-
nowość
-
promocja
Dziedzictwo Zofii - ebook
Dziedzictwo Zofii - ebook
Dwie przyjaciółki, Laura i Magda, przybywają do Morska – urokliwego nadmorskiego miasta – aby podjąć studia na tamtejszym uniwersytecie. Decydują się zamieszkać w najatrakcyjniejszym cenowo pokoju, znajdującym się w starym pałacu na obrzeżach miasta, należącym do starszej kobiety, Zofii Domańskiej. Mimo początkowych obaw okazuje się ona bardzo sympatyczną i tolerancyjną osobą.
Po kilku dniach pobytu Laura odnosi wrażenie, że jest przez nią wyraźnie faworyzowana. Ponadto w pałacu zaczynają dziać się dziwne rzeczy, które właścicielce wydają się zupełnie naturalne. Studentki poznają rodzeństwo – Weronikę i Michała. Wkrótce okazuje się, że wśród mieszkańców Morska kobieta cieszy się bardzo złą sławą. Lata temu zebrała wokół siebie grupę osób, które w niewyjaśnionych okolicznościach popełniły samobójstwo. Przy życiu pozostała jedynie ona. Nie postawiono jej jednak zarzutów, ponieważ nie znaleziono żadnego dowodu, by do ich zgonu przyczyniły się inne osoby. Ich dusze po prostu opuściły ciała, a serca przestały bić…
Zofia wręcza Laurze również swój pamiętnik, w którym – w sposób całkowicie dla siebie oczywisty – opisuje możliwość porozumiewania się ze zmarłymi. Mimo strachu przed kobietą Laura postanawia pozostać w pałacu, gdy dowiaduje się, że po śmierci Zofii może stać się jego właścicielką. Musi jednak spełnić jedno jej życzenie. Zofia nakazuje jej i jej przyjaciołom wyprawienie sylwestrowego balu dla studentów.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Fantasy |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8308-894-5 |
| Rozmiar pliku: | 964 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Laura się ocknęła, uderzywszy głową w okno. Ujrzała zamazany obraz pól i jakichś odległych wsi, gdy nagle pociąg znów mknął przez gęsty las. Zerknęła na zegarek i uświadomiła sobie, że do celu pozostało już tylko piętnaście minut.
– Magda… – szepnęła łagodnie, dotykając ramię przyjaciółki. – Obudź się. Prawie jesteśmy.
– Co… – mruknęła tamta, otwierając zaspane oczy. – To już…?
– Tak – odparła Laura, przybliżając głowę do szyby, po czym westchnęła. – Jestem ciekawa, jak tu będzie…
Dopiero teraz doszło do niej, jak bardzo jest zestresowana.
– Ale co masz dokładnie na myśli? – zapytała Magda, szukając czegoś w torbie.
– No wiesz… studia, ludzie, no i ogólnie miasto…
– Będzie, co będzie – odrzekła przyjaciółka, wzruszając ramionami. – Nie spodziewałabym się szałowych wrażeń. Po sezonie to miasto umiera.
– Może to i lepiej… – mruknęła Laura bardziej do siebie niż do Magdy.
Przyjaciółka nic jej nie odpowiedziała, tylko spojrzała na nią i szeroko się uśmiechnęła. Laura znała ten uśmiech. Oznaczał, że wszystko układało się po jej myśli. Magda zawsze marzyła, żeby uciec daleko od domu, a jej było jakoś przykro. Już teraz ogarniało ją uczucie tęsknoty, a przecież miała spędzić tu najbliższe pięć lat.
Las nagle się skończył, a ich oczom ukazały się pierwsze zabudowania. Miasto położone w dole otaczały łagodne wzgórza, a w oddali Laura dostrzegła główny powód, dla którego wybrała właśnie to miejsce.
– Patrz! Morze! – wykrzyknęła uradowana. – Z góry miasto wygląda naprawdę ładnie – stwierdziła, podnosząc się z miejsca.
– Ja wiem, czy takie ładne? Z daleka wszystko wydaje się ładne – odpowiedziała obojętnym tonem Magda. Jednak i ona wstała, a potem niespodziewanie otworzyła okno.
– Co robisz? – zapytała zaskoczona Laura.
– Chcę sprawdzić, czy poczujemy zapach morza – zachichotała.
Pociąg zaczął hamować. Ściągnęły cały swój bagaż, ostatni raz rzuciły okiem po przedziale, by upewnić się, że niczego nie zostawiły, po czym ruszyły w kierunku drzwi. Laura wysiadła jako druga. Spojrzała na tablicę z nazwą stacji i przystanęła na chwilę, intensywnie się w nią wpatrując. Magda dopiero po chwili uświadomiła sobie, że nie ma jej przy niej.
– Laura! No chodź… – nalegała, biorąc ją pod rękę.
– Morsko… – wyszeptała, zanim dała się jej porwać. – Myślisz, że to brzmi obiecująco?
– To zależy tylko od nas, kochana… – odpowiedziała ze śmiechem. – Chodź, jestem ciekawa tego domu.
Po czym udały się w kierunku wyjścia, a Laura odwróciła głowę, aby po raz ostatni zerknąć smętnym wzrokiem na pusty pociąg.
Sprytnie przecisnęły się przez tłum ludzi stojących w hali dworca, dzięki czemu jako pierwsze dotarły na postój taksówek.
– Dzień dobry, panu – zaczęła Magda. – Potrzebujemy dojechać…
– Pod akademik? – przerwał jej pewny odpowiedzi.
– No właśnie nie… – odburknęła cicho Magda, a Laura wyczuła, że wciąż ma do niej uraz za decyzję, którą na niej wymusiła.
– Myślałem, że panie to świeżo upieczone studentki – ciągnął dalej, czym zdążył już zirytować Laurę.
– Zgadza się, ale nie wynajęłyśmy pokoju w akademiku – wtrąciła się szybko Laura, bojąc się, że Magda mogłaby zmienić jeszcze decyzję.
„Wystarczałoby, żebyś nie przerywał, to od razu nie byłoby wątpliwości” – pomyślała.
– Magda, jaki to adres? – ponagliła ją.
– Zaraz… gdzie ja ukryłam tę kartkę…
Laura przewróciła dyskretnie oczami, żałując, że sama jej nie schowała w kieszeni swoich spodni.
– Mam! – zawołała z ulgą Magda, pokazując taksówkarzowi wymiętą karteczkę.
– Folwarczna jeden… – mruknął, kiwając głową. – Odważnie… No to jedziemy, dziewczyny! – wykrzyknął, łapiąc za ich bagaże, a one czym prędzej wskoczyły do samochodu.
Gdy ruszyli, Laura dyskretnie spojrzała na Magdę. Przyjaciółka siedziała wyprostowana, wpatrując się obojętnym wzrokiem w widok przed sobą. W głowie Laury coraz bardziej kumulowały się wszystkie emocje, które wcześniej starała się w sobie tłumić. Strasznie się bała i stresowała, a jednocześnie czuła jakieś dziwne podniecenie. Wyprowadzka z domu w jej przypadku to było naprawdę coś nowego. No i miała zamieszkać z Magdą. Uwielbiała ją jako przyjaciółkę, ale zupełnie nie potrafiła odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wciąż będzie ją uwielbiać jako współlokatorkę.
Gdy wyjechali z dworcowego parkingu, taksówkarz ruszył prosto, kierując się na szeroką ulicę, na której stały stare kamienice. Po jednej stronie prowadziła lipowa aleja, po której szybkim krokiem przemieszczało się dość sporo ludzi. Laura dostrzegła szyldy wielu sklepów, restauracji, kawiarni i jakichś banków. Część wyglądała na zamkniętą.
– Więc zdecydowałyście się wynająć pokój u słynnej pani Zofii? – zagadnął.
– Zna ją pan? – dopytała szybko Laura.
– Tak…
– Może nam pan coś o niej opowiedzieć?
– To nasza reprezentacyjna ulica. – Kierowca zmienił nagle temat, odwracając głowę w stronę Laury.
– W sezonie jest tu na pewno ogromny ruch – odparła, wychylając głowę.
– Tak… turyści zdecydowanie dają temu miastu życie. Ale to tylko dwa miesiące. Jesienią niewiele się tu dzieje. Jak pani sama widzi, ta ulica i całe to miasto stają się obumarłe. Spójrzcie na prawo! – dodał nagle, a ich oczom ukazał się okazały plac wyłożony brukową kostką, na końcu którego stał spory, ceglasty budynek z piękną, reprezentacyjną wieżą. – To nasz ratusz – oznajmił dumnym tonem.
– Piękny budynek – stwierdziła szczerze Laura i nawet Magda przytaknęła jej głową.
– Co jeszcze ciekawego można tu zobaczyć? – wtrąciła się do rozmowy.
– Cóż… – mruknął, drapiąc się po głowie. – A co panie interesuje?
– Zabytki… – odpowiedziała szybko Laura.
– Interesujące kluby… – dodała Magda i uśmiechnęła się pod nosem.
– Mamy zamek, katedrę, nawet dwie… A o rozrywkę też nie musicie się martwić.
„No właśnie zupełnie się o nią nie martwię” – pomyślała ponuro Laura.
Wyjechali z centrum, minęli opustoszały park, przejechali obok stadionu, a parę chwil później znaleźli się na długiej ulicy, na której po obu stronach stał rząd przedwojennych willi.
– Ale tu pięknie – wymamrotała z zachwytem Laura. – Ulica jak z pocztówki…
– Przed wojną często na nich bywała – odparł taksówkarz. – Ale jeszcze wtedy jeździły po niej tramwaje.
Minęli nagle ostatnią willę, a ich oczom ukazał się rozległy kompleks prostokątnych budynków, które ze wszystkich stron otaczał rzadki las.
– A to pewnie wasza uczelnia – zauważył taksówkarz.
– Tak – potwierdziła Magda. – Uniwersytet Morski w Morsku – dodała z przesadną dumą. – Brzmi raczej dobrze – parsknęła śmiechem.
Krajobraz za oknem nagle się zmienił. Laura odniosła wrażenie, że jest bardziej wiejski. Zaczęła mieć nawet wątpliwości, czy wciąż są w Morsku. Zanim jednak zdążyła zapytać o to taksówkarza, dostrzegła tabliczkę z nazwą ulicy, do której zmierzały. Przemknęli obok kilku niewielkich domów, a gdy zabudowania nagle się skończyły, wjechali do ciemnego lasu. Laura miała przez to wrażenie, że jest już wieczór. Po chwili jednak las się skończył, a ich oczom ukazał się widok, który przynajmniej zaparł jej dech w piersi. Pędzili teraz aleją, przy której rosły ogromne drzewa. Najpierw łagodnie prowadziła w dół, aby chwilę później ponownie poprowadzić ich w górę. Jednak nie sama aleja tak bardzo zachwyciła Laurę, ale to, dokąd wiodła.
Na niewielkim wzgórzu wyłonił się pałac. Był piękny i dzięki swojej lokalizacji robił jeszcze większe wrażenie. Miał jasny kolor i otoczony był solidnym murem o takiej samej barwie. Kierowca zatrzymał się tuż przed wielką, czarną bramą prowadzącą do środka, dzięki czemu Laura dostrzegła, że do wnętrza pałacu wiodły okazałe, szerokie schody.
– Jest cudowny – wyszeptała oniemiała.
– Powodzenia! – rzucił na pożegnanie taksówkarz z dziwną miną.
Pomachały mu, po czym niepewnym krokiem podeszły pod bramę domu, starając się wypatrzyć jak najwięcej szczegółów. Nie mogły jednak dostrzec dzwonka, a nie miały śmiałości same tam wejść.
– Zadzwoń do tej kobiety – poleciła Laura, wpatrując się w napięciu w Magdę.
– Poczekaj…
Zanim jednak Magda zdążyła wyjąć komórkę, drzwi od pałacu nagle się otworzyły, następnie w ich stronę szybkim krokiem zmierzała jakaś kobieta. Gdy znalazła się bliżej nich, uśmiechnęła się niepewnie.
– Dzień dobry… panie Magda i Laura… – zaczęła.
– Zgadza się…
– Zatem zapraszam.
Z trudem otworzyła ciężką, metalową bramę. Wpuściła je do środka, wciąż zdawkowo się uśmiechając. Podobnie jak one zdawała się nieco zawstydzona. Była w wieku około trzydziestu pięciu lat. Miała ciemne, ścięte na pazia włosy, spory nos i bardzo wąskie oczy.
– Nazywam się Jowita Borowiec – przywitała się, podając im rękę.
– A to z panią rozmawiałam – odrzekła uradowana Magda.
– Piękne miejsce – dodała Laura. – Nie mogłyśmy wymarzyć sobie lepszego. Musi być pani bardzo szczęśliwa, mogąc tu mieszkać.
– Powiedzmy, że tak – odparła, a uśmiech zszedł jej z twarzy. – Jednak pamięta pani, pani Magdo, że to nie ja jestem właścicielką, tylko pani Zofia Domańska. Zajęłam się sprawą wynajmu pokoju w jej imieniu. To starsza kobieta.
Magda mimowolnie przewróciła oczami. Dla dziewczyny z jej charakterem nie wróżyło to nic dobrego. Borowiec spostrzegła chyba jej reakcję, bo szybko dodała:
– Ale jest bardzo żwawa i niezwykle tolerancyjna. Nie powinny panie raczej narzekać na zbytnią inwigilację…
– Dzień dobry! – usłyszały donośny głos i aż podskoczyły.
Drzwi pałacu ponownie się uchyliły i tym razem nie było wątpliwości, że stanęła w nich pani domu we własnej osobie.
– Zapraszam serdecznie w moje skromne progi.
– Ciężko nazwać je skromnymi – zachichotała Magda, gdy ruszyły w jej kierunku.ROZDZIAŁ II
Zanim zbliżyły się do Zofii, Laura obrzuciła ukradkiem spojrzeniem obejście pałacu i stwierdziła, że oprócz przepięknie kwitnącej hortensji, roślinność w przednim ogrodzie wydawała się zaniedbana.
Pani Zofia była typową sympatyczną staruszką z wesołymi niebieskimi oczami i ładną, szlachetną twarzą. Srebrne włosy miała spięte w kok. Była dość niska i nieco krępa. Najpierw podała im dłoń, a potem niespodziewanie przytuliła, co dodało im trochę odwagi.
– Ale piękne dziewczyny nam się trafiły – rzekła, obejmując im twarze.
Borowiec uśmiechnęła się nieco zmieszana.
– Zapraszam do środka na ciepłą herbatę. Kazałam ją wstawić Gabrysi, jak tylko wyjechałyście z miasta.
Magda i Laura spojrzały na siebie. Oznaczało to, że mieszka tu ktoś jeszcze. Ciekawe, czy to ostania osoba, którą przyjdzie im dzisiaj poznać.
Laura oniemiała. Hall, schody, meble, nawet ściany zrobiły na niej ogromne wrażenie. Wnętrze było piękne, choć podobnie jak obejście – dość podupadłe. Nie dziwiło jej to, zważywszy na to, ile mogło kosztować utrzymanie takiego domu.
Zofia poprowadziła je do jadalni, a w tym samym momencie z drzwi obok wyszła kobieta niosąca tacę z ciastem. Pojawiła się tak niespodziewanie, że Magda omal nie krzyknęła. Była mniej więcej w wieku Jowity, może nieco starsza. Na ramiona opadały jej rude, sztywne włosy. Po chwili Laura uświadomiła sobie, że ma lekkiego garba.
– Dzień dobry. Gabriela – rzuciła krótko. – Miło poznać.
Cała piątka zasiadła przy długim, ciągnącym się prawie przez całe pomieszczenie stole. Pani Zofia bez przerwy szeroko się do nich uśmiechała.
– Zatem, co dokładnie będziecie studiowały, kochane? – zapytała, nakładając im ciasto.
– Transport morski i logistykę – odparła Laura.
– Bardzo ciekawe. Dlaczego akurat to, no i dlaczego w naszym mieście?
– Od zawsze interesowałam się morzem i od dziecka chciałam nad nim mieszkać. Mam nadzieję, że po studiach uda się mi się z nim związać już na zawsze. Nie miałabym jednak odwagi na nim pływać… chociaż różnie w życiu bywa.
– A Magda też podziela tę pasję?
– Nie bardzo… Laura mnie namówiła. Po skończeniu liceum nie chciałyśmy się rozdzielać. Ale mam nadzieję, że nie będę żałować.
– W takim razie widzę, że wykazałaś się poświęceniem.
– No tak, chyba tak… – wymamrotała nieco zakłopotana Magda.
Nastąpiła chwila przedłużającej się ciszy, podczas której każda z nich zawzięcie skupiła się na piciu herbaty, od czasu do czasu wymieniając wzajemne ukradkowe spojrzenia.
– Zapewne jesteście ciekawe swojego pokoju – przerwała ciszę Zofia.
– Oj tak, nie możemy się już doczekać – wypaliła szczerze Magda, dyskretnie ściskając rękę Laurze.
– Zatem nie mamy na co czekać, zapraszam na górę – oznajmiła, podnosząc się z krzesła.
Zofia ruszyła pierwsza, za nią Magda, potem Laura i na końcu Gabriela z Jowitą, każda ciągnąc ze sobą po jednaj walizce. Nawet Zofia mimo wieku chwyciła jedną, i to wcale nie najlżejszą. Wspięły się po imponujących schodach, by znaleźć się w ponurym, choć urokliwym korytarzu na pierwszym piętrze. Zofia pchnęła grube, ciemnobrązowe drzwi i gestem zaprosiła dziewczyny do środka.
Pokój był niezwykle duży, przestronny, z dwoma łóżkami stojącymi obok siebie, szafą, komodą i – co najbardziej urzekło Laurę – z szerokim oknem wychodzącym na balkon.
– Cudowny – wyszeptała.
– Bardzo się cieszę – odrzekła uradowana Zofia. – Łazienkę macie naprzeciwko. Bywa, że zimą jest dość chłodno, ale staram się w miarę możliwości solidnie ocieplać większą część pałacu.
– Mieszkają tu jeszcze jacyś studenci? – wypaliła nagle Magda. Odpowiedź na to pytanie nurtowała zarówno ją, jak i Laurę.
– Nie, tylko nasza trójka, a od dzisiaj właściwie piątka wspaniałych kobiet.
Laura poczuła ulgę, natomiast Magda wydawała się niepocieszona.
– Rozgośćcie się, odpocznijcie, a potem serdecznie zapraszam was na obiad – powiedziała.
Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi, Magda rzuciła się na łóżko.
– Padam ze zmęczenia – wysapała, sprawdzając coś w komórce.
– Ja też, muszę się zdrzemnąć. Cała noc w pociągu daje mi się we znaki.
– A obiecasz mi, że wieczorem pójdziemy zwiedzić miasto?
– Tak, tak – rzuciła niechętnie Laura. Wcale nie miała na to ochoty.
– Musimy się trochę zaznajomić – powiedziała Magda z błyskiem w oku.
Laura położyła się bokiem na łóżku obok i utkwiła w przyjaciółce przenikliwe spojrzenie.
– Co tak mi się przyglądasz? – zaśmiała się, przerywając zawzięte pisanie esemesa.
– Co sądzisz o tym wszystkim?
– Staruszka wydaje się spoko, te dwie babki chyba też – stwierdziła. – Raczej nie będą się czepiać, choć się nie spodziewam, żebyśmy mogły tu kogoś zapraszać. Pewnie będzie nudno, ale trudno, jakoś to przetrwamy.
„Oby było nudno…” – pomyślała ponuro Laura, odwracając się na drugi bok. Zaraz po tym natychmiast zasnęła.
* * *
Obudziła ją dobiegająca z korytarza głośna rozmowa Magdy. Podniosła się zbyt gwałtownie i natychmiast tego pożałowała. Niemiłosiernie kołowało się jej w głowie. W dodatku czuła się, jakby przespała dwa dni, i co gorsza, wciąż była w stanie przespać dwa kolejne. Wytężyła słuch, żeby zorientować się, z kim tak zawzięcie rozmawia Magda. Podniecenie w tonie jej głosu wyraźnie wskazywało, że nie była to rozmowa z matką.
– No to jesteśmy umówione! – wykrzyknęła uradowana, po czym skończyła rozmowę. – Do zobaczenia o dziewiętnastej! Pa!
Zanim Laura zdążyła się porządnie przestraszyć, wpadła do pokoju i wypaliła:
– Dobrze, że już nie śpisz! Dzisiaj wieczorem studenci z naszego roku organizują spotkanie integracyjne!
– O matko… – wyjąkała Laura.
– Dobrze, że ktoś wpadł na taki pomysł – ciągnęła dalej Magda, krążąc uradowana wokół pokoju.
– Tak, tak… – wymamrotała Laura i uśmiechnęła się krzywo.
„Po prostu GENIALNY pomysł…” – pomyślała gorzko, ponownie opadając na poduszkę.
* * *
Około piętnastej usłyszały z dołu odgłosy krzątaniny i domyśliły się, że to zapewne czas na obiad. Od rana nie zjadły nic porządnego, więc czym prędzej zeszły z góry ciekawe, co zastaną. Przed samym wejściem do jadalni zatrzymały się gwałtownie przed drzwiami, bezsłownie kłócąc się, która ma wejść pierwsza.
– Zapraszam, dziewczęta! – usłyszały głos Zofii, zanim Magda siłą zdążyła wepchnąć Laurę jako pierwszą.
Na stole zastawionym elegancką zastawą czekała już na nie cudownie pachnąca pieczeń i niezwykle apetycznie wyglądające ziemniaki. Zajęły nieśmiało miejsca w pewnym oddaleniu od Zofii, czekając na zaproszenie do jedzenia.
– No nakładajcie, śmiało! – zawołała staruszka, przybliżając im wazę.
Wszystkie zaczęły w milczeniu spożywać obiad, od czasu do czasu uśmiechając się do siebie. Laura po paru chwilach stwierdziła cicho, że obiad jest naprawdę wyborny. Uznała, że jest to dobry czas, aby przejść do konkretów, ale jakoś nie miała odwagi poruszyć tego tematu, więc spojrzała wyczekująco na Magdę, która wyraźnie o tym zapomniała albo po prostu udawała.
– Cóż… – zaczęła speszonym tonem.
– Tak, kochanie? – zachęciła ją Zofia, utkwiwszy w niej swoje świdrujące spojrzenie. Laura pomyślała głupio, że staruszka ma zdolność czytania w myślach.
– Chciałabym zapytać o warunki naszego pobytu tutaj – wypaliła i szybko odwróciła wzrok w stronę Magdy, nie chcąc brać całej odpowiedzialności za tę rozmowę na siebie. – Chciałabym doprecyzować koszty wynajmu.
Pani Zofia machnęła wymijająco ręką. Laura nie lubiła takich sytuacji. Chciała konkretów, dlatego postanowiła ciągnąć dalej.
– Jaka kwota panią usatysfakcjonuje?
– Moja droga, jesteście studentkami, a wiem, że studentom nie jest łatwo. Nieraz wynajmowałam pokoje w moim domu. Cieszy mnie przede wszystkim wasze towarzystwo. Uwierzcie, że to bardzo dużo dla mnie znaczy. Jeżeli uda nam się miło i przyjemnie razem tu mieszkać, a głęboko wierzę, że tak właśnie będzie, to pieniądze nie będą miały żadnego znaczenia.
Zarówno Magda jak i Laura uśmiechnęły się krzywo. Nie na taką odpowiedź liczyły. Pani Zofia musiała to dostrzec, bo w końcu dodała:
– Gabrysia i Jowitka płacą dwieście złotych za pokój. A wy byłybyście w stanie tyle zapłacić?
– Tak mało?! – wypaliła oniemiała Magda. – To przecież grosze…
– Zatem dogadałyśmy się – odparła Zofia tryumfalnym tonem kończącym temat. – I nie chcę słuchać sprzeciwu – zaśmiała się, opierając się o krzesło.
– Ale pani Zofio… – wybąkała Laura. – To bardzo mało.
– Kochana, tak jak mówiłam, wynajmuję po to, aby ktoś dotrzymywał mi towarzystwa w tym wielkim dworze, no i ewentualnie trochę pomógł mi go utrzymać, bo nie jest to łatwe, a z tą niewielką pomocą finansową będzie mi trochę łatwiej. Zresztą pieniądze to nie wszystko, naprawdę… – odrzekła stanowczo.
* * *
– Dziękuję ci, że zgodziłaś się na to miejsce – rzekła Laura, gdy po skończonym obiedzie wchodziły po schodach na górę. – Z moim charakterem nie przeżyłabym pobytu w akademiku, a obawiałam się, że wynajęcie mieszkania zrujnuje finansowo mnie i moich rodziców. To idealna opcja.
– Też mi się wydaje, że nie będzie tu źle… – odpowiedziała Magda, po czym pocałowała ją w policzek. – I z kim byłoby ci lepiej niż ze mną, no powiedz sama…
– Nigdy już w to nie zwątpię…
– A teraz pójdziemy na górę, weźmiemy długą kąpiel, zrobimy makijaż, wystroimy się w najlepsze ciuchy i wpadamy na imprezę… – zarządziła, po czym jak strzała pobiegła w stronę pokoju.
Laura zbladła.
– A jednak już zwątpiłam… – syknęła cicho i powlokła się z ponurą miną za uradowaną Magdą.ROZDZIAŁ III
Laura z początku nawet nie próbowała udawać przed Magdą, że wszystko jest w porządku. Obserwowała morderczym wzrokiem radosne szykowanie się przyjaciółki, która albo nie wyczuła jej niechęci, albo specjalnie udawała, że nic nie widzi. Wzięła prawdopodobnie najdłuższy prysznic w swoim życiu, a potem długo nie wychodziła z łazienki, udając, że depiluje zupełnie gładkie nogi.
– Wychodzisz? – ponagliła ją Magda, a Laura z trudem powstrzymała się, żeby jej nie odpyskować.
Zamiast tego przeklęła pod nosem i mimowolnie zrobiła to tak głośno, że aż się wystraszyła, czy aby Magda tego nie usłyszała. Poczuła lekkie wyrzuty sumienia i postanowiła robić dobrą minę do złej gry i mimo całej niechęci do pomysłów przyjaciółki iść na kompromis. Zresztą jak zawsze…
Oniemiała, gdy w końcu wyszła. Magda prezentowała się rewelacyjnie. Założyła prostą, czarną sukienkę idealnie podkreślającą jej figurę i szpilki w takim samym kolorze, co jeszcze bardziej ją uatrakcyjniało. Jej włosy też były inne. Niezwykle lśniące, jeszcze ciemniejsze niż zawsze i do tego ten makijaż, również ciemny, nawet usta. Wyglądała jak czarny anioł. Laura nigdy nie zastanawiała się, czy Magda jest atrakcyjna. Była po prostu jej przyjaciółką. Zadawały się od początku szkoły średniej. Uzupełniały się odmiennymi charakterami, ale nigdy nie były jakoś specjalnie popularne. Nie ulegało wątpliwości, że od dzisiejszego wieczoru Magda zamierzała to zmienić.
– Jak wyglądam? – zapytała, podchodząc do lustra.
– Bardzo ładnie – wycedziła przez zęby Laura. Zabrzmiało to jak delikatna zazdrość, przez to niemal natychmiast poczuła do siebie obrzydzenie. Nie chciała, żeby to tak wyszło.
– A ty zamierzasz coś ze sobą zrobić? – zapytała, obrzuciwszy ją spojrzeniem z góry na dół.
– Oczywiście, że zamierzam… – odparła nieco urażona jej tonem. – Po prostu nie mogę się zebrać… Może mi pomożesz? Bo jakoś nie mam pomysłu.
– Jasne – odparła krótko i wcale się nie spiesząc, od niechcenia chwyciła jej kosmetyki.
– Tak jak zawsze? – zapytała.
– Ufam, że zrobisz to najlepiej jak potrafisz – odpowiedziała, chyba sama nie bardzo w to wierząc.
Magda z irytująco chłodną miną usiadła przed nią i mechanicznie wzięła się do pracy. Po chwili rozległo się pukanie.
– Mogę wejść? – zapytała Zofia, zanim usłyszała zaproszenie. – O! Widzę, że się szykujecie. Może mogłabym pomóc?
Laura zrobiła przerażoną minę i rozchyliła usta, ale ostatecznie nic jej nie odpowiedziała.
– Ale jak? – zapytała Magda.
– Umaluję Laurkę.
– Pani? – zapytała z niedowierzaniem, przez co zrobiło im się trochę głupio.
– Wiem, że nie wierzycie starszej sfiksowanej staruszce, ale dajcie mi szansę, a nie pożałujecie.
– Okej. – Magda wręczyła jej kosmetyki, z trudem powstrzymując śmiech. Laura poczuła wściekłość na nią i na siebie, że dała się tak wkopać.
Zofia natychmiast zaczęła ją malować.
– A co zamierzasz założyć? – zapytała, zerkając w bok na wciąż leżące na łóżku ubrania.
– Magda ma chyba dla mnie jakąś sukienkę. Jej mama jest krawcową i często tworzy piękne sukienki specjalnie dla nas.
– Mogłabym rzucić okiem? – zapytała Zofia.
Magda wyciągnęła z torby nieco wymiętoloną, pomarańczową sukienkę. Jej czarna, o dziwo, nie było pognieciona.
Mina Zofii nie wyrażała wielkiego zachwytu.
– Poczekaj na mnie chwilę!
Zofia wybiegła z niespodziewaną sprawnością z pokoju, nie zamykając za sobą drzwi. Spojrzały na siebie zaskoczone. Wróciła po kilku minutach, niosąc ze sobą czerwoną sukienkę, którą z wyraźnym zadowoleniem zaprezentowała Laurze. Była piękna, ale dziewczyna nie miała pewności, czy zdołałaby założyć ją, nie będąc do tego przymuszoną.
– No nie wiem… – wymamrotała w końcu. – Nie jestem pewna, czy będzie do mnie pasować.
– Będzie! Musisz tylko w to uwierzyć.
„Uwierz, że nie będzie…”
– Wskakuj, nie ma czasu! – ponagliła ją Zofia. Wiedziała, że i tak nie będzie w stanie się jej przeciwstawić.
„Za co ta kara…” – pomyślała gorzko, gdy nakładała sukienkę na siebie.
Zrobiła krok w stronę lustra, ale Zofia szybko ją powstrzymała.
– Poczekaj, usiądź na łóżku. Dokończę makijaż i dopiero wtedy pozwolę ci się zobaczyć. Obiecuję ci, że sama siebie nie poznasz – powiedziała z błyskiem w oku.
Magda nie odzywała się prawie wcale. Laura miała wrażenie, że trwało to całą wieczność. Zdrętwiało jej całe ciało, szczególnie kręgosłup. Magda obserwowała to wszystko z nietęgą miną. Przestała się kpiąco uśmiechać. Gdy poczuła, że już dłużej nie wytrzyma, Zofia oznajmiła, że nareszcie skończyła.
Laura podeszła chwiejnym krokiem do lustra. Nie od razu spojrzała na swoje odbicie. Choć wydawało się to śmieszne, drżała ze strachu. Bardzo powoli podniosła powieki, czując presję ze strony niecierpliwie czekającej na jej reakcję Zofii.
Wyprostowała się pełna zdumienia. Jej oczom ukazała się dziewczyna, której wcześniej nie znała.
Wyglądała… dobrze. Nawet bardzo dobrze. Piekielnie dobrze.
Zofia uczyniła cud. Stworzyła swoje przeciwieństwo. Oślepiająco jasne włosy opadały jej na krwistoczerwoną sukienkę, a przytłumione światło padające z lampy sprawiało, że prezentowała się jednocześnie tajemniczo i cholernie seksownie. No i te usta… czerwone jak sukienka.
Spojrzała na Magdę z szeroko otwartymi oczami:
– Zrobimy szał… SZAŁ… – wyszeptała z przejęciem.
Magda uśmiechnęła się krzywo, co upewniło ją, że się jej podoba, ale jak zwykle nie jest w stanie jej pochwalić.
Pół godziny później wyszły z pokoju i ostrożnie zeszły na dół, starając się nie narobić hałasu. Laura czuła się wyjątkowo niekomfortowo, ponieważ szpilki, które kazała jej nałożyć Zofia, były na nią trochę za małe.
– Chyba powinnyśmy poinformować, że wychodzimy, co? – szepnęła Laura, ciągnąc przyjaciółkę za ramię, aby na chwilę przystanęła. Z trudem mogła za nią nadążyć.
– Daj spokój… po co?
– No jak to, po co?! Głupio tak po prostu wyjść, a potem jak gdyby nigdy nic wrócić w środku nocy.
– No dobra… – przytaknęła zniecierpliwiona. – Tylko gdzie ona może być?
– Wychodzicie, dziewczynki? – usłyszały za sobą donośny głos Zofii i aż podskoczyły ze strachu.
– Tak, tak… – zaczęła się plątać Magda. – Właśnie miałyśmy mówić…
– Bawcie się dobrze. Drzwi będą otwarte – oznajmiła z uśmiechem pani domu.
Spojrzały po sobie nieco zdezorientowane.
– Dziękujemy. Dobrej nocy – bąknęły, po czym skinęły głowami i czym prędzej ruszyły w kierunku drzwi, usłyszawszy podjeżdżającą taksówkę.
– Dziewczyny! – zawołała jeszcze, zanim zdążyły wyjść. – Wyglądacie OSZAŁAMIAJĄCO… – rzekła, przyglądając się im z bardzo zadowoloną miną i patrząc z niemal jarzącą się fascynacją w oczach na Laurę.
– To bardzo miłe, pani Zosiu…
– Będzie dobrze… – dodała jeszcze dziwnym tonem, a Laura nie mogła się oprzeć wrażeniu, że zwróciła się z tym właśnie do niej. Następnie pomachała im ręką i zniknęła za drzwiami jadalni.
Przemknęły przez ogród oślepione przez reflektory taksówki. Za bramą czekała na nie niespodzianka.
– Znowu się spotykamy! – usłyszały znajomy głos. Okazało się, że przyjechał po nie ten sam taksówkarz, który przywiózł je tu dziś rano. – Widzę, że imprezka się szykuje! – dodał, mierząc je od stóp do głów. – To dokąd tym razem jedziemy?
– Klub Wenus – odparła krótko Magda, zapinając pasy.
– Tak właśnie myślałem – kiwnął głową. – A jakie wrażenie zrobiła na was pani domu? – zapytał niespodziewanie.
– Raczej pozytywne… – odparły zgodnie.
Dziesięć minut później byli już na miejscu. Klub Wenus mieścił się w niezbyt dużym budynku, który kiedyś prawdopodobnie służył jako magazyn. Laura przykleiła nos do szyby, z niepokojem patrząc na zmierzające do niego szybkim krokiem podekscytowane towarzystwo studentów.
– Jest trochę ludzi… – stwierdziła posępnie.
– Świetnie! Obawiałam się, że będą pustki – ucieszyła się Magda, rozglądając się.
– Pod same wejście, słoneczka? – zapytał taksówkarz, krążąc dookoła w poszukiwaniu jakiegoś miejsca.
– Nie! – odpowiedziała głośno Laura; tak głośno, że oboje na nią spojrzeli. – Niech pan zatrzyma się tutaj! – dodała stanowczo, nie zważając na zmieszaną minę Magdy. Poczuła, jak opuszczają ją resztki pewności siebie. Nawet metamorfoza Zofii nie mogła pomóc. Patrząc na odjeżdżającą taksówkę, poczuła dziką ochotę, aby rozpaczliwie pobiec za nią i ją zatrzymać.
– Kazałam zatrzymać się tak daleko, aby trochę ochłonąć…
– Ochłonąć przed czym? Przecież nawet tam nie weszłyśmy…
– Po prostu muszę się przygotować psychicznie… – jęknęła, patrząc na przechodzące koło nich roześmiane dziewczyny. Miała wrażenie, że każda obrzuciła je złowrogim spojrzeniem.
– Więcej pewności siebie! – fuknęła na nią Magda, choć sama wyglądała, jakby właśnie ją opuszczała śmiałość, którą zawsze w sobie miała. – W końcu w razie czego mamy siebie!
Laura podążyła za nią, udając, że słowa przyjaciółki jej pomogły, i co chwila uśmiechała się, nerwowo ściskając torebkę. Starała się ignorować wszelkie spojrzenia.
– Patrzą się, bo ty się patrzysz – mruknęła Magda, jakby czytała jej w myślach.
– Może masz rację – wymamrotała nieprzekonana.
Stanęły w długiej kolejce przed wejściem. Laura nagle się zorientowała, że klub sąsiaduje z portem. Dojrzała przycumowane statki i ludzi spacerujących wzdłuż kanału. Mimo głośnej muzyki dobiegającej ze środka usłyszała mewy i szum morza. Był ciepły, jesienny wieczór.
Po piętnastu minutach czekania dostały się w końcu do środka. Laura rzadko bywała w takich miejscach, więc nerwowo trzymała się Magdy, która wyraźnie znalazła się w swoim żywiole.
– Musimy ich znaleźć! – krzyknęła w ucho Laury, starając się przekrzyczeć głośną muzykę.
– A jak ich poznasz?
– Poczekaj… napiszę do tej dziewczyny… – mruknęła, sięgając po komórkę.
Przystanęły na niewielkim podwyższeniu, z którego rozciągał się widok na całą salę.
– Zamówiła lożę… większość już tam jest – oznajmiła w końcu Magda, odrywając się od telefonu. – Chodź… – dodała stanowczo. – Nie dajmy im czekać!
Laura z morderczą miną ruszyła za nią, żałując, że nie dotarły tu wcześniej. Wtedy to oni musieliby się witać z nią, a nie ona z nimi. Weszły po schodach na najwyższy poziom, gdzie na białych, skórzanych sofach dostrzegły grupki głośno dyskutujących młodych osób.
– Pytanie, gdzie powinnyśmy dołączyć – mruknęła ponuro Laura, ale zanim Magda zdążyła jej coś odpowiedzieć, w ich kierunku ruszyła wysoka, długowłosa dziewczyna, która w szerokim uśmiechu zawołała:
– Magda?!
– Tak! – odparła z ulgą dziewczyna. – Bałyśmy się, że was nie znajdziemy. Weronika, prawda? – upewniła się.
Laura dyskretnie obrzuciła spojrzeniem towarzystwo, od którego odeszła. Ale zanim zdążyła dojrzeć jakieś szczegóły, odwróciła wzrok, aby nie zorientowali się, że ich obserwuje.
– Cześć, Laura… – bąknęła, uśmiechając się krzywo.
Weronika podała im rękę, a potem niespodziewanie obydwie objęła, po czym zaprowadziła do reszty towarzystwa. Laura czuła, jak robi się jej słabo. Weronika była bardzo atrakcyjną blondynką. Świetnie ubraną, choć nieco mniej strojnie niż one. Miała tylko nadzieję, że się nie ośmieszą.
Chwiejnym krokiem podeszła do kilkunastu osób, z których każde utkwiło w niej uważne spojrzenie. Stanęła sztywno, nie do końca wiedząc, co robić. Kątem oka dojrzała puste miejsce na brzegu sofy, wprost idealne, aby je zająć, ale Magda zaczęła się z każdym witać, więc uznała, że powinna zrobić to samo. Po wymienieniu uścisków, objęć i imion, z których nie zapamiętała ani jednego, zorientowała się, że wybrane przez nią miejsce zajęła Weronika, przez co zmuszona była zasiąść na samym środku.
Jedna z dziewczyn ją o coś zapytała, kiwnęła głową, wybuchając wymuszonym śmiechem, mimo że kompletnie nic nie usłyszała. Na szczęście był to jedyny moment, kiedy ktoś zwrócił się bezpośrednio do niej. Zamiast tego wybuchła ogólna dyskusja na temat akademika, wynajmowania mieszkań, no i oczywiście oczekiwań co do uczelni. Parę przedłużających się chwil później stolik, przy którym siedzieli, zapełnił się kolorowymi drinkami. Laura chwyciła pierwszy z brzegu, licząc, że się trochę rozluźni. Skrzywiła się, połknąwszy pierwszy łyk. Był mocny. Pospiesznie go wypiła i dyskretnie sięgnęła po następny. Żałowała, że nie łyknęła czegoś mocniejszego przed spotkaniem. Zadowolona, że nie uczestniczy w żadnej rozmowie, zaczęła wodzić wzrokiem po towarzystwie, ciekawa, z kim przyjdzie jej uczestniczyć w zajęciach. Ku jej zadowoleniu po paru minutach kelnerka uzupełniła stan drinków, więc bez wahania sięgnęła po następny, a potem jeszcze kolejny. Nadal czuła się zupełnie trzeźwa. Spojrzała na zegarek. Czas stał w miejscu. Westchnęła ciężko, wiedząc, że Magda szybko jej stąd nie wypuści. Oparła się o sofę i po raz pierwszy pomyślała, że alkohol zaczyna powoli działać. Szybko się wyprostowała, czując, jak zaczyna robić się czerwona. Zbyt szybkie picie mogło się źle skończyć. Należało być bardziej rozważnym. A potem stało się coś, czego zupełnie nie wzięła pod uwagę, a przecież powinna się z tym liczyć. Coś, czego nienawidziła najbardziej na świecie… Taniec…
Weronika zarządziła, że wszyscy, bez wyjątku, idą tańczyć, co spotkało się z uciechą chyba każdego – z wyjątkiem Laury, która obmyślała już plan, jak niezauważenie ukryć się w toalecie. Wciąż siedziała, gdy wszyscy już wstali. Miała nadzieję, że szybko się ulotnią i znikną gdzieś na parkiecie, dając jej święty spokój. Były to jednak złudne nadzieje. Dwie dziewczyny, najbardziej udzielające się z tego całego towarzystwa, widząc, jak siedzi z przerażoną miną, chwyciły ją mocno za rękę i pociągnęły w swoją stronę, zapewne chcąc dodać jej odwagi. Po raz kolejny tego wieczoru zaniosła się wymuszonym śmiechem, udając, jak bardzo to zabawne. Poczuła dziką ochotę, aby wydrapać im oczy, a potem lekko poddusić. Gdy w końcu się doczłapała na parkiet, postanowiła naśladować ruchy tańczących wokół ludzi, choć była prawie pewna, że wychodzi jej to z miernym skutkiem. Wyginała się sztywno ze sztucznie przyklejonym szerokim uśmiechem, zastanawiając się, kiedy ten cyrk się skończy. Głównym celem była teraz niezauważona przez nikogo ewakuacja do toalety albo do stolika po kolejną szklaneczkę drinka. Lecz nagle wśród głośnych gwizdów, krzyków i bębniącej muzyki dostrzegła jego. Podszedł do Weroniki i złapał ją od tyłu. Gdy zorientowała się, że to on, pełna radości rzuciła mu się na szyję. Wysoki, czarnowłosy, z bardzo ciemnymi oczami, obrzucił wszystkich spojrzeniem, lekko się uśmiechając.
– To moi ludzie! Ale nie każ mi ich wszystkich przedstawiać! – wrzasnęła Weronika. – To mój brat!
Machnął dłonią, nachylił się do niej, coś szepnął i oddalił się w stronę kumpli czekających na niego w loży naprzeciwko tej, którą zajmowała grupa Laury.
Laura mimowolnie dołączyła do porozumiewawczych spojrzeń, wymienionych wzajemnie przez wszystkie dziewczyny, z których jasno wynikało, że jest przystojny. I to bardzo.
Korzystając z ogólnego zamieszania, cofnęła się ukradkiem i czym prędzej pobiegła do toalety. Gdy z niej wyszła, ze zdziwieniem spostrzegła, że większość osób wróciła do stolika. Idąc w ich stronę, rzuciła krótkie spojrzenie w kierunku brata Weroniki. Szybko odwróciła głowę, licząc, że nikt tego nie zauważył. Ponieważ Magda nie wróciła jeszcze z parkietu, usiadła obok jakiegoś chłopaka, który z lekko spuszczoną głową przeglądał coś w telefonie, wyraźnie się nudził. Ponadto jako jedyny nie tańczył. Zapadła nieco krępująca cisza, a Laura kompletnie nie miała pomysłu, jak ją przerwać. Sięgnęła więc po kolejnego drinka. Jej wzrok mimowolnie powędrował w stronę brata Weroniki, który z tej perspektywy prezentował się naprawdę dobrze. Towarzyszyło mu kilku prawie tak samo przystojnych kolegów. Mina jej jednak zrzedła, gdy spostrzegła, że przysiadła się do niego siostra wraz z wianuszkiem swoich rozochoconych koleżanek.
Oparła się o sofę i z przerażeniem stwierdziła, że źle się czuje. Skutki szybko wypitego alkoholu gwałtownie zaczęły dawać o sobie znać. Nie mogła dopuścić do katastrofy, jaką byłoby ośmieszenie w oczach wszystkich. Poczuła, jak zbiera się jej na wymioty. Nie miała siły się podnieść. Nie chciała jednak pozostać w tej pozycji, w obawie, że całkiem odpłynie…
Wstała chwiejnym krokiem, przewracając przy tym kilka szklanek.
Uśmiechnęła się, starając się, aby wyglądało, że wszystko jest naprawdę okej. Zapragnęła napić się lodowatej wody. Obijając się o ludzi, jakimś cudem doszła do baru i ją zamówiła. Potem dobrnęła do toalety, gdzie spędziła kolejne długie minuty. Siedziała w kabinie, czekając, aż zostanie całkowicie sama, ale jak na złość ciągle wymieniały się tam grupki dziewczyn, a nie chciała, żeby ktoś zauważył ją w tym stanie. Kiedy w końcu drzwi zamknęły się za ostatnią, głośno plotkującą dziewczyną, zapadła głucha cisza. Uchyliła lekko drzwi kabiny, upewniając się, że nikt nie został, i czym prędzej ruszyła z zamiarem ucieczki na zewnątrz. Zapragnęła zażyć świeżego powietrza. W tym samym momencie do toalety weszły wszystkie dziewczyny z jej grupy. Zamilkły, uważnie się jej przyglądając.
– Dobrze się czujesz? – zagadnęła jedna z nich, od góry do dołu obrzucając ją uważnym spojrzeniem.
– Tak… Troszkę się zmęczyłam… – wymamrotała, siląc się na normalny ton głosu.
– Powinnaś znowu zatańczyć. Wtedy ci przejdzie! – stwierdziła ku rozpaczy Laury.
Pociągnęły ją za sobą, a Laura jak w zwolnionym tempie dała się im ponieść. Czuła się jeszcze gorzej. Nie miała siły ruszać nogami. Okropnie bolała ją głowa. Przez zamazany obraz ledwo widziała ludzi wokół, a muzyka doprowadzała ją do szału. Czuła się osaczona, zmęczona i przytłoczona. Nagle ktoś wypuścił parę, dzięki czemu przez krótki moment nikt wzajemnie się nie widział. Przestało jej na czymkolwiek zależeć. Miała tylko jeden cel. Uciec stąd. Jak najszybciej.
Nie czując nóg, pomknęła przez tłum, na nikogo nie zważając. A potem nareszcie wybiegła na dwór, mając tylko nadzieję, że nikt za nią nie podąży.
Nie oglądając się za siebie, ruszyła do przodu i skierowała się w stronę portu. Byle z dala od ludzi. Idąc wzdłuż kanału, nareszcie poczuła się wolna. Noc była piękna. Niektórzy oglądali się za nią, ale to nie miało znaczenia. Zdjęła szpilki i wbiegła na ciemną plażę, skąpaną jedynie blaskiem księżyca. Zanurzyła rękę w czarnej wodzie, a potem bezwiednie opadła na plecy i delektując się miękkim piskiem i widokiem tysiąca gwiazd, zapragnęła zostać tu całą noc.
Świat dookoła wirował, gdzieś w oddali słyszała rozmowy, ale nie czuła niepokoju. A potem ktoś nagle przerwał jej ten błogi sen na jawie. Widok gwiazd przysłoniła jej przerażona twarz Magdy.
– Co ty tu robisz?! – wysapała zszokowana.
Laura podniosła się błyskawicznie. Magda stała w osłupieniu, wpatrując się w nią z wybałuszonymi oczami. W duchu przeklinała samą siebie, że pozwoliła się przyłapać w tak głupiej sytuacji. Zdawała sobie sprawę, że nie jest w stanie wymyślić żadnego sensownego wytłumaczenia. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale zamiast tego wymamrotała coś niezrozumiałego. Mina Magdy wyraźnie żądała wyjaśnień.
Laura zaczęła gorączkowo otrzepywać się z piachu, starając się nie patrzeć jej w oczy. Nie mogła przecież udawać, że nic się nie stało. Nagle zbladła, gdy kątem oka spostrzegła, że Magda nie przybyła tu sama. Wraz z nią tę upokarzającą scenę oglądała większość osób, które poznała tu dziś wieczorem. Chyba jeszcze nigdy w życiu nie pragnęła tak bardzo zapaść się głęboko pod ziemię. Z piekącymi od wstydu policzkami utkwiła intensywny wzrok w podłożu. Czuła na sobie przeszywające spojrzenia kilkunastu ludzi, kompletnie nie mając pojęcia, co powinna teraz uczynić. Potworną ciszę przerwała w końcu Weronika, która podbiegła do niej z coraz bardziej powiększającej się widowni gapiów.
– Co się stało, kochanie? Źle się poczułaś? – zapytała łagodnym tonem. Laura wyczuła w nim szczerą troskę. – Zemdlałaś? – dodała wystraszona.
– Nie! – odparła stanowczo. – Po prostu zakręciło mi się w głowie.
– Na dzisiaj masz już dosyć. Potrzebujesz odpocząć. Musimy odwieźć cię do domu – zadecydowała Weronika, rozglądając się za sobą. – Poczekaj… zaraz coś wykombinuję.
Laurze przeszły ciarki po plecach. Nie podobało się jej określenie: „na dzisiaj masz już dosyć…”. W jakiś sposób ją poniżało, z drugiej strony była wdzięczna Weronice, że chce ją uwolnić od tego koszmaru, więc z ulgą przystała na jej propozycję.
W głowie szumiały jej te wszystkie szydercze głosy. Ktoś wybuchnął przytłumionym śmiechem. Krew boleśnie krążyła jej po całym ciele.
Weronika gdzieś dzwoniła.
– Jesteś samochodem? To świetnie… Mam prośbę… Mógłbyś na chwilę się wyrwać i odwieźć moją koleżankę do domu? Trochę źle się poczuła…
Laura wytężyła słuch, zastanawiając się, z kim rozmawia.
– Podjedź pod wejście na plażę. – Zakończyła rozmowę, po czym oznajmiła: – Mój brat cię odwiezie.
Laura zbladła. Poczuła, jak miękną jej nogi.
– Nie… – zaprotestowała głucho. – Nie chcę robić problemu. Wezmę taksówkę.
– Przestań! – odparła nieznoszącym sprzeciwu tonem. – Żaden problem.
„Jeszcze tylko tego brakowało…” – pomyślała z goryczą Laura. Uczucia wstydu i wściekłości kotłujące się w jej umyśle osiągnęły właśnie apogeum.
Czekała całą wieczność, zanim brat Weroniki zajechał swoim czarnym samochodem. Błysnął światłami, a potem powoli wysiadł, wytężając wzrok w ich kierunku. Szły odprowadzane przez wszystkie ciekawskie spojrzenia jak w ponurym pochodzie: Weronika na przodzie, a Laura za nią, asekurowana przez Magdę.
Brat Weroniki stał wyprostowany, wpatrując się w nie uważnym wzrokiem. Laura skinęła krótko głową. Nawet teraz nie mogła się oprzeć, aby obrzucić go przelotnym spojrzeniem. Miał piękną twarz. Odwróciła szybko głowę, gdy otworzył jej tylne drzwi samochodu. Poczuła ulgę. Zdecydowanie wolała odbyć tę upokarzającą podróż na tylnym siedzeniu. Lekko zatrzasnął za nią drzwi, po czym zwrócił się do Weroniki:
– Jedziesz z nami?
Weronika westchnęła. Przez przednie drzwi nachyliła się do Laury.
– Jak się czujesz? Chce ci się wymiotować?
Laura zaprzeczyła.
– Czuję się całkiem trzeźwa. Nad wszystkim panuję. Po prostu jestem zmęczona i trochę boli mnie głowa. Nie martwcie się.
Jedyne, czego pragnęła, to jak najszybciej uciec od tych wszystkich spojrzeń i zamknąć się w swoim pokoju.
– Poradzisz sobie sama?
Laura zrobiła przerażoną minę. Tego nie przewidziała. Omal nie wpadła w panikę. Wizja jazdy sam na sam z bratem Weroniki całkowicie ją dobiła. Była pewna, że Weronika pojedzie z nimi. Nie chciała jednak zepsuć wieczoru ani jej, ani Magdzie.
– Tak… – odparła w końcu, krzywo się uśmiechając. – Dziękuję ci bardzo.
Ruszył wolno z kamienną miną. Laura siedziała sztywno z lekko spuszczoną głową. Dopiero gdy wyjechali z portu, utkwiła beznamiętne spojrzenie w widok za oknem.
– To dokąd mam cię zawieźć? – odezwał się, odwracając lekko głowę.
– Folwarczna jeden. To gdzieś na obrzeżach Morska…
– Kojarzę – odpowiedział krótko.
Nastała krępująca cisza, a wraz z nią okropnie gęsta atmosfera. Laura kompletnie nie miała pojęcia, o czym mogłaby z nim porozmawiać. Nic nie przychodziło jej do głowy. Zresztą nie tylko jej. On również wyglądał, jakby czuł się wybitnie niekomfortowo. Nagle uświadomiła sobie, że nawet nie wie, jak ma na imię. Nie miała jednak śmiałości go o to zapytać. Wyglądało na to, że pomyślał o tym samym.
– Jak masz na imię? – zapytał.
– Laura.
– Michał.
– Miło mi.
Wymienili delikatne uśmiechy. W milczeniu jechali dalej. Laura, wciąż speszona, udawała, że szuka czegoś w torebce. Zorientowała się, że Michał obrzuca ją od czasu do czasu ukradkowymi spojrzeniami.
– Jak będziesz chciała, abym się zatrzymał, to daj znać – rzekł nagle.
– Nie będzie takiej potrzeby – odparła nieco chłodnym tonem.
„No tak… myśli, że zarzygam mu samochód…”
– Będziesz na jednym roku z moją siostrą, tak? – zapytał, patrząc na nią w lusterku.
– Tak… będziemy studiować ten sam kierunek – odpowiedziała trochę pewniejsza.
– Dlaczego zdecydowałaś się na uczelnię w Morsku?
– Od dziecka uwielbiałam morze. Chciałam studiować w nadmorskim mieście.
Laura stwierdziła, że przełamali pewnego rodzaju barierę. W każdym razie nie czuła się już skrępowana, więc zebrała się na odwagę i zapytała:
– A ty czym się zajmujesz?
– Studiuję nawigację.
– Też w Morsku?
Kiwnął w milczeniu głową.
– Chcesz pracować na morzu…?
– Tak… Do tego dążę… – przytaknął z powagą. – Morze to moja pasja. Chcę być jego częścią… A skąd pochodzisz? – dodał nagle.
– Z Wrocławia…
– Kawał drogi… – mruknął.
– W dzieciństwie byłam nad morzem tylko dwa razy, ale to wystarczało, abym się w nim zakochała. Chciałabym tu zostać – przerwała. – Wiem, wiem… to wszystko brzmi bardzo głupio.
– Podoba mi się to, co mówisz. To bardzo dobrze, że dążysz do spełnienia swoich marzeń – stwierdził.
Laura ze zdziwieniem zorientowała się, że są już prawie na miejscu. Wjeżdżali właśnie na drogę prowadzącą do pałacu.
– Zazdroszczę ci możliwości mieszkania w tym pięknym budynku – powiedział.
– Jestem tu dopiero pierwszy dzień. Nawet nie zdążyłam go jeszcze zwiedzić.
– Chciałbym go kiedyś obejrzeć od środka. No i zobaczyć park…
– Park? – Laura otworzyła szeroko oczy.
– Tak, znajduje się za pałacem. Czytałem o tym. Ta część Morska była kiedyś osobną wsią, którą z czasem wchłonięto w granicę miasta.
Zatrzymał się przed bramą.
– Bardzo dziękuję za podwiezienie. Głupio mi, że przerwałam ci wieczór. Mam nadzieję, że zdążysz jeszcze wrócić.
– Wieczór jak każdy inny. Nie chce mi się już dzisiaj tam wracać…
Laura wyszła z samochodu. Ku jej zdziwieniu Michał zrobił to samo. Wyglądało na to, że nie chce tak szybko się żegnać.
– Mieszkasz tu z tą koleżanką? – zapytał w końcu.
– Tak, z Magdą. Ale oprócz tego mieszkają tu jeszcze dwie kobiety, no i oczywiście właścicielka… Taka miła staruszka. Nazywa się Zofia Do…
– Domańska… – zakończył za nią.
– Zgadza się – odparła powoli. – Znasz ją?
– To znana postać w tym mieście.
– Naprawdę?
Pragnęła wyciągnąć od niego coś więcej, ale jakoś nie miała pomysłu, jakie zadać mu pytanie, poza tym miała wrażenie, że staruszka ich podsłuchuje. Nie do końca rozumiała, czego oczekiwał. Nie znali się dobrze. Nie mogła go przecież zaprosić do środka. Zofia mogłaby sobie tego nie życzyć.
– Dobranoc – rzekła stanowczym głosem. – Jeszcze raz dziękuję za pomoc.
Przekroczyła bramę i wolnym krokiem podążyła w kierunku drzwi, czując na plecach, jak Michał odprowadza ją wzrokiem. Wciąż stał przy samochodzie. W hallu paliło się blade światło stojącej w rogu lampy. Zanim zamknęła drzwi, obejrzała się jeszcze na chwilę, aby upewnić się, że wsiadł. Usłyszała, jak ruszył. Przez lekko uchylone drzwi patrzyła za czerwonymi światłami tyłu samochodu, póki nie zniknęły za zakrętem. Domknęła cicho drzwi, odwróciła się i omal nie krzyknęła, gdy w połowie schodów spostrzegła bacznie przyglądającą się jej Zofię. Ubrana była w długą, sięgającą ziemi koszulę nocną.
– Już wróciłaś? – zapytała dziwnym tonem. – A gdzie Magda?
– Tak… Miałam już dosyć – mimowolnie zaczęła się tłumaczyć. – Magda jeszcze została.
Zofia długo nic nie odpowiadała, patrząc na nią z góry wciąż tym samym, przenikliwym wzrokiem. Laura czuła, że dłużej tego nie wytrzyma, ale nie miała śmiałości tak po prostu odejść.
– Kim był ten chłopak, który cię odwiózł?
Nie podobało jej się to pytanie. Nie lubiła ciekawskich ludzi.
– To brat koleżanki. Zadeklarował, że mnie odwiezie – odpowiedziała z chłodną uprzejmością. Nie zamierzała dalej się tłumaczyć.
– Nie zaprosiłaś go do środka?
To pytanie zupełnie ją zaskoczyło.
– A mogłam? – wypaliła.
– Wręcz powinnaś…
– Wie pani, to ciekawe, ale on bardzo chciał obejrzeć park…
– Zatem mogłaś mu na to pozwolić.
– Jest ciemno. To nie miałoby sensu…
– Mam nadzieję, że niedługo go zaprosisz…
– Jeżeli nadarzy się okazja, chociaż wątpię…
Zofia przyglądała się jej jeszcze przez moment takim wzrokiem, jakby Laura czymś ją zawiodła.
– Dobranoc, pani Zofio – powiedziała w końcu Laura.
Lekko skinęła głową, po czym wolnym krokiem wspięła się na górę. Laura odczekała chwilę, a potem zdjęła szpilki i cicho weszła za nią na schody. Zatrzasnęła drzwi. Zrzuciła z siebie sukienkę i całą siłą woli przymusiła się, żeby wziąć prysznic. Najchętniej rzuciłaby się na łóżko i natychmiast zasnęła.
Wyszła z łazienki, czując lekki chłód. Zrzuciła z siebie ręcznik i zupełnie naga podeszła do szafy po piżamę. W lustrze dostrzegła odbicie Zofii. Głucho wrzasnęła, po czym padła na ziemię po ręcznik. Oplotła się nim, szczelnie patrząc na nią ze złością.
– Co pani tu robi? – wydyszała.
– Spokojnie, kochana. Przyniosłam ci ziołową herbatę. Bądź pewna, że jutro poczujesz się wspaniale.
Uśmiechnęła się szeroko i wyszła, zostawiając zupełnie oniemiałą Laurę.
Dziewczyna rzuciła się na łóżko. Myśli atakowały ją w każdym zakamarku umysłu. Znów zaczęła boleć ją głowa. Nie mogła zasnąć, choć zanim wzięła prysznic, ledwo stała na nogach. Magda wróciła po dwóch godzinach. Udała, że śpi. W końcu naprawdę zasnęła.