Dominick nie zamierzał odpuścić - ebook
W życiu ekipy z Cleveland nadchodzi czas wielkich zmian. Koniec szkoły, nowe zasady w hotelu, niespodziewane znajomości i informacje, które potrafią wywrócić codzienność do góry nogami. Tylko Dominick Slammer wydaje się mieć wszystko, czego mu trzeba do szczęścia.
Aż do chwili, gdy przypadkowo spotyka swoją matkę.
Demony przeszłości burzą jego spokój, a on sam musi zmierzyć się z nimi bez wsparcia cioci Lindy. Czy poradzi sobie z własnymi słabościami? Czy przyjaciele staną po jego stronie? I czy jego związek przetrwa tę próbę?
Czas zrozumieć, że największą przeszkodą na drodze do szczęścia jesteśmy czasem my sami.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Obyczajowe |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8343-770-5 |
| Rozmiar pliku: | 1,2 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Ben
– Naprawdę nie musisz tego robić – powiedziałem, gdy najbardziej uparty chłopak na świecie wziął mnie na ręce.
Za tydzień będę mógł zdjąć ortezę, ale nawet z nią jestem w stanie chodzić o własnych siłach, tylko robię to nieco wolniej. Jednak Dominick Slammer od początku nie potrafił przyjąć tego do wiadomości. Powoli przyzwyczajałem się do myśli, że nie warto z nim dyskutować o sprawach nieistotnych. Z natury nie mówił zbyt wiele, a połowa słów, które wypowiadał, była niepoważna. I tak na koniec robił to, co sam uważał za słuszne. Mogłem więc protestować i prosić, żeby postawił mnie na podłogę, a on po prostu udawałby, że tego nie słyszy.
Zaakceptowałem swój los. Oplotłem rękami szyję chłopaka i pozwoliłem mu się zanieść do samochodu Louisa Rothwella.
Gdy tylko Dom pchnął barkiem drzwi hotelu, oślepiły mnie jaskrawe promienie. Na poboczach wciąż zalegał śnieg, a mróz szczypał w policzki, więc wyjątkowo doceniłem to, że słońce w końcu tak odważnie wyłoniło się zza chmur. Gdy przemierzaliśmy parking, miałem w głowie tylko jedną myśl.
Nie mogę się doczekać lata z tym chłopakiem, kiedy dni będą długie i upalne.
Ronnie i Louis siedzieli w samochodzie. Zrobiło mi się trochę głupio, że musieli czekać, szczególnie że Dominick odwalał całą tę niepotrzebną szopkę. Wsadził mnie do środka, jakby uznał, że sam sobie nie poradzę.
– Długo jeszcze? – zapytał z przekąsem Louis, bębniąc palcami o kierownicę. Nie był zniecierpliwiony, znał już długo Slammerów i wiedział, czego się spodziewać po Domie.
To pytanie oczywiście odniosło odwrotny skutek. Mój chłopak, z braku lepszego pomysłu, jak jeszcze na złość przedłużyć czas pożegnania, zaczął mocować się z moim pasem, żeby go zapiąć.
– Okej, wystarczy – zarządziłem zażenowany, odpychając jego ręce.
– Miłej nauki, dzieciaczki – odparł Dom, bo przecież nie byłby sobą, gdyby nie palnął czegoś głupiego.
Jego siostra nie lubiła, gdy ktokolwiek z naszej ekipy podkreślał, że jest od nas młodsza, więc naturalną koleją rzeczy pokazała mu środkowy palec. Dom pocałował mnie w policzek na pożegnanie, a potem pochylił się, żeby cmoknąć też Ronnie.
– Weź się odwal, debilu – syknęła dziewczyna, wycierając się wierzchem dłoni.
Twarz Dominicka wykrzywił złośliwy, pełen zadowolenia uśmieszek. To dla tego uśmiechu przepadłem. Za każdym razem, gdy stawał się nieznośny dla innych, czułem przyjemne mrowienie pod skórą.
To niedorzeczne.
Gdy wyjechaliśmy z parkingu, Louis zaczął opowiadać o swoich planach na resztę dnia. Dopiero w połowie recytowania listy zakupów zorientowałem się, że wcale nie oczekiwał od nas aktywnego udziału w rozmowie, mówił raczej do siebie.
Ronnie trąciła mnie łokciem, podsuwając mi pod nos telefon.
– Co myślisz? Ładne?
Na ekranie widniało zdjęcie sukienki z cekinami z jakiegoś sklepu internetowego. Wzruszyłem ramionami.
– Skąd mam wiedzieć?
– Chyba masz oczy, nie?
– Mam. Ale nie noszę sukienek.
Ronnie warknęła pod nosem, jakby pożałowała, że się do mnie odezwała. Pocierała przez chwilę dolną wargę, intensywnie nad czymś rozmyślając.
– Nie wiem, jak to powiedzieć, żebym znowu nie wpadła w kłopoty, ale… Nigdy nam nie powiedziałeś, czy jesteś gejem, czy bi.
Louis przestał wyliczać produkty, które kazała mu kupić Linda, i zerknął na nas w lusterku wstecznym, marszcząc brwi.
Poprawiłem się na swoim siedzeniu. Bezpośredniość Ronnie wprawiła mnie w zakłopotanie.
– A co to ma do rzeczy?
– No bo jeśli jesteś bi, podobają ci się też dziewczyny, więc wiesz, w czym wyglądają dobrze. A geje często interesują się modą. Tak czy inaczej, możesz mi pomóc.
– Hej, zastanów się czasem nad tym, co mówisz – odezwał się Louis, zmuszając ją, by na niego spojrzała. – Nie wygłasza się takich tekstów. Są stereotypowe i wredne.
– Ben się nie obraża o takie rzeczy – wymruczała Ronnie.
Louis nie był właściwą osobą do wchodzenia w polemikę, mógł dyskutować godzinami. Tak więc gdy był w trakcie odbijania piłeczki młodej, ja odpłynąłem myślami. Zanim przyjechałem do Ohio, nie byłem otwarty na innych ludzi. Na swoją obronę dodam, że oni też nie byli otwarci na mnie. Nie myślałem za wiele o sprawach, o które przed chwilą zapytała mnie siostra mojego chłopaka. A jednak teraz wydawało mi się, że odpowiedź jest oczywista.
– Podoba mi się tylko twój brat – wypowiedziałem na głos swoje myśli.
Dopiero gdy słowa opuściły usta, dotarło do mnie, że przerwałem Louisowi. Ronnie obróciła głowę w moją stronę, kompletnie ignorując kumpla.
– Co powiedziałeś?
– Że podoba mi się tylko Dominick. Nie zamierzam zastanawiać się nad tym, czy lubię też dziewczyny, bo jestem w związku z twoim bratem. A o sukienkę zapytaj Gen albo Tinę.
Zapadła krótka cisza, podczas której szybko zorientowałem się, że trochę przesadziłem z tą wylewnością. Oparłem głowę o szybę tylko po to, żeby uciec przed ciekawskim spojrzeniem Ronnie.
– To dobrze – skwitowała po chwili. – Bo jeśli kiedykolwiek skrzywdzisz Doma, spuszczę ci łomot.
Louis jęknął.
– Młoda, ogarnij się. Przecież jak Dom albo, co gorsza, ciocia Linda dowiedzą się, że mu grozisz, zabronią ci chodzić na boks.
– Nikt się nie dowie. Prawda, Ben?
– Nie strasz go. To ja tu jestem problemem. Nie umiem dochowywać sekretów. Nie stawiaj mnie w takiej sytuacji. Ja pieprzę.
Zaśmiałem się.
– Spokojnie. Bądźmy szczerzy, Dom pewnie odbył taką samą rozmowę z Chadem.
Ronnie pokręciła głową.
– Nie miał szans. Dbam o to, żeby nigdy nie znaleźli się sam na sam w jednym pomieszczeniu.
Louis pokiwał głową ze zrozumieniem. Obserwując go w lusterku, dostrzegłem moment, w którym wpadła mu do głowy inna myśl.
– O co chodzi z tymi sukienkami, młoda? Nigdy się nie stroiłaś. Co się zmieniło?
Dziewczyna wymruczała niemiłą i niecenzuralną odpowiedź na tyle cicho, że kierowca jej nie usłyszał, więc mógł co najwyżej poczuć się zignorowany. Wszyscy szybko zapomnieliśmy o tej rozmowie, bo gdy podjechaliśmy pod szkołę, przy wejściu stał Jonathan Whitford. Nie miałem wątpliwości, na kogo czeka. To stało się tradycją, której nikt z nas nie miał ochoty podtrzymywać. Genevieve nie chciała z nim rozmawiać. Szczerze mówiąc, z nikim nie chciała rozmawiać o swoich emocjach. Była przekonana, że nie jest w stanie wyjaśnić tego, co czuje. Ja jej wierzyłem; miała za sobą bardzo trudne przeżycia. Udawanie, że wejdę w jej buty, byłoby nieuczciwe.
Tak więc zrobiłem to, co robiliśmy niemal codziennie. Powiedziałem Ronnie, żeby weszła do środka, a ja zatrzymałem się przy Jonie. Nadzieja w jego oczach ani na moment nie zgasła.
– Sam sobie szkodzisz takim zachowaniem – oznajmiłem zamiast powitania.
Potrząsnął głową, nie przyjmując tego do wiadomości. Rozejrzał się wokół, jakby spodziewał się, że Genevieve wysłała mnie, żebym zajął go rozmową, podczas gdy ona niezauważona przemknie do środka.
– Ty nie rozumiesz, Ben. Zachowujecie się wobec mnie nie w porządku. Wszystko było dobrze, a nagle z dnia na dzień zaczęliście mnie traktować jak największego wroga. Bez słowa wyjaśnienia! To nie jest okej.
Nie musiał tego mówić. Znałem ten tekst na pamięć, bo powtarzał mi to codziennie.
– Rozumiem twoją perspektywę – zapewniłem. – Gdyby to zależało tylko ode mnie, powiedziałbym ci o wszystkim. Ale decyzja należy do Genevieve, a ja szanuję jej zdanie. Jeśli naprawdę ci na niej zależy, odpuść. – Rozejrzałem się na boki, upewniając się, że nikt nas nie podsłuchuje. – Ona miała kiedyś stalkera. Takim narzucaniem się tylko ją do siebie zniechęcisz.
Jonathan rozłożył ręce w geście niemocy.
– No to co mam zrobić? Tęsknię za nią.
– Nic. Daj temu czas. Wszystko się jakoś ułoży.
Uśmiechnąłem się niezręcznie, uznawszy rozmowę za zakończoną, i ruszyłem w kierunku szkoły. Wtedy jednak zatrzymał mnie jego głos:
– Chodzi o mojego ojca, tak?
Faktycznie, gdy kiedyś pan Whitford podwiózł mnie i Jona, bardzo zaniepokoił mnie sposób, w jaki nasz kumpel rozmawiał ze swoim tatą. Chociaż przy Genevieve Jonathan był czarujący i kochany, to w interakcji ze swoim rodzicem zmienił się w kompletnie inną osobę. Opowiedziałem o tym ekipie.
Odwróciłem się do Jona, a on zrobił krok w moją stronę.
– Rodzeństwo Slammerów go rozpoznało, tak? O to chodzi?
Zmarszczyłem brwi.
– Nie rozumiem.
Jonathan zbliżył się, żeby móc ściszyć głos.
– Mój ojciec bywał na interwencjach w domu Slammerów, bo to część jego pracy. To było dawniej, zanim wyszło na jaw, co naprawdę działo się za zamkniętymi drzwiami. Wiesz, jak to jest z prawem, co nie? Oddzielenie dzieci od rodziców to ostateczność. Policja stara się pouczyć, ewentualnie postraszyć, zaprowadzić porządek. Slammerowie rozpoznali go, gdy niedawno przyjechał sprawdzić zgłoszenie, tak? Mają żal, że wcześniej nie zorientował się w ich sytuacji rodzinnej? Ben, nie sądzę, żebym zrobił coś złego, nie mówiąc wam o tym. Co by to wniosło do naszej znajomości? Uznałem, że zrobiłoby się niezręcznie.
W oczach Jona szalała desperacja. Może nie był idealny, ale nie miałem wątpliwości, że naprawdę zależało mu na Genevieve, a ona zasługiwała na to, by ktoś był w nią tak zapatrzony – chociaż sama chyba w to nie wierzyła.
Zrobiło mi się żal Whitforda. On naprawdę nie połączył kropek. Może Walker rzeczywiście nie wtajemniczał go w swoje sprawy. Z tego, co powiedział nam Owen Warren, wywnioskowałem, że chłopaki mogli nie być aż tak dobrymi przyjaciółmi, jak zakładałem na początku. Ich ojcowie się przyjaźnili, więc dorastali razem. Byli na siebie skazani. To jednak nie musi oznaczać powierzania sobie wszystkich tajemnic.
Zacząłem pocierać skroń, analizując to wszystko. Nawet jeśli Dom rozpoznał pana Whitforda, czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Jonathan szukał wszelkich sposobów, żeby dowiedzieć się, o co nam chodzi. Zależało mu, a my po prostu zerwaliśmy kontakt.
Pewnie powinienem najpierw przegadać to z przyjaciółmi, ale sam podjąłem decyzję.
– Chodź – poprosiłem.
Coś w moim głosie tym razem przekonało go, żeby podążył za mną.
Odeszliśmy na bok, by żaden z uczniów wchodzących do szkoły nie stał się świadkiem naszej rozmowy. Opowiedziałem Jonowi o okropnych tygodniach, które przeżywaliśmy za sprawą jego najlepszego przyjaciela Walkera. Wyznałem, do jakich kłótni to doprowadziło między nami i z jakimi problemami musieliśmy się potem mierzyć – czego dowodem była orteza na mojej nodze. Jonathan nie przerwał mi ani razu, a ja co jakiś czas zerkałem na zmieniającą się ekspresję jego twarzy, coraz bardziej przekonany, że nie był wtajemniczony w plany Walkera.
– Jezu … – Wypuścił powietrze ustami, gdy skończyłem mówić. – To dlatego nagle zmienił szkołę i urwał ze mną kontakt?
– Owen Warren powiedział nam, że Walker jest na odwyku. Tylko jakoś ładniej to nazwał. Ośrodek rehabilitacyjny? Nie pamiętam już.
Jonathan pokiwał głową.
– Czyli mój ojciec po raz kolejny okazał się kłamcą. Klasyk.
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Jego rozkojarzony wzrok zatrzymał się nagle w jednym punkcie.
Genevieve weszła na plac przy szkole, ale na nasz widok stanęła jak wryta, rozważając inne opcje. Już dobrze ją znałem. Pewnie próbowała ocenić, czy Jonathan wymusił na mnie rozmowę, czy jednak wszystko było w porządku i nie musiała interweniować. Skinąłem do niej lekko, co odebrała zgodnie z moim zamiarem. Ruszyła przed siebie, a my odprowadzaliśmy ją wzrokiem, aż zniknęła za drzwiami szkoły.
Jonathan za nią nie pobiegł. Uznałem to za dobry znak.
– Okej – odezwał się. Zabrzmiało to tak, jakby podsumował swoje myśli, w które mnie nie wtajemniczył. – Odczepię się. Dam jej tyle czasu, ile będzie potrzebowała.
W tamtej chwili nie mogłem ocenić, czy dotrzyma obietnicy. Mogłem jedynie życzyć mu wszystkiego dobrego i iść na lekcje.
Moja opinia o Jonathanie co jakiś czas się zmieniała, ale ostatecznie musiałem przyznać, że okazał się człowiekiem słownym. Następnego dnia nie czekał na Genevieve przed wejściem. Dni przechodziły w tygodnie, a ja przestałem być czujny. Kilka razy minęliśmy się z nim na korytarzu. Wciąż nie mógł oderwać wzroku od Gen, ale nie próbował z nią rozmawiać. Nie potrafiłem rozszyfrować myśli przyjaciółki. Wydawało mi się, że przez jej oczy przebijała tęsknota – nie za tym, co było, a za tym, co mogłoby być.
Z tym że ja nigdy nie byłem dobry w czytaniu ludzi.ROZDZIAŁ 2
Ben
Owen Warren bywał u nas częściej, niż byśmy sobie tego życzyli. Próbował wypracować z Lindą jakieś porozumienie w kwestii hotelu. Miał kasę, którą chciał wyłożyć na remont, ale żadne pieniądze nie mogły się równać z wartością emocjonalną, jaką te mury miały dla kobiety, która stworzyła tu dom dla naszej ekipy.
Udało im się dogadać dopiero na początku maja. Oznajmiła nam to akurat wtedy, gdy obżeraliśmy się ciastem z okazji urodzin Tiny. Linda chciała poznać nasze opinie o współpracy z Warrenem. Wciąż nie ufała tej rodzinie – zresztą wszyscy byliśmy zgodni, że ostrożność nie zaszkodzi.
Wiosna w Ohio była cudowna. Mieliśmy co prawda większy ruch w restauracji, odkąd „C-Town Signal” podłapało informację, że syn burmistrza często u nas bywa, ale na szczęście Owen nie podzielił się z dziennikarzami swoimi planami. Dzięki temu mogliśmy po prostu cieszyć się gośćmi. Nie było żadnych powodów do narzekania. No, może Stan by się ze mną nie zgodził. Zaczęła męczyć go alergia i bez przerwy o tym marudził, żebyśmy nawet na chwilę nie zapomnieli. Ale poza takimi bzdetami i drobnymi, nieuniknionymi sprzeczkami życie toczyło się spokojnie, a mnie nie brakowało niczego do szczęścia.
Gdy w sobotę rano zszedłem na śniadanie, od razu wziąłem ze sobą tablet. Zamierzałem przesiedzieć tam aż do obiadu, bo potem miała wpaść Genevieve. Wielkimi krokami zbliżały się egzaminy końcowe, więc przygotowania zajmowały większość naszych myśli i wolnego czasu.
– Tyle gadacie ostatnio o tej nauce, że aż sama zaczynam się zastanawiać nad pójściem na studia – wyznała Tina, gdy opowiedziałem im o planach na wieczór.
Dominick rzucił jej przelotne spojrzenie, ale nie skomentował. Wyminął ją, by wrzucić pokrojonego kurczaka na patelnię. Lubiłem obserwować ich razem w kuchni. Oboje twierdzili, że woleli pracować w samotności – weekendy zmuszały ich do połączenia sił – ale wydawało mi się, że sami się oszukują. Tworzyli świetny duet.
– To nie jest zły pomysł – przyznał Stan. – Pewnie trzeba będzie zatrudnić kogoś nowego, ale to i tak było nieuniknione. Mamy tu za duży ruch.
– My mamy? – powtórzył Dom prześmiewczo.
– Nie zaczepiaj go – ostrzegła Tina.
Stłumiłem uśmiech. Stan zrezygnował z marzeń o wyprowadzce, ale tamta sytuacja sprowokowała go do zastanowienia się, czego naprawdę chce od życia. Warren zapewnił go, że może popytać o pracę dla niego, ale najpewniej musiałby wrócić na studia. Stan jednak uświadomił sobie, że łączył pracę w korporacji z prestiżem, a w rzeczywistości największą radość sprawia mu grzebanie pod maskami samochodów. Zatrudnił się w warsztacie u kumpla swojego ojca. Dzięki temu miał stałe godziny pracy, więc zawsze odbierał mnie i Ronnie ze szkoły, a ją dodatkowo woził na treningi. Problem w tym, że w hotelu ubyło rąk do pracy. Wciąż jednak tu mieszkał, więc był w identycznej sytuacji jak ja. Pomagaliśmy, gdy tylko zaszła taka potrzeba, chociaż nie byliśmy oficjalnie zatrudnieni.
– Czuję się zainspirowana wszystkim, co się tu ostatnio dzieje – kontynuowała Tina. – Stan ma pracę, którą lubi. Ronnie zaraz zaczyna szkołę marzeń. Gen i Ben skończą liceum i pójdą na studia… – Szturchnęła Dominicka ramieniem. – Tylko ty, Lou i ja ciągle tkwimy w tym samym miejscu.
– Ja jestem w idealnym miejscu – skontrował chłopak. – Mamy z siostrą dach nad głową, gdzie nikt nie ćpa i nas nie leje. Bajka.
Tina westchnęła z poirytowaniem.
– Minęło prawie siedem lat, a ty nadal używasz przeszłości jako karty pułapki, żeby zakończyć niewygodną rozmowę.
– To nie jest niewygodna rozmowa – odparł Dominick. – Nie każdy musi marzyć o ambitnej karierze.
– Ja nie idę na studia – wtrąciłem się.
Ich zdezorientowane miny jasno pokazały, że nie spodziewali się, iż włączę się do rozmowy.
– Tina powiedziała, że ja i Gen planujemy studia. Ja nie planuję – doprecyzowałem.
Niczym przywołana myślami Genevieve weszła do kuchni. Na moje nieszczęście usłyszała, co powiedziałem. Usiadła obok mnie i zaczęła grzebać w torebce.
– Wygląda na to, że przyszłam w idealnym momencie – oznajmiła.
Kłóciłbym się z tym, ale ugryzłem się w język, gdy wyciągnęła w moją stronę jakieś papiery.
– Zrobiłam za ciebie cały research, żebyś tym razem nie mógł się wykręcić. W Cleveland Institute of Art mają program stypendialny. Pomogę ci wypełnić dokumenty, złożysz podanie i razem będziemy wieść wspaniałe studenckie życie. Brzmi cudownie, co nie?
Wziąłem od niej broszury, bo inaczej nigdy nie dałaby mi spokoju.
– Mnie nie chodzi tylko o brak kasy, po prostu nie interesują mnie studia – próbowałem wytłumaczyć, ale wiedziałem, że mi przerwie.
– A ja myślę, że zwyczajnie brakuje ci pewności siebie. Boisz się, że się nie dostaniesz.
– Nie. Po prostu nie chcę studiować.
– W takim razie wytłumacz mi – Genevieve nie dawała za wygraną – dlaczego tak sumiennie uczysz się do egzaminów?
Westchnąłem cicho. Wszyscy się na mnie gapili. Nie znosiłem tego uczucia.
– W zeszłym roku nie zdałem do następnej klasy. Rodzice się wściekli. – Zatrzymałem się na chwilę, dobierając słowa. – Regularnie mi to wypominali. Każdy idiota potrafi przejść dalej, potrzeba do tego minimum wysiłku. Chyba w końcu uwierzyłem, że coś jest ze mną nie tak. Musiałem być wyjątkowym debilem, skoro mi się nie udało.
Tina prychnęła oburzona.
– Tak twierdzili ci sami rodzice, którzy nie potrafili stworzyć ci odpowiednich warunków do nauki w domu?
– Do życia – poprawił ją Dominick, przesuwając w jej stronę talerz z zamówieniem, który dziewczyna od razu zaczęła dekorować.
– Zmierzam do tego – kontynuowałem – że bardzo chciałem udowodnić samemu sobie, że wcale nie jestem kretynem. Że dam radę skończyć szkołę. Ale nie chcę cieszyć się za szybko. Uwierzę w to dopiero podczas ceremonii rozdania dyplomów.
Genevieve ścisnęła mnie za rękę w geście wsparcia.
– Zastanów się jeszcze nad tymi studiami. Mógłbyś uczyć się tego, co kochasz, razem ze mną, jednocześnie zachowując pracę u mojego taty. A że uczelnia jest na miejscu, nie wisi nad tobą nawet wizja rozłąki z Domem. Dosłownie nie ma żadnego powodu, żebyś nie spróbował.
Najchętniej zerwałbym się do ucieczki, byle tylko przestała mnie namawiać, ale Genevieve siedziała bliżej drzwi, więc bez problemu mogłaby zagrodzić mi drogę.
– Wrócimy do tego tematu innym razem, okej?
Zgodziła się, bo dobrze wiedziała, że zawsze dostaje to, czego chce.
Kończyliśmy jeść zupę karaibską – jakiś wymysł Owena Warrena, który kompletnie się nie sprzedawał, chociaż był przepyszny. Mieliśmy się zaraz zbierać na górę, do mojego pokoju, żeby rozłożyć się z nauką, ale wtedy do kuchni weszła Ronnie.
Zamarłem na jej widok. Miała opuchniętą wargę i siniaka nad brwią. Mechanicznie przejechałem palcem po ustach, bo dobrze pamiętałem to uczucie. Cały spięty czekałem, aż Dom ją zauważy. Oczami wyobraźni widziałem, jak wpada w szał.
Stan skrzywił się na jej widok.
– Jezu, jak ty wyglądasz? Nie możesz się tak ubierać.
Dopiero teraz przyjrzałem się jej ubraniu, bo twarz młodej zdecydowanie odwracała uwagę od reszty. Miała na sobie krótką spódniczkę i top na ramiączkach odsłaniający pępek.
Dominick obrócił się przez ramię, żeby ją zlustrować, a potem skierował całą uwagę na kumpla.
– A to ciekawe. Dlaczego uważasz, że możesz komentować wygląd mojej siostry?
Stan natychmiast uniósł ręce w geście pokoju.
– No, stary, martwię się o nią, tak jak ty. Ta spódniczka jest za krótka, a wiesz, jacy są niektórzy faceci, gdy zobaczą za dużo ciała.
– Nie wiem, oświeć mnie. – W głosie Doma pobrzmiewało wyzwanie.
Genevieve wtrąciła się szybko:
– Stan nie ma złych intencji.
– Chodzi mi o to, że lepiej dmuchać na zimne – tłumaczył się chłopak. – Jeśli Ronnie wyjdzie tak ubrana na miasto, ktoś na pewno spróbuje ją poderwać. A nigdy nie wiesz, na kogo może trafić. Lepiej się zakryć, niż ryzykować.
Dominick skrzyżował ręce na piersi.
– Czyli twierdzisz, że jeśli jakiś facet zrobi jej krzywdę, to winę ponosi ona, bo nie była wystarczająco ostrożna? Mówisz to w obecności dwóch dziewczyn, które czegoś takiego doświadczyły?
Z twarzy Stana odpłynęły kolory. Zerknął najpierw na Ronnie, a potem na Genevieve.
– Nie, przepraszam. Ja…
– Moja siostra umie się bronić sama – wszedł mu w słowo Dom. – Spróbuj jeszcze raz spojrzeć na nią w taki sposób, a poderżnę ci gardło.
Tina zgromiła go spojrzeniem. Stan wyglądał, jakby chciał coś jeszcze powiedzieć, ale ostatecznie zrezygnował.
– Ja pierdolę, co za pajace – mruknęła Ronnie. – Skończyliście? Dostanę w końcu coś do jedzenia?
Ustąpiłem jej miejsca przy stole. Tina postawiła przed nią porcję zupy.
– Kiedy możemy się spodziewać końca twojej fazy na przeklinanie? Czaję, że czujesz się przez to fajna i dorosła, ale zaręczam, że kiedyś spojrzysz wstecz i będziesz się wstydzić za siebie.
– A ty kiedyś spojrzysz wstecz i dojdziesz do wniosku, że strasznie przynudzałaś – stwierdziła Ronnie, po czym pochyliła się nad jedzeniem.
W całej tej sytuacji coś im umykało. Nie zwracali uwagi na to, co było naprawdę istotne. Czy tylko ja nie mogłem oderwać wzroku od twarzy Ronnie?
– Nikt nie zamierza nic powiedzieć na temat jej siniaków? – zapytałem w końcu.
Tina się zaśmiała.
– Dopiero teraz zauważyłeś, że trenuje boks?
Jasne, że wiedziałem, że trenowała. W dodatku była bardzo dobra. Nigdy jednak nie wróciła do domu w takim stanie. To oni zareagowali niewłaściwie, nie ja.
Ronnie w pośpiechu przełknęła ryż i klasnęła w dłonie.
– Dzisiaj miałam zajebisty sparing! Męczyłam trenera od tygodni i w końcu się ugiął. Pozwolił mi wejść do ringu z chłopakiem!
Absolutnie nikomu nie udzielił się jej entuzjazm. Nie doszukawszy się oczekiwanej reakcji, młoda kontynuowała:
– To taki Jay. Chodzi tam od jakichś dwóch lat. Jest mniej więcej w tej samej kategorii wagowej.
– Ale jest chłopakiem, więc i tak jest silniejszy od ciebie – stwierdziła Tina podejrzliwie.
Ronnie przewróciła oczami.
– Ta? To ciekawe, bo go pokonałam. Był wyzwaniem, ale ja okazałam się lepsza. Te ostatnie miesiące przed nową szkołą chcę spędzić na jak najbardziej intensywnych treningach, żeby tam być najlepsza. Aha, przy okazji trener pytał, czy zawalczę w pierwszą sobotę czerwca. Przyjeżdżają jakieś dziewczyny z okolicznych miast. Powiedziałam, że tak, ale ktoś będzie musiał mnie zawieźć.
Genevieve przybiła z nią piątkę i pogratulowała jej wygranej. Dom podszedł bliżej, by przyjrzeć się obrażeniom na twarzy siostry.
– Trener powinien do mnie zadzwonić i zapytać o zgodę, zanim wpuścił cię do ringu z chłopakiem.
– Nie zadzwonił, bo zapewniłam go, że się zgodziłeś – odparła słodko Ronnie.
– Co?!
– A skoro już jesteśmy przy temacie wyrażania zgody… Mogę sobie pofarbować włosy?
Dominick wyglądał, jakby miał problem z przetwarzaniem informacji. Ronnie chwyciła garść włosów i uniosła je.
– Chciałabym u góry zostawić takie, jakie są, ale od dołu zrobić fioletowe. Jak będę nosić warkocze, będą się ładnie przeplatać kolory. Mogę?
– Możesz – odparł jej brat i odwrócił się z powrotem do blatu.
Tina trąciła go w ramię.
– Poświęć chociaż chwilę, żeby zastanowić się nad tym, co mówisz. Rodzeństwo Slammer, czy którekolwiek z was czytało statut nowej szkoły? Jest prywatna, więc prestiżowa. Możliwe, że nie tolerują takich rzeczy jak kolorowe włosy, tatuaże czy piercing.
Louis wszedł do kuchni po gotowe zamówienie. Dotarł do niego fragment rozmowy i chociaż zrobił minę, jakby chciał coś dopowiedzieć, to nie mógł zostać dłużej. Wrócił na salę.
– Dobra, sprawdzę – zapewniła Ronnie. – A jeśli się okaże, że wolno, to mogę sobie zrobić też piercing?
Było późno, powinniśmy iść się uczyć, ale Genevieve była zbyt zainteresowana rozmową, żeby myśleć o obowiązkach.
– O co chodzi z tą nagłą potrzebą zmiany wyglądu? – zapytała. W jej głosie nie było cienia oceniania; potrafiła idealnie wyważyć zmartwienie z ciekawością. – Styl, fryzura, teraz wypaliłaś z kolczykami. Co jest grane?
Louis wrócił do kuchni i oparł się o ramię Ronnie, udając wyczerpanego. Najwyraźniej największa fala gości już opuściła lokal, skoro pozwolił sobie na chwilę przerwy.
– No… Mam powód – wyjaśniła dziewczyna, nagle zmieszana. – Ale nie chcę o tym gadać.
– Dawaj – zachęciła ją Genevieve. – Wszyscy chcą robić z siebie starszych i mądrzejszych od ciebie, pozwól im się wykazać.
Młoda przez chwilę skubała wargę w zastanowieniu.
– To bezpieczna przestrzeń – dopowiedziała McKenney.
Młoda odsunęła od siebie talerz.
– Dobra, ale macie być pomocni, a nie nadopiekuńczy i wkurzający.
– Jasna sprawa – zapewniła Tina, co Stan poparł niezrozumiałym pomrukiem.
– A kiedy my niby jesteśmy nadopiekuńczy i wkurzający? – zdziwił się Louis.
Zaśmiałem się cicho. Ronnie zignorowała pytanie.
– Od czego by tu zacząć… Chodzi o Chada.
Dominick trochę za mocno upuścił pokrywkę na garnek i odwrócił się gwałtownie.
– On na tobie wymusza zmiany w wyglądzie? Czemu nie mówiłaś od razu? Przecież gdybym wiedział, to już dawno bym…
– Przymknij się – warknęła Tina. – Właśnie dlatego ona nic nam nie mówi.
– Chad niczego na mnie nie wymusza – zapewniła Ronnie, po czym odchrząknęła nerwowo. – W zasadzie mam odwrotny problem. Wszystkie dziewczyny ciągle gadają o swoich pierwszych razach. Ja i Chad jesteśmy razem ponad pół roku i… on nagle zmienił zdanie. Mówi, że chce poczekać do balu, bo wtedy będzie wyjątkowo, ale to dopiero za rok! Będziemy wtedy w innych szkołach. Myślę, że przestałam mu się podobać, dlatego tak zwleka. Kathy mówi, że przez boks jestem dla niego za mało kobieca. Pewnie tylko czeka, aż zmienię szkołę, żeby ze mną zerwać bez ryzyka tego niezręcznego mijania się na korytarzu.
Pożałowałem, że nie znalazłem wcześniej wymówki, by stąd wyjść. Jeśli teraz powiem, że muszę się uczyć, ucieczka będzie zbyt oczywista. Louis chyba pomyślał o tym samym, bo skrzywił się i tęsknie zerknął na drzwi.
Najgorszą minę miał jednak Dominick. Nie mógł uciec, bo był w pracy. Zacisnął powieki, a gdy znów je uniósł, wrócił do swoich obowiązków, jakby próbował przekonać samego siebie, że nic z tego nie usłyszał.
Tina stanęła przy dziewczynach.
– Widzisz problem tam, gdzie go nie ma, słońce. Masz fantastycznego chłopaka, któremu zależy na tobie, nie tylko na twoim ciele. Chce, żeby wasz pierwszy raz był wyjątkowy. Powinnaś się cieszyć.
– Kathy powiedziała, że jeśli do niczego między nami nie dojdzie, to on się mną znudzi i mnie zostawi.
– Kathy chyba nie jest zbyt życzliwą koleżanką – stwierdziła Genevieve. – Każdy ocenia według własnych wartości. Powinnaś słuchać Chada, nie koleżanek. A najważniejsze i tak jest to, co ty sama czujesz.
Chociaż Gen była dla Ronnie największym wzorem do naśladowania, młoda nadal wydawała się nieprzekonana.
– Sama nie wiem… Chłopaki, jak to wygląda z waszej perspektywy? Faceci myślą inaczej niż kobiety.
Dopóki na mnie nie patrzyła, udawałem, że pytanie nie jest skierowane w moją stronę.
– Nie można tak generalizować – stwierdził Louis. – Że wszyscy faceci myślą tak samo. Każdy człowiek ma swój system wartości, szczególnie w tak intymnych sprawach jak seks. To bardzo indywidualne.
– No, zgadzam się – poparł go Stan, chociaż nie byłem pewny, czy w ogóle słuchał.
Ronnie zamyśliła się na chwilę.
– Okej. A po jakim czasie ty i Tina zaczęliście ze sobą sypiać?
Louis zaśmiał się głośno.
– Jeny, od kiedy jesteśmy ze sobą aż tacy bezpośredni?
– Ja i Stan nie mamy z tym problemu – zapewniła Tina, widząc, że Ronnie się czerwieni. – My dosyć szybko. Po miesiącu, może dwóch. Ale oboje wiedzieliśmy, że tego chcemy. Nie kierowały nami docinki znajomych.
Ronnie pokiwała głową i spojrzała po naszych twarzach. Genevieve uniosła ręce.
– Ja nie mam nic pomocnego do powiedzenia w tej kwestii.
– A reszta? W jakim wieku mieliście swój pierwszy raz?
– Oj, młoda, nie chcesz wiedzieć – westchnął Louis. – Pytasz o to najbardziej pokręconych ludzi. Wyszliśmy na prostą dopiero kilka lat temu. Chcesz wiedzieć, jak było u mnie? – Prychnął. – Naćpałem się razem z koleżanką, która była moim kontaktem do dilera. Nic z tego nie pamiętam. Rano powiedziała mi tylko, że byłem beznadziejny. Wyjątkowa noc, co nie?
Delikatnie dotknąłem ramienia Genevieve, licząc, że zrozumie i pomoże mi się ewakuować. Ona jednak z zainteresowaniem śledziła przebieg rozmowy. Tak więc stało się nieuchronne: Ronnie spojrzała na mnie.
– A jak to było u ciebie?
Tina przyszła mi z pomocą.
– Nie musisz odpowiadać, Ben. Daj mu spokój, Ronnie. Wiesz, jaki on jest.
To nie była najdelikatniejsza uwaga, ale skorzystałem z okazji, że nie wymagano już ode mnie udziału w rozmowie. Młoda przeniosła wzrok na ostatnią osobę, która jeszcze się nie wypowiedziała.
– Dom?
Jej brat wsadził łyżkę do garnka z sosem, który na pewno nie wymagał aż tak dokładnego mieszania.
– Co?
– Opowiadamy o naszych pierwszych razach – wyjaśnił Louis z szerokim uśmiechem. – Twoja kolej.
– Aha – odparł Slammer obojętnie. – To mnie nie dotyczy.
Ronnie fuknęła poirytowana.
– Zabiłoby cię, gdybyś chociaż raz odpowiedział normalnie?
– Odpowiedziałem normalnie.
Odniosłem wrażenie, że Dominick był jedyną osobą, której nie ciążyła cisza, jaka zapadła po tych słowach. Nasz związek nie stanowił już tajemnicy, więc myśli wszystkich naturalnie powędrowały w moją stronę.
Mój chłopak szybko to zrozumiał.
– Opowiedzieć ci o moim pierwszym pocałunku?
– Serio nigdy się nie ruchałeś? – zapytał ściszonym głosem Louis, ale Tina trzepnęła go w ramię.
– Pewnie uważa, że jest zabawy – stwierdziła Ronnie.
Dominick odwrócił się do niej.
– Kiedy niby miałem kogoś poznać? W domu rodzinnym, gdy byłem brudnym i zaniedbanym dzieckiem? W poprawczaku, gdzie chłopaki ciągle szukali powodów do zaczepek? Po wyjściu, tutaj w hotelu, gdy przez półtora roku spałaś w moim pokoju, bo bałaś się być sama? Ben jest moim pierwszym chłopakiem. Przykro mi, ale nie mam dla was żadnej ekscytującej historyjki.
Zerknąłem ukradkiem na Ronnie. Dominick nigdy mi o tym nie mówił.
Genevieve szybko przerwała duszącą atmosferę.
– No i fajnie, każdy ma inne doświadczenie. Morał jest taki, że lepiej poczekać, aż będziemy gotowi i aż poznamy właściwą osobę, niż potem żałować.
Ronnie zgodziła się z nią, chociaż myślami była gdzieś indziej. Louis podszedł do Dominicka.
– A ten pierwszy pocałunek to z kim?
– Jezu, jeszcze nie skończyliśmy tego tematu? – jęknął Stan.
– No ej, każdy coś opowiedział, tylko nie on. Weź, daj nam jakąś gorącą ploteczkę.
Rothwell stał tak blisko Slammera, że ten nie mógł go już dłużej ignorować. Oparł się o blat.
– Pamiętasz Paige Hewson?
Louis przez chwilę próbował dopasować nazwisko do twarzy. W końcu pstryknął palcami.
– Nie gadaj! Ta typiara, która kradła fajki nauczycielce od hiszpańskiego? Stary, byłem nią gigantycznie zauroczony.
Dom uśmiechnął się pod nosem.
– Jak mogłeś pocałować laskę, która mi się podobała? – kontynuował Louis.
– To ona pocałowała mnie. Mieszkała po sąsiedzku. Często tam łaziłem.
– Spotykaliście się za moimi plecami?!
Ronnie klasnęła w dłonie.
– Pamiętam ją! Kiedyś przyniosła mi cały worek swoich ubrań.
– I to nie raz – dodał Dom. – Była w porządku. Ciekawe, czy udało jej się stamtąd wyrwać.
Przez chwilę jedynym dźwiękiem w kuchni był skwierczący olej na patelni. Louis przyglądał się w zamyśleniu Ronnie. Odsunęła od siebie talerz i wytarła usta wierzchem dłoni.
– Niedobre to. Wezmę sobie chipsy do pokoju, okej?
– Ranisz mnie – mruknął jej brat.
Ona jednak nie była zainteresowana tym, co miał do powiedzenia. Skierowała się prosto do spiżarni.
– Nie no, czekaj, damy ci coś innego! – zawołała Tina. – Trzeba powiedzieć Owenowi, że te jego zmiany w menu są idiotyczne.
– Linda nie powinna pozwalać mu aż tak się tu panoszyć – dodał Stan.
Louis podrapał się po głowie.
– Dobra, ale kto mu to powie? Mamy jakiegoś ochotnika? Mnie oni nadal przerażają.
Nie musiał pytać. Wszyscy jednocześnie spojrzeliśmy na Doma. On sam wyglądał na bardzo zadowolonego z tego pomysłu.
– Z największą przyjemnością.ROZDZIAŁ 3
Genevieve
Benjamin wbijał mi delikatnie palce pod żebra jako sygnał, że chce już opuścić kuchnię. Miałam wewnętrzny konflikt; z jednej strony bardzo chciałam wysłuchać Ronnie – potrzebowała starszej koleżanki, która nie jest przewrażliwiona na jej punkcie (w odróżnieniu od reszty towarzystwa). Z drugiej jednak musiałam mieć na uwadze komfort Benjamina, którego zbyt łatwo było wprawić w zakłopotanie. Gdy tylko temat młodej i jej chłopaka dobiegł końca, zaczęłam zbierać swoje rzeczy, żeby pójść pouczyć się na górze.
– Mogę iść z wami? – zapytała Ronnie. – Nie będę przeszkadzać, pooglądam serial na słuchawkach.
– Wiesz, ty chyba też powinnaś się uczyć – stwierdził Louis. – Stypendium to nie wszystko, dobrze byłoby pochwalić się też wynikami w nauce w tej nowej szkole.
Gdy tylko odwrócił się do niej plecami, Ronnie pokazała mu środkowy palec. Powstrzymałam uśmiech.
– Pewnie, że możesz iść z nami, nie musisz pytać. Dom, zrobisz nam lemoniadę?
– Nie – odparł, ale od razu sięgnął po cytryny.
Tina klasnęła.
– O, właśnie! Też miałam do ciebie prośbę. Jeśli później zrobi się trochę luźniej, spróbujemy ugotować ramen? Mam gigantyczną ochotę.
Louis parsknął śmiechem na widok miny Doma.
– Jaki ramen? Skąd ci się to wzięło? Zresztą, od kiedy w sobotę możemy spodziewać się luzu?
– Odkąd serwujecie tę obrzydliwą zupę – odpowiedziała Ronnie.
Brat rzucił jej urażone spojrzenie.
– Moim zdaniem jest bardzo dobra – wtrącił Benjamin.
Tina uśmiechnęła się słodko do Doma.
– To jak będzie z tym moim ramenem? Stan może zaraz skoczyć po składniki. Prawda, kochanie?
Jej chłopak bez wahania wstał i sięgnął do kieszeni po kluczyki do auta.
– Wyślij mi listę zakupów.
Ronnie podała Benjaminowi dwie paczki chipsów, a sama wzięła dzbanek z lemoniadą i trzy szklanki. Było mi głupio, że tylko ja zostałam z pustymi rękami, ale w takim składzie wyszliśmy na salę.
Wszystkie moje myśli gdzieś uleciały, gdy tylko zamknęły się za nami drzwi. Stanęłam w miejscu, niezdolna odwrócić wzroku od oczu, które zawsze potrafiły mnie wypatrzyć w pomieszczeniu pełnym ludzi.
Ben i Ronnie w pierwszej chwili nie zauważyli, że zostałam w tyle. Nie potrzebowali dużo czasu, by zarejestrować, na kogo patrzę.
Jonathan Whitford siedział w naszym ulubionym boksie w towarzystwie trzech mężczyzn. Jednym z nich był jego ojciec, drugim Owen Warren, a trzeciego nie znaliśmy. Jedli wspólnie obiad, rozmawiając głośno.
– Chodź – poprosił spokojnym tonem Ben, szturchając mnie w ramię. Gdyby nie miał zajętych rąk, pewnie pociągnąłby mnie za sobą.
Jon nie wstał, nie przywitał się z nami ani nie próbował zagadywać. Dopiero gdy dotarliśmy na szczyt schodów, mój telefon zawibrował w kieszeni.
_Jonathan Whitford: Cześć, Genevieve. Chyba muszę się wytłumaczyć. Owen chciał pochwalić się mojemu ojcu i staremu Walkera, jakie ma plany na ten hotel, a ktoś ostatnio poradził mi, żebym popracował nad relacją z tatą, więc nie odmówiłem wspólnego obiadu. Nie chciałem Ci wchodzić w drogę, nie wiedziałem, że tu będziesz._
Gapiłam się na ekran przez dłuższą chwilę. Jak przez mgłę dotarł do mnie fragment rozmowy Benjamina i Ronnie.
– Dlaczego zawsze siedzicie z Genevieve w tym pokoju, a nie u ciebie i Doma?
– Bo Dom się wkurza, gdy znajduje okruszki w pościeli.
– Kogo to obchodzi, czy się wkurza, czy nie? To wygląda tak, jakbyś trzymał się tego drugiego pokoju, bo nie jesteś pewien związku z moim bratem.
– Jezu, nie wygaduj głupot, Ronnie.
– To nie są głupoty. Ja niedługo się wyprowadzam, on pewnie będzie tym załamany. Muszę mieć pewność, że znalazł w kimś oparcie.
– Ma wokół siebie całą masę osób, nawet nie zauważy, że cię nie ma.
– Myślisz, że jesteś zabawny, a ja serio zaraz ci przywalę.
Uniosłam wzrok, gdy śmiech Benjamina nagle się urwał. Kiedy ma się paczkę znajomych, milczenie zwraca uwagę znacznie bardziej niż gwar rozmowy. Przyglądali mi się z końca korytarza.
– Wszystko okej? – zapytał Benjamin, ale jego mina mówiła mi, że dokładnie wie, na jaką wiadomość patrzę.
Dołączyłam do nich niechętnie. W pokoju – dawniej okazjonalnie moim, później Bena, teraz, powiedzmy, wspólnym – od razu rzuciłam się na łóżko.
– Dlaczego ja taka jestem? – jęknęłam.
Benjamin omiótł wzrokiem wiadomość, po czym podał mój telefon Ronnie, a sam opadł na materac obok mnie.
– Mam wyrzuty sumienia, że tak go potraktowaliśmy – wyznał nagle. – Przestaliśmy z nim gadać, bo baliśmy się, że wie o tym, co robił Walker, a on udowodnił, że nic nie wiedział. Tak naprawdę jedyną jego czerwoną flagą było to, jak potraktował przy mnie ojca. Ale czy przez jedną wadę powinniśmy całkowicie przekreślać człowieka? Gdybyś zawsze rezygnowała z ludzi z taką łatwością, w ogóle nie siedziałabyś w tym hotelu.
Westchnęłam ciężko. Nikt mnie nie rozumiał, nawet Benjamin, który zawsze tak bardzo starał się mnie wysłuchać. Mnie samej trudno było nazwać te uczucia, bo choć miały sens w mojej głowie, nie potrafiłam przełożyć ich na odpowiednie słowa.
Czas, który spędziłam z Jonathanem, był naprawdę dobry. Od początku sprawiał, że czułam się tak, jak nigdy dotąd. To było uzależniające w najlepszym tego słowa znaczeniu. I chyba właśnie dlatego tak bardzo bałam się na to otworzyć.
To, co przeżyłam, dorastając, trwale odbiło się na moim charakterze. Chociaż Jon dawał mi szczęście, za bardzo się przywiązałam do tego stanu. Widziałam w jego oczach uczucia, a to, zamiast mnie ucieszyć – przeraziło. On też się ode mnie uzależniał, a przecież ja byłam zniszczona. Prędzej czy później by to odczuł.
Nie chciałabym zmarnować jego czasu, skoro wiedziałam, że nie jestem jeszcze gotowa na związek.
– Ty rozmawiaj z nim normalnie – poprosiłam Benjamina. – Ja… nie mogę. Nie mogłabym się z nim kolegować, bo za bardzo mi się podoba. A nie chcę relacji romantycznej.
– Ale ty sobie lubisz utrudniać życie – wymruczała Ronnie.
Oczywiście, że ona tak myślała, bo gdy tylko zaczął jej się podobać futbolista, z którym chodziła na matematykę, wzięła sprawy w swoje ręce. Nie wzdychała do niego ukradkiem ani nie czekała, aż sam zwróci na nią uwagę. Zagadała do niego po jednym z meczów i od razu zaiskrzyło.
Ja też to poczułam w relacji z Jonathanem, gdy zamknięci w pokoju Benjamina przegadaliśmy pół nocy. Może jestem szalona, ale miałam wrażenie, że gdy patrzył mi w oczy, prześwietlał mnie na wylot. Boję się tego uczucia, jakbym była całkowicie odkryta emocjonalnie.
– Wow! – Krzyk Ronnie wyrwał mnie z zamyślenia.
Okazało się, że dawno przestali zawracać sobie głowę moimi rozterkami sercowymi. Ben trzymał w rękach swój telefon, a siostra Doma zaglądała mu przez ramię.
– Od ostatniego posta minęły dwie doby i bardzo się rozklikał – wyjaśniła. – Ben staje się sławny.
Od razu się zaczerwienił.
– Bez przesady.
– Pokaż. – Wyciągnęłam rękę po telefon, a on już dawno się nauczył, żeby mi nie odmawiać.
Szkoda tylko, że nadal nie nauczył się wierzyć w siebie.
Odkąd mój tata kupił mu tablet, Benjamin się z nim nie rozstawał. Jakieś dwa tygodnie temu w końcu zdecydował się podzielić swoimi pracami ze światem. Nad regularnością postów czuwała Ronnie; i tak spędzała cały czas przed ekranem, więc równie dobrze mogła robić przy tym coś pożytecznego.
No i faktycznie – jej znajomość mediów społecznościowych nie poszła na marne. To dopiero czwarty post na Instagramie @benjamin_draws_stuff, a już ma prawie pięć tysięcy polubień.
– Przez to, że te jego rysunki tworzą spójną historię, gdy ten czwarty wyświetla się ludziom w proponowanych postach, wracają zobaczyć pozostałe – wyjaśniła mi Ronnie. – Algorytm uzna to za interesujące i będzie pokazywać więcej.
– To cudownie!
Ścisnęłam dłoń Bena, ale on odsunął się nieco skrępowany.
– Mieliśmy się uczyć – przypomniał.
Ronnie go zignorowała.
– Ty też powinnaś zacząć wrzucać swoje obrazy, Gen. To głupie, żeby nie korzystać z możliwości, jakie daje internet.
– Ja jednak lepiej odnajduję się w czymś innym niż Benjamin. Mnie się marzą wystawy w galerii, gdzie ludzie mogliby doceniać każde pociągnięcie pędzla. Chcę mieć pracownię, całą ubrudzoną farbą. Wiecie, taki pokój, gdzie nie ma nic oprócz płótna, ale są ogromne okna, przez które wpada mnóstwo światła. To moja bajka.
Ben i Ronnie spojrzeli na siebie tak, jakby wpadł im do głowy ten sam pomysł w tej samej chwili.
– W kwestii zorganizowania wystawy można zagadać z burmi… – zaczęła Ronnie.
– Nie, nie, nie – weszłam jej w słowo. – Absolutnie. Nic od niego nie chcę.
– Ale…
– Wiecie co? Chyba powinniśmy zacząć się uczyć.
Chwyciłam torbę z podłogi i zaczęłam w niej grzebać w poszukiwaniu zeszytu. Chociaż starałam się pozostać miła, napięcie w pomieszczeniu było trudne do zignorowania. Postanowiłam, że nie będę sobie tego zbytnio wyrzucać. Rodzina Warrenów miała środki, które mogły bardzo pomóc hotelowi Lindy i karierze Ronnie. Ale ja nie chciałam nawet zbyt długo przebywać z nimi w jednym pomieszczeniu.
Nie warto okazywać urazy, ale warto zachować zdrowy dystans.
Podczas gdy Ben wyciągał swoje rzeczy, a Ronnie otwierała chipsy i rozlewała lemoniadę do szklanek, wzięłam telefon do ręki. Przeczytałam jeszcze raz wiadomość od Jonathana, a moje palce zaczęły powoli wystukiwać odpowiedź.
_Genevieve McKenney: Nie musisz się tłumaczyć. Mam nadzieję, że zupa Ci smakowała, to nowy pomysł Owena:) Ale tak serio – przepraszam, że zmarnowałam Twój czas. Nigdy nie planowałam, że tak to się potoczy. Nie chcę, żeby było między nami dziwnie, ale nie umiem inaczej. Nie byłam gotowa. Przepraszam jeszcze raz._
Kliknęłam „wyślij”, po czym odrzuciłam telefon na pościel, jakby mnie oparzył. Benjamin chyba to zauważył, ale postanowił nie pytać.
– Zaczynamy od najtrudniejszych lekcji czy najłatwiejszych? Najłatwiejsze pomogą nam się wkręcić w pracę, ale jeśli zaczniemy od najtrudniejszych, to potem już będzie z górki.
Mój telefon zawibrował. Tym razem Ben nie potrafił stłumić uśmiechu, który miał wyjątkowo zaraźliwy.
– Śmiało, sprawdź, kto napisał – zachęcił, podając mi aparat.
_Jonathan Whitford: Nie przepraszaj. Wierzę, że kiedyś będziesz gotowa, żeby to przegadać. Może do tego czasu będzie mnie stać na pierścionek zaręczynowy. Także po przemyśleniu sprawy… Nie spiesz się ;)_
Po krótkiej chwili na ekranie pojawiła się kolejna wiadomość.
_Jonathan Whitford: A zupa była paskudna. Ale błagam, nie mów kucharzowi, że to powiedziałem._
Nie byłam świadoma tego, jak głupkowato uśmiecham się do telefonu, dopóki nie podniosłam wzroku. Napotkałam wścibskie spojrzenia przyjaciół.
– Z kim piszeeeeesz? – zapytała przeciągle Ronnie, poruszając zabawnie brwiami.
– Z mamą – odpowiedziałam, chociaż sama usłyszałam, jak nieprzekonująco to zabrzmiało.