Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Dom dziurawych tęsknot - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 lutego 2026
10,20
1020 pkt
punktów Virtualo

Dom dziurawych tęsknot - ebook

Znajdziecie tu rzetelny namysł nad światem, nieobojętność wobec tego, co poeta postrzega i czuje, echo rozległych lektur, z którymi czasem współbrzmi, a czasem polemizuje, analizę własnych emocji bez taryfy ulgowej, ale i czułość w wielu jej odcieniach i liryczny oddech — Daria Danuta Lisiecka, redaktorka Radia z Qlturą, współredaktorka magazynu „Babiniec Literacki”.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Poezja
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8440-348-8
Rozmiar pliku: 1,4 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Nie przestaję się dziwić, że zbiór ten jest debiutem poetyckim Przemysława Trenka, twórcy od lat funkcjonującego w przestrzeniach medialnych, a nawet publicznych, którego wiersze od czasu do czasu pojawiają się, wyświetlane na krakowskich murach.

Znajdziecie tu rzetelny namysł nad światem, nieobojętność wobec tego, co poeta postrzega i czuje, echo rozległych lektur, z którymi czasem współbrzmi, a czasem polemizuje, analizę własnych emocji bez taryfy ulgowej, ale i czułość w wielu jej odcieniach i liryczny oddech.

Daria Danuta Lisiecka, redaktorka Radia z Qlturą, współredaktorka magazynu „Babiniec Literacki”***

„Dom dziurawych tęsknot”, to tomik który odsłania miejsca, w których życie już od dawna nie jest oczywistością. Każdy kolejny dzień negocjuje się z bólem, lękiem i pamięcią. Wiersze Przemka są zapisem takiej właśnie codzienności — rozpinającej się między szpitalnym korytarzem a domową kuchnią, między tarasem z kolejnym papierosem a wnętrzem własnej głowy, która nie daje wytchnienia. Autor nawet nie próbuje szukać „ładnych” odpowiedzi na „brzydkie” pytania. Mówi wprost o depresji, uzależnieniu, o ciele i śmierci, nie dodając do tego żadnych dekoracji, za to robi to z czułą ironią i autoironicznym humorem, który bywa ostatnią formą obrony.

W zebranych tu tekstach spotykamy Harasymowicza, Ginsberga, Burroughsa i Beksińskiego, ale też, co ważniejsze, bardzo osobisty głos kogoś, kto już wie, że „nie wszystko da się powiedzieć”, a mimo to uparcie stara się nazwać własny mrok. Przemek Trenk przedstawia w tym tomiku świat oniryczny, pełen „little people”, sznurów w lesie, sal szpitalnych, pustych butelek i ławki ojca, a jednocześnie tak zaskakująco bliski, bo rozpoznajemy w nim własne zmęczenie, własny wstyd i niezgodę na to, co jest. Można powiedzieć, że poezja jest tu autoterapią, próbą utrzymania kontaktu z samym sobą, kiedy wszystko wokół się rozpada.
„Dom dziurawych tęsknot” to nie są wiersze „do poduszki”, raczej do czytania przy lampce nocnej, kiedy miasto już śpi, i człowiek zostaje sam z myślą, że może „mentalnie jest trupem”, ale nadal potrafi mówić. Pozwól się poprowadzić tym głosem, a być może odkryjesz, że w tej bezlitosnej szczerości jest coś oczyszczającego, mianowicie prawo do słabości, do wahania, i do kolejnej próby.

Niech to „słowo wstępne” będzie tylko uchyleniem drzwi. Resztę, czyli całą drogę przez rozdarcia egzystencjonalne, czarny humor i czułe tęsknoty — odbędziesz osobiście, razem z Autorem.

Agnieszka Dyszak, redaktorkaEgzystencjalne rozterki

nie rozumiem tego świata

chyba nigdy go nie rozumiałem

mam wyobrażenia jak mógłby działać ale

gdzieś między perspektywą myśli

a dysonansem moich o nim pojęć i osądów

zgubiłem wiarę że jeszcze będzie dobrze

na wycieraczce znów ślady błota

pukanie do drzwi

ten natręt spod siódemki

przyszedł zapytać czy oglądam mecz

tak do cholery oglądam

z niekłamaną przyjemnością zamykam przed nim drzwi

czekam w napięciu aż trzasną

chwilę potem mam wyrzut sumienia

otwieram je

mam wrażenie że wszystko wokół się zacieśnia zawęża

podwórko ma coraz mniej miejsca na pranie

w piaskownicy pod oknami pies

tej grubej i pyskatej blondyny

wciąż zostawia dowody na to że jego system trawienny

pracuje na wysokich obrotach

zastanawiam się jakby to było

gdyby świat zaczął kręcić się w przeciwną stronę

wieczorami gdy wszystko wokół zamiera

siadam w bujanym fotelu

z poezją Harasymowicza

myślę że tak trzeba brnąć przez mgłę

wspinać się po schodach

świat już taki jest

tylko ta jedna mała igiełka pod paznokciem

gdzie w nim jest miejsce dla mnieLunatic Lady w zamkniętym obiegu krwi

a co jeśli zagrożenie wynikające z (nie)tęsknienia

to potencjalnie (nie)możliwy mechanizm

który w(y)tłacza w nas obraz wciąż (nie)doskonałej miłości?

zakładam że ów mechanizm

na emocje raczej nie wpływa

chociaż czysto teoretycznie

można teoretyzować czy aby na pewno

a jeśli emocje chorują na arytmię?

zachwianie rytmu ich przebiegu

ta jedna najważniejsza myśl

lunatykuje w zamkniętym obiegu krwi

(nie) szuka drogi powrotnej

pierwotnej materii

dostrzegasz w tym brak symetrii

i kompletny brak logiki

obraz jest tylko złu(wi)dzeniem

z tęsknotą związany (nie)rozerwalnie

cierpisz na podskórne wylewy ukrytych pragnień

które zapamiętujesz

zapisujesz na skasowanych biletach

wielowymiarowość wielokryterialność

(nie)świadomej miłości sposób jej wyboru

bezwolność i losowość skutków jej (nie)używania

węzłem małżeńskim związana z

zabawy farmakologią

z powodu kolejnej pustej nocy

bywają (nie)często śmiertelne

chyba że w porę

zażyję zdrowego(rozsądku)Dzień otwarty w domu wariatów

spójrz jaki ładny szpital psychiatryczny

dom wariatów tuż przy pomniku Pregabaliny i Relanium

wyostrzyli prętom w ogrodzeniu troskliwe zakończenia

by beneficjenci na koszt państwa

wiedli w miarę bezpieczne życie

do swojego końca

a teraz pora na kolejny zastrzyk

spójrz jaki ładny dom wariatów

na pierwszy rzut oka pierwsza klasa

tylko łoża jakieś takie madejowe

i pasy wrzynają się w nadgarstki

jeden z lekarzy

zapewne też pacjent w sekrecie

pływa nago w suchym basenie

w niedziele zawsze są odwiedziny

przychodzą rodziny tych co noszą koszulki

z napisem „kopnij mnie w dupę”

przywożą im ciastka z Biedronki

Krystynki z Ciechocinka

i czekoladę która nie przeszła kontroli jakości

w toruńskim Koperniku

jeden z profesorów

specjalista od napadów normalności

trzyma na smyczy szczoteczkę do zębów

kruk ubrany w biały kitel

siedzi przy żółtej bramie

wskazując napis

„Łatwo tu wejść, lecz znacznie trudniej wyjść”Rocznik 1976

w sumie to mam lat naście

nigdy dzieścia

czy dzieści

i nie jestem pewien czy kiedyś

do siebie dojrzeję

może to chwilowe

(za)chwianie emocjonalne

a może (nie)pewność

jutra

a wszystko skupia się na tym

żeby nie upaść na mordę

na śliskim lodzie człowieczej egzystencji

czy to w ogóle możliwe?

zastanawiam się czy łyżwy naostrzone

zapięcia mocne

czy stopa dobrze się ułoży

a jeśli upadnę

może by tak przyspawać

dodatkową płozę?

ludzie powiadają że dzieci

łatwo się przewracają

zwłaszcza te na wózkach inwalidzkich

boję się

ale ten lęk odkładam na jutro

pojutrze

miesiąc

rok

dziś staję twarzą w twarz

z tym zarośniętym facetem w lustrze

i znów jestem dzielny jakbym

miał lat naścieNiewiadoma X

myślisz że powiedzą coś więcej

niż powinieneś wiedzieć?

myślisz że wiedzą o tobie więcej niż ty sam?

powiedzą tylko tyle

ile muszą

powiedzą tylko tyle

ile wynajęty speaker tele(wizyjny)

nie będzie przerwy na reklamę modlitwy

rachunku sumienia

tylko suche fakty

jak żyłeś i jak umarłeś

kilka uciętych fotek

obraz kaplicy

i wynajęte płaczki

nie będzie tacy

świeczek i kwiatów

przemowy i smutku

będą twarze wycięte

z lokalnego szmatławca

tanie wino i catering za trzy grosze

będzie sztuczny śnieg

sztuczne łzy

i przecinek nad ypsylonem

zamiast tej dantejskiej damasceńskiej kropki

nie powiedzą ci jak tam jest

nie przeprowadzą na drugą stronę

ale pomogą ci przyjść na świat

tylko po to abyś wcale nie miał lepiej

niż ich bóg zamknięty w czterech ścianach

grząskiej wiary żeś kurwa nieśmiertelny

nie wierzysz?

dotknij zimnych drutów wystających z ich twarzyPoczątek i koniec

spoglądam na ciebie z perspektywy

ukrytych pragnień

znów trzymasz stopy w ciepłych dłoniach

wiersz pieścisz pod językiem

herbata z wierzbówki ogrzewa

twoje serce gdy przyciskasz kubek do żeber

a moje włosy splecione w samurajski kok

wrastają w ziemię

wymawiam umowę najmu

m1 na cmentarzu

nie stać mnie na drogi czynsz

niech ten łajdak wiatr

strąci ze mnie naiwność

uciekam i wracam do siebie

jak ten marnotrawny

licząc że nie będę sobie współczuł

znów niesiesz moje serce

nie patrząc w szpary mokrych chodników

z nieba spadł parowóz

miał wagony pełne wciąż

nieprzeczytanych książek

nucę tobie do ucha refren

ułożonej przeze mnie piosenki

„wniknij ze mną w lewą stronę skóry

nie pytając o miłość”

nieśmiertelność

ona zaczyna się tam

gdzie krew krąży w odwrotną stronę

tam wszystko ma swój początek
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij