-
nowość
Dlaczego sklep internetowy nie sprzedaje? - ebook
Dlaczego sklep internetowy nie sprzedaje? - ebook
Masz sklep internetowy, reklamy działają, produkty są dostępne, a sprzedaż nadal nie wygląda tak, jak powinna? Ta książka pokazuje, dlaczego e-commerce często traci pieniądze nie przez jeden wielki błąd, ale przez dziesiątki małych problemów na ścieżce klienta. „Dlaczego sklep internetowy nie sprzedaje?” to praktyczny poradnik dla właścicieli sklepów online, marketerów i osób rozwijających sprzedaż w internecie. Znajdziesz tu konkretne wskazówki dotyczące kart produktów, opisów, zdjęć, koszyka, checkoutu, reklam, newsletterów, automatyzacji, zaufania klientów i powracalności zakupów. Bez lania wody. Bez magicznych trików. To książka dla tych, którzy chcą zrozumieć, gdzie uciekają pieniądze — i krok po kroku naprawić sprzedaż w swoim sklepie.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Sprzedaż i obsługa klienta |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 1,3 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
DLACZEGO WIĘKSZOŚĆ SKLEPÓW INTERNETOWYCH NIE PRZEGRYWA PRZEZ JEDEN WIELKI BŁĄD?
Większość sklepów internetowych nie upada dlatego, że właściciel nie miał dobrego pomysłu.
Nie upadają też dlatego, że produkty były beznadziejne, konkurencja była zbyt silna albo klientom nagle przestało się chcieć kupować online.
Oczywiście, takie rzeczy też się zdarzają. Są produkty, których rynek nie chce. Są branże trudne, bardzo konkurencyjne, niskomarżowe albo sezonowe. Są sklepy, które od początku mają źle policzony model biznesowy. Ale bardzo często problem wygląda zupełnie inaczej.
Sklep nie sprzedaje nie dlatego, że wszystko jest złe.
Sklep nie sprzedaje, bo zbyt wiele małych rzeczy po drodze nie działa tak, jak powinno.
Klient wchodzi na stronę, ale od razu nie rozumie, dlaczego ma zostać.
Przewija stronę główną, ale nie widzi konkretnej propozycji.
Wchodzi w produkt, ale opis brzmi tak samo jak w dziesięciu innych sklepach.
Zdjęcia są poprawne, ale nie budują pragnienia zakupu.
Cena jest widoczna, ale klient nie czuje wartości.
Dostawa pojawia się za późno.
Informacja o zwrotach jest ukryta.
Opinie są mało widoczne.
Przycisk „Dodaj do koszyka” ginie w chaosie.
Koszyk jest niewygodny.
Newsletter wyskakuje za szybko.
Reklama obiecuje jedno, a strona mówi drugie.
I nagle okazuje się, że sklep niby działa, ale nie sprzedaje.
To jest jedna z największych pułapek e-commerce: właściciel sklepu często widzi stronę technicznie. Klient widzi ją emocjonalnie.
Właściciel myśli:
„Przecież produkt jest dodany”.
„Przecież opis jest”.
„Przecież cena jest dobra”.
„Przecież reklamy są uruchomione”.
„Przecież sklep działa”.
Klient myśli inaczej:
„Czy to jest dla mnie?”
„Czy mogę temu zaufać?”
„Czy to rozwiąże mój problem?”
„Czy gdzieś indziej nie będzie taniej?”
„Czy dostanę to szybko?”
„Czy mogę zwrócić?”
„Czy ten sklep wygląda wiarygodnie?”
„Czy ja naprawdę tego potrzebuję teraz?”
Sprzedaż online nie polega wyłącznie na tym, żeby pokazać produkt. Sprzedaż online polega na tym, żeby przeprowadzić klienta przez decyzję.
Od pierwszego kliknięcia.
Przez zainteresowanie.
Przez porównanie.
Przez wątpliwości.
Przez koszyk.
Aż do płatności.
I najlepiej dalej — do kolejnego zakupu.
Wielu właścicieli sklepów internetowych popełnia ten sam błąd: szuka jednego magicznego rozwiązania.
Nowej kampanii.
Nowej agencji.
Nowej platformy.
Nowego szablonu.
Nowego influencera.
Nowego kodu rabatowego.
Nowej promocji.
Nowej wtyczki.
Nowego trendu.
Nowego „patentu”, który nagle odblokuje sprzedaż.
Tylko że e-commerce rzadko działa w taki sposób. Oczywiście, czasem jedna zmiana potrafi dać szybki efekt. Lepszy checkout, poprawiona karta produktu, mocniejsza oferta, lepsza promocja, dobry newsletter, skuteczna kampania remarketingowa — to wszystko może podnieść sprzedaż.
Ale najczęściej nie chodzi o jeden cudowny ruch.
Chodzi o system.
Sklep internetowy to nie tylko strona. To połączenie produktu, oferty, komunikacji, zaufania, ceny, dostępności, ruchu, obsługi, logistyki, analityki i powracających klientów.
Jeśli jeden element nie działa, sklep może jeszcze sprzedawać.
Jeśli nie działa pięć elementów, zaczyna się problem.
Jeśli nie działa dziesięć elementów, reklamy zaczynają przepalać budżet.
Jeśli nie działa dwadzieścia elementów, właściciel zaczyna mówić:
„E-commerce chyba nie jest dla mnie”.
A często prawda jest prostsza.
E-commerce jest dla Ciebie.
Tylko Twój sklep potrzebuje naprawy.
Nie rewolucji. Nie paniki. Nie kasowania wszystkiego i zaczynania od zera.
Potrzebuje uczciwego spojrzenia na to, co realnie blokuje sprzedaż.
Ta książka jest właśnie o tym.
Nie będzie tutaj lania wody o tym, że „klient jest najważniejszy”, „content is king” i „trzeba budować markę”. To wszystko może być prawdą, ale same hasła nie naprawiają sklepu.
Nie interesuje nas teoria dla teorii.
Interesuje nas praktyka.
Co dokładnie może być nie tak?
Gdzie klient odpada?
Dlaczego nie dodaje produktu do koszyka?
Dlaczego dodaje, ale nie kupuje?
Dlaczego kupuje raz i znika?
Dlaczego reklamy mają kliknięcia, ale nie mają zamówień?
Dlaczego newsletter ma otwarcia, ale nie generuje sprzedaży?
Dlaczego promocja robi ruch, ale nie daje zysku?
Dlaczego sklep wygląda „ładnie”, ale nie zarabia?
W tej książce przejdziemy przez najczęstsze błędy, które zabijają sprzedaż online. Niektóre będą oczywiste. Inne mniej. Przy niektórych możesz pomyśleć: „U mnie tego nie ma”. A potem wejdziesz na swój sklep i zobaczysz, że jednak jest.
I bardzo dobrze.
Bo celem tej książki nie jest udowodnić Ci, że robisz coś źle.
Celem jest pomóc Ci znaleźć miejsca, w których uciekają pieniądze.
Każdy sklep ma takie miejsca.
Duży sklep.
Mały sklep.
Sklep na gotowej platformie.
Sklep na drogim wdrożeniu.
Sklep z kosmetykami.
Sklep z ubraniami.
Sklep z suplementami.
Sklep z produktami dla dzieci.
Sklep z elektroniką.
Sklep z własną marką.
Sklep, który sprzedaje na marketplace’ach.
Sklep, który dopiero zaczyna.
Różnią się branżą, budżetem, zespołem i technologią, ale mechanizmy są bardzo podobne. Klient musi zrozumieć ofertę, zaufać sklepowi, poczuć wartość, przejść wygodnie przez zakup i dostać powód, żeby wrócić.
Jeśli tego nie ma, sprzedaż będzie przypadkowa.
Jednego dnia coś wpadnie.
Drugiego cisza.
Właściciel odpali promocję — coś ruszy.
Promocja się kończy — znowu cisza.
Agencja podniesie budżet — ruch rośnie.
Sprzedaż stoi.
Influencer wrzuci stories — jest pik.
Potem nic.
Newsletter pójdzie — kilka zamówień.
Potem znowu trzeba wymyślić rabat.
Tak wygląda e-commerce bez systemu.
I właśnie z tego chcemy wyjść.
Nie musisz mieć największego budżetu na rynku.
Nie musisz mieć najpiękniejszego sklepu.
Nie musisz mieć setek tysięcy obserwujących.
Nie musisz być wszędzie.
Ale musisz rozumieć, co robisz.
Musisz wiedzieć, gdzie jest problem.
Musisz wiedzieć, które elementy poprawiać najpierw.
Musisz przestać zgadywać.
Ta książka jest dla Ciebie, jeśli masz sklep internetowy i czujesz, że powinien sprzedawać lepiej.
Jest dla Ciebie, jeśli dopiero startujesz i nie chcesz popełnić najdroższych błędów.
Jest dla Ciebie, jeśli prowadzisz sklep od miesięcy albo lat, ale wciąż masz wrażenie, że za dużo rzeczy robisz na czuja.
Jest dla Ciebie, jeśli słyszysz ciągle o reklamach, AI, marketplace’ach, SEO, automatyzacjach, newsletterach i konwersji, ale potrzebujesz prostego uporządkowania: co ma sens, kiedy ma sens i od czego zacząć.
Nie obiecam Ci, że po przeczytaniu tej książki Twój sklep nagle zacznie zarabiać miliony.
To byłaby ściema.
Ale mogę obiecać coś bardziej konkretnego.
Po tej książce będziesz patrzeć na swój sklep inaczej.
Nie jak na stronę internetową.
Ale jak na proces sprzedaży.
Zobaczysz, że każda sekcja, każdy tekst, każde zdjęcie, każda cena, każdy baner, każdy mail i każdy krok w koszyku albo pomaga klientowi kupić, albo mu w tym przeszkadza.
I wtedy zaczyna się prawdziwa praca.
Nie chaotyczna.
Nie nerwowa.
Nie na zasadzie: „Zróbmy cokolwiek, bo sprzedaż siadła”.
Tylko konkretna.
Sprawdzamy.
Poprawiamy.
Mierzymy.
Wyciągamy wnioski.
Idziemy dalej.
Bo w dobrym e-commerce nie chodzi o to, żeby zrobić sklep i czekać.
Chodzi o to, żeby go stale poprawiać.
Sprzedaż online nie jest magią.
Jest sumą dobrze ustawionych elementów.
A jeśli Twój sklep dziś nie sprzedaje tak, jak powinien, to bardzo możliwe, że nie potrzebujesz kolejnego motywacyjnego hasła.
Potrzebujesz listy rzeczy do naprawy.
I właśnie tę listę zaraz dostaniesz.Rozdział 3
DLACZEGO KLIENT NIE ROZUMIE, CO WŁAŚCIWIE SPRZEDAJESZ?
To może brzmieć dziwnie.
Przecież klient widzi produkty.
Widzi zdjęcia.
Widzi nazwę.
Widzi cenę.
Widzi przycisk „dodaj do koszyka”.
Widzi kategorię.
Widzi opis.
Widzi, że sklep działa.
Więc jak to możliwe, że nie rozumie, co właściwie sprzedajesz?
A jednak dzieje się tak bardzo często.
Sklep pokazuje produkty, ale nie tłumaczy ich sensu.
Pokazuje ofertę, ale nie pokazuje wartości.
Pokazuje kategorie, ale nie pomaga zrozumieć różnic.
Pokazuje markę, ale nie wyjaśnia, dlaczego warto jej zaufać.
Pokazuje promocję, ale nie mówi, dla kogo ona jest.
Pokazuje nowości, ale nie tłumaczy, co w nich jest nowego.
Pokazuje bestseller, ale nie mówi, dlaczego ludzie go kupują.
I klient niby coś widzi, ale nie czuje, że to jest jasne.
A kiedy klient nie rozumie, co sprzedajesz, nie kupuje.
Nie dlatego, że nie chce.
Często dlatego, że nie ma wystarczającej pewności.
Widzieć produkt to za mało
W e-commerce bardzo łatwo pomylić ekspozycję ze sprzedażą.
Właściciel sklepu myśli:
„Produkt jest na stronie”.
„Zdjęcie jest”.
„Opis jest”.
„Cena jest”.
„Dostawa jest”.
„Co tu jeszcze tłumaczyć?”
Tylko że klient nie patrzy na produkt tak, jak właściciel.
Właściciel zna asortyment. Wie, czym różni się jedna seria od drugiej. Wie, dlaczego dana marka jest dobra. Wie, który produkt jest mocniejszy, który lżejszy, który podstawowy, który premium. Wie, co sprzedaje się najlepiej. Wie, co klienci chwalą. Wie, które produkty są dla początkujących, a które dla bardziej świadomych osób.
Klient bardzo często tego nie wie.
Wchodzi pierwszy raz.
Widząc dziesięć podobnych produktów, nie myśli:
„O, jaki ciekawy wybór”.
Często myśli:
„Nie wiem, czym to się różni”.
I to jest moment, w którym sklep zaczyna tracić sprzedaż.
Nie przez brak produktu.
Przez brak jasności.
Klient nie powinien musieć zgadywać.
Nie powinien samodzielnie dekodować oferty.
Nie powinien czytać pięciu opisów, żeby zrozumieć różnicę między produktami.
Nie powinien szukać opinii w Google, bo w sklepie nie znalazł odpowiedzi.
Nie powinien zastanawiać się, czy produkt będzie dla niego dobry, jeśli można mu to jasno powiedzieć.
Dobrze zbudowany sklep nie tylko pokazuje produkt.
Dobrze zbudowany sklep tłumaczy, dlaczego ten produkt ma sens.
Klient ma w głowie proste pytanie: „co ja z tego mam?”
To pytanie jest brutalnie proste.
Klient patrzy na produkt i podświadomie pyta:
„Co ja z tego mam?”
Nie chodzi tylko o cechę produktu.
Nie chodzi tylko o skład.
Nie chodzi tylko o materiał.
Nie chodzi tylko o pojemność.
Nie chodzi tylko o parametry techniczne.
Chodzi o efekt.
Co się zmieni po zakupie?
Co będzie łatwiejsze?
Co będzie ładniejsze?
Co będzie szybsze?
Co będzie bezpieczniejsze?
Co będzie wygodniejsze?
Co będzie przyjemniejsze?
Jaki problem zniknie?
Jaka potrzeba zostanie zaspokojona?
Jakie ryzyko będzie mniejsze?
Jeśli sklep odpowiada tylko cechami, klient musi sam przełożyć je na korzyści.
A klient nie zawsze chce to robić.
Przykład.
Cecha:
„Maska zawiera olej arganowy, keratynę i proteiny”.
Dla części klientów to coś znaczy.
Ale dla wielu lepsze będzie dopowiedzenie:
„Pomaga wygładzić szorstkie włosy, zmniejszyć puszenie i przywrócić im bardziej miękki, zadbany wygląd”.
Cecha:
„Kurtka ma membranę 10 000 mm”.
Dla kogoś technicznego to jasne.
Ale wielu klientów potrzebuje tłumaczenia:
„Sprawdzi się podczas deszczu i wiatru, kiedy chcesz zostać suchy, ale nie potrzebujesz specjalistycznej kurtki wysokogórskiej”.
Cecha:
„Lusterko ma podświetlenie LED i powiększenie x5”.
Można dodać:
„Ułatwia precyzyjny makijaż, regulację brwi i poprawki, szczególnie przy słabszym świetle”.
Cecha nie jest zła.
Cechy są ważne.
Ale sama cecha często nie sprzedaje.
Sprzedaje dopiero wtedy, kiedy klient rozumie, po co mu ta cecha.
Największy problem: sklep mówi językiem właściciela, nie klienta
Właściciel sklepu zwykle jest bliżej produktu niż klient.
Zna branżę.
Zna dostawców.
Zna nazwy serii.
Zna skróty.
Zna technologie.
Zna parametry.
Zna historię marki.
I przez to łatwo zapomina, że klient może być na zupełnie innym poziomie wiedzy.
To szczególnie częste w branżach, gdzie produkty mają dużo cech: kosmetyki, elektronika, suplementy, sprzęt sportowy, produkty dla dzieci, narzędzia, wyposażenie domu, profesjonalne akcesoria.
Sklep pisze:
„Profesjonalna formuła o zaawansowanym działaniu pielęgnacyjnym”.
Klient pyta:
„Ale czy to mi pomoże na puszące się włosy?”
Sklep pisze:
„Produkt rekomendowany do codziennego stosowania”.
Klient pyta:
„Czy mogę używać tego rano pod makijaż?”
Sklep pisze:
„Nowoczesny design i wysoka funkcjonalność”.
Klient pyta:
„Czy to zmieści się w małej łazience?”
Sklep pisze:
„Idealny wybór dla wymagających użytkowników”.
Klient pyta:
„Czy to jest dla początkującego, czy dla kogoś, kto już się zna?”
Im większa różnica między językiem sklepu a językiem klienta, tym więcej wątpliwości zostaje po stronie klienta.
A wątpliwość jest jednym z największych wrogów konwersji.
Klient nie musi mieć stuprocentowej pewności, żeby kupić. Ale musi mieć wystarczającą pewność.
Jeśli opis zostawia za dużo pytań, klient często odkłada decyzję.
A odłożona decyzja bardzo często oznacza brak zakupu.
Niejasna oferta wygląda jak większy wybór, ale działa jak przeszkoda
Właściciel sklepu lubi mieć szeroką ofertę.
Klient lubi mieć dobry wybór.
To nie jest to samo.
Szeroka oferta może być przewagą, jeśli jest dobrze poukładana.
Ale jeśli klient widzi dwadzieścia podobnych produktów i nie wie, który wybrać, szeroka oferta zaczyna działać przeciwko sprzedaży.
Zbyt duży, nieopisany wybór powoduje zmęczenie.
Klient zaczyna porównywać.
Otwiera kilka kart.
Czyta opisy.
Patrzy na ceny.
Wraca do kategorii.
Wchodzi w filtr.
Nie znajduje prostego rozróżnienia.
Zastanawia się, czy droższy produkt jest naprawdę lepszy.
Nie wie, czy wersja „intensive” jest dla niego, czy za mocna.
Nie wie, czy „volume” da objętość, czy przesuszy włosy.
Nie wie, czy „premium” oznacza lepsze działanie, czy tylko ładniejsze opakowanie.
I nagle pojawia się myśl:
„Sprawdzę jeszcze gdzie indziej”.
To zdanie jest cichym końcem wielu wizyt w sklepie.
Sklep powinien pomagać zawężać wybór.
Może to robić przez jasne kategorie.
Przez porównania.
Przez oznaczenia: „dla początkujących”, „najlepszy wybór”, „do codziennego stosowania”, „dla skóry wrażliwej”, „najmocniejsza regeneracja”, „lekka formuła”, „produkt premium”, „najczęściej wybierany”.
Przez krótkie podpowiedzi przy produktach.
Przez sekcje „wybierz, jeśli…”.
Przez zestawy.
Przez quiz lub poradnik.
Przez ranking bestsellerów.
Przez treści blogowe połączone z produktami.
Jeśli sklep nie tłumaczy różnic, klient sam musi zostać ekspertem.
A większość klientów nie chce być ekspertem.
Chce dobrze kupić.
Klient nie rozumie Twojej marki, jeśli jej nie przedstawisz
W sklepach z produktami różnych marek często pojawia się jeszcze jeden problem.
Właściciel wie, że dana marka jest świetna.
Wie, skąd pochodzi.
Wie, co ją wyróżnia.
Wie, jakie ma serie.
Wie, dlaczego kosztuje więcej.
Wie, do kogo pasuje.
Klient widzi tylko nazwę.
Jeśli marka nie jest powszechnie znana, sama nazwa nie wystarczy.
Dla właściciela to może być marka premium z fantastyczną historią.
Dla klienta to może być po prostu obca nazwa z ceną wyższą niż u konkurencji.
Jeżeli nie opowiesz marki, klient jej nie zrozumie.
Nie chodzi o długą, nudną historię producenta.
Chodzi o krótkie odpowiedzi:
Co to za marka?
Dla kogo jest?
Z czego jest znana?
Dlaczego warto jej zaufać?
Czym różni się od tańszych produktów?
Która seria jest do czego?
Od którego produktu zacząć?
Co klienci najczęściej wybierają?
To samo dotyczy marek własnych.
Jeśli tworzysz własny produkt, Ty znasz jego sens od początku. Klient nie.
Dla Ciebie to może być efekt miesięcy pracy, testów, rozmów, produkcji i decyzji.
Dla klienta to jest nowy produkt, którego jeszcze nie zna.
Musisz mu pomóc zrozumieć, dlaczego warto dać mu szansę.
W ecommerce zaufanie nie pojawia się automatycznie.
Trzeba je zbudować.
Banery, które nie mówią nic
Strona główna wielu sklepów zaczyna się od dużego baneru.
To może być świetne miejsce sprzedażowe.
Ale często jest zmarnowane.
Na banerze pojawia się zdjęcie produktu i hasło:
„Nowa kolekcja”.
„Odkryj nowości”.
„Postaw na jakość”.
„Wyjątkowa oferta”.
„Promocja trwa”.
„Must have sezonu”.
„Piękno zaczyna się tutaj”.
Problem w tym, że takie komunikaty nie wyjaśniają zbyt wiele.
Klient nie wie:
dla kogo jest ta oferta,
dlaczego ma kliknąć,
co znajdzie po kliknięciu,
jaki problem rozwiąże,
dlaczego to jest ważne teraz,
czy to jest promocja, inspiracja, nowość, bestseller, czy kampania sezonowa.
Dobry baner powinien prowadzić.
Nie tylko ozdabiać stronę.
Jeśli sprzedajesz kosmetyki na lato, baner może powiedzieć:
„Wakacyjna kosmetyczka bez chaosu: SPF, włosy po słońcu, lekkie nawilżenie i mini produkty do walizki”.
To jest konkretniejsze niż:
„Summer beauty”.
Jeśli sprzedajesz serię do włosów zniszczonych, baner może powiedzieć:
„Włosy po rozjaśnianiu są suche i matowe? Zobacz pielęgnację regenerującą krok po kroku”.
To jest konkretniejsze niż:
„Profesjonalna regeneracja”.
Jeśli sprzedajesz produkty premium, baner może powiedzieć:
„Efekt salonowej pielęgnacji w domu — sprawdzone serie do włosów wymagających odbudowy”.
To jest konkretniejsze niż:
„Luksusowa pielęgnacja”.
Baner nie musi być długi.
Ale musi być jasny.
Piękna grafika bez jasnego komunikatu jest jak elegancki szyld sklepu, który nie mówi, co jest w środku.
Nazwy produktów też mogą przeszkadzać
W wielu sklepach nazwy produktów są przeniesione bezpośrednio od producenta lub z hurtowni.
Czasem są bardzo długie.
Czasem techniczne.
Czasem pełne skrótów.
Czasem zawierają nazwę marki, serii, wariantu, pojemności, kodu, rodzaju i jeszcze kilku elementów.
To bywa potrzebne z punktu widzenia SEO, systemu lub identyfikacji produktu.
Ale z punktu widzenia klienta nazwa musi być czytelna.
Klient powinien szybko zrozumieć:
co to jest,
do czego służy,
dla kogo jest,
jaki ma wariant,
jaką ma pojemność.
Jeśli nazwa jest niezrozumiała, klient musi nadrabiać opisem.
A nie zawsze do niego dojdzie.
W kategorii, na liście produktów, nazwa często ma ogromne znaczenie. To tam klient decyduje, w który produkt kliknąć.
Porównaj:
„Brand X Professional Therapy Repair Complex 250 ml”
i:
„Brand X Repair — maska regenerująca do suchych i zniszczonych włosów 250 ml”
Druga nazwa może być mniej elegancka, ale jest sprzedażowo jaśniejsza.
Klient widzi, co to jest i dla kogo.
W e-commerce jasność często wygrywa z elegancją.
Opis kategorii powinien pomagać, nie tylko być pod SEO
Opisy kategorii w wielu sklepach są pisane głównie po to, żeby „coś było pod Google”.
Dlatego pojawiają się teksty w stylu:
„W naszej ofercie znajdziesz szeroki wybór wysokiej jakości produktów, które spełnią oczekiwania nawet najbardziej wymagających klientów. Zapraszamy do zapoznania się z asortymentem i wyboru najlepszych rozwiązań dopasowanych do Twoich potrzeb”.
Można to wkleić prawie wszędzie.
Do kosmetyków.
Do mebli.
Do karmy dla psa.
Do sprzętu sportowego.
Do biżuterii.
To znaczy, że tekst nie pomaga.
Dobry opis kategorii powinien odpowiadać na realne pytania klienta.
Dla kogo są te produkty?
Jak wybrać właściwy?
Czym różnią się najważniejsze warianty?
Na co zwrócić uwagę?
Który produkt wybrać na początek?
Co dobrać do kompletu?
Kiedy lepiej wybrać inną kategorię?
Opis kategorii nie musi być esejem. Może być krótką, praktyczną instrukcją.
Na przykład:
„Szukasz pielęgnacji do suchych włosów? Zacznij od łagodnego szamponu, odżywki wygładzającej i maski stosowanej 1–2 razy w tygodniu. Jeśli włosy puszą się lub są po rozjaśnianiu, wybierz produkty regenerujące i zabezpiecz końcówki serum”.
Taki tekst robi coś więcej niż SEO.
Pomaga klientowi kupić.
A tekst, który pomaga kupić, ma dużo większą wartość niż tekst, który tylko zajmuje miejsce.
Klient nie rozumie różnicy między „taniej” a „warto”
Wielu sprzedawców zakłada, że klient porównuje wyłącznie cenę.
Czasem tak jest.
Ale bardzo często klient porównuje wartość.
Cena to liczba.
Wartość to odpowiedź na pytanie: „czy to jest warte tych pieniędzy?”
Jeśli sklep nie tłumaczy wartości, cena zaczyna wyglądać na przypadkową.
Dlaczego ten produkt kosztuje 39 zł, a ten 99 zł?
Dlaczego ten zestaw jest lepszy?
Dlaczego marka premium jest droższa?
Dlaczego warto kupić większą pojemność?
Dlaczego produkt profesjonalny kosztuje więcej niż drogeryjny?
Dlaczego ten suplement jest droższy niż podobny?
Dlaczego mam kupić u Ciebie, skoro gdzie indziej jest taniej?
Jeśli klient nie zna odpowiedzi, cena staje się problemem.
Nie zawsze dlatego, że jest za wysoka.
Często dlatego, że nie jest uzasadniona.
Sklep powinien tłumaczyć wartość.
Może pokazać wydajność.
Może pokazać skład.
Może pokazać efekt.
Może pokazać opinie.
Może pokazać porównanie.
Może pokazać zastosowanie.
Może pokazać, że produkt zastępuje kilka innych.
Może pokazać, że zestaw jest bardziej opłacalny.
Może pokazać, że wyższa cena wynika z jakości, pojemności, działania, certyfikatu, produkcji, specjalizacji lub wygody.
Jeżeli tego nie robisz, klient zostaje sam z ceną.
A sama cena bardzo często prowadzi do porównywarki.
Promocja też musi być zrozumiała
Promocje często są komunikowane tak, jakby sam rabat wystarczył.
„-20% na wszystko”.
„Drugi produkt -50%”.
„Wyprzedaż do -70%”.
„Kod: LATO”.
To może działać, ale promocja będzie mocniejsza, jeśli klient rozumie jej sens.
Na co jest promocja?
Dlaczego warto skorzystać teraz?
Co najlepiej kupić?
Dla kogo jest ta akcja?
Czy to okazja na uzupełnienie zapasów?
Czy to dobry moment na test nowej marki?
Czy to końcówka kolekcji?
Czy to limitowana oferta?
Czy to zestawy na prezent?
Czy to produkty sezonowe?
Przykład.
Zamiast samego:
„-20% na pielęgnację włosów”
możesz powiedzieć:
„-20% na pielęgnację włosów po lecie — odbuduj, wygładź i zabezpiecz końcówki po słońcu, basenie i częstym myciu”.
To nadal rabat.
Ale teraz ma kontekst.
A kontekst sprzedaje.
Klient nie kupuje promocji dlatego, że jest promocja.
Kupuje, bo promocja trafia w jego potrzebę.
Sklep często zakłada, że klient wie za dużo
To jeden z najczęstszych błędów.
Sklep zakłada, że klient wie:
czym różnią się serie,
jak stosować produkt,
ile produktu potrzebuje,
czy może łączyć go z innymi,
czy produkt nadaje się dla początkujących,
czy efekt będzie natychmiastowy,
jak często trzeba używać,
kiedy kupić większe opakowanie,
czy produkt jest bezpieczny,
czy pasuje do konkretnego problemu,
czy może być prezentem,
czy trzeba dobrać coś jeszcze.
Część klientów to wie.
Ale część nie.
I właśnie ta część często potrzebuje pomocy, żeby kupić.
W e-commerce nie możesz liczyć na to, że klient zada pytanie. W sklepie stacjonarnym sprzedawca może zauważyć zawahanie. Może podejść. Może dopytać. Może wyjaśnić. W sklepie internetowym klient może po prostu wyjść.
Dlatego dobra karta produktu powinna przewidywać pytania.
Nie czekać na nie.
Jeżeli klienci często pytają o coś na mailu, w wiadomościach lub telefonicznie, to znak, że tej informacji brakuje na stronie.
Każde powtarzające się pytanie klienta jest gotową podpowiedzią, co poprawić w sklepie.
„To jest oczywiste” — najdroższe zdanie w e-commerce
Właściciele sklepów czasem mówią:
„Ale to przecież oczywiste”.
Nie dla klienta.
To, co jest oczywiste dla Ciebie, może być zupełnie nieoczywiste dla osoby, która widzi produkt pierwszy raz.
Oczywiste może być dla Ciebie, że maskę stosuje się po szamponie.
Ale początkująca klientka może nie wiedzieć, czy używać jej zamiast odżywki, czy razem z nią.
Oczywiste może być dla Ciebie, że produkt premium jest wydajniejszy.
Ale klient widzi tylko wyższą cenę.
Oczywiste może być dla Ciebie, że dana marka jest profesjonalna.
Ale klient widzi nazwę, której nie zna.
Oczywiste może być dla Ciebie, że dostawa jest szybka.
Ale jeśli informacja jest ukryta, klient tego nie czuje.
Oczywiste może być dla Ciebie, że zwrot jest prosty.
Ale klient musi to zobaczyć przed zakupem.
W e-commerce nie sprzedaje to, co jest oczywiste dla właściciela.
Sprzedaje to, co jest jasne dla klienta.
Jak uprościć komunikację bez spłycania oferty?
Nie chodzi o to, żeby robić z klienta osobę, która nic nie rozumie.
Chodzi o to, żeby ułatwić decyzję.
Możesz mieć ofertę ekspercką i komunikować ją prosto.
Możesz sprzedawać produkty premium i pisać zrozumiałym językiem.
Możesz mieć zaawansowaną technologię i pokazywać jej praktyczny efekt.
Możesz mieć bogaty asortyment i prowadzić klienta krok po kroku.
Prosty język nie oznacza prostactwa.
Prosty język oznacza szacunek do czasu klienta.
Najpierw wyjaśnij, po co jest produkt.
Potem pokaż, dla kogo jest.
Potem pokaż najważniejsze korzyści.
Potem dopiero podaj szczegóły, skład, parametry, technologię i dodatkowe informacje.
Nie odwrotnie.
Jeśli zaczynasz od zbyt technicznych szczegółów, część klientów odpada zanim dotrze do sensu.
Dobry opis działa jak rozmowa ze sprzedawcą.
Najpierw: „Czego potrzebujesz?”
Potem: „To będzie dla Ciebie, bo…”
Potem: „Zobacz, jak działa”.
Potem: „Tak tego używasz”.
Potem: „To warto dobrać”.
Potem: „Tu masz opinie innych”.
Taki układ prowadzi klienta.
A prowadzenie klienta to jedna z głównych funkcji sklepu internetowego.
Prosty test jasności oferty
Weź jeden produkt ze swojego sklepu.
Najlepiej taki, który powinien sprzedawać się lepiej, ale tego nie robi.
Otwórz kartę produktu i odpowiedz na pytania:
Czy w ciągu pięciu sekund wiadomo, co to jest?
Czy wiadomo, dla kogo jest?
Czy wiadomo, jaki problem rozwiązuje?
Czy wiadomo, czym różni się od podobnych produktów?
Czy wiadomo, dlaczego kosztuje tyle, ile kosztuje?
Czy wiadomo, jak go używać?
Czy wiadomo, kiedy zobaczę efekt?
Czy wiadomo, z czym warto go połączyć?
Czy wiadomo, czy to dobry wybór na pierwszy zakup?
Czy wiadomo, dlaczego mam kupić tutaj, a nie gdzie indziej?
Jeśli na większość pytań odpowiedź brzmi „trzeba się domyślić”, karta produktu nie sprzedaje tak dobrze, jak mogłaby.
Teraz zrób to samo z kategorią.
Czy klient wie, od czego zacząć?
Czy widzi produkty polecane?
Czy rozumie różnice?
Czy są filtry według realnych potrzeb?
Czy opis kategorii pomaga wybrać?
Czy bestsellery są widoczne?
Czy sklep podpowiada, co kupić razem?
Jeśli kategoria wygląda jak półka z produktami bez sprzedawcy, tracisz sprzedaż.
Jasność jest ważniejsza niż kreatywność
W marketingu łatwo zakochać się w kreatywnych hasłach.
„Odkryj swoje piękno”.
„Poczuj różnicę”.
„Zmień codzienność”.
„Zasługujesz na więcej”.
„Nowy wymiar pielęgnacji”.
„Technologia przyszłości”.
Czasem takie hasła mają sens jako element wizerunku.
Ale nie mogą zastępować jasnej informacji.
Klient musi wiedzieć, o co chodzi.
Kreatywność bez jasności jest ryzykowna.
Może wyglądać ładnie.
Może brzmieć dobrze na prezentacji.
Może pasować do grafiki.
Ale jeśli klient nie rozumie, co ma kupić i dlaczego, to hasło nie sprzedaje.
W e-commerce najlepsze komunikaty często są bardzo proste.
„Szampony do włosów po rozjaśnianiu”.
„Zestawy prezentowe do 100 zł”.
„Makijaż na wakacje: lekki, trwały i szybki”.
„Buty do biegania dla początkujących”.
„Produkty do skóry suchej i wrażliwej”.
„Najczęściej wybierane przez klientki”.
„Zacznij od tego zestawu”.
To nie są hasła, które wygrają konkurs kreatywny.
Ale mogą wygrać sprzedaż.
A sklep internetowy nie żyje z zachwytów nad hasłem.
Żyje z zamówień.
Jak tłumaczyć ofertę lepiej?
Zacznij od głównych miejsc, w których klient podejmuje decyzję.
Na stronie głównej pokaż, czym sklep się zajmuje i dla kogo jest.
Nie ukrywaj tego pod ogólnym hasłem.
W menu dodaj kategorie według potrzeb, nie tylko według typu produktu.
W opisach kategorii pisz krótkie poradniki zakupowe.
Na kartach produktów zaczynaj od problemu i efektu, a nie od technicznych szczegółów.
Przy podobnych produktach pokazuj różnice.
Dodaj sekcję „wybierz, jeśli…”.
Dodaj sekcję „dla kogo ten produkt będzie najlepszy”.
Dodaj sekcję „jak stosować”.
Dodaj sekcję „z czym połączyć”.
Dodaj najczęstsze pytania.
Dodaj opinie, które pokazują konkretne efekty.
Dodaj oznaczenia typu „bestseller”, „na start”, „do codziennego stosowania”, „mocniejsza regeneracja”, „lekka formuła”, „idealne na prezent”.
Nie musisz robić wszystkiego naraz.
Zacznij od produktów i kategorii, które mają największy potencjał.
Jasność komunikacji bardzo często daje szybszy efekt niż kolejna kampania reklamowa.
Bo jeśli klient już jest na stronie, to nie zawsze potrzebujesz więcej ruchu.
Czasem potrzebujesz, żeby obecny ruch lepiej rozumiał, co ma kupić.
Największy błąd z tego rozdziału
Największy błąd to myślenie, że skoro produkt jest dodany do sklepu, to klient wie, dlaczego powinien go kupić.
Nie wie.
Musisz mu to pokazać.
Musisz wytłumaczyć różnice.
Musisz przełożyć cechy na korzyści.
Musisz odpowiedzieć na pytania, zanim klient je zada.
Musisz zdjąć z niego część wysiłku decyzyjnego.
Bo klient, który nie rozumie, nie kupuje.
Klient, który ma za dużo wątpliwości, odkłada decyzję.
Klient, który musi sam wszystko porównywać, często wraca do Google.
A klient, który wraca do Google, bardzo często trafia już nie do Ciebie, ale do konkurencji.
Do zapamiętania
Nie wystarczy pokazać produktu.
Trzeba pokazać jego sens.
Klient powinien szybko zrozumieć:
co to jest, dla kogo jest, jaki problem rozwiązuje, czym różni się od innych i dlaczego warto kupić właśnie teraz.
Im mniej klient musi się domyślać, tym większa szansa, że kupi.
Jasność sprzedaje.
Chaos kosztuje.