Dom Kier - ebook
Violet Harper wie, że jej najlepsza przyjaciółka została zamordowana. Nawet jeśli wszyscy inni uznali jej śmierć za „tragiczny wypadek”, Vi jest pewna, że tuż przed śmiercią dziewczyna próbowała powiedzieć jej coś ważnego. Tajemnicze wiadomości dotyczące elitarnej szkoły z internatem, burzliwego romansu i tajnego stowarzyszenia, w które jej przyjaciółka była uwikłana, wskazują na znacznie mroczniejszą historię.
Violet robi więc to, na co nikt inny nie ma odwagi: przenosi się do tej samej prestiżowej szkoły, by zinfiltrować stowarzyszenie oraz odkryć, co spotkało jej przyjaciółkę. Wie, że prawda może okazać się brutalna, ale nie spodziewa się, że na jej drodze stanie przystojny chłopak – Calvin Lockwell, brat jej głównego podejrzanego i potomek założyciela szkoły. Jest irytujący, uprzywilejowany i doprowadza Violet do szału, a mimo to dziewczyna nie może zignorować wzajemnej fascynacji.
Nawet gdy na jaw wychodzą szczegóły śmiertelnej klątwy nękającej szkołę, Vi nie potrafi uciec od swoich prawdziwych uczuć do Calvina. Problem w tym, że pokochanie go może być ostatnią rzeczą, jaką zrobi w życiu.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia.
Opis pochodzi od Wydawcy.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Fantasy |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8418-991-7 |
| Rozmiar pliku: | 2,0 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Birdie⁵ postanawia dorównać swojej imienniczce i kiedy wracam, gdacze do mnie jak kwoka. Obejmuje mnie ramieniem i zanim się zorientuję, tkwię w jednostronnej rozmowie; podczas której dziewczyna szczebiocze o tęsknocie za domem, o tym, jakie słodkie było to, że moja mama się rozpłakała, i że to w porządku, jeśli chce mi się płakać, i, i, i…
To wyczerpujące, ale staram się uśmiechać i kiwać głową we właściwych momentach. Na szczęście Birdie jest tak skupiona na oprowadzaniu niczym dumna gospodyni, że nie zauważa, kiedy mój uśmiech gaśnie, a wzrok wraca na scenę. Calvina już nie ma, ale jego wspomnienie pozostaje wypalone w mojej pamięci.
Przed nami jak okiem sięgnąć rozciąga się zieleń, obecna nawet na jeziorze naprzeciwko nas w formie wielkich, grubych liści lilii; woda pod nimi ma barwę oszałamiającego błękitu, a ostatnie smugi światła wyraźnie odbijają się od powierzchni. Odwracam się i dostrzegam dwoje nieznajomych siedzących przede mną.
– Violet, poznaj zespół stojący za gazetą „Głos Harta”. Pracoholik naprzeciwko ciebie to Oliver Walton. Jest… – Z trudem próbuje wpaść na odpowiednie słowo, zanim decyduje się być brutalnie szczera. – Na ogół totalnym dupkiem, ale ma dobre intencje, więc nie pozwól, żeby cię przestraszył. Przysięgam, to wielki misiek, kiedy tylko nie poucza ludzi o używaniu myślników.
– Zdaje się, że wygrałem tamtą dyskusję – zaznacza chłopak… _Oliver_, po czym zamyka z trzaskiem notatnik.
Na podstawie naszego błyskawicznego kontaktu wzrokowego mogę stwierdzić, że jest całkiem przystojny. Ma ciepłą, czarną cerę i rzęsy tak długie, że łaskoczą jego policzki.
– A dziewczyna, która go lubi, pomimo jego gramatycznej tyrani, to Amber Yamada. – Kiwa głową w stronę siedzącej obok niego uczennicy. Jej czarne włosy są zaczesane na żel w skręcony kok, a skóra lśni pod wyszywaną sukienką Miu Miu.
Zanim zdążę się przywitać z którymkolwiek z nich, spojrzenie Birdie mknie w dół ku papierom rozrzuconym na ziemi.
– Czy ja chcę w ogóle wiedzieć, co robisz?
– To nie jest lista ludzi do zamordowania – mówi Amber, mimowolnie się pogrążając. Wskazuje na coś, co zdecydowanie wygląda na listę celów. Albo na satanistyczny rytuał. Uzupełnia ją pentagram ułożony z wyrwanych stron z rocznika szkolnego, z napisem „Akademia Harta” pośrodku. Czerwony atrament przesiąka na kartkę pod spodem, gdy dziewczyna okrąża kółkiem kolejny cel. – To lista ludzi do _poderwania_. Dla ciebie, Bird. Bo jesteś tak bardzo singielką, że aż wszyscy popadamy w depresję.
Twarz dziewczyny zalewa gorąca, wymowna czerwień.
– O Boże, życie w takim oderwaniu od rzeczywistości musi być trudne, ale tobie przychodzi to zaskakująco łatwo.
– Mówię serio! – skrzeczy Amber. – To nie jest żart.
– Po pierwsze, nie jestem „tak bardzo singielką”. – Birdie się obraca, a przy dwóch ostatnich słowach robi w powietrzu cudzysłów. – Po drugie, czy nie powinnaś skupić się na tym artykule o dniu wprowadzek? Ja tu cykam fotki na ceremonii otwarcia, a ty tworzysz roboczą wersję następnego sezonu _The Bachelorette_⁶. A po trzecie i najważniejsze… czy którekolwiek z was może chociaż spróbować przywitać się z moją nową współlokatorką?
Wiercę się na swoim miejscu.
– Nikt nie musi się ze mną witać. Jest okej.
– Nie, _nie jest okej_. Amber, przestań się mieszać i powiedz „cześć”. Oliver, udawaj, że cię to obchodzi… i na miłość boską, nie próbuj jej zindoktrynować do swojej antymyślnikowej agendy.
Chłopak natychmiast odwraca się w moją stronę.
– Myślniki powinny być używane oszczędnie, o ile w ogóle, albo ryzykujesz zaburzeniem przejrzystości swojego artykułu oraz minimalizacją generalnego wrażenia.
– Zaraz _zminimalizuje_ twoje _wrażenie._
– To nawet nie ma sensu. – Przewraca oczami na słowa Birdie, ale nie przegapiam figlarnego uśmieszku unoszącego jego policzki. Przekomarzają się, lecz to oczywiste, że to trio jest ze sobą związane czułą więzią. Stanie obok niemal boli, bo myślę o swojej własnej rozplątanej przyjaźni.
– Och, cześć, Violet. – Głos Amber wyrywa mnie za fraki z własnego umysłu. – Na podstawie dziecięciu sekund, odkąd znasz Birdie, zgadzasz się, że jest beznadziejną singielką?
Nie wiem, co na to odpowiedzieć, jednak okazuje się, że nie muszę, bo Amber wciska mi w ręce kartkę z rocznika, żebym ją przeczytała. Mrużę oczy, patrząc na rzędy twarzy; jedna z nich została zakreślona. Przez całą stronę biegnie zeszłoroczna data, ale nie to zdradza upływ czasu. Moją uwagę odwraca dziewczyna, którą widzę w kącie. To zdjęcie Emoree: wszystkie pięć miliardów jej piegów i uśmiech z przerwą między zębami, do której przyciskała język, gdy była zamyślona, a także gwiaździste światło jej oczu, kiedy uśmiechała się do świata promiennie i z pełnią życia.
Na chwilę przeskakuję wzrokiem na majaczącą przede mną wieżę zegarową. Wzdrygam się na widok wskazówki godzinowej symbolizującej miarowe bicie czasu, który nie zatrzymuje się dla nikogo.
Nagle uświadamiam sobie, że Birdie zerka mi przez ramię na kartkę.
– Och, proszę cię, czy ty zakreśliłaś Calvina Lockwella?
Przyzwyczaiłam się do uśmiechów chłopaka z mediów społecznościowych, do zadowolonego błysku w oczach i plam szminki na kołnierzyku. Ten Calvin nie jest spryskany szampanem. Patrzy trzeźwo w obiektyw, a jego wyraz twarzy bardziej przypomina psa zamkniętego w kojcu.
Amber kręci głową i wskazuje na niewielki bazgroł, który zrobiła na stronie.
– Chryste, nie, wybacz, to był błąd. Nigdy nawet bym nie śniła o zeswataniu kogokolwiek z Calvinem. Totalny łamacz serc. – Puka w twarz obok jego. – Za to Sadie…
Nie sądziłam, że ktokolwiek na świecie zdoła zamknąć Birdie usta, ale chyba się myliłam. Potrzebuje dobrych dziesięciu sekund, żeby odzyskać głos, a kiedy już jej się to udaje, jest jaskrawoczerwona.
– Nie tak głośno! – Kręci się wokół, upewniając się, że nikt nie podsłuchuje, jakby podejrzewała, że ktoś wiosłujący po jeziorze może pobiec do Sadie i powiedzieć jej, że Birdie zawstydzająco i ogromnie się w niej podkochuje.
– Podbijam – jęczy Oliver, machając zeszytem na naszą trójkę. – Niektórzy z nas chcą tu pracować.
– Rok szkolny się jeszcze nawet nie zaczął. Gazeta może poczekać. Wyluzuj trochę, Olly. – Amber posyła mu całusa, a on przyjmuje go z naburmuszoną miną. – Próbuję ci tylko pomóc. Wiem, że podkochujesz się w niej od wieków. Poza tym, jeśli zaczniecie się umawiać, Sadie pomoże ci się dostać do Kart. – Posyła swojemu chłopakowi cięte spojrzenie. – Bóg jeden wie, że Oliver okazuje się zupełnie bezużyteczny w tym temacie. Nic mi nie mówi.
Kart, co? Te słowa przywodzą na myśl nocne rozmowy z Em. To chyba lepsze niż nazwanie tego „Klubem Iluminatów Percy’ego”. Muszę ugryźć się w język, żeby nie palnąć czegoś zbyt oczywistego; natychmiast prostuję plecy i skupiam całą uwagę na rozmowie.
– Czym są Karty?
– Cóż – drwi Amber z uśmiechem kota z _Alicji w Krainie Czarów_ – dlaczego ty jej nie powiesz?
– Wiesz, że nie powinienem o tym mówić – ripostuje Oliver, z całych sił starając się brzmieć nonszalancko, ale zawodzi z kretesem, bo jego głos unosi się o oktawę. – Biorę swoje przysięgi na poważnie. Czy nie jest to cecha godna podziwu u drugiej połówki?
– Nie, gdy utrzymujesz sekrety przede _mną_ – prycha Amber, nadymając policzki jak rozdymka, a on jednym szturchnięciem spuszcza z nich powietrze.
– Czy muszę ci przypominać, że zajmujesz się kolumną plotkarską?
– Zajmuję się kolumną plotkarską i za to mnie _kochasz_ – poprawia szybko.
Uszy Olivera przebierają rumianą barwę.
– Z tym nie dyskutuję, ale… I mówię to z całą miłością na świecie… Nie potrafisz dochowywać tajemnic. Już wiem, co dostanę na urodziny i na święta, a jest dopiero wrzesień, więc nie, moje usta są zamknięte na kłódkę. Wybacz.
Dziewczyna jęczy, lecz wreszcie odchyla głowę, przyjmując porażkę.
– To… organizacja studencka tutaj w Harcie – wyjaśnia mi Birdie. – Mają swój prywatny domek klubowy i wszelkiego rodzaju przywileje, ale skoro nikt nie wie, czym się zajmują, cóż… wiesz, jak to jest. Owiń cokolwiek wystarczającą ilością tajemnicy, a zacznie żyć własnym życiem. Każdy ma swoją teorię. Każdy chce się tam dostać.
Bawię się ramiączkiem torby podróżnej, skubiąc postrzępione krańce.
– Jakiego rodzaju przywileje mają?
– Zobaczysz, zaufaj mi – mówi Amber. – Oliver korzysta tylko z tych nudnych bonusów… jak na przykład wejście do biblioteki po godzinach… ale przysięgam, że _wszystko_ uchodzi im na sucho.
Wyobrażam sobie pokój pełen alibi i wspólników morderstwa. Sądząc po pięciu sekundach, odkąd znam Olivera, nie wydaje mi się, żeby chciał się w to mieszać, lecz…
_Biorę swoje przysięgi na poważnie._
– Szczerze mówiąc, znamy podstawy tego, czym są Karty, jak na przykład to, że na początku czwartego roku wszyscy zaczynają z jokerem. – Amber grzebie w małej torebce marki Chloé, żeby pokazać mi zniszczoną kartę do gry. Błazen z przodu jest pognieciony i rozmazany od mieszanki tuszu oraz korektora, co stanowi prawdziwe świadectwo trzech lat spędzonych w jej torebce za cztery tysiące dolarów. – To rzekomo twój bilet do klubu, ale kiedy raz go użyjesz, nie możesz już nigdy spróbować ponownie. Masz jedną szansę, żeby zrobić wrażenie na Kartach, i jeśli ją zmarnujesz w Noc Jokera, to koniec.
Przełykam stojące mi w gardle pytanie.
– Czym jest Noc Jokera?
– Wszyscy chcą to wiedzieć. Wiemy jedynie, że tej nocy wybierają nowych członków. Każdego roku informują nas o dacie oraz dress codzie i to tyle. Nic o tym, czego szukają ani czego chcą… nic z tych rzeczy. Pokazujesz się w DK, Domu Kier, i modlisz do Boga, żeby cię wybrali… I z niewiadomych przyczyn wybrali Olivera.
Dom Kier przywołuje obraz w mojej głowie – wspomnienie mapy szkoły wdrukowanej w płacie czołowym. Pamiętam dom niczym gotycki koszmar rozciągnięty na trawnikach, ogromny, dwupiętrowy budynek wyrzeźbiony w innej, mroczniejszej epoce. Mam ochotę wyciągnąć mapę szkoły i nakreślić palcem ścieżkę do niego, gdy słyszę w oddali czyjś głos.
– Nie odchodź, gdy ktoś z tobą rozmawia, Calvin! – Sadie pojawia się w polu mojego widzenia, a uśmiech, który miała na szkolnej scenie, gdzieś zniknął. Zamieniła go na szyderczy grymas, goniąc za bratem, ale bez względu na to, jak szybko kroczy, on pozostaje dwa kroki przed nią.
Oczy Amber się rozświetlają i dziewczyna z podnieceniem uderza w ramię Birdie.
– To niczym boska interwencja – szepcze, wskazując gwałtownie raz na Prawdziwą Sadie, a raz na Zakreśloną z Rocznika Sadie. – To twoja szansa! Idź tam! Zaciągnij ją do punktu obserwacyjnego!
Mrużę oczy, patrząc na balkon w stylu Julii, znajdujący się w jednej czwartej wysokości wieży zegarowej.
Spojrzenie, którym obdarza mnie Birdie, okazuje się pełne litości i zdaje się mówić, że mam sporo rzeczy do nadrobienia.
– Zapominam, że jesteś tu zupełnie nowa. Generalnie jest to znane miejsce dla par, ale poza tym… – jej policzki płoną czerwienią – niektórzy wierzą, że jeśli pójdziesz tam ze swoim crushem, będziecie razem na zawsze. To głupi przesąd.
– Nic tak nie świadczy o prawdziwej miłości jak starożytna, zatęchła wieża zegarowa – parska Oliver, zanim dostaje kuksańca w żebra od swojej dziewczyny.
– Nie zapominaj, że ty też mnie tam pocałowałeś.
Chłopak jęczy i ukrywa twarz w okładce książki.
– Och, no weź! Nie trać takiej szansy! – Amber popycha Birdie ostatni raz, a ja łapię kontakt wzrokowy ze swoją współlokatorką, gdy ta rzuca mi błagalne spojrzenie. Nie mogę jej przed tym uratować, ale kieruję się własnymi powodami, gdy biorę ją pod ramię i idę razem z nią.
– Nie mam nic przeciwko temu, żeby z tobą pójść.------------------------------------------------------------------------
¹ Golden Goose – włoska ekskluzywna marka trampek i codziennych butów sportowych (wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki, chyba że oznaczono inaczej).
² Violets (ang.) – fiołki.
³ Mad Libs – amerykańska gra słowna polegająca na wypełnieniu luk w historii konkretnymi częściami mowy.
⁴ Skull and Bones – fabularna gra komputerowa.
⁵ _Birdie_ (ang). – ptaszyna.
⁶ _The Bachleorette_ – amerykańskie randkowe reality show, w którym panna spotyka się z kilkoma kandydatami na męża.