Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Dom - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
25 marca 2026
3200 pkt
punktów Virtualo

Dom - ebook

Arcydzieło Horroru. Trzeci tom sagi „Blackwater”.
Rok 1928. Mary-Love Caskey od chwili pojawienia się w Perdido Elinor Dammert jest wobec niej podejrzliwa, a kiedy ta poślubia jej syna, niechęć starszej kobiety przeradza się we wrogość. Żadne środki w wojnie między teściową i synową nie są zbyt drastyczne, zwłaszcza kiedy Mary-Love podstępem odbiera Oscarowi i jego żonie ich pierwsze dziecko – to warunek, by mogli zamieszkać w domu, który dla nich wybudowała. Nie wie jednak, że jej przeciwniczka może wykorzystać rzekę do własnych celów i ma w niej groźnego sprzymierzeńca.

Saga „Blackwater”, po latach odkryta na nowo, stała się bestsellerem w wielu krajach – w samej Europie sprzedano ponad 2 miliony egzemplarzy.

Klasyka współczesnej powieści grozy i ukoronowanie bogatej i różnorodnej twórczości porównywanego z H.P. Lovecraftem Michaela McDowella.

Mroczna saga rodzinna, której akcja rozgrywa się na przestrzeni pięćdziesięciu lat w miasteczku Perdido w stanie Alabama, gdzie w niedzielę wielkanocną 1919 roku podczas wielkiej powodzi pojawia się tajemnicza nieznajoma…

Wyjątkowa niespodzianka dla miłośników literatury grozy w najlepszym, klasycznym stylu. Wspaniałe –  wysmakowane estetycznie i edytorsko – ilustrowane wydanie sześciotomowej sagi „Blackwater” Michaela McDowella, cenionego przez Stephena Kinga scenarzysty (autora między innymi scenariuszy do „Soku z żuka” i „Miasteczka Halloween” Tima Burtona, serialu telewizyjnego „Opowieści z krypty”, czy filmowej adaptacji powieści „Chudszy” Kinga) oraz powieściopisarza, tworzącego głównie horrory w nurcie amerykańskiego południowego gotyku.
Fascynująca. Przerażająca. Po prostu wspaniała! - Stephen King
Bez cienia wątpliwości jeden z absolutnie najlepszych autorów horrorów. - Peter Straub
Jeden z najwybitniejszych i najbardziej niedocenianych pisarzy tego gatunku. - Poppy Z. Brite, autorka powieści „Wykwintne zwłoki”

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Horror i thriller
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8439-120-4
Rozmiar pliku: 7,5 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Michael McDowell

(1950–1999)

Amerykański pisarz pochodzący z Alabamy, często porównywany do H.P. Lovecrafta. Studiował anglistykę na Harvardzie, a w 1978 roku uzyskał tytuł doktora literatury angielskiej na Uniwersytecie Brandeisa.

Zadebiutował w 1979 roku powieścią _The Amulet_, ale największą popularność przyniosły mu horrory napisane w stylu nazywanym „gotykiem amerykańskiego Południa”: _Cold Moon Over Babylon_, _Żywiołaki_ oraz cykl _Blackwater_. Łącznie – pod własnym nazwiskiem i pseudonimami – McDowell napisał ponad 30 powieści. Jego ostatnią książkę, _Candles Burning_, dokończyła po śmierci pisarza żona Stephena Kinga, Tabitha King.

W 1985 roku zaczął pisać scenariusze dla telewizji: do seriali _Opowieści z ciemnej strony_, _Opowieści z krypty_ i _Alfred Hitchcock przedstawia_. Jest również autorem scenariuszy filmowych, między innymi do _Soku z żuka_ Tima Burtona oraz do słynnego filmu animowanego _Miasteczko Halloween_.MIRIAM I FRANCES

Frances i Miriam Caskey były siostrami urodzonymi w odstępie zaledwie roku. Mieszkały w sąsiednich domach, oddalonych od siebie o kilkadziesiąt metrów, między obydwoma gospodarstwami utrzymywano jednak tak rzadkie kontakty, że gdy dziewczynki się spotykały – podczas rzadkich rodzinnych uroczystości w imperium Caskeyów – zachowywały się wobec siebie nieśmiało i nieufnie.

Chociaż Miriam była starsza od Frances tylko o dwanaście miesięcy, sprawiała wrażenie dojrzalszej od siostry o całe lata. Wychowywała ją babcia Mary-Love razem ze swoją córką, Siostrą Haskew – dopóki ta druga nie wyprowadziła się z mężem z Perdido – i przez całe siedem lat obie kobiety chuchały na Miriam i dmuchały, hołubiły ją i rozpieszczały aż do granic rozsądku. W 1926 roku Siostra, zdegustowana do reszty wścibstwem i apodyktycznym natręctwem matki, namówiła męża, żeby wyprowadzili się do Missisipi. Mary-Love i Miriam zostały same w pustym wielkim domu i od tej pory we dwie dotrzymywały sobie towarzystwa, dawały wsparcie i pociechę. W Perdido panowała powszechna opinia, że Miriam jest kropka w kropkę taka sama jak babcia i ani trochę nie przypomina matki, która mieszka w sąsiednim domu i widuje córkę rzadziej niż fryzjera.

Jak wszyscy Caskeyowie Miriam była wysoka i smukła, a Mary-Love dokładała wszelkich starań, żeby wnuczka zawsze miała najlepszą i najmodniejszą dziecięcą garderobę. W efekcie dziewczynka od najwcześniejszych lat przejawiała pedantyczną wręcz dbałość o wygląd oraz wybredność. Mówiła niemal bez ustanku, ale nigdy zbyt głośno – najczęściej o tym, co widziała u innych, co ostatnio dostała i czego jeszcze pragnęła. Miała własny pokój, urządzony specjalnie dla niej, zgodnie z jej upodobaniami. Sama wybrała sobie mały zamykany sekretarzyk z salonu wystawowego w Mobile. Uwielbiała niezliczone maleńkie szufladki, które z czasem wypełniły się niezliczonymi skarbami: guziczkami, koronkami, tanią biżuterią, ołówkami, porcelanowymi figurkami psów, błyskotkami, wstążeczkami, ścinkami kolorowego papieru oraz innymi okruchami życia, które można było zebrać w gospodarstwie obfitującym we wszelkie luksusy. Całymi dniami oglądała swój dobytek, układała go, przekładała, liczyła, sporządzała spis inwentarza w eleganckiej księdze rachunkowej, po czym obmyślała sposoby, żeby zdobyć następne drogocenności.

Największą jednak przyjemność sprawiało Miriam posiadanie przedmiotów, których nie pozwalano jej trzymać w pokoju: brylantów, szmaragdów, pereł, które babcia kupowała jej w prezencie na Gwiazdkę, na urodziny lub przy innych wyjątkowych okazjach, a następnie chowała w skrzynce depozytowej w Mobile.

– Jesteś jeszcze za młoda, żeby się tym bawić – tłumaczyła ukochanej wnuczce. – Ale powinnaś zawsze pamiętać, że ta biżuteria należy do ciebie.

Miriam miała dość zagmatwane wyobrażenie o dorosłości i nie była pewna, czy kiedykolwiek osiągnie ten wzniosły stan. Nie wiedziała również, czy rzeczywiście dostanie kiedyś na własność upragnione klejnoty, lecz jak na razie nie miało to dla niej wielkiego znaczenia. Co wieczór przed zaśnięciem rozmyślała o tych dalekich, zamkniętych w cichej skrzynce depozytowej skarbach i myśli te zastępowały dziewczynce kołysanki, których nigdy nie śpiewała jej prawdziwa mama.

Frances Caskey krańcowo różniła się od siostry. Podczas gdy Miriam była silna i kipiała prężną, nerwową energią, Frances zdawała się mieć dość kruchą władzę nad swoim ciałem i zdrowiem. Z niepokojącą łatwością łapała przeziębienia i gorączki; dostawała uczuleń i niezdiagnozowanych przelotnych chorób równie często, jak inne dzieci zdzierają sobie kolana. Była nieśmiała i myśl o tym, że mogłaby zazdrościć siostrze – ubrań, pewności siebie czy atencji, jaką otaczała ją babka – wydawała jej się równie obca jak ta, żeby ogłosić się Królową Wszechameryki.

Frances spędzała każdy dzień w towarzystwie Zaddie Sapp. Cicho i wstydliwie snuła się za ciemnoskórą dziewczyną krok w krok po całym domu; to coś wynosiła, to przynosiła, pomagając jej w kuchni, albo siedziała na stołku w kącie i gorliwie unosiła nogi, kiedy Zaddie zamiatała podłogę, wycierała kurze czy polerowała meble. Frances zawsze była grzeczna, nigdy nie rozrabiała, cierpliwie znosiła choroby i wszystkie zabiegi pielęgnacyjne, chętnie, a nawet z zapałem wykonywała zlecone zadania. Była tak skromna i potulna, że babcia Mary-Love, choć rzadko widywała młodszą wnuczkę, potrząsała ją za ramiona i wołała:

– Dziecko drogie, miejże w sobie trochę ikry! Gdzie twój temperament? Zachowujesz się, jakbyś się bała własnego cienia!

Każdego ranka Frances wymykała się na górną werandę od frontu i ukradkiem obserwowała, jak jej siostra wyjeżdża do szkoły. Miriam w starannie wykrochmalonej sukience i błyszczących bucikach wychodziła z książkami z domu i siadała na tylnym siedzeniu Packarda. A wtedy Mary-Love wołała z progu:

– Bray! Zawieź Miriam do szkoły!

Bray odrywał się od roboty w ogrodzie, otrzepywał dłonie i odjeżdżał z dziewczynką siedzącą bez ruchu i statecznie, jakby wieziono ją na audiencję u królowej Anglii. Po południu, kiedy Frances widziała wyjeżdżającego z domu Braya, znów wymykała się na werandę i czekała, żeby zobaczyć siostrę powracającą ze szkoły, równie nieskazitelną, niewzruszoną i wymuskaną jak rano, gdy wychodziła z domu.

Frances nie była zazdrosna o siostrę; darzyła ją nabożnym podziwem i pielęgnowała w pamięci każde wspomnienie chwili, gdy Miriam obdarzyła ją miłym słowem. Nosiła na szyi cieniutki złoty łańcuszek z medalionem, który rok temu dostała od niej na Gwiazdkę. Nie wzięła sobie do serca tego, co siostra wyszeptała jej potem do ucha:

– Babcia go wybrała, Ivey znalazła pudełko, a potem podpisały je moim imieniem. Nawet nie widziałam na oczy tego łańcuszka. Nie wydałabym na ciebie tylu pieniędzy.

Latem 1928 roku Frances nie mogła się doczekać, kiedy pójdzie do pierwszej klasy. Przez całe wakacje zastanawiała się, czy pozwolą jej jeździć do szkoły razem z Miriam i Brayem. Nie miała śmiałości zapytać o to rodziców, ponieważ bała się usłyszeć odmowę. Przechodził ją radosny dreszcz na myśl, że mogłaby siedzieć obok siostry na tylnym siedzeniu Packarda. Snuła marzenia o tym, że zostają z Miriam wielkimi przyjaciółkami.

Kiedy w końcu nadszedł pierwszy dzień szkoły, Zaddie ubrała Frances w najlepszą sukienkę, Oscar pocałował córkę na pożegnanie, a Elinor przykazała jej, żeby była grzeczna i mądra. Dziewczynka wyszła podekscytowana przed drzwi – miała wrażenie, jakby robiła to pierwszy raz w życiu – i w tej samej chwili zobaczyła odjeżdżającego Packarda z Brayem za kierownicą. Na tylnym siedzeniu siedziała jak zawsze nienagannie wystrojona Miriam.

Frances usiadła na stopniach domu i rozpłakała się.

Oscar pomaszerował do domu matki i wszedł bez pukania.

– Na miły Bóg, mamo, jak mogłaś pozwolić Brayowi odjechać i zostawić Frances siedzącą na schodach?

– Och, czyżby zamierzała jechać razem z Miriam? – spytała Mary-Love z udawanym zdziwieniem.

– Dobrze wiesz, że tak. To jej pierwszy dzień w szkole. Miriam mogła zaprowadzić siostrę do klasy.

– Ależ to nie wchodziło w grę – rzuciła Mary-Love. – Spóźniłaby się na lekcje. Jak mogę pozwolić, żeby Miriam spóźniła się na lekcje pierwszego dnia szkoły?

Oscar westchnął.

– Miriam nie spóźniłaby się na lekcje, mamo. A biedna Frances siedzi na schodach i płacze gorzkimi łzami.

– Nic na to nie poradzę – odparła niewzruszona Mary-Love.

– Mamo, powiedz wprost: pozwolisz mojej córce jeździć do szkoły razem z Brayem i Miriam czy nie?

Mary-Love zastanawiała się przez dłuższą chwilę i w końcu odparła niechętnie:

– Jeśli Frances się przy tym upiera… Ale tylko pod warunkiem, że będzie już czekać w samochodzie, kiedy Miriam wyjdzie z domu. Nie pozwolę, żeby jakikolwiek cień padł na reputację mojej dziewczynki tylko dlatego, że Frances nie umie się ubrać na czas.

– Zapominasz, że płacę Brayowi połowę jego pensji.

– A ty zapominasz, że to jest mój samochód.

Oscar był wściekły. Tego pierwszego dnia naukowej kariery młodszej córki sam ją odwiózł do szkoły, zaprowadził do właściwej klasy i przedstawił nauczycielce.

Podczas obiadu zrelacjonował żonie rozmowę z matką.

– Twoja mama traktuje Frances jak brud pod stopami, Oscarze – skomentowała Elinor. – Nawet nie chcę myśleć, ile brylantów kupiła Miriam. Nie chcę myśleć, ile rubinów i pereł jest warte to dziecko. Łańcuszek z medalionem, który przysłały Frances na święta, musiał kosztować całe siedemdziesiąt centów. Nie chcę żadnej łaski od pani Mary-Love. Nie pozwolę, żeby Frances jeździła tym samochodem. Niech ludzie w mieście zobaczą, jak twoja matka traktuje własną wnuczkę!

Frances, która tak bardzo pragnęła bliskości ze starszą siostrą, nie zaznała od niej ani odrobiny przyjaźni. Codziennie rano Zaddie brała Frances za rękę, prowadziła na piechotę do szkoły i zostawiała pod drzwiami klasy. Czasem Bray i Miriam, jadąc samochodem, mijali je na drodze, lecz Miriam nawet nie pomachała ręką ani nie skinęła głową młodszej siostrze. Na szkolnym boisku nie brała udziału w żadnej grze ani zabawie, w której uczestniczyła Frances.

– Jestem w drugiej klasie – oznajmiała przy rzadkich okazjach, kiedy raczyła otworzyć do niej usta. – Wiem o tyle więcej od ciebie.

Kiedy mówiąc to, rozpościerała ramiona na całą szerokość, Frances czuła się przytłoczona swoją niższością.

Lekceważenie, jakie Mary-Love okazywała młodszej wnuczce, nie uszło uwagi Miriam, która utwierdzała się w pogardzie dla siostry. Wstydziła się jej nieśmiałości, jej pośledniego ubrania, jej emocjonalnej i koleżeńskiej więzi z Zaddie, jej niewiedzy na temat prawdziwych klejnotów, prawdziwych kryształów i cennej porcelany.

Niechęć Miriam wobec Frances nasiliła się w pierwszych tygodniach grudnia, kiedy uczniowie pierwszej i drugiej klasy szkoły podstawowej w Perdido wzięli udział w szkolnej akcji charytatywnej. Uczniowie sprzedawali znaczki w ramach zbiórki pieniędzy na leczenie gruźlicy. Miriam uważała chodzenie od drzwi do drzwi niczym domokrążny handlarz za rzecz poniżej swojej godności. Postanowiła powtórzyć to, co zrobiła rok wcześniej: sprzedała kilka znaczków babci oraz Queenie tylko po to, żeby obok jej nazwiska na tablicach rozwieszonych na szkolnym korytarzu nie widniało zero.

Natomiast Frances na swój dziecięcy sposób podeszła do sprawy z ogromną powagą i wzięła sobie za punkt honoru sprzedanie tylu znaczków, ile tylko da radę, ponieważ pani nauczycielka powiedziała, że jest to szczytny cel. Za zgodą Oscara przyszła do tartaku i krążyła od biurka do biurka, od robotnika do robotnika. Jej nieśmiałość, kruchość oraz dziecięcy urok ujmowały każdego za serce, tak że wszyscy kupowali od niej całe bloczki znaczków. James Caskey i jego córka Grace kupili więcej niż wszyscy pracownicy tartaku razem wzięci. Zanim Frances się obejrzała, sprzedała najwięcej znaczków spośród wszystkich uczniów pierwszej klasy.

Zdumiona Miriam poczuła się upokorzona jej sukcesem. Nagle najważniejszą rzeczą na świecie stało się pokonanie siostry w świątecznej akcji charytatywnej. Mary-Love, nie zrozumiawszy, jaką wagę przedstawia dla wnuczki sprawa znaczków, odmówiła kupna większej liczby, niż mogła wykorzystać. Miriam udała się więc do Jamesa i Grace, a ci zapewnili ją, że chętnie wyświadczyliby jej tę przysługę, ale obkupili się już nad miarę. Pojechała więc do tartaku, lecz tam wszyscy pracownicy opróżnili wcześniej portfele dla Frances. Zniżyła się nawet do tego, żeby zapukać do kilku domów, lecz ponieważ akcja trwała już od dawna, każdy, kto był skłonny kupić znaczki, zdążył to zrobić.

Zdesperowana Miriam poszła znowu do babci i wyznała jej prawdę o swojej zgryzocie. Wbrew obawom dziewczynki Mary-Love wcale się na nią nie rozzłościła.

– Chcesz mi powiedzieć, skarbie, że ta niedojda z sąsiedztwa może cię pokonać, chociaż jest dopiero w pierwszej klasie?

– James i Grace kupili od niej bardzo dużo znaczków, babciu. A ode mnie nie chcieli kupić ani jednego!

– Nie chcieli od ciebie kupić? A kupili od Frances?

Miriam ponuro pokiwała głową.

– Nie cierpię Frances! – warknęła.

– Nie pozwolę, żeby pokonało cię dziecko Elinor Caskey! Czy wiesz, ile zarobiła na sprzedaży?

– Trzydzieści pięć dolarów i trzydzieści pięć centów.

– A ty?

– Trzy dolary i dziesięć centów.

– Kiedy kończy się ta akcja?

– Pojutrze.

– Dobrze więc – odparła Mary-Love, zniżając głos. – Powiem ci, co zrobimy. Jutro po szkole dowiesz się, czy Frances sprzedała jeszcze jakieś znaczki, i przyjdziesz mi powiedzieć, ile w sumie nazbierała, rozumiesz?

Tak więc ostatniego dnia świątecznej akcji Miriam Caskey przyniosła do szkoły czterdzieści dwa dolary – oszałamiającą sumę, jeśli zważyć, że wszyscy mieszkańcy Perdido mieli już pełne szuflady świątecznych znaczków, a do tej pory zarobiła tylko trochę więcej niż trzy dolary. Kiedy nauczycielka spytała ją, kto, na Boga, kupił od niej tak dużo znaczków, Miriam odparła:

– Pukałam do wszystkich drzwi w mieście. Do reszty schodziłam sobie nogi.

Siostry Caskey zajęły pierwsze i drugie miejsce w szkolnej rywalizacji, lecz Frances zdobyła o siedem dolarów mniej. Miriam wygrała Biblię z sześcioma kolorowymi ilustracjami i wszystkimi słowami Jezusa Chrystusa wydrukowanymi na czerwono. Frances dostała pudełko czekoladek.

Po rozdaniu nagród otworzyła je i poczęstowała siostrę, zapewniając, że może wziąć, ile ma ochotę. Kiedy Miriam wgryzła się w największą czekoladkę, jaką mogła znaleźć w pudełku, wiśniowe nadzienie trysnęło na jej wykrochmaloną sukienkę.

– Bleee! – zawołała ze złością. – Widzisz, co narobiłaś?! To wszystko przez ciebie! Jak ja teraz wyglądam?

Machnęła ręką i wytrąciła z rąk siostry pudełko; czekoladki wpadły w piasek szkolnego boiska.

Rywalizacja, która zrodziła się między wychowywanymi w separacji siostrami, stanowiła odzwierciedlenie znacznie poważniejszego współzawodnictwa Elinor Caskey z teściową. Relacje obu dziewczynek stały się zniekształconą miniaturą wrogości, która znamionowała relacje między ich matką a babką. W ciągu wielu lat po śmierci męża Mary-Love pełniła rolę niekwestionowanej głowy rodziny Caskeyów. Nikt nie podawał w wątpliwość jej władzy, dopóki w Perdido nie pojawiła się Elinor Dammert, która z werwą i determinacją dorównującą niezłomności Mary-Love podbiła serce jej jedynego syna, a następnie go poślubiła.

Mimo pewnych podobieństw matka i żona Oscara bardzo się różniły. Elinor brakowało hałaśliwej zawziętości Mary-Love; jej metody cechowała cicha przebiegłość. Potrafiła cierpliwie czekać na właściwy moment i zadawać ciosy błyskawiczne – czyste i zawsze niespodziewane. Mary-Love zdawała sobie z tego sprawę i z biegiem lat stawała się coraz bardziej nerwowa i narowista, jakby czekała na cios, który powali ją na łopatki. Z czasem jej nienawiść do synowej nabierała coraz więcej odpychającej zjadliwości. W Perdido wiele się na ten temat mówiło i zawsze krytycznie wobec Mary-Love.

Czym innym jest niechęć do synowej, a czym innym uczynienie z niej tematu powszechnych dyskusji. Mary-Love w końcu zrozumiała, że nie opłaca się wydawać otwartej bitwy Elinor, która potrafiła zachować spokój, jakby analizowała już następną potyczkę, podczas gdy jej teściowa z pasją angażowała gorące emocje w przebrzmiałą utarczkę. Elinor taktycznie ustępowała pola, po czym błyskała mieczem w chwili, gdy Mary-Love podnosiła rękę, by ogłosić swoje zwycięstwo. Niczym porażony gromem generał matka Oscara opuszczała pole bitwy, ale nie rezygnowała z wojny.

Znalazła w starszej wnuczce gorliwego, pozbawionego skrupułów i żądnego krwi żołnierza. A ponieważ sojuszniczka Elinor, Frances, była wątłą, nieśmiałą i bezbronną wojowniczką, potyczki sióstr kończyły się nieodmiennie bezspornym zwycięstwem Mary-Love i Miriam. Babcia codziennie stroiła wnuczkę w najpiękniejsze sukienki oraz lśniące buciki, po czym całowała ją w policzek i mówiła szeptem:

– Pamiętaj, żadnej litości.

Ani Miriam, ani Mary-Love nie czerpały jednak z tych łatwych zwycięstw żadnej satysfakcji, ponieważ Frances w ogóle nie podejmowała walki. Rozglądała się oszołomiona i nieświadoma, że znalazła się na polu bitwy. Gdyby Elinor uznała za stosowne, mogłaby nauczyć młodszą córkę metod walki i strategii, ale tego nie zrobiła. Perdido plotkowało na temat dwóch małych dziewczynek tak, jak kiedyś plotkowało na temat Elinor i Mary-Love, i dochodziło do wniosku, że Miriam jest niemiłą, kłótliwą i zarozumiałą dziewczyną, natomiast Frances kochanym i uroczym dzieckiem. Różnica ta w sposób wymowny świadczyła o obu domach, w których dziewczynki się wychowywały.

Wysyłając swoją emisariuszkę nieuzbrojoną, nieprzygotowaną, a nawet nieświadomą tego, że w jej życiu toczy się jakaś wojna, Elinor zyskała przewagę.

Ile czasu upłynie, zanim Elinor zaatakuje fortecę i wyciągnie rękę po władzę nad rodem Caskeyów? – zastanawiała się niespokojnie Mary-Love. Dlaczego dotąd tego nie zrobiła? Czyżby czekała na jakiś znak czy przepowiednię? Jeśli tak, to jaki? I jak ona może się przygotować na ten nieuchronny moment? I jakie ofiary konfliktu pozostaną na polu bitwy, zakrwawione i zdruzgotane?
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij