-
nowość
-
promocja
Dzieje starożytnych Chin - ebook
Dzieje starożytnych Chin - ebook
Ta książka zabiera czytelnika w fascynującą podróż po starożytnych Chinach – od dnia, gdy Pierwszy Cesarz dynastii Qin zjednoczył ogromne imperium, wprowadzając nowe porządki. Spotkamy tu wielkich cesarzy i generałów, genialnych kronikarzy, a także intrygantów, zdrajców i kobiety o tragicznych losach.
To opowieść o władzy, ambicji i ludzkich dramatach, gdzie historia jawi się jako korowód prawdziwych postaci i wydarzeń, często bardziej zdumiewających niż najbardziej wymyślne scenariusze filmowe. Wszystko oparte na starożytnych kronikach – bez fikcji, za to z pełnym dramatyzmem i szaleństwem czasów, które kształtowały Chiny na zawsze.
| Kategoria: | Historia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-11-18870-9 |
| Rozmiar pliku: | 2,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Niniejsza publikacja jest kontynuacją książki _Dzieje starożytnych Chin – kroniki pierwszych dynastii_¹ obejmującej okres od czasów najdawniejszych do zjednoczenia kraju w 221 r. p.n.e. Kończyła się ona w dniu, w którym zwycięski władca Qin ogłosił się Pierwszym Cesarzem – i w tym momencie także zaczyna się ta druga część opowieści o dziejach starożytnych Chin. Używam celowo słowa opowieść, gdyż moim celem było napisanie nie podręcznika historii, nie rozprawy naukowej, nie powieści, lecz opowieści – prawdziwej, gdyż książka ta nie zawiera fikcji, ale zarazem (mam nadzieję) pasjonującej, utrzymanej w tonie, w którym zazwyczaj o historii się nie pisze, w każdym razie nie ostatnio. Trzymając się faktów, chciałem także, aby czytający mógł doświadczyć zgiełku i gniewu historii.
Opis wydarzeń opiera się głównie na dwóch klasycznych starożytnych chińskich kronikach Sima Qiana i Ban Gu, a także opracowaniach dotyczących znalezisk archeologicznych; fragmenty będące dosłownymi cytatami z kronik są zaznaczone kursywą. Podpierałem się także analizami wielu historyków, głównie anglosaskich i francuskich, piszących o starożytnych Chinach. Tam, gdzie oferuję własne przemyślenia, jest to zawsze zaznaczone. Praca nad tą książką trwała – z przerwami – od 2000 roku.
Okres tu opisany to przede wszystkim czas wielkiej zmiany, gdy dawne siedem Walczących Królestw (Czu, Han, Qi, Qin, Wei, Yan i Zhao), spośród których część miała za sobą ponad 800 lat historii, przekształcono w jedno scentralizowane imperium. Był to proces długotrwały, burzliwy i krwawy, gdyż nacje nie chcą umierać i jeśli próbuje się je zmusić do utraty tożsamości, jedynym środkiem jest brutalna siła. Jak zobaczymy dalej, ostatnia próba odtworzenia dawnych królestw została stłumiona przez reżim cesarski ogniem i mieczem dopiero bez mała 130 lat po oficjalnym zjednoczeniu kraju. Kolejne sto lat to czasy definitywnie scalonego imperium, które przyniosły poddanym najpierw okres Złotego Wieku, a następnie ciężki kryzys i w rezultacie upadek dynastii Zachodnich Han.
Dynastie Qin i Zachodnich Han przeminęły, ale ich dzieło przetrwało. Podczas tych 230 lat Chiny nie tylko się zjednoczyły, ale także rozszerzyły swe terytorium przez podbój sąsiednich krajów. Ustalone wtedy granice świata chińskiego przetrwały w zasadzie po dziś dzień, z wyjątkiem Tybetu i Mandżurii, przyłączonych dużo później, oraz północnej Korei i północnego Wietnamu, które z czasem zdołały oderwać się od imperium. Również wtedy ukształtowały się chińska administracja i oficjalna ideologia cesarstwa, które w ogólnym zarysie, mimo wojen domowych i najazdów oraz zmian dynastii, przetrwały do roku 1911!
Trzej wielcy władcy odegrali największą rolę w opisywanym okresie. Byli to Pierwszy Cesarz, który całkowicie zerwał z przeszłością, pragnąc zapewnić poddanym pokój po wiekach niekończących się wojen, cesarz Gaozu, pijak, prostak i półanalfabeta, ale także jeden z najchytrzejszych i najskuteczniejszych strategów i polityków w dziejach Chin, wreszcie Han Wudi, straszliwy tyran i jeden z najgorszych ludzi, jacy władali Krajem Środka, ale także demiurg, który dokończył dzieła swych poprzedników. Ludzie ci byli następnie inspiracją i wzorem do naśladowania dla wielu przyszłych wybitnych cesarzy, a także samego Mao, znawcy i miłośnika starożytnych chińskich kronik. Zapoznanie się z ich dziejami i dokonaniami pozwala lepiej zrozumieć również dzisiejsze Chiny, które pod oficjalną nazwą „republiki ludowej” w istocie w dalszym ciągu są cesarstwem.
Dlatego zachęcam Cię, Drogi Czytelniku, do odbycia podróży w czasie i obejrzenia tego kluczowego okresu chińskiej starożytności. Zobacz, jak w stolicy nowo narodzonego cesarstwa stają kolosalne posągi Metalowych Ludzi, odlane z broni skonfiskowanej w podbitych Sześciu Królestwach. Towarzysz Pierwszemu Cesarzowi podczas inspekcji jego rozległego władztwa, w czasie których m.in. nagrodził drzewo, ukarał górę i namalował kota. Zapoznaj się z kulisami decyzji tego władcy o spaleniu większości książek w kraju. Patrz ze zgrozą na konsekwencje wyjazdu na urlop w towarzystwie niewłaściwego syna i jeszcze bardziej nieodpowiedniego eunucha. Zasiądź wśród gości na Uczcie przy Bramie Łabędzia i Gęsi, która przesądzi o losach Chin głównie dlatego, że gospodarz pozostanie trzeźwy, chociaż tego dnia lepiej by zrobił, gdyby się upił.
Oto krwawa łuna unosi się nad stolicą ogromnego imperium, której ludność jest gnana w niewolę. Pożar obserwują dwaj główni uczestnicy Pościgu za Rączym Jeleniem, arystokrata i pijany chłop. Już wkrótce stoczą morderczą walkę o władzę nad Wszystkim, Co Jest Pod Niebem, a jednym z jej epizodów będzie wyprawa Pięciu Panów po największy harem w dziejach Chin. Gdy wojna ta się skończy, kraj będzie tak spustoszony, że zwycięzca nie znajdzie czterech koni takiej samej maści do swego zaprzęgu. Wśród protagonistów tego apokaliptycznego konfliktu będzie m.in. człowiek, który swego czasu zbójował po gościńcach w przerwach między wędkowaniem; zostanie on z czasem generałem, potem królem rozległej domeny, skończy zaś zapeklowany w stu słoikach rozesłanych po całym imperium.
Czy słyszysz ten tętent kopyt? Wieszczy on przybycie do Chin po raz pierwszy wielkiej armii konnej z Krainy Dymu i Wilczego Łajna; po niej nadejdzie wiele następnych. Upłynie 150 lat, zanim cesarze zdołają uporać się z plagą najazdów koczowników stepowych. Obawiający się o swe życie władcy wasalni podnoszą bunt – tak zaczyna się Rebelia Siedmiu Królestw, rodowa wróżda godna pióra Szekspira. Nastoletni chłopiec buszujący po pałacowej bibliotece znajduje półkę z „nieprawomyślnymi” dokumentami i – rzecz jasna – przeczyta je wszystkie. Da to w rezultacie podboje i gruntowną reformę państwa, ale ceną tych osiągnięć będą morze krwi i ocean łez. Przy okazji zostanie także sprawdzone, czy można zwalczać suszę ugotowaniem ministra finansów.
Starzejący się, okrutnie okaleczony mężczyzna, żyjący w ubóstwie i upokorzeniu, drżącą ręką pisze pędzelkiem na bambusowej deseczce ostatnie słowa _Zapisków historyka_, jednego z największych dzieł historycznych wszechczasów, które skądinąd figuruje na poczesnym miejscu wśród źródeł niniejszej pracy. Życie tego wybitnego człowieka już się kończy, ale jego nieśmiertelna sława dopiero się zaczyna.
Przysłuchajmy się Debacie o Soli i Żelazie, brzmiącej zadziwiająco współcześnie, w której spierają się ówcześni chińscy liberałowie z nacjonalistami. Dyskusja ta, rozpoczęta w I w. p.n.e., potrwa w Chinach długie stulecia, nawet gdy powszechnie znienawidzone państwowe monopole solny i żelazny będą już tylko wspomnieniem. W istocie w pewnym sensie trwa ona po dziś dzień – i to nie tylko w Chinach…
Nadchodzi Złoty Wiek – ale jest krótki, trwa tylko 50 lat. Następnie, po całej serii cesarzy i regentów pracowitych i wybitnych (aczkolwiek często okrutnych), na tron wstępują kolejno dwaj ludzie niewłaściwi. Jednocześnie potwór niszczący od zarania dziejów dynastie i imperia na wszystkich kontynentach wypełza z legowiska, po czym zaczyna pożerać równowagę budżetową, system prawny i pokój społeczny – jego budzące grozę imię brzmi „kwestia agrarna”. Na fali tego podwójnego kryzysu dynastia Zachodnich Han upada i na tron wstępuje nowy cesarz, człowiek wybitny, witany z entuzjazmem zarówno przez wykształcone elity, jak i zwykłych zjadaczy chleba. Na tym ten etap opowieści się skończy.
Oto jest podróż, do jakiej Cię zapraszam, Drogi Czytelniku. Jeśli jesteś zainteresowany, odwracając następną stronę, popuść wodze wyobraźni i nadstaw ucha. Być może usłyszysz łopot na wietrze tysięcy czarnych sztandarów wciąganych na maszty na ogromnym obszarze jako symbol końca trwających od stuleci nieustannych wojen i nastania nowych czasów, które w zamyśle ówczesnego władcy miały przynieść ludziom powszechny i trwały pokój, równość wobec prawa, wolność od strachu przed głodem i bandytami tudzież ochronę przed niszczycielskimi rajdami barbarzyńców.Jak ocenić rządy i dzieło Pierwszego Cesarza?
Qin Szihuangdi, Pierwszy Dostojny Cesarz z Dynastii Qin, to jedna z najważniejszych postaci w dziejach Chin, wszelako o jego panowaniu wiadomo w gruncie rzeczy nie tak wiele. Praktycznie jedyny przekaz o Pierwszym Cesarzu, jaki zachował się do naszych czasów, to _Zapiski Historyka_, wielka, wspaniale napisana kronika Sima Qiana. Pisał on sto lat później, gdy żyli jeszcze ludzie, których rodzice i dziadkowie pamiętali tego władcę, przez co słyszeli opowieści o nim, gdy byli młodzi. Sam historyk wywodził się z rodu, którego członkowie służyli Pierwszemu Cesarzowi i żyli na dworze w Xianyang; można przyjąć za pewnik, że wiele się o tym nasłuchał od najstarszych członków klanu. Kronikarz poczynił ewidentnie wielki wysiłek, aby zebrać tyle świadectw z drugiej i trzeciej ręki, ile mógł, miał także do dyspozycji dokumenty zachowane w archiwum cesarskim z wcale przecież nie tak dawnych czasów. W czasie swych podróży po imperium w poszukiwaniu śladów przeszłości na pewno dotarł także do kamiennych inskrypcji i rozsyłanych do prowincji manifestów Pierwszego Cesarza, których teksty następnie zaginęły w pomroce dziejów. Dzięki jego kronice dysponujemy ogólnym opisem życia i panowania Qin Szihuangdi – wszelako, jak zasygnalizowano wyżej, tekst dotyczący części tego okresu jest bardzo zdawkowy.
Dzieło Sima Qiana, rzecz jasna, nie jest źródłem bezstronnym i obiektywnym z trzech powodów. Po pierwsze, kronik historycznych bezstronnych i obiektywnych nie ma. Po drugie, kronikarz był urzędnikiem piszącym oficjalną historię na rozkaz wszechpotężnego władcy, cesarza Wu (o którym obszernie dalej), potomka człowieka, który walczył z reżimem stworzonym przez Pierwszego Cesarza. Dzieło Sima Qiana było kontrolowane nie tylko przez cenzorów, ale także osobiście przez cesarza, któremu zależało, aby oficjalny zapis historyczny uzasadniał utratę władzy przez dynastię Qin jej niegodziwościami.
Trzeci powód, dla którego dzieła Sima Qiana nie sposób uznać za obiektywne, jest paradoksalny. Ten wybitny intelektualista (w najlepszym tego słowa znaczeniu) był krytycznie nastawiony do polityki swego chlebodawcy i dał temu wyraz w pisanej przez siebie oficjalnej historii. W istocie wydaje się, że niektóre fragmenty opisu czasów Qin Szihuangdi są ukrytą krytyką cesarza Wu. Ten ostatni wszelako był zafascynowany Pierwszym Cesarzem i w swych poczynaniach wzorował się na nim, nie chciał więc, aby opisano go w zbyt czarnych barwach. Tym samym autor i wydawca _Zapisków historyka_ prowadzili podwójną grę. Historyk pisał o Pierwszym Cesarzu, ale przemycał także w tekście aluzje pod adresem swego władcy. Cesarz Wu potrzebował potępienia Pierwszego Cesarza, jednocześnie jednak nie chciał pogrążać swego idola i musiał uważać, żeby krytyka ta nie stanowiła oskarżenia jego własnych rządów! W rezultacie część kroniki Sima Qiana poświęcona Pierwszemu Cesarzowi przypomina przedmiot wykuwany jednocześnie przez dwóch rywalizujących ze sobą kowali, obu cierpiących na rozdwojenie jaźni…
Oprócz skąpości źródeł, kolejną przeszkodą w ocenie Pierwszego Cesarza jest podział jego panowania na dwa diametralnie różne okresy. Z zapisu w kronikach wynika, iż przez pierwsze sześć lat po zakończeniu podbojów cesarz dużo reformował i inwestował, ale nie gnębił ludzi, w każdym razie nie bardziej niż rządy Sześciu Królestw, które zastąpił. Następnie wszelako doszło niemal z dnia na dzień do zwrotu o 180 stopni – kolejne pięć lat to gwałtowne przyspieszenie wielkich prac, nałożenie dodatkowych obciążeń na ludność oraz brutalna kampania terroru przeciw wszelkim krytykom nowych porządków.
Ta niespójność poczynań Pierwszego Cesarza sprawia, iż jego panowanie zawiera liczne elementy pozytywne i równie liczne negatywne. To z kolei pozwala oceniać go instrumentalnie, kładąc akcent raz na jedne aspekty jego rządów, kiedy indziej na inne, według potrzeb chwili i zgodnie z akurat obowiązującą linią. Chińscy historycy marksistowscy początkowo opisywali go w jak najczarniejszych barwach, ale po tym, jak w 1949 r. komuniści wygrali wojnę domową, narracja została zmieniona i akcent położono na zjednoczenie kraju i reformy ustrojowe. Jego zbrodnie zaczęto wtedy relatywizować i w końcu zeszły w oficjalnej narracji na drugi plan, jako swego rodzaju niezbędny koszt modernizacji. Najdalej posunął się w tym Mao, mówiąc z lekceważeniem w czasie rewolucji kulturalnej: _Mówicie, że Pierwszy Cesarz pochował żywcem 460 uczonych? Wielka mi rzecz – ja pochowałem ich 46 tysięcy!_ Również obecnie, od 2012 r., gdy władzę w Chinach objął prezydent Xi Jinping, oficjalna linia, której muszą trzymać się chińscy historycy, podkreśla zwłaszcza pozytywne aspekty panowania Qin Szihuangdi, w tym przekształcenie Chin w supermocarstwo.
Jeszcze innym problemem jest zagłuszanie historii przez pseudohistorię. Pierwszy Cesarz był w swych czasach najpotężniejszym człowiekiem na świecie, przez co jeszcze za życia zaczęła narastać wokół niego legenda, która z czasem przerodziła się wręcz w mitologię. Zjawisko to zyskało nowe paliwo, gdy w XX w. odkryto jego terakotową armię. Nawet ludzie niezbyt zainteresowani historią z reguły coś o tym władcy słyszeli i często są chętni, aby usłyszeć więcej, zwłaszcza jeśli będzie to coś sensacyjnego. W konsekwencji na Pierwszym Cesarzu można zarobić, gdyż nieważne, co się na jego temat napisze, nakręci, narysuje etc., i tak na pewno się to sprzeda, nawet jeśli odchodzi kompletnie od źródeł historycznych. Nawet najlepszy (w opinii piszącego te słowa) film, jaki kiedykolwiek nakręcono o Pierwszym Cesarzu, _Cesarz i morderca_ (1998) wybitnego reżysera Czena Kaige, dopisuje do czarnej legendy władcy zbrodnię niefigurującą w żadnym znanym przekazie³². Ten pseudohistoryczny szum informacyjny nie ułatwia oceny panowania Qin Szihuangdi.
Pewne fakty są wszelako jasne, oczywiste i nie podlegają dyskusji. Pierwszym i najważniejszym z nich jest to, iż podbój Sześciu Królestw przyniósł całej ludności Chin powszechny pokój wewnętrzny, zjawisko w okresach Wiosen i Jesieni oraz Walczących Królestw praktycznie nieznane. Przez 550 lat trwały nieustające wojny między chińskimi państwami i oto nagle przez 11 lat panowania Pierwszego Cesarza nastał pokój. Owszem, imperium prowadziło wojnę na dalekim południu i na północnym pograniczu, ale w samym cesarstwie zgiełk bitewny wreszcie ustał.
Drugą wielką korzyścią było ujednolicenie prawa, pieniądza, miar i wag, zniesienie granic i barier wewnętrznych. Nawet jeśli ideologicznie reżim Qin był od czasów Szang Yanga niechętny kupcom, utożsamianym ze spekulantami, powstanie na ogromnym obszarze jednolitego rynku, opartego na wspólnej walucie, jasnym i obowiązującym wszystkich kodeksie prawnym oraz standardowych miarach i wagach, zawsze stymuluje wzrost gospodarczy, a co za tym idzie pozwala większej ilości ludzi wyrwać się z nędzy i żyć godniej. Z drugiej wszelako strony wprowadzenie ogólnokrajowego systemu obowiązkowych paszportów wewnętrznych, bez których nie wolno było podróżować między prowincjami, osłabiło efekt tej reformy.
Ujednolicenie administracji także ułatwiło życie poddanych, zastępując skomplikowaną sieć powiązań wasalnych jednolitym systemem urzędów i sądów. Co więcej, dzięki masowemu naborowi do licznej administracji imperialnej wielu ludzi niskiego pochodzenia uzyskało szansę, aby awansować w hierarchii społecznej. Scentralizowana administracja imperium pozwalała także skuteczniej prowadzić wielkie roboty publiczne: irygację i meliorację, aby pozyskać nowe tereny rolne, konserwację wałów przeciwpowodziowych, rozbudowę kanałów żeglownych i wznoszenie wielkich spichlerzy państwowych, niezbędnych do skutecznego dostarczania żywności do prowincji dotkniętych suszą, powodzią, wyrojeniem szarańczy lub inną katastrofą. Z drugiej wszelako strony rozbudowany system administracyjny był kosztowny, procedury biurokratyczne dotyczące praktycznie każdego aspektu życia dokuczliwe, a ze względu na radykalną centralizację państwa czekanie na decyzję stolicy czasami trwało długo.
Wielką korzyścią dla ludności wiejskiej było wywłaszczenie na terenach podbitych Sześciu Królestw wielkich właścicieli ziemskich i rozdanie ich terenów bezrolnym chłopom. Dzięki temu posunięciu nowy reżim pozyskał, przynajmniej na początku panowania Pierwszego Cesarza, wielu zwolenników, a polepszenie sytuacji materialnej wielkich rzeszy ludzi żyjących dotąd w biedzie dodatkowo nakręciło koniunkturę. Tak radykalna reforma rolna sprawiła jednak także, iż szlachta i arystokracja z podbitych krajów pałały śmiertelną wrogością do nowych porządków – a były to dziesiątki tysięcy ludzi, których główną funkcją społeczną była walka zbrojna…
Innym ważnym punktem na plus Qin Szihuangdi jest stosunkowo łagodny charakter jego rządów aż do 214 r. p.n.e. Podbój Sześciu Królestw w latach 230–221 p.n.e. był wielkim i krwawym przedsięwzięciem, ale nic nie wskazuje, aby doszło w tym czasie do wielkich masakr ludności cywilnej lub masowego brania w jasyr. Także zdeklasowani szlachcice i arystokraci nie zostali wybici ani zniewoleni, lecz pozwolono im żyć swobodnie jako zwykłym „czarnogłowym”. Władcy podbitych krajów wraz z żonami i dziećmi zostali przewiezieni do Qin i nie mogli opuszczać Kraju za Przełęczami, ale rezydowali w pałacach, nie w lochach. Pomniejsi członkowie klanów królewskich z podbitych państw wiedli po 221 r. p.n.e. proste, ale wolne życie rybaków, pasterzy, rolników lub rzemieślników tam, gdzie chcieli.
Rządy Qin Szihuangdi nad zjednoczonym imperium trwały 11 lat i pierwsze sześć z nich jawi się jako okres pomyślny. Wydaje się, że Pierwszy Cesarz i jego ministrowie naprawdę wierzyli w to, co głosiła ich uwieczniona na kamiennych kolumnach doktryna. Władca regularnie podróżował po państwie i patrzył urzędnikom na ręce. Pracował ciężko i ewidentnie to lubił. Nie miał litości dla przestępców popełniających poważne zbrodnie, ale potrafił być wyrozumiały wobec innych winowajców. Przypomnijmy, że podróż po północy imperium w 215 r. p.n.e. ujawniła, iż w dawnych krajach Zhao i Yan jego edykty ignorowano, zaś miejscowa administracja była skorumpowana i bezczynna; nie doszło jednak do czystki, władca poprzestał na zagonieniu urzędników do pracy.
To prowadzi do kolejnego punktu – oceny Pierwszego Cesarza jako człowieka. Nie wydaje się, aby wyróżniał się on szczególnym okrucieństwem na tle współczesnych mu władców. W tych czasach w każdym chińskim państwie walka o byt na szczycie władzy była permanentna i bezlitosna, zaś każdy moment słabości lub braku czujności mógł przynieść zagładę nie tylko samemu panującemu, ale także całemu jego rodowi. Przypomnijmy tu, że jeszcze w 238 r. p.n.e. młody król Zheng, gdy był jeszcze tylko władcą Qin, musiał stoczyć rozpaczliwą walkę o władzę i życie z frakcją, której przywódcami byli jego własna matka i jej kochanek Lao Ai³³. Wielkie porachunki, jakie nastąpiły po jego – niełatwym – zwycięstwie w tej krwawej konfrontacji nie były niczym nadzwyczajnym w tych czasach; skądinąd część szeregowych członków wrogiego obozu zachowała życie i po trzech latach zsyłki mogła nawet powrócić z banicji. Również eliminacja w 235 r. p.n.e. byłego kanclerza Lu Buwei³⁴ była dla króla Zheng koniecznością, gdyż nie mógł tolerować istnienia w swoim państwie ośrodka opozycyjnego, wokół którego gromadzili się jego przeciwnicy.
Cesarz potrafił wybaczać, jak w przypadku opisanych wyżej szlachciców z Qin, którzy poparli jego wroga Lao Ai i bezczynnych urzędników z krajów Zhao i Yan, ale także w przypadku pałacowych sług i eunuchów, którzy dopuścili się nadużyć (jak Zhao Gao). Potrafił także zachować umiar w sankcjach. Pierworodnego syna i następcę tronu, który zaprotestował przeciw jego polityce, ukarał honorowym wygnaniem³⁵. Gdy jego krewni i ministrowie rzucili mu otwarte wyzwanie, żądając zmiany fundamentalnej polityki cesarstwa poprzez powrót do tradycyjnych praktyk rządzenia, Qin Szihuangdi kazał spalić starożytne księgozbiory – ale żadnego z oponentów nie pozbawił życia.
Oprócz spalenia książek egzekucja nadwornych „uczonych” jest zbrodnią, którą najczęściej cytuje się jako dowód na szaleństwo i okrucieństwo Pierwszego Cesarza. Z kroniki Sima Qiana wynika jednak, że ofiarami tego wybuchu gniewu cesarza padli przede wszystkim szarlatani, którzy zwodzili władcę perspektywami znalezienia nowych lekarstw, a nawet „eliksiru nieśmiertelności”, podczas gdy w rzeczywistości prowadzili _dolce vita_ za jego pieniądze, nie dając nic w zamian. Wyłudzenie pieniędzy od władcy i wprowadzenie go w błąd były w starożytnych Chinach jednoznaczne ze zdradą stanu, a co za tym idzie zbrodnią karaną śmiercią, edykt cesarski nie był więc czymś nadzwyczajnym. W czasach późniejszych, gdy władcom odpowiadało przedstawienie Pierwszego Cesarza jako szaleńca i potwora, ofiary tej czystki zaczęto przedstawiać jako mędrców i znawców starożytnych nauk, którzy swoimi radami i krytykowaniem jego nadużyć ściągnęli na siebie gniew despoty – z czasem zaczęto nawet czcić wszystkie ofiary masowej egzekucji z 212 r. p.n.e. jako „męczenników konfucjanizmu”. Wersja ta stoi w sprzeczności z przekazem Sima Qiana, jedynej starożytnej kroniki opisującej panowanie Pierwszego Cesarza zachowanej do naszych czasów. Prawdą jest jednak, iż wśród ludzi wtedy straconych byli także autentyczni konfucjańscy erudyci, których torturowani alchemicy i czarownicy obciążyli w śledztwie, próbując ratować własną skórę.
Wszystkie opisane powyżej czynniki sprawiły, że w czasie panowania Qin Szihuangdi nie było ŻADNYCH ZNACZĄCYCH BUNTÓW przeciw jego reżimowi. Z kroniki Sima Qiana jasno wynika, że sporadyczny zbrojny opór po 221 r. p.n.e. stawiali przede wszystkim zrujnowani przez reżim Qin szlachcice i arystokraci, ale zwykli ludzie znaleźli swe miejsce w ramach nowego porządku. Brak poparcia ze strony ludności wiejskiej sprawił, że praktycznie wszystkie zbrojne grupy przeciwników nowych porządków musiały się w końcu rozproszyć, a ich członkowie ukryli broń i przeszli do konspiracji.
Jednak skoro było tak dobrze, to dlaczego było tak źle? Jak opisano wyżej, ostatnie pięć lat panowania Qin Szihuangdi w znacznej mierze zniweczyło jego wcześniejsze pozytywne dokonania. Pośpiech, z jakim władca zaczął prowadzić swoje projekty, i jednoczesne zwiększenie ilości wielkich robót publicznych weszły w reakcję z rozbudowaną i sprawną administracją i tym samym na chińskich poddanych spadł nowy rodzaj prześladowcy – bezduszny aparat państwowy wykonujący polecenia odległej władzy będącej dla zwykłego człowieka abstrakcją. Ucisk ze strony cesarskich urzędników z nawiązką zastąpił wszelkie cierpienia, jakich dawniej chiński gmin mógł doznać od administracji królewskich lub miejscowych feudałów. Surowe prawa Pierwszego Cesarza, mające zagwarantować pokój wewnętrzny i ukrócić bandytyzm, zaczęły być teraz wykorzystywane przez gubernatorów prowincji jako narzędzie do zgromadzenia darmowej siły roboczej i wypełnienia kontyngentów „ochotników” do kolonizacji nowo podbitych terytoriów. Wydanie w 213 r. p.n.e. edyktu zakazującego wszelkiej krytyki reżimu, a nawet dyskutowania o dawnych tradycjach, pod groźbą kary śmierci (najczęściej zamienianej na katorgę), było już samo w sobie ciężkim błędem, gdyż poprzez sterroryzowanie ludności i szerzącą się plagę donosicielstwa przepis ten kompletnie zatruł atmosferę w kraju. Użycie go do masowych aresztowań, pozwalających obrócić dziesiątki, a później wręcz setki tysięcy ludzi w _de facto_ niewolników, pozbawiło reżim Qin poparcia większości poddanych.
Sam władca i jego ministrowie mało dbali o to, co będą myśleć o nich szlachcice z Sześciu Królestw lub uczeni konfucjaniści – uważali za to, że jeśli uda im się zbudować jednolite, trwałe i silne państwo, dbające o wszystkich poddanych, zostaną zapamiętani jako wielcy ludzie. Dlatego w manifestach ideologicznych wyrytych na kamiennych kolumnach Qin Szihuangdi odwoływał się do zwykłych zjadaczy chleba, „ludu czarnogłowego”, którego los chyba szczerze leżał mu na sercu, przynajmniej w pierwszych latach panowania. Jak więc osądzili Pierwszego Cesarza „czarnogłowi”?
W kronikach historycznych rzadko daje się głos ludziom z gminu, skazując ich tym samym w zasadzie na wieczne milczenie. Ale czy jest tak naprawdę? Wbrew pozorom „lud czarnogłowy” zawsze i wszędzie znajdował sposób, aby pozostawić swą opinię o danych czasach i ludziach, którzy wtedy sprawowali władzę i decydowali o jego losie. W legendach, bajkach, klechdach, przypowieściach, przysłowiach, piosenkach i przyśpiewkach, rymowankach i wyliczankach, wierszach, dowcipach i wszystkich innych formach folkloru ludowego znajduje się także osąd władców i panujących w dawnych czasach porządków – i jest to przesłanie zaskakująco trwałe, trudniejsze często do zniszczenia niż spisane kroniki lub nawet wyryte na kamieniu proklamacje. Kroniki płoną, kamienne obeliski są rozbijane, ale echa dawnych czasów pozostają ukryte w świadomości zbiorowej, tak jak ślady przeszłości zachowują się w słojach starych drzew i warstwach geologicznych skał. Tak jak drzewa i kamienie, chiński gmin z czasów starożytnych, choć na pozór niemy, przechował pamięć o Pierwszym Cesarzu do dziś, świadectwo równie dobitne co kroniki spisane na jedwabiu przez erudytów, niemożliwy do stłumienia głos milczących i nieodwołalny werdykt bezsilnych. Oddajmy więc ostatnie słowo w rozważaniach o życiu i dokonaniach Qin Szihuangdi właśnie „czarnogłowym”, do których osądu sam władca się odwoływał. Istnieje mnóstwo legend i podań o czasach Pierwszego Cesarza, ale jedna z nich wysuwa się na czoło, zarówno pod względem popularności, jak i siły przesłania.
Legenda o damie Meng Jiangnu
Pierwszy Cesarz rozkazał wzniesienie na północnej granicy Muru Dziesięciu Tysięcy Li. Na jego rozkaz 300 tysięcy żołnierzy i 800 tysięcy robotników zostało zmobilizowanych do tego zadania. Aby upewnić się, że jego dzieło przetrwa, na każde jeden li Muru kazał pogrzebać żywcem w fundamentach jednego człowieka – łącznie 10 tysięcy ludzi. W miarę, jak czas upływał, cesarz niecierpliwił się coraz bardziej i wciąż kazał przyspieszać roboty, nie dbając o los pracujących. Z każdego zakątka imperium spędzano coraz więcej ludzi do pracy, przez co wielu uciekało, obawiając się, iż nie wytrzymają wieloletniej katorgi. Był wśród nich także młody skryba imieniem Wan Xiliang z miasta Suzhou, który naraził się przełożonym i obawiał się zesłania. Chociaż nie był silny i zdrowie mu nie dopisywało, zdołał przez wiele miesięcy uniknąć łapanek i pędził żywot włóczęgi. W końcu jednak szczęście go opuściło i w mieście Songjiang zwrócił uwagę patrolu, który rzucił się za nim w pościg wąskimi uliczkami. Zdesperowany Wan Xiliang zdołał wyprzedzić ścigających go żołnierzy, wdrapać się na mur okalający uliczkę i wskoczyć do znajdującego się za nim ogrodu. Jego prześladowcy zgubili tym samym trop i zniechęciwszy się, zaniechali poszukiwań.
Ogród, w którym schował się Wan Xiliang, należał do zamożnych ludzi o nazwisku Meng. Pan Meng i jego żona, pani Jiang, nie mieli własnych dzieci, ale wychowywali przybraną córkę, przygarniętą sierotę, którą nazwali Meng Jiangnu. Jej pochodzenie pozostaje zagadką, ale gdy dorosła, okazała się tak piękna i pełna uroku, że w całym mieście zaczęto szeptać, że nie jest zwykłą istotą ludzką, lecz że jej przybrani rodzice, którzy od dawna modlili się o potomstwo, znaleźli ją pewnego dnia w ogrodzie, wewnątrz ogromnej tykwy o złotej skórze, wyrosłej w ciągu jednej nocy na ulubionym krzewie pani Jiang. W dniu, gdy Wan Xiliang ukrył się w ogrodzie, Meng Jiangnu właśnie skończyła 18 lat i wielu mężczyzn z miasta i okolicy ubiegało się już o jej rękę – jak dotąd bezskutecznie.
Schowany w krzewach uciekinier wkrótce usłyszał kroki i śpiew młodej dziewczyny, po czym zobaczył Meng Jiangnu przechadzającą się po ogrodzie i bawiącą się wachlarzem, na który próbowała wabić co piękniejsze motyle. Widok wywarł na nim wielkie wrażenie, przez co Wan Xiliang stracił czujność i poruszył gałęziami. Dziewczyna odwróciła się i widząc skrytego za krzewami mężczyznę, przestraszyła się, krzyknęła, po czym cofnęła się i tracąc równowagę, wpadła do sadzawki. W płytkiej wodzie nie groziło jej niebezpieczeństwo, ale Wan Xiliang i tak rzucił się na ratunek, tak że gdy nadbiegli pan Meng, pani Jang i ich służba, znaleźli swoją córkę w przemoczonych i ubłoconych szatach, w ramionach nieznajomego mężczyzny.
Dla pana Meng i jego żony była to kłopotliwa sytuacja. Oboje natychmiast zrozumieli, że Wan Xiliang nie miał złych zamiarów, ale za to jasne było, że jest uciekinierem, jakich było wtedy bez liku w całych Chinach, i za ukrywanie go mogła grozić surowa kara. Co gorsza, ich przybrana córka nie tylko była sam na sam z obcym mężczyzną, ale nawet znalazła się w jego ramionach na oczach służby – tym samym mimo całej jej urody i majątku rodziców jej szanse na znalezienie dobrej partii nagle zmalały prawie do zera. Nie było wyjścia, trzeba było młodych ożenić i tym samym stłumić skandal w zalążku.
Mimo iż przed ślubem Wan Xiliang i Meng Jiangnu znali się zaledwie jeden dzień, przypadli sobie do gustu i żadne nie narzekało na swój los. Ich szczęście jednak trwało bardzo krótko – nie upłynął nawet pierwszy tydzień ich związku, gdy do bramy domostwa pana Meng i pani Jiang zastukał patrol wojska i mimo protestów teściów Wan Xiliang został aresztowany i jako poszukiwany zbieg dołączony do pierwszego transportu więźniów zesłanych do budowy umocnień na północnej granicy.
Pan Meng i pani Jiang poprzez swoje koneksje uniknęli aresztowania, ale od tej pory nie było szczęścia w ich domu, gdyż Meng Jiangnu bardzo źle przeżyła rozłąkę ze świeżo poślubionym małżonkiem. Pocieszano ją co prawda, że zsyłka na północ jest czasowa i po kilku latach ci, którzy przeżyli ciężką pracę i mroźne zimy, mogą wrócić do domów – jednak nawet wychowana w cieplarnianych warunkach i w izolacji od świata jedynaczka wiedziała, że wielu zesłańców nie przeżywa nawet pierwszych miesięcy. Meng Jiangnu i jej matka własnoręcznie uszyły więc ciepłe ubranie dla Wan Xilianga, pragnąc posłać je na północ poprzez znajomych kupców, zanim nadejdzie prawdziwa zima.
Na początku października Meng Jiangnu miała jednak straszny koszmar senny, w którym jej mąż leżał nieruchomo i szeptał zsiniałymi wargami: „Jest mi tak zimno. Zamarzam. Meng Jiangnu, ja umieram!”. Następnego dnia wystraszona, ale zdeterminowana dziewczyna oświadczyła rodzicom, że nie czekając na żadnych kupców, wyrusza na północ natychmiast osobiście, aby zawieźć ciepłą odzież mężowi, nawet jeśli nie ma ku temu niezbędnych do podróżowania papierów. Pan Meng i pani Jiang nie byli w stanie jej towarzyszyć ze względu na swój wiek i błagali ją, aby zaniechała tego szaleńczego pomysłu. Po kilku dniach jednak, widząc, że ich przybrana córka więdnie w oczach, dali jej pozwolenie, kupili jej konia i zaopatrzyli na drogę. Rodzice Meng Jiangnu mieli nadzieję, że patrole nie będą pytać o zezwolenie na podróż ubranej w bogate szaty i podróżującej konno dziewczyny, zaś dzięki surowej polityce Pierwszego Cesarza gościńce były bezpieczne jak nigdy, gdyż ci bandyci, których nie wytępiono, kryli się w dzikich zakamarkach kraju, raczej unikając dróg.
Meng Jiangnu ruszyła na północ jedną z mniej uczęszczanych dróg, o której mówiono, że jest rzadko patrolowana, i istotnie miała szczęście, gdyż nikt jej nie zapytał o pozwolenie na podróż. Zanim jednak dotarła na północne pogranicze, na drodze stanęła jej przeszkoda tłumacząca skądinąd, dlaczego ten gościniec był mniej używany – wezbrana na skutek jesiennych deszczów rwąca rzeka, niemożliwa do przebycia na końskim grzbiecie ani wpław. Nigdzie, jak okiem sięgnąć, nie można było dostrzec ani mostu, ani promu, ani nawet jakiejś osady rybaków, gdzie można by poszukać łodzi. Ta nieoczekiwana trudność sprawiła, że Meng Jiangnu opuściły siły. Zsiadła z konia i uklęknąwszy na brzegu, po raz pierwszy od początku podróży rozpłakała się. Wtedy zdarzyło się coś niezwykłego – gdy tylko pierwsza jej łza dotknęła wody, wzburzone odmęty uspokoiły się. Nie tracąc czasu na zastanawianie się, dziewczyna wsiadła na konia i trzymając się jego grzywy, przepłynęła przez rzekę.
Po drugiej stronie rzeki droga była zaniedbana i zarośnięta krzakami, w końcu zniknęła całkowicie i Meng Jiangnu znalazła się na dzikim bezdrożu. Nie zawróciła jednak, lecz wędrowała dalej na północ, powoli znajdując drogę między porośniętymi lasem wzgórzami. W końcu skończyła jej się żywność, zaś w nocy dokuczał jej coraz bardziej chłód. Na domiar złego, gdy rozpalała ognisko na noc, zobaczyła przemykające w krzakach wilki, zwabione zapachem jej wierzchowca. Być może jej wędrówka skończyłaby się w tym dzikim lesie, ale następnego dnia rano, gdy wyruszyła dalej, zauważyła dwa kruki, która podlatywały do niej, następnie zaś znikały w lesie, aby po chwili znowu wrócić, zupełnie jakby chciały jej pokazać drogę. Nie zastanawiając się wiele, Meng Jiangnu podążyła za ptakami i pod koniec dnia zauważyła dym wznoszący się w powietrze, wkrótce zaś grupę skromnych domostw – była to niewielka wioska, zagubiona w środku lasu.
W osadzie tej żyły tylko kobiety, dzieci i kilku starszych lub kalekich mężczyzn – młodzi i silni chłopi zostali zapędzeni do pracy przy wałach granicznych. Gdy dowiedzieli się, że Meng Jiangnu przebyła tak daleką drogę, aby dowiedzieć się o los swojego męża, ugościli ją najlepiej, jak potrafili. Następnego dnia dziewczyna wyruszyła w ostatni etap wędrówki, gdyż wały graniczne były już niedaleko.
Wkrótce Meng Jiangnu dotarła do pierwszego obozu, w którym mieszkali ludzie spędzeni do budowy wałów. Większość z nich wyglądała na chorych z przemęczenia i niedożywienia, wielu było odzianych w łachmany i mało kto miał ciepłe obuwie. Nadzorcy poganiali ich i zmuszali do jak najszybszej pracy, zaś żołnierze pilnowali, aby nie było dezercji i nie wahali się strzelać z kusz do uciekinierów. Protesty i nieposłuszeństwo karano chłostą lub nawet śmiercią. Już sama atmosfera tego miejsca przeraziła Meng Jiangnu, ale wkrótce potem czekał ją jeszcze większy wstrząs, gdy przyjrzała się bliżej wałom z ubitej ziemi, z których wystawały fragmenty gałęzi użytych do wzmocnienia konstrukcji, ale także tu i ówdzie jakieś białe przedmioty. Dziewczyna uświadomiła sobie w końcu ze zgrozą, że są to bielejące ludzkie kości – tak wielu pracowników umierało w czasie robót, że zamiast chować ich choćby w zbiorowych mogiłach, nadzorcy kazali ich po prostu zakopywać w wałach!
Meng Jiangnu nie dowiedziała się niczego o losach swego męża w tym miejscu, ruszyła więc dalej wzdłuż wałów, rozpytując się w każdym kolejnym obozowisku. O dziwo, nikt jej w tym nie przeszkadzał; ani żołnierzom, ani urzędnikom nie przyszło nawet do głowy, że samotnie podróżująca kobieta może przebywać na pograniczu bez zezwolenia. Tym samym dziewczyna dotarła wreszcie do obozu, w którym pracownicy mówili znajomą gwarą – byli to ludzie z jej prowincji. Pełna nadziei Meng Jiangnu odszukała zarządcę obozu i spytała go o Wan Xilianga. Urzędnik skojarzył nazwisko, ale nie miał dobrych wieści – Wan Xiliang zachorował wkrótce po przybyciu do obozu i zmarł kilka tygodni wcześniej. Gdy jego młoda małżonka wyruszyła w ryzykowną podróż, aby go szukać, jego samego nie było już wśród żywych. Usłyszawszy to, Meng Jiangnu zemdlała i nie można jej było docucić.
Nadzorcy obozu i żołnierze cesarscy nie należeli do ludzi delikatnych, ale żal im się zrobiło tej młodej i pięknej dziewczyny, zanieśli ją więc do namiotu i wezwali lekarza, któremu udało się postawić ją na nogi. Gdy tylko jednak była w stanie znowu chodzić, Meng Jiangnu wyszła z namiotu i podążyła do podnóża wałów, następnie zaś uklękła i zaniosła się strasznym płaczem z tęsknoty za mężem, którego miała dla siebie tylko przez kilka dni, z poczucia krzywdy, iż jego życie zostało zmarnowane tak bezsensownie, a także z żalu, iż taki sam los spotkał tysiące innych młodych ludzi. Tak głęboki był żal i smutek Meng Jiangnu, tak rozpaczliwy jej płacz, że znowu wydarzyło się coś niezwykłego – niebo zaczęło zachodzić mroczną chmurą, zerwał się niezwykle silny wiatr, konie i inne zwierzęta w obozie wpadły w popłoch i zaczęły uciekać na oślep, na koniec zaś zatrzęsła się ziemia i na przestrzeni wielu kilometrów usypane już i ukończone wały rozpadły się. Wśród stert ziemi, piasku i kamieni leżało także mnóstwo ludzkich szczątków, jedynych pozostałości po zmarłych pracownikach.
Meng Jiangnu wstała wtedy i nie zwracając uwagi na panujący dookoła chaos, zaczęła zbierać ludzkie kości i gdy już zebrała ich całe naręcze, gołymi rękami wykopała grób i złożyła w nim szczątki zmarłych pracowników na wieczny spoczynek, po czym odmówiwszy modlitwę, zakopała grób. Następnie zrobiła to samo z kolejną stertą kości, a potem z następną i jeszcze następną. Kontynuowała w ten sposób wiele dni, sypiając w nocy i niestrudzenie chowając zmarłych przez całą resztę czasu. Żołnierze i nadzorcy nie przeszkadzali jej, przeciwnie, nie wiedząc, co z nią począć, omijali ją szerokim łukiem i udawali, że jej nie widzą. Pracownicy z obozu wznieśli jej szałas, przynieśli jej koce i dzielili się z nią żywnością, dzięki czemu nie umarła z zimna ani głodu.
Upłynęło wiele dni i Meng Jiangnu wciąż kontynuowała swoją samotną pracę, nie odzywając się ani słowem i nie zwracając uwagi na otoczenie – aż wreszcie zdarzył się kolejny niezwykły wypadek. Zbierając skrupulatnie kości kolejnego zmarłego robotnika, Meng Jiangnu skaleczyła się w rękę. Nie był to pierwszy raz, ale tym razem jej krew, zamiast spłynąć po ludzkich szczątkach, wsiąkła w kości tak, że ani jedna kropla nie upadła na ziemię. Dziewczyna zachwiała się, uklękła na ziemi i przytuliwszy zebrane kości, wybuchnęła strasznym płaczem – zrozumiała, że oto odnalazła zwłoki swojego męża Wan Xilianga. Gdy doszła do siebie, zawinęła pieczołowicie odnalezione szczątki w materiał i wyruszyła z powrotem do domu, aby tam godnie pochować męża.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książkiZapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. Część niniejszej publikacji ukazała się w serii Historyczne Bitwy pt. _Wojna Czu z Han 209–202 p.n.e._
2. Ostatnim cesarzem Chin był generał Yuan Szikai (1859–1916), wcześniej prezydent chińskiej republiki w latach 1912–1915. Przyjął tytuł cesarski 12 grudnia 1915 r. i pod imieniem Hongxian panował 83 dni – do 22 marca 1916 r.
3. Dynastia Zhou obaliła dynastię Szang w roku 1046 p.n.e. Królowie Zhou stracili rzeczywistą władzę w 771 r. p.n.e.; ostatnia próba jej odzyskania zakończyła się klęską w 707 r. p.n.e. Mimo to przez kolejne wieki władcy wszystkich chińskich krajów formalnie byli wasalami królów Zhou, nawet jeśli ci ostatni posiadali tylko niewielką domenę na własność. Kraj Qin zajął to terytorium w 256 r. p.n.e., detronizując i uprowadzając jego władcę. Ostatni przedstawiciel dynastii Zhou i pretendent do tronu, książę Wen, zginął w walce z Qin w 249 r. p.n.e.
4. Dzieło zbiorowe nieznanych autorów z III w. p.n.e. Część rozdziałów niestety nie zachowała się.
5. Szang Yang (ok. 390–338 p.n.e.), kanclerz Qin w latach 361–338 p.n.e. Przekształcił on słaby dotąd kraj w totalitarne supermocarstwo, narzucając kontrolę państwa nad wszelkimi aspektami życia, wprowadzając drakoński kodeks karny, militaryzując społeczeństwo i podporządkowując gospodarkę potrzebom armii.
6. W niektórych punktach okryty ponurą sławą kodeks karny Qin był łagodniejszy niż wiele praw europejskich jeszcze w czasach nowożytnych – np. w Anglii, a później w Wielkiej Brytanii według przepisów tzw. Krwawego Kodeksu (Bloody Code, 1688–1823) za zwykłą kradzież sakiewki szło się zazwyczaj na szubienicę.
7. Do rozległej doliny rzeki Wei, będącej sercem kraju Qin, wszystkie drogi wiodły przez górskie przesmyki, dlatego utarło się nazywać ten obszar Krajem za Przełęczami.
8. Kraj Yue został zniszczony w 333 r. p.n.e. przez Czu i Qi, które podzieliły się jego terytorium.
9. Trzej Królowie – dynastie Xia, Szang i Zhou panujące przed czasami Pierwszego Cesarza.
10. Chińczycy uważali, że ich kraj to jedyna ostoja cywilizacji otoczona przez cztery morza barbarzyństwa.
11. Chodzi o _dao_ (lub _tao_), uniwersalne zasady kierujące wszechświatem, podstawowy koncept taoizmu.
12. W 227 r. p.n.e. Jing Ke, wysłannik z kraju Yan, o mały włos nie zabił króla Zheng z Qin zatrutym sztyletem ukrytym w mapie. Jest to najsłynniejszy zamach w dziejach Chin, upamiętniony przysłowiem „Gdy mapę rozwinąć do końca, pokazuje się sztylet”. Pozostali członkowie poselstwa z Yan, chociaż nie byli świadomi misji Jing Ke, zostali zabici – oszczędzono tylko słynnego muzyka Gao Jianli, ale wypalono mu oczy.
13. Jego dziadek Meng Ao i ojciec Meng Wu byli swego czasu jednymi z głównych generałów Qin.
14. W starożytności Chińczycy używali nazwy Yue dla wszystkich ludów żyjących na południe od Jangcy. Jeden z nich stworzył w VII w. p.n.e. państwo Yue, które w V wieku osiągnęło status wielkiego mocarstwa, ale zostało zniszczone przez Czu i Qi w 333 r. p.n.e. Inne narody Yue uniknęły wtedy chińskiego podboju.
15. Ich rody panujące wywodziły się od wysoko urodzonych uciekinierów z królestwa Yue, którzy uszli na południe, po tym jak ich kraj został w 333 r. p.n.e. podbity przez Czu i Qi.
16. Praktycznie nic nie wiadomo o ustroju politycznym tej krainy – wydaje się jednak, iż było to raczej przymierze plemion niż jednolite państwo.
17. Ukończony 800 lat później przez dynastię Sui, gdy powstał Wielki Kanał od Hangzhou na południu do Pekinu na północy, system ten ma ponad 2000 kilometrów długości. Gruntownie zmodernizowany, pozwala on wielkim barkom rzecznym kursować między Kantonem i Pekinem, nie oglądając ani razu morza!
18. Jest to gra słów – po chińsku słowo „domowy” brzmi prawie tak samo jak „fałszywy”…
19. Przed wynalezieniem papieru (co nastąpiło dopiero w roku 105 n.e.) Chińczycy pisali na bambusowych listwach, przez co można śmiało powiedzieć, że nie było wtedy żadnych dokumentów małej wagi…
20. Te liczące ponad tysiąc lat przedmioty sakralne, otoczone wielką czcią przez wszystkich Chińczyków, zostały wrzucone do rzeki przez króla Nan, ostatniego władcę z dynastii Wschodnich Zhou, gdy w 256 r. p.n.e. jego ostatnia siedziba, Wangcheng (miasto leżące w pobliżu Loyang), została wzięta szturmem przez wojska Qin.
21. Król Helu był władcą kraju Wu w latach 514–496 p.n.e. Pod jego rządami to niewielkie królestwo wyrosło na groźne mocarstwo, po części dzięki reformom wojskowym wprowadzonym przez słynnego stratega Sun Tzu.
22. Płatnerze i kowale wspomnianego już uprzednio królestwa Yue cieszyli się wielką renomą. Po zagładzie Yue w 333 r. p.n.e. wielu z nich uszło do swych pobratymców żyjących na dalekim południu.
23. W 481 r. p.n.e. generał Tian Heng zabił panującego w kraju Qi księcia Jian, po czym osadził na tronie marionetkowego władcę, przejmując rzeczywistą władzę.
24. W latach 526–520 p.n.e. dynastia rządząca w kraju Jin faktycznie utraciła władzę na rzecz przymierza sześciu klanów możnowładców Fan, Han, Wei, Zhao, Zhi i Zhonghang, zwanych Sześcioma Ekscelencjami.
25. Mityczni władcy Huangdi, Zhuanxu, Ku, Yao i Szun, którzy według legend stworzyli chińską cywilizację.
26. Biblioteka przechowująca dokumenty na potrzeby samego władcy i jego najbliższych współpracowników.
27. Były to miasta stołeczne w czasach dynastii Zachodnich Zhou (1045–771 p.n.e.).
28. Li Si urodził się w 280 r. p.n.e. w kraju Czu, ale nie mogąc znaleźć zatrudnienia, wyemigrował prawdopodobnie ok. 250 r. p.n.e. do Qin, gdzie rozpoczął karierę w administracji od najniższego szczebla. W latach 224–222, już jako jeden z głównych ministrów Qin, przyczynił się do podboju rodzinnego kraju.
29. Istnieje nawet radykalna (i bardzo kontrowersyjna) teoria utożsamiająca Xu Fu z cesarzem Jimmu, założycielem pierwszego państwa japońskiego, od którego bierze także początek japoński ród cesarski.
30. Nie znamy dokładnej daty tych wydarzeń, ale musiało to nastąpić ok. 215 r. p.n.e., gdyż wcześniej Meng Yi nie był ministrem, a od procesu Zhao Gao do podroży cesarza na południe minęło kilka lat.
31. Owiane legendą królestwo Xia było pierwszym państwem chińskim, istniejącym od ok. 2000 r. p.n.e. do podboju przez sąsiadujący kraj Szang w 1576 lub 1557 r. p.n.e. Jego istnienie, przez długi czas podważane przez naukę, zostało udowodnione niezbicie przez liczne znaleziska archeologiczne w latach 50. i 60. XX w.
32. Po zdobyciu stolicy Zhao władca każe zabić wszystkie miejscowe dzieci, gdyż jedno go obraziło.
33. Patrz tom poprzedni _Kroniki pierwszych dynastii_.
34. Lu Buwei (ok. 291–235 p.n.e.), kanclerz i regent Qin, gdy król Zheng był małoletni. Matka króla była w młodości nałożnicą Lu Buweia, wrogowie władcy rozpuścili więc pogłoskę, iż jest on bękartem kanclerza, przez co nie ma prawa zasiadać na tronie. Patrz poprzedni tom _Kroniki pierwszych dynastii_.
35. Dla porównania car Piotr Wielki kazał swego najstarszego syna za podobne przestępstwo stracić. Carewicz Aleksy (1690–1718) nie dożył jednak egzekucji; zmarł na skutek tortur zadanych podczas śledztwa.