Do trzech razy szczęście - ebook
Po serii skandali i plotek Bobrówka powoli wraca do pozornej normalności, jednak dla trzech kobiet nic nie jest już takie samo. Wszystkie poniosły emocjonalne straty i znalazły się na rozdrożu, zmuszone do podjęcia decyzji, które zaważą na ich dalszym życiu.
Klara, najmłodsza z bohaterek, staje przed trudnym wyborem, czy dać szansę komuś, kto raz już zawiódł. Maks zachowuje się inaczej, ale nie sposób określić, jak trwała jest to zmiana. Łucja, jej babcia, mierzy się z podobnymi wątpliwościami, a jej sytuacja stała się jeszcze bardziej skomplikowana. Tylko u Ani, mamy Klary, wszystko układa się dobrze. Ale czy pozorny spokój może być gwarancją stabilnego związku?
Czy uda im się pokonać przeciwności i odważą się otworzyć na szczęście?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Obyczajowe |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8343-744-6 |
| Rozmiar pliku: | 1,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Wreszcie odrobina spokoju.
Klara, studentka psychologii, z powodu licznych zawirowań sercowych i zawodowych, borykająca się ze sporymi zaległościami w nauce, rozłożyła się na łóżku. Laptop, notatki, telefon, wygodny dres i chrupki. Zestaw doskonały do pracy. Mimo późnej pory nie była dziś nawet tak bardzo zmęczona. Czuła, że sporo zrobi.
I wtedy oczywiście usłyszała dzwonek telefonu.
– Szlag! – zdenerwowała się.
Miała ochotę nie odebrać, ale to był Tomek. On jej nigdy nie zawracał głowy bez powodu. Zwłaszcza o takiej porze. Nacisnęła zieloną słuchawkę, choć namacalnie wręcz czuła, jak wizja przygotowanych na jutro materiałów rozpływa się w powietrzu.
Ten telefon z całą pewnością zwiastował kłopoty.
– Klaro… czy możesz przyjechać i pomóc mi zamknąć lokal? – usłyszała i bardzo ją to zaskoczyło. A ton głosu zaniepokoił na dobre.
Tomek. Najlepszy pracownik w kawiarni. Spokojny, rzetelny, zawsze punktualny. Chłopak, który nigdy nie panikował, nie skarżył się ani nie potrzebował wsparcia przy tak banalnych czynnościach jak wieczorne pozamiatanie podłogi, podliczenie kasy i przekręcenie klucza w zamku. Zajmował się tym od dawna.
– Czy coś się stało? – zapytała ostrożnie, już wiedząc, że odpowiedź jej się nie spodoba.
– Tak… ale nie jestem w stanie wytłumaczyć ci tego przez telefon – powiedział słabym głosem. – Przepraszam, że cię fatyguję. Nie mam do kogo zadzwonić. Po prostu… miałaś rację.
– O rany…
Klara poczuła, jak po plecach przechodzi jej nieprzyjemne ciepło, coś pomiędzy dreszczem a wyrzutem sumienia. To była bardzo gorzka satysfakcja. Taka, której nikt przyzwoity nie chce czuć. Wolałaby się mylić. Nie chciała wcale mieć tej cholernej racji. Stokroć lepiej, żeby Tomek zadzwonił tylko dlatego, że zgubił klucz albo rozlał mleko do ekspresu. Zawracał głowę głupotami.
Ale to nie on.
Nie miała wątpliwości, że chodziło o Julkę. Złamała mu serce. Jak nic. Klara zagryzła wargi. Pierwsza miłość trafiła się temu chłopakowi dość późno. I z wielką siłą go uderzyła. Tomek kochał swoją dziewczynę mocno, ślepo i z pełną ufnością. Najwyraźniej ten ostatni aspekt właśnie upadł i stał się nieaktualny.
Wyobraziła sobie bez trudu, jak to musiało boleć.
– Zaraz będę – powiedziała szybko, zeskakując z łóżka. Już nawet nie spojrzała w stronę notatek. – Wezmę Ubera – obiecała. – Dostanę się do ciebie najszybciej jak to możliwe.
– Nie masz na niego pieniędzy – bronił się słabo.
Ledwo mówił i to Klarę jeszcze bardziej przestraszyło.
– Tomek, aż tak źle nie jest – pocieszyła go szybko. – Najwyżej poproszę mamę o „bliczka”. W końcu – dodała z wymuszonym humorem – jestem studentką, ten stan ma pewne prawa oraz przywileje.
– No… dobrze – zgodził się po chwili.
Musiał być naprawdę w niezłym dołku. Tomek bardzo oszczędzał, szanował pieniądze i harował jak wół, żeby co miesiąc dostać odpowiednią wypłatę. Ciągle jej powtarzał, żeby nie wydawała bez sensu. Oboje startowali w życie na własny rachunek, wspierał ją.
Ale dziś był w dołku, głębokim tak, że sam nie umiał się wydostać.
Klara zostawiła laptop i papiery rozłożone na łóżku, pobiegła do przedpokoju, ubrała się w pośpiechu, zapinając kurtkę jedną ręką, a drugą zamawiając transport. Pogasiła światła i zamknęła drzwi. Chwilę czekała na windę, wreszcie zniecierpliwiła się i ruszyła schodami. Gdy zbiegła na dół, auto już stało.
Uroki mieszkania w dobrej lokalizacji – pomyślała. – Czas dojazdu dwie minuty.
Wsiadła, zapięła pas. Kierowca ruszył.
Niepokoiła się coraz bardziej. Tomek nie należał do tych, którzy bez ważnego powodu proszą o pomoc. To dobry chłopak. Chyba właściwie pierwszy taki naprawdę dobry chłopak, jakiego spotkała, który był jednocześnie silny, odpowiedzialny, konkretny. Zwykle nie oczekiwał opieki, raczej sam ją dawał.
Jeszcze nie tak dawno chciała, żeby ich relacja stała się bliższa. By coś się między nimi zadziało. I teraz los w swoim przewrotnym poczuciu humoru podał jej to na tacy. Ale przecież nie o tym marzyła. Nie chciała, żeby Tomek cierpiał. Domyśliła się, że wydarzyło się coś gwałtownego. Wolałaby raczej refleksję, jego własną decyzję, a nie złamane serce.
Sama też nie była w dobrym momencie do podejmowania decyzji związkowych. Lubiła Tomka coraz bardziej, pracowali razem, wspierali się. Jednak coraz częściej myślała o Maksie. I o jego tacie. O tym, jak bardzo ten chłopak się zmienił.
Jak to wszystko tak nagle się zaplątało? Jeszcze dwa tygodnie temu miała jasność, czego chce, a przede wszystkim, czego wolałaby za wszelką cenę uniknąć. A teraz głównie chaos, brak czasu, wiele myśli naraz.
Czy to właśnie była dorosłość? – zastanowiła się przez moment. – Ten czas w życiu, w którym wszystko przestaje być czarno-białe, a pierwsze samodzielne decyzje zaczynają boleć?
Nie mogła uwierzyć, że całkiem niedawno chodziła do liceum. Jej największym zmartwieniem była kartkówka z matematyki albo fakt, że koleżanki nie chciały zaprosić kogoś na urodziny. Ktoś się pokłócił, kogoś obgadał i na tym kończył się dramat. Wracała do bezpiecznego domu, gdzie zawsze był obiad, ciepło, czyste ubrania, mama i babcia gotowe do rozmowy.
Jak to się mówi, żyła pod kamieniem. Nie było w jej świecie wielkich wyzwań. Pojawiły się dopiero teraz. Za to w sporych ilościach. Nieszczęśliwa miłość, chora ukochana babcia, nowy związek mamy, relacja z tatą, odnaleziona mama Maksa, jego problemy. Studia, które lada moment mogła zawalić, konieczność ciężkiej pracy, opłacania czynszu, samodzielność, którą wybrała, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, co robi.
Jeszcze nie tak dawno jej serce było spokojne niczym jezioro w letni dzień. Nie rwało się do nikogo. Do żadnego chłopaka z klasy, mieszkającego po sąsiedzku, znajomego czy choćby idoli z internetu. Influencerzy, piosenkarze, aktorzy – niektórzy ją ciekawili, ale nikt nie zrobił tak dużego wrażenia, by zawładnąć jej emocjami.
I nagle to się skończyło.
Pojawił się Maks. A wraz z nim szaleństwo. Głupota. Pierwsza miłość. Nieważne, jak to nazwać, każde z tych określeń było prawdziwe. Można powiedzieć taki pakiet trzy w jednym, w promocyjnej cenie. Do tego jeszcze gratis: rozczarowanie, rozgoryczenie i przykrość. Utrata pracy, impulsywny wyjazd z domu.
Coraz częściej się ostatnio zastanawiała, czy przypadkiem nie popełniła gdzieś dużego błędu. Ale to nie był moment na wyciąganie wniosków. Musiała się otrząsnąć z tych myśli i skupić. Tomek potrzebował pomocy.
Wysiadła pod galerią. Weszła pospiesznie do tunelu prowadzącego na dworzec kolejowy czynny całą dobę. Sklepy i lokale były już pozamykane, światła przygaszone, a echo jej kroków brzmiało głośniej niż zwykle. Kawiarnia, w której pracowali, znajdowała się niedaleko wejścia. Podbiegła do drzwi. Kartka „Zamknięte” wisiała wprawdzie, nie zachęcając do wejścia, ale klucz nie został przekręcony w zamku.
– Hej, Tomek! – zawołała ciepłym głosem, wchodząc do środka.
Rozejrzała się wokół i poczuła dziwnie. W lokalu panował chaos. Niesprzedany towar wciąż znajdował się w gablocie, resztki tortów i ciastek zajmowały też niewielką powierzchnię blatu, nieumyta kolba ekspresu wyglądała nieestetycznie, a pełna okruszków podłoga odstraszała. Normalnie Tomek by czegoś takiego nie zniósł. Zabrałby się do sprzątania bez względu na poziom zmęczenia. Często wykonywał nawet obowiązki, które do niego nie należały, bo lubił, kiedy praca była dobrze wykonana.
Co się dzisiaj tutaj wydarzyło?
– Hej, gdzie jesteś?! – zawołała raz jeszcze, już ciszej, z niepokojem.
Zajrzała na zaplecze. Nic. Odwróciła się i wtedy go zobaczyła.
Siedział przy kasie, na podłodze. Głowę miał opartą na kolanach, ramionami obejmował nogi, jakby próbował się schować.
Podbiegła do niego.
– Rany, chłopaku… Co się dzieje?! – zawołała.
Pogłaskała go po głowie i pocałowała w czubek włosów, zupełnie odruchowo, jakby był małym dzieckiem.
– Hej… proszę cię, podnieś głowę. To nie koniec świata. Będzie dobrze – próbowała go pocieszać, jak tylko umiała.
Ale mimo własnych przeżyć i odpowiedniego, wydawałoby się, kierunku studiów, nie miała tak naprawdę pojęcia, co mogłoby mu w sposób trwały pomóc.
Objęła go mocno i zaczęła delikatnie kołysać.
– Mój ty biedaku… już dobrze. Już dobrze – powtarzała w kółko. Nie wiedziała, czy to się okaże skuteczne, ale nic innego nie przychodziło jej do głowy.
Tomek drżał. Wyglądało na to, że naprawdę jest w złym stanie.
– Harowałeś tu przez cały czas? – zapytała cicho.
– Tak… – Kiwnął głową. – Dobrze, że dzisiaj był Maks, przynajmniej przed południem, bo byśmy sobie nie dali rady.
– Co się stało?
Milczał chwilę, jakby zbierał siły.
– Dowiedziałem się prawdy – zaczął powoli. – Julka spotyka się z jakimś starszym facetem. On kupuje jej prezenty. Takie prawdziwe, za większe pieniądze. Zegarek, torebkę, firmowe kosmetyki. A ja… ja oszczędzałem jak głupi na wakacje. Upolowane na jakiejś promocji. Czym ja jej chciałem zaimponować? – zapytał gorzko.
Klara poczuła, jak coś ściska ją w środku.
– O Boże… Tomek…
W tej samej chwili drzwi się otworzyły.
– Co tu robisz? – zapytała Klara, mocno zaniepokojona na widok wchodzącego Maksa.
– To moja wina – odparł szybko Tomek. – Do niego też próbowałem się dodzwonić, ale nie odbierał. Nie wiedziałem, czy dasz radę przyjechać. – Spojrzał na Klarę. – A serio źle ze mną było. Wciąż chyba jest – uściślił.
– Musiałem się jeszcze zająć tatą, nie słyszałem telefonu – odparł Maks. – Ale jak tylko zobaczyłem twoją wiadomość, wsiadłem na motocykl. Cały czas dzisiaj wydawało mi się, że coś się złego stało. I widzę, że słusznie – dodał, rozglądając się wokół.
Na nim też ten bałagan zrobił wrażenie, choć zasadniczo nie należał do pedantów. Ale już się nauczył, że Tomek pod tym względem nie uznaje kompromisów.
– Dobrze, że jesteś – powiedziała Klara, a Maks wyraźnie się ucieszył.
– Co się stało? – zapytał. – Czemu nie zamykacie?
– Tomek padł – odparła dziewczyna.
– Dlaczego nie powiedziałeś, że źle się czujesz? – Maks pochylił się nad kolegą. Znajdował się tak blisko Klary, że czuła zapach jego dezodorantu. – Dałbym sobie sam radę. Zostałbym dłużej.
Tomek tylko pokręcił głową.
– Musiałeś jechać do taty, jest chory, to ważne. Poza tym najlepiej wiem, jak ciężko jest tu w pojedynkę, zwłaszcza komuś, kto się dopiero uczy.
– Ach! – prychnął Maks, któremu tryb rywalizacji najwyraźniej nie wyłączał się nigdy. – Wcale się nie uczę. Potrafię sobie poradzić i ocenić stopień trudności. Ale to teraz nieważne – zreflektował się szybko i spojrzał na Klarę. – Trzeba go stąd zabrać – powiedział do niej. – Musi odpocząć.
– Myślę, że do mnie – zdecydowała dziewczyna bez chwili namysłu. – Jest dużo bliżej niż do niego. Rano przyjedziemy razem do pracy. Najlepiej wcześniej, żeby zdążyć tu wszystko ogarnąć przed otwarciem. – Rozejrzała się wokół.
– Aha… – Maks zacisnął usta.
Widać było, że sprawiło mu to ból. Domyślił się, że takie rozwiązanie nie pojawiło się w jej głowie po raz pierwszy. Wyraźnie miała już opracowaną procedurę na potrzeby nocowania Tomka. Wyobraźnia natychmiast mu ruszyła, podsuwała obrazy, których nie chciał oglądać. Musiał jednak opanować emocje. Gniew i zazdrość mogłyby ponieść go za daleko. A przecież nie miał do tego prawa.
Sam się go pozbawił. I to w tym wszystkim było najgorsze. Chciał ją prosić, by mu wybaczyła, dała jeszcze jedną szansę. Ale to nie był odpowiedni moment.
– Chodź – powiedział zamiast tego. – Podniesiemy go razem. Ty za jedno ramię, ja za drugie. Trzy… cztery… – odliczył.
Dźwignęli go z wysiłkiem. Klara była zaskoczona. Tomek, zawsze silny i odporny, ledwo się trzymał na nogach i nie było w tym określeniu żadnej przesady.
– Boże… on jest naprawdę w złym stanie! – zawołała. – Może trzeba wezwać pogotowie, zamiast go stąd zabierać?
Tomek pokręcił głową.
– Nie chcę – zaprotestował słabo. – Muszę tylko trochę odpocząć, chcę być jutro w pracy. Nie mogę jednego dnia stracić jeszcze tego.
Klara to doskonale rozumiała. Przeszła przez takie doświadczenie. Lekkomyślna prośba Maksa kiedyś pozbawiła ją pracy. Niełatwej, ale o wiele lepszej niż zasuwanie w kawiarni, w której teraz się zatrudniła. Tym samym w ciągu kilku godzin przekonała się, że chłopak, któremu tak szybko oddała serce, tylko się nią bawił, a z pracy została wyrzucona.
Wiedziała, jak to boli, gdy jednego dnia wali się za dużo.
– Idziemy – zadecydowała szybko. Nie sądziła, żeby szef zwolnił Tomka za pobyt w szpitalu, ale rozumiała jego obawy. – Jadłeś coś? – zapytała.
– Nie. – Pokręcił głową.
– Mam w domu zupę od babci. To ci pomoże – powiedziała.
Spojrzała na Maksa ponad głową Tomka.
– Dobrze, że przyszedłeś – podziękowała mu.
Nie chciała nawet myśleć o tym, że miałaby teraz poradzić sobie sama. Nie podejrzewała, jak bardzo jest źle.
Maks ucieszył się z tej pochwały, choć coś go jednocześnie mocno ukłuło w sercu. Przeczucie, że trudne doświadczenie dopiero się zaczyna. Ale póki co musiał się skupić na podtrzymywaniu Tomka.
– Poczekaj, zamknę – powiedziała jeszcze Klara. – Jutro trzeba będzie przyjechać o wiele wcześniej, niż mi się wydawało, i posprzątać – powtórzyła swoją propozycję. – Lepiej, żeby szef się nie dowiedział.
– Ja to zrobię – obiecał Maks.
Sporo go to kosztowało. W takim wypadku będzie musiał zostawić tych dwoje samych o poranku. I choć nic to nie miało wspólnego z logiką, bo Klara i Tomek mieli mnóstwo możliwości, by spędzać czas razem, i tak bolało, piekło, dokuczało uporczywie. Trudno mu się było tego uczucia pozbyć. Drażniło jak metka ocierająca o skórę, kamyk w bucie, brzęcząca w nocy mucha. Pozornie małe, a nie daje spokoju.
Marzył o tym, żeby zostać w mieszkaniu Klary na noc. Choćby tylko po to, by zyskać pewność, że ci dwoje spędzili ją osobno.
Wstydził się trochę tej niskiej zazdrości. Widział, że Tomek w tym stanie nie stanowi żadnego realnego zagrożenia. Ledwo żył. Był cieniem samego siebie, człowiekiem, który bardziej potrzebował ciepłego koca niż czegokolwiek innego.
To też jednak niosło ze sobą zagrożenie. Kto wie, jak duże. Maks znał kobiety. Wiedział, że lubią się opiekować słabszymi. A Tomek w tej kategorii zajmował właśnie bardzo wysoką lokatę. I z każdym słabym krokiem, pełnym cierpienia spojrzeniem piął się coraz wyżej.
Na szczęście w galerii nie było już wielu osób. Ochroniarze gdzieś się zawieruszyli, pewnie na drugim końcu korytarza. To dobrze, bo widok młodych ludzi ciągnących chłopaka, który sprawiał wrażenie, jakby był pod wpływem jakichś środków odurzających, nie wyglądał najlepiej i mógłby wzbudzić niepotrzebne zainteresowanie.
– Naprawdę się martwię – powiedziała Klara, idąc tuż obok Tomka i co chwilę spoglądając na jego twarz. Jej brwi ściągnęły się w trosce, a głos lekko drżał. – Czy on jednak nie potrzebuje profesjonalnej pomocy?
Maks odwrócił głowę w jej stronę, starając się mówić z opanowaniem, rzeczowo, choć w środku sam czuł niepokój.
– Nie, spokojnie – odpowiedział, unosząc dłoń. – Ja to znam. Mój kumpel też kiedyś coś takiego przeżywał. Jak mu się do rana nie poprawi, to oczywiście będziemy reagować, ale spróbujmy najpierw domowych sposobów.
Zerknął na Tomka, który wyraźnie się z nim zgadzał.
– Sen, jedzenie, ciepły koc i odrobina spokoju – dodał, jakby wyliczał składniki tajnego przepisu. – Jutro będzie może nie całkiem jak nowy, ale z dużym prawdopodobieństwem w lepszym stanie.
– Ja mam rano zajęcia – powiedziała Klara z wahaniem, przygryzając wargę. – Ale przywiozę go do kawiarni, a potem przyjadę, jak tylko będę mogła najszybciej. Najwyżej zerwę się z dwóch ostatnich wykładów.
– Nie rób tego – zaprotestował Maks. – Dam sobie radę. Zostań na uczelni, przyjdziesz po południu, zgodnie z planem – dodał. – Ja mam nawet pomysł, jak sobie z waszym chaosem poradzić na dłuższą metę. Przecież nie może tak być, że dwie osoby ciągną kawiarnię otwartą od szóstej rano do dwudziestej drugiej, z weekendami włącznie.
Spojrzała na niego z lekkim zdziwieniem.
– Pomysły szybko przychodzą ci do głowy – zauważyła, unosząc kącik ust.
– Zawsze tak miałem – odpowiedział, wzruszając ramionami. – Tylko teraz dla odmiany są dobre. I to jest ta różnica.
Zapadła krótka cisza. Klara jakby przypomniała sobie coś ważnego.
– A jak się czuje twój tata? – zapytała ciszej, ostrożnie.
Maks odwrócił wzrok.
– Mówi, że dobrze – odpowiedział po chwili. – Ale nie wiem, czy to prawda.
– Przeprowadzasz się teraz do niego? – dopytała.
– Tak. – Kiwnął głową. – Jeszcze nie zabrałem wszystkich rzeczy z Bobrówki, ale dzisiaj jadę do domu na noc. – Zawahał się. Szybko wyczuł okazję. – Chyba że chcesz, żebym został – dodał niby mimochodem, choć serce zabiło mu szybciej. – Pomogę ci przy Tomku. Nie wiadomo, co będzie w nocy. A tata i tak pewnie od razu zaśnie i nie obudzi się do rana. Ostatnio tak ma.
Bardzo chciał u niej zostać. Ale Klara na razie milczała.
– Proszę – powiedział ciszej, niemal błagalnie. – Położę się na podłodze. Nie potrzebuję wiele. Za to mam spore doświadczenie w opiekowaniu się kumplami w kryzysie uczuciowym.
Tomek zacisnął usta i nie skomentował tego.
Klara spojrzała na Maksa uważnie.
– Znasz to tylko z doświadczenia kolegów? – zapytała. – A ty nigdy nie cierpiałeś z powodu miłości?
Pytanie było podchwytliwe. Maks akurat poprawiał ramię Tomka, bo prowadzenie go okazało się wyczerpującym zajęciem, choć kolega stawiał kroki coraz pewniej. Wiedział, że musi uważać, co odpowie.
– Do momentu, kiedy przyjechałem do Bobrówki… nigdy – powiedział szczerze po chwili namysłu.
– Miałeś przecież wiele dziewczyn – zauważyła.
– No nie przesadzajmy – odpowiedział szybko, próbując rozładować napięcie. – Aż taki popularny nie byłem. Do pełni sukcesu brakowało mi kasy – przyznał się. – W moim dawnym środowisku liczyło się ryzyko, zabawa i wyniki nielegalnych wyścigów, ale wystarczyło kilka tygodni znajomości z jakąś dziewczyną, żeby się okazało, że na dłuższą metę jednak potrzebne są większe pieniądze.
– W jakim świecie my żyjemy? – odezwał się nagle Tomek. Przypadkowo poruszony temat trafił w jego czuły punkt. – Nie ma już normalnych dziewczyn? Miłości, stałych związków, przyjaźni? Nie liczy się charakter, wspólnie spędzany czas, lojalność, czułość?!
Chłopak wyraźnie oprzytomniał. Być może wpływ na to miało chłodne powietrze, bo właśnie wyszli na zewnątrz, a może słowa Maksa, mocno dotykające jego najboleśniejszego miejsca.
– Jedziesz do Klary, szczęściarzu, więc nie narzekaj. – Maks wyciągnął swoje ramię i pomasował. – Możesz już iść sam – ocenił i przesunął go nieco w bok, by Klara też już nie musiała go podtrzymywać.
Dziewczyna tylko się uśmiechnęła. Nie włączyła się do rozmowy.
– Skoro już ci trochę lepiej – dodał Maks. – To poczekaj tutaj, skoczę po obwarzanka i dużą butelkę Coli. Trochę cię wzmocni na czas drogi.
Pobiegł szybko w stronę wózka z najsłynniejszymi krakowskimi wypiekami i zaraz wrócił.
– Pij – zachęcił, odkręcając butelkę. – To ci pomoże.
– Dzięki – odpowiedział Tomek, po czym łapczywie zaczął pić i jeść. Wyraźnie coś się w nim odblokowywało.
Przeżuwał z trudem. Potem znowu napił się Coli, kolejny raz ugryzł obwarzanek. Z każdym krokiem stawał się silniejszy.
Ale Klara miała wrażenie, że im bardziej wraca mu przytomność, tym wyraźniejszy niestety staje się też jego smutek. Jedzenie wzmacniało ciało, ale kontakt z rzeczywistością szkodził psychice. Wszystko do niego docierało od nowa.
– Nie wiem, jak to zrobić – stwierdził nagle, zrezygnowany. – Ledwo żyję. Rozumiem, że macie sporo racji, może nie powinienem iść jutro do pracy, ale na myśl o tym, że miałbym zostać sam w mieszkaniu… mam wątpliwości. I to spore.
Klara spojrzała na Maksa, jakby szukając potwierdzenia.
– Zobaczymy – powiedział chłopak spokojnie. – Na razie plan jest taki: tramwaj, zupa, prysznic i spanie. A rano… nie wiem, będziemy wtedy decydować.
Dotarli na przystanek. Mieli szczęście, bo tramwaj podjechał niemal od razu.
Klara pomyślała, że Maks jest rzadkim przypadkiem człowieka, który naprawdę się zmienia. Studiowała psychologię i ten temat ją fascynował. Przypomniały jej się słowa specjalistki z wykładu: że człowiek zwykle nie „jest jakiś”, tylko „bywa jakiś” w różnych życiowych sytuacjach, a pojedynczy błąd nie definiuje go na zawsze. Dopiero gdy coś się powtarza, zwłaszcza świadomie, można powiedzieć, że jest to stała cecha charakteru.
Maks wychodził na prostą. U niego wszystko było wyraziste. Kiedy popełniał błędy, to poważne, a gdy robił coś dobrego, to ze świetnymi efektami.
Mama byłaby z niego dumna – pomyślała nagle.
Ostatnio często jej się to zdarzało. Ta kobieta miała w sobie nieodparty urok. Jedna rozmowa sprawiła, że Klara jej kibicowała, choć znała historię opuszczonego męża, a co najgorsze – kilkuletniego synka. Nie sądziła, by było prawdopodobne, że Maks poczuje to samo, będzie chciał jej wybaczyć. Rozumiała jego cierpienie, a jednak było jej przykro, że tych dwoje nie dostanie szansy, żeby coś naprawić. Zwłaszcza że mogliby sobie nawzajem pomóc.
Ale tak daleko przemiana Maksa raczej nie poszła. Jego żal do mamy wciąż był przeogromny.
W tramwaju posadzili Tomka pod oknem. Klara i Maks stali nad nim, trzymając się uchwytów. Kołysało nimi w różne strony.
Dla Maksa było to trudne doświadczenie. Zbliżał się do dziewczyny, którą wciąż kochał, oddalał, znowu przybliżał. Czuł zapach jej perfum i ciepło policzka, po czym gwałtowny chłód i dystans. Nie wiedział już, czy wolałby być teraz w domu, czy jednak tak się męczyć, ale choć przez chwilę być z nią.
Tęsknił. I to uczucie było dla niego nowe. Nie radził sobie. Próbował zapomnieć, zadeptać, zagłuszyć czymś innym, ale nie działało.
Klara! Coś ty mi zrobiła? – pomyślał, kiedy na kolejnym zakręcie znowu przesunął się w jej stronę.
Nie znał odpowiedzi na to pytanie. Nie była pierwszą dziewczyną, która mu się spodobała, ale żadna inna nigdy tak bardzo nie zapadła mu w serce. Zmieniał się także dla niej, choć nie miał żadnej gwarancji, że ona to w jakikolwiek sposób zauważa. Robił to także dla taty. Nagle okazało się, że ma wokół siebie osoby warte kochania. Nie zamieniłby tego na poprzednią pustkę. Za nic nie chciałby wrócić do życia, które kiedyś tak mu się podobało.
Nie skoczyłby już na motocyklu. Nie zaryzykował.
Zamyślił się. Nawet nie wiedział, że Klara uważnie mu się przygląda.
Po dwudziestu minutach wysiedli. Tomek czuł się już trochę lepiej. Szedł samodzielnie, ale był bardzo smutny i milczący. Po chwili weszli wszyscy do mieszkania Klary. Maks był tu pierwszy raz i spodobało mu się już po pierwszym kroku. Niewielkie, dwupokojowe lokum sprawiało przytulne wrażenie. Wszędzie panował porządek. Nie był zaskoczony. Właściciel wstawił tu wprawdzie najtańsze meble, jak to zwykle bywa w wynajmowanych lokalach, ale Klara wniosła tu coś znacznie cenniejszego.
Ciepło.
A ono było warte więcej niż drogie materiały i wymyślne dekoracje.
W mieszkaniu panował przyjemny półmrok. Na kanapie leżał miękki koc, obok poduszka, a na stoliku stała doniczka z kwiatkiem zadbanym i żywym, nie tak jak u Maksa, gdzie nic nie zdołało przetrwać. Na ścianie wisiał obraz, który chłopak natychmiast rozpoznał, przedstawiał rynek w Bobrówce.
Pewnie Klara przywiozła go z domu – pomyślał. – Dzięki temu wszystko wydawało się bardziej znajome.
Na półkach w pokoju stały książki, a w kuchni równo ustawione jasnozielone kubki zachęcały, by napić się czegoś ciepłego.
Tomek zniknął w łazience, a oni zakrzątnęli się wokół posiłku. Klara wyciągnęła zupę z lodówki, Maks pomógł jej odkręcić słoik. Wspólnie przelali ją do garnka, a potem poczekali, aż się podgrzeje. Milczeli oboje. Chłopak bał się powiedzieć cokolwiek, żeby nie zepsuć niepotrzebnym słowem tej dobrej atmosfery wspólnego działania. Lekkości, która pojawiła się między nimi pierwszy raz od ich rozstania.
Spojrzał na Klarę. Przypomniał sobie, jak jeszcze kilka tygodni temu jeździła do niego. Był wtedy taki pewny siebie, traktował ją z góry, gotów wykorzystać jako kolejną przygodę, chwilową rozrywkę, nic nieznaczącą relację, która tylko miała wypełnić mu czas i podbudować ego.
Teraz wszystko wyglądało inaczej. Nabrał respektu, nie tylko wobec niej jako dziewczyny, która umiała postawić jasną granicę, lecz także wobec życia jako takiego, bo nagle poznał jego twardą naturę. Spokorniał w stosunku do emocji i uczuć, a przede wszystkim okoliczności zewnętrznych, na które ludzie nie zawsze mają wpływ. A jeśli ktoś chce przetrwać, musi liczyć się z kruchością życia, chorobami i trudnościami, które spadają na ludzi znienacka. Bez żadnej ich winy.
Wiele się zmieniło. Wypadek, który sprawił, że Maks wyleciał z motocykla daleko na pobocze i padł na trawę, był symbolicznym znakiem gwałtownego wyrzucenia go z dawnego świata. Zasady, które nim rządziły przez wiele lat, sposób myślenia, naiwna pewność siebie – praktycznie nic z tego nie zostało.
Ale jedno się nie zmieniło, wiedział, że nie chce tak żyć – tylko etat, harówka wiele godzin, a potem powrót do domu i regenerowanie sił do dalszego zasuwania. Marzył o czymś więcej, brakowało mu jednak pomysłu, jak to wprowadzić w życie.
– Hej, zupa podana! – zawołała Klara.
Usiedli razem przy stole. Maks, spoglądając na bladą twarz Tomka, wlał mu dodatkową chochlę.
– Będzie dobrze, chłopie – powiedział, starając się, by jego głos niósł choć trochę otuchy. – Widziałem to wiele razy. Najważniejsze teraz to zadbać o siebie.
Tomek wzruszył ramionami.
– Nie wiem, o czym mówisz – wymamrotał. – Ja tu na nic nie mam wpływu. Julka podjęła decyzję, nie pytając mnie o zdanie – dokończył gorzko.
– Ile siły chcesz przeznaczyć na rozpaczanie i rozpamiętywanie? – zapytał Maks łagodnie, kładąc rękę na jego ramieniu. – Zastanów się nad tym, jak dużo rzeczywiście warto w to wkładać. A potem spróbuj zaangażować taką samą ilość energii w siebie. Śpij, jedz, przeczytaj coś fajnego, idź na spacer, naucz się czegoś. Ładuj swoje akumulatory.
Klara spojrzała na niego z podziwem i lekkim zdziwieniem.
– Skąd ty wiesz takie rzeczy? – zapytała cicho.
– Z twardej szkoły życia – odparł. – Z błędów własnych i rodziców. Obojga.
Klara zamarła. Temat jego mamy trochę jej ciążył. Nie wiedziała, w jaki sposób przyznać się do tego, że ją poznała. To chyba nie był odpowiedni moment. Ale czuła, że jeśli będzie za długo zwlekać, Maks może mieć do niej żal. Całkiem słuszny.
– Tak – dodał chłopak, uśmiechając się lekko. – Twarda szkoła życia uczy czasem więcej i szybciej niż psychologia, choć oczywiście nie wątpię, że twoje studia są świetne – zastrzegł się od razu. – Szczerze mówiąc, chętnie posłuchałbym jakiegoś wykładu. Może ktoś by mi udzielił odpowiedzi, czemu życie jest takie skomplikowane.
Tomek podniósł głowę znad talerza z zupą.
– Też bym chciał wiedzieć – zgłosił się. – Bo na razie jedyne, czego jestem pewien, to faktu, że ta zupa jest naprawdę przepyszna – powiedział. – Daje moc.
– Nie wiem, czy byście się nie rozczarowali – odparła Klara, marszcząc brwi. – Takich ostatecznych odpowiedzi chyba na żadnej uczelni nie ma. Przynajmniej ja na razie nie znalazłam. Ale na pewno wiele ciekawych rzeczy można usłyszeć.
– To co, odpoczywamy przed jutrem? – Tomek wstał i odniósł talerz do zlewu. Trochę odżył. – Idę rano do pracy. I tak nie wytrzymam sam.
– No dobrze – zgodził się Maks. – Jedziemy w takim razie do kawiarni razem, najwcześniej, jak tylko nam się uda zwlec, a Klara na uczelnię. Kurczę, nigdy nie sądziłem, że zacznę kogoś gonić do nauki. – Uśmiechnął się do dziewczyny. – Ale tak trzeba.
Klara zawahała się, ale nie zdążyła zareagować. W tej samej bowiem chwili zadzwonił telefon.
– Tata – powiedział cicho Maks. – Czekajcie, muszę odebrać.
Wstał od stołu. Wyglądał na przestraszonego. Serce Klary zadrżało. Ten bezczelny, pewny siebie chłopak, który jeszcze nie tak dawno niczego się nie bał, teraz wstrzymywał oddech, uważnie słuchał, kiwał głową i mówił tylko: „okej, okej”.
Rozłączył się.
– Muszę jechać – powiedział cicho, a Klara od razu podążyła za nim do przedpokoju. – Ale wrócę tu, jak tylko będzie to możliwe. Szkoda, że motocykl został pod galerią. Będzie trudniej, jednak nic się nie martw, poradzę sobie.
Nie wiedział, czy się o niego niepokoi, chciał, żeby tak właśnie było.
– Co się stało? – zapytała, a on poczuł, jak napięcie trochę go opuszcza. Nie był sam i to mu sprawiało wielką ulgę, nawet jeśli troska Klary miała się okazać czysto przyjacielska.
– Tata okropnie źle się czuje po tej cholernej chemii – odpowiedział cicho. – A za dwa tygodnie następna. Muszę doprowadzić go do dobrego stanu. Nie możemy tego przerwać. Kiedy tylko zaśnie, poproszę sąsiadkę, żeby przy nim posiedziała. Ona się zawsze cieszy, jak może pomóc. Starsza pani, samotna, chce być potrzebna.
– Szkoda, że nie młodsza i ładna. – Klara uśmiechnęła się smutno. – I naprawdę nie musisz tu wracać po nocy. Przecież my sobie doskonale damy radę.
– To mnie najbardziej martwi. – Spojrzał jej w oczy.
Cofnęła się o krok. Nie była gotowa o tym rozmawiać.
– Rozumiem cię – powiedziała szybko. – Gdybyś potrzebował pomocy w sprawie taty, to mów – wróciła od razu do poprzedniej kwestii, o wiele bezpieczniejszej.
– Może się tak zdarzyć. – Przysunął się do niej bliżej. Tak bardzo chciał ją teraz objąć, że aż się wystraszył siły tego pragnienia. – Tak – potwierdził. – To całkiem prawdopodobne, że wsparcie się przyda – dodał. Nie zamierzał rezygnować z takiej szansy, skoro Klara sama to zaproponowała.
Długo czekał, wytrzymywał jej odmowę i milczenie. Brak odpowiedzi na wiadomości. Komentarze znajomych, że już po wszystkim, ta dziewczyna nie da mu drugiej szansy. Paradoksalnie była spośród wszystkich, z jakimi kiedykolwiek się spotykał, tą, którą skrzywdził najmniej.
Może nie powiedział jej wszystkiego o sobie, ale to przecież żadna zbrodnia na początku relacji. Pewne bardzo osobiste zwierzenia pojawiają się zwykle dopiero z czasem, gdy ludzie nabiorą do siebie zaufania. Okłamał ją, to fakt, ale nie w istotnej sprawie. Owszem trochę zlekceważył, nie znał jej za dobrze, nieprawidłowo oszacował jej charakter i wyjątkowość. Głównie z tego powodu, że nigdy wcześniej nie spotkał takiej osoby. To też jednak nie była aż taka przewina. Ludzie się zdradzają, okłamują, zostawiają bez słowa, manipulują, wykorzystują…
Ale Klara miała inne standardy. Zostawiła go i nie umiał sobie z tym poradzić.
– Naprawdę mogę zadzwonić, jeśli pojawi się pilna potrzeba? – upewnił się jeszcze.
Kiwnęła głową. A wtedy nie wahał się już ani chwili. Podszedł do niej blisko i mocno ją objął. Zaskoczona Klara poddała się temu gestowi. Uznała, że to przyjacielski uścisk. Ale szybko się zorientowała, że każdy bliższy kontakt z Maksem jest jednak niebezpieczny. W jego ramionach było coś pociągającego, uzależniającego. Jeszcze chwila i nie będzie umiała się temu oprzeć.
– W razie czego dawaj znać – powiedziała, po czym szybko się wyplątała z objęć Maksa i poszła do kuchni.
Siedział tam chłopak, który naprawdę potrafił kochać. Dla Tomka miłość do jego dziewczyny była całym światem, nie kolejną próbą, zabawą ani grą, lecz czymś naprawdę ważnym: dobrym, uczciwym, transparentnym. Uścisnęła jego ramię.
– Połóż się – powiedziała serdecznym tonem. – Rano cię obudzę.
Ucieszyła się, że nie widział sceny w przedpokoju. Stanął pod oknem, ściskając w dłoniach szklankę z wodą, ale chyba nie upił nawet łyka. Wciąż była pełna. Patrzył w dal, ale pewnie nie dostrzegał żadnych realnych szczegółów krajobrazu. Męczyły go wspomnienia. Znała to.
– Chodź. – Położyła mu dłoń na ramieniu. – Potrzebujesz odpocząć.
Uścisnął jej rękę, a potem gwałtownie się obrócił. Objął ją mocno. Klara aż wstrzymała oddech. Doświadczała tego gestu drugi raz w ciągu kilku minut. Teraz czuła się jednak całkiem inaczej. Spokojnie i bezpiecznie.
Tego właśnie szukała i wyglądało na to, że życie samo podpowiadało jej odpowiednią drogę.
Zaczęli się przygotowywać do snu. Oboje ledwo się trzymali na nogach.ROZDZIAŁ 2
Następnego ranka Damian, tata Klary, obudził się bardzo wcześnie. Była czwarta, czas tuż przed świtem, ptaki śpiewały jak oszalałe, wiosna nadchodziła wielkimi krokami, a na zewnątrz robiło się przyjemnie ciepło.
Ale to nic nie znaczyło wobec faktu, że czuł się tak szczęśliwy jak chyba nigdy dotąd. Przytulał kobietę, która pojawiła się w jego życiu zupełnie nieoczekiwanie. A co najbardziej zaskakujące – zdawała się rozumieć i akceptować wszystko.
Olga okazała się cudem, którego nie spodziewał się doświadczyć.
Nie znali się długo, ale wiedzieli o sobie bardzo dużo, zwłaszcza o tych najbardziej trudnych momentach z życia, które zwykle ukrywa się na początku relacji. O swoich błędach, pomyłkach, złych decyzjach.
– Hej! – odezwała się, odwracając powoli w jego stronę. Wyczuła, że on już nie śpi. Tak mają tylko ludzie, którzy się bardzo i szczerze kochają. Są na siebie nawzajem wyczuleni. – Dzień dobry – dodała ciepło. – Jak ci się spało w moim mieszkaniu?
– Doskonale – odpowiedział. – Aż się boję uwierzyć, że to się naprawdę dzieje. – Uśmiechnął się i spojrzał na nią. Podobała mu się taka zaspana, z rozburzoną fryzurą, bez makijażu, ale za to z porannymi rumieńcami.
– Czemu się boisz? – Pogłaskała go, a potem wsunęła mu palce we włosy i podrapała go po karku. Lubił to. – Wszystko dzieje się naprawdę – dodała.
– Zwykle kobiety, kiedy dowiadywały się, jaką mam pracę, jak żyję, szybko odchodziły. – Westchnął, a potem przymknął oczy. – Nie udało mi się nigdy stworzyć niczego trwałego. Czasem myślę o tym, jak wiele niefajnych rzeczy działo się w moim życiu, jaki byłem głupi.
– Niektórzy też byli bardzo głupi. – Olga zareagowała od razu.
Także nosiła w sobie ciężkie, gryzące wyrzuty sumienia, zwłaszcza wobec Maksa, syna, którego kiedyś zostawiła i nie umiała wrócić, aż stało się to za trudne, być może teraz całkiem już niemożliwe. To ciągle bolało.
– Nie licytuj się znowu. – Roześmiał się i pocałował ją. – Dobrze wiesz, że pod względem życiowych katastrof oboje mamy niezłe osiągi. Ale są i tego dobre strony, teraz jesteśmy mądrzy, nie tylko starsi jak wiele osób.
Przytuliła się do niego i westchnęła.
– Też mi z tobą dobrze – powiedziała, przeciągając się powoli. – Tak tu ciepło, miękko i bezpiecznie. Nie mam pojęcia, jak się stąd wydostaniemy, żeby pójść do pracy. Wiem już. Nie zrobimy tego! – poddała się spektakularnie.
– Zgadzam się. – Damian na samą myśl o wstawaniu też czuł opór. – Przytulę cię mocno i zostaniemy tu na zawsze. Powiedz sama, czy to nie jest idealne miejsce do życia? Takie fajne łóżko, doskonałe towarzystwo. Czego chcieć więcej?
– Ja jestem trochę głodna – przyznała Olga.
– Nie mów, że możesz myśleć o jedzeniu w tak romantycznym momencie? – oburzył się. – A podobno to my, mężczyźni, jesteśmy przyziemni.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki