Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Dzieli nas tylko czas… - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
7 lipca 2026
33,00
3300 pkt
punktów Virtualo

Dzieli nas tylko czas… - ebook

"Dzieli nas tylko czas…" to oparte na prawdziwych wydarzeniach poruszające świadectwo rodzica, który po stracie dziecka odnalazł drogę do życia, wiary i nadziei. Autor prowadzi czytelnika przez osobistą historię żałoby, która z czasem staje się opowieścią o miłości silniejszej niż śmierć.
Ta książka nie daje prostych odpowiedzi, ale niesie ukojenie. W każdym zdaniu wybrzmiewają szczerość, wdzięczność i głęboka duchowość. "Dzieli nas tylko czas…" przypomina, że nawet w największym cierpieniu można odnaleźć sens i pokój – jeśli pozwoli się Bogu działać w sercu.
Dla tych, którzy tęsknią. Dla tych, którzy uwierzą. Dla tych, którzy chcą znów zacząć żyć.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Biografie
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8308-878-5
Rozmiar pliku: 4,4 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

_KILKA SŁÓW O_ _KSIĄŻCE…_

_Trudno ubrać mi w_ _słowa wszystkie uczucia i_ _emocje, jakie towarzyszyły mi podczas lektury książki_ Dzieli nas tylko czas_… Czytałam ją z_ _ogromnym wzruszeniem, wczuwając się sercem w_ _każde opisane wydarzenie, w_ _każde wyrażone uczucie. Czytałam ją jako mama dwóch nastoletnich synów_ _– tym bardziej stała się bardzo bliska mojemu sercu._

_Niniejsza publikacja to dla mnie przede wszystkim wielkie Świadectwo_ _– tak, napisane od wielkiej litery. Świadectwo rodziców Mikołaja, którzy w_ _tak ogromnym cierpieniu znajdują siły, by pomagać i_ _wspierać innych. Otwierają się, dając nadzieję, że z_ _Bogiem nie ma rzeczy niemożliwych do przejścia. Na życie patrzą z_ _innej perspektywy, uświadamiając, jakie wartości są tak naprawdę ważne. I_ _to wszystko robią z_ _takim zaangażowaniem i_ _miłością_ _– mimo ściśniętego przecież serca…_

_To dla mnie Świadectwo ich wiary._

_Jednocześnie chciałam bardzo podziękować zarówno Panu Rafaelowi, jak i_ _Jego Żonie za zaufanie, jakim mnie obdarzyli. W_ _końcu jestem dla nich zupełnie obcą osobą, której powierzyli redakcję i_ _korektę tekstu. Proszę mi wierzyć, że w_ _przypadku tej książki to nie była zwykła praca nad nią. I_ _nie są to puste słowa. Myślę_ _– i_ _tak czuję_ _– że Autor to wie._

_W_ _żaden sposób nie potrafię wyrazić współczucia. Mogę jedynie zapewnić o_ _pamięci w_ _modlitwie za Mikołaja i_ _Nicole, a_ _także za Was, drodzy Rodzice._

_Joanna Pękała_WPROWADZENIE

Książka ta jest prawdziwą historią, która zmieniła moje życie. Wszystko, co opisałem, jest prawdą, choć niektóre wątki oparte są na moich odczuciach osobistych i wspomnieniach bliskich mi osób. Nie chciałem pominąć także tych wydarzeń, które mogą być niezgodne z nauką Kościoła, jednak zdaję sobie sprawę z tego, jak przebiega żałoba i że każdy z nas wybiera swoją, czasem bardzo długą i krętą, drogę do jej przebycia. Najważniejszy jednak jest jej cel, i to chciałem Wam, drodzy Czytelnicy, przedstawić.

Gdy zacząłem spisywać te wspomnienia, przyświecała mi myśl, że robię to dla Syna. Z czasem stwierdziłem, że jest to też sposób na wyrzucenie z siebie emocji i znalezienie ukojenia. Jednakże ostateczna wersja tej książki jest dla Was, drodzy Rodzice po stracie dziecka. Chciałbym pokazać Wam drogę, którą ja wspólnie z żoną podążam, z największego mroku ku nowemu światłu w naszym życiu. Przed dniem, który zmienił wszystko, byłem prawie na dnie, mimo że wielu widziało mnie na szczycie. Miałem majątek, bliskich, szczęście i korzystałem z przyjemności tego złudnego świata. Powoli jednak staczałem się, nie widząc wielu swoich słabości, z których największą był brak prawdziwej wiary w Boga. Nie zdążyłem zmienić i nawrócić się za życia Syna i przekazać mu celu naszego istnienia na tym świecie. Wiem jednak, że to właśnie dzięki modlitwie za Mikołaja i Nicole zrozumiałem sens doczesności, którym jest zbawienie nas wszystkich. Podążanie drogą, która prowadzi do życia wiecznego, jest przyjemniejsze, gdy mamy obok siebie partnera, ale nawet samemu można dojść do celu. Nauczyłem się żyć, nie myśląc tylko o sobie, ale także o tym, jak mogę przyczynić się do zbawienia moich bliskich. Kiedy zrozumiałem prawdziwy sens naszego życia tutaj, na ziemi, zapragnąłem podzielić się tym z Wami w tej książce. Wiara w Boga i życie wieczne nadają sens życiu i śmierci, pozwalają przejść trudną drogę doczesności, dźwigać krzyż, który jest dla nas przeznaczony. W końcu każdy z nas musi w pewnym momencie życia wziąć swój krzyż na barki i może okazać się to oczyszczającym doświadczeniem. Ten czas tutaj, na ziemi, to dla nas tylko krótki przystanek do wieczności, spotkania z ukochanymi po śmierci cielesnej, do której tylko w ten sposób można się przygotować. Warto już dziś zadać sobie pytanie: Jak przeżyć czas, który nam pozostał? Nie będę odkrywczy, jeśli odpowiem z całkowitą pewnością siebie: żyj z miłością do Boga i bliźniego, naprawiaj błędy, oddając dobro, bo właśnie to zabierzemy ze sobą do domu naszego Ojca w Niebie.

Kiedy wydaje Ci się, że straciłeś wszystko, właśnie wtedy możesz zdobyć więcej. Święty Paweł, który stał się dla mnie i dla wielu autorytetem, tak mówi w Liście do Filipian: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4,13).

Ja się pod tym podpisuję.

_Rafael Wojciechowski_

Nie płacz, jeśli mnie kochasz

Na inną stronę̨ po prostu przeszedłem.

Lecz jestem wciąż sobą. Jak ty jesteś tobą.

Kim dla siebie byliśmy – pozostaniemy.

Nazywaj mnie tak, jak zawsze.

I mów do mnie jak zawsze, najmniejszej różnicy nie czyniąc.

Nie zasmucaj się zbytnio ani nie nadymaj.

Niech cieszy cię to, co nas wspólnie cieszyło.

Módl się, uśmiechaj, myśl o mnie i módl się wraz ze mną.

Niech moje imię będzie wspominane w domu, jak to zawsze było,

Bez jakiejś wyniosłości i bez cienia smutku.

Życie bowiem oznacza to, co zawsze oznaczało,

i jest tym, czym zawsze było: nić się nie przecina.

Dlaczego miałbym nie być w twoich myślach?

Tylko dlatego, że mnie nie widzisz?

To nie tak, gdyż jestem tuż obok, jedynie z drugiej strony drogi…

Uspokój się, przecież wszystko będzie dobrze…

Odnajdziesz moje serce, odnajdziesz ciepło mych uczuć.

Otrzyj twe łzy i nie płacz, jeśli mnie kochasz.

(ŚWIĘTY AUGUSTYN, _NIĆ SIĘ NIE PRZECINA_)2
KOLEJNE DNI I POGRZEB

Obudziliśmy się wcześnie rano. W pokoju Mikołaja panowała cisza i porządek, jaki po sobie zostawił. Na jego biurku leżały aparaty fotograficzne i akcesoria. W narożniku stały lampy oświetleniowe, a nad łóżkiem wisiały plakaty bohaterów z jego ostatniej produkcji filmowej zatytułowanej _Ostatnia paczka_. Jeszcze kilka dni temu wspólnie cieszyliśmy się z wyróżnienia, jakie otrzymał na dwudziestym drugim festiwalu filmów amatorskich w Ostrołęce pod nazwą Filmowe Zwierciadła oraz jego nagrody w wysokości pięciuset złotych. Kwota nie miała znaczenia, liczył się fakt, że to była jego pierwsza nagroda finansowa. Do tego stypendium naukowe na uniwersytecie, które miał odebrać w dniu śmierci. Całość tej sumy rozplanował na inwestycje związane z dalszą twórczością filmową, był z tego powodu niezmiernie szczęśliwy. Wszystko to było doskonałym prezentem imieninowym, które wspólnie z Nicole obchodzili szóstego grudnia.

Byli parą około pół roku, choć poznali się wcześniej. Ich związek wydawał mi się trochę burzliwy, jednak w środę, dzień przed wypadkiem, rozmawiałem z Mikołajem i otrzymałem zapewnienie z jego strony, że wszystko, co ich poróżniało do tej pory, wyjaśnili sobie i nadal chcą być razem. To była moja ostatnia poważna rozmowa z synem i cieszę się, że zapewnił mnie o tym, bo wcześniej za często wiele kwestii sprowadzało się do pytania z mojej strony: „Mikołaj, wszystko okej?”, na co otrzymywałem prostą odpowiedź: „Okej” lub „Tak”. Miałem wyrzuty sumienia, że przez ostatnie dwa miesiące nie znajdowałem zbyt wiele czasu na rozmowę z moim ukochanym i jedynym synem. Było to spowodowane dużą ilością obowiązków z mojej strony i jego zaangażowaniem w realizację pasji muzycznych. Po prostu często mijaliśmy się w domu lub nasza egzystencja odbywała się w różnych i odmiennych porach dnia bądź nocy.

Otwierając rano oczy, nie liczyłem na nic więcej, jak tylko na to, że mogę przytulić się do żony. Jej obecność i bliskość dodawały mi otuchy i nadziei w to, że Mikołaj żyje w nas. Wszystkie obowiązki i marzenia straciły sens. Wiedziałem, co muszę zrobić: pochować syna. Łzy napływały do oczu, serce krwawiło, a ja chciałem jak najszybciej dowiedzieć się, co dzieje się z ciałem mojego dziecka. Musiałem być silny psychicznie i nie okazywać słabości. Nie chciałem, aby w domu zapanowały depresja i rozpacz, które mogłyby zaburzyć logiczne myślenie. Nic dla nas nie było łatwe, a do tego nie było żadnego planu działania. Znalazłem w Internecie numer Prokuratury Rejonowej we Wrześni i parę minut po ósmej chwyciłem za telefon. Dowiedziałem się, że mam zadzwonić około godziny dziesiątej. Kolejne minuty się dłużyły. Przyjechał do nas teść, tego dnia miała też dotrzeć nasza córka, a my nadal nic nie wiedzieliśmy. Nie chcieliśmy czytać informacji, jakie pojawiają się w mediach internetowych, interesowały nas fakty. Mój teść, Kaziu, znał szczegóły wypadku, zdążył przeczytać informacje pojawiające się online. Po przyjeździe chwilę rozmawialiśmy, pocieszał nas, szczególnie moją żonę, zawsze był dla niej autorytetem i wsparciem w trudnych sytuacjach. W tym smutnym dniu chciał być pomocny. Zasugerował mi:

– Poproś, aby wydali ciało bez sekcji zwłok.

– Czy to jest możliwe? – odpowiedziałem.

– Słyszałem, że na życzenie rodziny prokurator może się zgodzić – odparł.

Wreszcie nastała godzina dziesiąta. Ta godzina na zawsze będzie już pewnym symbolem wydarzeń, które miały miejsce dzień wcześniej. Wykonałem kolejny telefon do prokuratury, połączono mnie i w krótkiej rozmowie dowiedziałem się, że sekcja zwłok odbędzie się w poniedziałek rano, a później możemy odebrać ciało z Zakładu Medycyny Sądowej w Poznaniu. Nie ma innej możliwości przy tego rodzaju wypadkach drogowych ze skutkiem śmiertelnym, zwłaszcza dwóch osób, kierowcy i pasażera. Takie procedury to norma, od której nie ma wyjątków. Rozłączyłem się i przekazałem wiadomość Kasi i teściowi. Nie widziałem sensu wpływać na decyzje, które były niezależne ode mnie, pozostało oczekiwanie.

Po kilku godzinach przyjechali Natalia z Bartkiem i naszą wnuczką Gają. Ich wizyta i informacja, że zamierzają u nas zostać kilka tygodni, wniosły dużo nadziei, wiary oraz otuchy w nasze serca. Siedmiomiesięczna Gaja wciąż się do nas uśmiechała i tym samym sprawiła, że mogliśmy uciec od rozmyślania tylko nad tragedią, która nas spotkała. Rodzinna wizyta u nas wywołała trochę uśmiechu, przyniosła nam potwierdzenie i wiarę w to, że Mikołaj cały czas jest pośród nas. Uśmiech wnuczki, pogodne nastawienie, reakcje i gaworzenie były pierwszym znakiem i nadzieją, że jego duch czy dusza jest w naszym domu i oczekuje modlitwy, a nie płaczu. Natomiast dojrzałość i cierpliwość zięcia pozwoliły nam wspólnie przeżyć tragedię i zjednoczyć się rodzinnie, wzajemnie się wspierając. Cała rodzina była razem i mogliśmy na siebie liczyć w każdej minucie, godzinie i kolejnych dniach.

Wieczorem odwiedzili nas przyjaciele: Rafał z Iwonką, z którymi często spędzaliśmy wakacje w ostatnich latach, Czarek z Asią – rodzice Ramzesa, przyjaciela syna – Jacek – ojciec chrzestny Mikołaja – i sąsiedzi Darek z Asią. Dla wszystkich było to trudne spotkanie, przytulili nas i chcieli wesprzeć dobrym słowem, dodając otuchy. Ukojenie nie było jednak możliwe, choć spotkanie dało nam do zrozumienia, że mamy w nich wsparcie, co było dla nas ważne. W kolejnych godzinach przyjechało nasze rodzeństwo, które przywiozło różne rzeczy, jedzenie, świece. Jedni wchodzili, inni wychodzili, troszcząc się w ten sposób o nas. Tego też dnia odebraliśmy mnóstwo kondolencji, zwłaszcza SMS-owych, na które odpowiadałem krótkim tekstem: „Proszę o modlitwę”. Czułem, że modlitwa była wtedy nam najbardziej potrzebna, a zwłaszcza Mikołajowi.

Chwilę po tym, gdy wszyscy nasi bliscy wyszli od nas, pojawili się mama Nicole ze swoją kuzynką i jej mężem. Ania miała trochę powyżej czterdziestu lat, była wysoką szatynką z długimi włosami, o sympatycznym usposobieniu. Przyjechała do nas, mimo że nas nie znała, zareagowała impulsywnie i postanowiła złożyć nam wizytę. My chyba też potrzebowaliśmy tego spotkania. Od samego początku poczuliśmy jej pozytywne i wręcz ciepłe nastawienie do nas, empatię pełną energii, która od niej biła. Przyjechała, aby nas pocieszyć i dać do zrozumienia, że jej córka i nasz syn byli w sobie zakochani. Rozmowa była trochę krępująca, trudna i bolesna, ale jednocześnie dała nam minimum ukojenia. Obawialiśmy się z jej strony agresji, pretensji i żalu, a otrzymaliśmy wsparcie i pocieszenie, tak jakby natchnął ją Duch Święty. W tym dniu było to dla nas naprawdę bardzo ważne, a Ania dała nam nadzieję na szczęście naszych dzieci po drugiej stronie. Była w tym czasie wręcz oparciem dla nas, przeświadczona o tym, że tak widocznie miało być i że nasze dzieci wciąż są szczęśliwe nawet na tamtym świecie. Odwiedziła pokój Mikołaja, spędziła w nim sporo czasu z Kasią, odebrała rzeczy, które zostawiła u nas Nicole. Wiedzieliśmy, że to dopiero początek naszej wspólnej drogi przez żałobę, która nastała w sercach naszych rodzin.

Tego wieczoru nie chciałem brać leków uspokajających, ale sięgnąłem do zapasu marihuany, jaki posiadałem w garażu. Zapaliłem wcześniej przygotowanego jointa. Usiadłem na kanapie i zacząłem słuchać utworów Mikołaja, tych wszystkich, do których miałem dostęp na telefonie. Myślami wróciłem do syna i jego twórczości jako Migz0ne. Zdałem sobie sprawę, że tak mało wiem na ten temat. Melancholijny nastrój i przesłanie, jakie niosły ze sobą piosenki Mikołaja mówiące o problemach, błędach, ale także o szukaniu sensu życia oraz realizacji planów i marzeń, wprowadziły mnie w stan zamroczenia i smutku. Chciałem iść spać, czułem zmęczenie i chęć, aby jak najszybciej położyć się w łóżku. Pomodliłem się i wkrótce usnąłem.

Przyszła sobota i kolejny trudny poranek po nocy spędzonej z Kasią i psem w pokoju Mikołaja. Mimo że łóżko dla naszej trójki było za małe, to wspólne w nim przebywanie dawało nam poczucie więzi i bliskości z synem. Nasza wnuczka Gaja nadawała barwę każdemu porankowi, jej uśmiech i niewinność wydawały się niczym blask wschodzącego słońca, tak właśnie było także w tamtym okresie. Myślę, że było nam łatwiej, gdy dzieliliśmy dni z Natalią, Gają i Bartkiem troszczącymi się o nas wszystkich. Zaczęliśmy rozmawiać o planach związanych z wydaniem wszystkich utworów, jakie stworzył Mikołaj pod swoim artystycznym wcieleniem jako Migz0ne. Tego dnia mieli nas odwiedzić przyjaciele syna, a my z niecierpliwością oczekiwaliśmy ich. Ja i Kasia w tym czasie paliliśmy dużo papierosów, przez to często wychodziliśmy z Ashą do ogrodu. Nałóg nikotynowy pochłonął nas bez reszty. Będąc na zewnątrz domu, patrzyłem w niebo, rozmyślałem o synu, modliłem się i rozpaczałem. Chciałem ukrywać ból i nie wyrażać go przy wnuczce, zresztą zauważyłem, że moja żona zachowywała się podobnie. Cały czas spływały do nas kondolencje, a my prosiliśmy o modlitwę za Mikołaja i Nicole. Tego dnia wspominaliśmy także ostatnie dni przed śmiercią syna i jego zachowanie w nocy, gdy wracał do domu i kładł się spać.

– Wstałam w środę nad ranem i zgasiłam światło w jego pokoju – powiedziała Kasia.

– Dlaczego spał przy zapalonej lampie? – zapytałem.

– Tłumaczył mi, że ma koszmary – wyznała.

Później dowiedzieliśmy się od przyjaciółki syna, Oli, że śniła mu się przerażająca kobieta. Pomyślałem wtedy, że mógł to być anioł śmierci Samael, w artystycznych wizjach często przedstawiany jako kobieta. W tradycji chrześcijańskiej to upadły anioł wypędzony z nieba za sprzeciwienie się Bogu.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij