Dziewczyna w kolorze nadziei - ebook
Natalia przyjechała do Warszawy szukając bezpieczeństwa, spokoju i jakiejś szansy dla siebie. W końcu znalazła dobrą pracę w firmie zajmującej się renowacją mebli. Pojawia się upragniona stabilizacja. Dziewczyna jest zadowolona, choć nie prowadzi bujnego życia towarzyskiego ani uczuciowego i ciągle prześladują ją bolesne wspomnienia.
Pewnego dnia misternie układaną codzienność Natalii burzy upokarzająca próba napaści ze strony jednego z pracowników. Choć niczemu nie zawiniła, konsekwencje mogą spaść właśnie na nią, a na dodatek sprawca należy do rodziny szefa.
Pełna humoru i ciepła opowieść o budowaniu na nowo swojego miejsca na ziemi i o tym, że nawet po najtrudniejszych doświadczeniach można odnaleźć wiarę w miłość i bliskość.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Obyczajowe |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8449-132-4 |
| Rozmiar pliku: | 4,8 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje, przemknęło przez głowę Natalii Szewkowycz, która ze zniesmaczoną miną stała koło machiny i zniecierpliwiona stukała ciężką podeszwą glana o podłogę. W końcu po wysłuchaniu kolejnej serii rzężenia i zgrzytania, chcąc dać upust narastającej frustracji, dziewczyna z całych sił tupnęła. Na urządzeniu rzecz jasna nie zrobiło to żadnego wrażenia. Plik dokumentów nadal leżał w podajniku i Natalia zaczęła poważnie się zastanawiać, czy uda jej się w najbliższej mierzalnej przyszłości wykonać powierzone jej zadanie i opuścić ciemny i ciasny pokój, w którym nie czuła się zbyt komfortowo. Małe i zaciemnione pomieszczenia przywoływały mnóstwo czarnych wspomnień i skojarzeń, które dziewczyna usiłowała zepchnąć w najdalsze zakamarki pamięci. Nie myśleć, nie rozpamiętywać, nie wracać do przeszłości ani nie zastanawiać się nad przyszłością – taka była jej strategia przetrwania.
Jej babcia, kobieta doświadczona przez los i czasy, w których przyszło jej żyć, zwykła mawiać, że gdy człowiek zostanie postawiony pod ścianą, musi znaleźć sobie coś, co utrzyma go przy zdrowych zmysłach i życiu.
Tyle tylko, że w tej niewątpliwie trudnej i nie zawsze wesołej babcinej egzystencji zawsze było na co i na kogo czekać. Zawsze pozostawał fragment znanego, drogiego sercu świata. Cel był oczywisty.
Natalia zaś nie miała nic. A co za tym idzie, nie miała też nic do stracenia. Oprócz tych nieszczęsnych zdrowych zmysłów i życia. I pamięci, dzięki której, a raczej przez którą słowa babki wciąż szumiały w uszach dziewczyny. I by je w końcu stłumić, postanowiła, że nawet gdyby miało to być ostatnie, co w tej obcej pustce i osamotnieniu uda jej się zrobić, to posłucha babcinej rady i znajdzie ten cholerny cel.
I znalazła. Nie było to wcale takie skomplikowane. W sytuacji, gdy nie ma się właściwie nic, wybór pozostaje niewielki. Najpierw zrobiła krótkie podsumowanie.
Najbliżsi zniknęli definitywnie. Przynajmniej większość z nich. Zostali rodzice, ale byli daleko, trudno się spodziewać, że któreś z nich znienacka stanie w progu. Oczywiście była nieopisanie wdzięczna, że są. Że żyją. Ale jednocześnie to pogłębiało uczucie zdrady. Oni zostali. Ona nie mogła. Nie przeżyłaby. Nie po tym, co się stało. Zresztą gdyby nie wyjechała, byłaby dla rodziców obciążeniem. Odległość sporo ułatwiała. Na przykład naginanie faktów. Że jest już dobrze, że się pozbierała, że wróciła do życia. A ludzie? W porządku? Znajomi, towarzystwo? Ależ tak, świetnie się zaaklimatyzowała. A zdjęcia czy robi? Może trochę mniej niż kiedyś, ale owszem, powoli i to wraca. Kłamała jak z nut.
Tylko w kwestii ludzi prawie trzymała się faktów. Wprawdzie nie prowadziła żadnego życia towarzyskiego, od nowych znajomych stroniła, a starych nie szukała. Ale ludzie wokół zawsze jacyś są: w pracy, w sklepach, w sąsiedztwie, i ci okazywali się na ogół w porządku. Na palcach u jednej ręki mogła policzyć przypadki niesprawiedliwego, złego czy chamskiego potraktowania. Zresztą od samego początku miała szczęście… Gdy myślała o tym, co zostawiła za sobą, i o swoim przyjeździe do Warszawy, jej twarz wykrzywiał grymas. Nie znosiła tego sformułowania, było oznaką pychy i zarozumialstwa. Bo co, niby była lepsza? Należała do wybrańców? Czym sobie zasłużyła? Czym zawinili ci, którzy go nie mieli? Tego szczęścia? Ale nie znajdowała lepszego określenia tego, co ją spotkało.
Jakkolwiek jednak by to nazwała, nie zmieniało to faktów: pomimo szczęścia, które jej sprzyjało, w jej obecnym życiu nie było na kogo czekać ani kogo wyglądać.
Dobrze znany, ukochany kawałek świata zmiotło z powierzchni ziemi.
Nie miała dokąd wracać.
Nawet kot przepadł bez śladu. Nie zniósł tłumu i spanikowany uciekł z transportera, gdy podawała mu wodę.
Pewnie potem ruszył w nieznaną drogę do nieznanego domu.
Nie mógł trafić.
Nawet gdyby wierzyła w cuda, a nie wierzyła, tu nie byłoby na co liczyć.
Kot przepadł jak wszyscy inni.
Jak ona sama. Patrząc na swoje odbicie w lustrze, miała wrażenie, że to tylko skorupa. Ale i to się trochę zmieniło. I znowu niczym bumerang wracało to nieszczęsne: miałam szczęście.
Bo jak inaczej nazwać to, że trafiła akurat do Magdy? Magda jakimś cudem, a więc może jednak wypadało w nie choć trochę uwierzyć, wyłuskała ją pośród tłumu podobnych do niej. Może wyróżniał ją pusty kontener po kocie, na którego rączce nadal kurczowo zaciskała palce. A może Magda z racji tego, czym się zajmowała, widziała więcej? Tego zapewne Natalia nigdy się nie dowie. Ale choć mogła znaleźć się u setek innych osób, trafiła do jednej z lepszych psychoterapeutek i najlepszej z ludzi. Magda dała jej schronienie, nie tylko w dosłownym znaczeniu. W jej gabinecie Natalia chroniła się przed samą sobą. Aż w końcu nadeszło popołudnie, gdy poczuła siebie, tę od dawna nieobecną, a teraz wracającą. Dotknęło jej nieśmiałe przypuszczenie, że może uda jej się żyć. Bez wielkiego entuzjazmu, ale jednak poczuła się pogodzona. Z sobą. Bo z tym, co się wydarzyło, nie pogodzi się nigdy. Magda powiedziała jej kiedyś: wybaczyć a zapomnieć to dwie różne sprawy. Trafiła w punkt. Natalia pamiętała, ale oswoiła ból, nauczyła się z nim funkcjonować. Nawet zdarzało jej się uśmiechać i cieszyć z drobnych rzeczy. Z tego, że dzień wstał słoneczny, że mama zadzwoniła i jej głos brzmiał po staremu, jakby tam, w Kijowie, nic wielkiego się nie działo. Zresztą tak o tym mówiła, z nutką tego charakterystycznego humoru zarezerwowanego na momenty, gdy już nic innego nie działało: żyjemy normalnie, tylko że podczas wojny.
A więc w sumie nie było źle. Żyła. Jej serce wciąż uparcie biło. Może na tym właśnie polegało to całe życie? Nie na miłości, na czekaniu, odnajdywaniu tego, co ważne, szczęściu, tylko na tym jednostajnym dźwięku rozlegającym się głucho w klatce piersiowej. Na tym, by nie pozwolić mu zamilknąć.
I na tym się skupiła. By to miarowe stukanie podtrzymać, by zapewnić pracującemu wciąż organowi dobre warunki. Żeby ciało, które to serce zajęło i napędzało, było wygodne, komfortowe i dobrze utrzymane. W końcu sercu zawdzięczała sporo. Nie poddało się w żadnej sekundzie. Była mu winna opiekę. I siłą rzeczy musiała zaopiekować się sobą.
Potrzebowała ciepła, ubrań, jedzenia. Do tego trzeba pieniędzy. Kasa była środkiem prowadzącym do celu.
I Natalia znalazła pracę. Na początku zaczepiła się na czarno w pobliskiej piwiarni. Ale traktowała to jako przystanek. Chciała być zatrudniona, ale z umową. Byle gdzie, aby legalnie, tak żeby nikt jej niczego nie mógł zarzucić. Byle nikt nie mógł powiedzieć, że wykorzystuje sytuację. Postanowiła, że cokolwiek jej się trafi, to będzie w tym naprawdę dobra. Odpowiedziała hurtowo na mnóstwo ogłoszeń, chodziła na spotkania rekrutacyjne, aż w końcu poinformowano ją, że została przyjęta. Gdzieś. Pogubiła się w tych wszystkich miejscach, do których składała ofertę pracy, i nazwa firmy, która się do niej odezwała, nic jej nie mówiła. Ale nie miało to żadnego znaczenia. Po prostu się zgodziła. Gdyby okazało się, że ma szorować podłogę albo sprzątać kible, to jedno było pewne: zamierzała robić to najlepiej jak potrafi. Okazało się, że szorowanie i czyszczenie zostało jej oszczędzone. Oferta dotyczyła pracy biurowej. Dobrze trafiła. Znów miała szczęście.
Zgodnie z radą babki praca stała się jej celem, to ona miała zachować ją przy zdrowych zmysłach. W końcu kiedy z całego życia zostaje ci tylko jedna rzecz, powinno się o nią dbać. I Natalia postanowiła, że zrobi wszystko, co w jej mocy, by tego jedynego, co ma, tego zajęcia, nie dać sobie odebrać.
Zawsze była uparta i jeżeli tylko na czymś jej zależało, diabelnie skuteczna. I pewnie dlatego ta cholerna złośliwa maszyna, która powinna drukować i powielać, a tego nie robiła, tak bardzo działała jej na nerwy. Opóźniała pracę, to raz. Dwa, Natalia jakiś czas temu odniosła wrażenie, że rozgryzła, co i ile razy trzeba nacisnąć, żeby nakłonić kserokopiarkę do współpracy. Ale chyba tylko jej się tak wydawało, i to drażniło ją niepomiernie. Wojna pomiędzy nią a machiną trwała.
– Słuchaj, w końcu się doigrasz i trafisz na złom – rzuciła złowrogo, pochylając się i otwierając jedną z licznych klap kopiarki.
Zazgrzytało niemiłosiernie. W uporczywym hałasie Natalia bardziej poczuła, niż usłyszała czyjąś obecność. Dotarło do niej, że jest pochylona, i to dosyć mocno, i że dopasowana spódniczka zapewne podjechała w górę, a co za tym idzie, pokazuje przybyszowi, kimkolwiek był, więcej, niżby chciała. I jakby w odpowiedzi na to spostrzeżenie do jej uszu dobiegło pełne uznania gwizdnięcie.
– No, no, no, pięknie wyglądasz, ten ciemny, ponury pokój z miejsca nabrał blasku! – usłyszała za sobą.
Aż jęknęła. Tylko tego jej było trzeba! Jarosława pięknego! Naczelnego biurowego uwodziciela, kuzyna samego szefa – Bernarda. Ponoć Jaruś swoje stanowisko zawdzięczał jedynie temu pokrewieństwu, a nie kwalifikacjom, bo pracownikiem był raczej marnym. Ale że był pupilkiem szefa, to cokolwiek by zrobił i jak zawalił, to i tak wszystko uchodziło mu płazem. Natalia wiedziała o tym, bo chłopak był nieustająco na językach koleżanek z pracy. Dziewczyny mówiły, że luby Jaruś ma niebywałe parcie na kobiety, i co więcej, trwały w przekonaniu, że żadna mu się nie oprze. Działał na płeć piękną jak lep na muchy. Ani chybi musiał mieć czarodziejskiego penisa, bo wzdychały do niego nawet porzucone ofiary namiętności. Poza tymi mniej odpornymi. Te z kolei tonęły we łzach i zmieniały pracę.
Natalia konsekwentnie unikała typa. Na nią jego czar nie działał. Widać była wyjątkiem potwierdzającym regułę. Zresztą wystrzeganie się jego towarzystwa nie było ani trochę trudne, bo Jaruś do tej pory jej nie zauważał. Koncentrował się na młodszych, takich tuż po dwudziestce. Natalia z trzecim krzyżykiem na karku nie znajdowała się w jego kręgu zainteresowań. Wystarczyło nie zwracać na niego uwagi. Założenie było proste i działało.
Aż się zesrało, parsknęła w duchu.
I to na całej linii.
Bo nie wiedzieć z jakiego powodu kilka dni temu Jarosław zwrócił na nią swe namiętne, wabiące spojrzenie. I bynajmniej na tym nie poprzestał. Przyczepił się jak rzep do psiego ogona. I trzeba było mu przyznać, że bardzo się zaangażował. Natalia szła do toalety, Jarosław wyjątkowym zbiegiem okoliczności zmierzał w tym samym kierunku i zagadywał aksamitnym głosem. Kończyła pracę, on już czekał na dole wdzięcznie oparty o maskę sportowego wozu i proponował podwózkę, wchodziła do pokoju socjalnego, Jarek natychmiast się tam zjawiał. Podawał jej kubek, uruchamiał ekspres, rzucał powłóczyste spojrzenia, pytał o samopoczucie i plany na wieczór. Wczoraj, patrząc jej głęboko w oczy, włożył do ust łyżeczkę do herbaty i oblizał ją namiętnie. Przypuszczalnie miało to w niej obudzić pożądanie i sprawić, że nogi jej zmiękną, ale jedyne, co poczuła Natalia, to zażenowanie, i o nieba, zachciało jej się śmiać.
Ale to, co miało podziałać na nią, najwidoczniej odbiło się od niej i rykoszetem uderzyło w stojącą w głębi niewielkiej kuchenki Irenkę, najmłodszą z zespołu. Na widok Jarosława z łyżeczką w ustach z irenkowej piersi wydobyło się potężne i tęskne westchnienie, które przerodziło się w tłumiony jęk. Natalia pomyślała wtedy, że jeżeli Jarek ma choć śladowe ilości instynktu samozachowawczego i męskiej intuicji, to natychmiast powinien ją sobie odpuścić i skupić się na koleżance, na którą jego samczy magnetyzm działał bezbłędnie. Niestety, widać nie miał ani jednego, ani drugiego, bo na Irenkę nawet nie spojrzał, a Natalii nie odpuścił, choć ta konsekwentnie starała się go ignorować i wziąć na przeczekanie. W końcu musiało mu się znudzić.
Tyle tylko, że nie wzięła pod uwagę sytuacji, w której się znalazła: sam na sam w ciasnym pomieszczeniu, z Jarosławem, który jak wywnioskowała już nie tylko po tonie głosu, ale też po ręce, którą poczuła na biodrze, był w bardzo namiętnym nastroju i z poziomu werbalnego postanowił przejść do konkretów.
Ta dłoń właśnie, której palce usiłowały wślizgnąć się pod jej sweterek, sprawiła, że Natalia z miejsca odzyskała zdolność logicznego myślenia. Odwróciła się jak na dobrze naoliwionej osi, strzepnęła dłoń chłopaka i wysunęła przed siebie ręce.
– Ej, gdzie się pchasz z tymi łapami, nie poniosło cię aby? – Hardo uniosła podbródek. – Słuchaj… – Zawiesiła głos, mając nadzieję, że może Jarek coś powie i uda się całą sytuację obrócić w żart.
Ale niestety, chłopak tylko pochylił się nad nią, lekko mrużąc oczy. Nie wróżyło to niczego dobrego. Serce Natalii przyspieszyło. Wzięła głęboki oddech i spróbowała jeszcze raz, chciała jak najszybciej zakończyć tę niesmaczną i kłopotliwą scenę.
– Naprawdę wyszedł ci ten żart, wziąłeś mnie z zaskoczenia… – rzuciła, zmuszając usta do uniesienia kącików.
Miała szczerą nadzieję, że to, co udało jej się osiągnąć, choć trochę przypomina uśmiech.
– O, widzę, że gramy w tę samą grę, ale, skarbie, ja dopiero cię wezmę. – Zaśmiał się i Natalia zorientowała się, że źle to rozegrała: on naprawdę myśli, że ona się z nim kokieteryjnie droczy. – Natalio, tak rzadko ze sobą rozmawiamy, a pracujesz tu już długo… – ciągnął tymczasem Jarosław, zniżając głos do pomruku. – Jak to możliwe, że do tej pory nasze ścieżki się nie skrzyżowały? – dorzucił i Natalia z przerażeniem zobaczyła, jak składa usta w okropny, wilgotny dzióbek z wyraźnym zamiarem pocałowania jej namiętnie.
I tu, trzeba uczciwie przyznać, całkowicie straciła panowanie nad sobą. Na samą myśl, że usta Jareczka ani chybi za moment przycisną się do jej ust i poczuje nie tylko jego wargi, ale i język – nie wiedzieć czemu była pewna, że on właśnie należy do wciskających jęzor przy pierwszym pocałunku – zrobiło jej się niedobrze. Dodatkowo to wszystko: ciasne pomieszczenie, jego ręka, której nie miała jak odepchnąć, bo drugą dłonią mocno złapał jej wyciągnięte nadgarstki i unieruchomił ją skutecznie, sprawiło, że nie mogła zebrać myśli. Jarek, przyzwyczajony do ciągłych sukcesów, pewnie wziął jej bierność za przyzwolenie. A u Natalii zadziałał instynkt. Spanikowana opuściła powieki i oczami wyobraźni zobaczyła kłębowisko białych wijących się robaków. Tak jak radził jej kiedyś trener samoobrony, do którego chodziła na zajęcia. Gość wiedział, co mówi, przez wiele lat pracował w służbach specjalnych, miał doświadczenie. „Jeżeli jesteś zagrożona gwałtem, a nie masz jak się obronić, spróbuj się zsikać albo zwymiotuj. Najlepiej obrzygaj napastnika. To zwykle ich obrzydza, kutasy im opadają, bardzo często po prostu wieją” – tłumaczył.
I właśnie z odmętów podświadomości wypłynęły te rady. Obraz wijących się robali sam wyświetlił się w jej głowie. A to działało zawsze. Gdy nadużyła alkoholu i chciało jej się wymiotować, wystarczyło tylko o nich pomyśleć, by wyrzucić z siebie to, co wyrzucić należało. Teraz było podobnie. Wszystko, co zjadła, wylądowało na romantycznie usposobionym, niczego niespodziewającym się Jarosławie. Zszokowany odskoczył i na swoje nieszczęście wyciągnął ręce. Natalia w tej chwili nie myślała, działała na autopilocie, robiła to, czego nauczył ją trener. Zdumiewające, wydawało się jej, że już nic z tego nie pamięta, a jednak! Jej ciało wiedziało, co czynić. I czyniło, a jakże. Dziewczyna obróciła się i kopnęła kolanem w klejnoty Jarka.
– Upf… O kurwa! Oszalałaś? – Zwinął się z bólu i odruchowo osłonił bolące miejsce. – Chcesz mnie zabić? I jeszcze mnie obrzygałaś! – wyjęczał tonem niedowierzającej skargi.
Wypadło to raczej słabo. Cały czas trzymał się za dół brzucha, ale nagle zebrał się w sobie, wyprostował i zamachał oskarżycielsko ręką w stronę Natalii. Ona właśnie usiłowała prześlizgnąć się obok niego i wydostać z pomieszczenia. I pech chciał, że sama nadziała się na wyciągniętą dłoń Jarosława. Walnęła twarzą w jego rękę, i to ze sporym impetem. Na jej policzku natychmiast pojawił się czerwony placek. Zapiekło. I zamroczyło. Ale tylko na moment. Bo za chwilę otrzeźwiała całkowicie.
Z absolutną jasnością dotarło do niej, że chyba sprawy porządnie wymknęły się spod kontroli. I że tymczasem ksero jakimś cudem zadziałało, wypluło z siebie ostatni plik powielonych dokumentów i zamilkło. Pokój wypełniła złowroga cisza przerywana tylko przyspieszonymi oddechami. Natalia, niewiele myśląc, złapała kartki i wybiegła z pokoju, zostawiwszy Jarka samemu sobie. Jedyne, o czym myślała, to to, że przez tego pacana i przez to, że dała się ponieść panice, właśnie runął jej cały plan.
– Kurwa – mruknęła, pędząc przez korytarz.
Skręciła w wąski korytarzyk prowadzący do łazienki i z ulgą zamknęła się w małej jednoosobowej kabinie. Dopiero obecność pisuaru uświadomiła jej, że z rozpędu wpakowała się do męskiej toalety. Ale zbyła to wzruszeniem ramion. W tej chwili miała większe problemy.
Odłożyła na stojącą z boku szafkę plik odbitek, odkręciła kran, przepłukała usta i ochlapała zimną wodą twarz. Przyjrzała się sobie uważnie. W jednym miejscu bluzkę miała zapaskudzoną, ale biorąc pod uwagę wszystko, co się właśnie wydarzyło i jak dostało się Jarkowi, można przyjąć, że właściwie wyszła z tej całej sytuacji bez szwanku. Szybko zaprała materiał. Została brzydka plama, ale przynajmniej pozbyła się kwaśnego zapachu wymiocin.
Zakręciła wodę, pochyliła się w stronę lustra i spojrzała swojemu odbiciu prosto w oczy.
– No to po pracy! – wyszeptała, kiwając głową. – W końcu to rodzina i dodatkowo pupilek szefa!
Trzeba było nie narzekać na szczęście, przemknęło jej przez głowę. Nikt nie lubi czuć się nieproszonym gościem. Widać ze szczęściem było podobnie. Zbiesiło się i postanowiło przypomnieć, gdzie jest jej miejsce.
Ale cóż, mleko się rozlało, a nad rozlanym mlekiem się nie płacze. A przynajmniej nie w pracy, z której za moment się wyleci.
Nie ma rady, zachowaj chociaż twarz, dziewczyno, nakazała sobie w duchu.
Poprawiła pogniecioną i częściowo mokrą bluzkę, przygładziła potargane włosy i opuszkami palców musnęła czerwony, lekko opuchnięty policzek. Może uderzenie nie było bardzo mocne, ale ślad i tak będzie widoczny. Zawsze miała delikatną skórę. Cóż, na to nic nie poradzi. Tak samo jak nie cofnie czasu. Bo gdyby mogła go cofnąć, to rozegrałaby tę akcję zupełnie inaczej. Teraz trzeba przynajmniej zakończyć to na własnych warunkach. Przede wszystkim zamknąć to, co do niej należało. Zanieść głównej sekretarce szefa plik dokumentów pilnie potrzebnych do jakiegoś przetargu. Krystyna, sekretarka Bernarda, wspomniała, że trzeba je było jak najszybciej gdzieś tam dostarczyć. Za to, by dotarły na czas, odpowiadała Natalia. I choć zapewne była to ostatnia sprawa, którą jej powierzono, nie zamierzała zawalić. Inaczej miałaby do siebie żal. A poza tym Krysia była sympatyczna i trochę nawet Natalii matkowała, a sam Bernard też wydawał się spoko gościem. Jak na szefa, był bardzo w porządku. Natalia nie zamierzała żadnemu z nich przysparzać kłopotów. W końcu po części sama sobie była winna. Dała się ponieść panice, jak widać, nie uporała się ze swoimi demonami tak skutecznie, jak jej się wydawało. I nikt poza nią nie powinien za to płacić. No, chyba że Jarek. W końcu grubo przesadził. Ale chroniły go specjalne prawa i życie zwykłych pracowników go nie dotyczyło, więc samo przez się wychodziło, że na placu boju zostawała jedynie Natalia.Krystyna Krupska, zawodowo sekretarka Bernarda Malinowskiego, a prywatnie jego wieloletnia przyjaciółka, zaczynała się solidnie niecierpliwić. Skserowane dokumenty były jej potrzebne bardzo pilnie, tak mniej więcej na wczoraj. Między innymi dlatego wysłała po nie Natalię. Ta dziewczyna była chodzącą solidnością. Małomówna, trzymająca się na dystans, ale kompetentna, słowna i łapiąca wszystko w lot. Była drobna, ale Krystyna mogłaby się założyć, że jej postura nie współgra z duchem. Twarda była, to się od razu dało wyczuć. Pewnie sporo przeszła, ale tego można się było tylko domyślać, bo Natalia nie zwykła o sobie opowiadać. Nawet na wyjeździe integracyjnym piła z umiarem i trzymała język na wodzy. Poza tym na co dzień ona jedyna radziła sobie z humorzastym ksero. Swoją drogą trzeba będzie w końcu wezwać kogoś do tego pieruństwa, bo maszyna coraz częściej odmawiała współpracy. Tyle tylko, że Krystynie jakoś wypadało to z głowy. Pewnie dlatego, że zazwyczaj wystarczały jej dokumenty przesyłane drogą elektroniczną. Teraz, czekając na spóźniającą się Natalię, obiecała sobie solennie, że jak tylko zaniesie wyczekiwane kopie Bernardowi, natychmiast zamówi serwis naprawczy.
Westchnęła, zabębniła palcami o blat biurka, zerknęła na wiszący nad wejściem zegar, w końcu wstała i podeszła do drzwi. Lekko je uchyliła i zerknęła w głąb biurowego korytarza, w kierunku, z którego powinna nadchodzić Natalia. Ale ujrzała jedynie tego drapichrusta Jarka, który jakiś taki przykurczony, dziwnie pochylony przemykał do windy.
Skaranie boskie z tym nierobem, pomyślała poirytowana, odprowadzając chłopaka wzrokiem. Pewnie znów obściskiwał się z jakąś naiwną panienką…
Ale zaraz… Gdzie miałby się obściskiwać, skoro tam, skąd przyszedł, jest tylko jedno pomieszczenie: pokój ksero…
Czyżby Natalia?, przemknęła jej przez głowę pełna niedowierzania myśl. Zmarszczyła brwi. Kompletnie jej to nie pasowało do tej dziewczyny. I ta dziwna postawa Jarka… Jakby chciał jak najmniej rzucać się w oczy… Jakby uciekał!, olśniło ją znienacka.
Zaniepokojona już miała ruszyć do ksero, gdy dostrzegła Natalię nadchodzącą z przeciwnej strony. Odetchnęła z ulgą i czym prędzej cofnęła się do pokoju. Nie chciała, żeby dziewczyna odniosła wrażenie, że ta ją szpieguje.
Ale uczucie ulgi zniknęło, ledwo dziewczyna weszła do sekretariatu. Na pierwszy rzut oka widać było, że coś jest nie w porządku. Pomięta, zaplamiona i mokra bluzka, głowa pochylona, tak żeby spod potarganych włosów było widać jak najmniej twarzy.
– Przepraszam, że tyle to trwało, nieprzewidziane komplikacje – powiedziała.
Jej głos też nie brzmiał tak jak zwykle. Choć Natalia wyraźnie robiła wszystko, co w jej mocy, by ukryć jego drżenie i nie pokazać po sobie, że jest zdenerwowana. A na sto procent była. Krysia za długo już pracowała, żeby tego nie dostrzec. Znała się na ludziach.
– Nic nie szkodzi – odpowiedziała jakby nigdy nic, usiłując zyskać na czasie i zastanawiając się, jak najtaktowniej skłonić swoją rozmówczynię do zwierzeń.
Musiała się dowiedzieć, co zaszło. Bo cokolwiek to było, nie należało raczej do zdarzeń przyjemnych i dobrze by było nad tym w porę zapanować. Pomóc dziewczynie. I w miarę możliwości ochronić w przyszłości innych. W tym Bernarda, który był wprawdzie prezesem tego przedsięwzięcia, ale to nie przeszkadzało Krystynie czuć się za niego odpowiedzialną.
– Tutaj są te dokumenty. – Natalia wzięła głęboki oddech. – Powinny być wszystkie – dodała i wyciągnęła rękę z plikiem kartek.
I w tym momencie uniosła głowę. Włosy zafalowały i odsłoniły policzek, na którym widniały czerwona plama i słabo widoczny, ale jednak rozpoznawalny ślad palców.
Zszokowana Krystyna przez chwilę wgapiała się w dziewczynę bez słowa, usiłując zrozumieć, na co właściwie patrzy. A potem doznała serii skojarzeń: przykurczony Jarek. Idący… Tak, akurat, idący! Przemykający się chyłkiem od strony pokoju ksero, jak nie przymierzając szczur uciekający z tonącego okrętu! I dziewczyna, która tam wcześniej była! Teraz stojąca przed nią, z bluzką w nieładzie, ze śladami uderzenia na twarzy. Wnioski nasuwały się same. Nie trzeba było nawet za mocno się wytężać, żeby zrozumieć, co się wydarzyło!
– Natalio, co się stało? – Z trudem wydobyła głos z zaciśniętego gardła. Niby wiedziała, ale i tak musiała zapytać. Dla porządku. – Pokaż mi ten policzek… – Zrobiła kilka kroków w jej kierunku, by lepiej widzieć.
– No nic… Uderzyłam się tylko… – mruknęła jej rozmówczyni, uciekając wzrokiem w bok.
– Aha… Cudzą ręką? Daj spokój, przecież widzę, co widzę!
– Pani Krysiu, pani widzi, co widzi, a ja mówię, co mówię. Bardzo proszę, niech pani nie drąży. – Głos dziewczyny zadrżał jeszcze mocniej.
Krystyna odetchnęła głęboko, pokręciła głową i położyła Natalii rękę na ramieniu. Po jej minie było widać, że nie zamierza odpuścić. Natalia zaś pomyślała, że troskliwe, opiekuńcze kobiety nie w każdym momencie życia są potrzebne. Coraz trudniej było jej nad sobą panować i miała świadomość, że jeżeli natychmiast stąd nie zniknie, to nie dość, że Krystyna wyciągnie z niej całą prawdę, to ona nie da rady zapanować nad płaczem. Już czuła zdradliwe łzy podchodzące pod powieki. A płakać nie chciała. Nie teraz. Nie przy ludziach. Pozwoli sobie na tę przyjemność po powrocie do domu.
Błagam, niech coś się wydarzy, co pozwoli mi stąd zniknąć, poprosiła w duchu. I jakby w odpowiedzi na jej prośbę drzwi do sekretariatu uchyliły się i pojawił się w nich kurier z paczką. Niestety, wprawdzie odwrócił uwagę Krystyny od Natalii, ale stał centralnie w drzwiach, a sekretarka, która chyba czytała jej w myślach, ustawiła się tak, by przejście koło niej było niemożliwe.
– Dziękuję panu. – Krystyna uśmiechnęła się, pokwitowała na tablecie odbiór przesyłki, poczekała, aż za kurierem zamkną się drzwi, i ze stanowczą miną obróciła się do stojącej za nią dziewczyny.
I to by było na tyle, jeżeli chodzi o wysłuchiwanie próśb przez los albo inne niebiosa.
– Nie chcesz mówić, to ja zrobię to za ciebie. – Sekretarka przygwoździła Natalię wzrokiem. – Według mnie sprawa wygląda tak: zdarzyła ci się bardzo nieprzyjemna sytuacja, z której na moje oko wyszłaś obronną ręką… – Przed oczami przemknął jej obraz umykającego, skulonego Jarosława. – Do tej pory się zgadza? – Spojrzała Natalii prosto w oczy.
Dziewczyna zagryzła wargi i skinęła głową.
– Tą sytuacją… Jak by to ująć… Był nasz Jarosław? – Krystyna ni to stwierdziła, ni zapytała i uzyskała kolejne kiwnięcie.
Choć tego właśnie się spodziewała, poczuła zalegający w piersi ogromny ciężar. Miała świadomość, że Jarosław to lokalny donżuan, ale nigdy nie robił nic na siłę i nigdy… Tu jej wzrok przemknął po zaczerwienionym policzku dziewczyny.
– Uderzył cię, to widzę, i to już jest paskudna sprawa, ale czy on… Czy próbował…? – Krystyna utknęła, bo jakoś nie mogła wykrztusić tego słowa.
– Właściwie to strasznie skomplikowane – mruknęła Natalia, która nagle poczuła, że dzieje się z nią coś dziwnego.
Nadal chciało jej się płakać, ale dodatkowo pojawiła się przemożna chęć wybuchnięcia śmiechem. Sama nie wiedziała, co lepsze: scena z zalaniem się łzami czy wybuchnięcie histerycznym chichotem i wyjście na wariatkę.
– Jak bardzo skomplikowane? – drążyła tymczasem Krystyna.
Do ochoty na niezdrowy śmiech i łzy dołączyła irytacja i chwilowo wzięła nad tamtymi górę.
– Nie wiem, czemu pani tak o to dopytuje, skoro i tak nic z tym się nie da zrobić. – Zdumiona Natalia usłyszała swój zmieniony głos. Po raz drugi dziś straciła panowanie nad sobą i wiedziała, że tama została przerwana i już nic jej nie powstrzyma przed powiedzeniem tego wszystkiego, co kłębiło się jej w głowie i od dłuższego czasu wisiało na końcu języka. – Tak, dobrze się pani domyśla, Jarek się do mnie niewybrednie przystawiał. Już od paru dni mnie zaczepiał. Ale ignorowałam go, myślałam, że w końcu mu się znudzi. Był uciążliwy, ale raczej nieszkodliwy. I to może był mój błąd, bo chyba mu się wydawało, że to taka zabawa w kotka i myszkę. No i dzisiaj poszedł za mną do pokoju ksero. A ja spanikowałam. Najpierw, jak zabrał się do całowania, to nic nie zrobiłam, bo mnie sparaliżowało, i on uznał to za zachętę. A potem, no cóż… Jak już się odblokowałam, to go trochę zepsułam… W sensie uszkodziłam. I zdaje mi się, że nie tylko jego fizyczność, ale też jego mienie. – Wspomniała żałosny stan marynarki i spodni Jareczka.
– Jego fizyczność i jego mienie – powtórzyła w osłupieniu Krystyna, robiąc wielkie oczy.
Natalia odebrała zdumienie stojącej przed nią kobiety po swojemu.
– No właśnie o tym mówiłam! Bez sensu jest ciągnąć ten temat, bo i tak wiadomo, jaki będzie finał! Dlatego sama złożę wypowiedzenie! Wiem, że to rodzina szefa. I wiem, co w takich sytuacjach się dzieje – dorzuciła z wyraźną goryczą.
Poczuła się zawiedziona. Niby tego właśnie się spodziewała, ale przypuszczać a przekonać się na własnej skórze to zupełnie co innego. A Krystyna mimo wszystko ją rozczarowała. Wyraźnie przejęła się tym, co się stało Jareczkowi, niech go szlag! A ona, Natalia, przestała z sekundy na sekundę być istotna!
– No to wszystko jest już jasne – rzuciła na zakończenie i uniosła hardo głowę. – I tak nie mogłabym tu dalej pracować. Nie po tym, co się wydarzyło… A dla jasności, to sama się uderzyłam. Cudzą ręką – zakończyła i nie czekając na reakcję Krystyny, przepchnęła się obok niej i czym prędzej wyszła z sekretariatu.
Naprawdę nie było sensu tego ciągnąć. Nawet gdyby ona zdecydowała się puścić ten incydent w niepamięć, to nie sądziła, że Jarosław piękny okaże się aż tak wspaniałomyślny. W końcu odrzuciła jego awanse, i to w sposób, co tu dużo mówić, dość obrzydliwy i niezostawiający wiele miejsca na interpretacje. Obrzyganie kogoś od stóp do głów trudno inaczej zrozumieć. I było jasne, że Jarek zechce się jej pozbyć. A skoro miał poparcie szefa, nie było sensu się stawiać. Przypisano by jej całą winę. Zrobiliby z niej złodziejkę albo jeszcze gorzej… Nie raz i nie dwa słyszała, jak się takie sprawy załatwia. Krewniak szefa! Pokręciła głową i przyspieszyła kroku. Chciała jak najszybciej znaleźć się jak najdalej od tego miejsca. Najlepiej opuścić je, nikogo nie spotkawszy.