Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Dusza Szatana - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
19 grudnia 2025
2550 pkt
punktów Virtualo

Dusza Szatana - ebook

Chodzę z nim.
Czuję się z nim dobrze.
Ale to nie jest chłopak, z którym chcę spędzić życie.
Mój ideał jest wyznawcą samego Szatana.
Adria to Adrianna. Adrianna to Adria. Z pozoru zwykła dziewczyna, chowająca się pod maską niedoskonałości. Pełna sekretów, blizn z przeszłości i ciągłego niekontrolowanego gniewu.
Ben to Beniamin. Beniamin to Ben. Typowy bad boy, trzymający się na uboczu i nieufający nikomu. Kiedyś zdradzony, nie chce po raz kolejny rozdrapywać już zagojonych ran.
Tych dwoje wiele łączy. Muzyka, pasja, motoryzacja. Tylko jedno ich blokuje: krok naprzód.
Jedna decyzja zmieni wszystko.
Ale gdy cały świat się wali, czy jest sens, by od nowa nauczyć się kochać?

Cześć. Mam na imię Ania i w wieku dwudziestu trzech lat wydałam swoją pierwszą książkę. Zawsze bałam się opinii innych na swój temat, ale nigdy nie przestawałam marzyć. A największym moim marzeniem było, żeby wydać książkę. Któregoś dnia wyszłam więc przysłowiowo z szafy i oto jest "Dusza Szatana". Moja pierwsza powieść.
Nadal nie mogę w to uwierzyć, ale kiedy trzymam ją w rękach, wiem jedno: warto marzyć, bo marzenia się spełniają.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Dla młodzieży
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8308-916-4
Rozmiar pliku: 869 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ 1

Początek studiów w pewnym stopniu mogę porównać do koszmaru. Nie byłam pewna, jak poradzę sobie na uniwersytecie, czy dam sobie radę na wydziale kryminologii. Do tego szczególnie bałam się o swoje uczucia względem Bartka, gdy w mojej codzienności pojawił się ten zupełnie obcy mi chłopak.

Różniło ich wszystko, a mnie trudno było określić, który powinien być w moim życiu. Wiadomo, że pseudo-Marilyn Manson był ideałem, a Bartek był po prostu Bartkiem, ale czułam niewyobrażalną potrzebę, żeby w jakiś sposób poznać nieznajomego. A to było trudne, ponieważ jeszcze nigdy nie zamieniłam z nim słowa twarzą w twarz.

Poznałam go dzięki moim i jego znajomym, ale bliższy kontakt nie wchodził w grę, bo nadal byłam dziewczyną Bartka. A pisanie na Messengerze po tym, co zrobiłam, było najgorszą z możliwych opcji.

Pierwszy tydzień – czy nawet miesiąc – zawsze bywał dziwny, nowy i trudny. Trzeba było uporać się ze zmianami i tym, co nas otaczało. Było widać, że wszyscy baliśmy się nawiązywać ze sobą kontakty. Jakoś nigdy nie lubiłam ludzi i integracji, więc śmiało mogę powiedzieć, że zawsze byłam typem samotnika, choć miałam swoją grupkę przyjaciół, znajomych – po prostu nie wyobrażałam sobie nowych osób w moim dotychczasowym życiu. Mimo wszystko nie miałam wyjścia i na początek postanowiłam przynajmniej porozmawiać z osobami, które nie były Bartkiem czy Izą.

Trochę to trwało, ale wreszcie powolutku przystosowałam się do nowej sytuacji i osób w moim otoczeniu. Okazało się, że to, iż Bartek był na tym samym kierunku co ja, wcale nie poprawiało sytuacji – wręcz przeciwnie, utrudniało ją. Byłam przyzwyczajona, że mój chłopak jest w innej klasie, więc było mi trudno oswoić się z tym, że był przy mnie praktycznie na każdym kroku.

Nigdy nie lubiłam publicznie okazywać uczuć i tego, jak bardzo potrzebowałam niektórych osób w moim życiu, bo nie byłam wylewna i uczuciowa, ale to nie dlatego trudno było mi przytulać się do Bartka na uczelni – nie chciałam, żeby zobaczył nas metalowiec. I tak nie byłam pewna swoich uczuć do mojego chłopaka, a taki widok mógłby wszystko zepsuć, dlatego wolałam tego unikać.

Długo myślałam, w jaki sposób mogłabym go lepiej poznać, ale nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. Rozmowa z nim nie wchodziła w grę – z natury byłam osobą nieśmiałą, to byłoby dla mnie za bardzo stresujące. Wcześniej głupio wyszło i dobrze o tym wiedziałam, ale przez to bałam się, że nigdy nawet nie będę w stanie zamienić z nim słowa, bo w każdej chwili mógłby po prostu kazać mi spadać.

Mimo wszystko okazał się inny, niż oceniłam go rok temu.

Gdy napisałam mu, co czułam, Ben nie potraktował tego jako żartu czy głupoty, wręcz przeciwnie. Fakt, odrzucił mnie, czego się oczywiście spodziewałam, ale zrobił to tak dojrzale, że pomimo wielu wylanych łez nie potrafiłam długo być na niego zła. Był po prostu szczery. Nie każdy chłopak przyjąłby takie wyznanie tak spokojnie.

To, co zrobiłam, i tak miało wyglądać inaczej, ale jak zwykle – na połowę zaplanowanych rzeczy – zrobiłam niewiele. Czułam się bezradna. Niekiedy opuszczała mnie nadzieja, że to wszystko w ogóle miało jeszcze jakiś sens…

Planowanie sensownego rozwiązania, jak zagadanie do kompletnie obcego mi chłopaka, zajęło dużo czasu. Przerażała mnie myśl, że po tamtej akcji byłam na straconej pozycji, ale ostatecznie zdecydowałam, że nie zamierzam się poddawać. Liczyłam, że gdybym na nowo odważyła się spróbować go poznać i o niego zawalczyć, to moglibyśmy być razem. Tego najbardziej chciałam.

Początek października miał być datą wdrożenia planu zdobycia metalowca. Rzadko rozmawiałam o nim z przyjaciółką – po liceum wybrałyśmy inne kierunki studiów, a choć byłyśmy na tym samym uniwersytecie, to temat mojego zauroczenia zszedł na dalszy plan. To jednak nie był najważniejszy powód niewielu rozmów o Benie – chodziło o fakt, że wciąż miałam chłopaka i nie mogłam rozmawiać o innym, będąc w związku.

Najczęściej więc rozmawiałam sama ze sobą, w myślach, by nikt tego nie usłyszał. Byłam bardzo dobrym słuchaczem. Ale nie byłam dobrym człowiekiem, a tym bardziej dobrą dziewczyną. Nie chciałam ranić Bartka… Tylko że Beniamin był w moim życiu kimś ważniejszym – choć nigdy tak naprawdę nie gadaliśmy, przynajmniej nie tak, jak bym tego chciała, stojąc naprzeciwko siebie, to oboje się uzupełnialiśmy. Wciąż dręczyła mnie myśl: _Dlaczego nie jesteśmy razem?_

Od zawsze chciałam chłopaka, który byłby moją drugą połówką, który lubiłby to, co ja, interesował się tym, co ja. Który byłby moim dopełnieniem.

Cóż, Bartek nim nie był, a szkolny Marilyn Manson owszem, dlatego musiałam jak najszybciej dowiedzieć się, czemu ja i on nie byliśmy razem, a później rozstać się z Bartkiem. Nigdy niczego nie byłam bardziej pewna niż tego, że nadejdzie czas, kiedy nasz związek przestanie istnieć. Wiedziałam, że to nie będzie łatwe zadanie, ale miałam też świadomość, że tkwienie w przymusowej relacji będzie jeszcze gorsze. Pozostało mi tylko czekać na odpowiedni moment.

– Słuchasz mnie jeszcze w ogóle?

– Co? Ach, tak. Wyłączyłam się, przepraszam.

– Mam wrażenie, że to, co siedzi ci w głowie, jest ważniejsze od wszystkiego innego.

Razem z Izą po skończonych zajęciach postanowiłyśmy udać się do niej, żeby pogadać o studiach i tym, jak nam szło zawieranie nowych znajomości.

Była ku temu idealna okazja, bo był to jeden z niewielu dni, kiedy miałam wolne od pozostałych zajęć. Zazwyczaj po uczelni chodziłam na przeróżne spotkania i treningi, więc chętnie wykorzystałam okazję na spędzenie czasu z Izą i wspólne ploteczki.

– Powiesz, o czym myślałaś? – zapytała.

– Wolałabym nie.

– Ja i tak to z ciebie wyciągnę, więc lepiej powiedz to z własnej nieprzymuszonej woli.

– Może usiądziemy? – zaproponowałam.

Weszłyśmy do parku, w którym zawsze panowała cisza i spokój. Idealne miejsce na pogaduchy o chłopakach albo o wszystkim innym, ale nie oszukujmy się – głównym tematem rozmów każdej dziewczyny zawsze byli oni.

Usiadłyśmy w naszym ulubionym miejscu pod drzewem, gdzie mogłyśmy się skryć przed innymi. O tej porze roku, na początku października, zawsze było tu pięknie.

– A więc? Ja wciąż czekam.

– Tak, tak. Wiem. Już – powiedziałam. – Po prostu zastanawiam się, jakich użyć słów.

– Tych najprostszych.

– Łatwo ci mówić.

– Wiem, kochana, ale pamiętaj, nie jestem tu od oceniania cię. Jestem od słuchania.

– Tak, wiem, pamiętam.

– A o kogo w ogóle chodzi, że to aż takie trudne?

– A skąd wiesz, że chodzi o jakąś osobę, a nie rzecz czy sytuację?

– Bo to widać. Więc?

– A jak myślisz? – zapytałam, spoglądając na nią ukradkiem.

– Pewnie o Bartka. Tak mi się wydawało, że jesteście bliscy rozstania.

– O niego też chodzi, ale bardziej o Beniamina.

– O Beniamina? – zdziwiła się Iza. – Tego się nie spodziewałam. Co tym razem?

– Tak jakby to, co wcześniej.

– A konkretniej? – dopytywała dalej.

– Nie umiem o nim zapomnieć. Chyba nawet nie kocham Bartka.

– Dlaczego tak myślisz?

– Bo widzisz – zaczęłam szukać odpowiednich słów – niby jestem z nim szczęśliwa, ale wiesz, jaki on jest. Może mówi prawdę, że mu się podobam i mnie kocha, ale dlaczego nie akceptuje tego, jaka jestem? Tego, jak wyglądam? Mojego stylu? Przecież związek polega na kochaniu za wnętrze, a nie za wygląd, więc dlaczego on mi to wypomina? Nie lubi tego, nie lubi tamtego, a ja muszę tego słuchać, co bardzo mnie rani. A poza tym odnoszę coraz większe wrażenie, że zależy mu tylko na jednym. Ostatnio chce gadać ze mną tylko na jeden temat: kiedy będziemy robić ze sobą to, co robią jego zdaniem wszyscy, kiedy spróbujemy z bliższym kontaktem. I to się nie kończy. Tak jest dzień w dzień. Nie jestem na coś takiego gotowa, zwłaszcza że nie jestem pewna, czy w ogóle coś do niego czuję.

– To chyba trochę moja wina.

– Dlaczego tak uważasz? – Zmarszczyłam brwi.

– Przecież to ja nalegałam, żebyś dała mu szansę, i sobie chyba też. Żebyś miała okazję zapomnieć o Beniaminie. A wychodzi na to, że teraz jeszcze bardziej o nim myślisz. To był błąd, że tak nalegałam, wiedząc, że podoba ci się inny chłopak, który jest twoim ideałem.

– Nie obwiniaj się za to, przecież wiesz, jaka jestem. Rzadko kogoś posłucham, nawet jeśli ma rację, więc dobrze wiesz, że mogłam się nie zgodzić. A jednak podjęłam taką decyzję. Decyzję, której niestety żałuję.

– Mogę być z tobą szczera?

– Jasne, cenię sobie szczerość, nawet jeśli jest bolesna.

– Ta nie będzie, nie martw się – uspokoiła mnie przyjaciółka. – Myślałam po prostu, że trochę dłużej ze sobą wytrzymacie. Bartek wydawał się ciebie wart i wyglądało na to, że będzie wam razem dobrze. Nie sądziłam, że będzie gadał tylko o jednym. Tutaj masz całkowitą rację, bo to przecież nie pierwsza nasza rozmowa na ten temat. To ty powinnaś mu powiedzieć, kiedy będziesz gotowa na cokolwiek, a na ten moment on powinien uszanować twoją odmowę, a nie ciągle cię do tego namawiać, bo prawdziwy związek nie polega tylko na tym jednym. – Przerwała i zaczerpnęła powietrza. – Nie wiem, co jeszcze ci powiedzieć, bo to bardzo ciężki temat.

– To może w ogóle już o tym nie gadajmy, okej?

– O tym możemy nie gadać, ale musimy poruszyć jeszcze temat tego drugiego.

– W sumie to on jest tym pierwszym, ale wiem, o co ci chodzi.

Po raz pierwszy od dłuższego czasu na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Przy Izie zawsze można było się rozluźnić, zapomnieć o wszystkich problemach. Moja przyjaciółka w jakiś sposób zawsze potrafiła załagodzić każdą sytuację i dobrze doradzała. Była naprawdę wyjątkowa, dlatego cieszyłam się, że miałam ją przy sobie w każdej chwili i o każdej porze.

– Dobrze, opowiem ci, o co chodzi z Beniaminem, ale może chodźmy już stąd. To jeszcze nie listopad, a powoli robi się już chłodno.

– Tak, masz rację.

– Więc chodźmy.

Wyszłyśmy z parku i udałyśmy się w stronę domu Izy. Nie chciałam opowiadać o metalowcu, ale wiedziałam, że rozmowa z przyjaciółką mogłaby mi bardzo pomóc. Myślałam też, że może mi doradzić, co mam dalej robić. Z Mansonem nic nie było łatwe.

Chciałam wreszcie albo na dobre o nim zapomnieć, albo spróbować o niego zawalczyć. Bałam się, część mnie była przekonana, że nie powinnam uderzać w jego stronę, bo wcześniej dobrze na tym nie wyszłam, ale coś się ze mną działo, kiedy był w pobliżu, gdy go mijałam lub obserwowałam, i właśnie to poczucie sprawiało, że chciałam znowu zaryzykować. Teraz i tak nie miałam wiele do stracenia, bo większość straciłam już jakiś czas temu.

Zastanawiałam się, czy jest chociaż najmniejsza szansa na to, że mu się spodobam. A może już mu się podobałam? Może tak samo jak ja po prostu się bał? Co prawda nie wyglądał na takiego, który znałby to uczucie, ale pozory mylą.

Byłyśmy już bardzo blisko domu Izy, kiedy odważyłam się poruszyć jego temat. Do tej pory szłyśmy spokojnym tempem i rozmawiałyśmy bardzo niewiele, pewnie dlatego, że przyjaciółka wciąż czekała, aż zdam jej relację na temat metalowca.

– Męczy mnie ta cisza, więc powiem ci wszystko, co musisz wiedzieć, a także to, czego może niekoniecznie, ale ufam ci i chcę, żebyś mi pomogła i razem ze mną podjęła decyzję, co dalej.

– Nareszcie! – uradowała się moja przyjaciółka. – Dziewczyno, myślałam, że w tej kwestii już nie odezwiesz się ani słowem.

– Wiem, przepraszam.

– Nie przepraszaj, tylko mów – powiedziała Iza.

– No to mówię.

– Zuch dziewczyna, nie ma się czego bać.

– To może zacznijmy od tego, że uważam, że może warto spróbować jeszcze raz.

– Ale masz już może jakiś plan?

– Nie, nie mam, bo muszę wiedzieć, chociażby od ciebie, czy moje nowe starania będą miały jakiś sens. Bo jeśli to znowu okaże się niewypałem, to wyjdę na idiotkę, która nie rozumie słowa „nie” i nie umie odpuścić, a to fatalne uczucie, wiedząc, ile włożyło się w to pracy…

– A skąd ja mam wiedzieć, czy twoje starania będą miały sens? – zdziwiła się.

– Nie wiem, może kobieca intuicja? Cokolwiek… Jak ci się wydaje?

– A myślisz, że będziecie razem? Kiedy zamykasz oczy i wyobrażasz sobie przyszłość, na przykład za dziesięć lat, to z kim ją widzisz?

– Prawda jest taka, że z nikim. Nie ma w niej nikogo. Ani Bartka, ani Beniamina. Stoję sama w pustym pokoju, ale uśmiechnięta. Jakby pogodzona z losem, może nawet z tym, że nie dane mi było być z kimś, na kim tak do bólu mi zależy.

– Czyli jednak. Wciąż nie przestał ci się podobać. A będąc z Bartkiem, obok niego, o czym myślisz?

– Najczęściej myślę o tym, żeby Manson tego nie zobaczył.

– To mamy wielki problem, bo niby chcesz zapomnieć, ale też niby jest on dla ciebie kimś wyjątkowym. Tylko że nawet nie wiesz, czy warto podjąć kolejne ryzyko.

– Myślisz, że warto zaryzykować? – spytałam trochę niepewnie.

– Myślę, że wszystko, w co wierzysz, jest warte ryzyka. Jeśli tylko wierzysz w przyszłość z Beniaminem, to ryzykuj, a jeśli nie jesteś pewna i będziesz się stale zastanawiać, czy odwzajemni twoje uczucia, to nie ryzykuj. Jeśli jest tak, jak teraz mówisz, że już wiele straciłaś i nie masz więcej, to próbuj. A jeśli masz za dużo do stracenia, to tego nie rób, bo odzyskanie tego wszystkiego, co stracisz, będzie jeszcze trudniejsze.

– A ty?

Spojrzała na mnie.

– Co ja?

– Co byś zrobiła na moim miejscu?

– Jakby mi tak bardzo na nim zależało, to bym próbowała, ale jeśli to byłoby tylko chwilowe, wycofałabym się.

Weszłyśmy do domu Izy. Obie byłyśmy trochę niepewne tego, co trzeba będzie przygotować w związku z nowym planem dawnej „Akcji Ben”. Wtedy stworzyłyśmy nawet grupę na Messengerze, więc uznałyśmy, że i tym razem też tak zrobimy. Postanowiłyśmy zaangażować w to wszystko Laurę, moją siostrę, która w ubiegłym roku najbardziej starała się o to, żebym się nie poddawała i próbowała dalej.

Nowy plan i nowa grupa zostały przez nas zatytułowane _Akcja Ben 2.0_. Trochę oklepane, ale nie nazwa była tutaj najważniejsza – liczyła się realizacja.

– To co mi jeszcze powiesz? – spytała Iza.

– A co chcesz wiedzieć?

– Wszystko, całą prawdę.

– Od czego mam zacząć?

– Od jednej bardzo ważnej rzeczy.

– Jakiej? – zdziwiłam się.

– Bo ja wciąż tego nie wiem. Dlaczego on ci się w ogóle podoba?

– Dlaczego? Bo jest taki jak ja. To dzięki niemu udoskonaliłam swój sposób ubierania się. Zawsze korciło mnie, żeby tego spróbować… Mamy ze sobą tak wiele wspólnego! Ta sama muzyka, ten sam gotycki styl, te same zainteresowania i pasje. Jest chłopakiem z moich snów. Wiem, brzmi to głupio, wręcz oklepanie, ale tak właśnie jest. Czuję, że on w pełni zaakceptowałby mnie taką, jaka jestem, nie to co Bartek. Nie wiem, jaki jest wewnątrz, ale sama jego obecność sprawia, że nie umiem racjonalnie myśleć, mój mózg wariuje, serce przyśpiesza, brzuch boli. Nigdy się tak nie czułam.

Iza patrzyła na mnie jak zahipnotyzowana.

– No co? – zapytałam.

– Nic. Po prostu to było tak piękne, że aż nie wiem, co powiedzieć.

Uśmiechnęłam się do niej.

– To nie mów nic. Cisza jest lepsza niż zbędne słowa.

Usiadłyśmy na łóżku i zapatrzyłyśmy się w przestrzeń między nami.

– Czego teraz od niego oczekujesz? – zapytała Iza po jakimś czasie, gdy obie już nacieszyłyśmy się ciszą.

– Od niego? Sama nie wiem.

– To po co chcesz się znowu w to pakować?

– Bo nie potrafię się z tym wszystkim pogodzić. Zwyczajnie nie umiem o nim zapomnieć.

– Wiesz, że to może się źle skończyć?

– Wiem – powiedziałam. – Mogę znienawidzić siebie albo wreszcie ułożyć swoje popieprzone życie.

– A co, jeśli nie ułożysz tego popieprzonego życia, wchodząc w poplątaną sytuację związaną z Beniaminem?

– Wtedy będę w wielkim gównie.

– Ad, wiesz, że zawsze we wszystkim ci pomogę, ale tak naprawdę nie wiem, co masz teraz zrobić. Nie wiem, kochana, od czego masz nawet zacząć.

– Może od początku?

– Co masz na myśli?

– Może źle to wszystko wtedy rozegrałam. – Wstałam z łóżka. – Może trzeba było zacząć z nim normalnie pisać, a nie robić coś takiego.

– W porządku – odparła Iza. – Ale czasu nie cofniesz. Co planujesz teraz zrobić?

– Teraz? – zdziwiłam się.

– Tak, teraz.

– Teraz to muszę wracać do domu.

– Serio?

– Serio, serio. Robi się późno, a jak robi się późno, to mój mózg i tak już nie pracuje.

Obie zaśmiałyśmy się mimowolnie, ale wiedziałam, że nie o to chodziło Izie. Nie miałam żadnego planu, lecz chciałam coś zdziałać. Musiałam wreszcie poznać całą prawdę. Musiałam zawalczyć o to, na czym mi tak bardzo zależało. Tylko nie wiedziałam jak.ROZDZIAŁ 2

Podróż do domu ciągnęła mi się niemiłosiernie. W głowie kotłowało się zdecydowanie za wiele myśli. Wszystkie uczucia – te dobre i te złe – walczyły o uwagę.

Bałam się, jak zareaguje Laura, gdy zobaczy, że znalazła się w nowej grupie. Miałam nadzieję, że będzie chciała nam pomóc. W końcu to był jej pomysł, żebym spróbowała jakoś nawiązać kontakt z Mansonem. Może już coś siedzi jej w głowie?

Wciąż najbardziej nie byłam pewna czegoś innego… Jak zerwać z Bartkiem?

* * *

Gdy około godziny dwudziestej dotarłam wreszcie do domu, przywitała mnie znajoma, choć niezwykle niemiła codzienność. Postanowiłam nie zdejmować kurtki, żeby być przygotowaną na możliwą ewakuację.

– To może wreszcie się wyprowadź, skoro tak ciężko jest ci zaakceptować to, co się stało, a czego nie można już zmienić!

– Widzę, że nie rozumiesz powagi sytuacji!

– To mi wytłumacz!

– To wszystko to jest twoja wina! To ty je tak wychowałaś! Jedna wygląda jak wariatka, kolczyki, tatuaże, ubiera się na czarno, jakby była żałoba! A Damian?! To przez ciebie…

– Co przeze mnie?! Dokończ!

– To przez ciebie nie żyje!

Zawsze uważałam, że małżeństwo jest dowodem miłości. Niby tej prawdziwej. Ale gdy wokół mnie zaczęły się pojawiać liczne rozwody rodziców moich znajomych, zastanawiałam się, czy aby na pewno miłość istnieje. Nie ta prawdziwa, ale w ogóle jakakolwiek… A patrząc na moich rodziców, którzy ostatnimi czasy wiecznie się kłócili, rozmyślałam o tym, co w ogóle skłoniło ich do zawarcia związku małżeńskiego.

– Długo już się tak kłócą? – zapytałam szeptem, podchodząc do starszej siostry.

Laura siedziała na schodach i pustym wzrokiem patrzyła w ścianę. Nie była przerażona, była wręcz za spokojna.

– Muszę przyznać, że trochę już to trwa – odpowiedziała. – I z każdą kolejną kłótnią obawiam się, że dojdzie do najgorszego.

– Czy ty nie możesz zrozumieć, że włożyłam całą siebie w wychowanie dzieci, bo ciebie nigdy nie było?!

– Czyli teraz to jest moja wina?!

Nie miałam ochoty wychodzić, ale potrzebowałam świeżego powietrza z dala od ich ciągłych kłótni. Chciałam pobyć przez chwilę z siostrą, żeby szczerze z nią o wszystkim porozmawiać.

– Młoda – odezwała się po chwili. – Wychodzimy.

Nawet nie zastanawiałam się nad jej słowami, po prostu wyszłyśmy z domu.

* * *

Długo milczałyśmy, nie mogąc znaleźć odpowiednich słów, by opisać sytuację, która miała miejsce. Wreszcie, gdy dotarłyśmy nad staw, w naszą bezpieczną przystań, Laura postanowiła zabrać głos:

– Słońce, wiem, że się boisz, że mogą wziąć rozwód, bo ja sama też się tego boję, ale może tak właśnie będzie lepiej. Tylko pamiętaj, że cokolwiek się stanie, my zawsze będziemy siostrami. Zawsze.

Uroniłam łzę, słysząc z jej ust bolesną prawdę. Po chwili Laura postanowiła kontynuować:

– Oni nie zdają sobie sprawy, że słowa, które kierują do siebie, ranią też nas. Jesteś już dorosła i wiem, że to rozumiesz. Mówię to tylko po to, żebyś zrozumiała, że świat w gruncie rzeczy jest po prostu okropny. Chcę, żebyś znalazła w sobie coś takiego, co będzie sprawiać ci radość. Żebyś mogła odreagować i odseparować się od osób, które cię ranią. Nie pozwól, żeby rodzice zniszczyli ci marzenia. Zadbaj przede wszystkim o siebie, bo to jest teraz najważniejsze.

Rozpłakałam się na dobre. Od dawna przeczuwałam, że planują rozwód, ale mimo wszystko miałam nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie.

– Posłuchaj, życie jest niesprawiedliwe. Miłość istnieje, choć jest bolesna i nie zawsze wygląda tak, jak byśmy tego chcieli. I choć kocham Maksa, muszę mieć pewność, że on też mnie kocha. Nie będę brała ślubu tylko dlatego, że myślę o wiecznej miłości z nim. Możliwe, że nasi rodzice też o tym myśleli w dniu ślubu, a teraz myślą tylko o rozwodzie. Chcę, żebyś po prostu była zawsze szczęśliwa, znalazła kogoś, kto będzie odpowiedni, taki tylko dla ciebie. Żebyś nie musiała się kłócić czy rozwodzić. Ale pamiętaj, żeby stawiać siebie na pierwszym miejscu i nie pozwolić, żeby ktoś stale cię ranił. Złamane serce ciężko posklejać. Coś przecież o tym wiesz.

– Kiedy zrobiłaś się taka mądra? – zapytałam.

– Kiedy życie po raz pierwszy kopnęło mnie w dupę.

* * *

Około godziny dwudziestej drugiej dotarłyśmy z powrotem pod drzwi naszego własnego piekła. Czułyśmy zmęczenie zarówno rozmyślaniem, jak i samą drogą. Wiedziałam, że nadchodzące dni będą bardzo trudne do przeżycia, bo mimo wszystko stale martwiłam się o rodziców, ale chciałam również zadbać o siebie, wprowadzając swój plan w życie.

Po szybkim i orzeźwiającym prysznicu przebrana w piżamę poszłam na górę do swojego pokoju. Odpaliłam muzykę z wieży stereo i położyłam się do łóżka. Włączyłam Messengera na telefonie, a ten przez dobrych kilka minut pikał jak oszalały, gdy pojawiały się wiadomości na grupie _Akcja Ben 2.0_. Cieszyłam się, że noc dopiero się zaczynała, bo mogłam na spokojnie przeczytać, o czym Iza i Laura pisały przez długi czas mojej nieobecności.

Messenger

Akcja Ben 2.0. (aktywny(a) teraz)

cz. o 21:51

Adria: Dziewczyny, przestańcie się kłócić, wiemy, że każda z nas ma swoje zdanie i opinie na ten temat, ale to nie powód, żeby się kłócić. Nie o Bena, ha ha

Próbowałam udawać, że jest mi do śmiechu, tylko po to, by się o mnie nie martwiły, ale jedyną rzeczą, o której myślałam, było zwinięcie się w kłębek i zalanie łzami.

Messenger

Akcja Ben 2.0. (aktywny(a) teraz)

cz. o 22:33

Iza: To nie jest kłótnia, kochana. Po prostu do Laury nie dociera, że to, co chce, żebyś zrobiła, się nie uda

Laura: Skąd wiesz, co się uda, a co nie? Moim zdaniem to dobry pomysł

Iza: Nie rozumiesz, że to jest idiotyczne? Ad, nie zgadzaj się na to

Laura: Nie mów jej, co ma robić, niech sama podejmie decyzję

Iza: W porządku, ale niech nie podejmuje twojej decyzji

Laura: Niby dlaczego? Co tak bardzo ci w tym nie odpowiada?

Iza: Na jej miejscu zrobiłabyś to, co jej proponujesz? No chyba nie

Laura: Tak, zrobiłabym, czemu by nie? I tak nie ma niczego do stracenia

Iza: Nie rozumiesz powagi sytuacji? Owszem, teraz ma do stracenia wiele więcej niż przedtem, bo próbuje wejść w to drugi raz

Laura: No i co z tego? Niech wchodzi drugi, trzeci, a nawet dziesiąty

Adria: Dziewczyny, w tej chwili się uspokójcie, obie macie rację i obie jej nie macie. Przykro mi, siostro, ale nie jestem pewna, czy umiałabym to zrobić. A ty, Iza, nie zakładaj z góry, że czegoś nie zrobię

Laura: Moim zdaniem to naprawdę bardzo dobry pomysł i żałuję, że nie zrobiłaś tego wcześniej, od samego początku

Iza: Wciąż uważam, że to zły pomysł

Laura: Co jest złego w szczerym porozmawianiu z Beniaminem?

Adria: Rozmowa

Laura: Siostra, wiem, że to może być trudne, pewnie nawet bardzo, ale moim zdaniem powinnaś to zrobić. Gdy będziesz z nim rozmawiać, to od razu będziesz wiedzieć, czy kłamie, czy mówi prawdę. Szczera rozmowa to wszystko, czego potrzebujesz, da ci więcej niż pisanie z nim

Adria: Wiem, że masz rację, bo od samego początku chciałam z nim pogadać, tak normalnie, ale ja bardzo się boję, nie wiem nawet, od czego mogłabym zacząć

Iza: Stara, przerabiałyśmy to już. Ale jeśli naprawdę chcesz zrobić to, co chce Laura, to zacznij od początku, tak jakby nic się nie wydarzyło

Laura: Problem w tym, że się wydarzyło i ona nie może tak nagle udawać, że tego nie było. Nie wiemy nawet tak naprawdę, jak on na to wszystko zareagował

Iza: Dobrze, mogę się teraz z tobą zgodzić, ale nagła rozmowa z nim może go zdziwić i może nie wiedzieć, co zrobić, jak się zachować. A poza tym nie wydaje mi się, żeby Adi była gotowa usłyszeć, że nic z tego nie będzie

Laura: Po tym wszystkim naprawdę uważasz, że nie mógł zmienić zdania?

Iza: To chłopak, oni inaczej podchodzą do takich spraw, nie sądzę, żeby ot tak zmienił zdanie

Adria: To twoim zdaniem co powinnam zrobić?

Iza: Prześpij się z tym wszystkim, co ci powiedziałyśmy i co pisałyśmy wyżej z Laurą, a jutro na spokojnie o tym pogadamy, może sama coś wymyślisz

Laura: Iza ma rację, mamy czas, żeby wszystko ustalić, a teraz idź spać

Adria: Dziękuję wam, dziewczyny, tak zrobię. Pójdę spać i postaram się zasnąć i za bardzo o tym nie myśleć, kocham was

Iza: My ciebie też, dobranoc

Laura: Śpij dobrze

Postanowiłam zrobić to, co poleciły mi dziewczyny – i tak zrobiło się już późno, nawet bardzo późno, a mnie czekały bardzo pracowite dni.ROZDZIAŁ 4

Kolejne dni mijały mi niczym w zwolnionym tempie. Przez długi czas starałam się unikać dziewczyn, jak tylko mogłam. Nie chciałam znowu przy nich wybuchnąć – przecież były to najbliższe mi osoby, które za wszelką cenę chciały mi pomóc. To ja po prostu nie byłam pewna, jak i czy w ogóle można mi było jeszcze pomóc. Od dawna byłam na straconej pozycji.

Cisza między mną a dziewczynami zaczęła działać mi na nerwy tydzień po naszej drobnej sprzeczce. Potrzebowałam ich jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, tylko bałam się do tego przyznać. Byłam przekonana, że założyły się, jak długo bez nich wytrzymam, a stawka mogła być naprawdę wysoka.

Postanowiłam zaprosić Izę do siebie na weekend, żeby miło spędzić czas z przyjaciółką i siostrą, nie zastanawiając się nad planem zdobycia Beniamina. Zdziwiłam się, gdy Iza nie miała nic przeciwko temu spotkaniu. Cieszyłam się, bo liczyłam, że będziemy na dobrej drodze do wybaczenia sobie. Zarówno ona, jak i Laura były dla mnie bardzo ważne.

Przed zaplanowanym weekendem miałam jednak jeszcze jedną rzecz do zrobienia. Zbliżał się dziewiętnasty października, dzień rocznicy ślubu moich rodziców. Wiedziałam, że nie będą go obchodzić, ale mimo wszystko postanowiłam przygotować dla nich mały prezent z tej okazji.

W piątkowy wieczór, po wcześniejszym odwołaniu zajęć z tańca towarzyskiego i akrobatyki, zaprosiłam ich do salonu, w którym kiedyś wszyscy razem przebywaliśmy. Początkowo nie wykazywali chęci na zjednoczenie się w tak ważnym dniu… no może kiedyś ważnym. Mimo wszystko byłam nieugięta i nie chciałam odpuszczać. Do końca musiałam zrealizować mój plan.

– Czy chociaż raz mógłbyś nie wychodzić, tylko mnie wysłuchać? – zapytałam tatę. – Potrzebuję tylko kilka minut, potem dam wam spokój i będziecie mogli wrócić do swojego życia.

Niechętnie zajęli miejsca na kanapie. Stresowałam się jak nigdy. Nawet na meczu koszykarskim, turnieju tańca towarzyskiego czy walce bokserskiej nie odczuwałam tak silnych emocji.

– Jak dobrze wiecie, albo i nie, dzisiaj jest wasza rocznica ślubu i z tej okazji mam dla was mały prezent, ale zanim go dostaniecie, chciałam coś powiedzieć.

Wzięłam kilka głębokich wdechów. Od kilku dni myślałam, jak się za to zabrać, jakich użyć słów, co powiedzieć, żeby cokolwiek do nich dotarło. Nadal nie miałam pojęcia, co i jak, ale byłam gotowa to zrobić.

– Zacznijmy od tego, że dwadzieścia pięć lat temu zawarliście związek małżeński, jak kiedyś myślałam, z miłości. Dzisiaj zastanawiam się, czy ona aby na pewno istniała. Wy sami odpowiedzcie na pytanie, z jakiego powodu wzięliście ślub. Jeśli kierowało wami coś innego niż miłość, to wam współczuję, bo tylko z miłości powinno się go brać. Przestałam wierzyć w miłość, jakąkolwiek, prawdziwą czy nie, dla mnie po prostu już jej nie było… Aż nie zaczęłam spotykać się z chłopakiem, który, jak mi się wydawało, był dla mnie całym światem. Natomiast dzięki wam, waszym kłótniom, wiem, że go nie kocham. Nie można kochać kogoś, z kim ciągle tylko się kłócisz, przy kim nie czujesz się swobodnie. Do tej pory byłam zakochana tylko raz, w chłopaku, z którym rozstałam się trzy lata temu. Czułam i wiedziałam, że on też mnie kochał, i ja jego w jakiś durny sposób też, chociaż żadnym słowem nie zdefiniuję, czym tak naprawdę była owa miłość. Dzisiaj zadaję wam pytanie, czy wy nadal wiecie, jak się kogoś kocha… Nie zdajecie sobie sprawy, że wasze kłótnie ranią nie tylko was, ale też mnie i Laurę. Nie jestem w stanie pokochać Bartka, gdy w swoich rodzicach nie widzę wzorców prawdziwej miłości. Miłości, która wszystko wybacza, która trwa w dobrych i złych chwilach, która nie krzywdzi i nie wytyka błędów drugiej osoby. A wy… wy, raniąc siebie swoimi kłótniami, ranicie również wszystkich dookoła i żadne z was nie może powiedzieć, że to nie jest moja sprawa, bo dopóki jestem w tym domu, to będę się wtrącać we wszystko! – Z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem coraz więcej łez spływało mi po policzkach. – Proszę, oto prezent. – Podałam im dwie teczki. – Weźcie wreszcie ten cholerny rozwód, ułóżcie swoje popieprzone życia, ale przestańcie się kłócić, bo ranicie nas wszystkich! Marzę tylko o tym, żeby się wyprowadzić i żyć na własną rękę, nie wybierając, z kim chcę żyć i mieszkać! Nie wybierając, z kim chcę się budzić, kończyć i zaczynać dzień! Ale wolę wasz rozwód niż budzić się przez kolejne wasze awantury i kłótnie! Weźcie ten pieprzony rozwód, zacznijcie żyć tak, jak sobie zaplanowaliście, tylko przestańcie się wreszcie kłócić! Tego nie da się słuchać!

Pośpiesznie założyłam buty, wzięłam kurtkę i wybiegłam z domu.

* * *

Usłyszałam lekko zaspany głos Izy:

– Halo?

– Przepraszam, obudziłam cię?

– To nic takiego. Chciałam się tylko zdrzemnąć.

Na ekranie telefonu widniała dwudziesta pierwsza, a ja nadal nie zamierzałam wracać do domu. Nie wiedziałam w ogóle, gdzie mogłabym spędzić najbliższą noc. Ale musiałam zadzwonić do Izy, nie po to, żeby u niej spać, tylko po to, by móc się wygadać.

– Ad? Jesteś tam? Stało się coś?

Nie wytrzymałam – wystarczyła chwila, jedno pytanie, żebym zalała się łzami. Z wielkim trudem opowiedziałam jej o minionej sytuacji, choć nie chciałam pocieszenia ani zrozumienia.

– Nie wiem, co mam ci powiedzieć – oznajmiła po chwili mojego milczenia.

– Nie musisz nic mówić – odparłam. – Chciałam, żebyś po prostu mnie wysłuchała.

– Słońce ty moje, zawsze cię wysłucham, nieważne, o której godzinie byś dzwoniła. Ale nie dzwoń w okolicach czwartej rano, wtedy mam najlepsze sny.

Zaśmiałam się. Iza miała talent do rozśmieszania ludzi, niezależnie od tego, czy mieli na to ochotę, czy nie. Sprawiała, że uśmiech zawsze gościł na ich twarzy.

– Dziękuję, kochana, za wszystko ci dziękuję.

– Nie musisz, dla przyjaciół zrobię wszystko.

– Słuchaj, może przyszłabyś do mnie trochę wcześniej? Obejrzymy coś i na spokojnie o wszystkim pogadamy, wygadamy się. Laura do nas dołączy.

– Jasne, słońce.

– To do jutra!

– Na razie!

Gdy się rozłączyłam, wiedziałam już, gdzie powinnam się udać. Ukradkiem, niezauważona przez nikogo, weszłam do domu, przebrałam się w kombinezon motocyklowy, zgarnęłam kluczyki ze stolika i wyjechałam na ciemną ulicę.

* * *

Stresowałam się, gdy powoli pukałam do drzwi.

– Cześć, Mati – przywitałam się. – Nie przeszkadzam ci?

– Nie, pewnie, że nie. Wejdź.

– Dzięki.

Uśmiechnęłam się lekko, wchodząc do domu przyjaciela. Cieszyłam się, mogąc zobaczyć się z nim poza uczelnią. Brakowało mi tego. Mateusz przecież zawsze był przy mnie, poznałam go jeszcze jako dziecko.

Mieszkaliśmy po sąsiedzku i każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem. Był raptem rok starszy ode mnie, a znał przeróżne gry i zabawy, którymi chętnie się ze mną dzielił. To dzięki niemu miałam udane, szczęśliwe dzieciństwo. Do czasu, gdy jego rodzice zdecydowali się przeprowadzić. Wtedy kontakt trochę nam przygasł. Co prawda mijaliśmy się na szkolnym korytarzu, ale to nie było już to samo. Czułam, że nasza przyjaźń powoli obumiera, dlatego cieszyłam się, że miałam jeszcze jednego asa w rękawie w postaci Maćka.

Maciek był właścicielem klubu bokserskiego Złote Pięści, do którego dołączyłam po rozstaniu z moim pierwszym chłopakiem, ale przede wszystkim był moim serdecznym przyjacielem i trenerem. Dzięki niemu o wiele lżej zniosłam zerwanie i utratę kogoś, kogo bardzo kochałam. Sam boks również mi pomógł. Zapanowałam nam emocjami, które zbyt długo w sobie dusiłam.

– Stało się coś? – zapytał, gdy przeszliśmy przez salon.

– Nie, nie. Czy coś w tym dziwnego, że przyszłam? Przyjaciółka nie może przyjść w odwiedziny do przyjaciela?

Szturchnęłam go w ramię. Uwielbiałam się z nim przekomarzać i sprzeczać. Przyjaciele tak właśnie robią. Denerwują się nawzajem, ale zawsze zrobią wszystko, żeby druga osoba była szczęśliwa.

– Może, oczywiście, że może, ale z tego, co wiem, powinnaś mieć jeszcze zajęcia.

– Odwołałam je.

Nagle się zatrzymał.

– Co? Jak to je odwołałaś?

– No normalnie.

– Mów. Co się stało?

– Nic się nie stało. Każdy czasami potrzebuje odpoczynku.

– Każdy, ale nie ty. Ty nie bierzesz nawet pięciominutowej przerwy.

– Mówię, że wszystko jest w porządku. Chciałam po prostu cię odwiedzić.

– I tak ci nie wierzę, ale zapraszam. – Otworzył drzwi do swojego pokoju i wszedł do środka.

I wtedy dotarło do mnie, że niepotrzebnie przychodziłam. Mateusz nie był sam, miał gości, a ja byłam intruzem.

– Chyba jednak już pójdę. Nie chcę wam przeszkadzać.

– Adria, nie wygłupiaj się. – Złapał mnie za rękę i wciągnął do pokoju. – Eryk i Beniamin zaraz sobie idą.

– Nie. – Puściłam jego rękę. – To ja pójdę. Mogłeś od razu powiedzieć, że masz gości, nawet bym tu nie wchodziła.

– Ad, nie żartuj.

– Pójdę już.

Szybko wycofałam się z pokoju i ruszyłam do drzwi wyjściowych.

– Zaczekaj!

Usłyszałam za sobą kroki i po chwili Mateusz stał już koło mnie.

– Nie wychodź jeszcze.

Odwróciłam się w jego stronę. Widziałam na końcu korytarza chłopaków, którzy przyglądali nam się uważnie.

– Muszę iść. Umówiłam się na jutro z dziewczynami, więc muszę się naszykować.

– Przecież możemy porozmawiać. Wygonię chłopaków do salonu, a my na spokojnie porozmawiamy. Przecież widzę, że coś cię gryzie.

– Tak, masz rację…

– Świetnie.

– …ale z tobą nie mam już o czym rozmawiać – dokończyłam wypowiedź. – Bawcie się dobrze. Cześć.

I wyszłam, nie dając mu czasu na powiedzenie czegoś więcej.

* * *

Zapowiadała się okropna noc. Wszystko zmierzało ku gorszemu, zamiast się poprawiać. Wiedziałam, że źle potraktowałam Mateusza, ale nie mogłam udawać, że ich tam nie było. Akurat oni. Ta przeklęta dwójka zawsze trzymała się razem. To był jeden wielki koszmar, z którego jak najszybciej chciałam się obudzić. Niestety, często miewałam bardzo intensywne sny, których nie dało się przerwać.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij