Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Dziedzic złamanych dusz. Tom 2 - ebook

Wydawnictwo:
Seria:
Format:
EPUB
Data wydania:
24 kwietnia 2026
46,90
4690 pkt
punktów Virtualo

Dziedzic złamanych dusz. Tom 2 - ebook

„Każdy z nas ma tę jedną miłość, po której wszystkie inne wydają się tylko jej echem”.

Po balu zimowym Maddie wraca do rodzinnego Tennessee, gdzie wraz z mamą próbuje ułożyć sobie życie na nowo. Zerwała całkowicie kontakt z Loganem, ale za to wciąż pielęgnuje relacje z ekipą Tytanów. Stara się nie myśleć o tym, co było, i skupić na odłożeniu jakichś pieniędzy przed wyjazdem na studia do Nowego Jorku.

Pomaga jej w tym ciocia, w której kawiarni Maddie może pracować w okresie wakacyjnym jako kelnerka. Krewna ma jednak jeszcze ranczo i przy tym też potrzebuje pomocy. Mama Maddie wpada na pomysł, żeby zaprosić na wakacje całą ekipę Tytanów, by chłopcy pomogli ciotce dziewczyny w obowiązkach.

Natomiast największym zaskoczeniem dla wszystkich jest pojawienie się Logana w Tennessee. Urazę do niego żywi nie tylko Maddie, ale też członkowie drużyny.

Czy da się wybaczyć to, co niewybaczalne? Odwrócić to, co nieodwracalne?

Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia.

Opis pochodzi od Wydawcy.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Young Adult
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8418-736-4
Rozmiar pliku: 2,4 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ 1
WITAMY PONOWNIE W CHAPEL HILL

Madeline

Pierwszą rzeczą, którą ujrzałam po przebudzeniu, były wielkie, czarne oczy, wpatrzone we mnie z zaskakująco niewielkiej odległości. Drugą – czarny ogon, kołyszący się spokojnym, niemal hipnotycznym rytmem, z lewej strony na prawą.

A potem, bez ostrzeżenia, zostałam poczęstowana przeciągłym, wyjątkowo intensywnym ziewnięciem prosto w twarz. Instynktownie wstrzymałam oddech i położyłam rękę na puszystym futerku kota. Pod palcami poczułam jego przyjemne ciepło i delikatne wibracje cichego mruczenia.

– Koleś. – Skrzywiłam się, wciskając głowę jeszcze głębiej w poduszkę. – Bez obrazy, ale kiedy ostatni raz myłeś zęby?

Voldi zeskoczył z mojej klatki piersiowej, wyraźnie obrażony, jakby zrozumiał, co powiedziałam. Odszedł z uniesionym ogonem, demonstrując swoje niezadowolenie. Odprowadziłam go wzrokiem, a gdy zniknął za łóżkiem, przetarłam oczy, usiadłam po turecku i zaczęłam się leniwie przeciągać. Akurat trzymałam ramiona wysoko nad głową, gdy drzwi do pokoju się otworzyły i w progu stanął Tommy.

– Wstałaś już? Wyspałaś się w ogóle?

Z trudem stłumiłam ziewnięcie i popatrzyłam na parapet, gdzie Voldi zwijał się w ciasny kłębek, by ułożyć się do snu. Cwana bestia. Obudził mnie tylko po to, żeby samemu zaraz pójść spać. Genialny pomysł.

– Tak się składa, że twój kot jest całkiem skutecznym budzikiem.

– Ale się wyspałaś, tak? – upewniał się Tommy, mrużąc oczy ze wzmożoną czujnością.

Kiwnęłam głową w odpowiedzi, a wtedy mój przyjaciel podszedł do łóżka i położył się na jego skraju, z nogami na podłodze. Listwy stelaża zaskrzypiały głośno pod jego ciężarem, a pojedyncze kosmyki bujnych, kruczoczarnych włosów opadły mu na skronie i musnęły moją łydkę.

– Długo spałam? – zapytałam, przesuwając spojrzeniem po jego nieogolonej brodzie, wyraźnie zarysowanych policzkach oraz godnych pozazdroszczenia gęstych rzęsach i brwiach. Zdumiewało mnie, jak bardzo zmężniał przez te ostatnie miesiące, ale wciąż nie miałam okazji mu o tym powiedzieć.

– Nie, nie. – Tommy wsunął ręce pod głowę, a na jego usta wkradł się przebiegły uśmiech. – Tylko jakieś tysiąc godzin, tak na oko.

Prychnęłam pod nosem i zaczepnie uderzyłam go poduszką. Prawie cały dzień spędziłam w podróży, a drzemka okazała się zbawienna. Na zewnątrz powoli zapadał zmierzch, a z salonu napływały do nas stłumione dźwięki muzyki, przeplatane śmiechem i urywkami rozmów. Spojrzałam mimowolnie w stronę drzwi, co nie umknęło uwadze Tommy’ego.

– Hej – rzucił, łapiąc ze mną kontakt wzrokowy. – Jeśli nie czujesz się gotowa, to nie musimy tam iść.

– Jesteś organizatorem tej imprezy. – Przyciągnęłam kolana do piersi i oparłam na nich podbródek. – Poza tym to twój dom. Niezbyt dobrze by to wyglądało, gdybyśmy teraz po prostu stąd uciekli.

– Pieprzyć to. – Tommy zamknął oczy i uśmiechnął się błogo, jakby w jego głowie właśnie rodził się jakiś zwariowany plan awaryjny. – Wolałbym zaszyć się z tobą w jakiejś dziurze na końcu miasta, niż zabierać cię tam, gdzie nie będziesz się czuła komfortowo.

– Mówisz serio? – Podniosłam głowę i przeskanowałam wzrokiem jego twarz, szukając na niej choćby cienia zwątpienia, lecz nic takiego nie znalazłam.

– Jasne – odparł bez wahania. – Wystarczy jedno słowo, a pójdę po motocykl mojego wujka i wydostanę nas stąd.

– I tak po prostu uciekniemy sobie z imprezy, którą organizujesz we własnym domu?

– Yhy. A czemu nie? Przecież nikogo nie wypraszam. Po prostu mnie tu nie będzie, a i tak prawdopodobnie nikt poza Tytanami nawet tego nie zauważy.

Uśmiechnęłam się najszerzej, jak tylko potrafiłam. Od razu zrobiło mi się cieplej na sercu. Czasem małe gesty mogą sprawić, że człowiek już do końca dnia będzie się uśmiechać. Ten zdecydowanie do takich należał. I chociaż wiedziałam, że nie zgodzę się na tę propozycję, sama myśl wystarczyła, żeby choć trochę poprawić mi nastrój.

– Mówiłam ci kiedyś, że jesteś dobrym przyjacielem?

Tommy zmierzył mnie badawczym wzrokiem, a potem z premedytacją pokręcił głową.

– Pierwsze słyszę – skłamał.

Właściwie mówiłam mu to chyba już jakieś sto razy, szczególnie w ostatnim miesiącu. Cieszyłam się jednak, że ten sto pierwszy raz mogę powiedzieć mu to prosto w oczy.

– Jesteś zajebiście dobrym przyjacielem, Winchester. Serio.

– Ptaszki ćwierkają, że będę tylko jeszcze lepszym. – Tommy puścił mi oczko i nieznacznie wygiął usta. – No to jak z naszym planem ucieczki? Mam dzwonić do wujka?

Pokręciłam głową i wzięłam głęboki oddech. Przyjechałam tu na weekend po to, żeby się zrelaksować i spotkać ze znajomymi z Chapel Hill. Gdybyśmy stąd wyjechali, jutro musiałabym się zmierzyć z całą lawiną wiadomości i połączeń od reszty Tytanów i Lori. Wiedziałam, że mają sporo nauki, a i tak zarezerwowali sobie te dni tylko dla mnie. Nie mogłam ich teraz tak po prostu wystawić.

Oni nigdy by mi tego nie zrobili.

– Nie ma takiej potrzeby – zapewniłam Tommy’ego. – Czekałam na ten dzień cały miesiąc. Po prostu trochę się zestresowałam, bo dawno ich wszystkich nie widziałam.

– Oni też się za tobą stęsknili. Jordan i Tyler pokłócili się wczoraj o to, który z nich odbierze cię z dworca.

– No i jak zawsze wykiwała ich Lori. – Zaśmiałam się, wstając z łóżka.

– To dla niej takie typowe – westchnął Tommy, a kiedy usłyszał dźwięk nowej wiadomości, sięgnął po swój telefon. – Blake pyta, kiedy zejdziemy na dół. Podobno wszyscy już są.

– Daj mi parę minut.

Podeszłam do lustra zawieszonego na ścianie i jęknęłam z rezygnacją, gdy uświadomiłam sobie, że grube loki, które kręciłam lokówką przez dobrą godzinę, zmieniły się w proste jak drut strąki. Cholerna tandeta z eBaya. A miało być tak pięknie.

Tommy’emu wystarczyło jedno krótkie spojrzenie w moją stronę, by bezbłędnie rozszyfrować moje myśli.

– Tak też ci ładnie – zapewnił, podrywając się do siadu. – Poza tym twój makijaż w ogóle się nie zepsuł. Ani trochę. Jak to zrobiłaś? Wygląda jeszcze lepiej niż parę godzin temu.

– Kochany. – Obróciłam się w jego stronę, wzięłam z biurka szczotkę do włosów i wymierzyłam nią w przyjaciela. – Nigdy nie lekceważ potęgi dobrego tuszu do rzęs. To zbawienie na długą podróż.

– Bez niego też dobrze wyglądasz. Jeśli jakiś facet powie ci kiedyś inaczej, to chyba mu przywalę.

Żałowałam, że Tommy nie ma młodszej siostry, bo z całą pewnością byłby starszym bratem na medal.

Posłałam mu buziaka w powietrzu, po czym zajęłam się ratowaniem swojej fryzury. Droga do Chapel Hill z Franklin, mojego rodzinnego domu w stanie Tennessee, była ciężka i niemiłosiernie długa.

Ale czego się nie robi z miłości do przyjaciół, prawda?

Kiedy Tommy poinformował mnie, że razem z Lori, Blake’em, Tylerem i Jordanem zrzucili się na bilet, żebym mogła do nich przyjechać na weekend, pisnęłam z zachwytu tak głośno, że obudziłam mamę, śpiącą w pokoju obok. Bardzo za nimi tęskniłam. Trzy miesiące bez spotkań z tą ekipą były dla mnie prawdziwą udręką.

Przeszłam do garderoby, gdzie zostawiłam swoją torbę z rzeczami, i zaczęłam się przebierać.

– Nie jesteś zmęczona po podróży? – zapytał Tommy zza ściany. – W sumie to krótko spałaś… Voldi, zjazd z moich skarpet! Potem są całe w sierści!

Zachichotałam pod nosem, słysząc, jak mój przyjaciel cicho piszczy, bo kot pewnie znów go potraktował ostrymi pazurkami. Często się tak działo, kiedy nikt na nich nie patrzył.

– Trochę, ale o nic się nie martw. Wypiję kawę i mi przejdzie! – krzyknęłam, siłując się z nową bluzką, która jednak była na mnie trochę za mała.

– To dobrze, bo wszyscy chyba już przyszli. Widziałem przez okno, że Jordan przyjechał z Lori i Tylerem.

– Fajnie. A Blake? – spytałam, wkładając wreszcie bluzkę przez głowę.

– Też już jest.

– Yhy… A… – Zabrakło mi tchu. Wzięłam głęboki oddech, oparłam się o zimną ścianę i zacisnęłam dłonie w pięści. Cholera, tchórz ze mnie. – A ktoś jeszcze jest?

– Pełno osób – odparł od razu. – Głównie kumple z drużyny i ich dziewczyny.

– A wasz kapitan? – dopytałam z sercem bijącym jak dzwon.

Tommy nic nie mówił, co sprawiło, że poczułam narastające podskórne napięcie, które rozciągało każdą sekundę do granic wytrzymałości. Wyciągnęłam włosy spod koszulki, zarzuciłam je na plecy i wyszłam z garderoby, po czym posłałam Tommy’emu nieśmiałe spojrzenie.

Zacisnął usta w wąską linię. Milczał, jakby toczył bitwę z własnymi myślami. Widziałam to w jego oczach.

– W sumie to ja go nawet nie zapraszałem – oznajmił wreszcie jednym tchem. – Ostatnio na treningu nie odezwał się do nikogo ani słowem, a kiedy spytałem go od niechcenia, co robi w weekend, powiedział, że będzie bardzo zajęty i nie ma czasu.

Przełknęłam nerwowo ślinę, czując, że to nie koniec tej historii.

– Ale?

Tommy spojrzał na mnie z politowaniem, co jedynie podsyciło gorycz, która ścisnęła mi gardło.

– Ale Tylerowi wymsknęło się w szatni, że będziesz u mnie spać, i on to usłyszał. Od razu stał się rozmowny. Zaczął wypytywać, na jak długo przyjedziesz do Chapel Hill, co będziesz tu robić i czy nie masz w piątek szkoły, skoro wtedy masz autobus. Odpowiedziałem mu zdawkowo, a kiedy się żegnaliśmy na korytarzu, powiedział do mnie: „To widzimy się na imprezie”. Spytałem więc, co z jego planami, a on na to: „Nieaktualne”.

Zamrugałam parokrotnie, przetwarzając te informacje w zwolnionym tempie. Zacisnęłam ręce w pięści i nagle poczułam się, jakbym się znalazła w potrzasku.

– Czyli tu jest? – szepnęłam, mając wrażenie, że serce podchodzi mi do gardła. – Chcesz mi powiedzieć, że Logan Thornhill jest w tym samym domu, co ja?

Nie mogłam się zdobyć na przyjazny ton. Mój były chłopak najwyraźniej toczył jakąś grę, w której sam sobie ustalał zasady, myśląc, że ma nad ludźmi jakąkolwiek kontrolę. Nadal mnie to złościło.

– No nie, nie. Nie ma go tu. – Tommy patrzył wszędzie, to na ściany, to na Voldiego, to na własne palce, byle nie na mnie. – Siedzi jeszcze w aucie przed domem. Blake widział, jak wyrzucał śmieci.

– Cholera jasna, Tommy! – Gwałtownie zaczerpnęłam powietrze i starałam się nie pokazać po sobie, w jakim jestem szoku.

Logan.

Tu.

Jest.

Ja pieprzę.

Poczułam, jak z mojej twarzy odpływają wszystkie kolory, a serce mi łomocze, jakby chciało się wyrwać z piersi.

– No i co ty na to? – zapytał cicho.

– Chyba podskoczę z radości pod sufit. Nie ma to jak niespodziewane spotkanie z byłym. Czysta przyjemność – stwierdziłam ironicznie, nie zważając na dobór słów.

