Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

  • nowość

Dla ciebie wszystko - ebook

Wydawnictwo:
Data wydania:
1 kwietnia 2025
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Czytaj fragment
Pobierz fragment
11,99

Dla ciebie wszystko - ebook

Vaughn, znany perkusista rockowy, przeżywa kryzys. Jego zespół się rozpadł, ma za sobą głośny rozwód. Postanawia skupić się na karierze, nie tracić czasu na kobiety. Ale spotkanie z przyjaciółką z dawnych lat sprawia, że nagle świat nabiera nowych barw. Vaughn nie jest w stanie oprzeć się pożądaniu i nawet nie zauważa, kiedy zaczyna łamać swoje nowe zasady...

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-291-1987-0
Rozmiar pliku: 1,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Vaughn Reed opuścił pokład samolotu prywatnego, którym przyleciał z Dublinu do Los Angeles. Pożegnał się z pozostałymi członkami zespołu podróżującego po świecie z gwiazdą pop, której talent polegał głównie na tym, że była fotogeniczna, świetnie tańczyła i mogła się pochwalić ogromną liczbą obserwatorów w mediach społecznościowych.

Nie była to najlepsza fucha w jego życiu, ale też nie najgorsza. Nieźle na tym zarobił, poza tym czuł się doceniony, a tego mu brakowało, odkąd jego legendarny zespół rockowy Sin&Glory rozpadł się przed czterema laty.

To Vaughn doprowadził do rozpadu tego działającego przez piętnaście lat zespołu. Od tamtej pory jego życie zawodowe i prywatne spadało po równi pochyłej.

Żeby więcej nie powtórzyć tego błędu, ustanowił dla siebie kilka zasad i się ich trzymał.

Po pierwsze: Nie myśleć wackiem. Po drugie: Nie wiązać się z siostrą z najlepszego przyjaciela. Po trzecie: Zawsze na pierwszym miejscu stawiać karierę. Po czwarte: Nigdy się nie zakochiwać.

W ciągu minionych czterech lat te zasady sprawdziły się w jego życiu. Unikał niezręcznych sytuacji. Rewelacji, które zniszczyłyby jego karierę. Ostatecznie niedługo skończy czterdziestkę. Jeśli się teraz nie pozbiera, pewnie już nigdy mu się to nie uda.

Wsiadł do czarnego lamborghini Aventador i ruszył na Bulwar Hollywood, w stronę pustego domu w Hollywood Hills.

Wjechał do dużego garażu przy swojej rezydencji należącej wcześniej do jednego z jego muzycznych idoli. Dom z pięknym widokiem na ikoniczny bulwar Zachodzącego Słońca, ocean i dorzecze rzeki Los Angeles, był przykładem nowoczesnej architektury. Wiązało się z nim jednak zbyt wiele złych wspomnień.

Może teraz, skoro planował spędzić w LA kilka miesięcy, uda mu się zrobić mały remont i przygotować dom do sprzedaży. Ledwie zgasił silnik, zadzwonił telefon. To jego asystentka Cherry Bingham.

– Co jest, Cherry? – Starał się mówić uprzejmym tonem, choć miał za sobą jedenastogodzinny lot, a ostatnia wiadomość od agentki była rozczarowująca. – Jeśli chodzi o mejl Hanny… tak, czytałem go. Wytwórnia nie jest zainteresowana finansowaniem naszego albumu ani trasą Sin&Glory bez Stevena.

Zacisnął zęby. Steven Iverson był wokalistą zespołu i najlepszym przyjacielem Vaughna. Niestety Vaughn popełnił błąd, żeniąc się, a potem rozwodząc z jego młodszą siostrą. Koniec tego małżeństwa stał się przyczyną końca przyjaźni i rozpadu zespołu. Teraz Steven z dość dobrym skutkiem rozwijał karierę solową, zaś Vaughn i reszta zespołu walczyli o przetrwanie w branży.

– Wiem, jak ciężko pracowałeś, żeby reaktywować zespół. Wysłać Stevenowi kolejny list polecony? – W tle słów Cherry zadźwięczały klucze.

– Zignoruje go jak poprzednie. – Wysiadł z lamborghini i z garażu wszedł do kuchni. W domu pachniało cytrynami i kwiatami. – Ale tutaj lśni.

– Wczoraj Alonzo wyczyścił basen, dziś rano dostarczyli zakupy, a Anita wysprzątała dom – odparła Cherry. – Właśnie dlatego dzwonię…

– Tylko nie mów, że Anita znów coś stłukła. – Rozpuścił spięte w mały kok włosy, które sięgały mu do ramion.

– Nie, tym razem to ja nabroiłam. – Cherry zniżyła głos. – Anita znalazła kopertę pod stolikiem w holu. Pewnie się wysunęła ze sterty poczty, którą tam położyłam. To list sprzed dwóch miesięcy. Naprawdę przepraszam, Vaughn.

– Nie ma za co, Cher. – Postawił bagaż w sypialni, pomasował zesztywniały kark i poruszył ramionami. – Od kogo ten list?

– Z kancelarii w twoim rodzinnym mieście Willowvale Springs. – Zdawało się, że wstrzymała oddech. – Jeśli okaże się, że będziesz musiał coś płacić albo poniesiesz inne konsekwencje… wyjaśnię, że to moja wina.

– Wyluzuj, Cher – odparł spokojnie. – Na pewno nic się nie stało. Gdzie znajdę ten list?

– Twoja poczta jest posegregowana i leży na biurku.

– Świetnie. A wracając do Stevena. Liczyłem, że uda się zebrać wszystkich, ale Matt zasugerował, żebyśmy pojechali bez niego. – Potarł brodę i westchnął, stojąc przy szklanej ścianie sypialni z widokiem na miasto. – Steven był moim najlepszym przyjacielem, kiedy zakładaliśmy Sin&Glory. Byliśmy bez grosza, za to z wielkimi marzeniami. – Wzruszył ramionami. – Może reakcja Stevena na mój rozwód z jego siostrą była niesprawiedliwa, jednak powrót na scenę bez niego wydaje się nie w porządku.

– Mnóstwo zespołów kontynuuje działalność, zmieniając wokalistę – zauważyła Cherry. – Talentów nie brakuje, na pewno kogoś znajdziesz.

– Chłopcy są na to otwarci, ale nie jestem pewien, jak to przyjmą fani. Zwłaszcza odkąd Steven zaczął karierę solową.

– Fani tęsknią za starymi piosenkami Sin&Glory. Zdziwiłbyś się, jak by się ucieszyli, słysząc, że grupa rozważa trasę. – W tle znów zadźwięczały klucze. – Mamy już trzy petycje z prośbą o wasz powrót. Pięćdziesiąt tysięcy podpisów.

– To nie rozwiązuje problemu finansów.

Radził sobie nie najgorzej, bo żył dość oszczędnie, wychowanie go tego nauczyło. Dom w Hills i lamborghini należały do jego nielicznych szaleństw. Oszczędzał i mądrze inwestował, w przeciwieństwie do pozostałych członków zespołu, z których część pochodziła z zamożnych rodzin. On był świadomy, czym jest bieda i bezdomność. Choć chciał doprowadzić do powrotu zespołu na scenę i wydania nowego albumu, nie byłoby rozsądnie finansować to z własnej kieszeni.

– Możemy ogłosić zbiórkę wśród fanów – rzekła Cherry.

– A jeśli nie wypali? Stracimy wiarygodność.

– Spróbuj znaleźć inwestorów. Albo zacznij grać w totka.

– Rozważę to. – Zaśmiał się.

Zdjął czarno–białe vansy model Old Skool Classic, ulubione obuwie na scenę. Miał je we wszystkich kolorach, w jakich się pokazały, bo były wygodne i funkcjonalne, gdy naciskał pedały perkusji.

– Teraz chcę tylko wymoczyć się w kąpieli i spać przez dwa dni. Możesz dla mnie zamówić kalmary i rigatoni alla carbonara, i coś dla siebie przy okazji? Niech mi to dostarczą za godzinę. Spotkamy się jutro na śniadaniu.

– Okej, tylko nie zapomnij otworzyć tej koperty – przypomniała Cherry i rozłączyła się.

Vaughn jęknął. Wsunął telefon do tylnej kieszeni dżinsów i ruszył do kuchni. Sięgnął po swój ulubiony świeżo wyciskany sok i łapczywie pił z butelki. Westchnął z zadowoleniem. Każda trasa przypominała mu o prostych przyjemnościach związanych z domem.

Potem ruszył do gabinetu.

Po chwili trzymał w ręce brązową kopertę. Na moment zamarł. W wydrukowanej na kopercie nazwie Willowvale Springs było coś surrealistycznego. Od prawie dwudziestu lat mieszkał w LA, a jednak Willowvale Springs na zawsze pozostanie dla niego prawdziwym domem.

Mieszkał tam z adopcyjnymi rodzicami od dwunastego do dziewiętnastego roku życia. Na farmie wciąż stał stary dom, który zostawili mu rodzice, gdyż nie potrafił zdecydować się na sprzedaż. Nie mógł też znieść myśli, że dom jest opuszczony. Od kilku lat próbował go wynająć.

Odstawił butelkę na biurko i usiadł. Otworzył kopertę i wyjął z niej z niej list oraz towarzyszący mu pendrive. Przeczytał list. Jasny szlag.

Raz jeszcze przeczytał list od Phila Walkera, którego znał od dziecka. Najwyraźniej Phil został prawnikiem i otworzył kancelarię. Informował Vaughna, że stary Hank Carson zmarł i zapisał mu swoją farmę, którą przekształcił w hotel dla turystów.

– To jakiś żart – mruknął Vaughn pod nosem.

Hank nie był jego krewnym, prawdę mówiąc Hank i jego żona Edith nie mieli dzieci. Przez kilka lat w czasie wakacji pracował dla Hanka jako boy hotelowy. Odbyli pewnie kilka rozmów. Gdy oznajmił Hankowi, że rezygnuje z pracy i chce przenieść się do LA, by założyć zespół rockowy, starszy pan nie był zadowolony. Mimo wszystko życzył mu powodzenia. Vaughn doceniał ten gest.

Podłączył pendrive do komputera i otworzył plik. Na ekranie pojawił się Hank ze zbolałym uśmiechem. Człowiek, którego zachował w pamięci jako potężnego mężczyznę, wydawał się chudy i kruchy, zniszczony przez czas i zapewne chorobę. Rozkaszlał się, potem wytarł usta chusteczką.

– Witaj, Vaughn, żałuję, że nie możemy pogadać w lepszych okolicznościach. I osobiście. Nie mogę jednak opuścić ziemskiego padołu, nie mówiąc ci, jaki jestem z ciebie dumny. Powiedziałeś, że chcesz założyć zespół rockowy i zostać sławny. Przyklaskiwałem twojej determinacji i wysiłkom, ale nie wierzyłem, że ci się uda. – Znów się rozkaszlał. – Moja Edith w ciebie wierzyła. I udało ci się, chłopcze. Pokazałeś wszystkim wątpiącym, że się mylą. Szkoda, że twoi rodzice tego nie dożyli. Byliby z ciebie cholernie dumni.

Zdawało się, że słowa utknęły Hankowi w gardle, otarł oczy. Vaughn patrzył na niego osłupiały.

Hank nigdy nie okazywał emocji, choć nie krył uwielbienia dla żony. Jego słowa wypowiedziane z takim szacunkiem, tak szczere, sprawiły, że pod powieki Vaughna napłynęły łzy. Zwłaszcza po słowach o rodzicach. Arthur i Carolyne Reed byli już po pięćdziesiątce, kiedy go uratowali i postanowili wychować jak syna.

Miał szczęście posiadać dwie pary rodziców, którzy go kochali. Miał też zadanie nie do pozazdroszczenia, by ich pochować, zanim sam skończył dwadzieścia lat.

– Wiesz, że my z Edith nie mamy dzieci – podjął Hank. – Dzieci z Willowvale Springs były naszą rodziną. Kilkoro z was zrobiło na nas wrażenie. A zatem teraz, kiedy powoli żegnam się z tym światem, chciałbym każdemu z was coś zostawić. Tobie zostawiam hotel. Byłeś kimś więcej niż boyem czy chłopcem stajennym. Ciężko pracowałeś, dbałeś o gości i zwierzęta. Zdawało się, że dla ciebie to coś więcej niż praca. Widzę, że zachowałeś farmę rodziców, dbasz o nią nawet z daleka. Daję ci więc hotel, zrób z nim, co chcesz. Wiem, że podejmiesz słuszną decyzję. Powodzenia, synu.

Nagranie dobiegło końca. Vaughn patrzył na pusty ekran. Przez głowę przeleciało mu tyle słów, których nie powiedział Hankowi. Był mu wdzięczny za ten dar i wiarę w niego. Nie miał jednak pojęcia, co zrobi ze starym hotelem. Chciał się przecież pozbyć farmy w Willowvale Springs, choć nie miał serca się z nią rozstać. Nawet wtedy, gdy z trudem sobie radził, nim jego kariera nabrała rozpędu.

Potarł twarz i ruszył do łazienki z widokiem na dorzecze. Odkręcił kurek i wsypał do wanny sól z lawendą i trawą cytrynową, ponieważ pomagała mu zasnąć. Rozebrał się i zanurzył w ciepłej wodzie. Zamknął oczy, po raz pierwszy od tygodni naprawdę się zrelaksował.

O mały włos nie zasnął w wannie. Nagle podniósł powieki i usiadł prosto, rozchlapując wodę na białoszare marmurowe płytki.

Może nie musi liczyć na wygraną w totka, by sfinansować nagranie nowego albumu. Hank Carson o to zadbał. W pośpiechu wytarł się, ubrał i zadzwonił do Cherry, by go umówiła z Philem w Willowvale Springs. Potem zadzwonił do najlepszego przyjaciela z dzieciństwa Reynaldo Price’a, którego rodzina była właścicielem firmy Price Construction. Jeżeli hotel Hanka wygląda tak jak dawniej, to wymaga remontu, by można za niego dostać sumę niezbędną do sfinansowania albumu.

Wjechał wypożyczonym audi na podjazd do hotelu na obrzeżach miasta, gdzie jako nastolatek pracował w czasie wakacji. Po ukończeniu szkoły średniej zatrudnił się tu na stałe. Nie widział tego miejsca od dwudziestu lat. Gdy przeglądał zdjęcia w internecie, zdawało się, że czas się tutaj zatrzymał.

Wysiadł z samochodu, przesunął ciemne okulary na czoło i przyjrzał się głównemu budynkowi. Stare zdjęcia były dla niego łaskawe. Budynek nie tylko nie był remontowany od czasu, gdy Vaughn tu pracował, wyglądało też na to, że przez ostatnie lata nikt o niego nie dbał. Kiedyś panowały tu czystość i porządek.

Jak długo Hank chorował? Vaughn wszedł po skrzypiących schodkach na ganek od frontu. Wciąż były tu stare huśtawki, które wymagały odmalowania i wymiany łańcuchów. Wszedł do środka i skierował się do recepcji. Odniósł wrażenie, że przeniósł się w czasie do lat sześćdziesiątych… XIX wieku. Gdyby nie wiedział, gdzie jest, uznałby, że znalazł się na planie „Bonanzy”, ulubionego serialu rodziców. Że lada moment pojawią się Ben Cartwright, Adam, Hoss i Mały Joe.

– Vaughn Reed? – Starsza kobieta w recepcji podniosła wzrok, przekrzywiając głowę. – Nie widziałam cię od… pogrzebu twojej matki. Mój Boże, to było dziesięć… piętnaście lat temu.

– Dwadzieścia – poprawił ją. – Miło panią znów widzieć, pani Halston.

Kobieta pracowała w recepcji, odkąd Vaughn sięgał pamięcią. Była miejscową wersją Dolly Parton. Jej jasne włosy posiwiały, oczy nie były już tak błękitne jak wtedy, gdy się w niej podkochiwał. Nadal miała fantastyczną figurę i ubierała się jak modelka z magazynu mody.

– Teraz jestem panią Weinstein. – Zaśmiała się z błyskiem w oku. – Barry zmarł pięć lat temu. Niech odpoczywa w pokoju. – Podniosła wzrok na sufit. – Mów mi po imieniu, Barbara. I pozwól, że cię uściskam.

Wyszła zza lady i wzięła go w ramiona.

– Co cię tu sprowadza, kochany?

– Jestem nowym właścicielem hotelu. – Mówiąc to, prawie wstrzymał oddech.

Barbara pracowała tu przez dwadzieścia czy trzydzieści lat, ale chyba nie oczekiwała, że Hank zapisze jej hotel w spadku.

– Dzięki Bogu. – Przycisnęła rękę do piersi, jej zdobione kryształkami paznokcie zabłysły. – Potwornie się bałam, że ten stary zgred zostawi to mnie, tak jak zostawił sklep Mabel Miller. Tyle że Miller w przeciwieństwie do mnie chciała mieć ten sklep.

– Czemu? To znaczy… pracowałaś tu najdłużej. – Powinien się cieszyć, że nie zdenerwowała jej decyzja Hanka.

Uśmiechnęła się z dumą.

– Mam troje wnucząt i jedno w drodze. Wolę spędzać więcej czasu z nimi i podróżować. Czekałam na informację, kto zostanie właścicielem, żeby…

– Odchodzisz?

– Nie odchodzę, przechodzę na emeryturę. – Poklepała go po ręce. – Nie martw się, kochany. Zostanę, aż się tu odnajdziesz, i wyszkolę nowy personel. Jeśli chcesz, mogę cię teraz oprowadzić.

Zerknął na zegarek.

– Za kwadrans mam spotkanie z projektantem i kierownikiem projektów budowlanych, będziemy rozmawiać o remoncie.

– Cóż, alleluja! – Barbara uniosła ręce. – Bóg jeden wie, że remont się przyda.

Vaughn zaśmiał się.

– Myślisz, że zdążymy się rozejrzeć, zanim przyjdą?

– Nie, nie sądzę. – Wskazała drzwi.

A niech to. Nie wrócił do Willowvale Springs, by przeżyć romans. Kobieta, która szła w jego stronę, kołysząc biodrami, w marynarce do połowy uda podkreślającej kształty i nogi, mogła mu taki romans zagwarantować.

– Dobrze cię znów widzieć, Vaughn. – Położyła rękę na jego piersi i pocałowała go w policzek. Jej głos był lekko schrypnięty i dziwnie znajomy. Jej zapach – granatów, lilii i czegoś korzennego – pozostał przy nim, gdy się odsunęła.

– Przepraszam, czy my… – Urwał, przyglądając się pięknej twarzy, ciemnym figlarnym oczom i wesołemu uśmiechowi. – Nie, niemożliwe. – Zakrył usta i pokręcił głową. Odwrócił się do Barbary, rozbawionej tą wymianą zdań. – Czy to mała Allie Price?

– Nasza mała psotka wyrosła na piękną i utalentowaną kobietę – odrzekła Barbara, promieniejąc.

Bo w Willowvale Springs wszystkie dzieci należą do całego miasta.

– Cóż, widzę. – Zaśmiał się i wyciągnął ręce, by uściskać młodszą siostrę najlepszego przyjaciela z dzieciństwa. – Naprawdę miło cię widzieć, Allie.

Ściskając ją, starał się panować nad swoim ciałem, które reagowało na wtulone w niego krągłości Allie.

Pamiętaj o zasadzie numer jeden i numer dwa. To się nie wydarzy. Puścił Allie, odchrząknął i schował rękę do kieszeni. Lekko odwrócił wzrok, chciał udawać, że nawiązał kontakt wzrokowy z zachwycającą Afrolatynoską, niegdyś podkochującą się w nim niewinnie dziewczynką. Teraz jego myśli były dalekie od niewinności.

– Przyszłaś przedstawić mnie projektantowi i kierownikowi budowy? – Potarł brodę.

– Teraz rozumiem, czemu chciałaś zrobić tu zdjęcia. – Barbara pogroziła kobiecie palcem, jakby Allie była nastolatką, która zrobiła jej psikusa. – Vaughn zatrudnił twoich krewnych do prac remontowych. Nie mógł lepiej wybrać. Widziałam, co zrobiliście w stajniach, gdzie trzymam moją Molly. Świetna robota.

– Dziękuję, Barb. – Allie wsunęła palce w lśniące, sięgające ramion loki.

Vaughn zacisnął pięść, by ich nie dotknąć. Znów spotkał się z nią wzrokiem.

Dźwięk telefonu przerwał ten krępujący moment.

– Lepiej odbiorę – powiedziała Barbara. – Gdybyście czegoś potrzebowali, zawołajcie.

– Dziękuję, Barbaro – rzekł Vaughn i wrócił spojrzeniem do Allie. – Więc projektant i kierownik budowy…

– Masz ich przed sobą. – Allie uniosła ręce tak jak dawniej, kiedy się przed nimi czymś popisywała.

– Ty jesteś projektantem wnętrz? – Zmarszczył czoło, splatając ramiona na piersi.

– Tak – odparła z cieniem oburzenia.

– Okej, świetnie. – W jego głosie zabrzmiała odrobina ironii. – A co z kierownikiem budowy?

– Też masz go przed sobą.

– Chwileczkę. – Opuścił ręce i wyprostował się. Był kilkanaście centymetrów wyższy od Allie. – Wykonujesz obie prace?

Zdał sobie sprawę, że jest dla nich chłopakiem stąd, a nie członkiem jednego z najbardziej znanych zespołów rockowych. Spodziewał się jednak, że będzie choć po części traktowany jak gwiazda.

Rey miał świadomość, że to miejsce musi wyglądać możliwie najlepiej i że to dla Vaughna ważne. I co? Przysłał swoją młodszą siostrę, która miała odgrywać rolę projektanta i kierownika budowy. Cóż, zamieni z przyjacielem kilka słów, jak już pożegna Allie.

– Doceniam, że poświęcasz mi czas i nie chcę być niemiły, ale powiedziałem Reyowi, jakie to dla mnie ważne i że zależy mi na czasie. Więc jeśli nie potraktował tego poważnie..

Allie przeklęła po hiszpańsku i uderzyła ręką w pobliski stolik. Postawiła na nim kolorową dużą torebkę.

– Czemu każdy przystojny facet musi otwierać usta i rozwiewać iluzje? Jak na mężczyznę, który napisał świetne ballady dla solistek, zachowałeś się rozczarowująco. Nie wspominając o tym, że w artykule w „Rolling Stone” nazwałeś się feministą.

To był wywiad sprzed co najmniej dziesięciu lat. Naprawdę to pamiętała? Nie mógł jednak pozwolić na to, by siostra Reya o cudownym ciele i lśniącej brązowej skórze odwróciła jego uwagę od tematu. Może odezwał się szorstko, ale w końcu jest klientem.

– Jeśli Price Construction tak traktuje klientów, może będzie lepiej, jak znajdę inną firmę.

– Jak sobie chcesz, kolego. – Wzięła torebkę i zmierzyła go wzrokiem. – W okolicy jest boom budowlany. Wszystkie firmy są tak samo zawalone robotą jak my. Rey przysłał mnie, bo jestem najlepsza, jeśli chodzi o projektowanie. Mam też kierować budową, bo brakuje ludzi. Jeśli jesteś seksistowskim dupkiem i szowinistą i nie widzisz, że masz cholerne szczęście, że możesz ze mną pracować, nie zasługujesz na projekt, nad którym siedziałam przez trzy dni i noce. Życzyłabym ci szczęścia, ale oboje wiemy, że byłoby to nieszczere.

Zakręciła się na pięcie i kołysząc biodrami, pomaszerowała do wyjścia. Vaughn przeklął pod nosem.

– Allie, zaczekaj. – Ruszył za nią i chwycił ją za rękę.

Od dawna nie odczuł tak natychmiastowego podniecenia. Jako zmęczony stary rockman podejrzewał, że nie jest już do tego zdolny. Tyle że to prosta droga do cierpienia, a co gorsza, mogłoby to negatywnie wpłynąć na jego karierę.

Nie zamierzał powtarzać tego samego błędu.

Allie odwróciła się do niego i mierzyła go wzrokiem. Pachniała niebiańsko i miała pełne kuszące wargi rodzące erotyczne fantazje. On jednak potrzebował kogoś, kto wykona tę robotę szybko i sprawnie, więc nie będzie fantazjował o irytującej małej łobuziarze, która zamieniła się w niewiarygodnie piękną boginię.ROZDZIAŁ DRUGI

– Zatrzymałeś mnie z jakiegoś powodu czy trzymanie mnie za rękę sprawia ci przyjemność? – spytała.

Puścił ją i cofnął się, omal nie potykając się o stolik, który wyszedł z mody w epoce niemego kina. Alllie chwyciła go za ramię, by nie stracił równowagi.

– Dzięki – mruknął, chowając ręce do kieszeni.

Z trudem powstrzymywała uśmiech. Lustrując Vaughna wzrokiem, przyciskała do piersi torbę. Miał dość przyzwoitości, by wyglądać na skruszonego. Teczka, którą miała w torbie, była świadectwem trzech trudnych dni i bezsennych nocy. Być może Vaughn jest gwiazdą rocka, ale ona nie pozwoli, by deprecjonował jej ciężką pracę.

W rodzinnej firmie budowlanej była jedyną kobietą, poza tym pracował tam jej ojciec, który wciąż nazywał ją księżniczką, oraz czterej bracia – samce alfa o źle pojętym poczuciu opiekuńczości. Wciąż musiała walczyć o to, by traktowali ją poważnie.

Po dłuższym czasie zgodzili się dołączyć projektowanie wnętrz do usług oferowanych przez firmę. Allie nie chciała zostać księgową ani kierowniczką biura. To dobra praca, ale nie dla niej. Oprócz studiów z wnętrzarstwa skończyła kursy, które ojciec zalecił jej braciom, i otrzymała licencję kierownika budowy. Starała się być dobra w obu tych dziedzinach.

– To nie jest moja pierwsza praca. Przy innych projektach też zajmowałam się jednocześnie projektowaniem wnętrz i kierowaniem pracami budowlanymi.

To były drobne projekty, ale Vaughn nie musi o tym wiedzieć.

– Moje projekty zostały nagrodzone, jestem członkiem amerykańskiego stowarzyszenia projektantów wnętrz – ciągnęła. – Jeśli chcesz tu urządzić nowoczesne wnętrza, które przyciągną celebrytów i rozsławią to miejsce, jestem do tego najlepsza.

Lubiła neutralną paletę barw, wygodne duże kanapy i wyeksponowane drewniane belki. Ale lubiła też bawić się mocnymi kolorami i nieoczekiwanymi teksturami, nadając świeżość i wyrazistość nowoczesnej przestrzeni. Korzystała z inspiracji azjatyckich i skandynawskich. Starała się przekonać bliskich, że gdyby mieli bardziej otwarte głowy, mogliby zdobyć nowy luksusowy rynek.

Ojciec uważał, że jej pomysły są zbyt oryginalne dla ich klientów. Rozumiała to. Czasami jednak ludzie nie wiedzą, że spodoba im się coś innego, dopóki tego nie zobaczą.

Projekt dla Vaughna – który pewnie doceniłby nowoczesność i glamour – był dla niej idealną szansą pokazania rodzinie, co potrafi.

– Kto mówił coś o celebrytach? – Uniósł brwi.

– Jesteś światowej sławy perkusistą, założycielem jednej z najlepszych kapel rockowych. Czemu nie miałbyś przyciągnąć klientów, których stać na wysokie ceny? – Wzruszyła ramionami, zadowolona, że kolorowa torba zakrywa jej piersi. – Poza tym z tego, co mówił Rey, rozumiem, że chcesz zatrzymać hotel. Skoro tak, na pewno nie chciałbyś się go wstydzić.

Pocierając brodę, cofnął się o kilka kroków i rozejrzał, jakby widział to miejsce po raz pierwszy. Kiedy oczy mu zabłysły, Allie była pewna, że zobaczył dolary.

Udało jej się, przekonała go.

Okej, właściwie to chciała znaleźć się z nim łóżku i kochać się z nim do szaleństwa. Ale cieszyła się, że lada moment zdobędzie dla rodzinnej firmy hojny czek. Poza tym nie sypiała z klientami.

– Naprawdę uważasz, że da się to zamienić w elegancki hotel? – Spojrzał na nią. – Może nawet ze spa?

Teraz oczy Allie zabłysły. Była ambitna, ale on miał jeszcze większe oczekiwania.

Wyobraziła sobie otwierającą się kasę, która tryska pieniędzmi jak fontanna wodą – niczym w kreskówce.

– Podoba mi się twój sposób myślenia. – Uśmiechnęła się szerzej. – Włączyłam do projektu miejsce do jogi i pokoje do medytacji, a także salon fryzjerski i pomieszczenia do masażu. Ale mogę też dodać spa. Musielibyśmy wtedy postawić dodatkowy budynek, ale skoro chcesz ściągnąć bogatą klientelę, koszty szybko się zwrócą.

– Okej, pokaż, co tam masz, _nena_ – rzekł Vaughn.

Gdyby był obcym człowiekiem, zbeształaby go za to słowo. Tak zwracają się do siebie zakochani, można tak powiedzieć do małej dziewczynki. Prawdę mówiąc, ojciec wciąż tak do niej mówił. Jednak w ustach Vaughna zabrzmiało to dziwnie. Czyli wciąż ją postrzega jako psotną dziewczynkę o niewyparzonym języku, a nie dorosłą kobietę, która jest nim zainteresowana. Bo najwyraźniej ona nie robiła na nim wrażenia.

No i dobrze. Nie wszyscy mają dobry gust.

Wyprostowała się, postawiła torbę na stole i usiadła na stołku barowym z gracją, na jaką było ją stać, zważywszy że miała niespełna metr sześćdziesiąt wzrostu. Vaughn ją zaskoczył, wysuwając dla niej stołek. Jego zapach – jakaś wariacko droga europejska woda kolońska – był subtelny, a mimo to otoczył ją jak ciepły pled. Miała ochotę się nim otulić, przytulić się do Vaughna.

– Zacznijmy od gotowych planów. Potem przejdziemy do dodatkowych zmian i kosztów niezbędnych, żeby zrobić z tego luksusowy hotel ze spa.

Wyjęła z torby tablet i ustawiła go tak, by oboje widzieli plany, które zrobiła, korzystając ze specjalnego oprogramowania. Gdy otworzyła pierwszą stronę, Vaughn głośno wciągnął powietrze.

– To fantastyczne, Allie – skomentował. – Naprawdę dacie radę zrobić to wszystko w dwa miesiące?

– Projekt, który widzisz, możemy skończyć do Bożego Narodzenia – odparła. – Jeśli chcesz mieć spa, trzeba coś dobudować. Oczywiście damy sobie radę. Gdybyś upierał się przy tym, żeby otworzyć hotel jak najszybciej, możemy pracować etapami. To byłby etap pierwszy. – Wskazała projekt, który wciąż podziwiał. – Drugim etapem byłoby postawienie nowego budynku, gdzie znajdowałoby się spa.

– Podoba mi się. – Pogłaskał się po brodzie. Allie mimo woli zacisnęła palce.

Zastanawiała się, co by poczuła, dotykając jego zarostu, brązowego z odrobiną siwizny. Na moment zamknęła oczy i usiłowała pozbyć się tej myśli.

– Dzięki temu miałbym szansę obserwować, jak idą prace pierwszego etapu, a potem zdecydować, czy warto działać dalej. – Zdawało się, że Vaughn głośno myśli.

– Oczywiście, że warto. Daj mi tydzień, a zaprojektuję spa twoich marzeń – zapewniła.

– Allie Price, jesteś taka pewna siebie jak zawsze. – Uniósł kącik warg w półuśmiechu. – Pamiętam, jak poważnie traktowałaś projekt domku dla lalek. Prosiłaś mamę, żeby uszyła maleńkie pokrowce na meble z twoich starych ubrań.

Zaśmiał się z czułością, jego oczy zabłysły w promieniach słońca wpadającego przez jedno z niewielu okien.

– Kiedyś cię spytałem, kim chcesz zostać, jak dorośniesz, a ty powiedziałaś, że będziesz budowniczym jak tata, ale że zbudujesz najpiękniejsze i najbardziej eleganckie domy, jakich nikt nie widział.

– Tak mówiłam? – Nie pamiętała tej rozmowy.

Pamiętała za to, jak mając dziesięć lat, poprosiła Vaughna, by się z nią ożenił. Podsłuchała rozmowę rodziców po śmierci adopcyjnego ojca Vaughna. Została mu tylko adopcyjna matka, która chorowała. Nie miał innej rodziny. Allie postanowiła naprawić sytuację, prosząc Vaughna, by ją poślubił. W ten sposób oficjalnie zostałby członkiem rodziny Price’ów.

Vaughn był zszokowany jej słowami, lecz potraktował ją uprzejmie. Powiedział, że jest dla niego jak młodsza siostra i wolałby tego nie psuć. Allie wzruszyła ramionami i wróciła do lalek.

– Tak było. – Oddał jej tablet. – Już wtedy wiedziałaś, czego chcesz. Cieszę się, że urzeczywistniłaś swoje marzenia.

– Dziękuję. – Zaczesała kilka kosmyków za ucho i uśmiechnęła się z zakłopotaniem. – A ja z radością patrzyłam, jak stajesz się światowej sławy perkusistą, tak jak marzyłeś, kiedy wyjeżdżałeś z Willowvale Springs. Zresztą nigdy w ciebie nie wątpiłam. Byłeś jednym z najbardziej zdeterminowanych nastolatków, jakich znałam.

Zapadła cisza, słodka i znajoma, a jednak krępująca.

– Chciałbym, żeby to była moja wrodzona cecha charakteru – odparł. – Mówiąc szczerze, jeśli w młodym wieku traci się tak wiele i trzeba o siebie walczyć, człowiek musi szybciej dorosnąć. – Wzruszył ramionami.

Lekko położyła rękę na jego dłoni.

– Nie lekceważ swoich dokonań. Ciężko pracowałeś na swoją pozycję. Jesteś współzałożycielem Sin&Glory. Brałeś udział w nagraniach przełomowych płyt i w przełomowych trasach koncertowych. Twoja kariera jako twórcy piosenek nabiera rozpędu.

– No no. Nie sądziłem, że w rodzinnym mieście ktoś aż tak śledzi moje dokonania. – Spojrzał na nią z zaciekawieniem.

Ups. Wyszła na stalkerkę.

– Ja… zawsze lubiłam rozmaite gatunki muzyczne. Poza tym byłeś najlepszym przyjacielem mojego brata i jednym z celebrytów z Willowvale Springs. Nie mamy ich tak wielu. Ludzie tu są dumni, że jesteś jednym z nas.

Cofnęła rękę i starała się ignorować ciepło, które rozchodziło się po jej ciele.

– Jak rozumiem, jesteś gotowy na rozpoczęcie pierwszego etapu remontu.

Zaktualizowała parametry prac budowlanych, potem wydrukowała umowę na starej hotelowej drukarce. Podkreśliła datę zakończenia prac i szacowany koszt.

Zagwizdał w odpowiedzi.

– Jesteś zszokowany ceną? – zażartowała, śmiejąc się, gdy przytaknął.

– Jak chcesz, żeby było luksusowo, musisz mieć produkty najwyższej jakości. Poza tym wyobraź sobie, ile taki projekt kosztowałby cię w LA.

Jęknął i wziął od niej wieczne pióro.

– To prawda.

Zajęli się dokumentami. Później Allie zeszła ze stołka i zebrała swoje rzeczy. Schowała do teczki podpisaną umowę i otrzymany od Vaughna czek.

– Będę tu z pracownikami w poniedziałek – oznajmiła. – W międzyczasie przygotuję plan drugiego etapu. Możemy się nim zająć, jak tylko zakończymy etap pierwszy. Albo, jeśli wolisz, drugim etapem zajmiemy się później. – Rozejrzała się podekscytowana. – Ale jak zobaczysz zmiany, chybe zechcesz od razu podpisać drugą umowę.

– Po tym, co widziałem… nie wątpię. – Vaughn także wstał i uściskał Allie. Tym razem było to dużo mniej krępujące. – Wybacz, jeśli zachowałem się jak…

– Gwiazdor? – Nie mogła się nie zaśmiać.

– Chciałem raczej powiedzieć dupek. Ale… okej. Nie sądziłem, że tak będzie mi zależało na tym, żeby to zrobić. Dziękuję ci za projekt i za to, że uratowałaś mnie przed upadkiem. Mogłem się połamać.

– Nie ma za co. – Założyła torbę na ramię i uśmiechnęła się. – Poza tym muszę chronić rękę, która będzie podpisywała czeki.

Oboje się zaśmiali. To było… miłe.

– W takim razie do poniedziałku, dzieciaku. – Tak też ją nazywał, kiedy była młodsza.

Allie pożegnała się z Vaughnem i Barb i wsiadła do samochodu. Nie mogła się doczekać, aż powie ojcu i braciom, że podpisała umowę i że tym razem będzie tak jak ona chce. Jadąc do biura, nie mogła przestać myśleć o Vaughnie. Postarzał się jak dobre wino. Ale to, co ich łączyło, to dawna przyjaźń i relacja biznesowa, i nic więcej.

A jednak czuła się nieco zawiedziona, że jej fantazja o byciu z mężczyzną, którego uwielbiała, zanim został gwiazdą rocka, nigdy się nie spełni.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: