Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • promocja

Dziewczyny Konstancina. Sekrety seksbiznesu - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
8 kwietnia 2026
3739 pkt
punktów Virtualo

Dziewczyny Konstancina. Sekrety seksbiznesu - ebook

Beata ma czwórkę dzieci, długi, byłego męża, który jej nie wspiera, i jedno przekonanie: zrobi wszystko, żeby żyć po swojemu. Decyduje się na pracę w branży usług seksualnych — i zostaje w niej na ponad dwadzieścia lat.

Książka odsłania kulisy seksbiznesu: duże pieniądze, niezależność i pracę na własnych zasadach, czarny humor i absurd dnia codziennego — ale też ryzykowne układy, kontakt z półświatkiem, przemoc i ludzi, którym wolno więcej.

„Dziewczyny Konstancina” to opowieść o codzienności pracownicy seksualnej. Beata mówi wprost: to normalna praca. Bez wstydu i bez tłumaczeń robi to, co trzeba, by utrzymać rodzinę i mieć wpływ na własne życie.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Literatura faktu
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8449-212-3
Rozmiar pliku: 4,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WSTĘP

Książkę tę dedykuję wszystkim kobietom, które kiedykolwiek znalazły się w miejscu podobnym do mojego – stanęły przed dramatyczną decyzją, o której wcześniej nawet nie chciały myśleć. Tym, które zdecydowały się pójść drogą, o której nikt nie marzy, ale którą czasem wymusza życie.

Zaznaczam od razu: nie piszę tej książki, żeby zaszokować. Nie chcę też budować wizerunku celebrytki, nie zależy mi na rozgłosie ani na etykietce „tej słynnej prostytutki, która wydała książkę”. Nie szukam taniej sensacji.

Piszę dla tej kobiety, która dziś siedzi sama w nocy – z pustą lodówką i rachunkami na stole. Chcę, żeby moją historię przeczytały żony, matki, kochanki, przyjaciółki, a także dziewczyny dopiero wchodzące w dorosłość. Nie po to, żeby kogokolwiek namawiać. Wręcz przeciwnie – chcę przestrzec.

Zostałam prostytutką, żeby zapewnić moim dzieciom chleb. Przechodziłam przez wszystkie etapy tej decyzji – niemoc, beznadzieję, strach, wstyd. Czasem życie układa się tak, że prostytucja wydaje się jedynym wyjściem. Nigdy dobrym. Ale jeśli już podejmiesz taką decyzję – pamiętaj, po co to robisz i dla kogo. Miej plan. Dzięki temu pewnego dnia znowu zaczniesz żyć według własnych zasad.

To zawsze decyzja ostateczna. Nigdy plan A, B czy C. To plan Z – sięgasz po niego dopiero wtedy, gdy wszystko inne zawiodło.

Żadna dziewczyna nie marzy o tym, żeby zostać prostytutką. Nikt nie bawi się w dzieciństwie w prowadzenie domu publicznego, nie ogląda bajek o księżniczkach, które ratowały rodzinny budżet swoim ciałem. A jednak życie czasem popycha do takiej pracy.

Moje początki były dramatyczne. To miał być tylko moment. Miesiąc, góra dwa. Szybki zastrzyk gotówki, żeby odbić się od dna.

Ale życie napisało dla mnie inny scenariusz. Miałam czwórkę dzieci – każde głodne, każde potrzebujące butów, jedzenia, książek, lekarzy i zwykłej opieki.

Codziennie powtarzałam sobie: jeszcze jeden dzień. Jeszcze jeden klient. Jeszcze jeden tydzień, a potem się wycofam. Ale tydzień zamienił się w miesiąc. Miesiąc w rok. I tak minęły dwie dekady.

Rachunki same się nie płaciły. Kredyty nie znikały. Jedzenie nie spadało z nieba. A moje potrzeby – kobiece, ludzkie – zawsze były na końcu listy. Najpierw dzieci. Ich buty. Ich szkoły. Ich poczucie bezpieczeństwa. Wiele nocy przepłakałam w poduszkę. Marzyłam o innym życiu. O zwykłym, spokojnym życiu, może nawet nudnym. O kimś, kto przytuli i powie: „już dobrze, teraz ja się wszystkim zajmę”.

Ale nikt się nie pojawił.

Dziś, po tylu latach, mogę powiedzieć jedno: przetrwałam. A nawet odniosłam sukces. Los nie podarował mi łatwego życia. Dostałam swoje. I przeżyłam je po swojemu. I choć zostawiło po sobie rany – nie zamieniłabym go na żadne inne.

Beata TetkowskaKAMIENIE POD NOGAMI

Miejsce, w którym spędziłam dzieciństwo, klimatem przypominało Anię z Zielonego Wzgórza. Lipy, maliny, poziomki, konwalie… Mieszkaliśmy w starym domu kwaterunkowym z wielkim ogrodem w Konstancinie. Były kury, warzywniak. Idylla.

Konstancin wtedy nie był taki bogaty ani tak modny jak dziś. Wiele przedwojennych domów przejęło państwo, wiele popadło w ruinę. W czasach mojego dzieciństwa to było senne, spokojne miejsce. Z ciszą, ptakami i zaledwie kilkoma samochodami na krzyż.

Było wspaniale. A potem zachorowała mama. Na nieuleczalną chorobę – stwardnienie rozsiane. Jej organizm atakował własne nerwy w mózgu i kręgosłupie. Choroba rozwijała się błyskawicznie. Kiedy szłam do pierwszej klasy, mama była już całkowicie sparaliżowana. Można było z nią normalnie rozmawiać, ale poruszać się nie mogła.

Ojciec się załamał. Zaczął pić i nie potrafił się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Starał się utrzymać dom, ale z czasem coraz więcej obowiązków spadało na mnie.

Musiałam wszystkiego się nauczyć. Wstawałam wcześniej, aby nakarmić i umyć mamę. Potem sama jadłam, myłam się i pakowałam do szkoły.

Po powrocie nie wiedziałam, w co ręce włożyć – najpierw wykąpać mamę, nakarmić ją czy odrobić lekcje. Kiedy inne dzieci szły spać, ja miałam mnóstwo obowiązków. Myłam i karmiłam mamę, pielęgnowałam ją, żeby nie zrobiły się odleżyny.

Nie było mi smutno ani żal, że ja pracuję, podczas gdy inni się bawią. Taka była moja codzienność – i już.

To były inne czasy. Dzieci wychowywało się inaczej. Może miałam więcej obowiązków niż koleżanki, ale mieszkałam w największym domu w okolicy. Znajome często przychodziły do mnie, nocowały, ciągle coś się działo.

Kiedy trochę podrosłam, pod okiem mamy zaczęłam zarządzać domowym budżetem. Pilnowałam rachunków, ogarniałam zakupy.

Nie zamieniłabym tamtego życia na żadne inne. Było mi ciężko, ale dzięki temu jestem silna. Każda trudna sytuacja hartowała mnie. Czasem mam wrażenie, że moje życie to niekończące się próby. Ale każda z nich czyniła mnie mocniejszą.

Kilka razy bankrutowałam, byłam na dnie. To nigdy mnie nie złamało, bo wiedziałam, że sobie poradzę. Jeśli będzie trzeba – pójdę do lasu, zbuduję szałas, rozpalę ognisko i przetrzymam.

Nie twierdzę, że wszystkim powinno być ciężko. Ale wiem, że odrobina kamieni pod nogami w młodości pomaga w dorosłym życiu. Dzięki temu później idzie łatwiej.

Życie toczyło się dalej. Poszłam do szkoły średniej, zakochałam się i przeżyłam piękną pierwszą miłość. Mój chłopak był wspaniały – codziennie przychodził po mnie do szkoły, odprowadzał do domu, grał mi na gitarze, śpiewał. Pomagał mi w opiece nad mamą. To mogło mieć przyszłość. Niestety jego mamie trochę przeszkadzało, że jestem z „niższej klasy”, i po dwóch latach rozstaliśmy się. Ale do dziś utrzymujemy kontakt.

Jakiś czas po rozstaniu pojechałam z koleżanką do kina w Warszawie. Do dziś pamiętam film, na który poszłyśmy – Sprawa się rypła (polska komedia z 1984 roku w reżyserii Janusza Kidawy). Nienawidzę go.

Podczas seansu podeszło do nas dwóch chłopaków i zaczęliśmy rozmawiać. Jeden z nich – Marek – był wtedy na przepustce wojskowej. Widziałam, że wpadłam mu w oko. Tak poznałam mojego przyszłego męża i ojca moich dzieci.

Marek bardzo chciał się ze mną umówić na randkę, spotkaliśmy się więc następnego dnia w Łazienkach. Nie chciało mi się iść, ale koleżanka mnie namówiła. O dziwo, było nawet miło. Mimo wszystko nie byłam do niego przekonana.

Po co mi ten facet? Jest starszy o cztery lata, ciągle w wojsku. Spotykać moglibyśmy się tylko podczas jego przepustek. Z tego będzie więcej zamieszania niż przyjemności – myślałam.

Po pierwszej randce Marek odwiózł mnie do domu. Widziałam, że chciał kolejnej, ale ja uznałam, że to koniec. Tydzień później przyjechał jednak znowu i czekał, aż wrócę do domu. Kolejny – było tak samo. I tak wyszło, że zaczęliśmy się spotykać regularnie. Nic poważnego – nie było między nami ani wielkiego uczucia, ani namiętności. Ale muszę przyznać, że sympatycznie spędzało się z nim czas.

Aż pewnego dnia okazało się, że jestem w ciąży.

Dziecko chciałam mieć, nawet kilkoro. Ale takiego męża? Już niekoniecznie. Kombinowałam, co zrobić.

Długo się zastanawiałam, ale nic mądrego nie wymyśliłam. W końcu, pod presją wszystkich wokół, wzięliśmy ślub. O dziwo – na początku było między nami nawet dobrze. Nic nie zapowiadało, że mój mąż okaże się taką nieogarniętą niemotą.

Urodziłam chłopca – Marcina. Potem szybko przyszli na świat kolejni dwaj synowie, a na końcu córka.

Byłam najszczęśliwszą mamą na świecie.

Ale po tych kilku latach z Markiem już wiedziałam, że jedyne, co nas czeka, to rozwód. Nasze małżeństwo było pomyłką. Każdy rok przynosił kolejne rozczarowania. Wiedziałam, że przede wszystkim muszę zacząć zarabiać. Gdy prosiłam męża o pięć złotych na majtki, czułam się upokorzona. Dzieci były jeszcze malutkie, potrzebowały mnie cały czas. Musiałam być i dla nich, i dla mojej mamy, którą też się opiekowałam. Praca na etacie odpadała. Wtedy zaczęłam kombinować.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij