-
nowość
Dzienniki z innej bajki. Kot w Butach - ebook
Dzienniki z innej bajki. Kot w Butach - ebook
Przezabawna książka Bena Millera, znanego aktora i komika!
Czy Kot w Butach potrafi przechytrzyć każdego?
Czy spryt, odwaga i para butów wystarczą, by odmienić własny los?
W tej pełnej humoru i przygód opowieści poznacie Mitenka – kota, którego życie zdecydowanie nie przypomina bajki. Nie dostaje mleka na śniadanie, śpi w ciemnej piwnicy i, co najgorsze, musi korzystać z kuwety! Nic dziwnego, że marzy o czymś więcej. W końcu kot taki jak on powinien mieszkać w zamku!
Mitenek za wszelką cenę chce spełnić to marzenie. Czeka go jednak niełatwe zadanie: musi oczarować króla i królową, pokonać groźnego ogra i przechytrzyć przebiegłą kotkę należącą do księżniczki. Ale najpierw powinien zdobyć buty, bo tylko Kot w Butach może osiągnąć swój wymarzony cel!
„Kot w Butach” to zabawna, pełna zwrotów akcji reinterpretacja jednej z najbardziej znanych baśni. Ben Miller po raz kolejny udowadnia, że nawet doskonale znane historie mogą zaskoczyć, rozbawić i pokazać bohaterów z zupełnie nowej strony.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Dzieci 6-12 |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8449-683-1 |
| Rozmiar pliku: | 24 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Dobra. Dość tego. Cierpliwość każdego kota ma swoje granice! Raz można wybaczyć, drugi raz – przymknąć oko, ale trzy dni z rzędu bez choćby kropli mleka na śniadanie?
Nie wierzę, że to mówię, ale kiedy dziś rano zszedłem do miski, ZNOWU była pełna WODY.
Taka rzadka. Bez smaku. Po prostu jest za mało kremowa, żebym mógł zapić te okropne suche chrupki.
Jestem rozsądnym kotem, ale to trwa już zbyt długo. Dachowiec potrzebuje swojej porannej porcji mleka.
I wiem, wiem, prowadzenie młyna to ciężka robota i wszyscy są zajęci, zwłaszcza Wilhelm, mój pan, bo stary młynarz wyciska z niego siódme poty.
Ale – HELOŁ – dosłownie po sąsiedzku mamy mleczarnię. Czy mam tam pójść i sam wydoić krowy?
Ach, nadchodzi Wilhelm. Czas na poważną rozmowę. Serio, czasem mam wrażenie, jakbym to ja był panem, a on domowym zwierzakiem. Ludzie bywają naprawdę bezużyteczni.
Sytuacja jest NAPRAWDĘ niepokojąca.
Gdy zapytałem Wilhelma, dlaczego w mojej misce nie ma mleka, on tylko wzruszył ramionami i powiedział:
– Przepraszam cię, Mitenku, przez cały tydzień nie mieliśmy dostawy.
– No wiesz, nie sądzisz, że to DZIWNE? – zapytałem znacząco. – Jacek z mleczarni zwykle przychodzi codziennie. A jeśli coś się stało? Może warto tam zajrzeć?
Z ludźmi trzeba stanowczo, w przeciwnym razie będą się tylko wahać i nic nie zrobią. Problem w tym, że oni NIE MYŚLĄ.
Widzicie, mleko to nie pierwsza rzecz, której tu ostatnio brakuje.
Zaczęło się od polnych myszy. Potem były leśne ptaki. W tych okolicach rzadko ostatnio słychać choćby świerszcza. To nie jest naturalne. A czym, zapytam, ma ZAJĄĆ się kot w ciągu dnia, jeśli nie polowaniem na myszy i ptaki? Może krótką drzemką, ale co fajnego jest w drzemce, jeśli nie zmęczyłeś się najpierw porządnym pościgiem?
A teraz
BRAK
MLEKA?
Czyżby zniknęły też krowy?
Zapamiętajcie moje słowa – coś tu się KROI. Coś zjada bądź przepłasza zwierzęta i NIE jestem to ja. Grasuje po tym lesie i każdego dnia zakrada się coraz bliżej młyna.
Oczywiście mój pan nie ma o tym pojęcia. Chłopak buja w obłokach.
– Na pewno Jacek przyjdzie jutro, Mitenku – powiedział tylko. – Jeśli nie, pójdę i zamienię z nim słówko, dobrze?
Potem jak zwykle pogłaskał mnie mocno po grzbiecie. Było to takie miłe, gdy chodziłem w tę i z powrotem, wyginając plecy w łuk pod jego dłonią, że na chwilę zupełnie zapomniałem, kim jestem i gdzie jestem… a gdy to sobie przypomniałem – jego już nie było!
Na tych ludzi trzeba uważać… Zawsze mają jakąś sztuczkę w rękawie. Głaszczą cię, aż zrobisz się przyjemnie senny, a potem chcesz już tylko zwinąć się w kłębek i uciąć sobie drzemkę.
No dobrze, może krótką. A potem pójdę zbadać sprawę.
✳
Aaaa! Ups. Zaspałem… Czuję się lekko skołowany. Ale nie ma tego, czego nie naprawiłoby świeże nocne powietrze. Muszę przyznać, że bardzo lubię widok z tego dachu. Widać cały Baśniowy Las, aż do wioski, oraz – znajdujący się tuż nad nią – pałac.
Ach, ten pałac… Jego wieże i wieżyczki rozświetlają się i lśnią jaśniej niż gwiazdy! Obraz ze snów! Tam na pewno nie musiałbym błagać o miseczkę mleka. Dwa razy dziennie podawano by mi śmietankę na srebrnej tacy z orzesznicą na przystawkę!
Kot o moim intelekcie i pochodzeniu powinien żyć właśnie w takim miejscu, a nie zamknięty w tym nędznym starym młynie, gdzie krztuszę się mącznym pyłem i nie dostanę nawet ŁYKA mleka, żeby ukoić wyschnięte gardło.
Co mi przypomina… że czas pójść do mleczarni i przeprowadzić śledztwo.
Widzę stąd, że wszystkie światła są zapalone, co jest dziwne, bo mamy środek nocy.
Dobra, teraz już wystraszyłem się nie na żarty. Wszystkie krowy zniknęły! I nigdzie nie widać Jacka ani jego matki. Dom jest zupełnie pusty, ale wszystkie światła się świecą, jakby opuścili to miejsce w pośpiechu. Co gorsza – drzwi poobrywano z zawiasów. Przez chwilę zastanawiałem się, czy może przeszła tędy burza.
Tyle że burza nie zostawia wielkich odcisków włochatych stóp…
Jakie stworzenie ma takie duże stopy? Mógłbym się zwinąć w kłębek i zmieścić cały w jednym z tych śladów.
Muszę o tym powiedzieć mojemu panu – powinniśmy natychmiast opuścić młyn. Zanim będzie za późno.CZWARTEK, 30 MARCA
Wczoraj wieczorem powiedziałem Wilhelmowi o olbrzymich śladach, a on co zrobił? Wyśmiał mnie.
– Jakiś potwór kradnie twoje mleko? – zachichotał. – Biedny Mitenek. W weekend wybierzemy się na targ i kupię ci zapas, obiecuję.
Wtedy to poczułem – łaskotanie w głębi gardła. Kaszlnąłem raz, drugi, a potem…
Przy jego stopach wylądował kłaczek sierści. Ma za swoje!
– Widzisz? – powiedziałem. – Ten stres mnie wykańcza!
Wtedy on znów wykonał ten swój trik z głaskaniem, tym razem pod brodą, i gdy mój umysł był rozproszony, a oczy przymknięte w rozkoszy… on znów sobie poszedł!
– Zanim nadejdzie weekend, wszyscy możemy być martwi! – zawołałem za nim.
No doprawdy. Jakby w ogóle mi nie wierzył.
PIĄTEK, 31 MARCA
Dziś na śniadanie znów była tylko garść podeschniętych chrupków.
BLECH!
Nie cierpię ich. Mój pyszczek jest suchy jak wiór. A fakt, że chrupki mają kształt rybek, podczas gdy z rybą nie mają NIC wspólnego, czyni to tylko jeszcze bardziej obraźliwym. Uwaga do ludzi – nikogo nie nabierzecie!
Nie ma ryb, nie ma krów, nie ma myszy, nie ma ptaków.
A teraz nie ma też klientów we młynie. Nikt nie jest dość odważny, żeby się tu zapuścić, a ten kraniec lasu ogarnęła upiorna cisza. Dość, by zjeżyć kocią sierść i sprawić, żeby ogon kołysał się z niepokojem.