Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Dzbanek rozbitych myśli - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 lipca 2026
20,19
2019 pkt
punktów Virtualo

Dzbanek rozbitych myśli - ebook

Można zadebiutować na nowo w wieku 89 lat? Tomik „Dzbanek rozbitych myśli” Stefana Bajera udowadnia, że tak. To dojrzały, starannie wyselekcjonowany przekrój twórczości z lat 2016–2024. Spośród niemal 600 utworów autor wybrał 105 wierszy, tworzących poruszającą mozaikę ludzkiego losu. To poezja pełna refleksji nad przemijaniem, zachwytu przyrodą i czułości do ludzi u schyłku życia. Choć dotyka trudnych spraw, Bajer nie poddał się melancholii, urzeka błyskotliwym humorem i niezwykłą wrażliwością.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Poezja
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8467-002-6
Rozmiar pliku: 1,9 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Dzbanek rozbitych myśli

Dzbanek rozbitych myśli

Kubek zsiadłego mleka.

Na kartce ktoś coś kreśli,

rozbiegana ucieka.

Biegną czasu godziny,

Chwila za chwilą goni,

Któreż to urodziny?

Los dni twoje tak trwoni.

Stoi kawa smolista,

Wypijesz — opadnie mgła.

Rośnie aura kulista,

Będzie za tobą szła.

Podąży za tobą wszędzie,

W dni pochmurne, dni jasne,

Których ubywać będzie

Mimo, że twoje są, własne.Cisza 2

nie szukam czasu

czas bowiem mnie mija

przemijanie tłumi

wszechobecny szum

ja szukam ciszy

cisza się przewija

przez bajty myśli

dźwięki pięciolinii

uformowane pomiędzy nutkami

zapisanymi jak słowa bezdźwięcznie

ja szukam ciszy

ciszy aksamitu

uformowanej niby kłąb śniegowy

w puszystej głębi zastygłej lawiny

ciszy

co sugeruje

pojęcie niebytu

gdzie znaleźć ciszę

gdzieś w nieskończoności

ciszy nie znajdę w świątyni

w kosmosie

nie znajdę

ciszy w natury chaosie

cisza jest we mnie

tam ją znaleźć mogę

tam wpleciona

w zaplątane myśl

w emocje wtłoczona

w dźwiękach zagubiona

niewidoczna

niedostępna czeka

by eksplodować w umyśle człowieka

usiądę

uspokoję myśli

odrzucę zbędne słowa

złość

nienawiść

zazdrość

zamknę oczy

cisza uwolniona

zobaczę ciszę

w aurze znalezionej ciszy

umysł w spokoju i ciszę usłyszy

i myśl uwolni

i wraz z ciszą słowa* * *

nanizane na sznurek

koraliki dni

ułożone

w pokaźny naszyjnik

miesięcy i lat

z uśmiechów złożony

niedoszłych tragedii

w kolorach radości i traumy

nie wytrzymał upływu czasu

jakiś sznurek pękł

zerwał się drugi i trzeci

pewnie w miejscu niedoszłych tragedii

szukałem tych miejsc

nie znalazłem

paciorki były w kawie

w nadzieniu tortu

sznurki cieniutkie

zaznaczone jeno zgrubieniami blizn

skręcone trudami trwania

nie znalazłem pęknięć

nie odnalazłem koralików

kolorowych

malutkich ośmiościanów

wielkości kryształków cukru

zmieniły smak kawy i deseru

aromatem ubiegłych lat

odżałowałem

dodałem paciorki nowych dni

i nowych lat

w kolorze bieli

zanurzyłem całość

w roztworze myśli

utrwalonych grafenem

sprawy i przeżycia

radości i smutki

miłość i ekstaza

w przetrwalniku jaźni

_patent urządzenia do utrwalania istot_

_po kres istnienia kosmosu_Czas

Płynie, chodzi, ucieka,

Dzwoni w uszach człowieka.

Człowiek biegnie, szaleje,

Kroczy dostojnie, kuleje.

To czas dopadł człowieka.

Człowiek już nie ucieka.

Siada gdziekolwiek i dyszy.

Nawet już tego nie słyszy.

Czas?

Zadyszki czas nie dostaje.

Liczy miarowo i z taktem.

Odmierza życia staje,

A Ty pogódź się z faktem.

Zwolnij, pomyśl, odpocznij.

Zobacz ile zostało.

Mało. O wiele za mało,

Za mało,

Za mało, za mało…Niewiele

niewiele mnie zostało

tylko niejasne znaki

tropy nieoczywiste

nie zdołałem

wygładzić ścieżek

umożliwiających

odwzorowanie jaźni

nie było mnie

gdy świat zmieniał kolory

rozdzielał miejsca

nowych klocków lego

jestem niedopasowany

wypadam z calizny

ułożonych klocków

niesterowalny

ciągle z uporem

zaprzeczam względności prawdy

względności uczuć

istnieniu względnych wartości

szafowanych maluczkim

w interesie władzy

w interesie boga

przez reprezentantów

samozwańców

pomazańców

interes własny

mających na względzie

nie widzę szansy

na odwrócenie biegu zdarzeń

tak zawsze było

tak jest

i tak już będzie

Zakrzywiona przez łzę

świat widziany przez łzy

jest zdeformowany

świat oglądany przez zaciśnięte powieki

widać ostro przy niewielkim zasięgu

kiedy oczy zamykasz

by nie widzieć zła

nie widzisz nic

i tak dochodzisz do ściany

myśli koncentrujesz na swoich obsesjach

nie zobaczysz dobra ni radości

istniejących poza ich zasięgiem

realnych a nieosiągalnych

w ciemności

mentalnej niemocy

otwórz oczy

obetrzyj łzy

spójrz poza widnokrąg

zobacz poświatę wschodzącego słońca

spójrz za horyzont nocą

zobacz skrzące gwiazdami niebo

spojrzyj wstecz

co było zamknij pamięcią

spójrz w głąb

zobacz siebie

uśmiechnij się

świat sprzyja optymistomDeszczowy smutek

Spopielało za oknem niebo

Spłakane przepływa dzień po dniu

Łzami tłucze o szyby

Rozmywa horyzont myśli

Rozbija resztki zieleni

Liście spłukuje z drzew

Wychodzę w strugi deszczu

Wyczuwam wiatru śpiew

Smyczkiem gałęzi coś gra

Myśli me składa zmoknięte

Utytłane w kałuży

Tak mnie smętek przygasza

Tak się tęsknota dłuży

Może dojrzeje radość

W rytmicznym plusku kropel deszczu

A może wznieci zachwyt

W drżeniu strun wiatrowych

Może przeniknie szczelinami chmur

Promień złotego słońca

Może zaświeci…* * *

depczę dywan kolorowy

w parkowej alei

rytm wybijam fałszywy

nie po kolei

kasztany rytmicznie

spadają na bruk

a ja powłóczyście —

stuk puk

stuk puk

myśli swoje

mgliście zawijam

wzrokiem ogarniam

faliste zawoje

ile jeszcze widzę ile słyszę

tajemnice moje

długości fal okrojone

prędkości opóźnione

materia według emcekwadrat

zamieniana w upływ czasu

już nie daje energii

szkoda ambarasuHoryzont czasu

Dobijam do brzegu

Nic lub prawie nic

Nie dzieje się już

Z moim udziałem

Wiosła wypadły mi z ręki

Horyzont mgła zasnuwa

Ubywa dźwięków w eterze

Znikają za horyzontem znajome mi twarze

Bledną emocje

Miłość zazdrość nienawiść

Wyblakłe byliny czasu

Nie zakwitną czerwienią

Już się nie zazielenią…

Przesadzasz przyjacielu

Powiadasz dobry duchu

A jakże tak stać nad brzegiem

W otępiającym bezruchuMyśli w jeziornej toni

Pomarszczony płaszcz błękitu

Rozbita kroplami bieli przestrzeń zmyślonego

horyzontu

Postrzępione myśli we mgle niebytu

Zaorana nieobecność w czasie

Nieobecność chwili

Wiem jesteś

Po tamtej stronie linii bytu

Złamanej w płaszczyźnie ołowianego bezkresu

Ile jeszcze kropel beznadziei

Musi wypłynąć

Z czeluści krwawej duszy

Bym osiadł na spokojnych wodach

Kołysany w zatoce ciszy

Spokojnej wszechwiedzy świadomości

Nieuchronności wieczystej

Zmiany bytu w niebytPrzeszliśmy zenit

przeszliśmy zenit ma się ku zachodowi

przed nami piękno wieczornych

wielu szczęśliwych zachodów słońca

w kolorach radosnej purpury

nie pozwól by słońce o wieczornej porze

na horyzoncie zostawiwszy zorze

skłóciło księżyc bledziutki z natury

z impetem gwiazdy biegnącej po niebie

.

by tylko ślad zostawiwszy świetlisty

zapomniawszy lunę pognała przed siebie

ni wspomnienia ni dobrego słowa

a i ten ślad co pozostał chowasz

a ja oczami widząc „pięknoducha”

myślałem skoro tak wybucha

to pozostanie już z nami na wieki

może nie miłość choć przyjaźń dojrzała

by z nami była i tak już została

aż byśmy kiedyś na łąkach wieczności

dostrzegli ile w tym było radości

a teraz smutny smuteczkiem jesieni

nie żegnam choć to nie wiele już zmieni

czekam wciąż czekam może coś roznieci

to piękno które między nami było

było i pękło

zostało we mnie lecz już nie jest w Tobie

i wmówić muszę tę prawdę sobieStoję po stronie myślenia

tak czy owak

jestem przeciwko wyznawaniu

czegokolwiek

co podają nam

w dobrej lub w złej wierze

zaborcy jedynie słusznych

idei

metod

czynów

z głowy guru

wywodzący

pochodzenie

ukorzenione

być może

w błocie

potrzeby

gromadzenia władzy

i dóbr wszelakich

które ona daje

stoję po nie tej stronie

ktokolwiek myśli

stoi po stronie

dociekania

nie głoszenia jedynej prawdy

ograniczenia władzy

jej namaszczania

ktokolwiek jesteś

i myślisz że myśląc

stawiasz opór

wyznającym jedyne

nieistniejące

jesteś z nami

jesteśmy razem

nie sami

nie sami

nie samiStanąłem na górze

nie nie tej Oliwnej

z chrześcijańskiej tragedii

i nie na Synaju

z hebrajskiej podróży do źródeł istnienia

nawet nie na Olimpie

górze wszystkich bogów

na samotnej górze

wśród mlecznej mgły stanąłem

jak ona samotny

wpatrzony w mglistość rzeczywistości

i zasłuchany w ciszy absolutnej

wolny od zgiełku

wolny od zniewalających legend

nadmiar wrażeń

nadmiar emocji

nadmiar migotliwych kolorowych kształtów

nadmiar kłamstw opakowanych w powoje słów

zostawiłem w dolinie pod zasłoną mgły

resetuję zapisy życia w zwojach neuronów

odpoczywamBywa taki czas

bywa taki czas

taki moment

bez jakiejkolwiek chęci

do postrzegania ruchów na orbicie życia

świat wiruje

według fizycznych zasad determinacji

bez uwzględniania filozofii mentalności

nic nie jesteś w stanie zmienić

nie masz sprawczej mocy

nie zawrócisz rozpędzonej

masy nawet spadającej

w głębinę przepaści bezdennej głupoty

dopóki nie skupi krytycznej masy

niezbędnej do wybuchu supernowej

kosztem oszalałej

materii zdesperowanej fizyką natury

niechaj pędzi

niech się rozwala

dodajmy jej paliwa

sprawmy by nie ostygł zapał

samozagłady głupoty***

Myślę, że jestem.

Jestem bo myślę.

O czym tu myśleć

Nad kanionem życia

Kiedy ciekawość jak Niagara spada,

Roztrzaskuje swój nurt

W miazmatyczny, pylisty chaos myśli.

Kiedy miłość jest już tylko echem

Czułość wspominasz zadumy uśmiechem.

Gdy coraz trudniej przywołać wspomnienia,

A coraz częstsza łatwość zapomnienia.

A jednak myślę, że ciągle jestem.

Myślę, że myślą wstrzymuję spadanie,

Że jest możliwa ciekawość, kochanie,

Że czas jest względną wartością istnienia

Gdy nie pozwolę by w swym nurcie bycia

Zabierał z sobą cząstki mego życia.Potrzeba słuchania

wieczór pustawy

noc właściwie

pada śnieg

przed domem

jeszcze kwitną kwiaty

duchy do siebie

poczęły gadać

zamglonym głosem

dobrotliwie

zadziwione ciszą wokolutką

samotność im doskwiera

może to nuda

a może człowieczeństwa

zakręcone smugi

czas je rozsupłać

pomyśleć ciszą

może rozum

spokojnie przeliczy

algorytmy roztrwanianej ciszy

może ktoś kogoś usłyszy w tej ciszy

zamiast odgłosów własnego stąpania

usłyszy w ciszy potrzebę słuchania
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij