Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Dlaczego to tyle trwało. Jak uwolnić się od narcyza i uniknąć toksycznej relacji - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Seria:
Format:
EPUB
Data wydania:
27 czerwca 2025
49,99
4999 pkt
punktów Virtualo

Dlaczego to tyle trwało. Jak uwolnić się od narcyza i uniknąć toksycznej relacji - ebook

Dlaczego to tyle trwało?

To pytanie bardzo często zadają sobie osoby, które po zakończeniu relacji z narcyzem zaczynają nabierać dystansu do swojej historii. Mają wrażenie, że obudziły się z koszmarnego snu, i zastanawiają się, dlaczego dopiero teraz. Anne Clotilde Ziégler daje odpowiedzi rzucające światło na tę bolesną zagadkę. Pomaga tym osobom pogodzić się z przeszłością i odbudować własną tożsamość po toksycznej relacji.

Książka stanowi wnikliwą analizę strategii manipulacyjnych stosowanych przez drapieżcę i wyjaśnia, dlaczego tak trudno wyrwać się z jego szponów. Wskazuje także czułe punkty ofiary, które czynią ją podatną na celowe działania narcyza, i jest źródłem cennych wskazówek ułatwiających wyjście z zastawionej przez niego pułapki.

Analiza i zrozumienie tego, co właściwie się wydarzyło, stanowią klucz pozwalający zamknąć ten rozdział życia i uniknąć podobnej sytuacji.

Ta książka przyniesie ulgę wszystkim ofiarom narcystycznych manipulatorów, które nie są ani słabsze, ani bardziej neurotyczne od innych – po prostu wpadły w sidła. Wyjście ze zniewolenia, jakim jest toksyczna relacja, to długi i trudny proces, ale jest to walka, którą warto stoczyć.

Anne Clotilde Ziégler – psychoterapeutka z ponadtrzydziestoletnim doświadczeniem. W swojej praktyce łączy analizę transakcyjną, terapię Gestalt, wywiad skoncentrowany na kliencie, psychoanalizę jungowską oraz komunikację bez przemocy. Autorka książki Jak się bronić przed narcyzem. Uwolnij się z toksycznych relacji w domu, pracy i wśród znajomych (Wydawnictwo RM 2024).


Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Spis treści

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-7147-184-1
Rozmiar pliku: 2,9 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Spis treści

- Wprowadzenie
- Część I. Mechanizmy zniewolenia
- Rozdział 1. Bo nie wiem, czy mój partner to demon czy anioł. Przeplatanie faz uwodzenia i niszczenia
- Rozdział 2. Bo pozwalam podawać się w wątpliwość. Projekcja i odwracanie kota ogonem
- Rozdział 3. Bo zaczynam wierzyć, że to we mnie tkwi problem. Doprowadzanie do szaleństwa lub gaslighting
- Rozdział 4. Bo udało mi się przywyknąć. Przyzwyczajenie i jego warianty relacyjne
- Rozdział 5. Bo nie pamiętam wszystkiego dokładnie. Amnezja
- Rozdział 6. Bo moje otoczenie tego nie rozumie. Rola otoczenia
- Rozdział 7. Bo nie widzę wyjścia z tej sytuacji. Usidlenie
- Rozdział 8. Bo zaczynam myśleć, że jestem do niczego. Załamanie obrazu siebie
- Rozdział 9. Bo moja miłość przetrwa wszystko. Miłość
- Część II. Podatność ofiary
- Rozdział 10. Bo bardzo się boję, że partner mnie zostawi. Podatność na porzucenie
- Rozdział 11. Bo czuję ogromną pustkę w środku. Deprywacja emocjonalna
- Rozdział 12. Bo uważam, że jestem do niczego, i wstydzę się siebie. Podatność na dewaluację i zawstydzanie
- Rozdział 13. Bo czuję, że bez drapieżcy nie dam sobie rady. Podatność na zależność materialną i praktyczną
- Rozdział 14. Bo zatracam się w miłości. Podatność na uwikłanie emocjonalne – fuzja
- Rozdział 15. Bo nie umiem się postawić. Podatność na podporządkowanie
- Rozdział 16. Bo nie mogę patrzeć na udrękę partnera. Podatność na samopoświęcenie
- Rozdział 17. Bo postrzegam świat ze szczególną ostrością i czasem aż mnie to rani. Nadwrażliwość (wysoka wrażliwość)
- Zakończenie
- Aneks
- Podziękowania
- PrzypisyWPROWADZENIE

Pra­cu­jąc z oso­bami, które wy­szły z tok­sycz­nej re­la­cji z per­wer­syj­nym nar­cy­zem, wi­dzę, jak z bo­le­snym nie­do­wie­rza­niem uświa­da­miają so­bie wszystko, czego do­świad­czyły, cały ten ogrom ma­ni­pu­la­cji, nad­użyć i nie­szczęść. Kiedy znaj­dują się już na dru­gim brzegu i przy­glą­dają się skali znisz­czeń, wy­krzy­kują w końcu: „Dla­czego to tyle trwało?”. Od­czu­wają brak zro­zu­mie­nia i wstyd, po­dob­nie jak inne ofiary dłu­go­trwa­łych nad­użyć. To przede wszyst­kim dla nich pi­sa­łam tę książkę – by po­móc im osta­tecz­nie po­jąć tę bo­le­sną ta­jem­nicę. Post fac­tum, po zro­zu­mie­niu sy­tu­acji oraz po pod­ję­ciu pew­nych de­cy­zji i zre­ali­zo­wa­niu tych po­sta­no­wień, wszystko wy­daje się pro­ste. Co in­nego, gdy je­ste­śmy w matni i się w niej szar­piemy. Trzeba krok po kroku od­two­rzyć swoją wę­drówkę na tej dro­dze, by uchwy­cić, co nas ha­mo­wało.

Zresztą oto­cze­nie ofiary czę­sto za­sta­na­wia się, dla­czego trwała w tym związku, cza­sem bar­dzo długo, i uznaje to za do­wód jej bez­wol­no­ści, sła­bo­ści cha­rak­teru czy też neu­rozy albo wręcz po­ta­jem­nie oskarża ją o ma­so­chizm – naj­wy­raź­niej mu­siało jej się to po­do­bać! Jest to nie tylko ob­raź­liwe, ale i fał­szywe, czego do­wo­dem ma być ta książka. „Wy­star­czyło wcze­śniej odejść” – my­ślą, a cza­sem mó­wią bli­scy ofiary, nie uświa­da­mia­jąc so­bie, jak po­plą­tane były si­dła i jak zło­żony był me­cha­nizm, który ją nie­wo­lił.

Dzieci po­cho­dzące z dys­funk­cyj­nych związ­ków, w któ­rych pa­nuje dra­pież­nic­two, też po­trze­bują zro­zu­mieć, co się wy­da­rzyło, dla­czego ich ro­dzic-ofiara się nie roz­wo­dzi albo nie zro­bił tego wcze­śniej. Cza­sem do­tar­cie do prawdy po­zwala po­go­dzić się ze swoją hi­sto­rią albo przy­naj­mniej zro­bić ku temu pierw­szy krok.

Mam na­dzieję, że rów­nież pra­cow­nicy wy­miaru spra­wied­li­wo­ści znajdą na kar­tach tej książki klucz do za­gad­ko­wych za­cho­wań, z któ­rymi kon­fron­tują się pod­czas nie­któ­rych roz­wo­dów – do tej ca­łej mio­ta­niny, do obaw, któ­rych źró­deł nie udaje im się uchwy­cić, do kon­flik­tów me­an­dru­ją­cych jesz­cze dziw­niej niż za­zwy­czaj (skoro roz­wody rzadko oby­wają się bez kon­flik­tów, jak wy­chwy­cić sub­telne niu­anse nie­któ­rych z nich?) – po to, by móc jak naj­le­piej prze­pro­wa­dzić strony przez te roz­sta­nia bę­dące szcze­gól­nym wy­zwa­niem.

Książka ta ma dać sze­ro­kiemu gronu od­bior­ców, któ­rych ten pro­blem nie do­ty­czy bez­po­śred­nio, wska­zówki do jego zro­zu­mie­nia, po­zwo­lić do­trzeć do sedna ta­jem­nicy: czym jest tok­syczna re­la­cja? Co robi de­wiant albo nar­cyz? Ja­kie są me­cha­ni­zmy tego typu związ­ków? Czy można się przed tym uchro­nić? Na co trzeba uwa­żać, gdy re­la­cja uczu­ciowa wzbu­dza w nas ja­kieś wąt­pli­wo­ści? Dla­czego lu­dzie tkwią w rów­nie bo­le­snych i tok­sycz­nych związ­kach?

Nie, ofiary nie są słabe. Nie, nie są bar­dziej neu­ro­tyczne niż kto­kol­wiek inny. Nie, nie ro­bią tego z ma­so­chi­zmu. Zo­stały zła­pane w pu­łapkę – a je­śli z niej wy­szły, to dla­tego, że sto­czyły walkę, która za­słu­guje na uzna­nie.

W pierw­szej czę­ści książki wska­żemy, co spra­wia, że ofiary po­zo­stają, cza­sem przez długi czas, w tok­sycz­nej re­la­cji. Przyj­rzymy się jej za­sad­ni­czym aspek­tom: prze­pla­ta­niu się faz uwo­dze­nia i faz de­struk­cji; wy­sił­kom po­dej­mo­wa­nym przez dra­pieżcę, aby do­pro­wa­dzić ofiarę do sza­leń­stwa; roli, jaką od­grywa tu przy­zwy­cza­je­nie (do wszyst­kiego mo­żemy się przy­zwy­czaić, na­wet do naj­gor­szego); amne­zji, temu sta­łemu fe­no­me­nowi, który prze­szka­dza ofie­rze wy­raź­nie zo­ba­czyć szer­szy kon­tekst; roli oto­cze­nia, cza­sem nie­świa­do­mie szko­dli­wej; usi­dle­niu ma­te­rial­nemu; za­ła­ma­niu się wła­snego wi­ze­runku ofiary i wresz­cie – mi­ło­ści, która wiąże ją z dra­pieżcą… Samo to wy­li­cze­nie wy­star­czy­łoby, aby zro­zu­mieć, że nie tak ła­two wyjść ze znie­wo­le­nia.

Co wię­cej, ze względu na swoją hi­sto­rię ofiara ma w so­bie pewną po­dat­ność na atak dra­pieżcy, sta­no­wiącą dla niego punkt za­cze­pie­nia i wzmac­nia­jącą jego sku­tecz­ność. Sama w so­bie nie jest ona żad­nym wy­tłu­ma­cze­niem, ale włą­cza się w ogólne me­cha­ni­zmy dra­pież­nic­twa. W dru­giej czę­ści książki przyj­rzymy się więc tym ce­chom ofiary, które szcze­gól­nie ją na­ra­żają. Wyj­ście z tok­sycz­nej re­la­cji to także praca nad sobą, zwłasz­cza je­śli nie chcemy, by ta sy­tu­acja się po­wtó­rzyła!

Na ko­niec zwróćmy uwagę na pe­wien szcze­gół pły­nący z właś­ci­wo­ści ję­zyka i mo­gący su­ge­ro­wać, że zwra­cam się wy­łącz­nie do ko­biet: „ofiara” to rze­czow­nik ro­dzaju żeń­skiego, a „dra­pieżca” mę­skiego, będę więc pi­sać „ona” i „on”. Dra­pież­nic­two upra­wiają jed­nak za­równo męż­czyźni, jak i ko­biety, a ofiary mogą być tak samo żeń­skie, jak i mę­skie – i bar­dzo mi za­leży, by te ostat­nie mo­gły roz­po­znać sie­bie w tym, o czym pi­szę.

Po­zo­staje mi jesz­cze jedna uwaga wstępna: ta książka może być czy­tana za­równo przez pary he­tero-, jak i ho­mo­sek­su­alne, bo dy­na­mika dra­pież­nic­twa jest do­kład­nie taka sama. Płeć i gen­der osób ob­ję­tych tym pro­ce­sem mają nie­wiel­kie zna­cze­nie.

Jako że mam za­szczyt od dawna to­wa­rzy­szyć ofia­rom, mogę za­świad­czyć, że wyj­ście ze znie­wo­le­nia, prze­by­cie tej drogi, czę­sto po­zwala im zwięk­szyć swoją świa­do­mość, siłę i zdol­ność do szczę­ścia. Ścieżka ta jest jed­nak nie­wia­ry­god­nie wy­bo­ista, z czego zdamy so­bie sprawę pod­czas lek­tury tej książki: do­ceńmy więc ofiary – męż­czyzn i ko­biety – i usza­nujmy ich czę­sto he­ro­iczną walkę.Część 1

MECHANIZMY ZNIEWOLENIA

Re­la­cja z nar­cy­zem ma szcze­gólną dy­na­mikę – sku­teczną i przez długi czas nie­moż­liwą do wy­kry­cia, tak pod­stępną, że każdy może jej ulec. Kiedy po­ten­cjalna ofiara wy­czuje pod­stęp, jesz­cze za­nim po­łknie ha­czyk, może uciec i za­cho­wać je­dy­nie złe wspo­mnie­nie po spo­tka­niu osoby nie­zbyt god­nej po­le­ce­nia. Je­śli upły­nie zbyt wiele czasu i ofiara wej­dzie w zwią­zek z dra­pieżcą, uru­chomi się pu­łapka tok­sycz­nej re­la­cji sensu stricto.

To wła­śnie me­cha­ni­zmom tej pu­łapki po­świę­cona jest pierw­sza część ni­niej­szej książki. Po wszyst­kim, gdy ofiara wy­gra walkę, gdy uda jej się odejść i wresz­cie może prze­ana­li­zo­wać to, co prze­szła, warto, by wró­ciła po swo­ich śla­dach, od­two­rzyła tę ścieżkę i przyj­rzała się jej w świe­tle nowo na­by­tej wie­dzy.

Zda­rza się, choć znacz­nie rza­dziej, że to dra­pieżca od­cho­dzi jako pierw­szy – albo gdy czuje się zde­ma­sko­wany, albo gdy trafi mu się part­ner ma­jący lep­szy „sto­su­nek ja­ko­ści do ceny”, np. młod­szy lub bo­gat­szy, cie­szący się więk­szym po­wa­ża­niem albo mniej czujny i bar­dziej nim za­fa­scy­no­wany, co ofe­ruje nie­za­prze­czalne ko­rzy­ści nar­cy­zmowi dra­pieżcy. Nie za­po­mi­najmy, że cho­dzi tu wy­łącz­nie o uży­cie, uprzed­mio­to­wie­nie i in­stru­men­talne trak­to­wa­nie ofiary. Rów­nież w ta­kim wy­padku od­two­rze­nie tej ścieżki może oka­zać się cenne – po to, by mo­gła fak­tycz­nie wyjść z tej re­la­cji i przejść po niej ża­łobę. Ła­twiej de­fi­ni­tyw­nie za­mknąć roz­dział, je­śli zdoła się po­jąć, dla­czego trwało się w ta­kim związku.Rozdział 1

Bo nie wiem, czy mój partner to demon czy anioł. Przeplatanie faz uwodzenia i niszczenia

Dra­pieżca prze­plata cie­pło z chło­dem, de­sta­bi­li­zu­jąc ofiarę, która nie wie już, co my­śleć ani czego się spo­dzie­wać. Które ob­li­cze tej osoby jest praw­dziwe? Jak od­na­leźć sens w tych dez­orien­tu­ją­cych wol­tach? Jaką drogę wy­brać, jaki kie­ru­nek przy­jąć? We­wnętrzny mo­no­log ofiary staje się pełną sprzecz­no­ści i wy­czer­pu­jącą ka­ko­fo­nią. Bar­dzo długo ofie­rze bę­dzie trudno do­strzec szer­szy ob­raz, nie zdoła jed­nym spoj­rze­niem ob­jąć ca­łej sy­tu­acji, by uchwy­cić ogólny sens i zro­zu­mieć wresz­cie, po­przez ze­sta­wie­nie, sy­tu­acje tak ze sobą sprzeczne, że jakby nie do po­go­dze­nia.

Miłe złego początki

Dra­pież­nic­two, jak każda re­la­cja, za­czyna się od etapu uwo­dze­nia. Ocza­ro­wy­wa­nie, co aku­rat nor­malne, po­lega na upięk­sza­niu lub pod­kre­śla­niu swo­ich za­let i mi­ni­ma­li­zo­wa­niu lub wy­ma­zy­wa­niu tego, co uważa się za swoje wady. Ma to na celu za­pre­zen­to­wa­nie naj­lep­szej wer­sji sie­bie ko­muś, kto nam się po­doba – po to, by spodo­bać się jemu. Nie cho­dzi mi tu­taj o okre­śle­nie, czy ta­kie po­stę­po­wa­nie jest do­bre czy złe, mo­ralne czy nie­mo­ralne, ale o stwier­dze­nie, że jest re­gułą. U dziecka na­uka ocza­ro­wy­wa­nia (uśmiech, szcze­bio­ta­nie, umie­jęt­ność by­cia uro­czym lub „do schru­pa­nia”) ma klu­czowe zna­cze­nie, bo skła­nia do­ro­słych do za­ję­cia się nim i w ten spo­sób po­zwala mu na prze­ży­cie. W eto­lo­gii za­cho­wa­nie na­kie­ro­wane na uwie­dze­nie part­nera na­zywa się za­lo­tami i można je za­ob­ser­wo­wać u wszyst­kich ga­tun­ków roz­mna­ża­ją­cych się płciowo.

Na po­czątku re­la­cji dra­pieżca eks­po­nuje przed ofiarą fa­sa­dową oso­bo­wość, głów­nie sztuczną i fał­szywą, ina­czej niż osoba wy­ka­zu­jąca nor­malne za­cho­wa­nia w trak­cie uwo­dze­nia.

Po pierw­sze, opiera się ona na ogrom­nym i pa­to­lo­gicz­nym nar­cy­zmie pro­wa­dzą­cym do zde­for­mo­wa­nego i wy­ide­ali­zo­wa­nego ob­razu sie­bie, który dra­pieżca pre­zen­tuje i w który chce wie­rzyć – i osta­tecz­nie wie­rzy w niego w qu­asi-uro­jony spo­sób. Naj­drob­niej­sze po­wo­dze­nie ura­sta do rangi wy­czynu, tak że na­wet pój­ście po za­kupy może się prze­kształ­cić w bo­ha­ter­ską wy­prawę. Ta mniej lub bar­dziej sub­telna au­to­pro­mo­cja staje się w końcu prze­ko­nu­jąca i przy­szła ofiara daje się po­dejść. Nie tak ła­two jest od­róż­nić prawdę od fał­szu w sło­wach dru­giej osoby, zwłasz­cza gdy fał­szer­stwo opiera się na ma­ni­pu­lo­wa­niu niu­an­sami re­ali­stycz­nego ob­razka. To wła­śnie przez nie ofiara przez długi czas bę­dzie się wa­hać. Dla­tego też po­zo­sta­nie w po­bliżu dra­pieżcy – w końcu nie ma pew­no­ści, czy ta wspa­niała po­stać nie ist­nieje.

Za­kła­mane uwo­dze­nie od­bywa się rów­nież po­przez po­stawę cier­pięt­nika, sta­no­wiącą kla­syczny, jak mała czarna, re­kwi­zyt dra­pieżcy. Cier­pięt­nik roz­czula i wzbu­dza li­tość, naj­czę­ściej uru­cha­mia od­ru­chowe współ­czu­cie, tym bar­dziej że ofiary to czę­sto osoby wraż­liwe na krzywdę in­nych. Nie po­my­liło się co do tego kino lat osiem­dzie­sią­tych, po­ka­zu­jące kru­chych, de­li­kat­nych czy wręcz zra­nio­nych an­ty­bo­ha­te­rów, znacz­nie bar­dziej po­ru­sza­ją­cych niż tra­dy­cyjni mę­scy i nie­wzru­szeni he­rosi. Gdy kow­boj pła­cze, chwyta za serce swoją damę. Dla­tego też gdy dra­pieżca przy­biera rolę cier­pięt­nika, ofiara wzru­sza się jego nie­szczę­ściem i czuje się do­war­to­ścio­wana za­ufa­niem, ja­kim w jej prze­ko­na­niu ją da­rzy, od­sła­nia­jąc przed nią swoje sła­bo­ści i cier­pie­nia.

Gdy mowa o ko­bie­cie, cier­pięt­nic­two może prze­ja­wić się w roli – rów­nież kla­sycz­nej i nieco prze­sta­rza­łej (na całe szczęś­cie), ale wciąż funk­cjo­nu­ją­cej – kru­chej ko­bietki, która wal­czy od­waż­nie, cze­ka­jąc na zbawcę. Nie­które dra­pież­nice swo­bod­nie pie­lę­gnują tę rolę, do­kła­da­jąc sta­rań, by ja­wić się jako de­li­katne i po­zba­wione za­so­bów. Przy­szła ofiara, pod po­sta­cią do­brze za­ra­bia­ją­cego męż­czy­zny (naj­le­piej star­szego), ła­two wzru­szy się lo­sem tej kru­chej (i młod­szej od sie­bie, co do­daje pre­stiżu) istoty, któ­rej ura­to­wa­nie da mu po­czu­cie, że jest mocny i mę­ski i że to, co robi (na wszel­kie spo­soby po­ma­ga­jąc tej bied­nej ko­bie­cie), nie tylko jest do­bre, ale też na­daje sens jego ży­ciu. Kto od­mó­wiłby tego nek­taru? I kto do­pa­trzyłby się stra­te­gii pod tą po­korną i bez­bronną po­stawą?

W końcu dra­pieżcy i dra­pież­nice do­szli do mi­strzo­stwa w sztuce roz­po­zna­wa­nia tego, co po­doba się ich przy­szłym ofia­rom – wszystko po to, by się do tego do­sto­so­wać, choćby przy­szło im od­gry­wać kom­plet­nie zmy­ślone po­staci. In­te­lek­tu­ali­sta znaj­dzie peł­nego en­tu­zja­zmu dla jego słów i po­my­słów part­nera (nie na długo), pa­sjo­nat pchlich tar­gów od­kryje to­wa­rzyszkę, która chęt­nie zga­dza się spę­dzać nie­dziele na po­lo­wa­niu na oka­zje (nieco póź­niej to za­ję­cie bę­dzie pro­wo­ko­wać po­tworne sceny), matka ro­dziny na­po­tka uważ­nego i ide­al­nego oj­czyma (do­póki ten nie prze­dzierz­gnie się w prze­śla­dowcę jej dzieci), mi­ło­śnik piłki noż­nej ule­gnie rzad­kiemu oka­zowi ko­biety rów­nież za­fa­scy­no­wa­nej fut­bo­lem (do­póki ta nie za­bie­rze się do sys­te­ma­tycz­nego psu­cia mu każ­dego wie­czoru z trans­mi­sją me­czu), a za­twar­działy ma­cho ugnie się pod uro­kiem pod­dań­czej i po­chleb­nej ko­bietki (do­póki ta nie prze­ro­dzi się w ka­pry­śną me­gierę).

Ta po­cząt­kowa wspól­nota po­zo­sta­wia w ofie­rze cza­rowne, ma­giczne wspo­mnie­nia, które bar­dzo trudno bę­dzie jej uznać za to, czym są w rze­czy­wi­sto­ści – za ilu­zje.

Faza destrukcji

Gdy ofiara po­łknęła ha­czyk i za­an­ga­żo­wała się w re­la­cję w ta­kim stop­niu, że trudno jest jej z niej wyjść, nar­cyz może wresz­cie zrzu­cić ma­skę i od­dać się swo­jej praw­dzi­wej na­tu­rze, za­zdro­snej (wroga za­wiść to jego główny emo­cjo­nalny na­pęd) i de­struk­cyj­nej. Swój pa­to­lo­giczny, sztuczny, a więc i kru­chy nar­cyzm utrzy­muje kosz­tem in­nych w ogól­no­ści, a swo­jej ofiary w szcze­gól­no­ści, my­ląc wła­sną nisz­czy­ciel­ską moc z po­tęgą. Przy­kła­dowo dra­pieżca może się stać kry­tyczny i uwła­cza­jący, na po­czątku w spo­sób za­wo­alo­wany („Nie są­dzisz, że ta spód­nica jest tro­chę za krótka dla ko­goś w twoim wieku?”), a po­tem co­raz bar­dziej bru­talny („Ubie­rasz się jak stara dziwka!”). Za­czyna ogra­ni­czać swoje sta­ra­nia wo­bec ofiary – mniej wia­do­mo­ści, mniej przy­no­sze­nia kawy do łóżka, mniej bu­kie­tów – by w końcu zu­peł­nie prze­stać się z nią li­czyć: bę­dzie włą­czał świa­tło w po­koju lub ha­ła­so­wał, gdy ona śpi, nie bę­dzie jej uprze­dzał, że nie wróci do domu itp. Pod groźbą okrop­nych scen prosi, a po­tem wy­maga co­raz więk­szej ilo­ści przy­sług, pie­nię­dzy, seksu – i pod­po­rząd­ko­wuje so­bie ofiarę jak nie­wol­nika.

Gdy ta, roz­gnie­wana lub wy­cień­czona, do­cho­dzi do punktu, w któ­rym chce za­koń­czyć re­la­cję (co zda­rza się re­gu­lar­nie), dra­pieżca ją za­trzy­muje, na nowo od­gry­wa­jąc by­cie cza­ru­ją­cym, uważ­nym, usłuż­nym, na­mięt­nym lub ko­kie­te­ryj­nym, jak na po­czątku. Do­dat­kowo okra­sza to wszystko cier­pięt­nic­twem. Znów za­czyna pra­wić kom­ple­menty swo­jej ofie­rze, pod­kre­śla jej war­tość, do­ce­nia to, co ona robi, dzię­kuje jej, daje pre­zenty, przy­sięga wieczną mi­łość, pro­po­nuje i ofe­ruje po­dróż lub coś, co jest dla niej ważne, na nowo sza­nuje jej sen, nie do­maga się już za­spo­ka­ja­nia swo­ich fan­ta­zji ero­tycz­nych, słu­cha jej i za­pew­nia, że ma czas itd. Cza­sem prze­pra­sza za swoje wcze­śniej­sze za­cho­wa­nie albo wręcz fin­guje uświa­do­mie­nie so­bie swo­ich win, do­da­jąc smutne cier­pięt­ni­cze wy­jaś­nie­nia, które wzru­szy­łyby na­wet ka­mień, a co do­piero serce jego ofiary. Je­śli udaje mu się ją za­trzy­mać, otrzy­muje po­twier­dze­nie, że może jej na­rzu­cić, co tylko ze­chce, bo wy­star­czy na ja­kiś czas wło­żyć ma­skę uwo­dzi­ciela, by zo­stała.

Ten zwrot w re­la­cji wpływa na ofiarę na wiele spo­so­bów, co po­zwala nam zro­zu­mieć, dla­czego ona nie od­cho­dzi.

Cykl destrukcja–uwodzenie i jego skutki

Im bardziej za tym tęsknię, tym bardziej to cenię – zasada kontrastu i wykreowana intensywność

Po pierw­sze, kon­trast mię­dzy chwilą de­struk­cji a chwilą uwo­dze­nia czyni uwo­dze­nie in­ten­syw­niej­szym, ma­gicz­nym – po­dob­nie gdy je­ste­śmy bar­dzo głodni lub bar­dzo spra­gnieni, jabłko czy woda sma­kują jak naj­lep­sze de­li­cje, a świa­tło w nocy wy­daje się moc­niej­sze niż w ciągu dnia. Ofiara na po­czątku re­la­cji do­stała od nar­cyza na­prawdę wiele (to owo słynne love bom­bing, które opi­suje się w kon­tek­ście wstą­pie­nia do sekty i które przy­nosi efekt dar­mo­wej działki nar­ko­ty­ków od de­alera – pro­wa­dzi do uza­leż­nie­nia), po czym na­gle zo­stała tego wszyst­kiego po­zba­wiona i po­waż­nie po­tur­bo­wana. Dla­tego w ra­mach kon­tra­stu każdy mały gest, choćby naj­drob­niej­szy wy­raz uprzej­mo­ści czy życz­li­wo­ści, wyda jej się znacz­nie moc­niej­szy i bar­dziej istotny niż w nor­mal­nym związku. Czę­sto za­pala mi się czer­wona lampka, gdy ktoś z mo­ich pa­cjen­tów lub pa­cjen­tek uważa, że cu­dow­nie jest usły­szeć od swo­jego part­nera „Dzień do­bry” po­wie­dziane w miły spo­sób.

Kogo nie wzruszyłoby tyle nieszczęść? Cierpiętnictwo jako metoda manipulacji

Uwo­dze­nie oparte na cier­pięt­nic­twie, to zna­czy za­trzy­my­wa­nie przy so­bie ofiary po­przez eks­po­no­wa­nie wła­snych nie­szczęść, opiera się na współ­czu­ciu i wzbu­dza­niu po­czu­cia winy. Tu rów­nież kon­trast za­cho­dzący mię­dzy fazą de­struk­cji a skar­gami dra­pieżcy spra­wia, że ro­bią one jesz­cze bar­dziej wstrzą­sa­jące wra­że­nie na ofie­rze. A więc cała ta prze­moc roz­bu­chała się z po­wodu zra­nie­nia, tra­gicz­nej hi­sto­rii, bez­den­nego cier­pie­nia? Kto po­zo­sta­wiłby tak po­krzyw­dzoną osobę jej smut­nemu lo­sowi? Dla­tego w po­ry­wie współ­czu­cia ofiara zo­staje, by za­dbać o dra­pieżcę, lub też męż­czy­zna-ofiara, wzru­szony lo­sem kru­chej dziew­czyny, po­zo­staje przy tym wilku w owczej skó­rze.

Jest tak dobrze w chwilach przerwy – ulga

Być może zna­cie hi­sto­rię męż­czy­zny, który ku­puje so­bie za­wsze za małe buty i z tego po­wodu nie­mi­ło­sier­nie cierpi? Gdy pew­nego dnia jego przy­ja­ciel pyta, dla­czego tak dziw­nie po­stę­puje, od­po­wiada: „Och! To dla­tego, że jest mi tak do­brze, gdy je zdej­muję!”. Ta żar­to­bliwa hi­sto­ria w do­bry spo­sób ilu­struje szczę­ście pły­nące z ulgi.

Ofiara jest czę­sto wy­czer­pana przez nie­ustanny i mo­no­tonny, okra­szony gwał­tow­nymi sce­nami stres, w któ­rym znaj­duje się przez tę re­la­cję. Gdy nad­cho­dzi okres wy­ci­sze­nia, ko­rzy­sta z niego, by ze­brać siły – więc nie ma mowy o wy­wo­ły­wa­niu wojny, z jaką nie­chyb­nie wią­za­łoby się roz­sta­nie.

Przestaję rozumieć, co się dzieje, widocznie coś mi umyka – skołowanie

Bar­dzo czę­sto po cy­klu de­struk­cji dra­pieżca jak gdyby ni­gdy nic po­wraca do nor­mal­no­ści, a to „jak gdyby ni­gdy nic” sta­nowi pod­sta­wowy me­cha­nizm. Ofiara, dla któ­rej ta po­stawa jest nie­zro­zu­miała, wnio­skuje mniej lub bar­dziej świa­do­mie, że skoro tego nie ro­zu­mie, to naj­wy­raź­niej sama ma ja­kiś pro­blem. Ewen­tu­al­nie uznaje, że za bar­dzo dra­ma­ty­zuje, bo w oczach dra­pieżcy wszystko wy­daje się zu­peł­nie nor­malne. W każ­dym ra­zie woli wy­obra­żać so­bie, że to ona była nie­roz­sądna lub dys­funk­cyjna, niż zre­zy­gno­wać z tego bło­go­sła­wio­nego mo­mentu, w któ­rym znów wszystko gra.

Odtąd wszystko będzie dobrze – powrót nadziei

Po­wrót dra­pieżcy lub dra­pież­nicy do cy­wi­li­zo­wa­nych czy wręcz cza­ru­ją­cych zwy­cza­jów wzbu­dza mi­łość i na­dzieję. Ofiara od­naj­duje po­rywy i ocza­ro­wa­nia z po­cząt­ków re­la­cji, sztucz­nie spo­tę­go­wane przez do­piero co prze­byte bu­rze i ciem­no­ści – wszystko jest lep­sze, gdy dłu­żej się na to czeka, a świa­tło wy­daje się moc­niej­sze, kiedy wy­cho­dzimy z mroku. To­też za­czyna ma­rzyć, że od­tąd wszystko bę­dzie do­brze – po desz­czu wyj­rzy słońce. Dla­czego mia­łaby z tego zre­zy­gno­wać te­raz, gdy wy­daje się, że na­pię­cia ustą­piły? Mó­wimy, że na­dzieja trzyma nas przy ży­ciu, ale tu­taj pro­wa­dzi do śmierci, bo chmury za­raz za­kryją słońce. Gdy tylko ofiara się pod­nie­sie, a przede wszyst­kim – na nowo za­an­ga­żuje, de­struk­cja po­wróci, spro­wo­ko­wana przez ja­kąś drob­nostkę, która sta­nie się za­rze­wiem po­żaru. I tak aż do na­stęp­nego razu… Przez długi czas ofiara nie bę­dzie w sta­nie tego roz­szy­fro­wać, da­jąc się zła­pać w si­dła fał­szy­wych na­dziei.

Nie udaje mi się dostrzec szerszego obrazu – rozszczepienie

Ostat­nim i osta­tecz­nie naj­bar­dziej nisz­czą­cym skut­kiem zmien­no­ści cy­klów de­struk­cji i uwo­dze­nia jest roz­sz­cze­pie­nie – każda wolta nar­cyza pod­ko­puje spój­ność ofiary. Weźmy taki ob­ra­zek: la­tem, gdy jest cie­pło, trudno so­bie wy­obra­zić, że można bez dys­kom­fortu no­sić weł­niane ubra­nia, które leżą za­grze­bane w na­szej sza­fie. Zimą za to, gdy swe­ter, płaszcz i rę­ka­wiczki le­d­wie dają radę nas roz­grzać, pa­trzymy na let­nie ubra­nia z nie­ja­snym wspo­mnie­niem tego, czym jest upał, nie mo­gąc so­bie tak na­prawdę przy­po­mnieć, co to zna­czy „za go­rąco”. Po­dobny me­cha­nizm za­cho­dzi pod­czas prze­pla­ta­nia cy­klów uwo­dze­nia i de­struk­cji. Gdy wszystko jest w po­rządku, druga osoba ma wszel­kie ce­chy ide­al­nego part­nera, a re­la­cja wy­daje się stwo­rzona, by trwać w har­mo­nii – ofiara za­do­ma­wia się w niej, robi pro­jekty i pie­lę­gnuje wspo­mnie­nia, a także snuje ro­man­tyczne i ra­do­sne wi­zje. Gdy wszystko idzie źle: liże rany, skry­cie wy­my­śla plany i dzia­ła­nia, by zo­stać usły­szaną, ze­mścić się lub odejść, a jej ma­rze­nia kie­rują się tym ra­zem w stronę ja­kie­goś „gdzie in­dziej” czy „póź­niej”, gdy wszystko się skoń­czy. Tyle że te ma­rze­nia, we­wnętrzne hi­sto­rie i inne pro­jekty sta­no­wią in­te­gralną część na­szej nar­ra­cji toż­sa­mo­ścio­wej, w re­la­cji z nar­cy­zem mal­tre­to­wa­nie na­ru­sza za­tem toż­sa­mość ofiary, po­wo­du­jąc u niej dez­orien­ta­cję, złe sa­mo­po­czu­cie i nie­sta­bil­ność, da­jąc pod­łoże de­pre­sji i skła­nia­jąc do my­śle­nia o so­bie jak o kimś sza­lo­nym lub dys­funk­cyj­nym. Dość po­wie­dzieć, że nie po­zwala to ofie­rze po­czuć się zde­ter­mi­no­waną i silną, go­tową do odej­ścia, więc – zo­staje. Cza­sem na­prawdę długo.

Droga i przeszkody na drodze do wyjścia ze skutków przeplatania cyklów uwodzenia i destrukcji

A jed­nak sporo ofiar w końcu daje radę opu­ścić taką re­la­cję, co na­leży uznać za co naj­mniej bo­ha­ter­stwo. Na ich dro­dze do celu mo­żemy wy­róż­nić wiele eta­pów. Cza­sem też ten pro­ces nie do­cho­dzi do końca, a ofiary tkwią w znie­wo­le­niu.

1. WYJŚĆ Z ROZSZCZEPIENIA

Na po­czątku ofiara wi­dzi swój zwią­zek w dwóch osob­nych, roz­sz­cze­pio­nych wer­sjach: albo wszystko gra, albo nie gra nic. Nie ma tu żad­nych niu­an­sów. Przy­kła­dowo jedna z mo­ich pa­cjen­tek re­gu­lar­nie spę­dzała trzy lub cztery se­sje na snu­ciu strasz­nych opo­wie­ści o swoim współ­mał­żonku, by na pią­tej stwier­dzić, że musi prze­stać go szka­lo­wać.

Pew­nego dnia ofiara uświa­da­mia so­bie, że fazy uwo­dze­nia i fazy de­struk­cji prze­pla­tają się ze sobą re­gu­lar­nie – czego po­chło­nięta swoją skom­pli­ko­waną te­raź­niej­szo­ścią nie do­strze­gła wcze­śniej – i stwier­dza, że po żad­nym szczę­śli­wym okre­sie nie na­stą­piło de­fi­ni­tywne wyj­ście z mro­ków, wbrew temu, na co za każ­dym ra­zem miała na­dzieję. Z co­raz więk­szą ja­sno­ścią do­strzega, że naj­bar­dziej praw­do­po­dobną przy­szłość sta­nowi dal­szy ciąg ochło­dzeń i ocie­pleń (w rze­czy­wi­sto­ści im moc­niej ofiara jest usi­dlona, im bar­dziej tkwi w pu­łapce, tym rzad­sze stają się te chwile cie­pła), ale samo na­bra­nie świa­do­mo­ści nie wy­star­cza. Nie tra­cimy na­dziei bez walki.

2. SZUKAĆ PRAWDZIWEJ NATURY DRUGIEJ OSOBY

Po na­bra­niu świa­do­mo­ści, że wzloty i upadki ni­gdy nie prze­staną się prze­pla­tać, ofiara za­daje so­bie py­ta­nie o praw­dziwą na­turę dra­pieżcy. Długo bę­dzie w so­bie pie­lę­gno­wać myśl, że w głębi du­szy to do­bry męż­czy­zna albo że to sym­pa­tyczna dziew­czyna, która miała w ży­ciu pro­blemy.

Do­piero wraz z do­świad­cze­niem (a na jego zdo­by­cie po­trzeba czasu) przyj­dzie pew­ność, że praw­dziwe ob­li­cze dra­pieżcy jest pa­skudne i pa­to­lo­giczne i że nie ma żad­nych szans na zmianę. Wąt­pli­wo­ści jed­nak długo się utrzy­mają. Wy­daje się nie­zro­zu­miałe, że ktoś, kogo ko­chamy albo kogo ko­cha­li­śmy, może być do tego stop­nia mroczny, fał­szywy i ma­kia­we­liczny – i że nic z tym nie mo­żemy zro­bić, na­wet siłą mi­ło­ści i dia­logu.

3. POWSTRZYMAĆ SIĘ OD IDEALIZOWANIA ŻAŁOBY

Gdy pod­jęta zo­staje de­cy­zja o ze­rwa­niu, ofiara roz­po­czyna prze­ży­wa­nie ża­łoby, jak przy wszyst­kich roz­sta­niach. „Po­zna­łem szczę­ście po od­gło­sie, z ja­kim od­cho­dziło” – jak po­wie­działby Prévert, pod­kreś­la­jąc, że bar­dzo czę­sto nie uświa­da­miamy so­bie zna­cze­nia tego, co mamy, do­póki tego nie tra­cimy. Ten fe­no­men działa także pod­czas prze­pra­co­wy­wa­nia ża­łoby, która obej­muje fazy ide­ali­zo­wa­nia dru­giej osoby i tego, co z nią prze­ży­li­śmy. To do­bre wspo­mnie­nia wra­cają do pa­mięci i to z nimi na nowo po­ja­wiają się wąt­pli­wo­ści oraz po­kusa ne­go­cjo­wa­nia z rze­czy­wi­sto­ścią. Czy ta druga osoba była fak­tycz­nie tak mroczna? Ofiara znów za­czyna się mio­tać w nie­pew­no­ści i żalu, o ile wręcz nie po­wraca do dra­pieżcy, za­chwy­co­nego, że znów może jej za­fun­do­wać emo­cjo­nalny rol­ler­co­aster.

Aż pew­nego dnia, po dłu­gim mio­ta­niu się w przód i w tył, po wąt­pli­wo­ściach i wa­ha­niach, ofiara w końcu opusz­cza tę re­la­cję. Ten pierw­szy roz­dział po­ka­zuje, jak wiele prze­ni­kli­wo­ści, od­wagi i de­ter­mi­na­cji po­trze­bo­wała, by do tego dojść. Po­zo­staje nam jed­nak przyj­rze­nie się in­nym po­wo­dom za­trzy­mu­ją­cym ofiarę przy dra­pieżcy.Przypisy

1.

W książce będą one na­zy­wane „ofia­rami”, a ich oprawcy – „dra­pież­cami” .

2.

Fran­cu­skie okre­śle­nie związku opar­tego na wła­dzy, nad­mier­nej kon­troli i do­mi­na­cji jed­nej z two­rzą­cych go osób, która po­przez ma­ni­pu­la­cję oraz prze­moc fi­zyczną i psy­chiczną pod­po­rząd­ko­wuje so­bie part­nera (po fr. re­la­tion d’em­prise), nie ma utrwa­lo­nego w pol­sz­czyź­nie od­po­wied­nika funk­cjo­nu­ją­cego w po­wszech­nej świa­do­mo­ści w po­dobny spo­sób, jak zwrot ory­gi­nalny. Znane pol­sz­czyź­nie po­ję­cie „tok­sycz­nej re­la­cji” (rów­nież obecne w ję­zyku fran­cu­skim – re­la­tion to­xi­que) ma szer­szy za­kres i nie ogra­ni­cza się do opisu związ­ków, w któ­rych jedna strona jest ofiarą, a druga oprawcą. Dla­tego w ni­niej­szym tłu­ma­cze­niu po­ja­wia się rów­nież okre­śle­nie „znie­wo­le­nie”, pod­kre­śla­jące zdo­mi­no­wa­nie (po fr. em­prise), „za­własz­cze­nie” ofiary przez nar­cyza, pod­da­nie jej jego wpły­wowi i kon­troli. W pol­skim tłu­ma­cze­niu po­słu­guję się rów­nież sło­wem „nar­cyz” na okre­śle­nie „osoby per­wer­syjno-nar­cy­stycz­nej”. Po­dob­nie jak w ję­zyku ory­gi­nal­nym per­vers nar­cis­si­que zba­na­li­zo­wało się ono w po­wszech­nej świa­do­mo­ści (o czym pi­sze au­torka w Anek­sie), trzeba jed­nak mieć w pa­mięci, że opi­suje ono nie zwy­kłego ego­istę, lecz jed­nostkę per­wer­syjną, de­wianta, osobę cha­rak­te­ry­zu­jącą się pa­to­lo­gicz­nym nar­cy­zmem .

3.

To część tego, co na­zy­wam sub­de­li­rium.

4.

Su­kienka, którą, we­dług Chri­stiana Diora, za­wsze na­leży mieć w swo­jej sza­fie.

5.

Opi­sa­łam tę de­struk­cję w książce Per­vers nar­cis­si­ques, bas les ma­sques!, So­lar, Pa­ris 2015 i w Jak się bro­nić przed nar­cy­zem. Uwol­nij się z tok­sycz­nych re­la­cji w domu, pracy i wśród zna­jo­mych, Wy­daw­nic­two RM, War­szawa 2024.

6.

Ten an­giel­ski ter­min (ina­czej: „bom­bar­do­wa­nie mi­ło­ścią”) ozna­cza wła­śnie taki ro­dzaj ma­ni­pu­la­cji.

7.

Jean-Claude Kauf­mann, Qu­and Je est un au­tre, Fay­ard, Pa­ryż 2012.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij