Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Dziedzictwo nadziei i odrodzenia - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
16 lutego 2026
36,90
3690 pkt
punktów Virtualo

Dziedzictwo nadziei i odrodzenia - ebook

Lynthia i Nevril mierzą się z wizjami wieszczki, które odsłaniają tajemnicę ich więzi oraz przyszłości. Nawet to, jak się poznali, nie było przypadkiem. Wierzą jednak, że razem zdołają stawić czoła wszystkiemu, co ich czeka… lecz czy ta nadzieja wystarczy?
Zdrada dawnej królowej wstrząsa rebelią. Hayden, niegdyś przywódca buntowników, z każdym dniem traci rozum. Chorobliwie zdeterminowany i zagubiony, staje się zagrożeniem dla całego królestwa.

Prawda, którą skrywały legendy, ożywa. Feniksy, dumne i niebezpieczne, budzą w magach strach, a ich powrót zwiastuje wielkie zmiany. To one wskażą, kto zasiądzie na tronie… 
Naznaczona traumą Dahlia żyje w cieniu przepowiedni, o której nie może przestać myśleć. Lęk splata się z przeczuciem, że nadchodzące wydarzenia zabiorą jej więcej, niż jest gotowa oddać.

Sekrety królewskiego rodu wychodzą na jaw, a do Althei przybywa nowy spadkobierca tronu. Tymczasem zagrożenie ze strony zawistnego byłego księcia rośnie z każdym dniem. Do czego doprowadzi jego obłęd?

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Fantasy
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-67558-51-8
Rozmiar pliku: 1,5 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Rozdział 1

W Althei panowała nerwowa atmosfera. Lud wiedział o zdradzie Iris, zmyślono różne niedorzeczne historie, więc w całym królestwie huczało od plotek. Magowie uwielbiali koloryzować fakty i takim sposobem podano w wątpliwość prawa Arii i Nevrila do tronu. Pamiętne przedstawienie Katriny również przyniosło swoje owoce – Hayden stał się najbardziej linczowaną postacią w Althei, wręcz nie schodził z języków. Każdy mag, elf i niemagiczny wiedział, co planował były książę. Nienawidzili go przedstawiciele wszystkich klas społecznych. Nawet ci, którzy nie interesowali się rodziną królewską, byli w szoku i potępiali Haydena, który o mały włos nie rozpętał wojny.

Tego dnia oczy całego królestwa skupiły się na Velsepii. Tutejszy port przepełniony był królewską strażą, a lud miał nowy temat do rozmów – Aria Brennan-Tarkan przybywała na statku w towarzystwie swojego ojca.

Ciszę poranka przerwał dźwięk rogów, kiedy okręt zbliżył się do nabrzeża. Jego żagle, utkane z błyszczącego jedwabiu, lśniły jak demerińskie lampiony. Na dziobie pyszniła się rzeźba wilka wykuta z czystego złota. Drapieżnik obnażał kły, jakby za upatrzoną ofiarą był gotów skoczyć w morską toń. Stanowił symbol dzikości i pierwotnej siły. Choć każda z krain niemagicznych miała odrębną monarchię, to Caldera uważała się za cichego przywódcę śmiertelników. Na pokładzie widać było sylwetki straży królewskiej. Żołnierze stali idealnie prosto, a ich perfekcyjnie wypolerowane zbroje odbijały światło jak zwierciadła.

Gdyby fortel Haydena nie został odkryty, te zbroje mogłyby już dawno leżeć gdzieś w wąwozie pokryte brunatną posoką wymieszaną z ziemią. Nevril potrząsnął głową, by odrzucić tę wizję, i skupił się na wizycie siostry, której tak dawno nie widział. Kiedy okręt zacumował, ciszę przeciął głos herolda:

– Złota Wilczyca Caldery przybywa! Pokłońcie się Koronie!

Tłum usłuchał. W końcu ich ulubiona księżniczka odwiedziła ojczyznę. Aria wciąż była tu wielbiona. Dzieci piszczały podekscytowane i już chciały rzucać kwiatki na drogę, którą królowa Caldery miała przejść od statku do czekającego na nią powozu, lecz matki dzielnie je powstrzymywały. Zanim stopy Arii dotknęły drewnianego trapu, zapadła chwila ciszy tak głęboka, że słychać było skrzek mewy gdzieś wysoko. Jakby samo morze wstrzymało oddech, a razem z nim zgromadzony tłum i bogowie obserwujący ten historyczny moment.

Z królewskiego okrętu powoli schodziła Aria. Jej skromna tiara pozbawiona była przepychu. Mlecznobiałe kamienie, lśniące w porannym słońcu, przyciągały wzrok subtelnym blaskiem. Księżniczka przywdziała białą suknię z elementami indygo na cześć swej ojczyzny, co spotkało się z zachwytem gapiów. Delikatny materiał powiewał na morskim wietrze, a z każdego ruchu dziewczyny biła szlachetność i godność, które można tylko odziedziczyć. Tuż za nią kroczyli w milczeniu strażnicy w stalowych zbrojach, gotowi własną piersią obronić swoją królową.

Za nią, zza rzędu gwardzistów wyłoniła się wyższa postać, dobrze znana wszystkim tu zgromadzonym. Król Keres Brennan kroczył dumnie w mundurze z elementami zbroi, aby w razie ataku mieć możliwość obrony. Stalową kolczugę przemyślnie wpleciono w strój. Wyglądała niepozornie, lecz zapewniała ochronę. Korona na jego skroniach mieniła się odcieniami błękitu i głębokiego szafiru, do złudzenia przypominając spokojne wody morza, które za nimi falowało.

Ludzie na nabrzeżu kłaniali się monarchom kroczącym po pomoście. Nevril razem z nimi oddał należyty hołd swoim najbliższym. Patrząc na nich – idealnych władców, którzy wyglądali jak wyjęci z arystokratycznego malunku – poczuł nietypowe ukłucie w klatce piersiowej. Dziwna nostalgia opadła na niego niczym ciężki płaszcz. Jeszcze nigdy nie czuł się tak samotny. Miał wrażenie, że nie pasuje do nich ani do funkcji, którą pełnił. Musiał się jednak przyzwyczaić do nowej rzeczywistości. Hayden został wykreślony z rodu Brennanów, a Iris została stracona.

Stał więc sam, otoczony jedynie przez gwardzistów, a za nim wierny tłum trwał wpatrzony z uwielbieniem w Arię i Keresa. Smutną samotność mogła odpędzić jedynie Lynthia, która chciała trwać u jego boku podczas tego wydarzenia, jednak Dex im to odradził. Wciąż nie namierzyli Haydena i na każdym kroku musieli uważać. Zatem Lynthia oglądała przybycie siostry Nevrila, stojąc wśród Altheańczyków, ubrana jak mieszczanka, lecz w towarzystwie gwardzistów, którzy również mieli się wtopić w tłum, by zadbać o jej bezpieczeństwo.

Władcy szli, machając do wiwatujących magów. Wiatr niósł zapach morza i kwiatów, które rzucano im pod nogi. Niektórzy pochylali głowy w milczeniu, inni desperacko wciskali ręce między tkwiących w ciasnej linii gwardzistów, licząc na dotyk królewskiej dłoni. Najmłodsi wciąż rzucali płatki, podskakując w euforii. Z tyłu dobiegały coraz śmielsze okrzyki: „Niech żyje król Keres! Wiwat Królowa Wilczyca!”.

Aria emanowała spokojem, dumą i czułością. Uśmiech, który kierowała do wymachujących kwiatami dzieci, przepełniony był ciepłem. Z kolei kroki Keresa dudniły w rytmicznym marszu niczym zegar odliczający czas do końca jego rządów. Z podsłuchanej niedawno rozmowy Nevril wiedział, że król rozważał abdykację, co nie dawało mu spokoju.

Na końcu drogi, przy złotym powozie z herbem rodu Brennanów, czekała gwardia. Otworzyli przed nimi drzwi, a kiedy król obrócił się bokiem, spojrzał wprost na syna, jakby dobrze wiedział, gdzie ten będzie stał, i zapraszająco wyciągnął ku niemu dłoń. Książę chrząknął i strzepnął niewidzialny pyłek ze swojego munduru. Wytarł lekko spocone dłonie w materiał spodni i ruszył energicznie w kierunku najbliższych.

– Nevrilu – szepnęła drżącym ze wzruszenia głosem Aria, gdy brat ukłonił się przed nią w pas. Skinęła mu na powitanie i sunęła po nim wzrokiem, jakby próbowała wyłapać wszelkie zmiany, jakie w nim zaszły podczas ich długiej rozłąki.

– Ario – odparł wesoło z typowym dla niego zadziornym półuśmiechem.

Jako pierwszy przysunął się do niej i przytulił siostrę, nie zważając na protokół. Objął ją ramionami tak samo, jak robił to w dzieciństwie w trakcie burzy, której zawsze tak panicznie się bała. Ojciec nie zwrócił mu uwagi, sam uśmiechnął się serdecznie, widząc swoje dzieci w czułym uścisku.

– Zmieniłeś się – powiedziała tuż przy jego uchu.

Nevril nie był pewien, czy chodziło jej o wygląd, czy o coś innego, niewidocznego dla oczu. Ale miała rację, zmienił się pod wieloma względami. Przytaknął, rumieniąc się lekko. Wypuścił ją z objęć bez słowa. Sam nie wiedział, od czego zacząć. Miał jej tyle do powiedzenia – o Demerinie, o Lynthii, o magii całkowitej i przygodach, które w ostatnim czasie wywróciły jego życie do góry nogami. Tyle niewypowiedzianych myśli cisnęło mu się na język. A ona stała przed nim, piękna i delikatna jak zawsze, z zadziornym błyskiem w oku, teraz z tą majestatyczną postawą monarchini. Patrzył nie tylko na swoją siostrę – patrzył na władczynię w każdym calu.

– Chodźmy – poleciła, biorąc go pod ramię. – Przed nami droga do pałacu i wiele tematów do omówienia.

Nevril nakrył dłoń siostry swoją i po chwili wszedł tuż za nią do powozu. Drzwi zatrzasnęły się za Keresem, odcinając ich od uradowanego, lecz głośnego tłumu. Usiedli obok siebie w błogiej ciszy i odetchnęli głośno, gdy przestali być na świeczniku. Wesoły śmiech wyrwał się z nich spontanicznie, jakby nie dzieliły ich czas rozłąki, niepewne stosunki między królestwami i setki mil.Rozdział 2

Lynthia była pod wrażeniem, jak skrupulatnie przygotowywano pałac na przybycie królowej Caldery. W ciągu ostatnich dni, a zwłaszcza nocy, cały dwór tętnił życiem. Służące nieustannie przemierzały korytarze, znosząc przeróżne przedmioty do komnat dawnej księżniczki, które od dwóch lat były opuszczone i czekały na jej odwiedziny. Ogrodnicy zmieniali kwiatowe aranżacje we wszystkich pomieszczeniach, aby w każdym stroiku i wazonie znalazły się białe róże i niebieskie hiacynty. Były to jej ulubione kwiaty. Lynthia dowiedziała się tego od służby, która ostatnio szeptała tylko o magini, niegdyś biegającej po tych właśnie korytarzach i wypełniającej je śmiechem. Uwielbiana przez lud księżniczka wróciła do Rivenny i każdy mówił o tym, jak się zmieniła.

Matka Nevrila zapewne byłaby wściekła, gdyby zobaczyła, że jej ukochane magnolie i niezapominajki zastępowano innymi kwiatami. Życie w pałacu toczyło się dalej. Po śmierci bezdusznej królowej atmosfera się rozluźniła, a służba zaczęła oddychać pełną piersią. Uśmiechy rozpogadzały twarze podwładnych, co sprawiało, że Nevril był dumny ze swego odkrycia.

Lynthia wróciła już ze spaceru i chciała się szybko odświeżyć w przydzielonej jej komnacie. Wkrótce miała zjeść obiad w towarzystwie rodziny królewskiej i w każdej chwili mogła przyjść po nią eskorta. Nie obawiała się Arii. Nevril wiele o niej opowiadał, a mieszkańcy Althei byli nią zauroczeni. Jednak był to ktoś dla niej nowy, więc to oczywiste, że się denerwowała.

Czy mnie polubi? Co sobie o mnie pomyśli? Czy zaakceptuje nasz związek?

Jakby wywołała wilka z lasu samymi myślami, bo rozległo się pukanie do drzwi. Otworzyła je i ujrzała Blair, która ostatnimi dniami była bardzo zajęta. Może specjalnie unikała jej i Dahlii lub pomaganie Caspianowi naprawdę zajmowało cały wolny czas magini. Lynthia nie czuła się na tyle pewnie, aby tak po prostu o to zapytać. Na szczęście Blair również nie była w nastroju do rozmów. Od niechcenia przywitała się skinieniem głowy i burknęła, że ma odeskortować ją do jadalni. Elfka ruszyła więc za nią ochoczo. Nie mogła się doczekać, aż pozna siostrę Nevrila.

Kroczyła korytarzami, podziwiając ożywione wnętrza. Mijały królewskie sztandary wiszące w wąskim holu nad oknami. Wpadające przez szyby promienie słoneczne raziły je w oczy, gdy zmierzały po długim białym dywanie wyznaczającym drogę do sali jadalnej. Gwardziści, którzy już dobrze znali jej rolę na dworze, bez zawahania otworzyli przed nią drzwi. Ze środka dobiegały odgłosy żywiołowych rozmów i żartów. Lynthia podziękowała Blair i z lekką tremą weszła do środka.

Mdlące aromaty róż i hiacyntów przytłumiły ją na chwilę. Zamrugała energicznie na widok przepychu, z jakim ozdobiono salę. Wiązanki biało-niebieskich kwiatów poprzetykane ozdobnymi trawami leżały w wąskiej linii na środku długiego stołu. Identyczne, lecz grubsze girlandy przyozdobiono tymi samymi kwiatami i przyczepiono nad oknami. Do tego w każdym z czterech kątów sali stały potężne porcelanowe wazony, sięgające służącym aż do barków, wypełnione jednakimi kompozycjami.

Lynthia z wysoko uniesioną głową podeszła do przodu, by zaznaczyć swoją obecność. Jej kroki odbijały się echem od marmurowej posadzki. Rozmowy przy suto zastawionym stole ucichły. Służki wniosły ostatnie patery z jedzeniem i schowały się za filarami. Stały sztywno, gotowe na dalsze polecenia. Powietrze wypełniały nuty intensywnych zapachów mięs, przypraw i świeżych wypieków, przez co z głodu żołądek ścisnął jej się momentalnie.

Kątem oka elfka zauważyła Dahlię, Katrinę i Rolanda. Gdy zobaczyła tę trójkę, nie miała żadnych wątpliwości, że jednym z tematów, które tego dnia zostaną poruszone, będzie Hayden. Ich spojrzenia skupiły się na niej, a kiedy przeniosła wzrok na szczyt stołu, zorientowała się, że rodzina królewska również jej się przygląda.

Nowa dla niej twarz – delikatna, lecz wyniosła – wykrzywiła się w lekkim uśmiechu, gdy Lynthia ukłoniła się przed nimi. Blondynka z zaciekawieniem w oczach lustrowała ją od stóp do głów. W tym spojrzeniu było coś drapieżnego i ostrzegawczego, co sprawiło, że serce elfki zabiło szybciej.

– No to mamy już komplet – rzekł ochoczo król, czym w końcu przerwał ciszę. – Siadaj, dziecko, do stołu, no już. Z grzeczności jeszcze nie zaczęliśmy posiłku, a ja umieram z głodu. Nie żebym cię pospieszał, ale… – Ojciec Nevrila spojrzał na nią znacząco, a jego syn opuścił swoje miejsce i odsunął przed nią jedno z krzeseł, które znajdowało się najbliżej jego rodziny.

Lynthia rozluźniła się, słysząc swobodny ton Keresa. Z szerokim uśmiechem podeszła do Nevrila.

– Tutaj będzie sztywniej, tak jak protokół przykazał. Choć, jak widzisz, ojciec ma własne podejście, nawet podczas oficjalnego obiadu. Później zapoznam cię należycie z siostrą – rzekł Nevril tuż przy jej uchu.

– Mam się bać? – spytała, unosząc brew.

– Skądże – odparł i wrócił na swoje miejsce.

Wyprostował się na krześle przypominającym tron, gdy Aria mu coś szepnęła. Książę siedział z prawej strony króla, a jego siostra – z lewej.

Król skinął na służkę stojącą najbliżej stołu. Ta pospieszyła do kuchni i po chwili wróciła z ciemnozieloną butelką. Napełniła kielichy wszystkich gości bordowym płynem.

Lynthia skupiła się na magu, do którego ostatnio ciągle uciekała spojrzeniem. Napawała się jego uśmiechem i błyskiem w szmaragdowych oczach. Właśnie obserwowała, jak koncentrował wzrok na kielichu przed sobą. Zaciskał usta w wąską linię, a ledwie dostrzegalna zmarszczka pojawiła się na jego czole. Lynthia się zastanawiała, co znowu mogło go trapić.

– Widzisz coś wyjątkowego w tym winie, synu? – zapytał rozbawiony król, patrzący na Nevrila z uniesionymi brwiami.

– Och, zamyśliłem się po prostu – odbąknął z neutralnym uśmiechem.

Keres jako pierwszy nałożył sobie porcję pieczonego indyka z sosem żurawinowym i z drugiego półmiska nabrał garść duszonych warzyw. Aromat wspaniale pachnących potraw przyćmił kwiatowe zapachy. Nevril tuż po siostrze nałożył jedzenie na swój talerz i przez jakiś czas wszyscy spożywali posiłek w ciszy, którą zakłócał jedynie brzęk sztućców uderzających o porcelanową zastawę.

– Widzę napięcie na waszych twarzach – przemówiła w końcu Aria i z kielichem w dłoni odchyliła się na krześle. Sączyła powoli wino, obserwując brata spod przymrużonych powiek. – Może porozmawiamy w końcu otwarcie o Haydenie? Przecież mamy tu świadków jego głupich czynów, chętnie usłyszę ich wersje wydarzeń – rzekła donośnie, emanując władzą.

Przenikliwe oczy księżniczki bez skrępowania wodziły po elfkach. Lynthia skuliła się nieznacznie. Ciężar tego spojrzenia sprawił, że musiała odwrócić wzrok. Czuła się tak, jakby królowa Caldery starała się wyczytać wszystko z jej mowy ciała. Skupiła się zatem na Nevrilu, który potrafił ją uspokoić samym uśmiechem, lecz on spoglądał pytająco na ojca. Król odłożył sztućce, po czym pociągnął spory łyk wina i głęboko zaczerpnął powietrza.

– To nie miejsce na tego typu dyskusje, córko. Zresztą… wielokrotnie już rozmawialiśmy o dokonaniach Haydena.

Niepocieszona Aria odstawiła kielich. Pod wpływem nerwowego ruchu wino zakręciło się w naczyniu i ulało na obrus.

– Całe królestwo o tym rozmawia, ojcze. Nie dziwię się Arii, że chce usłyszeć wersję wydarzeń od naszych gości – zaznaczył Nevril, choć na samą myśl, że już na początku kolacji przyjdzie im znów mówić o potężnym problemie, jakim dla wszystkich stał się Hayden Montelli, ogarniało go ogromne zmęczenie.

– Po to tu przypłynęłam. Abyśmy wspólnie omówili ostatnie rewelacje i uzgodnili, co dalej – stwierdziła stanowczo księżniczka i zacisnęła dłonie na podłokietnikach. Jej kłykcie pobielały od siły chwytu, co kontrastowało ze złociście opaloną skórą. – Takich rzeczy nie da się załatwić listownie, ojcze.

Nevril opróżnił kielich, licząc na to, że alkohol doda mu odwagi przy tej mało przyjemniej rozmowie.

– Omówimy to w sali narad, ale wpierw zjedzmy spokojnie, proszę – przemówił Keres. – Tak sądziłem, że będziesz chciała osobiście porozmawiać z każdą z elfek więzionych przez Haydena, dlatego też zostały zaproszone na ten posiłek, abyś je poznała, nim zaczniesz przepytywać jak przestępców. Jesteś niecierpliwa, Ario. One przecież nigdzie się nie wybierają, prawda? – zapytał, posyłając Lynthi spojrzenie pełne prośby o wsparcie, gdy jego podenerwowana córka oddychała coraz szybciej.

– Jestem niecierpliwa, to prawda. Zawsze byłam. Kiedy przybyłeś do Caldery, oznajmiłeś mi, że Hayden jest synem pałacowego uzdrowiciela, który pracował tu przeszło trzydzieści lat i cały czas był kochankiem mojej matki. Przeczytałam zaledwie dwa listy, które ze sobą wziąłeś, a pragnę poznać każdy szczegół tej sytuacji. Przecież nie codziennie dowiadujemy się, że nasi najbliżsi oszukiwali nas latami! – podniosła głos, porwana burzliwymi emocjami. – Staram się zachowywać, jak protokół nakazał, lecz w obliczu takich wydarzeń moja ciekawska natura wygrywa…

– Mogę się udać z tobą do ogrodów, jak tylko kolacja dobiegnie końca, Wasza Wysokość – przemówiła hardo milcząca do tej pory Katrina.

Radosny błysk zamigotał w lazurowych tęczówkach królowej Caldery. W końcu ktoś wyszedł naprzeciw jej oczekiwaniom.

– Nie wiem, czy panienka… – zaczął Nevril, lecz siostra go uciszyła, kładąc mu palec wskazujący na ustach.

– Nie wtrącaj się, braciszku. Chętnie już dziś porozmawiam z jedną z nich – odparła uradowana i na powrót zajęła się swoim posiłkiem.

Na twarzy Katriny zakwitły rumieńce, a kąciki ust uniosły się w uśmiechu pełnym samozadowolenia, gdy powoli rozkrajała mięso z teatralnym namaszczeniem, jakby wszyscy mieli podziwiać każdy ruch noża. Nevril i jego ojciec wymienili uważne spojrzenia i ledwie dostrzegalnie skinęli głowami, dyskretnie, lecz jednoznacznie. Zapewne myśleli o tym samym. Wiedzieli już, jakie opowieści potrafi snuć Katrina Ethril. Utkane z półprawd, wyolbrzymień i niedopowiedzeń, tak sugestywne, że mogły wielu omamić. W dużej mierze to przez nią krążyły już różnorakie plotki na temat byłego następcy tronu.

– Ani trochę nie szokuje cię to, że Hayden jest naszym przyrodnim bratem? – zapytał zdumiony Nevril, poruszony tym, jak obojętnie mówiła o tym fakcie Aria.

– Nie – odparła krótko. – Jak dla mnie mógłby wcale nie być z nami spokrewniony. Wtedy nawet bym się ucieszyła – skwitowała, krzywiąc się z odrazą. – Zawsze czułam, że Hayden jest inny. Teraz, gdy wiem, że mamy innych ojców, wszystko stało się jasne – oznajmiła beznamiętnie i nachyliła się nad stołem. – Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem bezduszna jak nasza matka. W pewien sposób poruszyło mnie to, co odkryliście, ale przetrawiłam to wszystko w drodze tutaj. Cóż, nie powiem, że mi przykro i codziennie za nią płaczę, bo tak nie jest. Kobieta, którą musiałam nazywać matką, od najmłodszych lat podkopywała we mnie wiarę w samą siebie. Wiecznie coś jej przeszkadzało, a to źle się ubrałam, źle stałam, źle przywitałam gości. Byłam niewystarczająca, coś o tym wiesz, braciszku. Tymczasem Hayden, cudowne dziecko i następca tronu, mógł przy stole pełnym arystokratów śmiało grzebać w nosie. Zawsze wiedziałam, że z naszą matką jest coś nie tak – wyznała tak chłodno, że Nevril aż się wzdrygnął. – Więc wybaczcie, ale przyjęłam to wszystko z ulgą. A teraz możemy się skupić na naszych ludach i relacjach między Altheą a Calderą.

Wyznanie Arii wstrząsnęło zebranymi i zapadła cisza, której nikt nie śmiał przerwać nawet najmniejszym brzękiem widelca. Lynthia słyszała plotki o tym, że królowa Caldery potrafi być bezpośrednia, jednak nie była przygotowana na takie słowa. Książę również wpatrywał się w siostrę z lekko rozchylonymi wargami. Szukał odpowiednich słów, które trudno było znaleźć. Identyczną minę miał król.

– Nie wiem, czy wiesz już od ojca wszystko – zaczął Nevril, który odważył się jako pierwszy przerwać napiętą atmosferę – ale Hayden oprócz tego, że nie jest już spadkobiercą tronu, jest też zbrodniarzem.

Keres westchnął, ewidentnie niezadowolony z przebiegu kolacji. Rozmasowywał skronie, unikając spojrzenia córki. Lynthia, Dahlia i Roland wodzili wzrokiem między nimi, jakby obserwowali odbijaną w tę i z powrotem piłkę.

– O czym ty mówisz? – szepnęła wstrząśnięta Aria.

– Nasz kochany przyrodni brat wymyślił sobie misję natarcia na krainy niemagicznych. Tworzy armię z chętnych magów i porywa elfy. Zmusza je do przechodzenia rytuału magii całkowitej, która jest jedną wielką niewiadomą – wyrzucił z siebie Nevril. – Nic ci o tym nie powiedział?

– Przepraszam bardzo, że co?! – Aria straciła panowanie nad sobą i odsunęła krzesło z piskiem. – Dlaczego dowiaduję się o tym dopiero teraz? – zapytała nad wyraz spokojnie, mierząc swojego ojca czujnym wzrokiem.

– Chciałem porozmawiać w trójkę… W końcu do omówienia mamy o wiele więcej, prawda, Nevrilu? – burknął król i uniósł brew.

Nevril pojął, że Keres nawiązywał do tematu dziedziczenia tronu. Wiedział, że Aria jako królowa Caldery przyjmie te wieści o wiele gorzej niż obywatele Althei, lecz nie znał sposobu, aby przedstawić jej to w łagodniejszy sposób. W skrócie opowiedział przy wszystkich, czego się dowiedzieli od porwanych elfek i Rolanda. Poruszona Aria uroniła kilka łez, które błyskawicznie ścierała z twarzy. Ponoć kochała swego męża Remusa, więc wieść o potencjalnej wojnie wywołanej przez szalonego brata na pewno sprawiła, że potrzebowała oparcia. Odnalazła je w objęciach Nevrila, który odchylił się na krześle i mocno objął ją ramieniem, w które się wtuliła. Jej zawilgocone oczy przepełniał autentyczny strach, gdy przeniosła spojrzenie z brata na ojca.

– Pomożecie mi, prawda? Powstrzymamy Haydena, zanim ruszy na moje królestwo? – zapytała urywanym głosem.

– Taki jest plan – wydukał król, zasmucony jej przybiciem.

– Chcę porozmawiać z każdą z nich z osobna, z Rolandem również – wymamrotała, próbując odwzorować poważny głos władczyni, który gdzieś straciła, gdy poznała prawdę.

– Dobrze, ale najpierw musisz się uspokoić – odparł król, na co Aria głośno prychnęła pod nosem. – W tej chwili jesteś zdesperowana, chcesz poznać wersje wszystkich osób, które miały z nim styczność. Następnie zabrałabyś konia i ruszyłabyś w nieznane, by gonić w pojedynkę za Haydenem. Przecież cię znam, wiem, że jesteś porywcza, a gdy coś sobie zaplanujesz, podążasz za tym ślepo, nie zważając na własne bezpieczeństwo.

Ojciec wpatrywał się w córkę śmiało, jakby wymuszał posłuch. Nevril pocierał plecy siostry, próbując dodać jej otuchy.

– Rozmawialiśmy już z Dexem, który zebrał najbardziej zaufanych gwardzistów. Dzisiaj wyruszyli na poszukiwania – wyjaśnił spokojnie książę, z nadzieją, że do Arii dociera sens tych słów. – Po tym, jak Katrina przybyła na audiencję, wieść szybko się rozniosła. Nie było na co czekać. Hayden ucieka. Wie, że zostanie ukarany za spiskowanie przeciwko sojusznikom Althei. Nawet jeśli nasze narody nie są w najlepszych stosunkach, to musimy wykonać ten krok, aby pokazać Calderze, Selmorowi i Threlis, że nie akceptujemy działań tego złoczyńcy.

Król skrzyżował ręce na piersi i spojrzał wyczekująco na swoje dzieci.

– Jesteś prawowitą następczynią tronu, siostro – wyszeptał jej wtedy do ucha Nevril, tak aby nikt poza tą częścią stołu nie usłyszał tej nowiny.

Aria z przerażoną miną odsunęła się lekko, nie mogła powstrzymać tego odruchu wywołanego szokiem.

– Ja? – sapnęła, błądząc wzrokiem po zastawionym stole, jakby w obecnym stanie bała się spojrzeć komukolwiek w oczy. – Miałabym razem z Remusem rządzić zarówno Altheą, jak i Calderą? – wydusiła cicho.

Nevril skinął głową, patrząc współczująco na roztrzęsioną siostrę, która z trudem przełknęła ślinę.

– Mam określić swoje stanowisko bez konsultacji z mężem? – dopytała, gdy przeniosła oszołomione spojrzenie na ojca.

– Jeśli potrzebujesz więcej dni do namysłu i chcesz się z nim skontaktować, damy ci czas na wymianę listów – oznajmił król. – Jestem pewien, że wybierzesz mądrze. Kieruj się potrzebami ludu, pamiętaj.

– Muszę pobyć sama… – wydukała z trudem, lecz na tyle głośno, aby każdy ją usłyszał.

Wszyscy w jednej chwili wstali i odsunęli gwałtownie krzesła, by pokłonić się przed królową, która bez pożegnania opuściła jadalnię.

Nevril opadł na swoje miejsce i gestem przywołał sługę, aby dolał mu wina.

– Więcej – nakazał.

Mężczyzna usłuchał, wypełnił kielich po same brzegi. Nevril pociągnął spory łyk, a po chwili, zamiast odstawiać naczynie, wypił wszystko na raz.

– Mnie również nalej – polecił król. – Do pełna.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij