Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Dzikoprzewodnik po Polsce - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
22 kwietnia 2026
4159 pkt
punktów Virtualo

Dzikoprzewodnik po Polsce - ebook

Z tą książką przeżyjesz najlepszy rok swojego życia.

Kiedy oglądać spadające gwiazdy w Bieszczadach, jak zorganizować spływ tratwą po Biebrzy, co mówią nam kwiaty rosnące przy chatach na Podlasiu, gdzie znaleźć Wyspę Konwaliową. Aneta Chmielińska, autorka popularnego podkastu Dzikoprzygody, w którym opowiada o niezwykłych tajemnicach natury, prezentuje 50 pomysłów na wyprawy po Polsce. Ich wspólnym mianownikiem jest to, że podczas wycieczek skupiamy się przede wszystkim na otaczającej nas przyrodzie. Autorka daje mnóstwo praktycznych wskazówek typu: jak, gdzie i kiedy.

Jednak w przeciwieństwie do klasycznych przewodników, „Dzikoprzewodnik” oferuje też to, co słuchacze pokochali w podkastach Anety Chmielińskiej – ciepłe, pełne liryzmu gawędy o naturze. Bo ta książka jest nie tylko przewodnikiem, ale też zbiorem opowieści, idealnych do czytania na głos – mogą inspirować do ruszenia na wyprawę albo umilić czas w terenie, gdy dotrzemy w konkretne miejsce.

Autorka przeszła m.in. Główny Szlak Beskidzki, Camino przez Portugalię i Hiszpanię, Kerry Way w Irlandii, West Highland Way w Szkocji i 2200 kilometrów Pacific Crest Trail w Stanach.

 

 

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8449-098-3
Rozmiar pliku: 37 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

NAJLEPSZY ROK TWOJEGO ŻYCIA

Z tą książką przeżyjesz najlepszy rok swojego życia. Jeśli ktoś ci ją podarował, wiedz, że był to prezent z głębi serca. Ktoś naprawdę cię zna i wie, że musisz wyruszyć!

Może dlatego, że od zawsze kochasz przygody – a teraz przydałoby ci się kilka pomysłów?

Może dlatego, że chcesz kogoś przeciągnąć na przygodową stronę mocy?

A może nikt ci jej nie dał i kupiłeś ją sobie sam? Zobaczysz, że będzie to najmilsze, co ostatnio dla siebie zrobiłeś!

Mam nadzieję, że ta książka będzie dla ciebie jak szuflada, w której ubrania ułożone są kolorami tęczy. Że da ci jednocześnie obfitość i spokój dzięki wyprawom i opowieściom, które możesz czytać na głos.

Jeśli wyjedziesz choć raz i zobaczysz, jak mogą wyglądać twoje weekendy – jestem pewna, że zapełnisz tymi wyprawami cały swój kalendarz. Nawet jeśli do tej pory go nie prowadziłeś!

Czas na najbardziej niezwykły rok twojego życia, w którym po uszy zakochasz się w Polsce, przygodach i naturze!ROZDZIAŁ 1
KAŻDEMU JEGO EVEREST

Uzbieraj przewyższenia równe wysokości Mount Everestu i zdobądź odznakę PTTK

Lubisz chodzić po górach? A może potrzebujesz dodatkowej motywacji do planowania swoich wypraw? Podejmij wyzwanie zdobycia odznaki PTTK Każdemu jego Everest 8848 i uzbieraj w trakcie wędrówek przewyższenie, które będzie się równało wysokości najwyższego szczytu Himalajów. Wystarczy, że w trakcie swoich wędrówek będziesz uzupełniać dziennik wypraw o kolejne wycieczki i zdobyte w ich trakcie metry przewyższenia. Trasy możesz planować nie tylko w Polsce, ale także za granicą. A ponieważ odznaka jest honorowa, to w wersji minimalnej do jej zdobycia wystarczy tabela, w której zapiszesz daty swoich wycieczek i wyliczysz różnicę wysokości między najniższym a najwyższym punktem na każdej z tras. To wyzwanie, które nie ma ograniczenia czasowego – metry możesz więc zbierać dowolnie długo.

Jak w przypadku każdej odznaki Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego, po spisaniu informacji o wycieczkach albo przygotowaniu dziennika prześlij je do odpowiedniego oddziału PTTK, by potwierdzić zdobycie odznaki. W przypadku Każdemu jego Everest 8848 będzie to Oddział PTTK Ziemia Wadowicka. Gdy otrzymasz informację o przyznaniu ci odznaki, możesz ją kupić w wersji fizycznej właśnie w tym oddziale – osobiście lub wysyłkowo.

Kolejne poziomy odznaki Każdemu jego Everest 8848:

»» popularna – 8848 m przewyższenia

»» brązowa – 3 × 8848 m od początku wędrówek

»» srebrna – 7 × 8848 m od początku wędrówek

»» złota – 14 × 8848 m od początku wędrówek.

Przykładowe przewyższenia na górskich szlakach w Polsce:

»» szlak niebieski na Baranią Górę (Wisła Czarne – Barania Góra): 679 m

»» szlak zielony na Turbacz (Nowy Targ – Turbacz): 810 m

»» szlak z Doliny Chochołowskiej na Ornak: 750 m

»» szlak czerwony na Rysy (Palenica Białczańska – Rysy): 1500 m.

W trakcie górskich wycieczek zawsze pamiętaj o:

»» odpowiednim obuwiu,

»» wodzie i prowiancie,

»» dodatkowych ubraniach na chłodniejsze

i deszczowe fragmenty trasy.

A gdy będziesz szedł kolejnym szlakiem, czując, jak z każdym krokiem jesteś coraz wyżej, przysiądź na chwilę i wsłuchaj się w opowieść. W historię małych kroków, z których stworzona jest natura.

MOUNT EVEREST KROK PO KROKU

Kiedy chcemy powiedzieć, że rzeczy warte trudu powstają powoli, mówimy „nie od razu Rzym zbudowano”. I chociaż natura nie korzysta z takich powiedzeń, to zdaje się, że działa według tej reguły.

Spójrz choćby na pszczoły. Każda robotnica wyprodukuje w trakcie swojego życia tylko jedną dwunastą łyżeczki miodu. Wydaje się, że to nic – kropla, którą ledwo widać na dnie słoika. Lecz każda z pszczół odwiedza tysiące kwiatów, zapyla je, a z tego, co przyniesie do domu, powstaje miód. Na koniec sezonu pszczelarz wyjmuje z ula nieraz aż 25 kilogramów miodu!

Praca każdej pszczoły przełożyła się więc na zapas jedzenia o wartości 75 tysięcy kalorii. To tyle, ile przeciętny człowiek zjada przez ponad miesiąc.

To, co w naturze największe, najsilniejsze, najmocniejsze, zwykle powstaje właśnie tak. Z małych elementów. Każdego dnia i powoli. I nie ma lepszego przykładu niż góry!

Góry powstają bardzo długo. W tej chwili, kiedy to czytasz, pod twoimi stopami wciąż pracują siły, które próbują je wypiętrzać, a jednocześnie wiatr, woda i lód nieustannie je ścierają. W skali jednego dnia tego nie widać, ale w kontekście milionów lat krajobraz zmienia się nie do poznania.

Wszystko przez to, co dzieje się pod twoimi stopami.

Głęboko pod powierzchnią leżą ogromne płyty tektoniczne – kawałki skorupy ziemskiej, które unoszą na sobie całe kontynenty. I te płyty powoli się ruszają. Powolutku, niezauważalnie. W takim tempie, w jakim rosną ci paznokcie. Ale za to nieustannie i od milionów lat.

Gdy dwie płyty się zderzają, jedna wsuwa się pod drugą, a ta druga się wypiętrza. Fałduje się jak popchnięty dłonią obrus. Tak zaczynają się góry! I tak powstały Tatry i Himalaje – które wciąż rosną, choć z perspektywy jednego ludzkiego życia jest to niezauważalne! Słowackie badania wskazują, że Tatry Wysokie rosną w tempie 6-8 mm na rok, Zachodnie nawet 8,4 mm, Himalaje zaś nawet 1 cm rocznie!

Mount Everest też nie jest taki sam jak w dniu, gdy stanęli na nim pierwsi Europejczycy. Jego wysokość mierzona dzisiejszymi metodami różni się od tej z lat pięćdziesiątych XX wieku o kilka metrów, bo geolodzy i geodeci coraz dokładniej potrafią mierzyć góry, a płyty tektoniczne wciąż odrobinę się przesuwają.

Zdobycie Mount Everestu było wyprawą, o której marzył cały zachodni świat. Dla Szerpów żyjących u stóp Himalajów te szczyty nie były marzeniem, ale domem. I to właśnie dzięki jednemu z nich pierwszy Europejczyk stanął w końcu na szczycie.

Przez 30 lat kolejne wyprawy wracały pokonane, bo góra ich do siebie nie dopuszczała. Aż w końcu przyszedł rok 1953 i dwóch ludzi podjęło kolejną próbę: pochodzący z Nowej Zelandii Edmund Hillary i Tenzing Norgay – nepalski Szerpa, który całe życie spędził w cieniu Himalajów i znał te góry jak nikt inny.

A wiesz, czym zajmował się Edmund?

Był pszczelarzem! Na co dzień doglądał uli w rodzimej Nowej Zelandii. Patrzył, jak pszczoły zbierają nektar kropla po kropli. Jak wracają do ula raz za razem, przez całe lato – żeby na koniec wypełnił się on miodem. I może to właśnie od nich nauczył się tego, że góra wymaga cierpliwości. Zbierania małych kroków i wiary w to, że w końcu przerodzą się one w coś wielkiego.

29 maja, po tygodniach wspinaczki przez lodowce, Hillary i Tenzing stanęli na szczycie.

Bo szli powoli i uważnie. Krok za krokiem.

A góra… ich akurat wpuściła.

Góry pozwalają wejść każdemu, kto zbiera swoje metry wystarczająco długo.

Pomyśl więc o swoich wędrówkach! Każdy krok w górę to twój własny milimetr. Każda wycieczka to twoja własna kropla nektaru. A 8848 metrów – wysokość Mount Everestu – uzbierasz tak, jak pszczoły zbierają swoje zapasy miodu. Nie od razu i nie w jeden dzień. Ale krok za krokiem.

I całe szczęście! Bo dzięki temu będziesz miał wymówkę, żeby w góry wracać częściej. A przecież o to w tym wszystkim chodzi!

A odznaka?

Odznaka będzie na pamiątkę. Żeby kiedyś wspominać te wszystkie wypady, na które wyciągałeś bliskich. Żeby troszeczkę jeszcze tych metrów uzbierać. I przekonać się, że to właśnie z kimś szczyty smakują najlepiej.

Rób więc po prostu to, co i tak lubisz – chodź po górach. A od czasu do czasu kogoś ze sobą zabieraj. Zobaczysz, że metry same się uzbierają! I już wkrótce będziesz wspominać te wszystkie wyprawy, trzymając odznakę w dłoni.

Baw się dobrze i wszystko zapisuj – żeby było co wspominać!

Teraz już wiesz, że:

• Góry powstają tam, gdzie zderzają się płyty tektoniczne – jedna płyta wsuwa się pod drugą, a druga się wypiętrza.

• Siły wypiętrzania i erozji działają równocześnie, więc Tatry i Himalaje zmieniają się bardzo powoli – w skali jednego życia prawie tego nie widać.

• Edmund Hillary był pszczelarzem z Nowej Zelandii. Może to właśnie od pszczół, które zbierają nektar kropla po kropli, nauczył się cierpliwości, której wymagają góry.ROZDZIAŁ 2
SPADAJĄCE GWIAZDY W BIESZCZADACH

Oglądaj spadające gwiazdy w bieszczadzkiej chatce z przeszklonym dachem

Bieszczady to jedno z najlepszych miejsc w Polsce, gdzie możesz się wybrać na noc spadających gwiazd. To właśnie tutaj znajduje się Park Gwiezdnego Nieba „Bieszczady” – prawie 114 tysięcy hektarów ciemnego nieba, które lokalne władze postanowiły chronić przed zanieczyszczeniem światłem. To drugi największy park tego typu w Europie, zaraz po brytyjskim Brecon Beacons.

Warto się tu wybrać zwłaszcza w połowie sierpnia – na spotkanie z Perseidami. Zjawisko to widoczne jest z całej Polski, ale okazję do najciekawszych obserwacji będziesz miał tam, gdzie wzrokiem obejmiesz jak największy obszar ciemnego nieba – z dala od miast i sztucznego światła.

Najbardziej widowiskowa noc przypada zazwyczaj z 12 na 13 sierpnia – wtedy na niebie pojawia się ich najwięcej. Ale niezwykły spektakl możesz obserwować także kilka dni przed tą datą i kilka po niej. A to oznacza, że możesz wybrać się w Bieszczady na dłuższy wypad – łącząc to z weekendem i zahaczając o 15 sierpnia.

A jest co robić na takim wyjeździe, bo Bieszczady coraz bardziej stawiają na astroturystykę i turystów, którzy chcą poznać tajemnice kosmosu – tam, gdzie gwiazdy widać najlepiej.

W ramach astronomicznej wyprawy polecam ci:

»» nocleg w Gwiaździstym Domku za Bacówką Jaworzec – z przeszklonym

dachem, który umożliwia obserwowanie gwiazd,

»» pokaz astronomiczny w Lutowiskach – by dowiedzieć się, na co patrzysz,

i skorzystać po raz pierwszy z teleskopu,

»» wędrówkę pod Chatkę Socjologa i spanie w namiocie – by patrzeć

na gwiazdy z dźwiękiem gitary za plecami.

Wyjazd w Bieszczady to też okazja do:

»» wędrówki po połoninach – np. czerwonym szlakiem,

który jest częścią Głównego Szlaku Beskidzkiego,

»» zapakowania w plecak lokalnej kuchni – sodowych placków proziaków,

»» wycieczki rowerową drezyną.

W trakcie oglądania nocnego nieba warto mieć:

»» ciepłe ubranie,

»» koc lub leżak – by nie zadzierać wciąż głowy do góry,

»» aplikację do rozpoznawania gwiazd, by odnaleźć gwiazdozbiór

Perseusza, z którego nadlatują spadające gwiazdy.

A gdy już zasiądziesz pod rozgwieżdżonym niebem i będziesz wypatrywać spadających gwiazd, zajrzyj do gwiaździstej opowieści, by przeczytać ją na głos tym, którzy ruszyli na wyprawę razem z tobą.

PLANETARIUM POD BIESZCZADZKIM NIEBEM

Witaj w planetarium pod gołym niebem, gdzie co roku zasiądziesz w pierwszym rzędzie kosmicznego spektaklu: nocy spadających gwiazd.

W ciągu godziny możesz zobaczyć ich dzisiaj nawet sto! Wszystkie zaczynają swój lot z jednego miejsca na niebie – z gwiazdozbioru Perseusza, który znajdziesz pod charakterystyczną literą „W”, gwiazdozbiorem Kasjopei. To właśnie stąd co roku „wypadają” gwiazdy.

Ale czy… na pewno?

Spójrz na te wszystkie jasne punkty nad twoją głową. Te, które migoczą niebieskim, białym i pomarańczowym światłem, i te, które usadowiły się na rozlanej wstędze Drogi Mlecznej. Każdy z tych punktów to osobny świat, a właściwie centrum jakiegoś świata, tak jak nasze Słońce jest centrum Układu Słonecznego, wokół którego krążą planety. Każdy z tych punktów jest właśnie czymś takim!

Czy to możliwe, żeby takie gwiazdy spadały?

I by wraz z nimi przepadały całe światy?

Oczywiście, że nie!

Gwiazdom pisany jest inny los. Gdy kończą swoje życie, nie spadają z nieba, ale odchodzą w wielkim wybuchu albo rozpływają się w mgławicach.

Coś jednak nad twoją głową spada! Jaśnieje na niebie i przelatuje świetlistym ogonem. Co to takiego?

Kiedy leżysz, obserwując gwiazdy, jesteś nie tylko obserwatorem spektaklu, ale też pasażerem na statku kosmicznym „Ziemia”, który codziennie przebywa ponad 2,5 miliona kilometrów.

W trakcie naszej podróży przelatujemy przez kolejne obszary kosmosu, a to oznacza, że nasza perspektywa i to, co mijamy po drodze, ciągle się zmienia.

Droga Mleczna rozlewa się pod innym kątem. W zależności od pory roku obserwujemy inne gwiazdozbiory. A do tego – od czasu do czasu – spotykamy coś naprawdę wyjątkowego. Pozostałości po kosmicznych wędrowcach!

Gdy ruszasz na szlak, widzisz nieraz kopczyki kamieni ułożone przez wędrowców, którzy w ten sposób chcą innym wskazać drogę. W kosmosie też odnajdziesz takie pozostałości. Kosmiczny ślad, który jest dowodem na to, że nie tylko my jesteśmy w podróży.

Ta nasza trwa dokładnie 365 dni i ma ponad 939 milionów kilometrów. Tyle właśnie przelatujemy dookoła Słońca.

I choć taka podróż wydaje się długa, to są kosmiczni wędrowcy, którzy mają jeszcze większy rozmach. Jednym z nich jest Kometa Swifta-Tuttle’a, która oddala się od Słońca tak bardzo, że w końcu zamarza! Gdy powraca (a cała podróż zajmuje jej 133 lata), zaczyna się zmieniać. To, co do tej pory było zamarzniętą bryłą, topi się, paruje, i w końcu… rozpada. By unosić się potem w przestrzeni kosmicznej jak rój owadów, które wspólnie noszą nazwę… Perseidów!

To właśnie przez nie teraz przelatujemy i dlatego widzisz na niebie tak dużo świetlistych ogonów. Każdy z nich to odłamek komety, która kiedyś wyruszyła w bardzo daleką podróż, a potem – kawałek po kawałku – zaczęła się kruszyć.

Co roku, gdy zbliżamy się do tego miejsca, Perseidy rozjaśniają nasze niebo. To, co na nim obserwujesz, to moment, w którym Ziemia znalazła się na tyle blisko roju, że zaczęła ściągać odłamki w swoją stronę. A one, nie mogąc przezwyciężyć siły przyciągania, wyruszyły w swoją ostatnią podróż. Pełną pędu i żaru, wprost ku powierzchni Ziemi!

Gdybyśmy faktycznie byli drobnym statkiem, mielibyśmy w tym momencie BARDZO duży problem. Ale spokojnie! W noc spadających gwiazd widzisz tak dużo świetlistych smug, bo to, co wpada w atmosferę naszej planety, spala się do cna. Ostatecznie w powierzchnię Ziemi nic nie uderza.

Dlatego właśnie nazywamy Perseidy rojem meteorów, a nie meteorytów. Gdyby uderzały w ziemię i tworzyły kratery, mówilibyśmy o meteorytach.

Noc spadających gwiazd nie oznacza więc, że następnego dnia odnajdziesz w trawie kosmiczne kamienie. Odnalezienie meteorytu jest jednak możliwe – każdego roku na naszą planetę spada ich około 17 tysięcy!

Jak odróżnić je od innych kamieni?

Po pierwsze, będą inne w dotyku. Gdy weźmiesz je do ręki, to poczujesz, że są cięższe niż inne kamienie tej wielkości. To przez żelazo, które niosą w swoim wnętrzu – pamiątkę po kosmicznej podróży.

Po drugie, ich powierzchnia będzie gładka i zaokrąglona. Gdy przelatywały przez atmosferę, ognisty żar topił ich krawędzie, tak jak ogień zaokrągla kawałki szkła. Zostanie im z tego ciemna skorupka – skorupa obtopieniowa. Ślad po gorącym spotkaniu z naszą planetą.

I jeszcze jedno – kosmiczny wędrowiec przyciągnie magnes! Jakby chciał się przyczepić do wszystkiego, co przypomina mu metaliczne serca odległych planet.

Jeśli kiedyś natrafisz na taki skarb, pomyśl o tym, jaką drogę odbył, zanim do ciebie trafił.

Tymczasem – miłego spektaklu! Kolejny dopiero za 939 milionów kilometrów.

Teraz już wiesz, że:

• Perseidy to odłamki Komety Swifta-Tuttle’a, która okrąża Słońce mniej więcej co 133 lata i w trakcie swojej podróży kruszy się kawałek po kawałku, zostawiając za sobą kosmiczny ślad.

• „Spadające gwiazdy” to tak naprawdę meteory, które spalają się w atmosferze – gdyby doleciały do Ziemi, nazywalibyśmy je meteorytami.

• Meteoryt rozpoznasz po tym, że jest cięższy od zwykłych kamieni, ma gładką powierzchnię ze skorupą obtopieniową i przyciąga magnes.ROZDZIAŁ 3
TRATWĄ PO BIEBRZY

Płyń z nurtem, gotuj na tratwie, a wieczorem przybijaj do brzegu

A gdyby tak rzucić wszystko i na dwa tygodnie przenieść się na tratwę? W ciągu dnia powoli płynąć z nurtem, a nocą obserwować gwiazdy i spać na wodzie? Możesz to zrobić w Biebrzańskim Parku Narodowym na 100-kilometrowym szlaku wodnym pomiędzy Kamienną Nową a Osowcem.

Wypożyczysz tu tratwę zbudowaną tak sprytnie, że to, co przed chwilą było jeszcze jadalnią, teraz zmienia się w sypialnię dla pary. Łącznie na pokładzie zmieści się sześć osób (z dwiema osobami śpiącymi w namiocie na dachu).

By poruszać się tratwą, będziecie używać długich drewnianych drągów zwanych pychami, które umożliwiają odpychanie się od dna. Na pokładzie znajdziecie też wiosła, które dodatkowo ułatwią wam sterowanie. Im więcej osób znajdzie się na pokładzie, tym łatwiejsza stanie się podróż. Dziennie w ten sposób jesteście w stanie przepłynąć do 8 kilometrów.

By przekonać się, czy jest to coś dla ciebie, za pierwszym razem zaplanuj weekendową wyprawę połączoną z nocowaniem przy polu namiotowym w Sztabinie. To właśnie tam skorzystasz z nocnej sauny i ochłodzisz się, pływając w rzece. Przy dłuższej wyprawie warto zaplanować tam jeden z przystanków.

O czym warto pamiętać w trakcie spływu tratwą:

»» Sterowanie tratwą wymaga co najmniej dwóch dorosłych, sprawnych osób.

»» Przed startem spływu kup bilet do Biebrzańskiego Parku Narodowego.

»» Wieczorem możesz przybijać do brzegu w dowolnym miejscu –

wystarczy, że wbijesz w niego pal przywiązany do łodzi.

»» Jeśli chcesz spłynąć tratwą w większym gronie bez nocowania,

możesz wypożyczyć tratwę biesiadną (12 osób).

Jak wypożyczyć tratwę?

»» Tratwy biebrzańskie wypożyczysz w ośrodku Biebrza24 w Sztabinie

(ul. Polna 50). W tamtej okolicy skorzystasz też z nocnej sauny i ochłodzisz się w rzece. Pamiętaj, by rezerwować tratwę z wyprzedzeniem – szczególnie w sezonie letnim.

»» Kontakt: tel. 603 225 100 (www.tratwy.pl, [email protected])

»» Koszt za pierwszy dzień z transportem tratwy to około 500 zł,

każdy kolejny dzień około 300 zł. Tratwa z opcją spania mieści 6 osób.

W trakcie spływu warto ze sobą mieć:

»» prowiant na wyprawę i zapas wody,

»» ciepłe ubrania, śpiwory i dodatkowy koc na zimniejsze noce,

spray na komary.

A kiedy już znajdziesz swój rytm pychania i wiosłowania, sięgnij po opowieść, która ukryła się u twoich stóp.

W RYTMIE RZEKI

Zanim wyruszysz, przyjrzyj się uważnie swojej tratwie. To, co widzisz, to prawdziwy dom na wodzie. Zaprojektowany tak sprytnie, że jest w nim wygodnie – mimo że miejsca jest naprawdę niewiele.

To, co teraz jest stołem, za chwilę może stać się łóżkiem, a to, co jest dachem, nocą będzie podłogą, gdy rozłożysz tam namiot i zaśniesz pod sufitem z gwiazd.

Takie kompaktowe rozwiązania to specjalność ludzi, których domem jest woda. Tych, którzy żyją na łodziach i muszą pomieścić tu cały swój świat.

Biebrza wielu takich ludzi widziała. Wszystkich właśnie na tratwach, na których przez 500 lat toczyło się życie. To właśnie tu mieszkali flisacy. A właściwie oryle – bo tak ich tu nazywano.

W przeciwieństwie do tych z Torunia czy z Pienin nie mieli wielkich i dumnych tratew. Ich praca nie była dziedziczona z ojca na syna. Oryle szli, gdzie wołała ich woda. Gdzie były praca, rzeka i szum. Mieszkali więc na tratwach całymi tygodniami. Śpiewali tu, spali, suszyli się przy ogniu. Gdy rzeka zaczynała śpiewać, wiedzieli, co się wydarzy. Bo nikt nie był tak blisko wody jak oni.

Choć nie byli najbardziej szanowani, jednej rzeczy nie da się im odebrać – doskonale wiedzieli, jak płynąć z rzeką. Kiedy trafiały się trudniejsze odcinki, zamiast walczyć z wodą, korzystali z lin i przeciągali tratwę właśnie z ich użyciem.

Bo gdy woda stawia ci opór – to znaczy, że robisz jej coś wbrew. A musisz płynąć z nią!

Biebrza wciąż to pokazuje. Nawet teraz, kiedy płyniesz i czytasz. Są momenty, w których prawie nic nie trzeba robić. I takie, gdy nie można się ruszyć.

To wszystko jest normalne – taki właśnie jest rzeczny rytm!

Najpierw płyniesz przez miejsce, gdzie nurt jest wartki, a wraz z nim płynie i tratwa. Potem jest spokojnie, więc trochę zwalniasz. Aż w końcu woda rozlewa się szerzej i musisz włożyć siłę w to, by z tego miejsca wypłynąć. A potem znowu i znowu – rytm się powtarza.

Możesz przejmować się każdym momentem i walczyć bez tchu. A możesz też wsłuchać się w rytm rzeki i płynąć razem… z nią! Nadrabiać prędkość tam, gdzie brzegi są wyższe, a przystawać, gdy rzeka rozlewa się szeroko. By ruszyć tropem najsłynniejszych marynarzy – tych, którzy wiedzą, że choć to oni trzymają ster, to tak naprawdę prowadzi ich woda.

Jeśli chcesz skorzystać z jej pomocy, zapamiętaj jedno: zawsze pychaj we dwoje, po obu stronach tratwy! W tym samym momencie wbijając pychy w dno. Dzięki temu siły się zsumują, a ty ruszysz do przodu. W zgodzie z rzeką, a nie wbrew niej!

W rytmie, który ukołysze cię do snu, gdy przyjdzie już czas na sufit z gwiazd.

Teraz już wiesz, że:

• Tratwy na Biebrzy nie są nową atrakcją, ale tradycją, która powróciła. Przez 500 lat rzeka była wypełniona po brzegi życiem!

• Biebrza ma swój rytm: szybkie odcinki, spowolnienia i szerokie rozlewiska. Pychając we dwoje w tym samym momencie, płyniecie z rzeką, zamiast przeciw niej.

• Tradycja spania na wodzie wiąże się tu z orylami – biebrzańskimi flisakami, którzy jak nikt inny znali się na rytmie rzeki.ROZDZIAŁ 4
WRZOSOWA WYPRAWA

Załóż ciepły sweter, weź do ręki termos i rusz o świcie na wrzosowisko

Gdy lato chyli się ku końcowi, wcale nie musisz rezygnować z dzikich wypraw. Nie ma bowiem lepszego czasu na wrzosową wyprawę niż wczesna jesień! Załóż więc ciepły sweter, weź termos w dłoń i ruszaj na Wrzosowiska Kłomińskie – największe wrzosowisko w Polsce.

Znajdziesz je na krańcu województwa zachodniopomorskiego, pomiędzy Bornem Sulinowem a Kłominem. To właśnie tutaj na ponad 900 hektarach rozgościły się wrzosy. A wraz z nimi pszczelarze, którzy co roku przywożą w to miejsce swoje ule, by na koniec sezonu powstał niezwykły wrzosowy miód – drahimski wrzosowy.

To miód, który przypomina konsystencją galaretkę i ma leśny posmak. Dzięki takim podróżującym ulom uzyskuje się konkretne smaki miodów. Ten akurat jest dość nietypowy, bo bardziej gorzki niż inne. I to właśnie dodaje mu szlachetności! Uważa się go nawet za króla miodów i warto przywieźć go stąd na pamiątkę. Słoik kosztuje ponad 100 złotych, bo jest produktem luksusowym. Może powstać tylko tu – w kilka tygodni sierpnia i września.

Jeśli zamierzasz robić zdjęcia na wrzosowiskach, najlepszą porą będzie wschód słońca. Jeśli nie przeszkadzają ci inni turyści, przepiękne kadry uchwycisz też pod koniec dnia. Doskonałym momentem na tę wyprawę jest druga połowa sierpnia i cały wrzesień, wtedy bowiem kwitną wrzosy. Zdjęcia o zachodzie słońca warto w tym czasie planować w godzinach 18.30–20.30.

Jeśli nie masz pewności, czy wrzosowiska już rozkwitły, sprawdź w internecie lub mediach społecznościowych najbardziej aktualne zdjęcia z okolicy. A będąc na wrzosowiskach, nie zapomnij odwiedzić drewnianej wieży widokowej, dzięki której zobaczysz to niezwykłe miejsce z góry!

By wyprawa nabrała bardziej dzikiego charakteru, możesz połączyć ją z noclegiem na pobliskim polu biwakowym „Zalewy Nadarzyckie”. Rozbijesz tu namiot, rozwiesisz hamak i wypożyczysz kajaki. A jeśli masz ochotę na prawdziwie jesienny klimat biwaku, możesz także zorganizować własne ognisko.

W okolicy możesz też:

»» ruszyć na pomorski szlak rowerowy Greenway Naszyjnik Północy

(ponad 800 km),

»» odwiedzić jezioro Pile, w którym kryje się zatopiony las,

»» skorzystać z klimatycznego noclegu w drewnianej chacie w Przysiółku Spore,

w tiny house Samotny Wilk w Chlebowie czy na Campingu WAJK z sauną fińską,

»» ruszyć do Drawskiego Parku Krajobrazowego i przejść Szlak Szwajcarii

Połczyńskiej (57 km).

Inne wrzosowiska w Polsce:

»» Niepust (woj. mazowieckie)

»» Mostówka (woj. mazowieckie)

»» w Okonku (woj. wielkopolskie)

»» Wrzosowe Wydmy we Wronkach (woj. wielkopolskie)

»» w Przemkowskim Parku Krajobrazowym (woj. dolnośląskie)

»» Wrzosowiska Cedyńskie w Osinowie Dolnym (woj. zachodniopomorskie).

Biwakowanie wczesną jesienią

»» Sierpień to czas, gdy nawet na letnie biwaki warto już zabierać do spania czapkę, ciepłe skarpetki i dodatkowe warstwy ubrań. By wyprawa była komfortowa, zadbaj nie tylko o ciepły śpiwór, ale także o odpowiednią warstwę oddzielającą cię od ziemi. O tym, jak dobrze izoluje karimata, decyduje współczynnik izolacji cieplnej R-value; na okres od wiosny do jesieni wybieraj karimaty ze współczynnikiem 2–4.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij