Dwudziestolatkowie. O budowaniu życia i szukaniu sensu przez młodych dorosłych w epoce chaosu i wielkich szans - ebook
Dwudziestolatkowie. O budowaniu życia i szukaniu sensu przez młodych dorosłych w epoce chaosu i wielkich szans - ebook
Dwudziestolatkowie żyją dziś w świecie ogromnych możliwości, ale też nieustannej presji. Lęk, obniżony nastrój, poczucie zagubienia, przeciążenie informacyjne, wątpliwości dotyczące przyszłości – to doświadczenia, które dla wielu stały się codziennością. Jednocześnie młodych dorosłych często określa się jako „zbyt wrażliwych” albo zbyt szybko kieruje się ich w stronę diagnoz i farmakoterapii.
Meg Jay, psycholożka pracująca na co dzień z osobami w wieku 20+, pokazuje, że większość tych trudności nie jest zaburzeniem, lecz naturalnym elementem wchodzenia w dorosłość. Zamiast proponować „pigułkę na całe zło”, zachęca do rozwijania konkretnych kompetencji, które realnie wzmacniają psychikę i pomagają ruszyć naprzód: budowania zdrowych relacji, świadomego kształtowania kariery, rozwijania odporności psychicznej, poszerzania perspektyw i korzystania z pojawiających się szans.
To książka, która pomaga zrozumieć siebie w czasach chaosu i zmian. Daje narzędzia do działania, uczy stawiać pierwszy krok wtedy, gdy brakuje odwagi, i przypomina, że w swoich zmaganiach nie jesteś sam. To wsparcie dla młodych dorosłych, którzy chcą żyć „po swojemu” – oraz dla wszystkich, którzy im towarzyszą: przyjaciół, partnerów, rodziców, mentorów i nauczycieli.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Poradniki |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8435-049-2 |
| Rozmiar pliku: | 1,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
W niniejszej książce opowiadam o doświadczeniach, jakie zebrałam jako psycholożka kliniczna i edukatorka specjalizująca się w dwudziestoparolatkach. Na poniższych stronach zrelacjonuję wam niezwykle osobiste, często przejmujące historie moich klientów, studentów i czytelników. W trosce o prywatność pozmieniałam imiona i szczegóły dotyczące ich życia. W niektórych przypadkach pozwoliłam sobie łączyć opowieści osób o zbliżonych doświadczeniach, z którymi odbyłam analogiczne rozmowy. Mam nadzieję, że każdy dwudziestolatek czy dwudziestolatka, którzy przeczytają tę książkę, zobaczą jakieś kawałki siebie w zawartych w niej anegdotach, a jednocześnie chcę podkreślić, że ewentualne podobieństwo do prawdziwych postaci jest niezamierzone.WSTĘP
DWUDZIESTOLATKOWIE
Z problemami dnia codziennego najlepiej radzić sobie, rozwiązując je od razu lub biorąc je na przeczekanie, a nie przez medykalizację: diagnostykę czy tabletki. Samodzielne pokonywanie trudności normalizuje sytuację problemową jako taką, uczy nas nowych umiejętności i wzmacnia nasze relacje z osobami, które zaprosiliśmy do pomocy. Z kolei branie leków wrzuca nas do szufladki: „inny i chory” – nawet jeśli to nieprawda.
Allen Frances, Saving Normal
Gdy Josie po raz pierwszy usiadła na kanapie w moim gabinecie, powiedziała mi, że czuje się już lepiej. Na wizytę umówiła się parę tygodni wcześniej, więc zgadywałam, że sytuacja, która ją do tego skłoniła, minęła lub się poprawiła. Często się z tym spotykam. Josie powiedziała mi jednak, że w międzyczasie odwiedziła lekarza pierwszego kontaktu, który przepisał jej antydepresant i dwa rodzaje leków przeciwlękowych. Z tym też często się spotykam.
Przed rozpoczęciem farmakoterapii, jak relacjonowała klientka, Josie przewracała się w nocy z boku na bok, nie mogąc zasnąć. Cały czas się zamartwiała i była w płaczliwym nastroju. Najgorszy był jednak epizod, który nazwała „atakiem paniki”.
– Atak paniki – powtórzyłam po niej, nie próbując zgadnąć, co się konkretnie wydarzyło.
– Tak – potwierdziła, przymykając oczy i kręcąc głową, jakby nie chciała wracać do tamtego wspomnienia. – Serce zaczęło mi bić jak oszalałe, czułam mrowienie całej skóry, w pokoju zrobiło się biało. Myślałam, że zemdleję.
– Ciekawa jestem, co wywołało ten stan – zastanawiałam się na głos, chcąc poznać kontekst.
– Chyba nic… sama nie wiem. – Josie wzruszyła ramionami, ponownie potrząsając głową. – Siedziałam na szkoleniu w pracy, w sali konferencyjnej, kiedy zadzwonił telefon. Połączenie było z nieznanego numeru. Coś w tym mnie poruszyło… kolejna niewiadoma.
– Kolejna niewiadoma – powtórzyłam słowo w słowo.
– Tak, bo to nowa praca – wyjaśniła kobieta. – Kiedy zaczynałam, strasznie bałam się przed każdym spotkaniem. Że się spóźnię. Albo tak się martwiłam, czy dobrze rozumiem, jak wykonać jakieś zadanie, że nie umiałam skończyć go w terminie. Za każdym razem, gdy widziałam szefa albo wchodziłam na pocztę, byłam pewna, że zostanę zwolniona.
Josie sięgnęła po chusteczkę i złożyła ją w malutki kwadracik.
– Pewnie pani myśli, że jestem jak te wszystkie współczesne płatki śniegu – kontynuowała, pociągając nosem i ocierając kąciki oczu kwadracikiem – że na świecie dzieją się takie okropieństwa, a ja panikuję, bo ktoś do mnie dzwoni.
– Wcale tak nie pomyślałam – zaprzeczyłam. – Sytuacja, którą opisałaś, brzmi stresująco – i zdarza się całkiem często.
– Bo jest stresująca – podłapała Josie, skupiając się na pierwszej części mojej wypowiedzi.
Następnie opowiedziała mi, że odkąd jest na lekach, nie czuje już tak silnego lęku. Bardzo dużo jednak spała, zdarzało jej się nawet odpłynąć w trakcie spotkania. Kiedy nie spała, czuła się tak ociężała, że niewiele była w stanie zrobić, a to z kolei powodowało kolejne trudności zawodowe.
– Wszystko przez tę pracę – mówiła Josie już przez łzy. – Pracę i rozstanie z chłopakiem. Czuję się samotna, bo przeprowadziłam się tutaj w zeszłym roku i prawie nikogo nie znam. Poza tym martwię się, bo lekarz, u którego byłam, zdiagnozował u mnie zespół lęku napadowego. A ja nawet nie wiedziałam, że to mam! Teraz pewnie będę musiała brać te tabletki do końca życia.
– Nie byłabym tego taka pewna – odparłam.
Terapia farmakologiczna jest często – ale nie zawsze – najlepszą metodą leczenia. Mimo to coraz więcej młodych dorosłych jest zagrożonych nadmiernym przyjmowaniem leków i diagnozami na wyrost. Dlaczego tak się dzieje? Gdy do gabinetu lekarskiego trafia młoda osoba taka jak Josie i opowiada o bezsennych nocach, napadach szlochu i kołataniu serca, lekarz na ogół zwraca za mało uwagi na to, co właściwie dzieje się w życiu pacjentki czy pacjenta. A u dwudziestoparolatka na ogół dzieje się niemało¹.
W Stanach Zjednoczonych mieszka 75 milionów dorosłych między 18 a 35 rokiem życia i dla większości z nich będzie to najbardziej niepewny okres w życiu. Rano wstają z łóżka i nie wiedzą, gdzie będą mieszkać czy pracować za pięć lat. Kiedy idą do pracy – o ile ją mają – to nie umieją powiedzieć, jak sobie w niej radzą i jak długo utrzymają stanowisko. Gdy wieczorem wychodzą na miasto, trawi ich niepewność w kwestii relacji z przyjaciółmi – nie wiedzą, czy w ogóle mają znajomych – lub po pracy po prostu wracają samotnie do domu. Wieczorem próbują zasnąć, ale zastanawiają się, jak poradzą sobie w życiu, czy będą szczęśliwi i kiedy w końcu będą w stanie płacić swoje rachunki samodzielnie.
By oderwać się od ciągłych wątpliwości, wiele osób w tym przedziale wiekowym szuka rozproszeń w telefonach i innych urządzeniach; tam zderzają się z nagłówkami grzmiącymi o niepewnej przyszłości aktualnego rządu albo naszej planety. Powiadomieniom nie ma końca: zmiana klimatu, inflacja, recesja, upadek banków. Polemiki w kwestiach politycznych i postępująca polaryzacja społeczna piłują ich na pół, lewica i prawica ciągną każda w swoją stronę. Na ekranach i kanapach całego świata scrollowanie i streaming zajmują miejsce bardziej satysfakcjonujących sposobów na spędzanie czasu wolnego, a porno jest łatwiej dostępne niż miłość. Mimo to w mediach społecznościowych właściwie każdy ma partnera lub partnerkę, a reklamy usługi mrożenia komórek jajowych sugerują, że zegar tyka nieubłaganie. A kiedy młody dorosły oderwie się od telefonu, spotkanie w pracy – i życie – przerywa mu niespodziewanie połączenie z nieznanego numeru.
W 1927 roku H.P. Lovecraft powiedział: „Lęk jest najstarszą i najsilniejszą z ludzkich emocji, a najstarszym i najsilniejszym rodzajem lęku jest lęk przed nieznanym”². Faktycznie, w ostatnich latach reprezentowana przez młodych dorosłych postawa unikowa spotyka się z ognistą krytyką – nie unikają oni jednak ryzyka, lecz właśnie niepewności³. I nie są w tym odosobnieni⁴.
W badaniu przeprowadzonym w 2020 roku przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne dowiedziono, że współcześni dorośli, niezależnie od wieku, są bardziej zestresowani niż kiedykolwiek w badalnej przeszłości⁵. Powodem jest ciągła i do tej pory niespotykana na tę skalę niepewność. Aż 65 procent mężczyzn i kobiet we wszystkich grupach wiekowych wyznało, że niepewność związana z pandemią, polityką i stanem naszej planety wywołuje u nich stres, a 60 procent, że jest to stres przytłaczający. Przy czym najbardziej zestresowani i najmniej szczęśliwi są najmłodsi dorośli – 67 procent czuje, że nie jest w stanie robić planów na przyszłość, której nie są w stanie przewidzieć lub której – jak się obawiają – mogą nie doczekać. Raport z badania bez owijania w bawełnę przestrzegał przed „kryzysem zdrowia psychicznego na skalę narodową, który w najbliższych latach może przynieść poważne konsekwencje społeczne i zdrowotne”.
Pod wieloma względami kryzys zdrowia psychicznego obserwowany w naszym kraju – ale też globalnie – zaczyna się tak, jak zadziało się to u Josie. Trzy czwarte wszystkich problemów psychicznych objawia się w okolicy dwudziestego piątego roku życia⁶ – to dlatego ostatnie ćwierć wieku przepracowałam na stanowisku klinicznej psycholożki rozwojowej, specjalizującej się w problemach młodych dorosłych: właśnie na tym etapie życia „dzieje się” najwięcej⁷. Za sprawą nagłówków publikowanych w okresie pandemii problem zaistniał w szerszej świadomości społecznej⁸, ale osoby wkraczające w dorosłość już wcześniej były bardziej narażone na rozwój trudności psychicznych od starszych dorosłych⁹ – około 40 procent młodych dorosłych zgłasza stany lękowe¹⁰, około 30 procent boryka się z depresją, a 50 procent ma objawy zaburzeń lękowych i/lub depresyjnych – tyle wiemy dzięki szeroko zakrojonym badaniom, które zaczęto prowadzić w okolicy roku 1999, kiedy to przyjęłam w gabinecie mojego pierwszego dwudziestoparoletniego klienta.
Trzecia dekada naszego życia to czas, w którym lubią ujawniać się objawy problemów ze zdrowiem psychicznym i kiedy zaczynamy pojawiać się w gabinetach lekarskich – a przynajmniej próbujemy – poszukując pomocy. Niestety, o dobre wsparcie wcale nie jest łatwo. W porównaniu ze starszymi dorosłymi młodzi dorośli dwa razy częściej są diagnozowani psychiatrycznie¹¹, jednak statystycznie rzadziej otrzymują właściwe leczenie¹², szczególnie w społecznościach zdominowanych przez osoby o innym niż biały kolorze skóry; do tego dzieci w rodzinach imigranckich często czują, że w porównaniu do tego, co przeszli ich rodzice, nie mają powodów do narzekań. A gdy już zdecydują się poszukać wsparcia u specjalisty zdrowia psychicznego, muszą jeszcze nauczyć się nawigować po meandrach systemu amerykańskiego systemu ochrony zdrowia, co jest doświadczeniem frustrującym nawet dla bardziej doświadczonych dorosłych, a dla młodych często po prostu zniechęcającym.
Zarówno osoby ubezpieczone, jak i nieubezpieczone zmagają się z wyzwaniem finansowania takiej pomocy; problem dostępności do usług obejmuje wszystkie grupy rasowe, klasowe, podziały ze względu na płeć czy lokalizację geograficzną. Mniej więcej połowa hrabstw w USA nie ma na stanie ani jednego podmiotu świadczącego pomoc psychologiczną¹³, nie wspominając o osobach specjalizujących się w pracy z młodymi dorosłymi, a jeśli pomoc jest obecna, to kolejki są wielomiesięczne, a stawki dla części potrzebujących – zaporowe. W rezultacie nieproporcjonalnie duża liczba młodych ludzi szuka wsparcia w telefonach zaufania, korzysta z teleporad czy specjalnie zaprojektowanych aplikacji; po leki udaje się na oddziały ratunkowe lub do lekarza rodzinnego. A przede wszystkim buszuje w internecie, szczególnie w mediach społecznościowych¹⁴, gdzie można odnieść wrażenie, że młodzi dorośli mają do wyboru dwie opcje: albo korzystają z życia w pełni, albo zmagają się z zaburzeniami psychicznymi – przy czym rzeczywistość jest raczej bardziej zniuansowana.
We wszystkich zakątkach internetu znajdziemy osoby publiczne i dwudziestoparolatków, którzy grzmią o tym, co nie umknęło uwadze psychologów i osób pokroju Josie: że wbrew powszechnym przekonaniom życie młodych dorosłych nie jest pasmem beztroski. W mediach społecznościowych obserwujemy prawdziwy boom opowieści o stanach lękowych, depresji i masie innych wyzwań związanych ze zdrowiem psychicznym – wiele takich postów ma miliony czy wręcz miliardy odsłon. Może wydawać się, że świadczy to o zmianach w świadomości problemu – i w pewnym sensie tak jest – jednak skutki takiego stanu rzeczy są niejednoznaczne. Niektórzy młodzi ludzie wchodzą online i znajdują ukojenie: widzą, że nie są osamotnieni ze swoimi trudnościami, łapią pewien dystans do siebie. Jednak część z nich internetowe konfrontacje zapraszają do stawiania mylnych diagnoz, co z kolei prowadzi do budowania poczucia tożsamości wokół zaburzeń, których wcale nie mają, lub problemów, które nie mają trwałego charakteru. Jeszcze inni zostają wciągnięci w przepaści pełne treści na temat lęków, depresji, zaburzeń odżywiania i samobójstw, czasem z tragicznym skutkiem.
Jednym z elementów kryzysu zdrowia psychicznego u młodych dorosłych jest brak zasobów – nie wszyscy potrzebujący pomocy i chcący ją otrzymać ją dostaną. Dlatego zaczęłam pisać książki: wierzę, że edukacja to forma interwencji, a także wiem, że nie przeskoczę ograniczeń czasu i jestem w stanie odbyć tylko określoną liczbę pięćdziesięciominutowych sesji terapeutycznych.
Kryzysu zdrowia psychicznego nie rozwiążemy, zwiększając ilość terapeutów i może nie powinniśmy nawet próbować. Wsparcie dają nie tylko spotkania w gabinecie za zamkniętymi drzwiami – i chyba lepiej, żeby nie ograniczać się do tej formy. Otwarta, publiczna dyskusja o trudnościach, z jakimi zmagają się dzisiejsi młodzi dorośli, i proponowanie rozwiązań będzie je normalizować – stanie się źródłem wiedzy dostępnym dla każdej zainteresowanej osoby. Poza tym większość dwudziestolatków nie cierpi na zaburzenia wymagające leczenia; mają za to problemy, które trzeba rozwiązać. Leczenie farmakologiczne bywa przydatne, czasem jest konieczne, ale młode osoby dorosłe potrzebują przede wszystkim umiejętności – nie tabletek – i o tym właśnie jest niniejsza książka.
Mamy w Ameryce kryzys zdrowia psychicznego u młodych dorosłych – kryzys proporcji i percepcji. Tak wielu dwudziestoparolatków się z nim zmaga, a jednak nasza kultura nie wie, co o tym myśleć i co robić. Być może faktycznie mamy do czynienia z pokoleniem płatków śniegu, które rozpuszczają się, gdy tylko życie podkręca temperaturę. Albo – jak mówią inne głosy w dyskusji – są po prostu nadreaktywni, pobudzają się bez powodu. Trywilizując problem, szukamy patologii tam, gdzie jej nie ma. Hojną ręką rozdajemy diagnozy i wypisujemy recepty sfrustrowanym młodym dorosłym, których mózgi i życia dopiero się rozkręcają.
Dwudziestolatkowie to pozycja mająca na celu przedstawienie zorientowanego na konkretną grupę wiekową podejścia do problematyki zdrowia psychicznego młodych dorosłych; podejścia, które umieszcza ich trudności w kontekście niepewności o skali osobistej, narodowej i globalnej. Zawiera sprawdzone przeze mnie, działające rozwiązania, opracowane w toku dwudziestu pięciu lat słuchania osób między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia – wzbogacone o wyniki aktualnych badań. To wywrotowe remedium, które odrzuca nadmierną medykalizację życia młodych dorosłych i zachęca do rozwijania odpowiednich umiejętności zamiast przyjmowania leków.
W kolejnych rozdziałach poznacie trzy podstawowe drogi do poprawy stanu zdrowia psychicznego dwudziestolatków. Są to: edukacja, doświadczenie i praca z oczekiwaniami.
W części I, Dlaczego teraz?, dowiemy się, dlaczego właściwie trzecia dekada życia stanowi obecnie takie wyzwanie i jak niepewność wpływa na naszą psychikę. Dowiemy się, na czym polega efekt nocebo i dlaczego diagnoza – czy to lekarska, czy z internetu – czasem pogarsza nasze samopoczucie. Sprawdzimy też, dlaczego leki nie zawsze są najlepszym lekarstwem i jak młodzi dorośli mogą zadbać o to, by stać się świadomymi, doinformowanymi konsumentami. Zastanowimy się też, dlaczego stan naszej psychiki szybciej poprawi się poza gabinetem lekarskim – poprzez rozwijanie odpowiednich umiejętności – i dlaczego dla mózgów młodych dorosłych to najlepszy czas na taką pracę.
W części II, Co teraz?, szerzej przyjrzymy się wspomnianym wyżej umiejętnościom, których tak potrzebują osoby wkraczające w dorosłość – czyli co powinny ćwiczyć i co robić, by być zdrowszymi i bardziej zadowolonymi ze swojego życia. Porozmawiamy o tym, jak odejść od myślenia „co gdyby?” na rzecz „co widzę i co jest”. Jak pomieścić niepewność i nie stracić poczucia bezpieczeństwa. Jak pracować – w pracy – nad swoim zdrowiem psychicznym i dlaczego aktywność zawodowa może okazać się szansą na zmianę. Jak prowadzić życie społeczne w kontekście wynaturzonej rzeczywistości mediów społecznościowych. Jak nawiązywać przyjaźnie w tym prawdopodobnie najbardziej samotnym okresie życia. Jak odważyć się na miłość mimo ryzyka, że nasze serce zostanie złamane – i dlaczego złamane serce to oznaka zdrowia, a nie choroby.
Jak uprawiać seks, choć sięganie po pornografię jest łatwiejsze i bezpieczniejsze – przynajmniej pozornie. Jak zachęcić swoje ciało do ruchu i poczuć, że aktywność fizyczna potrafi być równie skuteczna co psychoterapia i leki. Jak gotowaniem wzmacniać pewność siebie i wewnętrzny spokój. Jak zmienić „problemy z dawkowaniem” tego, czym karmimy nasze ciała i mózgi. Jak podejmować istotne decyzje życiowe, przy takiej ilości życiowych niewiadomych – i jak paradoks celowości sprawia, że z czasem staje się to łatwiejsze.
W części III, Co dalej?, sprawdzimy, czego dwudziestoparolatkowie mogą się spodziewać w kolejnej dekadzie życia i jeszcze później. Dowiemy się, dlaczego nasza psychika zdrowieje wraz z wiekiem i że wszyscy możemy liczyć na szczęście. Poznamy też moc pozytywnego nastawienia i wyobrażania sobie, że czekają nas dobre rzeczy. Na koniec okaże się, dlaczego utulenie niepewności – i samych siebie – może stać się umiejętnością, która najmocniej odmieni nasze życie.
Zdrowie psychiczne jeszcze nigdy nie było tak bardzo na czasie, bo współczesna młodzież, jak żadne z wcześniejszych pokoleń, jest gotowa otwarcie o nim rozmawiać i aktywnie szukać pomocy w tym obszarze. Wsparcie, jakie otrzymają, i jakość tych rozmów mają znaczenie – i to nie tylko dla młodych dwudziestoletnich, ale i trzydziesto-, czterdziesto- czy pięćdziesięciolatków, którymi będą w przyszłości. Czas zmienić optykę z krytyki na kontekst. Mówić mniej o diagnozach, a więcej o rozwoju. Czas potraktować zdrowie psychicznych młodych dorosłych poważnie, nie dlatego, że osobom pokroju Josie nie da się pomóc, ale wręcz przeciwnie – bo da się to zrobić¹⁵.PIERWSZY
Wiek niepewności
Ludzie posiadają niezwykłą zdolność do adaptacji zarówno do dobrobytu, jak i trudności. Jedynym stanem, do jakiego zaadaptować się jest im trudno, jest niepewność.
Carol Graham, „The Economist”
Mój psychiatra kazał mi z tobą pogadać – zaczęła Irene, już na dzień dobry tracąc oddech. – Uważa, że mam fobię społeczną czy coś w tym stylu. Powiedziałam mu, że nie mam ochoty spotykać się z ludźmi tak często jak wcześniej, przed pandemią. Zmuszam się do odpisywania na wiadomości – sama nie znoszę, kiedy ludzie nie odpisują mi od razu; zamartwiam się, że myślą o mnie źle – i zmuszam się do wychodzenia na miasto. Na imprezach zwykle jest nawet w porządku, ale po powrocie do domu nie potrafię zasnąć. Czasem biorę leki nasenne, ale lekarz zastanawia się, czy nie potrzebuję też czegoś na obniżenie poziomu lęku. Mam takie nieracjonalne myśli. Naprawdę pokręcone. Szczególnie w nocy, kiedy wiem, że powinnam spać. Dochodzi druga, a mój mózg produkuje kolejne powody do zmartwień lub smutku. Leżę i myślę, co będzie, jak moi rodzice odejdą. Niepokoi mnie to, bo są coraz starsi, a ja właśnie przeprowadziłam się za pracą na drugi koniec kraju, nie wiem, kiedy wrócę na Zachodnie Wybrzeże. Co, jeśli ta przeprowadzka to pomyłka? Co gorsza, zaciągnęłam ze sobą mojego partnera! A do tego niedługo trzydziestka, czas płynie nieubłaganie. Robi się poważnie. Moim życiowym celem numer jeden jest wypracowanie regularnych nawyków, liczę na to, że ta praca mi w tym pomoże. Zbyt długo tkwiłam w zawieszeniu. Za mało jest w moim życiu spraw wiadomych. Za mało konkretów.
– Czasem, gdy przychodzi weekend, czuję się tak przytłoczona tym wszystkim, co dopiero ma się wydarzyć, że przez cały dzień nie wychodzę z łóżka, tylko oglądam telewizję, jakbym miała depresję czy coś. A potem przychodzi noc, a wraz z nią, sama nie wiem – chyba głównie niepewność. Wiercę się i kręcę, zastanawiając, czy poradzę sobie w pracy… czy mój związek przetrwa… czy nie powinnam już mrozić komórek jajowych czy coś. Na koniec zaczynam się martwić tym, że nie śpię, zaczynam chodzić po domu, przekonana, że to na pewno objaw jakieś poważniejszego zaburzenia snu i że już nigdy nie zasnę. Na tym etapie na ogół decyduję, że czas na miligramy luzu – w sensie, tabletkę nasenną, dopiero po niej się odprężam i wreszcie udaje mi się zasnąć.
W 1789 roku Benjamin Franklin popełnił słynne zdanie: „Na tym świecie pewne są tylko śmierć i podatki”¹⁶. Większość ludzi odczytuje je jako komentarz na temat właśnie śmierci i podatków, jednak Franklin podkreślił w ten sposób także powszechność niepewności, która zawsze była i zawsze będzie istotną składową ludzkiej egzystencji.
Franklin napisał te słowa w liście do przyjaciela Jean-Baptiste’a Le Roya, który zmagał się w tym czasie z trudami rewolucji francuskiej. „Minął ponad rok, odkąd ostatni raz miałem od ciebie wieści. Jaki może być powód takiego stanu rzeczy? Czy jesteś przy życiu? Czy też wściekły tłum Paryżan pomylił twoją pełną mądrości głowę z kolbą kukurydzy i obnosi ją po ulicach, zatkniętą na patyk?” – dopytuje Franklin, po czym dodaje, że przyszłość jego domu, Stanów Zjednoczonych, także stoi pod znakiem zapytania. „Mamy nową Konstytucję, której kształt daje obietnicę pewnej trwałości; jednak na tym świecie pewne są tylko śmierć i podatki”.
Historia cywilizacji człowieka pokazuje więc wyraźnie, że niepewność nie jest niczym nowym; jednocześnie widzimy, że zaskakuje współczesnych młodych dorosłych. Rok po roku, pokolenie po pokoleniu, osoby tuż po dwudziestce – których dotychczasowe życie regulowały plany lekcji i kalendarz roku akademickiego – wkraczają w wielką niewiadomą. Wcześniej miały do swojej dyspozycji sylabusy, które w klarowny sposób mówiły im, co i kiedy mają robić. Dostawały oceny, które pomagały im określić poziom własnego zaawansowania i pozwalały porównać się z rówieśnikami. Coroczne zakończenie nauki pokazywało postępy i trendy rosnące. Mniej więcej w okolicy dwudziestego roku życia młodzi dorośli zamieniają rutynę szkolną na zawodową – a przynajmniej próbują to zrobić. I wtedy okazuje się, że otacza ich morze niepewności.
Osoby wchodzące dziś na rynek pracy do trzydziestego piątego roku życia mają na swoim koncie średnio dziewięć różnych miejsc pracy¹⁷. Nie przejęzyczyłam się: dziewięć. W tym czasie mniej więcej połowa z nich otrzymuje wsparcie finansowe od rodziców¹⁸, a jedna piąta nie jest w stanie regularnie opłacać swoich rachunków¹⁹. Około jednej czwartej dwudziestoparolatków przeprowadza się co roku²⁰, często w ramach zmiany pracy lub z nadzieją na znalezienie czegoś lepszego. Do tego jedna trzecia pracuje z domu²¹, gdzie dla osób w tym wieku standardem jest mieszkanie w zatłoczonych mieszkaniach z cienkimi jak papier ścianami. Oczywiście wybrani szczęściarze podróżują po świecie, wiodąc życie cyfrowych nomadów, jednak dla większości z nich praca zdalna oznacza migrację od kawiarni do kawiarni, z laptopem i ładowarką w plecaku.
Zmieniają się więc kawiarnie, stanowiska, miasta i mieszkania – a wraz z nimi znajomości, związki i przyjaźnie. Z tego powodu – choć mamy tendencję do postrzegania okresu między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia jako czasu z ożywionym życiem towarzyskim – dominuje w nim de facto poczucie samotności²². Mniej więcej połowa młodych dorosłych twierdzi, że nie ma bliskich przyjaciół; około połowa mężczyzn w tym wieku i jedna trzecia kobiet jest singlami²³, choć większość z osób bez pary deklaruje, że bardziej zależy im na przyjaźni niż miłości.
Odsetek młodych dorosłych, którzy docelowo zawierają związki małżeńskie, nieustająco spada²⁴, a zarazem średnia wieku, w którym ludzie decydują się na ślub, rośnie²⁵. Przeciętnie do ołtarza – lub do urzędu stanu cywilnego – młodzi ludzie kierują dziś kroki w okolicy trzydziestki; w podobnym wieku decydują się na pierwsze dziecko²⁶. Kwestie rodzinne, ścieżka kariery i zarobki pozostają przy tym nieustalone aż do końca trzeciej dekady życia²⁷, w związku z tym na zakup pierwszego domu mogą sobie przeciętnie pozwolić dopiero trzydziestosześciolatkowie – to najwyższa średnia w historii²⁸. Ceny nieruchomości są wysokie, a zasoby niskie, co sprawia, że posiadanie własnego domu jest dziś bardziej w sferze fantazji niż elementem spełniania american dream.
Dwudziestoparolatkowie z XX wieku mogli się spodziewać, że czeka ich w życiu ślub, kariera, dziecko, zapewne i własna nieruchomość oraz poczucie celu. Dziś tego rodzaju źródła oparcia realizuje się raczej po trzydziestce albo i w późniejszych dekadach – o ile w ogóle. Z wielu powodów młodzi dorośli w XXI wieku, pokroju Irene, ustatkowują się później niż poprzednie pokolenia, co znaczy, że mniej więcej dziesięć pierwszych lat dorosłości czują się nieosadzeni. Niepewność towarzyszy zresztą nie tylko tej grupie wiekowej; cała era, w której żyjemy, wydaje się bardzo płynna.
Dzisiejsi dwudziestolatkowie wzrastali w cieniu wydarzeń z 11 września i z groźbą ataków terrorystycznych realnie wiszącą nad nimi i psującą atmosferę niczym nagły deszcz w słoneczny dzień. Chodzili do szkoły, podczas gdy od 2000 roku doszło w nich do ponad 375 strzelanin – i liczba ta stale rośnie. Setki tysięcy młodych ludzi miało kontakt z przemocą z użyciem broni²⁹ i niemal wszyscy wiedzą, jak to jest schować się pod ławką w ramach ćwiczeń na wypadek szkolnej strzelaniny. Z tych realiów edukacyjnych przenieśli się prosto w życie zawodowe, gdzie niekoniecznie można poczuć się bezpieczniej. Tu także często dochodzi do strzelanin³⁰, a do tego statystyki pokazują, że około 50 procent kobiet i 25 procent mężczyzn któregoś dnia może przyznać się do bycia ofiarą molestowania w miejscu pracy³¹.
Wychodząc na ulice, w chórze głosów nawołujących, że „Black Lives Matter” (Czarne życia mają znaczenie), niektórzy czują się przytłoczeni nierównością na tle rasowym, społecznym i ekonomicznym, którą widać na każdym kroku. Wyjście na miasto po wyroku w sprawie Roe vs. Wade dla części osób oznacza uczucie, że tracą kontrolę nad własnymi ciałami i że odbiera się im moc decyzyjną. Obserwowanie kłótni polityków w telewizji sprawia, że niektórzy czują się jak dzieci podczas kłótni rodziców, szykujących się na rozwód na poziomie narodowym. Niemal wszyscy dojrzewający w czasie pandemii zastanawiają się, czy stracili swoje najlepsze lata i największe szanse z powodu lockdownów. Próby snucia wizji przyszłości, zaciemnione chmurą kryzysu klimatycznego, powodują, że wielu nawet nie próbuje wybiegać myślami do przodu.
Każda dekada życia ma swoje trudności, ale dla dwudziestoparolatków najtrudniejsza jest właśnie niepewność. Według wyszukiwarki Google użycie tego słowa w języku angielskim – uncertainty – utrzymywało się na stabilnym poziomie do lat 50. XX wieku. Potem krzywa rośnie, osiągając szczytowy punkt w okolicach roku 2000 – od tego czasu nie spadła. Młodzi dorośli tacy jak Irene żyją więc w czasach obciążonych skrajną niepewnością niemal we wszystkich kwestiach, a to z kolei wywiera niepodlegający dyskusji, choć w dużej mierze niedoszacowany wpływ na ich ciała i mózgi.
Mózg postrzega niepewność jako zagrożenie³². Z perspektywy ewolucyjnej bezpieczniej jest dla nas wiedzieć, co czai się za rogiem czy co wydarzy się za chwilę. Tysiące lat temu nasi wkraczający w dorosłość przodkowie przemierzali tundrę, narażeni na to, że w każdej chwili mogą spotkać niedźwiedzia albo mamuta. Nie mieli pewności, czy uda im się danego dnia znaleźć pożywienie, czy nie zostaną oddzieleni od grupy. Dziś wątpliwości dotyczą innych spraw: nie wiemy, czy uda nam się zapłacić rachunki, czy podejmujemy właściwe decyzje; zastanawiamy się, czemu ktoś nie odpisał nam na SMS-a i czy w ogóle jesteśmy uważani za członków danej grupy. Współczesne uczucie niepewności – cytując Irene – wynika z braku „pewników”, z niewystarczającej ilości „twardych faktów”.
Na niewiadome – zarówno te sprzed wieków, jak i współczesne – mózg reaguje w ten sam sposób: uruchamiając ciało migdałowate, znane jako ośrodek lęku³³. Jest to obszar „wyzwalania bodźców – czyli triggerowania”³⁴, jak wyjaśnia Joseph LeDoux, specjalista z zakresu neuronauk. Ciało migdałowate funkcjonuje w ten sposób od zawsze – zaczęło na długo przed wprowadzeniem komunikatów ostrzegawczych typu trigger warning. W zetknięciu z niepewnością wysyła ono sygnał wyzwalający hormony stresu, które wprawiają nasze ciało w tryb „walcz lub uciekaj”. Serce przyspiesza. Myślenie się wyostrza. Oddech staje się szybszy i płytszy. Czujemy napięcie i stres. Skóra zaczyna się pocić, pojawia się gęsia skórka. Odczuwamy lęk, mogą się pojawić mdłości. Wchodzimy – na różnych poziomach – w stan gotowości do działania³⁵, szykując się na różne możliwe scenariusze.
Ciało migdałowate bywa porównywane do czujnika dymu³⁶ – przy czym nastawione jest na wyczuwanie niewiadomych. Gdy alarm zostaje uruchomiony, naszym zadaniem jest dowiedzieć się, czy dym pochodzi ze spalonego tosta, czy z pożaru domu – dzięki temu możliwa jest szybka i adekwatna reakcja z naszej strony. Współczesne źródła niewiadomych – takie jak życie zawodowe i miłosne, planowanie rodziny, finanse czy kryzys klimatyczny – wymykają się szybkiej diagnozie problemowej, dlatego wielu dwudziestolatkom wycie alarmu towarzyszy dzień i noc, tygodniami, miesiącami, a nawet latami³⁷.
Tak, dobrze wam się wydaje, że to niesłychanie silne źródło rozproszenia i dyskomfortu. Niepewność generalnie uznawana jest za doświadczenie awersyjne – jej odczuwanie oceniamy jako bardziej nieprzyjemne, niż gdyby faktycznie doszło do negatywnego wydarzenia. W klasycznym badaniu z 1964 roku uczestnicy otrzymali informację, że zostaną porażeni prądem³⁸; większość z nich zdecydowała, że woli narazić się na silniejszą dawkę – byle zadziało się to szybciej – niż czekać nie wiadomo ile na dawkę mniejszą. Ludzie generalnie „nienawidzą czekać” na niewiadome i w stanie oczekiwania nie są w stanie osiągać szczytów swoich możliwości³⁹. W badaniu opublikowanym w 2020 roku studenci, którym powiedziano, że w nieokreślonej przyszłości być może będą poproszeni o wygłoszenie przemowy, popełniali więcej błędów w zagadkach logicznych i innych zadaniach⁴⁰, a część z nich rezygnowała z nich zupełnie – różnice na niekorzyść były widoczne także w porównaniu z członkami drugiej grupy badawczej, którzy wiedzieli na pewno, że czeka ich wystąpienie publiczne.
W ujęciu ewolucyjnym – a także statystycznym – to zupełnie normalne, że trudno żyje nam się z poczuciem niepewności⁴¹. To, jak ludzie odbierają niepewność, prezentuje „rozkład normalny” w populacji, co oznacza, że na wykresie przedstawiająca go krzywa jest w kształcie dzwonu. Na jednym końcu krzywej znajduje się nieliczna grupa szczęśliwców, którzy łatwo akceptują niepewność lub ledwo ją zauważają. Na drugim końcu znajdują się ci z wyjątkowo niską tolerancją wobec wszelkich znaków zapytania. Większość z nas wypada jednak gdzieś pośrodku. Nasze mózgi i ciała czują się niespokojne w obliczu niepewności – nie wiemy, co w takiej sytuacji myśleć i co robić.
Z perspektywy statystyki niepewność jest postrzegana jako zmienna indywidualna, ponieważ niektórzy ludzie radzą sobie z nią łatwiej niż inni⁴². Kilkadziesiąt lat pracy z dwudziestoparolatkami nauczyło mnie jednak, że niewiadoma jest również zmienną rozwojową. Niektóre okresy życia są naznaczone większą niepewnością niż inne, a wczesna dorosłość jest najbardziej nieokreślonym okresem ze wszystkich. Między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia liczba niewiadomych osiąga szczyt; jest to przy tym dekada, w której nie mamy jeszcze doświadczenia w radzeniu sobie z nimi. Oznacza to, że przeciętny młody dorosły jest przeciążony niepewnością na co dzień. Dwudziestoparolatkowie pokroju Irene mogą znajdować się w środku krzywej rozkładu normalnego, a mimo to czuć się przytłoczeni nagromadzeniem znaków zapytania.
W ostatnich latach naukowcy szczególnie zainteresowali się tematem wpływu niepewności na nasze zdrowie psychiczne⁴³ – w skrócie: wpływ ten jest ogromny. Niepewność to tzw. stresor transdiagnostyczny⁴⁴, a więc taki, który naraża nas na ryzyko wystąpienia różnorodnych problemów ze zdrowiem psychicznym. Przede wszystkim łączy się z lękiem. Wróćmy do zmian, które zachodzą w ciele, gdy rejestrujemy obecność niepewności w naszym życiu. Gonitwa myśli. Szybsze bicie serca. Skurcz żołądka. Spocona skóra. Poczucie zagrożenia. Trudności w oddychaniu. Wszystkie te objawy łączą się z odczuwaniem lęku.
Niepewność i lęk idą ręka w rękę, co wyrażają reakcje naszego ciała i umysłu, ale też język, którym się posługujemy. Już definicja lęku⁴⁵ – opisywanego jako uczucia napięcia, zmartwienia, zdenerwowania i dyskomfortu związanego z przyszłym wydarzeniem lub niepewnością – mówi o tym, jak to jest stanąć twarzą w twarz z niewiadomą. Nic dziwnego więc, że młode osoby dorosłe, przeżywające najbardziej niepewny okres w swoim życiu, wykazują wysoki poziom lęku. Że chcą rozmawiać o tym, czego się boją. Że sami siebie opisują jako wiecznie zaniepokojonych: „Moim stanem wyjściowym jest strach” – przyznała Irene. Że będą przekonani, że cierpią na nerwicę lękową, a część z nich będzie nawet spełniać kryteria diagnostyczne tego zaburzenia.
Transdiagnostyczny charakter niepewności jako stresora przejawia się także w szeregu innych problemów ze zdrowiem: depresji, nadużywaniu substancji psychoaktywnych, problemach ze snem, zaburzeniach odżywiania, tendencjach samobójczych itp. Niektórzy ludzie wycofują się w obliczu niepewności – zamykają się w sobie, rzadziej wychodzą z domu, czasem nie opuszczają łóżka. Inni przewracają się niespokojnie w pościeli i krążą wte i wewte po sypialni, bo nie potrafią zasnąć. Jeszcze inni próbują się ukoić jedzeniem lub przyjmując różne substancje, ewentualnie szukają rozproszenia na ekranie urządzeń mobilnych. Jeszcze inni zmieniają się w osoby uzależnione od pozytywnego wzmocnienia – raz po razie zwracają się do rodziców, przełożonych czy terapeutów po ukojenie i poczucie ulgi. Część nie znajduje pomysłu na to, jak poprawić swoje życie, i podejmuje decyzję o jego zakończeniu. Wielu, w tym Irene, próbuje łączyć różne z wymienionych wyżej narzędzi i dodaje własne.
Na szczęście związek między niepewnością a zdrowiem psychicznym nie jest jednoznaczny, a stopień, w jakim działa ona jako stresor transdiagnostyczny, ma wiele wspólnego z tym, jak myślimy i co czujemy w związku z tymi nieznanymi⁴⁶. Zastanów się, czy zgadzasz się – czy też nie – z poniższymi stwierdzeniami⁴⁷:
Gdy moje życie jest nieułożone, czuję złość lub lęk.
Nieprzewidziane zdarzenia są dla mnie powodem do zdenerwowania.
Czuję frustrację, gdy nie udaje mi się uzyskać wszystkich informacji, na których mi zależy.
Nie lubię nie wiedzieć, jakie mam relacje z innymi.
Unikam niepewnych sytuacji, jeśli to możliwe.
Gdy moje życie jest pełne znaków zapytania, trudno mi się funkcjonuje.
Nie lubię nie wiedzieć, co czeka mnie w przyszłości.
Kiedy czuję się niepewnie, potrzebuję innych ludzi, żeby się uspokoić.
Trudno mi robić plany na przyszłość.
Lubię znać prawidłowe odpowiedzi i rozwiązania i wiedzieć, czy dobrze postępuję.
Chcę mieć wpływ na różne rzeczy i móc organizować swoje życie.
Gdy mam do podjęcia jakąś decyzję, ogarnia mnie zwątpienie.
Jeśli identyfikujesz się z jednym lub więcej niż jednym z powyższych stwierdzeń, to znak, że jesteś człowiekiem. Nasze „czułe na dym” mózgi przynajmniej w niektórych sytuacjach będą prezentować podobne reakcje. Jednak niepewność jest stresorem transdiagnostycznym szczególnie wtedy, gdy postrzegamy ją jako coś trudnego do wytrzymania. Dlatego im więcej z powyższych stwierdzeń brzmi dla ciebie znajomo, tym bardziej jesteś narażony na odczuwanie lęku, przygnębienia lub innych trudnych uczuć⁴⁸.
„Młodzi dorośli mieszkańcy Kalifornii doświadczają lęku i depresji na alarmującym poziomie⁴⁹” – głosił nagłówek „Los Angeles Times” z 2022 roku. Artykuł opowiadał o niedawno przeprowadzonym badaniu, zleconym przez California Endowment, które wykazało, że w ciągu roku przed badaniem ponad trzy czwarte młodych ludzi odczuwało niepokój i przytłoczenie, ponad połowa czuła się przygnębiona, a około jedna trzecia miała myśli samobójcze. Na pytanie, co czują na myśl o swojej przyszłości, wiodącą odpowiedzią było „niepewność” (57 procent), a tuż za nią uplasował się „niepokój” (43 procent). Informując media o swoich ustaleniach, dyrektor ds. komunikacji związany z badaniem powiedział: „Nigdy nie myśli się o młodych ludziach jako o osobach pełnych zmartwień. Przypisuje się to raczej tym, których włosy prószy siwizna”.
Mnie akurat wyniki tego badania nieszczególnie zaskoczyły, bo dwudziestolatkowie pokroju Irene regularnie przynoszą swoje niepokoje do mojego gabinetu. Moje obserwacje potwierdzają zresztą właśnie wyniki naukowych analiz. Młodzi ludzie, statystycznie, martwią się bardziej niż starsi dorośli⁵⁰ – i mają ku temu powody⁵¹. Jak już powiedzieliśmy, ich życie zdominowane jest przez znaki zapytania, które rzucają cień na kwestie zawodowe, edukacyjne, towarzyskie, relacyjne, mieszkaniowe i zdrowotne – czyli praktycznie na wszystkie aspekty życia. Niepewność sprawia, że emocje – zarówno te pozytywne, jak i negatywne – odczuwamy ze zwiększoną intensywnością, a młodzi dorośli nie mają jeszcze wielkiego doświadczenia w zarządzaniu swoją emocjonalnością. Dopiero uczą się kontrolować swoje myśli, co oznacza, że mają większą skłonność do nawykowego czarnowidzenia. Do tego przed nimi większość życia – a więc cała kolejka ważnych decyzji do podjęcia. Naprawdę mają się o co martwić.
Biorąc to wszystko pod uwagę, być może warto pochylić się nad tym, że jako społeczeństwo postrzegamy młodych ludzi jako osoby, które nie powinny się niczym przejmować. Chcemy ich widzieć jako beztroskie, wolne duchy: „I czym tu się martwić?” – pytamy. Prawda wygląda jednak inaczej. Dwudziestolatkowie na całym świecie zmagają się z bardzo realnymi trudnościami, jednak ani wpadanie w panikę, ani patologizowanie tego zjawiska z pewnością im nie pomogą. Mówienie młodym dorosłym, że to niepokojące, że w ogóle mają jakieś problemy, lub że to źle, że nie są szczęśliwi, sprawia tylko, że ich góra zmartwień rośnie.
Zamiast bawić się w detektywa na tropie różnorodnych problemów ze zdrowiem psychicznym, jakie prezentowała Irene (jak zobaczymy, właśnie przez takie praktyki dwudziestolatkowie kończą z licznymi diagnozami i lekami psychiatrycznymi), zaoferowałam jedno możliwe wytłumaczenie: właśnie życie w ciągłej niepewności. W życiu Irene było tak wiele niewiadomych: praca, miejsce zamieszkania, przyjaciele, związek, śmiertelność jej rodziców, jej własne starzenie się i płodność – że postanowiłam jej przekazać, że uczucie ciągłego niepokoju jest naprawdę normalne w takiej sytuacji.
Irene określiła swoje obawy o śmierć rodziców jako „odklejone od rzeczywistości” i „irracjonalne”, podczas gdy tak naprawdę były one całkiem realne. Jej rodzice się starzeli – zresztą ona również – i być może odczuwana przez nią obawa, że nie widuje ich wystarczająco często, była czymś, na co faktycznie powinna zwrócić uwagę, decydując o tym, jak ułożyć sobie życie w nadchodzących latach. Być może nada priorytet zamieszkaniu bliżej rodziny. Albo zadba o to, by spędzać z bliskimi wakacje lub święta. A może bycie w oddaleniu od rodziców było dla niej wciąż czymś nowym i czymś, do czego z czasem się przyzwyczai. Fakt, że w jej życiu nie było jednej właściwej drogi, był kolejną niepewnością, której musiała stawić czoła.
Nie dziwiły mnie również lęki Irene towarzyszące spotykaniu się z ludźmi i komunikacji przez SMS-y. Być może nawiązywanie nowych znajomości w nowym miejscu było dla niej wyjątkowo niekomfortowe, bo nigdy wcześniej nie musiała tego robić. A może zaczynanie wszystkiego od nowa w kontekście społecznym, gdy ma się prawie 30 lat, słusznie wydawało jej się przerażające. W międzyczasie zaczęła częściej i więcej myśleć o tym, czy chce wziąć ślub i mieć dzieci, a decyzje w tym obszarze także wydawały jej się przerażające. Oto, na różne sposoby, jej mózg sygnalizował, że niezależnie od wieku ważne jest, aby mieć wokół siebie ludzi, na których może polegać: przyjaciół, rodzinę, partnerów, dzieci. A ona w swoim „tu i teraz” nie była pewna, czy faktycznie ich ma.
Rok później życie Irene było zdecydowanie bardziej poukładane. Wraz z narzeczonym postanowiła wrócić na Zachodnie Wybrzeże, aby zapuścić korzenie bliżej rodziny i przyjaciół. Dostała nową, ekscytującą pracę w firmie, w której, jak sądziła, mogłaby zostać na dłużej. Nadal nie wiedziała, czy chce założyć rodzinę, ale teraz, gdy inne obszary jej życia stały się bardziej określone, czuła, że w końcu ma czas, aby ustalić, czy chce mieć dzieci, a jeśli tak – to kiedy. W tych okolicznościach prawie nigdy nie sięgała po swoje „miligramy luzu” w tabletkach.
– A więc uważa pani, że nie mam nerwicy lękowej? – zapytała mnie Irene któregoś razu.
– Myślę, że odczuwasz lęk, taki z definicji słownikowej – odparłam. – Ale martwienie się o różne rzeczy różni się od zaburzenia zdrowia psychicznego.
– Czy ta różnica faktycznie ma znaczenie? – dopytywała.
– Tak – odpowiedziałam krótko, z tyłu głowy przywołując efekt nocebo. – I to nie byle jakie.