Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Dwóch normalnych poproszę - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 września 2026
24,90
2490 pkt
punktów Virtualo

Dwóch normalnych poproszę - ebook

Magda ma czterdzieści cztery lata, świeży rozwód i absolutnie żadnego planu na nowe życie. Iwona, jej najlepsza przyjaciółka i samozwańcza ekspertka od mężczyzn, ma za to plan aż za dobry: prosecco, Tinder i powrót na „rynek”. Szybko okazuje się, że randkowanie po czterdziestce to świat pełen własnych zębów, zdjęć z rybami, fatalnych randek i zaskakująco dobrych decyzji podejmowanych w bardzo złych momentach. „Dwóch normalnych poproszę” to bezczelna, zabawna i ciepła opowieść o przyjaźni, pożądaniu i kobietach, które odkrywają, że wcale nie muszą znaleźć idealnego faceta. Najpierw muszą odnaleźć siebie.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
Rozmiar pliku: 1,8 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

1

SERNIK PO ROZWODZIE

Magda jadła sernik łyżką.

Nie widelczykiem deserowym. Nie elegancko odkrojoną porcję z talerzyka. Łyżką. Bezpośrednio z plastikowego pudełka, w którym na dnie zostało już tylko tyle ciasta, żeby człowiek mógł sobie wmówić, że właściwie nic nie zjadł.

Siedziała na kanapie w szarych spodniach dresowych i koszulce z napisem „PARIS”, choć w Paryżu nigdy nie była. Miała czterdzieści cztery lata, kredyt hipoteczny, córkę studiującą we Wrocławiu, fikusa, który od trzech lat próbował umrzeć, oraz rozwód.

Rozwód był najnowszy.

Jeszcze pachniał urzędem.

— Wiesz, co jest najlepsze w rozwodzie? — zapytała.

Iwona zdjęła płaszcz.

— Alimenty?

— Nie mam alimentów.

— To źle zaczęłaś.

— Iwona.

— No co? Pytasz, odpowiadam.

Magda oblizała łyżkę.

— Najlepsze jest to, że wszyscy ci mówią: „Teraz możesz zacząć nowe życie”.

— Bo możesz.

— Gówno mogę.

Iwona zatrzymała się w połowie drogi do kuchni.

— Oho.

— Co?

— Pierwsze „gówno” przed osiemnastą. Jest gorzej, niż myślałam.

Położyła na stole butelkę prosecco.

Magda spojrzała na nią z dezaprobatą.

— Mówiłam, że nie piję.

— Wiem.

— To po co przyniosłaś?

— Dla siebie.

— Całą?

— Nie wiedziałam, jak długo będziesz marudzić.

Iwona miała czterdzieści sześć lat i tę szczególną odmianę pewności siebie, która pojawia się u kobiet po serii życiowych katastrof, kiedy człowiek orientuje się w końcu, że skoro przeżył tamto wszystko, to naprawdę nie ma już powodu przejmować się cellulitem.

Była wysoka, szczupła, miała krótkie blond włosy i czerwone paznokcie. Twierdziła, że mężczyzn można podzielić na trzy kategorie: tych, z którymi można żyć, tych, z którymi można spać, i tych, którym pod żadnym pozorem nie wolno dawać numeru telefonu.

Magda podejrzewała, że Iwona najczęściej wybierała trzecią kategorię.

— Ja już nie chcę faceta — oznajmiła.

Iwona otworzyła prosecco.

Korek wystrzelił i odbił się od kuchennej szafki.

— Oczywiście.

— Mówię serio.

— Ja też.

— Nie potrzebuję mężczyzny.

— Absolutnie.

— Dam sobie radę sama.

— Bez dwóch zdań.

Magda zmrużyła oczy.

— Dlaczego mówisz do mnie jak psychiatra do kobiety stojącej na parapecie?

Iwona nalała sobie wina.

— Bo siedzisz w dresie, jesz sernik łyżką i od dwudziestu minut tłumaczysz mi, jak bardzo nie potrzebujesz mężczyzny.

— Bo nie potrzebuję.

— W takim razie świetnie. Napijmy się za to.

Magda wyciągnęła rękę po drugi kieliszek.

— Tylko jednego.

— Naturalnie.

Dwadzieścia siedem minut później butelka była pusta.

Sernika również nie było.

— Powiem ci coś — powiedziała Magda.

— Wiedziałam, że prosecco zadziała.

— Nie chodzi o seks.

Iwona odstawiła kieliszek.

— Cholera. A już zaczynało być interesująco.

— Chodzi mi o to, że ja nie wiem, jak to się teraz robi.

— Seks?

— Poznaje ludzi!

— Aaa.

— Kiedy ostatnio byłam sama, miałam dwadzieścia trzy lata. Nie było aplikacji. Nie było tych wszystkich… przesunięć.

Wykonała palcem nieokreślony ruch w powietrzu.

— Swipe’ów.

— Właśnie. Ludzie poznawali się normalnie.

— Czyli po pijaku w akademiku?

— Ja poznałam Pawła na urodzinach Kaśki.

— I zobacz, jak się skończyło.

Magda spojrzała na nią.

— Bardzo wspierające.

— Staram się.

Zapadła cisza.

Za oknem sierpniowy Gdańsk powoli zmieniał kolor. Nad dachami Wrzeszcza wisiało jeszcze jasne niebo, ale na ulicy zapalały się już pierwsze światła. Tramwaj przejechał gdzieś niedaleko, charakterystycznie zgrzytając na zakręcie.

Magda podciągnęła kolana pod brodę.

— Po prostu nie wyobrażam sobie randki.

— Dlaczego?

— O czym miałabym z nim rozmawiać?

— O czymkolwiek.

— Na przykład?

— „Czym się zajmujesz?”, „Masz dzieci?”, „Dlaczego twoja była żona przebiła ci opony?”.

— Iwona.

— Ostatnie pytanie opcjonalne.

Magda parsknęła śmiechem.

Pierwszy raz tego wieczoru.

Iwona natychmiast to zauważyła.

— Dobra. Dawaj telefon.

— Po co?

— Dawaj.

— Nie.

— Magda.

— Nie.

— Magdalena.

— Jak mówisz do mnie Magdalena, brzmisz jak moja matka.

— Twoja matka ma rację w wielu sprawach.

— Moja matka uważa, że mikrofalówka powoduje raka.

— W jednej czy dwóch może się mylić. Telefon.

Magda przycisnęła komórkę do piersi.

— Nie założysz mi żadnego Tindera.

Iwona uśmiechnęła się.

— Nie powiedziałam Tinder.

— Ale pomyślałaś.

— Pomyślałam trzy aplikacje.

— Nie.

— Jedną.

— Nie.

— Założymy profil i tylko popatrzymy.

— To brzmi dokładnie jak „wejdziemy tylko na jednego drinka”.

— I ile razy świetnie się potem bawiłaś?

— Raz obudziłam się w Helu.

— Ale żyłaś.

— Nie miałam buta.

— Szczegóły.

Magda zaczęła się śmiać.

I to był błąd.

Bo Iwona wykorzystała moment, wyrwała jej telefon i odskoczyła za stolik.

— Oddaj!

— Kod.

— Nie ma mowy.

— Znam twoją datę urodzenia.

— Zmieniłam.

Iwona spojrzała na ekran.

Telefon się odblokował.

— Nie zmieniłaś.

— Kurwa.

— Drugie „kurwa”. Robisz postępy.

Magda rzuciła w nią poduszką.

Iwona zrobiła unik.

— Zdjęcie.

— Nie.

— Potrzebujemy zdjęcia.

— Nie dam ci zdjęcia.

— Masz ich tysiąc.

— Mam zdjęcia z wakacji.

— Świetnie.

— Z Pawłem.

— Jego wytniemy. Symbolicznie i cyfrowo.

Usiadły obok siebie.

Magda początkowo protestowała, potem zaczęła protestować trochę ciszej, aż w końcu sama przewijała galerię.

— To odpada.

— Dlaczego?

— Mam grube ramię.

— Masz normalne ramię.

— Tutaj wyglądam staro.

— Masz czterdzieści cztery lata.

— Dzięki.

— Mam napisać, że dwadzieścia osiem?

— Nie.

— To przestań wybierać zdjęcia tak, jakbyśmy sprzedawały mieszkanie i próbowały ukryć wilgoć.

W końcu znalazły fotografię z zeszłego lata.

Magda stała na plaży w Brzeźnie. Wiatr rozwiewał jej ciemne włosy. Miała białą koszulę narzuconą na kostium kąpielowy i śmiała się do kogoś poza kadrem.

Nie pozowała.

I właśnie dlatego wyglądała dobrze.

Iwona przyjrzała się zdjęciu.

— To.

— Mam zmarszczki przy oczach.

— Bo się śmiejesz.

— Widać brzuch.

— Magda, szukamy faceta, nie chirurga plastycznego.

— Możemy trochę przyciąć?

— Możemy przyciąć Pawła.

Na skraju fotografii rzeczywiście znajdował się fragment męskiego ramienia.

Iwona przesunęła palcem.

Paweł zniknął.

Obie przez moment patrzyły na ekran.

— O — powiedziała Magda.

— Co?

— Nic.

Ale coś było.

Pierwszy raz zobaczyła zdjęcie z tamtych wakacji bez niego.

I nagle nie wyglądało jak zdjęcie z ich małżeństwa.

Wyglądało jak zdjęcie jej.

— Dobra — powiedziała cicho. — To może być.

Iwona nie skomentowała. Wiedziała, kiedy żartować, a kiedy nie.

Po chwili stuknęła w ekran.

— Teraz opis.

— Napiszę sama.

— Proszę bardzo.

Magda wzięła telefon.

Zastanawiała się chwilę.

Napisała:

„Magda, 44. Księgowa. Lubię książki, kino, spacery nad morzem i dobrą kawę. Szukam kogoś normalnego do rozmowy i może czegoś więcej.”

Iwona przeczytała.

Milczała.

— Co?

— Nic.

— Widzę twoją minę.

— Jaką?

— Tę minę.

— Po prostu zastanawiam się, czy dopisać grupę krwi.

— Co jest złego w tym opisie?

— Nic. Jeśli szukasz siedemdziesięcioletniego bibliotekarza po operacji biodra.

— Sama napisz.

Iwona zabrała telefon.

Palce zaczęły jej latać po ekranie.

— Co piszesz?

— Poprawiam.

— Pokaż.

— Chwila.

— Iwona.

— Gotowe.

Podała telefon.

Magda przeczytała:

„44 lata. Podobno wyglądam lepiej na żywo, ale opinię wydała moja przyjaciółka po dwóch kieliszkach. Lubię morze, dobrą kawę i mężczyzn, którzy potrafią napisać coś więcej niż «hej». Nie szukam księcia. Wystarczy dorosły facet z poczuciem humoru, własnymi zębami i bez żony.”

Magda przeczytała drugi raz.

— „Własnymi zębami”?

— Ważne.

— „Bez żony”?

— Bardzo ważne.

— Brzmię jak desperatka.

— Brzmisz jak kobieta.

— Usuń zęby.

— Zostają.

— Iwona!

— Dobrze.

Usunęła.

Po chwili profil był gotowy.

Na ekranie pojawiło się pierwsze zdjęcie mężczyzny.

Łysy.

Okulary przeciwsłoneczne.

Samochód.

— Nie — powiedziała Magda.

— Dlaczego?

— Nie wiem.

— Doskonałe kryterium.

Przesunęła.

Drugi.

Broda. Tatuaż. Zdjęcie bez koszulki przed lustrem.

— O.

— Co „o”?

— Nic. Analizuję.

— Co analizujesz?

Iwona przybliżyła fotografię.

— Warunki lokalowe.

— Przestań!

— Ma czystą łazienkę. To dobrze rokuje.

Magda wyrwała jej telefon.

Trzeci mężczyzna miał czterdzieści osiem lat i pozował z ogromnym szczupakiem.

Magda skrzywiła się.

— On ma zdjęcie z rybą.

— Duża?

— Ryba?

Iwona upiła ostatnią kroplę prosecco.

— Na początek nie bądźmy drobiazgowe.

Magda wybuchnęła śmiechem.

Tak mocno, że musiała odstawić telefon.

I wtedy telefon zawibrował.

Obie spojrzały na ekran.

MASZ POLUBIENIE.

— Nie — powiedziała Magda.

Drugie wibracje.

MASZ POLUBIENIE.

Trzecie.

Czwarte.

Piąte.

Magda patrzyła na telefon, jakby właśnie zaczynał odliczanie do eksplozji.

— Co się dzieje?

— Jesteś kobietą w aplikacji randkowej.

— Minęła minuta!

— Czterdzieści sekund.

Telefon zawibrował ponownie.

Tym razem pojawiła się wiadomość.

Iwona rzuciła się pierwsza.

— Czytaj!

— Nie będę.

— Czytaj.

— Ty przeczytaj.

Iwona otworzyła.

Przez moment patrzyła na ekran.

Potem uniosła brwi.

— O.

— Co?

— Nic.

— Iwona.

— Pan jest bezpośredni.

— Co napisał?

Iwona odchrząknęła teatralnie.

— „Hej piękna. Jesteś otwarta na przygodę?”

Magda zakryła twarz dłońmi.

— Usuń konto.

— Absolutnie nie.

— Natychmiast.

— Poczekaj.

— Na co?!

Iwona weszła w profil mężczyzny.

— Ma czterdzieści jeden lat.

— Nie interesuje mnie to.

— Sto osiemdziesiąt sześć centymetrów.

— Iwona!

— Lubi podróże.

— Usuń.

— Ma psa.

— USUŃ.

Iwona przesunęła niżej.

Zamilkła.

— Co?

— Nic.

— Znam to twoje „nic”.

— Jest jeszcze jedno zdjęcie.

— Jakie?

Iwona powoli odwróciła ekran.

Magda spojrzała.

Facet stał na plaży w samych kąpielówkach.

Nie był modelem. I całe szczęście. Miał trochę włosów na klatce piersiowej, lekko miękki brzuch i szerokie ramiona. Wyglądał jak ktoś, kto ćwiczy, ale nadal potrafi zjeść pizzę bez liczenia kalorii.

Magda patrzyła sekundę za długo.

Iwona zauważyła.

Oczywiście, że zauważyła.

— No?

— Co „no”?

— Nic.

— Nie podoba mi się.

— Oczywiście.

— Wcale.

— Naturalnie.

— Po prostu patrzyłam.

— Analitycznie.

— Tak.

— Jak księgowa.

Magda oddała jej telefon.

— Napisz, że nie jestem zainteresowana.

Iwona zaczęła pisać.

— Co piszesz?

— Że nie jesteś zainteresowana.

— Pokaż.

— Nie ufasz mi?

— Ani trochę.

Magda wyrwała telefon.

Na ekranie widniało:

„Zależy, co rozumiesz przez przygodę.”

— IWONA!

— Co?! To pytanie otwarte!

Magda skasowała tekst.

I właśnie wtedy pojawiła się kolejna wiadomość.

Od innego mężczyzny.

MAREK, 47.

Bez zdjęcia z rybą.

Bez nagiego torsu.

Na głównym zdjęciu siedział przy stoliku gdzieś nad Motławą, w granatowej koszuli z podwiniętymi rękawami. Uśmiechał się lekko, jakby fotograf powiedział coś zabawnego sekundę przed zrobieniem zdjęcia.

Wiadomość była krótka.

„Hej. Obiecuję, że mam własne zęby i nie mam żony. Czy to wystarczy, żeby dostać kawę?”

Magda przeczytała.

Potem jeszcze raz.

Iwona zajrzała jej przez ramię.

— O.

— Nie zaczynaj.

— Nic nie mówię.

— Właśnie powiedziałaś „o”.

— Bo to jest dobre „o”.

Magda kliknęła profil.

Marek.

Czterdzieści siedem lat.

Gdańsk.

Rozwiedziony.

Jedno dziecko.

Lubi gotować, biegać i „rozmowy, które przypadkiem kończą się o drugiej w nocy”.

— Biega — powiedziała Magda.

— Wybaczymy mu.

— Ma dziecko.

— Ty też.

— Jest rozwiedziony.

— Jeszcze lepiej. Wie, ile kosztuje prawnik.

Magda ponownie spojrzała na zdjęcie.

Granatowa koszula.

Ręce.

Uśmiech.

Coś poczuła.

Nie motyle.

Bez przesady.

Raczej jednego motyla.

Starego.

Trochę zdezorientowanego.

Ale zdecydowanie żywego.

— Odpisać? — zapytała Iwona.

Magda przygryzła wargę.

— Nie wiem.

— To znaczy „tak”.

— Nie.

— To dlaczego się uśmiechasz?

Magda natychmiast przestała.

— Nie uśmiecham się.

— Magda.

— Co?

— Odpowiedz facetowi.

— Co mam napisać?

Iwona wzruszyła ramionami.

— Prawdę.

Magda spojrzała na ekran.

Przez dwadzieścia jeden lat była czyjąś żoną.

Przez ostatnie osiem miesięcy była kobietą, której małżeństwo się rozpadało.

Przez ostatnie trzy tygodnie była rozwódką.

A teraz siedziała na własnej kanapie, lekko pijana, z pustym pudełkiem po serniku na stole i obcym mężczyzną czekającym po drugiej stronie ekranu na jej odpowiedź.

Nagle poczuła coś dziwnego.

Nie strach.

Nie smutek.

Ciekawość.

Napisała:

„Zęby i brak żony to mocny początek. Z kawą jeszcze się zastanowię.”

Przeczytała.

— Wysyłaj — powiedziała Iwona.

— Może bez „mocny”.

— Wysyłaj.

— Może dodam emotkę?

— Żadnych emotek.

— Dlaczego?

— Nie wiem. Ale brzmię wtedy jak ekspertka.

Magda roześmiała się.

I nacisnęła WYŚLIJ.

Przez kilka sekund nic się nie wydarzyło.

Potem pod wiadomością pojawiło się:

MAREK PISZE…

Magda wyprostowała się na kanapie.

— O Jezu.

Iwona sięgnęła po pustą butelkę.

— Mamy jeszcze wino?

— Nie.

— To mamy problem.

Telefon zawibrował.

Marek odpisał:

„W takim razie muszę poprawić ofertę. Mam też samochód, pracę i umiem wymienić pościel bez pomocy kobiety.”

Magda przeczytała wiadomość.

I uśmiechnęła się.

Tym razem nawet nie próbowała tego ukryć.

Iwona wstała.

— Ubieraj się.

— Co?

— Idziemy po drugą butelkę.

— Jest prawie dziewiąta.

— Magda.

— No?

— Właśnie wróciłaś na rynek.

Spojrzała na pustą butelkę, potem na telefon.

— A rynek, moja droga, wymaga płynności finansowej.

— To było straszne.

— Jestem z siebie dumna.

Magda ponownie spojrzała na ekran.

MAREK PISZE…

I po raz pierwszy od bardzo dawna pomyślała, że może nowe życie wcale nie zaczyna się od wielkich decyzji.

Może czasami zaczyna się od sernika.

Dwóch kieliszków prosecco.

I faceta, który ma własne zęby.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij