Dzisiaj należy do mnie - ebook
Epicka historia o ponadczasowej sile i determinacji w poszukiwaniu własnej drogi do szczęścia.
„Dzisiaj należy do mnie” to ciepła i napisana z ogromną dozą optymizmu opowieść o prawdziwych miłościach, przyjaźniach, sile i odwadze, która jest w każdym z nas, oraz o ponadczasowej determinacji w poszukiwaniu własnej drogi do szczęścia. Dla każdego innej, w innym miejscu na ziemi. Główna bohaterka z humorem i dystansem myślami wraca do przeszłości. Wiele z jej wspomnień dotyczy ludzi, których kiedyś poznała, pokochała, a nawet straciła. Jedni przemknęli przez jej życie niemal niezauważeni, drudzy pojawili się znienacka i równie niespodziewanie zniknęli, a jeszcze inni zadomowili się w nim na dobre. Kama korzysta więc z ich doświadczeń, ale też uczy się na własnych błędach. Ta słodko-gorzka historia, pełna barwnych postaci, zaskakujących wydarzeń, odważnych decyzji oraz wyborów, jest niepowtarzalną lekcją życia. Skłania do przemyśleń, inspiruje, bawi i wzrusza, a potem zostaje z nami na długo. Bo to, co wydaje się końcem, jest zarazem początkiem…
| Kategoria: | Proza |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-287-1172-3 |
| Rozmiar pliku: | 2,3 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Od dziecka wiedziałam, że jestem starą duszą. Ta moja intuicja, dojrzałość nad wiek, wyczucie sytuacji i przeczucia… trudno to nawet opisać. Nie pamiętam, czy w poprzednim wcieleniu byłam rozpieszczonym pekińczykiem czy niewolnicą na dworze okrutnego władcy, jednak wiem, że nie jestem tu po raz pierwszy. Przebłyski skojarzeń i (może) wspomnień towarzyszą mi przez całe życie. Spotykają mnie także liczne tzw. przypadki i zbiegi okoliczności, które, jak wiemy, nie istnieją. Ostatnio takim przypadkiem było poznanie Agnieszki Dydycz. Poleciła mi swoją dopiero co napisaną książkę Dzisiaj należy do mnie. Przeczytałam ją jednym tchem, coraz bardziej wciągając się w akcję i coraz bardziej dziwiąc się podobieństwem opisywanych postaci i zdarzeń do tych z mojego życia. Autorka sama jest starą duszą – inteligentną, mądrą i dowcipną. Pewnie kiedyś i gdzieś byłyśmy przyjaciółkami.
Polecam serdecznie tę lekturę i lekką refleksję nad życiem.
Nina Kowalewska-Motlik
Jest to książka, która zabiera w podróż. Emocjonującą i emocjonalną, bo w głąb siebie. Podróż po świecie i podróż w czasie. Jest jak kalejdoskop i huśtawka w jednym: bawi, zaskakuje, czaruje i trochę przeraża. Została napisana specjalnie dla mnie. I dla ciebie. Specjalnie dla… każdego!
Małgorzata Sierański
Dzisiaj należy do mnie przeczytałem jednym tchem, płacząc ze śmiechu i uśmiechając się przez łzy. Każdy, kto uważa, że wolność to stan umysłu a przebudzenie to stan duszy, powinien spotkać się z Kamą, Markiem, Teodozją, Sophie Madeleine i ich opowieściami.
Maciej Luboiński
Po tej lekturze zdałam sobie sprawę, że chyba każda kobieta przeżyła swoje życie podobnie jak Kama. Niektóre z nas los doświadczył mniej, inne bardziej. Pewne rzeczy pamiętamy, inne skutecznie wyrzucamy z pamięci. Ja też przeszłam co swoje, o czym przez lata po części już zapomniałam, a co po części schowałam głęboko w swojej pamięci. Ale dopiera ta książka mi to uzmysłowiła!
Anna SzymańskaGdy rodziła się po raz pierwszy, nie znała jeszcze życia.
Nie wiedziała, co ją czeka, więc sama również niczego nie oczekiwała. Najważniejsze, że dała radę. Przeżyła.
Za drugim razem łatwiej nie było, chociaż może nieco… przyjemniej.
Za trzecim razem była przekonana, że wszystko już wie i wszystko pamięta. Myliła się. Po raz kolejny musiała uczyć się na własnych błędach, ale nigdy nie żałowała.
A teraz urodziła się po raz czwarty. A może piąty?
Była już nieco znużona, może nawet trochę znudzona, ale ciągle pełna nadziei. I bardzo ciekawa nowego życia.
– Tym razem będę szczęśliwa! – postanowiła hardo dusza.
Po czym zapomniała…
Prolog
Mam na imię Kama.
Jestem matką, siostrą, kochanką, kobietą, przyjacielem, człowiekiem… A może na odwrót lub raczej wszystko naraz?
Kolejność tych ról nie jest jednak przypadkowa i zawsze zależy od etapu, na którym w danym momencie znajduje się moje życie. Dawno przestałam się już oszukiwać, że może być inaczej. Nie będę przecież udawała czułej kochanki, gdy moje dziecko ma czterdzieści stopni gorączki. Nie będę odgrywała zbawicielki świata, gdy sama cierpię i rozpaczam nad własnym losem, lecz gdy tylko odzyskam spokój i znowu będę szczęśliwa, od razu zaopiekuję się każdym potrzebującym.
Zrozumiałam już bowiem, a przede wszystkim zaakceptowałam prawdę, że nic nie trwa wiecznie. Ani radość, ani ból. Każdy z tych etapów ma swój określony czas, czasem dłuższy, czasem krótszy, a potem po prostu przemija. By po nim mógł nastąpić kolejny. I kolejny…
Skąd o tym wiem?
Z życia oraz doświadczenia, i to nie tylko własnego.
Otrzymałam bowiem od losu ten niezwykły dar i przywilej, że to właśnie do mnie trafiła stara dusza. O wiele starsza ode mnie, rozważniejsza i o wiele bardziej doświadczona.
Czy wiem o tym od dawna?
Tak, chociaż nie od zawsze, a dopiero od czasu, gdy zaczęły do mnie powracać jej wspomnienia. Najczęściej w snach, lecz czasem także i na jawie. Te opowieści pojawiają się nagle, znienacka, z zaskoczenia. Nie da się ich zaplanować ani przewidzieć, choć najczęściej przychodzą przywołane daną sytuacją czy zdarzeniem w moim obecnym życiu. Moja stara dusza miewa także przeczucia, że właśnie nadchodzi zmiana. Nie zawsze to rozumiem, a nawet zdarza mi się buntować, lecz wtedy ona uczy mnie, że trzeba cierpliwie poczekać. Że czasem po prostu muszę doświadczyć tego „czegoś”, aby inne „coś” też mogło się wydarzyć, zaistnieć, by potem zmienić moje życie na lepsze. Żeby dzisiaj było lepsze dla mnie…
Na początku nie było to jednak łatwe ani tym bardziej przyjemne. Nie lubiłam tego stanu, tych dziwnych snów, które były jednocześnie i moimi własnymi wspomnieniami, i opowieściami o kimś innym. Czułam się zagubiona. Zupełnie nie rozumiałam, czemu miałoby to wszystko służyć, i myślę też, że trochę się tego bałam. To niby byłam ja, ale nie do końca ja, a te opowieści nie od razu przychodziły pełne i kompletne. Najczęściej zaczynały się od skrawków niepowiązanych ze sobą historii, luźnych obrazów, dźwięków, a nawet zapachów. Próbowałam je ignorować, zapomnieć o nich, lecz one się po prostu nie dały. Powracały uparcie, coraz częściej i z coraz większą intensywnością.
Co miałam robić? Udawać, że ich nie ma?
To nie mój styl. Postanowiłam więc, że zacznę się w nie wsłuchiwać. I z czasem, a może raczej z wiekiem, nie tylko je polubiłam, ale wręcz zaczęłam na nie czekać. Nauczyłam się je zbierać i zapamiętywać, a przede wszystkim układać w całość, w historię konkretnej osoby, z którą dawno, dawno temu dzieliłam kawałek siebie. Zaczęłam słyszeć swoje dawne myśli, rozumieć i czuć tę poprzednią siebie wszystkimi zmysłami. Zapachy, głosy, obrazy, emocje mieszały się ze sobą. To było niewiarygodne, niepowtarzalne uczucie, choć nie zawsze przyjemne i radosne. Bywało także smutne i bolesne, zwłaszcza gdy wracały te najtrudniejsze wspomnienia. Moje, ich, nasze…
Dzisiaj jednak nie wyobrażam sobie życia bez nich. Dzisiaj już wiem, że bez tych historii moje własne życie byłoby niekompletne. Czerpię więc z tej tajemniczej przeszłości siłę i nadzieję i jestem niezmiernie wdzięczna moim poprzednikom za to, że dostałam od nich tak niezwykły dar. Żałuję jedynie, że nie mogę im o tym powiedzieć i podziękować.
Oni naprawdę kiedyś żyli, kochali, cierpieli, śmiali się, więc to chyba dobrze, że ich trud, ich błędy i doświadczenia nie poszły na marne, nie przepadły na zawsze. Ja także mam nadzieję, że moja opowieść kiedyś komuś pomoże. W odnalezieniu radości, miłości, przyjaźni, spełnienia, a przede wszystkim w odszukaniu drogi do samego siebie.
A moje obecne życie…
Moje życie to także niezły materiał na powieść lub film. Na jego podstawie można by napisać scenariusz do praktycznie każdego gatunku, z science fiction włącznie. Dramat obyczajowy, komedię, melodramat, tragedię, romans, thriller, kryminał, a nawet film katastroficzny! A najbardziej fascynujące jest to, że dopiero teraz, gdy zaczęłam wspominać i spisywać historię swojego życia, dotarło do mnie, jakie ono było i jest ciekawe.
Mój brat zapytał mnie ostatnio, jak udało mi się przeżyć to wszystko i nie zwariować. Dobre pytanie, bo tak do końca… sama nie jestem tego pewna.
A może właśnie to moja stara dusza mi pomogła i nadal pomaga?
Bardzo chcę w to wierzyć. Dlatego od lat próbuję zgłębić ten temat, od każdej możliwej strony, metafizycznej i naukowej. Zapoznałam się z najróżniejszymi teoriami wędrówki dusz, dotarłam do wszelkich możliwych prac naukowych i opracowań na temat reinkarnacji, ale znalazłam ich tak wiele, że zupełnie się pogubiłam. Przeczytałam już chyba wszystko, co kiedykolwiek i gdziekolwiek napisano o duszy, jej ponadczasowej energii i mocy, jej sile przetrwania i możliwości przemiany. I z żadną z tych teorii ani z którymkolwiek z tych wyobrażeń nie potrafię się do końca utożsamić, gdyż moje własne życie pokazało mi jeszcze coś innego. Coś o wiele piękniejszego…
Dlatego postanowiłam, że opowiem wam swoją historię.