Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Dzieje starożytnych Chin - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
22 kwietnia 2026
4675 pkt
punktów Virtualo

Dzieje starożytnych Chin - ebook

Ta książka zabiera czytelnika w fascynującą podróż po starożytnych Chinach – od dnia, gdy Pierwszy Cesarz dynastii Qin zjednoczył ogromne imperium, wprowadzając nowe porządki. Spotkamy tu wielkich cesarzy i generałów, genialnych kronikarzy, a także intrygantów, zdrajców i kobiety o tragicznych losach.

To opowieść o władzy, ambicji i ludzkich dramatach, gdzie historia jawi się jako korowód prawdziwych postaci i wydarzeń, często bardziej zdumiewających niż najbardziej wymyślne scenariusze filmowe. Wszystko oparte na starożytnych kronikach – bez fikcji, za to z pełnym dramatyzmem i szaleństwem czasów, które kształtowały Chiny na zawsze.

Kategoria: Historia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-11-18870-9
Rozmiar pliku: 2,5 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WSTĘP

Niniej­sza publi­ka­cja jest kon­ty­nu­acją książki _Dzieje sta­ro­żyt­nych Chin – kro­niki pierw­szych dyna­stii_¹ obej­mu­ją­cej okres od cza­sów naj­daw­niej­szych do zjed­no­cze­nia kraju w 221 r. p.⁠n.⁠e. Koń­czyła się ona w dniu, w któ­rym zwy­cię­ski władca Qin ogło­sił się Pierw­szym Cesa­rzem – i w tym momen­cie także zaczyna się ta druga część opo­wie­ści o dzie­jach sta­ro­żyt­nych Chin. Uży­wam celowo słowa opo­wieść, gdyż moim celem było napi­sa­nie nie pod­ręcz­nika histo­rii, nie roz­prawy nauko­wej, nie powie­ści, lecz opo­wie­ści – praw­dzi­wej, gdyż książka ta nie zawiera fik­cji, ale zara­zem (mam nadzieję) pasjo­nu­ją­cej, utrzy­ma­nej w tonie, w któ­rym zazwy­czaj o histo­rii się nie pisze, w każ­dym razie nie ostat­nio. Trzy­ma­jąc się fak­tów, chcia­łem także, aby czy­ta­jący mógł doświad­czyć zgiełku i gniewu histo­rii.

Opis wyda­rzeń opiera się głów­nie na dwóch kla­sycz­nych sta­ro­żyt­nych chiń­skich kro­ni­kach Sima Qiana i Ban Gu, a także opra­co­wa­niach doty­czą­cych zna­le­zisk arche­olo­gicz­nych; frag­menty będące dosłow­nymi cyta­tami z kro­nik są zazna­czone kur­sywą. Pod­pie­ra­łem się także ana­li­zami wielu histo­ry­ków, głów­nie anglo­sa­skich i fran­cu­skich, piszą­cych o sta­ro­żyt­nych Chi­nach. Tam, gdzie ofe­ruję wła­sne prze­my­śle­nia, jest to zawsze zazna­czone. Praca nad tą książką trwała – z prze­rwami – od 2000 roku.

Okres tu opi­sany to przede wszyst­kim czas wiel­kiej zmiany, gdy dawne sie­dem Wal­czą­cych Kró­lestw (Czu, Han, Qi, Qin, Wei, Yan i Zhao), spo­śród któ­rych część miała za sobą ponad 800 lat histo­rii, prze­kształ­cono w jedno scen­tra­li­zo­wane impe­rium. Był to pro­ces dłu­go­trwały, burz­liwy i krwawy, gdyż nacje nie chcą umie­rać i jeśli pró­buje się je zmu­sić do utraty toż­sa­mo­ści, jedy­nym środ­kiem jest bru­talna siła. Jak zoba­czymy dalej, ostat­nia próba odtwo­rze­nia daw­nych kró­lestw została stłu­miona przez reżim cesar­ski ogniem i mie­czem dopiero bez mała 130 lat po ofi­cjal­nym zjed­no­cze­niu kraju. Kolejne sto lat to czasy defi­ni­tyw­nie sca­lo­nego impe­rium, które przy­nio­sły pod­da­nym naj­pierw okres Zło­tego Wieku, a następ­nie ciężki kry­zys i w rezul­ta­cie upa­dek dyna­stii Zachod­nich Han.

Dyna­stie Qin i Zachod­nich Han prze­mi­nęły, ale ich dzieło prze­trwało. Pod­czas tych 230 lat Chiny nie tylko się zjed­no­czyły, ale także roz­sze­rzyły swe tery­to­rium przez pod­bój sąsied­nich kra­jów. Usta­lone wtedy gra­nice świata chiń­skiego prze­trwały w zasa­dzie po dziś dzień, z wyjąt­kiem Tybetu i Man­dżu­rii, przy­łą­czo­nych dużo póź­niej, oraz pół­noc­nej Korei i pół­noc­nego Wiet­namu, które z cza­sem zdo­łały ode­rwać się od impe­rium. Rów­nież wtedy ukształ­to­wały się chiń­ska admi­ni­stra­cja i ofi­cjalna ide­olo­gia cesar­stwa, które w ogól­nym zary­sie, mimo wojen domo­wych i najaz­dów oraz zmian dyna­stii, prze­trwały do roku 1911!

Trzej wielcy władcy ode­grali naj­więk­szą rolę w opi­sy­wa­nym okre­sie. Byli to Pierw­szy Cesarz, który cał­ko­wi­cie zerwał z prze­szło­ścią, pra­gnąc zapew­nić pod­da­nym pokój po wie­kach nie­koń­czą­cych się wojen, cesarz Gaozu, pijak, pro­stak i pół­a­nal­fa­beta, ale także jeden z naj­chy­trzej­szych i naj­sku­tecz­niej­szych stra­te­gów i poli­ty­ków w dzie­jach Chin, wresz­cie Han Wudi, strasz­liwy tyran i jeden z naj­gor­szych ludzi, jacy wła­dali Kra­jem Środka, ale także demiurg, który dokoń­czył dzieła swych poprzed­ni­ków. Ludzie ci byli następ­nie inspi­ra­cją i wzo­rem do naśla­do­wa­nia dla wielu przy­szłych wybit­nych cesa­rzy, a także samego Mao, znawcy i miło­śnika sta­ro­żyt­nych chiń­skich kro­nik. Zapo­zna­nie się z ich dzie­jami i doko­na­niami pozwala lepiej zro­zu­mieć rów­nież dzi­siej­sze Chiny, które pod ofi­cjalną nazwą „repu­bliki ludo­wej” w isto­cie w dal­szym ciągu są cesar­stwem.

Dla­tego zachę­cam Cię, Drogi Czy­tel­niku, do odby­cia podróży w cza­sie i obej­rze­nia tego klu­czo­wego okresu chiń­skiej sta­ro­żyt­no­ści. Zobacz, jak w sto­licy nowo naro­dzo­nego cesar­stwa stają kolo­salne posągi Meta­lo­wych Ludzi, odlane z broni skon­fi­sko­wa­nej w pod­bi­tych Sze­ściu Kró­le­stwach. Towa­rzysz Pierw­szemu Cesa­rzowi pod­czas inspek­cji jego roz­le­głego władz­twa, w cza­sie któ­rych m.in. nagro­dził drzewo, uka­rał górę i nama­lo­wał kota. Zapo­znaj się z kuli­sami decy­zji tego władcy o spa­le­niu więk­szo­ści ksią­żek w kraju. Patrz ze zgrozą na kon­se­kwen­cje wyjazdu na urlop w towa­rzy­stwie nie­wła­ści­wego syna i jesz­cze bar­dziej nie­od­po­wied­niego eunu­cha. Zasiądź wśród gości na Uczcie przy Bra­mie Łabę­dzia i Gęsi, która prze­są­dzi o losach Chin głów­nie dla­tego, że gospo­darz pozo­sta­nie trzeźwy, cho­ciaż tego dnia lepiej by zro­bił, gdyby się upił.

Oto krwawa łuna unosi się nad sto­licą ogrom­nego impe­rium, któ­rej lud­ność jest gnana w nie­wolę. Pożar obser­wują dwaj główni uczest­nicy Pościgu za Rączym Jele­niem, ary­sto­krata i pijany chłop. Już wkrótce sto­czą mor­der­czą walkę o wła­dzę nad Wszyst­kim, Co Jest Pod Nie­bem, a jed­nym z jej epi­zo­dów będzie wyprawa Pię­ciu Panów po naj­więk­szy harem w dzie­jach Chin. Gdy wojna ta się skoń­czy, kraj będzie tak spu­sto­szony, że zwy­cięzca nie znaj­dzie czte­rech koni takiej samej maści do swego zaprzęgu. Wśród pro­ta­go­ni­stów tego apo­ka­lip­tycz­nego kon­fliktu będzie m.in. czło­wiek, który swego czasu zbó­jo­wał po gościń­cach w prze­rwach mię­dzy węd­ko­wa­niem; zosta­nie on z cza­sem gene­ra­łem, potem kró­lem roz­le­głej domeny, skoń­czy zaś zape­klo­wany w stu sło­ikach roze­sła­nych po całym impe­rium.

Czy sły­szysz ten tętent kopyt? Wiesz­czy on przy­by­cie do Chin po raz pierw­szy wiel­kiej armii kon­nej z Kra­iny Dymu i Wil­czego Łajna; po niej nadej­dzie wiele następ­nych. Upły­nie 150 lat, zanim cesa­rze zdo­łają upo­rać się z plagą najaz­dów koczow­ni­ków ste­po­wych. Oba­wia­jący się o swe życie władcy wasalni pod­no­szą bunt – tak zaczyna się Rebe­lia Sied­miu Kró­lestw, rodowa wróżda godna pióra Szek­spira. Nasto­letni chło­piec buszu­jący po pała­co­wej biblio­tece znaj­duje półkę z „nie­pra­wo­myśl­nymi” doku­men­tami i – rzecz jasna – prze­czyta je wszyst­kie. Da to w rezul­ta­cie pod­boje i grun­towną reformę pań­stwa, ale ceną tych osią­gnięć będą morze krwi i ocean łez. Przy oka­zji zosta­nie także spraw­dzone, czy można zwal­czać suszę ugo­to­wa­niem mini­stra finan­sów.

Sta­rze­jący się, okrut­nie oka­le­czony męż­czy­zna, żyjący w ubó­stwie i upo­ko­rze­niu, drżącą ręką pisze pędzel­kiem na bam­bu­so­wej deseczce ostat­nie słowa _Zapi­sków histo­ryka_, jed­nego z naj­więk­szych dzieł histo­rycz­nych wszech­cza­sów, które skąd­inąd figu­ruje na pocze­snym miej­scu wśród źró­deł niniej­szej pracy. Życie tego wybit­nego czło­wieka już się koń­czy, ale jego nie­śmier­telna sława dopiero się zaczyna.

Przy­słu­chajmy się Deba­cie o Soli i Żela­zie, brzmią­cej zadzi­wia­jąco współ­cze­śnie, w któ­rej spie­rają się ówcze­śni chiń­scy libe­ra­ło­wie z nacjo­na­li­stami. Dys­ku­sja ta, roz­po­częta w I w. p.⁠n.⁠e., potrwa w Chi­nach dłu­gie stu­le­cia, nawet gdy powszech­nie znie­na­wi­dzone pań­stwowe mono­pole solny i żela­zny będą już tylko wspo­mnie­niem. W isto­cie w pew­nym sen­sie trwa ona po dziś dzień – i to nie tylko w Chi­nach…

Nad­cho­dzi Złoty Wiek – ale jest krótki, trwa tylko 50 lat. Następ­nie, po całej serii cesa­rzy i regen­tów pra­co­wi­tych i wybit­nych (acz­kol­wiek czę­sto okrut­nych), na tron wstę­pują kolejno dwaj ludzie nie­wła­ściwi. Jed­no­cze­śnie potwór nisz­czący od zara­nia dzie­jów dyna­stie i impe­ria na wszyst­kich kon­ty­nen­tach wypełza z lego­wi­ska, po czym zaczyna poże­rać rów­no­wagę budże­tową, sys­tem prawny i pokój spo­łeczny – jego budzące grozę imię brzmi „kwe­stia agrarna”. Na fali tego podwój­nego kry­zysu dyna­stia Zachod­nich Han upada i na tron wstę­puje nowy cesarz, czło­wiek wybitny, witany z entu­zja­zmem zarówno przez wykształ­cone elity, jak i zwy­kłych zja­da­czy chleba. Na tym ten etap opo­wie­ści się skoń­czy.

Oto jest podróż, do jakiej Cię zapra­szam, Drogi Czy­tel­niku. Jeśli jesteś zain­te­re­so­wany, odwra­ca­jąc następną stronę, popuść wodze wyobraźni i nad­staw ucha. Być może usły­szysz łopot na wie­trze tysięcy czar­nych sztan­da­rów wcią­ga­nych na maszty na ogrom­nym obsza­rze jako sym­bol końca trwa­ją­cych od stu­leci nie­ustan­nych wojen i nasta­nia nowych cza­sów, które w zamy­śle ówcze­snego władcy miały przy­nieść ludziom powszechny i trwały pokój, rów­ność wobec prawa, wol­ność od stra­chu przed gło­dem i ban­dy­tami tudzież ochronę przed nisz­czy­ciel­skimi raj­dami bar­ba­rzyń­ców.Jak ocenić rządy i dzieło Pierwszego Cesarza?

Qin Szi­hu­angdi, Pierw­szy Dostojny Cesarz z Dyna­stii Qin, to jedna z naj­waż­niej­szych postaci w dzie­jach Chin, wsze­lako o jego pano­wa­niu wia­domo w grun­cie rze­czy nie tak wiele. Prak­tycz­nie jedyny prze­kaz o Pierw­szym Cesa­rzu, jaki zacho­wał się do naszych cza­sów, to _Zapi­ski Histo­ryka_, wielka, wspa­niale napi­sana kro­nika Sima Qiana. Pisał on sto lat póź­niej, gdy żyli jesz­cze ludzie, któ­rych rodzice i dziad­ko­wie pamię­tali tego władcę, przez co sły­szeli opo­wie­ści o nim, gdy byli mło­dzi. Sam histo­ryk wywo­dził się z rodu, któ­rego człon­ko­wie słu­żyli Pierw­szemu Cesa­rzowi i żyli na dwo­rze w Xia­ny­ang; można przy­jąć za pew­nik, że wiele się o tym nasłu­chał od naj­star­szych człon­ków klanu. Kro­ni­karz poczy­nił ewi­dent­nie wielki wysi­łek, aby zebrać tyle świa­dectw z dru­giej i trze­ciej ręki, ile mógł, miał także do dys­po­zy­cji doku­menty zacho­wane w archi­wum cesar­skim z wcale prze­cież nie tak daw­nych cza­sów. W cza­sie swych podróży po impe­rium w poszu­ki­wa­niu śla­dów prze­szło­ści na pewno dotarł także do kamien­nych inskryp­cji i roz­sy­ła­nych do pro­win­cji mani­fe­stów Pierw­szego Cesa­rza, któ­rych tek­sty następ­nie zagi­nęły w pomroce dzie­jów. Dzięki jego kro­nice dys­po­nu­jemy ogól­nym opi­sem życia i pano­wa­nia Qin Szi­hu­angdi – wsze­lako, jak zasy­gna­li­zo­wano wyżej, tekst doty­czący czę­ści tego okresu jest bar­dzo zdaw­kowy.

Dzieło Sima Qiana, rzecz jasna, nie jest źró­dłem bez­stron­nym i obiek­tyw­nym z trzech powo­dów. Po pierw­sze, kro­nik histo­rycz­nych bez­stron­nych i obiek­tyw­nych nie ma. Po dru­gie, kro­nikarz był urzęd­ni­kiem piszą­cym ofi­cjalną histo­rię na roz­kaz wszech­po­tęż­nego władcy, cesa­rza Wu (o któ­rym obszer­nie dalej), potomka czło­wieka, który wal­czył z reżi­mem stwo­rzo­nym przez Pierw­szego Cesa­rza. Dzieło Sima Qiana było kon­tro­lo­wane nie tylko przez cen­zo­rów, ale także oso­bi­ście przez cesa­rza, któ­remu zale­żało, aby ofi­cjalny zapis histo­ryczny uza­sad­niał utratę wła­dzy przez dyna­stię Qin jej nie­go­dzi­wo­ściami.

Trzeci powód, dla któ­rego dzieła Sima Qiana nie spo­sób uznać za obiek­tywne, jest para­dok­salny. Ten wybitny inte­lek­tu­ali­sta (w naj­lep­szym tego słowa zna­cze­niu) był kry­tycz­nie nasta­wiony do poli­tyki swego chle­bo­dawcy i dał temu wyraz w pisa­nej przez sie­bie ofi­cjal­nej histo­rii. W isto­cie wydaje się, że nie­które frag­menty opisu cza­sów Qin Szi­hu­angdi są ukrytą kry­tyką cesa­rza Wu. Ten ostatni wsze­lako był zafa­scy­no­wany Pierw­szym Cesa­rzem i w swych poczy­na­niach wzo­ro­wał się na nim, nie chciał więc, aby opi­sano go w zbyt czar­nych bar­wach. Tym samym autor i wydawca _Zapi­sków histo­ryka_ pro­wa­dzili podwójną grę. Histo­ryk pisał o Pierw­szym Cesa­rzu, ale prze­my­cał także w tek­ście alu­zje pod adre­sem swego władcy. Cesarz Wu potrze­bo­wał potę­pie­nia Pierw­szego Cesa­rza, jed­no­cze­śnie jed­nak nie chciał pogrą­żać swego idola i musiał uwa­żać, żeby kry­tyka ta nie sta­no­wiła oskar­że­nia jego wła­snych rzą­dów! W rezul­ta­cie część kro­niki Sima Qiana poświę­cona Pierw­szemu Cesa­rzowi przy­po­mina przed­miot wyku­wany jed­no­cze­śnie przez dwóch rywa­li­zu­ją­cych ze sobą kowali, obu cier­pią­cych na roz­dwo­je­nie jaźni…

Oprócz ską­po­ści źró­deł, kolejną prze­szkodą w oce­nie Pierw­szego Cesa­rza jest podział jego pano­wa­nia na dwa dia­me­tral­nie różne okresy. Z zapisu w kro­ni­kach wynika, iż przez pierw­sze sześć lat po zakoń­cze­niu pod­bo­jów cesarz dużo refor­mo­wał i inwe­sto­wał, ale nie gnę­bił ludzi, w każ­dym razie nie bar­dziej niż rządy Sze­ściu Kró­lestw, które zastą­pił. Następ­nie wsze­lako doszło nie­mal z dnia na dzień do zwrotu o 180 stopni – kolejne pięć lat to gwał­towne przy­spie­sze­nie wiel­kich prac, nało­że­nie dodat­ko­wych obcią­żeń na lud­ność oraz bru­talna kam­pa­nia ter­roru prze­ciw wszel­kim kry­ty­kom nowych porząd­ków.

Ta nie­spój­ność poczy­nań Pierw­szego Cesa­rza spra­wia, iż jego pano­wa­nie zawiera liczne ele­menty pozy­tywne i rów­nie liczne nega­tywne. To z kolei pozwala oce­niać go instru­men­tal­nie, kła­dąc akcent raz na jedne aspekty jego rzą­dów, kiedy indziej na inne, według potrzeb chwili i zgod­nie z aku­rat obo­wią­zu­jącą linią. Chiń­scy histo­rycy mark­si­stow­scy począt­kowo opi­sy­wali go w jak naj­czar­niej­szych bar­wach, ale po tym, jak w 1949 r. komu­ni­ści wygrali wojnę domową, nar­ra­cja została zmie­niona i akcent poło­żono na zjed­no­cze­nie kraju i reformy ustro­jowe. Jego zbrod­nie zaczęto wtedy rela­ty­wi­zo­wać i w końcu zeszły w ofi­cjal­nej nar­ra­cji na drugi plan, jako swego rodzaju nie­zbędny koszt moder­ni­za­cji. Naj­da­lej posu­nął się w tym Mao, mówiąc z lek­ce­wa­że­niem w cza­sie rewo­lu­cji kul­tu­ral­nej: _Mówi­cie, że Pierw­szy Cesarz pocho­wał żyw­cem 460 uczo­nych? Wielka mi rzecz – ja pocho­wałem ich 46 tysięcy!_ Rów­nież obec­nie, od 2012 r., gdy wła­dzę w Chi­nach objął pre­zy­dent Xi Jin­ping, ofi­cjalna linia, któ­rej muszą trzy­mać się chiń­scy histo­rycy, pod­kre­śla zwłasz­cza pozy­tywne aspekty pano­wa­nia Qin Szi­hu­angdi, w tym prze­kształ­ce­nie Chin w super­mo­car­stwo.

Jesz­cze innym pro­ble­mem jest zagłu­sza­nie histo­rii przez pseu­do­hi­sto­rię. Pierw­szy Cesarz był w swych cza­sach naj­po­tęż­niej­szym czło­wie­kiem na świe­cie, przez co jesz­cze za życia zaczęła nara­stać wokół niego legenda, która z cza­sem prze­ro­dziła się wręcz w mito­lo­gię. Zja­wi­sko to zyskało nowe paliwo, gdy w XX w. odkryto jego tera­ko­tową armię. Nawet ludzie nie­zbyt zain­te­re­so­wani histo­rią z reguły coś o tym władcy sły­szeli i czę­sto są chętni, aby usły­szeć wię­cej, zwłasz­cza jeśli będzie to coś sen­sa­cyj­nego. W kon­se­kwen­cji na Pierw­szym Cesa­rzu można zaro­bić, gdyż nie­ważne, co się na jego temat napi­sze, nakręci, nary­suje etc., i tak na pewno się to sprzeda, nawet jeśli odcho­dzi kom­plet­nie od źró­deł histo­rycz­nych. Nawet naj­lep­szy (w opi­nii piszą­cego te słowa) film, jaki kie­dy­kol­wiek nakrę­cono o Pierw­szym Cesa­rzu, _Cesarz i mor­derca_ (1998) wybit­nego reży­sera Czena Kaige, dopi­suje do czar­nej legendy władcy zbrod­nię nie­fi­gu­ru­jącą w żad­nym zna­nym prze­ka­zie³². Ten pseu­do­hi­sto­ryczny szum infor­ma­cyjny nie uła­twia oceny pano­wa­nia Qin Szi­hu­angdi.

Pewne fakty są wsze­lako jasne, oczy­wi­ste i nie pod­le­gają dys­ku­sji. Pierw­szym i naj­waż­niej­szym z nich jest to, iż pod­bój Sze­ściu Kró­lestw przy­niósł całej lud­no­ści Chin powszechny pokój wewnętrzny, zja­wi­sko w okre­sach Wio­sen i Jesieni oraz Wal­czą­cych Kró­lestw prak­tycz­nie nie­znane. Przez 550 lat trwały nie­usta­jące wojny mię­dzy chiń­skimi pań­stwami i oto nagle przez 11 lat pano­wa­nia Pierw­szego Cesa­rza nastał pokój. Ow­szem, impe­rium pro­wa­dziło wojnę na dale­kim połu­dniu i na pół­noc­nym pogra­ni­czu, ale w samym cesar­stwie zgiełk bitewny wresz­cie ustał.

Drugą wielką korzy­ścią było ujed­no­li­ce­nie prawa, pie­nią­dza, miar i wag, znie­sie­nie gra­nic i barier wewnętrz­nych. Nawet jeśli ide­olo­gicz­nie reżim Qin był od cza­sów Szang Yanga nie­chętny kup­com, utoż­sa­mia­nym ze spe­ku­lan­tami, powsta­nie na ogrom­nym obsza­rze jed­no­li­tego rynku, opar­tego na wspól­nej walu­cie, jasnym i obo­wią­zu­ją­cym wszyst­kich kodek­sie praw­nym oraz stan­dar­do­wych mia­rach i wagach, zawsze sty­mu­luje wzrost gospo­dar­czy, a co za tym idzie pozwala więk­szej ilo­ści ludzi wyrwać się z nędzy i żyć god­niej. Z dru­giej wsze­lako strony wpro­wa­dze­nie ogól­no­kra­jo­wego sys­temu obo­wiąz­ko­wych pasz­por­tów wewnętrz­nych, bez któ­rych nie wolno było podró­żo­wać mię­dzy pro­win­cjami, osła­biło efekt tej reformy.

Ujed­no­li­ce­nie admi­ni­stra­cji także uła­twiło życie pod­da­nych, zastę­pu­jąc skom­pli­ko­waną sieć powią­zań wasal­nych jed­no­li­tym sys­te­mem urzę­dów i sądów. Co wię­cej, dzięki maso­wemu nabo­rowi do licz­nej admi­ni­stra­cji impe­rial­nej wielu ludzi niskiego pocho­dze­nia uzy­skało szansę, aby awan­so­wać w hie­rar­chii spo­łecz­nej. Scen­tra­li­zo­wana admi­ni­stra­cja impe­rium pozwa­lała także sku­tecz­niej pro­wa­dzić wiel­kie roboty publiczne: iry­ga­cję i melio­ra­cję, aby pozy­skać nowe tereny rolne, kon­ser­wa­cję wałów prze­ciw­po­wo­dzio­wych, roz­bu­dowę kana­łów żeglow­nych i wzno­sze­nie wiel­kich spi­chle­rzy pań­stwo­wych, nie­zbęd­nych do sku­tecz­nego dostar­cza­nia żyw­no­ści do pro­win­cji dotknię­tych suszą, powo­dzią, wyro­je­niem sza­rań­czy lub inną kata­strofą. Z dru­giej wsze­lako strony roz­bu­do­wany sys­tem admi­ni­stra­cyjny był kosz­towny, pro­ce­dury biu­ro­kra­tyczne doty­czące prak­tycz­nie każ­dego aspektu życia dokucz­liwe, a ze względu na rady­kalną cen­tra­li­za­cję pań­stwa cze­ka­nie na decy­zję sto­licy cza­sami trwało długo.

Wielką korzy­ścią dla lud­no­ści wiej­skiej było wywłasz­cze­nie na tere­nach pod­bi­tych Sze­ściu Kró­lestw wiel­kich wła­ści­cieli ziem­skich i roz­da­nie ich tere­nów bez­rol­nym chło­pom. Dzięki temu posu­nię­ciu nowy reżim pozy­skał, przy­naj­mniej na początku pano­wa­nia Pierw­szego Cesa­rza, wielu zwo­len­ni­ków, a polep­sze­nie sytu­acji mate­rial­nej wiel­kich rze­szy ludzi żyją­cych dotąd w bie­dzie dodat­kowo nakrę­ciło koniunk­turę. Tak rady­kalna reforma rolna spra­wiła jed­nak także, iż szlachta i ary­sto­kra­cja z pod­bi­tych kra­jów pałały śmier­telną wro­go­ścią do nowych porząd­ków – a były to dzie­siątki tysięcy ludzi, któ­rych główną funk­cją spo­łeczną była walka zbrojna…

Innym waż­nym punk­tem na plus Qin Szi­hu­angdi jest sto­sun­kowo łagodny cha­rak­ter jego rzą­dów aż do 214 r. p.⁠n.⁠e. Pod­bój Sze­ściu Kró­lestw w latach 230–221 p.⁠n.⁠e. był wiel­kim i krwa­wym przed­się­wzię­ciem, ale nic nie wska­zuje, aby doszło w tym cza­sie do wiel­kich masakr lud­no­ści cywil­nej lub maso­wego bra­nia w jasyr. Także zde­kla­so­wani szlach­cice i ary­sto­kraci nie zostali wybici ani znie­wo­leni, lecz pozwo­lono im żyć swo­bod­nie jako zwy­kłym „czar­no­gło­wym”. Władcy pod­bi­tych kra­jów wraz z żonami i dziećmi zostali prze­wie­zieni do Qin i nie mogli opusz­czać Kraju za Prze­łę­czami, ale rezy­do­wali w pała­cach, nie w lochach. Pomniejsi człon­ko­wie kla­nów kró­lew­skich z pod­bi­tych państw wie­dli po 221 r. p.⁠n.⁠e. pro­ste, ale wolne życie ryba­ków, paste­rzy, rol­ni­ków lub rze­mieśl­ni­ków tam, gdzie chcieli.

Rządy Qin Szi­hu­angdi nad zjed­no­czo­nym impe­rium trwały 11 lat i pierw­sze sześć z nich jawi się jako okres pomyślny. Wydaje się, że Pierw­szy Cesarz i jego mini­stro­wie naprawdę wie­rzyli w to, co gło­siła ich uwiecz­niona na kamien­nych kolum­nach dok­tryna. Władca regu­lar­nie podró­żo­wał po pań­stwie i patrzył urzęd­ni­kom na ręce. Pra­co­wał ciężko i ewi­dent­nie to lubił. Nie miał lito­ści dla prze­stęp­ców popeł­nia­ją­cych poważne zbrod­nie, ale potra­fił być wyro­zu­miały wobec innych wino­waj­ców. Przy­po­mnijmy, że podróż po pół­nocy impe­rium w 215 r. p.⁠n.⁠e. ujaw­niła, iż w daw­nych kra­jach Zhao i Yan jego edykty igno­ro­wano, zaś miej­scowa admi­ni­stra­cja była sko­rum­po­wana i bez­czynna; nie doszło jed­nak do czystki, władca poprze­stał na zago­nie­niu urzęd­ni­ków do pracy.

To pro­wa­dzi do kolej­nego punktu – oceny Pierw­szego Cesa­rza jako czło­wieka. Nie wydaje się, aby wyróż­niał się on szcze­gól­nym okru­cień­stwem na tle współ­cze­snych mu wład­ców. W tych cza­sach w każ­dym chiń­skim pań­stwie walka o byt na szczy­cie wła­dzy była per­ma­nentna i bez­li­to­sna, zaś każdy moment sła­bo­ści lub braku czuj­no­ści mógł przy­nieść zagładę nie tylko samemu panu­ją­cemu, ale także całemu jego rodowi. Przy­po­mnijmy tu, że jesz­cze w 238 r. p.⁠n.⁠e. młody król Zheng, gdy był jesz­cze tylko władcą Qin, musiał sto­czyć roz­pacz­liwą walkę o wła­dzę i życie z frak­cją, któ­rej przy­wód­cami byli jego wła­sna matka i jej kocha­nek Lao Ai³³. Wiel­kie pora­chunki, jakie nastą­piły po jego – nie­ła­twym – zwy­cię­stwie w tej krwa­wej kon­fron­ta­cji nie były niczym nad­zwy­czaj­nym w tych cza­sach; skąd­inąd część sze­re­go­wych człon­ków wro­giego obozu zacho­wała życie i po trzech latach zsyłki mogła nawet powró­cić z bani­cji. Rów­nież eli­mi­na­cja w 235 r. p.⁠n.⁠e. byłego kanc­le­rza Lu Buwei³⁴ była dla króla Zheng koniecz­no­ścią, gdyż nie mógł tole­ro­wać ist­nie­nia w swoim pań­stwie ośrodka opo­zy­cyj­nego, wokół któ­rego gro­ma­dzili się jego prze­ciw­nicy.

Cesarz potra­fił wyba­czać, jak w przy­padku opi­sa­nych wyżej szlach­ci­ców z Qin, któ­rzy poparli jego wroga Lao Ai i bez­czyn­nych urzęd­ni­ków z kra­jów Zhao i Yan, ale także w przy­padku pała­co­wych sług i eunu­chów, któ­rzy dopu­ścili się nad­użyć (jak Zhao Gao). Potra­fił także zacho­wać umiar w sank­cjach. Pier­wo­rod­nego syna i następcę tronu, który zapro­te­sto­wał prze­ciw jego poli­tyce, uka­rał hono­ro­wym wygna­niem³⁵. Gdy jego krewni i mini­stro­wie rzu­cili mu otwarte wyzwa­nie, żąda­jąc zmiany fun­da­men­tal­nej poli­tyki cesar­stwa poprzez powrót do tra­dy­cyj­nych prak­tyk rzą­dze­nia, Qin Szi­hu­angdi kazał spa­lić sta­ro­żytne księ­go­zbiory – ale żad­nego z opo­nen­tów nie pozba­wił życia.

Oprócz spa­le­nia ksią­żek egze­ku­cja nadwor­nych „uczo­nych” jest zbrod­nią, którą naj­czę­ściej cytuje się jako dowód na sza­leń­stwo i okru­cień­stwo Pierw­szego Cesa­rza. Z kro­niki Sima Qiana wynika jed­nak, że ofia­rami tego wybu­chu gniewu cesa­rza padli przede wszyst­kim szar­la­tani, któ­rzy zwo­dzili władcę per­spek­ty­wami zna­le­zie­nia nowych lekarstw, a nawet „elik­siru nie­śmier­tel­no­ści”, pod­czas gdy w rze­czy­wi­sto­ści pro­wa­dzili _dolce vita_ za jego pie­nią­dze, nie dając nic w zamian. Wyłu­dze­nie pie­nię­dzy od władcy i wpro­wa­dze­nie go w błąd były w sta­ro­żyt­nych Chi­nach jed­no­znaczne ze zdradą stanu, a co za tym idzie zbrod­nią karaną śmier­cią, edykt cesar­ski nie był więc czymś nad­zwy­czaj­nym. W cza­sach póź­niej­szych, gdy wład­com odpo­wia­dało przed­sta­wie­nie Pierw­szego Cesa­rza jako sza­leńca i potwora, ofiary tej czystki zaczęto przed­sta­wiać jako mędr­ców i znaw­ców sta­ro­żyt­nych nauk, któ­rzy swo­imi radami i kry­ty­ko­wa­niem jego nad­użyć ścią­gnęli na sie­bie gniew despoty – z cza­sem zaczęto nawet czcić wszyst­kie ofiary maso­wej egze­ku­cji z 212 r. p.⁠n.⁠e. jako „męczen­ni­ków kon­fu­cja­ni­zmu”. Wer­sja ta stoi w sprzecz­no­ści z prze­ka­zem Sima Qiana, jedy­nej sta­ro­żyt­nej kro­niki opi­su­ją­cej pano­wa­nie Pierw­szego Cesa­rza zacho­wa­nej do naszych cza­sów. Prawdą jest jed­nak, iż wśród ludzi wtedy stra­co­nych byli także auten­tyczni kon­fu­cjań­scy eru­dyci, któ­rych tor­tu­ro­wani alche­micy i cza­row­nicy obcią­żyli w śledz­twie, pró­bu­jąc rato­wać wła­sną skórę.

Wszyst­kie opi­sane powy­żej czyn­niki spra­wiły, że w cza­sie pano­wa­nia Qin Szi­hu­angdi nie było ŻAD­NYCH ZNA­CZĄ­CYCH BUN­TÓW prze­ciw jego reżi­mowi. Z kro­niki Sima Qiana jasno wynika, że spo­ra­dyczny zbrojny opór po 221 r. p.⁠n.⁠e. sta­wiali przede wszyst­kim zruj­no­wani przez reżim Qin szlach­cice i ary­sto­kraci, ale zwy­kli ludzie zna­leźli swe miej­sce w ramach nowego porządku. Brak popar­cia ze strony lud­no­ści wiej­skiej spra­wił, że prak­tycz­nie wszyst­kie zbrojne grupy prze­ciwników nowych porząd­ków musiały się w końcu roz­pro­szyć, a ich człon­ko­wie ukryli broń i prze­szli do kon­spi­ra­cji.

Jed­nak skoro było tak dobrze, to dla­czego było tak źle? Jak opi­sano wyżej, ostat­nie pięć lat pano­wa­nia Qin Szi­hu­angdi w znacz­nej mie­rze zni­we­czyło jego wcze­śniej­sze pozy­tywne doko­na­nia. Pośpiech, z jakim władca zaczął pro­wa­dzić swoje pro­jekty, i jed­no­cze­sne zwięk­sze­nie ilo­ści wiel­kich robót publicz­nych weszły w reak­cję z roz­bu­do­waną i sprawną admi­ni­stra­cją i tym samym na chiń­skich pod­da­nych spadł nowy rodzaj prze­śla­dowcy – bez­duszny apa­rat pań­stwowy wyko­nu­jący pole­ce­nia odle­głej wła­dzy będą­cej dla zwy­kłego czło­wieka abs­trak­cją. Ucisk ze strony cesar­skich urzęd­ni­ków z nawiązką zastą­pił wszel­kie cier­pie­nia, jakich daw­niej chiń­ski gmin mógł doznać od admi­ni­stra­cji kró­lew­skich lub miej­sco­wych feu­da­łów. Surowe prawa Pierw­szego Cesa­rza, mające zagwa­ran­to­wać pokój wewnętrzny i ukró­cić ban­dy­tyzm, zaczęły być teraz wyko­rzy­sty­wane przez guber­na­to­rów pro­win­cji jako narzę­dzie do zgro­ma­dze­nia dar­mo­wej siły robo­czej i wypeł­nie­nia kon­tyn­gen­tów „ochot­ni­ków” do kolo­ni­za­cji nowo pod­bi­tych tery­to­riów. Wyda­nie w 213 r. p.⁠n.⁠e. edyktu zaka­zu­ją­cego wszel­kiej kry­tyki reżimu, a nawet dys­ku­to­wa­nia o daw­nych tra­dy­cjach, pod groźbą kary śmierci (naj­czę­ściej zamie­nia­nej na katorgę), było już samo w sobie cięż­kim błę­dem, gdyż poprzez ster­ro­ry­zo­wa­nie lud­no­ści i sze­rzącą się plagę dono­si­ciel­stwa prze­pis ten kom­plet­nie zatruł atmos­ferę w kraju. Uży­cie go do maso­wych aresz­to­wań, pozwa­la­ją­cych obró­cić dzie­siątki, a póź­niej wręcz setki tysięcy ludzi w _de facto_ nie­wol­ni­ków, pozba­wiło reżim Qin popar­cia więk­szo­ści pod­da­nych.

Sam władca i jego mini­stro­wie mało dbali o to, co będą myśleć o nich szlach­cice z Sze­ściu Kró­lestw lub uczeni kon­fu­cja­ni­ści – uwa­żali za to, że jeśli uda im się zbu­do­wać jed­no­lite, trwałe i silne pań­stwo, dba­jące o wszyst­kich pod­da­nych, zostaną zapa­mię­tani jako wielcy ludzie. Dla­tego w mani­fe­stach ide­olo­gicz­nych wyry­tych na kamien­nych kolum­nach Qin Szi­hu­angdi odwo­ły­wał się do zwy­kłych zja­da­czy chleba, „ludu czar­no­gło­wego”, któ­rego los chyba szcze­rze leżał mu na sercu, przy­naj­mniej w pierw­szych latach pano­wa­nia. Jak więc osą­dzili Pierw­szego Cesa­rza „czar­no­głowi”?

W kro­ni­kach histo­rycz­nych rzadko daje się głos ludziom z gminu, ska­zu­jąc ich tym samym w zasa­dzie na wieczne mil­cze­nie. Ale czy jest tak naprawdę? Wbrew pozo­rom „lud czar­no­głowy” zawsze i wszę­dzie znaj­do­wał spo­sób, aby pozo­sta­wić swą opi­nię o danych cza­sach i ludziach, któ­rzy wtedy spra­wo­wali wła­dzę i decy­do­wali o jego losie. W legen­dach, baj­kach, klech­dach, przy­po­wie­ściach, przy­sło­wiach, pio­sen­kach i przy­śpiew­kach, rymo­wan­kach i wyli­czan­kach, wier­szach, dow­ci­pach i wszyst­kich innych for­mach folk­loru ludo­wego znaj­duje się także osąd wład­ców i panu­ją­cych w daw­nych cza­sach porząd­ków – i jest to prze­sła­nie zaska­ku­jąco trwałe, trud­niej­sze czę­sto do znisz­cze­nia niż spi­sane kro­niki lub nawet wyryte na kamie­niu pro­kla­ma­cje. Kro­niki płoną, kamienne obe­li­ski są roz­bi­jane, ale echa daw­nych cza­sów pozo­stają ukryte w świa­do­mo­ści zbio­ro­wej, tak jak ślady prze­szło­ści zacho­wują się w sło­jach sta­rych drzew i war­stwach geo­lo­gicz­nych skał. Tak jak drzewa i kamie­nie, chiń­ski gmin z cza­sów sta­ro­żyt­nych, choć na pozór niemy, prze­cho­wał pamięć o Pierw­szym Cesa­rzu do dziś, świa­dec­two rów­nie dobitne co kro­niki spi­sane na jedwa­biu przez eru­dy­tów, nie­moż­liwy do stłu­mie­nia głos mil­czą­cych i nie­odwo­łalny wer­dykt bez­sil­nych. Oddajmy więc ostat­nie słowo w roz­wa­ża­niach o życiu i doko­na­niach Qin Szi­hu­angdi wła­śnie „czar­no­głowym”, do któ­rych osądu sam władca się odwo­ły­wał. Ist­nieje mnó­stwo legend i podań o cza­sach Pierw­szego Cesa­rza, ale jedna z nich wysuwa się na czoło, zarówno pod wzglę­dem popu­lar­no­ści, jak i siły prze­sła­nia.

Legenda o damie Meng Jian­gnu

Pierw­szy Cesarz roz­ka­zał wznie­sie­nie na pół­noc­nej gra­nicy Muru Dzie­się­ciu Tysięcy Li. Na jego roz­kaz 300 tysięcy żoł­nie­rzy i 800 tysięcy robot­ni­ków zostało zmo­bi­li­zo­wa­nych do tego zada­nia. Aby upew­nić się, że jego dzieło prze­trwa, na każde jeden li Muru kazał pogrze­bać żyw­cem w fun­da­men­tach jed­nego czło­wieka – łącz­nie 10 tysięcy ludzi. W miarę, jak czas upły­wał, cesarz nie­cier­pli­wił się coraz bar­dziej i wciąż kazał przy­spie­szać roboty, nie dba­jąc o los pra­cu­ją­cych. Z każ­dego zakątka impe­rium spę­dzano coraz wię­cej ludzi do pracy, przez co wielu ucie­kało, oba­wia­jąc się, iż nie wytrzy­mają wie­lo­let­niej katorgi. Był wśród nich także młody skryba imie­niem Wan Xiliang z mia­sta Suzhou, który nara­ził się prze­ło­żo­nym i oba­wiał się zesła­nia. Cho­ciaż nie był silny i zdro­wie mu nie dopi­sy­wało, zdo­łał przez wiele mie­sięcy unik­nąć łapa­nek i pędził żywot włó­częgi. W końcu jed­nak szczę­ście go opu­ściło i w mie­ście Son­gjiang zwró­cił uwagę patrolu, który rzu­cił się za nim w pościg wąskimi ulicz­kami. Zde­spe­ro­wany Wan Xiliang zdo­łał wyprze­dzić ści­ga­ją­cych go żoł­nie­rzy, wdra­pać się na mur oka­la­jący uliczkę i wsko­czyć do znaj­du­ją­cego się za nim ogrodu. Jego prze­śla­dowcy zgu­bili tym samym trop i znie­chę­ciw­szy się, zanie­chali poszu­ki­wań.

Ogród, w któ­rym scho­wał się Wan Xiliang, nale­żał do zamoż­nych ludzi o nazwi­sku Meng. Pan Meng i jego żona, pani Jiang, nie mieli wła­snych dzieci, ale wycho­wy­wali przy­braną córkę, przy­gar­niętą sie­rotę, którą nazwali Meng Jian­gnu. Jej pocho­dze­nie pozo­staje zagadką, ale gdy doro­sła, oka­zała się tak piękna i pełna uroku, że w całym mie­ście zaczęto szep­tać, że nie jest zwy­kłą istotą ludzką, lecz że jej przy­brani rodzice, któ­rzy od dawna modlili się o potom­stwo, zna­leźli ją pew­nego dnia w ogro­dzie, wewnątrz ogrom­nej tykwy o zło­tej skó­rze, wyro­słej w ciągu jed­nej nocy na ulu­bio­nym krze­wie pani Jiang. W dniu, gdy Wan Xiliang ukrył się w ogro­dzie, Meng Jian­gnu wła­śnie skoń­czyła 18 lat i wielu męż­czyzn z mia­sta i oko­licy ubie­gało się już o jej rękę – jak dotąd bez­sku­tecz­nie.

Scho­wany w krze­wach ucie­ki­nier wkrótce usły­szał kroki i śpiew mło­dej dziew­czyny, po czym zoba­czył Meng Jian­gnu prze­cha­dza­jącą się po ogro­dzie i bawiącą się wachla­rzem, na który pró­bo­wała wabić co pięk­niej­sze motyle. Widok wywarł na nim wiel­kie wra­że­nie, przez co Wan Xiliang stra­cił czuj­ność i poru­szył gałę­ziami. Dziew­czyna odwró­ciła się i widząc skry­tego za krze­wami męż­czy­znę, prze­stra­szyła się, krzyk­nęła, po czym cof­nęła się i tra­cąc rów­no­wagę, wpa­dła do sadzawki. W płyt­kiej wodzie nie gro­ziło jej nie­bez­pie­czeń­stwo, ale Wan Xiliang i tak rzu­cił się na ratu­nek, tak że gdy nad­bie­gli pan Meng, pani Jang i ich służba, zna­leźli swoją córkę w prze­mo­czo­nych i ubło­co­nych sza­tach, w ramio­nach nie­zna­jo­mego męż­czy­zny.

Dla pana Meng i jego żony była to kło­po­tliwa sytu­acja. Oboje natych­miast zro­zu­mieli, że Wan Xiliang nie miał złych zamia­rów, ale za to jasne było, że jest ucie­ki­nie­rem, jakich było wtedy bez liku w całych Chi­nach, i za ukry­wa­nie go mogła gro­zić surowa kara. Co gor­sza, ich przy­brana córka nie tylko była sam na sam z obcym męż­czy­zną, ale nawet zna­la­zła się w jego ramio­nach na oczach służby – tym samym mimo całej jej urody i majątku rodzi­ców jej szanse na zna­le­zie­nie dobrej par­tii nagle zma­lały pra­wie do zera. Nie było wyj­ścia, trzeba było mło­dych oże­nić i tym samym stłu­mić skan­dal w zalążku.

Mimo iż przed ślu­bem Wan Xiliang i Meng Jian­gnu znali się zale­d­wie jeden dzień, przy­pa­dli sobie do gustu i żadne nie narze­kało na swój los. Ich szczę­ście jed­nak trwało bar­dzo krótko – nie upły­nął nawet pierw­szy tydzień ich związku, gdy do bramy domo­stwa pana Meng i pani Jiang zastu­kał patrol woj­ska i mimo pro­te­stów teściów Wan Xiliang został aresz­to­wany i jako poszu­ki­wany zbieg dołą­czony do pierw­szego trans­portu więź­niów zesła­nych do budowy umoc­nień na pół­noc­nej gra­nicy.

Pan Meng i pani Jiang poprzez swoje konek­sje unik­nęli aresz­to­wa­nia, ale od tej pory nie było szczę­ścia w ich domu, gdyż Meng Jian­gnu bar­dzo źle prze­żyła roz­łąkę ze świeżo poślu­bio­nym mał­żon­kiem. Pocie­szano ją co prawda, że zsyłka na pół­noc jest cza­sowa i po kilku latach ci, któ­rzy prze­żyli ciężką pracę i mroźne zimy, mogą wró­cić do domów – jed­nak nawet wycho­wana w cie­plar­nia­nych warun­kach i w izo­la­cji od świata jedy­naczka wie­działa, że wielu zesłań­ców nie prze­żywa nawet pierw­szych mie­sięcy. Meng Jian­gnu i jej matka wła­sno­ręcz­nie uszyły więc cie­płe ubra­nie dla Wan Xilianga, pra­gnąc posłać je na pół­noc poprzez zna­jo­mych kup­ców, zanim nadej­dzie praw­dziwa zima.

Na początku paź­dzier­nika Meng Jian­gnu miała jed­nak straszny kosz­mar senny, w któ­rym jej mąż leżał nie­ru­chomo i szep­tał zsi­nia­łymi war­gami: „Jest mi tak zimno. Zama­rzam. Meng Jian­gnu, ja umie­ram!”. Następ­nego dnia wystra­szona, ale zde­ter­mi­no­wana dziew­czyna oświad­czyła rodzi­com, że nie cze­ka­jąc na żad­nych kup­ców, wyru­sza na pół­noc natych­miast oso­bi­ście, aby zawieźć cie­płą odzież mężowi, nawet jeśli nie ma ku temu nie­zbęd­nych do podró­żo­wa­nia papie­rów. Pan Meng i pani Jiang nie byli w sta­nie jej towa­rzy­szyć ze względu na swój wiek i bła­gali ją, aby zanie­chała tego sza­leń­czego pomy­słu. Po kilku dniach jed­nak, widząc, że ich przy­brana córka więd­nie w oczach, dali jej pozwo­le­nie, kupili jej konia i zaopa­trzyli na drogę. Rodzice Meng Jian­gnu mieli nadzieję, że patrole nie będą pytać o zezwo­le­nie na podróż ubra­nej w bogate szaty i podró­żu­ją­cej konno dziew­czyny, zaś dzięki suro­wej poli­tyce Pierw­szego Cesa­rza gościńce były bez­pieczne jak ni­gdy, gdyż ci ban­dyci, któ­rych nie wytę­piono, kryli się w dzi­kich zaka­mar­kach kraju, raczej uni­ka­jąc dróg.

Meng Jian­gnu ruszyła na pół­noc jedną z mniej uczęsz­cza­nych dróg, o któ­rej mówiono, że jest rzadko patro­lo­wana, i istot­nie miała szczę­ście, gdyż nikt jej nie zapy­tał o pozwo­le­nie na podróż. Zanim jed­nak dotarła na pół­nocne pogra­ni­cze, na dro­dze sta­nęła jej prze­szkoda tłu­ma­cząca skąd­inąd, dla­czego ten gości­niec był mniej uży­wany – wez­brana na sku­tek jesien­nych desz­czów rwąca rzeka, nie­moż­liwa do prze­by­cia na koń­skim grzbie­cie ani wpław. Ni­gdzie, jak okiem się­gnąć, nie można było dostrzec ani mostu, ani promu, ani nawet jakiejś osady ryba­ków, gdzie można by poszu­kać łodzi. Ta nie­ocze­ki­wana trud­ność spra­wiła, że Meng Jian­gnu opu­ściły siły. Zsia­dła z konia i uklęk­nąw­szy na brzegu, po raz pierw­szy od początku podróży roz­pła­kała się. Wtedy zda­rzyło się coś nie­zwy­kłego – gdy tylko pierw­sza jej łza dotknęła wody, wzbu­rzone odmęty uspo­ko­iły się. Nie tra­cąc czasu na zasta­na­wia­nie się, dziew­czyna wsia­dła na konia i trzy­ma­jąc się jego grzywy, prze­pły­nęła przez rzekę.

Po dru­giej stro­nie rzeki droga była zanie­dbana i zaro­śnięta krza­kami, w końcu znik­nęła cał­ko­wi­cie i Meng Jian­gnu zna­la­zła się na dzi­kim bez­drożu. Nie zawró­ciła jed­nak, lecz wędro­wała dalej na pół­noc, powoli znaj­du­jąc drogę mię­dzy poro­śnię­tymi lasem wzgó­rzami. W końcu skoń­czyła jej się żyw­ność, zaś w nocy doku­czał jej coraz bar­dziej chłód. Na domiar złego, gdy roz­pa­lała ogni­sko na noc, zoba­czyła prze­my­ka­jące w krza­kach wilki, zwa­bione zapa­chem jej wierz­chowca. Być może jej wędrówka skoń­czyłaby się w tym dzi­kim lesie, ale następ­nego dnia rano, gdy wyru­szyła dalej, zauwa­żyła dwa kruki, która pod­la­ty­wały do niej, następ­nie zaś zni­kały w lesie, aby po chwili znowu wró­cić, zupeł­nie jakby chciały jej poka­zać drogę. Nie zasta­na­wia­jąc się wiele, Meng Jian­gnu podą­żyła za pta­kami i pod koniec dnia zauwa­żyła dym wzno­szący się w powie­trze, wkrótce zaś grupę skrom­nych domostw – była to nie­wielka wio­ska, zagu­biona w środku lasu.

W osa­dzie tej żyły tylko kobiety, dzieci i kilku star­szych lub kale­kich męż­czyzn – mło­dzi i silni chłopi zostali zapę­dzeni do pracy przy wałach gra­nicz­nych. Gdy dowie­dzieli się, że Meng Jian­gnu prze­była tak daleką drogę, aby dowie­dzieć się o los swo­jego męża, ugo­ścili ją naj­le­piej, jak potra­fili. Następ­nego dnia dziew­czyna wyru­szyła w ostatni etap wędrówki, gdyż wały gra­niczne były już nie­da­leko.

Wkrótce Meng Jian­gnu dotarła do pierw­szego obozu, w któ­rym miesz­kali ludzie spę­dzeni do budowy wałów. Więk­szość z nich wyglą­dała na cho­rych z prze­mę­cze­nia i nie­do­ży­wie­nia, wielu było odzia­nych w łach­many i mało kto miał cie­płe obu­wie. Nad­zorcy poga­niali ich i zmu­szali do jak naj­szyb­szej pracy, zaś żoł­nie­rze pil­no­wali, aby nie było dezer­cji i nie wahali się strze­lać z kusz do ucie­ki­nie­rów. Pro­te­sty i nie­po­słu­szeń­stwo karano chło­stą lub nawet śmier­cią. Już sama atmos­fera tego miej­sca prze­ra­ziła Meng Jian­gnu, ale wkrótce potem cze­kał ją jesz­cze więk­szy wstrząs, gdy przyj­rzała się bli­żej wałom z ubi­tej ziemi, z któ­rych wysta­wały frag­menty gałęzi uży­tych do wzmoc­nie­nia kon­struk­cji, ale także tu i ówdzie jakieś białe przed­mioty. Dziew­czyna uświa­do­miła sobie w końcu ze zgrozą, że są to bie­le­jące ludz­kie kości – tak wielu pra­cow­ni­ków umie­rało w cza­sie robót, że zamiast cho­wać ich choćby w zbio­ro­wych mogi­łach, nad­zorcy kazali ich po pro­stu zako­py­wać w wałach!

Meng Jian­gnu nie dowie­działa się niczego o losach swego męża w tym miej­scu, ruszyła więc dalej wzdłuż wałów, roz­py­tu­jąc się w każ­dym kolej­nym obo­zo­wi­sku. O dziwo, nikt jej w tym nie prze­szka­dzał; ani żoł­nie­rzom, ani urzęd­ni­kom nie przy­szło nawet do głowy, że samot­nie podró­żu­jąca kobieta może prze­by­wać na pogra­ni­czu bez zezwo­le­nia. Tym samym dziew­czyna dotarła wresz­cie do obozu, w któ­rym pra­cow­nicy mówili zna­jomą gwarą – byli to ludzie z jej pro­win­cji. Pełna nadziei Meng Jian­gnu odszu­kała zarządcę obozu i spy­tała go o Wan Xilianga. Urzęd­nik sko­ja­rzył nazwi­sko, ale nie miał dobrych wie­ści – Wan Xiliang zacho­ro­wał wkrótce po przy­by­ciu do obozu i zmarł kilka tygo­dni wcze­śniej. Gdy jego młoda mał­żonka wyru­szyła w ryzy­kowną podróż, aby go szu­kać, jego samego nie było już wśród żywych. Usły­szaw­szy to, Meng Jian­gnu zemdlała i nie można jej było docu­cić.

Nad­zorcy obozu i żoł­nie­rze cesar­scy nie nale­żeli do ludzi deli­kat­nych, ale żal im się zro­biło tej mło­dej i pięk­nej dziew­czyny, zanie­śli ją więc do namiotu i wezwali leka­rza, któ­remu udało się posta­wić ją na nogi. Gdy tylko jed­nak była w sta­nie znowu cho­dzić, Meng Jian­gnu wyszła z namiotu i podą­żyła do pod­nóża wałów, następ­nie zaś uklę­kła i zanio­sła się strasz­nym pła­czem z tęsk­noty za mężem, któ­rego miała dla sie­bie tylko przez kilka dni, z poczu­cia krzywdy, iż jego życie zostało zmar­no­wane tak bez­sen­sow­nie, a także z żalu, iż taki sam los spo­tkał tysiące innych mło­dych ludzi. Tak głę­boki był żal i smu­tek Meng Jian­gnu, tak roz­pacz­liwy jej płacz, że znowu wyda­rzyło się coś nie­zwy­kłego – niebo zaczęło zacho­dzić mroczną chmurą, zerwał się nie­zwy­kle silny wiatr, konie i inne zwie­rzęta w obo­zie wpa­dły w popłoch i zaczęły ucie­kać na oślep, na koniec zaś zatrzę­sła się zie­mia i na prze­strzeni wielu kilo­me­trów usy­pane już i ukoń­czone wały roz­pa­dły się. Wśród stert ziemi, pia­sku i kamieni leżało także mnó­stwo ludz­kich szcząt­ków, jedy­nych pozo­sta­ło­ści po zmar­łych pra­cow­ni­kach.

Meng Jian­gnu wstała wtedy i nie zwra­ca­jąc uwagi na panu­jący dookoła chaos, zaczęła zbie­rać ludz­kie kości i gdy już zebrała ich całe narę­cze, gołymi rękami wyko­pała grób i zło­żyła w nim szczątki zmar­łych pra­cow­ni­ków na wieczny spo­czy­nek, po czym odmó­wiw­szy modli­twę, zako­pała grób. Następ­nie zro­biła to samo z kolejną stertą kości, a potem z następną i jesz­cze następną. Kon­ty­nu­owała w ten spo­sób wiele dni, sypia­jąc w nocy i nie­stru­dze­nie cho­wa­jąc zmar­łych przez całą resztę czasu. Żoł­nie­rze i nad­zorcy nie prze­szka­dzali jej, prze­ciw­nie, nie wie­dząc, co z nią począć, omi­jali ją sze­ro­kim łukiem i uda­wali, że jej nie widzą. Pra­cow­nicy z obozu wznie­śli jej sza­łas, przy­nie­śli jej koce i dzie­lili się z nią żyw­no­ścią, dzięki czemu nie umarła z zimna ani głodu.

Upły­nęło wiele dni i Meng Jian­gnu wciąż kon­ty­nu­owała swoją samotną pracę, nie odzy­wa­jąc się ani sło­wem i nie zwra­ca­jąc uwagi na oto­cze­nie – aż wresz­cie zda­rzył się kolejny nie­zwy­kły wypa­dek. Zbie­ra­jąc skru­pu­lat­nie kości kolej­nego zmar­łego robot­nika, Meng Jian­gnu ska­le­czyła się w rękę. Nie był to pierw­szy raz, ale tym razem jej krew, zamiast spły­nąć po ludz­kich szcząt­kach, wsią­kła w kości tak, że ani jedna kro­pla nie upa­dła na zie­mię. Dziew­czyna zachwiała się, uklę­kła na ziemi i przy­tu­liw­szy zebrane kości, wybuch­nęła strasz­nym pła­czem – zro­zu­miała, że oto odna­la­zła zwłoki swo­jego męża Wan Xilianga. Gdy doszła do sie­bie, zawi­nęła pie­czo­ło­wi­cie odna­le­zione szczątki w mate­riał i wyru­szyła z powro­tem do domu, aby tam god­nie pocho­wać męża.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książkiZapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. Część niniej­szej publi­ka­cji uka­zała się w serii Histo­ryczne Bitwy pt. _Wojna Czu z Han 209–202 p.n.e._

2. Ostat­nim cesa­rzem Chin był gene­rał Yuan Szi­kai (1859–1916), wcze­śniej pre­zy­dent chiń­skiej repu­bliki w latach 1912–1915. Przy­jął tytuł cesar­ski 12 grud­nia 1915 r. i pod imie­niem Hon­gxian pano­wał 83 dni – do 22 marca 1916 r.

3. Dyna­stia Zhou oba­liła dyna­stię Szang w roku 1046 p.n.e. Kró­lo­wie Zhou stra­cili rze­czy­wi­stą wła­dzę w 771 r. p.n.e.; ostat­nia próba jej odzy­ska­nia zakoń­czyła się klę­ską w 707 r. p.n.e. Mimo to przez kolejne wieki władcy wszyst­kich chiń­skich kra­jów for­mal­nie byli wasa­lami kró­lów Zhou, nawet jeśli ci ostatni posia­dali tylko nie­wielką domenę na wła­sność. Kraj Qin zajął to tery­to­rium w 256 r. p.n.e., detro­ni­zu­jąc i upro­wa­dza­jąc jego władcę. Ostatni przed­sta­wi­ciel dyna­stii Zhou i pre­ten­dent do tronu, książę Wen, zgi­nął w walce z Qin w 249 r. p.n.e.

4. Dzieło zbio­rowe nie­zna­nych auto­rów z III w. p.n.e. Część roz­dzia­łów nie­stety nie zacho­wała się.

5. Szang Yang (ok. 390–338 p.n.e.), kanc­lerz Qin w latach 361–338 p.n.e. Prze­kształ­cił on słaby dotąd kraj w tota­li­tarne super­mo­car­stwo, narzu­ca­jąc kon­trolę pań­stwa nad wszel­kimi aspek­tami życia, wpro­wa­dza­jąc dra­koń­ski kodeks karny, mili­ta­ry­zu­jąc spo­łe­czeń­stwo i pod­po­rząd­ko­wu­jąc gospo­darkę potrze­bom armii.

6. W nie­któ­rych punk­tach okryty ponurą sławą kodeks karny Qin był łagod­niej­szy niż wiele praw euro­pej­skich jesz­cze w cza­sach nowo­żyt­nych – np. w Anglii, a póź­niej w Wiel­kiej Bry­ta­nii według prze­pi­sów tzw. Krwa­wego Kodeksu (Blo­ody Code, 1688–1823) za zwy­kłą kra­dzież sakiewki szło się zazwy­czaj na szu­bie­nicę.

7. Do roz­le­głej doliny rzeki Wei, będą­cej ser­cem kraju Qin, wszyst­kie drogi wio­dły przez gór­skie prze­smyki, dla­tego utarło się nazy­wać ten obszar Kra­jem za Prze­łę­czami.

8. Kraj Yue został znisz­czony w 333 r. p.n.e. przez Czu i Qi, które podzie­liły się jego tery­to­rium.

9. Trzej Kró­lo­wie – dyna­stie Xia, Szang i Zhou panu­jące przed cza­sami Pierw­szego Cesa­rza.

10. Chiń­czycy uwa­żali, że ich kraj to jedyna ostoja cywi­li­za­cji oto­czona przez cztery morza bar­ba­rzyń­stwa.

11. Cho­dzi o _dao_ (lub _tao_), uni­wer­salne zasady kie­ru­jące wszech­świa­tem, pod­sta­wowy kon­cept tao­izmu.

12. W 227 r. p.n.e. Jing Ke, wysłan­nik z kraju Yan, o mały włos nie zabił króla Zheng z Qin zatru­tym szty­le­tem ukry­tym w mapie. Jest to naj­słyn­niej­szy zamach w dzie­jach Chin, upa­mięt­niony przy­sło­wiem „Gdy mapę roz­wi­nąć do końca, poka­zuje się szty­let”. Pozo­stali człon­ko­wie posel­stwa z Yan, cho­ciaż nie byli świa­domi misji Jing Ke, zostali zabici – oszczę­dzono tylko słyn­nego muzyka Gao Jianli, ale wypa­lono mu oczy.

13. Jego dzia­dek Meng Ao i ojciec Meng Wu byli swego czasu jed­nymi z głów­nych gene­ra­łów Qin.

14. W sta­ro­żyt­no­ści Chiń­czycy uży­wali nazwy Yue dla wszyst­kich ludów żyją­cych na połu­dnie od Jangcy. Jeden z nich stwo­rzył w VII w. p.n.e. pań­stwo Yue, które w V wieku osią­gnęło sta­tus wiel­kiego mocar­stwa, ale zostało znisz­czone przez Czu i Qi w 333 r. p.n.e. Inne narody Yue unik­nęły wtedy chiń­skiego pod­boju.

15. Ich rody panu­jące wywo­dziły się od wysoko uro­dzo­nych ucie­ki­nie­rów z kró­le­stwa Yue, któ­rzy uszli na połu­dnie, po tym jak ich kraj został w 333 r. p.n.e. pod­bity przez Czu i Qi.

16. Prak­tycz­nie nic nie wia­domo o ustroju poli­tycz­nym tej kra­iny – wydaje się jed­nak, iż było to raczej przy­mie­rze ple­mion niż jed­no­lite pań­stwo.

17. Ukoń­czony 800 lat póź­niej przez dyna­stię Sui, gdy powstał Wielki Kanał od Hang­zhou na połu­dniu do Pekinu na pół­nocy, sys­tem ten ma ponad 2000 kilo­me­trów dłu­go­ści. Grun­tow­nie zmo­der­ni­zo­wany, pozwala on wiel­kim bar­kom rzecz­nym kur­so­wać mię­dzy Kan­to­nem i Peki­nem, nie oglą­da­jąc ani razu morza!

18. Jest to gra słów – po chiń­sku słowo „domowy” brzmi pra­wie tak samo jak „fał­szywy”…

19. Przed wyna­le­zie­niem papieru (co nastą­piło dopiero w roku 105 n.e.) Chiń­czycy pisali na bam­bu­so­wych listwach, przez co można śmiało powie­dzieć, że nie było wtedy żad­nych doku­men­tów małej wagi…

20. Te liczące ponad tysiąc lat przed­mioty sakralne, oto­czone wielką czcią przez wszyst­kich Chiń­czy­ków, zostały wrzu­cone do rzeki przez króla Nan, ostat­niego władcę z dyna­stii Wschod­nich Zhou, gdy w 256 r. p.n.e. jego ostat­nia sie­dziba, Wang­cheng (mia­sto leżące w pobliżu Loy­ang), została wzięta sztur­mem przez woj­ska Qin.

21. Król Helu był władcą kraju Wu w latach 514–496 p.n.e. Pod jego rzą­dami to nie­wiel­kie kró­le­stwo wyro­sło na groźne mocar­stwo, po czę­ści dzięki refor­mom woj­sko­wym wpro­wa­dzo­nym przez słyn­nego stra­tega Sun Tzu.

22. Płat­ne­rze i kowale wspo­mnia­nego już uprzed­nio kró­le­stwa Yue cie­szyli się wielką renomą. Po zagła­dzie Yue w 333 r. p.n.e. wielu z nich uszło do swych pobra­tym­ców żyją­cych na dale­kim połu­dniu.

23. W 481 r. p.n.e. gene­rał Tian Heng zabił panu­ją­cego w kraju Qi księ­cia Jian, po czym osa­dził na tro­nie mario­net­ko­wego władcę, przej­mu­jąc rze­czy­wi­stą wła­dzę.

24. W latach 526–520 p.n.e. dyna­stia rzą­dząca w kraju Jin fak­tycz­nie utra­ciła wła­dzę na rzecz przy­mie­rza sze­ściu kla­nów moż­no­wład­ców Fan, Han, Wei, Zhao, Zhi i Zhon­ghang, zwa­nych Sze­ścioma Eks­ce­len­cjami.

25. Mityczni władcy Huangdi, Zhu­anxu, Ku, Yao i Szun, któ­rzy według legend stwo­rzyli chiń­ską cywi­li­za­cję.

26. Biblio­teka prze­cho­wu­jąca doku­menty na potrzeby samego władcy i jego naj­bliż­szych współ­pra­cow­ni­ków.

27. Były to mia­sta sto­łeczne w cza­sach dyna­stii Zachod­nich Zhou (1045–771 p.n.e.).

28. Li Si uro­dził się w 280 r. p.n.e. w kraju Czu, ale nie mogąc zna­leźć zatrud­nie­nia, wyemi­gro­wał praw­do­po­dob­nie ok. 250 r. p.n.e. do Qin, gdzie roz­po­czął karierę w admi­ni­stra­cji od naj­niż­szego szcze­bla. W latach 224–222, już jako jeden z głów­nych mini­strów Qin, przy­czy­nił się do pod­boju rodzin­nego kraju.

29. Ist­nieje nawet rady­kalna (i bar­dzo kon­tro­wer­syjna) teo­ria utoż­sa­mia­jąca Xu Fu z cesa­rzem Jimmu, zało­ży­cie­lem pierw­szego pań­stwa japoń­skiego, od któ­rego bie­rze także począ­tek japoń­ski ród cesar­ski.

30. Nie znamy dokład­nej daty tych wyda­rzeń, ale musiało to nastą­pić ok. 215 r. p.n.e., gdyż wcze­śniej Meng Yi nie był mini­strem, a od pro­cesu Zhao Gao do podroży cesa­rza na połu­dnie minęło kilka lat.

31. Owiane legendą kró­le­stwo Xia było pierw­szym pań­stwem chiń­skim, ist­nie­ją­cym od ok. 2000 r. p.n.e. do pod­boju przez sąsia­du­jący kraj Szang w 1576 lub 1557 r. p.n.e. Jego ist­nie­nie, przez długi czas pod­wa­żane przez naukę, zostało udo­wod­nione nie­zbi­cie przez liczne zna­le­zi­ska arche­olo­giczne w latach 50. i 60. XX w.

32. Po zdo­by­ciu sto­licy Zhao władca każe zabić wszyst­kie miej­scowe dzieci, gdyż jedno go obra­ziło.

33. Patrz tom poprzedni _Kro­niki pierw­szych dyna­stii_.

34. Lu Buwei (ok. 291–235 p.n.e.), kanc­lerz i regent Qin, gdy król Zheng był mało­letni. Matka króla była w mło­do­ści nałoż­nicą Lu Buweia, wro­go­wie władcy roz­pu­ścili więc pogło­skę, iż jest on bękar­tem kanc­lerza, przez co nie ma prawa zasia­dać na tro­nie. Patrz poprzedni tom _Kro­niki pierw­szych dyna­stii_.

35. Dla porów­na­nia car Piotr Wielki kazał swego naj­star­szego syna za podobne prze­stęp­stwo stra­cić. Care­wicz Aleksy (1690–1718) nie dożył jed­nak egze­ku­cji; zmarł na sku­tek tor­tur zada­nych pod­czas śledz­twa.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij