytał, nie odrywając wzroku od monitora.
– Dzień dobry. Wzywał mnie pan. – Stała na baczność.
– Tak… Czy chce mi pani coś powiedzieć?
– Em…. Chyyyba tak. – Jeśli by nie została policjantką, to na pewno byłaby świetną aktorką.
– Więc? – zapytał zniecierpliwiony.
– Wczoraj na patrolu… nie wiem, czy dobrze widziałam, ale funkcjonariusz Biernacki chyba przyjął łapówkę od kierowcy czarnego Audi Q7. Nie jestem pewna, przez chwilę rozmawiali o czymś. Biernackiego kieszeń była później wypchana. Nie wiem… Może to były chusteczki higieniczne.
– Dziękuję za szczerość.
– Ale skąd pan to wie? – zapytała. – Kamery… – musiała zgadnąć. Inaczej okazałaby się bezmyślna i bezużyteczna.
– Oczywiście. Czy spisała pani dane osobowe kierowcy? – zapytał się.
– Tak.
– Ale niech pani wytłumaczy jak debilowi. Miała pani podejrzenia co do oryginalności dokumentów, więc dlaczego pani nie zrobiła tego, co zamierzała.
Młoda Policjantka udała wypłocha.
– Ja chciałam, ale Biernacki ma wyższy stopień i powiedział, że nie zostały sfałszowane, i pozwolił kierowcy odjechać. Jeszcze w radiowozie mu mówiłam, że takie rzeczy się sprawdza w razie najmniejszych podejrzeń. Później pod komisariatem zaprosił mnie na kolację, ale… proszę na niego spojrzeć. Ślepa i głucha prostytutka by go nie zechciała.
Przełożony uśmiechnął się lekko. Lubił ją, ale czuł w niej coś dziwnego, coś, co go odstraszało. Nie ufał jej.
– Dobrze zatem. Cała procedura zostanie wszczęta. Aha i jeszcze jedno. Ten samochód skradziono dwa dni temu, a tożsamość kierowcy i dokumenty były fałszywe. Miała pani dobre przeczucia. Oby tak dalej. – Przełożony pokazał zęby w szerokim uśmiechu.
– Dziękuję. Czy mogę odejść?
– Oczywiście.
Jeszcze tego samego wieczoru leżała naga w łóżku, czując ulgę po swoim spełnieniu.
– Wiesz… pierdolnięta jesteś – powiedział Kierowca Audi Q7, schodząc z niej.
– Miałam w tym swój cel, a tobie nic do tego. Spaliłeś dokumenty?
– Tak jest, seksowna Pani Władzo.
– Samochód porzuciłeś bez odcisków? – zapytała poważnie. Nie obchodziły ją komplementy i inne takie bzdury.
– Tak.
– To wypierdalaj. Nikt nie może cię u mnie zobaczyć.
– I nie zobaczy – zapewniał. – Może zostanę do rana?
– Chciałabym, ale wiesz, że nie mogę ryzykować. Kiedyś to sobie odbijemy. – Musiała zmienić ton, inaczej nigdy by się nie wyniósł.
Ubrał się i poszedł, zostawiając Policjantkę samą, nagą i podduszaną przed godziną.
Sprawa z Biernackim potoczyła się dość szybko. Został wyrzucony z policji i teraz czeka go sprawa w sądzie. Nie wiedział zbytnio, co się stało. Kto wszystko wyjawił? I o jakiej kolacji była mowa. A te pieniądze? Nikt nie mówił o pieniądzach!! A ten zwitek to nie wie skąd. Przecież ona by mu tego nie zrobiła. Była dla niego taka miła w barze w toalecie dwa dni wcześniej. To na pewno nie ona. I na pewno nie widział jej z tym kolesiem na Pułaskiego około północy. Nie… Przecież później przyszła do niego powiedzieć, jak jej przykro, że nie mogą być razem. Policjantka i przestępca. Ona tak bardzo kocha swoją pracę. Ale obiecała, że zrobi wszystko, aby odzyskał dobre imię. Bo chce z nim pracować.
Weszła do komisariatu, wspominając głupiego Biernackiego z delikatnym uśmiechem na twarzy. Podeszła do dyżurnego z papierami świadczącymi o jej przeniesieniu. Tam, gdzie pracuje jej prywatny bóg.
Na Głównym młody, przystojny policjant, lat około trzydziestu, uśmiechnął się do ponętnej brunetki zza okienka dyżurki. Ogarnęła wzrokiem cały hall. Kilka prostytutek, jakiś obdartus w kajdankach, płacząca kobieta z małym dzieckiem mówiła w nieznanym Policjantce języku. Dym papierosowy i ogólna wrzawa nie zachęcała do wkroczenia do jaskini lwa. Odnosiło się wrażenie, że każdy, nawet policjant, jest tam intruzem chcącym zbudzić bestię. Miejsce odpychało nie tylko hałasem i atmosferą, ale zapachem dymu stęchlizny, brudu i kurzu. Jednak Młoda Policjantka szła z jednym zamiarem: zbliżyć się do Detektywa najbardziej jak się tylko da. Była zdeterminowana na tyle, by poświęcić wszystko, co do tej pory osiągnęła.
Podeszła do przystojniaka i podała mu papiery.
– Proszę udać się do Szefa. Korytarzem w prawo. Na pewno pani znajdzie. Na drzwiach jest enigmatycznie brzmiący napis „Szef”. – Przystojny policjant puścił do niej oczko.
Jej twarz pozostała niewzruszona, kamienna, jakby nie słyszała lub zamieniała wszystkich w słup soli. Gdy znalazła upragnione drzwi, zapukała i czekała na zaproszenie.
– Wchodzić, kurwa. Ludzie, nie wiecie, że się wchodzi?? Tyle lat i nadal zapominają gnojki niedouczone – usłyszała męski, zachrypnięty głos.
– Witam. Zostałam przeniesiona na Główny z Lwowskiej. I niestety nie poinformowano mnie o braku wymogów, co do panujących tutaj zwyczajów – oznajmiła oschle. Odniosła wrażenie, że Szef zaniemówił.
Zadziorna jest. Nada się – stwierdził w myślach.
– Ach tak. Czekałem na ciebie. Jesteś niedoświadczona, ale masz odpowiednie poczucie sprawiedliwości, póki co. Przydzielam cię do Detektywa. Jemu przyda się smycz, tobie doświadczenie, a mi informator – powiedział, odsłaniając pożółkłe zębiska.
– Czyli trzy pieczenie na jednym ogniu. – Policjantka promiennie się uśmiechnęła.
Więc już jesteś mój – pomyślała.
– Idź do dwunastki. Zostawiłem dla ciebie akta do przejrzenia. Zapoznaj się z nimi i powodzenia z nowym partnerem. – Pierwsze rozkazy od Szefa.
– Dziękuję – odpowiedziała, starając się ukryć szczęście, które wypełniło jej serce. Nie sądziła, że od razu trafi pod Jego skrzydła.
Opuściła pokój i skierowała się do dwunastki…– 3 –
Pani Patolog w akcji
Wysoka, szczupła i niezmiernie ponętna kobieta pewnym krokiem przemierzała korytarz na Głównym. Czuła na sobie lubieżne spojrzenia kolegów z Głównego. Uwielbiała to. Była kobietą sprytną, przebiegłą i nad wyraz wyrachowaną. Szczyciła się tym każdego dnia przed lustrem. Podziwiała się za to. Makijaż zajmował jej godzinę. Była perfekcjonistką. Z tego też względu stała się najbardziej rozchwytywanym patologiem w mieście. Zaczęła pracować nad najbardziej skomplikowanymi sprawami, jakie trafiały się szanownej i niezmiernie pracowitej policji. Miała jednak o nich swoją opinię. Uważała ich za pozbawionych mózgu tłuków, którzy ledwo skończyli szkołę policyjną, a ich praca nie miała nic wspólnego z zapewnianiem porządku w mieście.
Jedynie Detektyw był inny. Imponował jej pod każdym względem. Poznała go znakomicie, gdy spotykali się jakiś czas temu. Spędzili ze sobą kilka wspaniałych wieczorów i upojnych nocy. Ale nie mogła znieść myśli, że on nie angażuje się tak jak ona. Była zakochana, a jemu chodziło wyłącznie o seks i dobre towarzystwo, które później coraz częściej zamieniał na kumpli w barze albo randkę z butelką wódki.
Jednego wieczoru postanowiła się z nim rozmówić. Powiedziała, czego od niego oczekuje. A chciała miłości i oddania, czyli tego, co ona mogła dać od siebie jemu w każdej chwili, gdyby tylko zechciał. Znała finał rozmowy, ale tlił się w niej płomyk nadziei, że może jednak on się obudzi i zacznie się starać, że okaże jej zainteresowanie, na jakie zasługiwała. Wiedziała, że to mężczyzna dla niej i że byliby razem bardzo szczęśliwi. Po nieudanym małżeństwie miała ochotę związać się z kimś zupełnie innym niż jej beznadziejny były mąż. Detektyw był przystojny nawet mimo wieloletniego uzależnienia od alkoholu. Do tego seksowny i niezmiernie inteligentny. Silny pod każdym względem. A ona potrzebowała kogoś takiego. Nie chciała być sama. Nie znosiła samotności, puste mieszkanie co wieczór przypominało o beznadziejności jej istnienia. Dlatego pracowała po dwanaście godzin i często opisywała wyniki sekcji po nocach w domu.
Rozmowa z Detektywem ugasiła ostatni płomyk nadziei na szczęście. Jego słowa były okrutne i wryły się w jej pamięć bardzo głęboko.
„Jesteś wybrakowana”.
„Nie chce mi się dziś rozmawiać”.
„Co ci przeszkadza w naszym układzie? Pieprzę cię, kiedy chcesz. Mało ci jeszcze?”
Odpowiedziała tylko: „Rozumiem. Więc proszę cię, abyś teraz wyszedł”. I dopiero gdy opuścił jej mieszkanie, zaczęła płakać. Bo kochała go całą sobą. Uświadomiła sobie, że jednak nie seks ją przy nim trzymał. Były to jedyne chwile szczęścia i relaksu, jakich zaznała od czasu rozwodu. Mimo całego ideału, jaki sobą przedstawiała, nie czuła się ani piękna, ani na tyle dobra, żeby móc rozkochać w sobie jedynego mężczyznę, na jakim jej zależało. To wydarzenie bardzo ją zmieniło. Dla kobiety, która chce dać z siebie wszystko, poczucie odrzucenia jest najgorsze. Mimo całej siły, którą w sobie miała, nie była w stanie myśleć, że ma po co żyć. Znajdowała szczęście w przygodnym seksie i adoracji mężczyzn, którymi ona nie była zainteresowana. Bo nie byli Nim…
– Cześć. Gdzie Detektyw? – zapytała jednego z funkcjonariuszy.
– Witam Panią Patolog. Ostatnio był przy swoim biurku.
– Dziękuję.
Skierowała się ku wybrankowi swojego serca. Gdy go zobaczyła, ogarnęło ją uczucie szczęścia i smutku jednocześnie.
– Cześć. Przyniosłam wyniki sekcji zwłok tego siedemnastolatka i kobiety. Ciekawa sprawa. On był pod wpływem bardzo silnych leków uspokajających. Ona też, ale miała ich o wiele mniejszą ilość w organizmie. Sprawdźcie w mieszkaniu, czy znajdziecie tam leki. Aha… I jeszcze jedno. Oni nie odbyli stosunku.
Detektyw był zdziwiony tymi rewelacjami. Sądził, że sprawa jest banalnie prosta. Już zaczął pisać raport końcowy.
Podziękował tylko za akta i zaczął je czytać. Pani Patolog poczuła w sercu dotkliwe ukłucie igłą obojętności Detektywa. Kochała go, ale z drugiej strony nienawidziła. Z jednej strony go chciała, a z drugiej gardziła nim. Z jednej strony chciała z nim być, jednak z drugiej wiedziała, że byłaby z nim bardziej niż nieszczęśliwa. Ta huśtawka emocjonalna stała się nie do wytrzymania. Męczyły ją ciągłe przemyślenia na temat miłości jej życia… Co robi… O czym myśli… Czy ma kogoś… Czy kogoś pieprzy…
Miała wrażenie, że on myśli o niej; że nie wie, co zrobić. Ta tląca się w niej nadzieja była nieznośna. Nie chciała wiecznie czekać na jego powrót do żywych. Ale robiła to przez długie miesiące. Spędziła je w cierpieniu, płacząc i tęskniąc każdego wieczoru. Z czasem przyzwyczaiła się do bólu, który odczuwała niemal fizycznie. Jakby wbijano tysiące igieł w każdy fragment ciała za każdym razem, gdy jego obraz pojawiał się w głowie. Nie musiała go widzieć. Wystarczył widok jakiegokolwiek łóżka, żeby przypomniały jej się ich wspólne, pełne namiętności wieczory i noce. Już wtedy wiedziała, że dla niego to tylko pragnienie przyjemności. Jego słowa cały czas dudniły w głowie Pani Patolog: „A dlaczego miałbym odmawiać sobie przyjemności?”. Nie miała mu tego za złe. Do miłości nie można nikogo zmusić. Niestety…
Pomimo wszystkiego, co zrobił, nie była w stanie złościć się na niego. Jednak tylko jedno zdanie rzuciło cień na całą jego nieskazitelną postać.
„Jesteś wybrakowana”.
Mimo że to była jej wina, nie mogła przestać myśleć, że nikt nie ma prawa mieć do niej o to pretensje. Chciała dzieci. On nie. Nie może ich mieć, więc w czym problem? Wiedziała, że w niczym. To był kolejny sposób, żeby się jej pozbyć. Jednak była mu wdzięczna, że jest dla niej taki surowy i oschły. Tłumaczyła to faktem, iż nie chciał jej ranić niedomówieniami. Próbował ją do siebie zniechęcić, lecz jej miłość była silniejsza niż jego beznadziejne starania wzbudzenia w niej nienawiści do niego.
Często myślała o jego kobietach. Nigdy nie widziała go z żadną dziwką. Jednak mężczyzna ma swoje potrzeby. Nie ukrywała, że brak orgazmu u niego był dla niej przykry, ale po jej podwójnym uniesieniu nie potrafiła się tym zbytnio przejmować. Z czasem przestała się tym martwić. On mówił, że ważne, że ona się spełnia. Po każdej „wpadce” mówił: „Za dużo ręcznego”. Nie rozumiała tego. Jak własna ręka może być lepsza od jej cipki? Wiedziała, że to przez duże ilości alkoholu i często paloną trawkę w młodości. Mógł się leczyć, ale nie śmiała mu tego zaproponować.
Z jego szczątkowych opowieści wynikało, że miał kogoś w przeszłości. Marcelina… Co to w ogóle za imię? Pod koniec związku nie sypiali już ze sobą. Może już wtedy pojawił się taki problem… Zostawiła go. Dla tak dumnego faceta jak on był to cios. Cios w jego ego. Pani Patolog mogła się tylko domyślać, dlaczego Pani M. go porzuciła. Być może przez jego brak dojrzałości i chęci do stworzenia rodziny… Albo problemy seksualne… Możliwe, że nie miała ochoty dzielić życia z kimś, kto nie podchodzi do niego poważnie. Z kimś, dla kogo alkohol, trawka i kumple byli najważniejsi.
Ale wiedziała, że już nie pali. Tylko pije. Zarzeka się, że nie ma problemu z alkoholem. Jednak nie był w stanie wytrzymać bez wódki nawet jednego dnia.
Wychodząc z pokoju, w którym pracował Detektyw, minęła Młodą Policjantkę. Niska, seksowna brunetka. Zainteresowało to Panią Patolog. „Jakaś nowa suka”. Zbyt ładna na te rejony. Nie mogła się powstrzymać i postanowiła sprawdzić, kim ona jest. Zatrzymała się i zaczęła rozmawiać z innym detektywem o nowej sprawie, którą dostała. Kątem oka obserwowała tę młodą, jak podchodzi do Detektywa i zaczyna z nim rozmawiać, po czym siada przy biuru obok i pisze coś na laptopie. I wszystko stało się jasne. To jego nowa partnerka!!!
Jak Pani Patolog go znała. Zaczął spoglądać na Młodą Policjantkę nieco nerwowo. SPODOBAŁA MU SIĘ!!! To był cios. Jedyne pocieszenie to fakt, iż ona nie spoglądała na niego w ogóle. Siedziała obojętnie przy swoim biurku, zbyt zaangażowana w pracę. ZBYT!!! Udawała. Wiedziała, że Detektyw patrzy na nią. Że jej obojętność irytuje go i podnieca. Nagle on podaje jej wyniki sekcji zwłok, które dostał wcześniej. Na pewno byli partnerami… Gorzej być nie mogło.
Pani Patolog z promiennym uśmiechem na twarzy pożegnała się i udała do swojego prosektorium numer 4. Robiła tam to, co lubi najbardziej. Kroiła, analizowała, badała i odkrywała tajemnice tych, którzy już nic nie mogli powiedzieć.
Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.