Spuściłam głowę, czując, jak czerwienią mi się policzki. Mój dobry humor ulotnił się w ułamku sekundy, a pod powiekami zaczęły cisnąć mi się łzy. Szybko zamrugałam, żeby je przegonić. Szkoda mi było makijażu. Zbyt długo go robiłam, żeby teraz się zmarnował przez Thornhilla.

– Dobra, kurwa – oznajmił Tommy, zrywając się z miejsca. – Pójdę tam i każę mu wypierdalać.

Myśli kotłowały mi się w głowie jak szalone. Z jednej strony chciałam, żeby ktoś go stąd wyprosił. Nie doszłoby wtedy do naszej konfrontacji, a ja za dwa dni wróciłabym spokojnie do Tennessee, gdzie układałam sobie życie na nowo jako singielka. Z drugiej jednak nie chciałam wyjść na tchórza, który nie potrafi nawet spojrzeć mu w oczy.

– Poczekaj. Nie rób tego. – Złapałam Tommy’ego za rękę.

– Dlaczego?

– Bo on wtedy pomyśli, że boli mnie serce na jego widok. Nie chcę mu dawać tej satysfakcji, naprawdę – powiedziałam najbardziej opanowanym tonem, na jaki było mnie stać. – Muszę być ponad to.

– Cholera, przepraszam, że stawiam cię w takiej sytuacji. – Tommy zacisnął mocniej szczęki. – Nie wiedziałem, że on naprawdę tu przyjedzie. Schrzaniłem to po całości.

Spoglądał na mnie z wyraźnym politowaniem.

– Nie patrz na mnie w ten sposób – wymamrotałam.

– To znaczy w jaki?

– Jakbyś już mi współczuł, bo myślisz sobie, że faktycznie mnie to zaboli.

Przez chwilę milczeliśmy, wpatrując się w siebie, jakbyśmy szukali odpowiednich słów.

– A nie zaboli cię to, Maddie? – spytał wreszcie cicho Tommy. – Minęły dopiero trzy miesiące. Każdy zrozumie sytuację.

– Według niego nasz związek nie miał sensu, pamiętasz? Nie mogę płakać za czymś, co istniało jedynie w mojej głowie – powiedziałam niczym wyuczoną formułkę, wbijając wzrok w jakiś punkt na podłodze.

– To chyba nie jest odpowiedź na moje pytanie. Wiesz, że przy mnie nie musisz udawać, prawda?

Tommy położył delikatnie dłoń na moim karku. Złapałam go za nią i zmusiłam się do słabego uśmiechu. Nie chciałam, żeby ktokolwiek się o mnie martwił i stawał po mojej stronie. W przeciwieństwie do Logana mnie z nimi na co dzień nie było. W dodatku on był ich kapitanem, więc tym bardziej nie chciałam, by postrzegali go przez pryzmat tego, co mi zrobił.

– Nie wiem, czy mnie to zaboli, bo nie widziałam go od tamtego dnia po balu zimowym – przyznałam, krzyżując spojrzenie z Tommym. – Pogodziłam się z tym, co między nami zaszło, i już najwyższy czas, żebym ruszyła do przodu. A nie zrobię tego, jeśli będę przed nim uciekać.

Od naszego zerwania minęły dziewięćdziesiąt dwa dni.

Liczyłam je skrupulatnie, prawie obsesyjnie, jakby każda kolejna doba miała zbliżyć mnie do momentu, w którym serce w końcu przestanie mnie boleć. Jakby liczby miały jakąkolwiek moc sprawczą.

Dziewięćdziesiąt dwa dni to wystarczająco długo, by coś się zmieniło. A jednak w środku wciąż tkwiłam dokładnie w tym samym miejscu.

Przez te trzy miesiące wpatrywałam się wieczorami w telefon, licząc po cichu na to, że może on jeszcze się odezwie; że któregoś dnia ekran rozświetli się jego imieniem.

Zapewne gdyby zadzwonił, odebrałabym telefon, nawet jeśli serce waliłoby mi jak oszalałe; nawet jeśli głos ugrzązłby mi w gardle. Gdyby napisał, odczytałabym jego wiadomość. Byłam gotowa na rozmowę, bo wiedziałam, że bez niej nie będę w stanie ruszyć do przodu.

Dawałam mu szansę za szansą. Dzień po dniu.

Ale on nie wykorzystał żadnej z nich. Zmarnował wszystkie.

Logan Thornhill złamał mi serce, a ja robiłam wszystko, co w mojej mocy, by wymazać nasz związek z pamięci. Przekonywałam samą siebie, że to konieczne, bo jeśli nie zapomnę, to ten ból mnie pochłonie.

Początkowo nie przychodziło mi to łatwo. Właściwie było piekielnie trudne. Szczerze mówiąc, nie pamiętałam, kiedy ostatni raz tak płakałam, nie licząc pogrzebu taty i żałoby po nim – to był jedyny moment w życiu, kiedy czułam się równie bezradna.

Problem nie polegał nawet na tym, że nasz związek się skończył. Związki się kończą. Ludzie odchodzą. Problemem były konsekwencje, z jakimi musiałam się zmierzyć.

Przez wpływy, jakie w Chapel Hill miał ojciec Logana, moja mama nie mogła znaleźć nowej pracy. Najpierw otrzymała wypowiedzenie ze szpitala, a potem, gdy próbowała zatrudnić się gdziekolwiek indziej, drzwi zaczęły się przed nią zamykać. Jedne po drugich.

Była zapraszana na rozmowy, słyszała uprzejme zapewnienia, a kilka dni później pracodawca dziękował jej za poświęcony czas lub w ogóle nikt się nie kontaktował. Patrzenie na to było okropne. Widziałam, jak ktoś łamie moją mamę, powoli, systematycznie, bez zostawiania śladów.

Joseph Thornhill z dnia na dzień stał się dla mnie najbardziej znienawidzonym człowiekiem na Ziemi.

Przez kilka dni po balu zimowym mama próbowała jeszcze szukać pracy w miejscowościach niedaleko Chapel Hill. Jakby odległość kilku czy kilkunastu kilometrów mogła coś zmienić. Jakby jego nazwisko przestawało mieć znaczenie po przekroczeniu granicy miasta.

Nie znalazła niczego.

Gdyby chodziło tylko o nią, możliwe, że powrót do Tennessee nie byłby aż tak bolesny. Ale miała na uwadze mnie, moją edukację i przyszłość. W klasie maturalnej nie powinno się zmieniać szkoły dwa razy w ciągu roku, a jednak ja musiałam.

Nie miałyśmy żadnych oszczędności, a renta po tacie pozwalała nam jedynie na skromne, wręcz bardzo skromne życie. Dlatego wyjechałyśmy.

Opuściłyśmy Chapel Hill, bo nie byłyśmy już tu mile widziane, i wróciłyśmy do naszej rodzinnej miejscowości w Tennessee. Miałam wrażenie, jakby nasz rozdział związany z tym miejscem nigdy się nie wydarzył. Jakby mój związek z Loganem nigdy nie istniał.

Czasem życie podejmuje decyzje za nas, a my możemy im się jedynie podporządkować. Tak też było w moim przypadku.

Sprawa miała się nieco inaczej, jeśli chodziło o pozostałych Tytanów i Lori. Przez pierwsze dwa miesiące ich rozmowy z Loganem sprowadzały się jedynie do słuchania jego poleceń na boisku. Potem doszło do jakiejś konfrontacji, podczas której Thornhill wyjaśnił im całą historię. Nie wiedziałam, co im dokładnie naopowiadał, ale to wystarczyło, żeby zaczęli zamieniać z nim więcej niż parę słów dziennie. Chłopacy już się z nim nie przyjaźnili i nadal żywili do niego urazę, ale miałam wrażenie, że z dnia na dzień ich opór wobec niego malał. Wyjątkiem był Jordan, który, jak twierdził, definitywnie zerwał tę relację i trzymał się tej decyzji do dzisiaj.

Nie oceniałam reszty Tytanów czy też Lori, bo ich historia z Loganem znacznie różniła się od mojej. Być może Penelope trochę skłamała. A może prawda leżała gdzieś pośrodku? Nie miałam pojęcia. Mogłam jedynie wspierać przyjaciół w ich decyzjach.

Stopniowo odbudowywali kontakt z Loganem, ale z tego, co mi było wiadomo, wynikało, że nie spędzali razem weekendów i wolnych wieczorów w tygodniu.

Dziś miał być pierwszy raz.

– Czas na nas. – Wzięłam głęboki wdech, wyprostowałam plecy i poklepałam Tommy’ego po ramieniu, siląc się na niemrawy uśmiech.

– Jeśli będziesz się czuć nieswojo, to daj mi jakiś znak, dobra? Chrząknij, mrugnij albo zajeb mi z całej siły w kostkę. Obojętnie. Domyślę się, o co chodzi – oznajmił przejęty, kiedy otworzyłam drzwi i wyszłam na korytarz.

– Wybieram to ostatnie. – Puściłam mu oczko i, przeciskając się przez ludzi czekających w kolejce do łazienki, ruszyliśmy przed siebie.

Wiele osób rzucało mi przelotne powitania, ale większości z nich nawet nie kojarzyłam. Zapomniałam już o tym, że przez związek z przewodniczącym liceum zrobiłam się trochę rozpoznawalna. Z dnia na dzień z szarej myszki, której nikt nie znał, stałam się popularną dziewczyną, o której imieniu słyszała znaczna część uczniów.

Stare dzieje.

– Stresujesz się? – szepnął mi do ucha Tommy.

– Już jakoś mniej – odparłam zgodnie z prawdą.

Dzięki temu, że przyjaciel nie opuszczał mnie na krok, napięcie stopniowo ze mnie uchodziło. Głośna muzyka i tłum skutecznie zlewały mnie z tłem, sprawiając, że przestawałam się czuć, jakbym była w centrum uwagi.

Tommy zarzucił rękę na moje ramię, przytulił mnie do siebie i w ten sposób zeszliśmy na dół, do salonu, gdzie czekała na nas reszta ekipy.

– Maddie! – krzyknął Jordan, kiedy tylko mnie zauważył. Stał na środku pokoju z butelką piwa w ręce, a wokół niego kłębiła się grupka osób. Przepchnął się przez ludzi i stanął u progu schodów. – No wreszcie!

Pisnęłam, bo nie spodziewałam się, że Jordan mnie podniesie. W ostatniej chwili zarzuciłam ręce na jego kark i poczułam się jak piłka, o którą tłuką się na meczach, bo z każdej strony ktoś próbował się do nas dostać.

Wreszcie zeskoczyłam z powrotem na podłogę i przywitałam się z Lori, a Tyler i Blake ścisnęli mnie tak mocno, że przez chwilę zapomniałam, jak się oddycha.

– Ale nam zrobiłaś niespodziankę! – krzyknął Blake, przytulając mnie z całej siły po raz drugi. Jak tak dalej pójdzie, zaraz któryś z nich połamie mi żebra. – Ciągle mówiłaś, że nie wiesz, czy przyjedziesz!

– Tylko tobie tak mówiła. – Roześmiała się głośno Lori.

– Wybacz – wypaliłam. – Powiedziałam tak wszystkim, ale tylko ty uwierzyłeś, więc ciągnęłam to dalej.

– Masz szczęście, bo tak się składa, że dzisiaj wybaczę ci wszystko – oznajmił Blake, bujając się na boki w rytm muzyki. – Bez wyjątku. Chodź, zająłem ci miejsce.

Przenieśliśmy się w głąb pomieszczenia, gdzie usiadłam na kanapie wśród przyjaciół. Z rozbawieniem obserwowałam, jak Lori siłuje się ze swoim bratem, byle tylko usiąść obok mnie. Jordan stawiał jej opór, ale zdeterminowanie mojej przyjaciółki rozłożyło go na łopatki.

– Zjeżdżaj stąd, Jordan, trzy miesiące się nie widziałyśmy! – huknęła, wciskając się między nami. – Nie za głośno ci tu, Maddie?

– Nie. Jest… – urwałam, kiedy zatrzymałam wzrok na drzwiach wejściowych, w których niespodziewanie stanął Logan. – W porządku – dokończyłam z trudem.

Świat zawirował mi przed oczami.

Myśl, że on znalazł się w tym samym pomieszczeniu, uderzyła mnie jak cios wymierzony otwartą dłonią w policzek. Od razu zaparło mi dech w piersiach i poczułam dojmującą, wszechogarniającą rozpacz ściskającą żołądek. Resztkami sił zmusiłam się do sztucznego uśmiechu. Logan tymczasem podszedł do nas, wpatrując się we mnie w ten typowy dla siebie, mocno prowokujący sposób.

On tu jest… Zaledwie parę metrów ode mnie.

Muszę mrugać… I oddychać. Oddychaj głęboko.

Spuściłam wzrok i sięgnęłam po drinka, którego w międzyczasie przyniósł mi Tyler. Alkohol smakował paskudnie, ale musiałam się czymś zająć, w przeciwnym razie rozpadłabym się na kawałki, bo uczucie, które zrodziło się we mnie, gdy go zobaczyłam, było nie do zniesienia. Chociaż już na niego nie patrzyłam, i tak nieustannie czułam na sobie jego świdrujące spojrzenie. Aż zapiekła mnie skóra.

Emocje we mnie buzowały, a fala gorąca rozlała się po moim ciele, przez co nie mogłam skupić się na tym, co opowiadał nam Jordan. Do moich uszu dobiegały jedynie zlepki nic nieznaczących słów, jakby chłopak mówił po chińsku.

Zmarszczyłam nos i przełknęłam ślinę. Chciałam włączyć się do rozmowy, ale jakaś niewidzialna siła ściskała mnie za gardło.

– Czemu nie było cię na treningu?

Mój żołądek wręcz zapłonął, gdy usłyszałam jego głos. Chryste, dlaczego wciąż tak na niego reaguję? Powinnam go nienawidzić i nie czuć nic poza tym. Dlaczego to wszystko musi być tak cholernie trudne?

Rzuciłam Loganowi krótkie spojrzenie, by upewnić się, że już na mnie nie patrzy. Tak jak przypuszczałam, teraz gapił się na Jordana, a twarz mu zastygła w pozbawionej emocji masce.

Z trudem przełknęłam ślinę i starałam się rozluźnić spięte mięśnie.

– Kto cię tu w ogóle zaprosił? – odparł pytaniem Jordan, niechętnie przenosząc na niego wzrok.

– Pytałem o coś, więc odpowiedz. Jestem twoim kapitanem.

Logan zazwyczaj nie musiał mówić głośno, żeby wszyscy doskonale go słyszeli. To była jedna z cech kapitana drużyny futbolowej. Ludzie nadstawiali uszu, gdy tylko zabierał głos. Kiedyś ta rzecz trochę mi imponowała, a teraz doprowadzała mnie jedynie do białej gorączki.

– Nie miałem ochoty i nie przyszedłem – prychnął Jordan. – A co? Co mi zrobisz? Poskarżysz się trenerowi? A może swojemu tacie?

– Trening wolno nam opuszczać jedynie z powodu choroby i nagłych sytuacji losowych – oznajmił chłodno Thornhill, nie spuszczając wzroku ze swojego kolegi. – A ty mi nie wyglądasz na chorego. Jeszcze jeden taki numer i będę musiał wyrzucić cię z drużyny.

– Serio? Wywalisz mnie?

Nawet ze swojego miejsca widziałam, jak Jordan spina się do granic możliwości i robi krok w stronę swojego kapitana, jakby zamierzał go uderzyć lub popchnąć.

– Tak – odparł niewzruszony Logan. – Dokładnie to zrobię.

– Och, co za pieprzenie. Po prostu odwal się od niego.

Zdałam sobie sprawę z tego, że powiedziałam to na głos, kiedy wszyscy, łącznie z Thornhillem, na mnie spojrzeli.

Cholera.

– Chcesz mi coś powiedzieć, Tennessee? – Logan zacisnął mocniej szczęki i zajął miejsce na sofie. Centralnie naprzeciwko mnie.

– Tylko to, co już słyszałeś. – Uśmiechnęłam się sztucznie, uważając, żeby w moim głosie nie było słychać żadnych emocji, i wzruszyłam lekko ramionami. Proszę bardzo. Bez żadnych wrzasków; jak przystało na dziewczynę, która ruszyła do przodu po zakończeniu swojego pierwszego związku. Brawo. Oby tak dalej. – Czy ktoś mógłby mi podać drinka?

– Ja to zrobię – zaoferował się ochoczo Blake.

Nie zdążył jednak mi go przynieść, bo kiedy mijał Logana, ten wyrwał mu plastikowy kubeczek z ręki i teatralnie go zmiażdżył. Przewróciłam ostentacyjnie oczami. Bardzo dojrzały gest, jak na chłopaka, który niebawem pójdzie na studia.

– Drinka, jak już, powinno się pić ze szkła – pouczył kolegę kapitan Tytanów.

– Spoko, spoko – rzucił Blake, szczerząc zęby z nieznanego mi powodu.

– Lepiej ja jej go przyniosę.

– Dobra.

– I zrobię to jak należy.

– Jasne.

Kiedy tylko Thornhill zniknął w kuchni, zgromiłam przyjaciela wzrokiem.

– Do cholery, Blake, co to miało być?

– No co? Chciał się tym zająć, więc mu pozwoliłem.

– Jakoś nie trzeba było cię długo namawiać – mruknęłam, nie siląc się na uśmiech.

Chwilę później Logan wrócił z eleganckim, wysokim kieliszkiem na cienkiej nóżce, wypełnionym jakimś czerwonym trunkiem.

Nie chciałam, żeby nasze palce się zetknęły, więc siedziałam ze skrzyżowanymi ramionami, podczas gdy on postawił naczynie na stoliku kawowym. Po chwili sięgnęłam po nie i powąchałam jego zawartość.

– To wino.

– Zgadza się. Jak już miałaś pić na imprezach, to, z tego, co wiem, zawsze wybierałaś słodkie wino. – Logan wzruszył lekko ramionami, wciąż nie uśmiechając się ani odrobinę.

Nie rozumiałam, dlaczego wraca do naszej przeszłości, skoro tak łatwo ją przekreślił.

– Już go nie lubię. – Odstawiłam kieliszek z powrotem na stolik.

– Od kiedy? – Mój były uniósł wysoko brwi i powoli ściągnął z siebie bluzę, jakby zamierzał zadomowić się tu na dłużej.

W ramach odpowiedzi wzruszyłam jedynie ramionami. Ta rozmowa robiła się coraz dziwniejsza i nie podobało mi się, że znów zwracamy na siebie uwagę, jakby cały świat kręcił się jedynie wokół nas. Poprawiłam się na kanapie i odwróciłam głowę w stronę Tylera, chcąc rozpocząć z nim dialog. Logan nie potraktował jednak tego gestu jako zakończenie naszej rozmowy.

– Na ile dni przyjechałaś? Będziesz tu spać?

– Dobra, serio. – Tommy zabrał głos, prostując plecy. – To impreza, nie przesłuchanie. Poza tym znasz już odpowiedzi na te pytania, bo po treningu wypytywałeś mnie o każdy szczegół przyjazdu Maddie do Chapel Hill, więc…

– Plany mogły ulec zmianie – oznajmił chrapliwym głosem Logan. – A ja chciałem tylko wiedzieć, jak długo tu będzie.

– Dlaczego? – zdziwiłam się, czując, jak serce coraz szybciej bije mi w klatce. – Nie jestem tu mile widziana?

Logan otaksował mnie wzrokiem, nie okazując ani cienia irytacji. Wpatrywał się we mnie nieco zbyt długo, a potem w końcu pochylił się nieznacznie do przodu.

– Zastanawiam się, czy znalazłabyś czas na rozmowę w cztery oczy.

– Z tobą? – Odchyliłam się do tyłu, przyjmując swobodną pozycję.

– Ze mną – przytaknął.

– Nie – odpowiedziałam spokojnie.

Byłam totalnie zdezorientowana jego postawą, choć nie dawałam tego po sobie poznać. Nie rozumiałam, dlaczego Logan chce ze mną rozmawiać akurat teraz, kiedy wreszcie mogę się spotkać ze swoimi przyjaciółmi, zrelaksować się przez weekend i nie myśleć o przeszłości. Przez trzy ostatnie miesiące nie pokwapił się ani razu, żeby się ze mną skontaktować. Ani razu!

– To może odwiedziłbym cię we Franklin? Skoro tutaj będziesz tak bardzo zajęta. – Przyszpilił mnie wzrokiem.

Zadarłam podbródek i z premedytacją rozciągnęłam wargi w szerokim uśmiechu.

– To nie jest dobry pomysł.

Przez chwilę zapadła między nami niezręczna cisza, którą przerwał Tyler, posyłając mi dobroduszny uśmiech i mówiąc:

– Nie mogę się doczekać wakacji.

– Ja też! – pisnęła Lori, przytulając mnie jednym ramieniem. – Mój TikTok jest teraz pełen samych fajnych miejsc w Tennessee, które będę musiała zobaczyć. Mam nadzieję, że zdążę odhaczyć je wszystkie przed pójściem na studia.

Pomysł przyjazdu moich przyjaciół do Franklin na wakacje wyszedł tak naprawdę od mojej mamy. Jej siostra Nancy, która mieszka obok nas w wielkim, chociaż pustym domu, jest właścicielką kawiarni i posiada gospodarstwo rolne, które ostatnimi czasy było w opłakanym stanie. Moja mama zauważyła, że tęsknię za ekipą z Chapel Hill, więc pewnego wieczoru przedstawiła mi i cioci Nancy swoją wizję. Zasady były proste. Tytani i Lori przyjeżdżają do Franklin i śpią w domu siostry mojej mamy, a w zamian za darmowy nocleg pomagają jej przy gospodarstwie.

Przekonanie cioci do tego pomysłu zajęło nam dobry tydzień, ale ostatecznie dała się namówić. Za to przyjaciół nie musiałam dwa razy prosić. Od razu się zgodzili.

– A na moim TikToku ciągle widzę nagranie z koncertu charytatywnego, na którym zaśpiewała Maddie – wtrącił się Blake i rozszerzył zielone oczy. – Wiedziałaś, że to już viral?

Pokręciłam głową. Przez ostatni miesiąc telefonu używałam jedynie wtedy, gdy wieczorem dzwoniłam do Lori, Jordana lub Tommy’ego, ewentualnie jak chciałam policzyć coś na kalkulatorze. Byłam zbyt pochłonięta nauką, więc odinstalowałam aplikacje, przez które traciłam wolny czas.

– No, to już wiesz. – Blake się zaśmiał i odgarnął kasztanowe włosy do tyłu. – Zrobiliście tam furorę.

– Nie można tego jakoś usunąć? – Aż się skrzywiłam na myśl, że filmik, na którym śpiewam w akompaniamencie swojego byłego, nadal krąży gdzieś po sieci.

Przez twarz Logana przebiegł jakiś cień, jakby moje słowa go uraziły.

– Nie wiem – odparł Blake. – Chyba ty byś musiała spróbować to zrobić.

– Albo Logan – zauważyła Lori.

– Raczej nie miałem takiego zamiaru – oznajmił Thornhill, a jego oczy koloru zamarzniętego jeziora stały się jakby zamglone. Po chwili wstał z kanapy. – Muszę się przewietrzyć.

Mimochodem rzuciłam okiem na rękę Logana i zamarłam, bo znajdowało się na niej coś, czego wcześniej tam nie było. Tuż nad nadgarstkiem jego skórę zdobił nowy tatuaż, przedstawiający… małego koliberka, który, według tego, co kiedyś mi powiedział, kojarzył mu się wyłącznie ze mną.

Ze mną.

Na widok tego tatuażu ogarnęła mnie dojmująca tęsknota za wszystkim, co nas łączyło. Przymknęłam oczy, próbując ugasić pożar emocji, jaki zawładnął moim sercem. Pragnęłam wymazać ostatnie miesiące z pamięci, wrócić do momentu, w którym czułam się, jakbym unosiła się parę metrów nad ziemią.

Wiedziałam jednak, że pewnych rzeczy po prostu nie da się naprawić, a ludzie, mimo ich wszelkich starań, nie potrafią zmienić swojej natury.

Wiedziałam również, że nasz czas już przeminął.

A przede wszystkim wiedziałam, że złamane serce najlepiej opatulić spokojem i wyrozumiałością; zamknąć je na cztery spusty i zakleić grubym plastrem, a potem pozwolić mu samemu dojść do siebie tak, żeby kiedyś wreszcie stało się gotowe na otwarcie się na innego człowieka.

Przysięgłam sobie, że kiedy już to się wydarzy, tym kimś nie będzie Logan Thornhill.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij