-
nowość
-
promocja
Efekt Harry'ego Stylesa - ebook
Efekt Harry'ego Stylesa - ebook
Historia o tym, jak twórczość Harry’ego Stylesa i siła fandomu potrafią zmienić życie.
Od One Direction po spektakularną karierę solową – Harry Styles stał się kimś więcej niż gwiazdą popu. To artysta, który zatarł granice między muzyką, modą i normami płci, a dla milionów fanów na całym świecie stał się symbolem wolności, autentyczności i odwagi bycia sobą.
Kiedy życie Keris Fox rozsypuje się po zakończeniu dwudziestoletniego małżeństwa, to właśnie fandom i muzyka otwierają przed nią nową drogę, a ona odkrywa, że nigdy nie jest za późno, by zacząć żyć na własnych zasadach.
Efekt Harry’ego Stylesa to połączenie osobistego pamiętnika fanki i hołdu dla artysty – opowieść o transformującej sile pasji, wspólnej radości i muzyki, która łączy ludzi w każdym wieku i z różnych środowisk.
| Kategoria: | Dla młodzieży |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68725-93-3 |
| Rozmiar pliku: | 1,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Wprowadzenie
„Efekt Harry’ego Stylesa to połączenie miłości do samego siebie i odrobiny zadziorności. Ale przede wszystkim chodzi o to, aby dawać miłość światu i obserwować, jak się mnoży”.
Dr Louie Dean Valencia
Jak bardzo kochasz Harry’ego Stylesa? Czy Twoi znajomi wysyłają Ci pocztą prezenty związane z Harrym? Właściwie to nawet nie znajomi, ale ludzie, z którymi czasem rozmawiasz online, a potem piszą do Ciebie na prywatnym czacie: „To trochę dziwne, ale zobaczyłem coś i pomyślałem o Tobie, mogę prosić o Twój adres?”. Najczęściej tym, co zobaczyli, jest ta dziwna mała laleczka z głową Harry’ego.
A może po prostu pojawiają się pocztówki, mnóstwo pocztówek, jedna po drugiej, z Australii. Harry na przodzie, nic na odwrocie. Pytasz kilku australijskich znajomych, czy coś ci wysłali, a kiedy odpowiadają, że nie, jesteś zaskoczony. Ale potem przypominasz sobie znajomego z internetu, którego spotkałeś kiedyś wiele lat temu i który poprosił cię o adres, żeby wysłać ci „coś głupiego”. Okazuje się, że tym czymś jest seria pocztówek z Harrym bez żadnego kontekstu, wysłanych z drugiego końca świata.
Czy masz lalkę Harry’ego? Czy kupiłeś ją w sklepie charytatywnym za 2 funty, mimo że nie ma na sobie spodni? Czy stoi na parapecie w twojej sypialni obok lalki Nialla, którą przysłała Ci znajoma z internetu po tym, jak w sklepie, w którym pracuje, obniżono jej cenę do czterech funtów? (Napisała Ci o tym żartobliwie. Ty i tak ją kupiłaś).
Czy masz ręcznik One Direction, który twój przyjaciel przywiózł z Australii i podarował ci, kiedy spotkaliście się na brunchu, a wszyscy śmiali się do łez, widząc, jak okropny jest? (Wspólnie zdecydowaliście, że prawdopodobnie jest opętany, ale jakimś cudem wylosowałeś najkrótszą słomkę i zabrałeś go do domu. Leży pod twoim łóżkiem. To prawdopodobnie nie jest najlepsze miejsce do przechowywania potencjalnie demonicznego ręcznika).
Czy zawsze dostajesz coś związanego z Harrym na urodziny lub Boże Narodzenie? Nawet jeśli masz 52 lata?
Jeśli to czytasz, to pewnie tak jest, prawda? Ktoś kiedyś napisał na Twitterze, że trzeba pogodzić się z tym, że Harry Styles to prawdziwy styl życia. Albo się w to angażujesz, albo nie. Ja jestem całkowicie zaangażowana. To dla mnie fascynujące, jak bycie fanem kogoś może być jednocześnie czymś całkowicie osobistym i całkowicie zbiorowym. Czujemy, że to tylko my, chociaż wiemy na pewno, że tak nie jest. (Ale czy w głębi duszy nie uważasz, że w twoim przypadku jest trochę inaczej? Uważasz tak, prawda? Nawet kiedy doskonale wiesz, że tak nie jest, że nie może tak być).
Być może się mylę, ale wydaje mi się, że dla fanów Harry’ego Stylesa to może być gorsze (lub lepsze). Jak napisała Brittany Spanos w magazynie _Rolling Stone_ w sierpniu 2022 roku, „Harry jest osobą, którą z niewytłumaczalnych powodów trudno jest zwyczajnie lubić”.
Jak więc znalazłam się w tej sytuacji? W 2014 roku oficjalnie pracowałam nad moją trzecią powieścią, ale w praktyce prokrastynowałam, surfując po Internecie. Obejrzałam filmik na Vine (pamiętacie Vine?) przedstawiający Harry’ego z zespołem One Direction na scenie we Florydzie, kiedy występowali w programie _The Today Show_.
W klipie Harry występuje z jedną ręką uniesioną w górze, ale potem spogląda w stronę osoby filmującej i nawiązuje z nią kontakt wzrokowy. Odwraca się i tańczy w kierunku kamery. Wygląda na zuchwałego i świadomego. Jest raczej głupkowaty niż seksowny, udaje, że porusza się w zwolnionym tempie, ale z jakiegoś powodu i tak jest seksowny. _Lepiej, żeby to we mnie nic nie obudziło_, pomyślałam, oglądając gif z Deanem Peltonem z serialu _Community_, ponieważ wtedy byłam osobą, która myślała w gifach i nie miała pojęcia, jak bardzo sytuacja się pogorszy.
I tak się stało. Nie było to seksualne (ale też _nie_ było nie-seksualne), ale był to cały świat, o którym prawie zapomniałam. A jeśli nie zapomniałam, to przynajmniej uważałam, że nie jest już właściwe, aby go mieć, a nawet pragnąć.
Ale tego dnia w Starbucksie opublikowałam ten filmik na Tweeterze i zapytałam, czy wydawcy nadal poszukują książek inspirowanych Harrym Stylesem, ponieważ ten sześciosekundowy filmik, od którego nie mogłam oderwać wzroku, sugerował, że mogłabym napisać dobrą książkę. Zajęło mi to kolejne dziewięć lat.
Od tego czasu gwiazda Harry’ego świeci coraz jaśniej, a moje uwielbienie dla niego staje się coraz silniejsze. Zakochanie się w Harrym Stylesie miało pozytywny wpływ na moje przyjaźnie, finanse, seksualność i nie tylko.
Fandom był dla mnie najpierw zainteresowaniem, potem odskocznią, a w końcu obsesją. Rzadko kiedy lubiłam coś „w normalnym stopniu” – jestem trochę jak Joey w serialu _Przyjaciele_, który twierdzi, że Hugsy, jego pingwini kumpel, nic dla niego nie znaczy. Kiedy po raz pierwszy zakochałam się w One Direction (prawie skasowałam „zakochałam się”, bo to naprawdę może dziwnie brzmieć, ale tak właśnie czuję, pogódźcie się z tym), żartowałam, że to część kryzysu wieku średniego. Mogło być gorzej, prawda? Powiedziałabym, że tak właśnie przejawia się mój kryzys wieku średniego. Nie mam z tym problemu. Ale dlaczego to musi być kryzys, kryzys wieku średniego czy jakikolwiek inny? I dlaczego muszę się z tego tłumaczyć? Żartować z tego? Czy nie mogę po prostu powiedzieć, że to jest coś, co sprawia mi radość? Nawet więcej niż radość.
Na początku filmowej wersji musicalu _Greatest Days_ opartego na utworach zespołu Take That bohaterka Rachel (w wieku nastoletnim grana przez Larę McDonnell, a jako dorosła przez Aisling Bea) zmaga się z trudną sytuacją rodzinną i znajduje pocieszenie w swoim boysbandzie.
Są przy niej, gdy przygotowuje kolację dla swojego młodszego brata i sprząta talerz, który jej ojciec rozbił podczas kłótni z matką; są z nią w łazience (po drugiej stronie zasłony), gdy bierze prysznic; towarzyszą jej i jej przyjaciołom w drodze do szkoły. Woła ich, gdy ich potrzebuje. Mimo że widzimy ich na ekranie, wiemy, że tak naprawdę nie przyszli, są w jej głowie, ale wsparcie, pocieszenie i odwrócenie uwagi są dla Rachel tak samo realne, jakby naprawdę tam byli.
(Pamiętam, jak szłam do szkoły, nieśmiała i zdenerwowana, trzymając swój zwinięty kciuk i udając, że to Andrew Ridgeley z Wham! trzyma mnie za rękę. (Nigdy wcześniej nikomu o tym nie mówiłam.))
Później Rachel, już dorosła i mająca bilety na trasę koncertową (reaktywującą zespół) w Atenach, siedzi w samochodzie i zostawia wiadomość dla swojego chłopaka, w której pisze, że chyba jednak nie pojedzie na wycieczkę. Patrzy w lusterko wsteczne i widzi swoich chłopców, ściskających się na tylnym siedzeniu i śpiewających.
„Więc wszyscy wróciliście” mówi beznamiętnym tonem.
To mnie rozbawiło.
W moim przypadku nie było to do końca to samo – moi (różni) chłopcy nie wrócili; zamiast tego pojawił się zupełnie nowy zespół – ale emocje były bardzo podobne. W swojej książce _Talking to Girls About Duran Duran_ Rob Sheffield pisze, że dorosła kobieta często ma „nieco szyderczy, nieco ironiczny” stosunek do muzyki, którą kochała jako nastolatka, „a jednak nadal potrafi odczuwać tę miłość w sposób nieironiczny”. Dalej pisze: „A kiedy dorosłe kobiety o nich mówią, znów stają się _tymi dziewczynami_”. _Greatest Days_ doskonale to oddaje.
Pod koniec filmu, po kłótni czterech dorosłych kobiet w Atenach, obok każdej z nich pojawiają się ich młodsze wersje, śpiewające piosenkę Take That „Back for Good”. Kończą piosenkę razem – młode i dorosłe postacie zjednoczone w bólu i miłości – a ja łapię się na tym, że ze wszystkich sił staram się nie popłakać.
Czuję się o wiele bliższa nastoletniej wersji siebie niż tej, którą powinnam być w wieku 52 lat. Tej, którą społeczeństwo każe mi być. Oglądając te dziewczyny i kobiety śpiewające razem z wielkim zaangażowaniem, zdałam sobie sprawę, że właśnie to zrobił dla mnie nie tylko Harry Styles, ale też jego fandom: przywrócił moją nastoletnią wersję i połączył ją z „aktualną mną”, pomagając mi w ten sposób, jak pisze Erica Jong w _Fear of Flying_, odkryć, że po tylu latach bycia połową czegoś nadal jestem cała.
Mój 14-letni syn mówi mi, że mam „uśmiech Harry’ego Stylesa”. Twierdzi, że potrafi rozpoznać, kiedy patrzę na Harry’ego w telefonie, ponieważ pojawia się wtedy na mojej twarzy ten głupkowaty/rozmarzony wyraz, którego nie mam w żadnym innym momencie. Doskonale potrafi go naśladować.
Podczas koncertu Harry’ego w Paryżu w 2023 roku podniosłam telefon, aby sfilmować scenę i przypadkowo zrobiłam sobie zdjęcie z „uśmiechem Harry’ego Stylesa” w pełnej krasie. Kiedy je zobaczyłam, roześmiałam się głośno. Opublikowałam je na Instagramie z podpisem: „Znajdź sobie kogoś, kto patrzy na ciebie tak, jak ja patrzę na Harry’ego Stylesa”.
W latach dziewięćdziesiątych pracowałam dla słynnej, ponurej legendy muzyki, Van Morrisona. Przez dwa lata nie widziałam, żeby się uśmiechał. W 2019 roku pojawiło się zdjęcie Harry’ego Stylesa i Vana za kulisami koncertu. Harry uśmiecha się do aparatu, a Van promienieje, patrząc na Harry’ego. Mój tweet na ten temat stał się dość popularny, a wiele odpowiedzi nazwało reakcję Vana _„_efektem Harry’ego Stylesa”.
Czym więc jest efekt Harry’ego Stylesa?
To charyzma – niektórzy nazwaliby to czynnikiem X – ale to nie tylko charyzma… To jego styl, uśmiech, fryzura, ciepło i poczucie humoru. To jego wiara w siebie, talent i pewność siebie. Jak mówi Ross o jednym z chłopaków Moniki w serialu _Przyjaciele_: „To sposób, w jaki sprawia, że czuję się sobą”.
W okresie poprzedzającym wydanie albumu _Harry’s House_ z 2022 roku promocyjne konto „You Are Home” na Twitterze publikowało tajemnicze zdjęcia i wiadomości, dając fanom wskazówki dotyczące nadchodzącego albumu. Jedna z nich brzmiała po prostu: „Tańcz głośniej”.
Właśnie do tego inspiruje mnie Harry Styles. Do tańczenia głośniej w każdym aspekcie mojego życia.
To właśnie efekt Harry’ego Stylesa.PRZEDMOWA. LIGHTS UP
Przedmowa
Lights Up
Powinnam od razu zaznaczyć, że nie znam Harry’ego Stylesa. Nigdy go nie spotkałam. Wszystko, co o nim myślę lub czuję, opiera się na wizerunku Harry’ego Stylesa jako celebryty.
Jak pisze Ellis Cashmore w najnowszym wydaniu swojej książki _Celebrity Culture_ z 2006 roku, kiedy mówimy o celebrytach, nie mówimy tak naprawdę o ludziach, ale o tym, jak ich sobie wyobrażamy.
„W pewnym sensie” – pisze – „istnieją oni niezależnie od fizycznej, żywej istoty z ludzkimi emocjami i słabościami”.
W swojej książce o fandomie i moralności, _Monsters: A Fan’s Dilemma_, Claire Dederer pisze, że dla artysty takiego jak Harry standardową praktyką jest zachowanie jak największej tajemnicy w świecie, w którym każdy jego ruch jest rozkładany na czynniki pierwsze. „W istocie cała tajemnica, jaką się otacza, wynika z naszej świadomości cudownego faktu, że gdzieś pośród wszystkich tych informacji kryje się prawdziwa osoba, dusza”.
Tajemnica, nawet w obliczu lawiny wiedzy, jest w dużej mierze powodem jego sukcesu.
Jak ujęła to moja przyjaciółka Amy:
Wydaje się być raczej czystą kartą, na którą inni mają rzutować, niż kimś, kto wysyła sygnały na zewnątrz. Jest jak kalejdoskop – cokolwiek na niego pada, czy to opinie fanów, czy światła sceniczne, odbija to z powrotem, dziesięć razy jaśniej. Podoba mi się to. Ta sprzeczna osobowość: całkowita anonimowość, a jednocześnie bycie wszystkim, czego potrzebuje od niego publiczność.
Myślę, że to trudna równowaga. I on radzi sobie z nią dobrze przez większość czasu.
Podczas prawie każdego swojego koncertu Harry wygłasza zasadniczo tę samą przemowę. Brzmi ona mniej więcej tak: „Moim zadaniem przez następne 90 minut jest zapewnienie wam rozrywki. Waszym zadaniem jest natomiast przeżyć najlepsze chwile w życiu. Być w tej sali kimkolwiek chcecie. Kochać w tej sali kogo chcecie”.
W chwili pisania tego tekstu przeżyłam najlepszy okres w moim życiu, uczestnicząc w siedemnastu koncertach Harry’ego. Od Manchesteru przez Nowy Jork i Los Angeles po Australię. Bywałam na koncertach sama. Bywałam z przyjaciółmi, których znam od lat. Bywałam też z przyjaciółmi, których poznałam dzięki Harry’emu Stylesowi (w tym wspomnianą już Amy).
Skłamałabym, mówiąc, że nie spodziewałam się tego. Zawsze miałam słabość do boysbandów i zdecydowanie nie zadowalam się jednym koncertem – dosłownie znalazłam pracę jako stewardessa na stadionie Wembley, żeby móc wielokrotnie oglądać New Kids on the Block – ale koncerty Harry’ego Stylesa są inne.
W 2017 roku, w drodze powrotnej z koncertu w Glasgow, siedziałam w pociągu i czułam… coś. Nie byłam pewna, co to było. Trochę jak tęsknota za domem? Smutek po wakacjach? Ale nie do końca. Nie potrafiłam tego określić. A potem zobaczyłam tweeta, w którym ktoś napisał: „Pozbieranie się po koncercie Harry’ego Stylesa jest NAJGORSZE. Czułam się, jakbyśmy spędzili razem długą, namiętną noc, a on zostawił mnie bez swojego numeru”.
Dokładnie tak. Jak ujął to jeden z moich przyjaciół, z którym pojechałam do Australii: „w relacji z Harrym istnieje prawdziwe poczucie intymności i przynależności, podczas gdy często między wykonawcą a fanem istnieje bariera”. Ta intymność ma znaczenie i jest obecna nawet na stadionie. (Na tyle intymna, że po dwóch latach unikania zarażenia się Covidem, złapałam go na koncercie Harry’ego).
Poczucie przynależności jest również integralną częścią tego procesu. Od czasów One Direction fani przynoszą na koncerty tęczowe flagi i rzucają je na scenę. Wtedy Harry czasami je podnosił, ale teraz robi to podczas każdego koncertu, często podczas swojej zaktualizowanej i ekstatycznej wersji utworu „What Makes You Beautiful”, sugerując, że to, co reprezentuje każda z tych flag – biseksualność, transpłciowość, ruch Black Lives Matter – jest w rzeczywistości tym, co czyni cię pięknym.
W wywiadzie dla _Rolling Stone_ z 2019 roku Harry powiedział, że jako biały mężczyzna docenia to, że nie przechodzi przez to samo, co wiele osób, które przychodzą na jego koncerty, nie próbuje powiedzieć, że wie, jak to jest, po prostu chce, aby ludzie czuli się akceptowani i dostrzegani. I tak właśnie jest.
Na każdym koncercie fani proszą Harry’ego o radę, energicznie machając transparentami, aż je zauważy. Na transparent z pytaniem „Czy powinnam mu odpowiedzieć na SMS-a?” Harry odpowiedział: „Mam pytanie: czy on jest dla ciebie miły?”.
Jako osoba, która spędziła zbyt wiele lat zastanawiając się, czy ktoś mnie lubi, i nigdy nie zastanawiając się, czy ja lubię tę osobę, natychmiast poczułam ciepło w sercu. Następnie dodał: „Moim zdaniem, jeśli są jakieś gierki: jest śmieciem, nie dla ciebie”. Słowa, którymi warto się kierować w życiu, a które niestety są cytatem z filmu _Pamiętnik_ z 2004 roku. (Miłość Harry’ego do tego okropnego filmu – i jego uparte nazywanie go komedią romantyczną – jest dla mnie jedną z niewielu skaz na jego reputacji).
Niedawno, w odpowiedzi na prośbę fanki o radę po rozstaniu, Harry powiedział jej, żeby napełniła swój kubek i pozwoliła komuś zakochać się w tym, co się z niego wylewa. To prawdopodobnie najlepsza rada dotycząca randek, jaką słyszałam w życiu, i coś, co moim zdaniem jest niezwykle ważne dla młodych kobiet. (Również dla mnie. Być może ją sobie wytatuuję?). Przedstawił również swoją piosenkę „Boyfriends” słowami: „Do wszystkich chłopaków, pieprzcie się!”, co, jak sądzę, wszyscy uznamy za słuszne.
„Jest coś wyjątkowego w doświadczaniu euforii (prawie) wyłącznie kobiecej publiczności oglądającej coś, co KOCHA” – powiedziała moja przyjaciółka Beth. „To entuzjazm i podekscytowanie bez cienia skrępowania – nie ma w tym nic zblazowanego ani agresywnego”.
Nawet przyłączanie się do okrzyków „pieprzcie się” skierowanych do nieobecnych chłopaków odbywa się bardziej z radością niż złością. Myślę, że to bardzo ważne. Szczególnie dla młodych kobiet, ale także dla wszystkich innych fanów Harry’ego.
W swojej autobiografii _This Is Not a Book About Benedict Cumberbatch_, opowiadającej o nagłej obsesji na punkcie celebrytów w wieku średnim, Tabitha Carvan pisze o tym, jak ważne jest, aby kobiety poświęcały czas dla siebie. Cytuje Brigid Schulte, która nazywa to „odważnym – niemal wywrotowym – aktem oporu”.
W tych bezprecedensowych czasach każdy akt oporu sprawia przyjemność. Byłabym zaskoczona, gdyby znalazła się inna czynność, która sprawia taką samą przyjemność jak dołączenie do tańczącej w pióropuszach z boa i brokatowych strojach grupy nieznajomych, którzy _traktują innych z życzliwością_.
Podczas jednego z koncertów Harry’ego w 2022 roku przyjaciel pocieszał mnie, gdy ocierałam łzy podczas utworu „Lights Up”. Nie jest to smutna piosenka, ale utwór, który uważam za swoją piosenkę wspierającą mnie podczas pandemii i rozwodu. „Czy wiesz, kim jesteś?” – pyta Harry w kółko. Prawdopodobnie nie. Nadal. Ale znam siebie znacznie lepiej niż przed tym, jak stałam się fanką Harry’ego Stylesa.
Nie zdawałam sobie sprawy z mojej biseksualności aż do czterdziestki. Nie zaakceptowałam jej wyłącznie dzięki Harry’emu Stylesowi. Jednak przyjaciele, których poznałam dzięki jego fandomowi, z których wielu również odkryło swoją queerową tożsamość, zdecydowanie pomogli mi siebie zaakceptować. Harry wydaje się być całkowicie zadowolony z siebie i fascynujące jest to obserwować. Sprawia, że chcę być bardziej sobą. Pomagają mi w tym również przyjaciele, których poznałam dzięki niemu. (W tej książce będziecie o nich często czytać).
W 2018 roku, miesiąc po rozstaniu z mężem, z którym byłam przez dwadzieścia dwa lata, poleciałam do Los Angeles, aby zobaczyć Harry’ego kończącego swoją drugą trasę koncertową w The Forum. Dzieliłam pokój hotelowy z przyjaciółkami z fandomu. Zjadłam śniadanie z grupą kobiet, które poznałam na Slacku dla starszych (starszych, czyli powyżej 25 lat; zabijcie mnie) fanek One Direction. Po raz pierwszy zamówiłam Ubera, aby spotkać się z dwiema kolejnymi przyjaciółkami-fankami na kawę i amerykańskie bułeczki (nie Brytyjskie!).
Następnie zjadłam kolację z dwiema kobietami, które poznałam w Internecie dzięki pisaniu powieści dla młodzieży, ale które również zakochały się w Harrym i jechały na ich pierwszy koncert.
Później, przed The Forum, piłam czerwone wino z plastikowego kubka, podczas gdy słońce zachodziło w odcieniach różu, brzoskwini i fioletu za zatłoczonym parkingiem, na który nasz kierowca Ubera nie chciał nawet wjechać, a kobiety, z którymi wcześniej rozmawiałam tylko przez internet, podbiegły do mnie, podekscytowane tym, że w końcu spotkałyśmy się osobiście i oczywiście podekscytowane tym, że Harry powitał nas na ostatnim koncercie.
Po raz pierwszy od dawna poczułam się całkowicie sobą. Byłam daleko od domu, w nieznanym mieście, z kobietami, których nigdy wcześniej nie spotkałam, i czułam się nie tylko całkowicie dobrze, ale także satysfakcjonująco zdrowo. W ostatnich latach małżeństwa straciłam poczucie własnej tożsamości. Na tych koncertach odnalazłam ją ponownie.
Istnieje kultowa (dla fanów) wypowiedź Harry’ego Stylesa o tym, jak podczas nagrywania swojego pierwszego albumu na Jamajce upił się, zmoczył w oceanie, wznosił toast za wszystkich i nosił sukienkę, którą wymienił z dziewczyną jednego z kolegów. „Nie pamiętam toastu”, powiedział magazynowi _Rolling Stone_, „ale pamiętam to uczucie”.
Pamiętam uczucie, jakie wywołał we mnie ostatni koncert w Los Angeles. To uczucie, które wywołuje we mnie każdy koncert Harry’ego Stylesa. Mam nadzieję, że zawsze będę je pamiętać.
Harry Styles i przyjaciele, których poznałam dzięki jego fandomowi, są teraz częścią tego przepełnienia. A Harry jest istotną częścią tego, jak napełniłam ten kubek.ROZDZIAŁ PIERWSZY. THE STORY OF MY LIFE
Rozdział pierwszy
The Story of My Life
Jesteście gotowi?
Światła w sali gasną. Reflektory sceniczne oślepiają. Śpiewając pierwsze wersy tytułowego utworu z najnowszego albumu, mój ulubiony zespół przechodzi przez wirującą chmurę suchego lodu i pojawia się tuż przede mną. To naprawdę jedna z najbardziej ekscytujących chwil w moim życiu.
Był rok 1982 i właśnie skończyłam 11 lat. W poprzednim roku zespół Bucks Fizz wygrał konkurs piosenki Eurowizji utworem „Making Your Mind Up”, a moja siostra i ja zakochałyśmy się w jego członkach. (Ja w Bobbym, moja siostra w Mike’u. Obie w Cheryl – tak uroczej, ładnej i zabawnej. Lubiłyśmy też Jay, ale nawet my dostrzegałyśmy, że jest seksowna, więc trochę nas przerażała).
Nasi rodzice jakoś załatwili nam – całej czwórce – bilety na pierwsze rzędy na środku na ich koncert w Floral Pavilion, naszym małym lokalnym teatrze. (Od tamtej pory nigdy nie miałam tak świetnych miejsc na żadnym koncercie). Pamiętam to oczekiwanie. Pamiętam, jak zgasły światła i pamiętam suchy lód – którego, co nie jest zaskoczeniem, nigdy wcześniej nie widziałam – wypełnił scenę i spływał po jej krawędzi, dryfując w naszą stronę. Nawet teraz czuję jego zapach (trochę przypomina zapach żelazka parowego).
Kiedy kilka lat później u mojej mamy zdiagnozowano stwardnienie rozsiane, napisałam list do Bucks Fizz, aby im o tym powiedzieć. Nie sądzę, żebym oczekiwała, że coś z tym zrobią. Być może miałam nadzieję, że będą mi tak współczuć, że przyjadą mnie odwiedzić lub przynajmniej odpowiedzą na list. Ale myślę, że po prostu chciałam komuś o tym powiedzieć. Chyba po prostu chciałam… wyrazić, że wydarzyło się coś strasznego i przerażającego, i może oni okażą mi współczucie. Chciałam po prostu porozmawiać z kimś, kto się tym przejmował.
W filmie dokumentalnym towarzyszącym filmowi Take That _Greatest Days_ reżyserka filmu, Coky Giedroyc, nazywa zespół głównym bohaterem – „emocjonalną poduszką powietrzną” Rachel. Twierdzi, że zapewniają oni „wspaniałą, delikatną barierę między nią a dość trudnym życiem, które prowadzi”.
W tamtym czasie nie myślałam o Bucks Fizz w ten sposób – wydaje mi się, że głównie powracałam do zwykłych fantazji o tym, że pojawią się w szkole i zabiorą mnie stamtąd – ale kiedy patrzę wstecz, to ma to sens. Byłam taka młoda. I przestraszona. I zdezorientowana. A moi najlepsi przyjaciele zawsze byli zmyśleni.
Kiedy widzę fanów na koncertach Harry’ego Stylesa z transparentami, na których piszą, że złamali kość lub mieli wypadek samochodowy, że to ich pierwsza noc poza domem, odkąd zostali rodzicami lub że chłopak rzucił ich za to, że poszli na koncert, myślę o małej mnie. Często to, co jest napisane na plakacie, nie ma nic wspólnego z Harrym, nie dotyczy muzyki ani sławy, a jedynie złych wydarzeń, o których chcą, aby on wiedział. A on wie. Mam nadzieję, że dzięki temu czują się lepiej.
Jakiś czas temu Ava, pisarka z Londynu, opublikowała na Twitterze/X wpis o tym, jak fascynujące są dla niej te tabliczki, więc poprosiłam ją o wyjaśnienie.
Dużo o tym myślę – gdzie leży granica między poszukiwaniem więzi z innymi uczestnikami koncertu poprzez stworzenie chwili, którą wszyscy mogą dzielić, a prawdziwą relacją między dwojgiem ludzi, z których jeden jest światowej sławy gwiazdą popu, a drugi fanem?
Najbardziej fascynujące w paraspołecznej relacji między Harrym a jego fanami jest to, że wydaje się ona być dwustronna, bardziej niż jakakolwiek inna, z jaką osobiście się spotkałam. Zastanawiam się, czy słowo „paraspołeczna” jest tutaj właściwe, ponieważ nie jest to przypadek, w którym fani oglądają wywiady i przenoszą wypowiedzi celebryty na swoje życie i doświadczenia – oni bezpośrednio zadają pytania Harry’emu, a on odpowiada na nie publicznie. Jest to oczywiście niekonwencjonalny rodzaj rozmowy, ale nadal jest to rozmowa.
Proszenie Harry’ego o zaangażowanie się i radę w tak ważnych momentach życia – coming out, ujawnienie płci i oświadczyny – staje się czymś powszechnym w programach telewizyjnych; wydaje się być ogromną presją dla młodego człowieka, który musiał samodzielnie zdobywać wiedzę i eksperymentować w świetle reflektorów; który być może nie ma nawet połowy doświadczeń, na podstawie których udziela porad, i z pewnością nie zna niuansów związanych z daną sytuacją ani konkretnych okoliczności osób, które zwracają się do niego z prośbą. W pewnym sensie nie zdziwiłoby mnie wcale, gdyby postanowił zignorować te sygnały i trzymać się scenariusza, o ile Harry ma jakiś scenariusz. Ale oni wciąż pytają, bo on odpowiada!
Dla każdego, kto uważa się za więcej niż zwykłego fana, dialogi między piosenkami stały się tak samo ważną częścią wizyty w Harry’s House, jak same utwory. To główny powód, dla którego osobiście będę tam wracać – nie mogę się doczekać, aby dowiedzieć się, co powie następnym razem. Wiem, że muszą istnieć granice; muszą być pytania, na które z jakiegoś powodu nie odpowie, czy to z powodu presji udzielenia „właściwej” odpowiedzi, czy po prostu dlatego, że nie chce, aby miliony ludzi próbowały odczytać znaczenie jego słów i odnieść je do jego życia, ale jest genialny w zacieraniu tych granic i sprawianiu, że jego publiczność wierzy, że jest całkowicie oddany jej potrzebom, niezależnie od tego, czego potrzebuje. Sprawia, że wygląda to na łatwe, ale moim zdaniem wymaga to sporej odwagi.
To również odważne ze strony fanów. Ci ludzie znają odpowiedź, na którą liczą, i bezgranicznie ufają, że on jej udzieli lub wymyśli coś lepszego. W pewnym sensie on również musi im zaufać – aby przyjęli jego odpowiedź w duchu, w jakim założył, że to zrobią; nie robić niczego, czego oni nie chcą, tylko dlatego, że Harry Styles to zasugerował. „Jesteś pewien?” – pyta często, zanim pomaga fanowi wyjść na scenę, a słysząc to, zdajesz sobie sprawę, że choć wszystko to wydaje się zabawne i jak chwila czystej magii, to jest to wielka sprawa, która stanie się viralem, zanim pojawi się na scenie w następnym mieście i prawdopodobnie zrobi to samo jeszcze raz. Fan musi być pewien. Harry też.
* * *
Nie mogę znaleźć źródła, ale przez lata wielokrotnie czytałam, że gwiazdy mogą utknąć emocjonalnie w wieku, w którym stały się sławne. Nadal często myślę o satyrycznym nagłówku serwisu _The Onion_ po śmierci Michaela Jacksona w 2009 roku: „Król popu zmarł w wieku 12 lat”.
W swojej książce z 1994 roku _Motherless Daughters_ Hope Edelman pisze, że kobiety, które straciły matki, często czują się zatrzymane w rozwoju emocjonalnym, „jakby nigdy nie dojrzały ponad wiek, w którym zmarły ich matki”. Podejrzewam, że tak jest w moim przypadku, ale nie chodzi o moment jej śmierci, tylko o moment, w którym zdiagnozowano u niej stwardnienie rozsiane i wszystko się zmieniło.
Kilka lat temu słuchałam fantastycznego podcastu Cariad Lloyd _Grief Cast_. Rozmawiała ona z muzykiem i podcasterem Felixem White’em, którego mama zmarła na stwardnienie rozsiane, gdy miał 17 lat. W pewnym momencie Felix powiedział, że przestał być nastolatkiem, gdy jego mama zachorowała. Kiedy to powiedział, musiałam się zatrzymać i przypomnieć sobie, żeby oddychać. Nie myślałam o tym wcześniej, ale ma całkowitą rację.
Psycholog Erin Le Clerc twierdzi, że jest to powszechne zjawisko, gdy rodzic poważnie zachoruje lub umiera.
„Żałoba po stracie rodzica jest głęboka, niezależnie od wieku” – mówi. „Dzieciństwo nie kończy się, ale znacząca żałoba wiąże się ze zmianą perspektywy, zmianą autonomii, innymi oczekiwaniami, więc życie naprawdę nie może toczyć się tak jak przed taką sytuacją”.
Oczywiście były to lata osiemdziesiąte, więc nie było żadnej pomocy, żadnego wsparcia, nie było nawet zbyt wielu rozmów na ten temat. Pamiętam, jak moja mama się o tym dowiedziała. Pamiętam, jak płakała. Nie pamiętam wiele więcej.
Przez lata dużo myślałam o tym, jak bardzo byłam beznadziejną nastolatką – miałam niewielu przyjaciół poza szkołą, często żyłam we własnym świecie, najszczęśliwsza byłam sama w swoim pokoju z muzyką i książkami – i jak od tamtej pory nadrabiałam zaległości, ale generalnie unikałam myślenia o tym, dlaczego tak było.
Kilka lat temu zaczęłam chodzić do terapeuty, ponieważ wiedziałam, że powinnam zakończyć swoje małżeństwo, ale nie miałam na to wystarczającej odwagi. Myślę, że chciałam, żeby to ona mi kazała to zrobić, ale (niestety) terapia tak nie działa.
Powiedziałam jej, że mam obsesję na punkcie One Direction i żartobliwie (ale też nie do końca) próbowałam namówić ją, żeby oficjalnie zdiagnozowała u mnie syndrom rozproszenia uwagi przez boysband. Tak, prawdopodobnie byłam za stara, żeby tak bardzo interesować się boysbandem, ale czy to było coś złego? Jeśli słuchanie ich, oglądanie ich teledysków i czytanie o nich sprawiało mi radość? Powiedziałam jej, że zawsze miałam tendencję do zbytniego interesowania się zespołami i zapytałam, czy uważa to za problem. Wyglądała na nieco zaniepokojoną. Nie powiedziała wprost, że to niezdrowe, ale jej brwi sugerowały, że tak może być. Nie chciała rozmawiać o One Direction, chciała rozmawiać o moim małżeństwie. Cholera.
Zan Romanoff, jedna z autorek literatury młodzieżowej, którą poznałam najpierw w internecie, a potem poza forum, napisała, że dla niej obsesja na punkcie One Direction była ewidentnie mechanizmem obronnym.
„Ledwo przetrwałam epizod depresji” – napisała Zan w biuletynie _Two Bossy Dames_ w 2018 roku. „Byłam nieszczęśliwa i niepewna co do spraw związanych z pracą, od dawna nie umawiałam się z nikim, kogo naprawdę lubiłam. Oczywiście, że miałam obsesję na punkcie grupy uroczych chłopców śpiewających o prawdziwej miłości”.
Słodcy chłopcy śpiewający o prawdziwej miłości? Podczas gdy moje dwudziestoletnie małżeństwo dobiegało końca? Przełomowe.
„Nie ma nic złego w radzeniu sobie” – mówi Zan. – „Czasami to wszystko, co można zrobić! Miałam do czynienia z bardzo dorosłymi sprawami. Nie było nic złego w tym, że chciałam przez kilka godzin w tygodniu poczuć coś prostego, radosnego i nieskomplikowanego”.
Psycholog Erin Le Clerc zgadza się z tym. W większości:
Myślę, że szukanie rozrywki i odwrócenia uwagi jako przeciwwagi dla trudnych uczuć jest w porządku. Uważam jednak, że istnieje ryzyko, że zatracimy się w fantazji o zastąpieniu czegoś, co „straciliśmy”, i może to stać się formą ucieczki, która uniemożliwi nam zmierzenie się z problemami i rozwiązanie ich, aby osiągnąć długoterminowy rozwój i satysfakcję.
Myślę, że tak było w moim przypadku jako nastolatki, o czym więcej później.
„Dopamina (hormon „nagrody” w naszym mózgu)” – kontynuuje Erin – „jest aktywowana, gdy robimy coś przyjemnego. Ryzyko polega na poszukiwaniu szybkich wrażeń (niezwykle uzależniających), które czasami mogą powodować dodatkowe problemy, oprócz tych, których unikamy. Ostatecznie wszystko sprowadza się do równowagi. Wszystko z umiarem! Wiem, że to nudne”.
Pomimo tego, że nie udało mi się uzyskać oficjalnego uznania BDS, najważniejszą korzyścią płynącą z sesji terapeutycznych było to, że w końcu zdałam sobie sprawę, że stwardnienie rozsiane mojej mamy i jego wpływ na relacje moich rodziców zmieniły wszystko. Zawsze potrafiłam radzić sobie z problemami. Wszystko bagatelizowałam. To prawie na pewno tam się wszystko zaczęło.
„Zastanawiałam się nad pieniędzmi, które wydawałam na albumy i bilety na koncerty, i nad tym, że nie wspierały one niczego szczególnie szlachetnego” – pisze Zan. „Ale wydawało mi się to uzasadnione, chyba dlatego, że było oczywiste, że pieniądze te służyły ostatecznie szlachetnemu celowi, jakim było wspieranie mnie samej”.
Bardzo mi się to podoba. „Szczytny cel, jakim jest wspieranie mnie samej”. Kobiety często nie traktują siebie ani swoich zainteresowań priorytetowo.
A jeśli w jakiś sposób udaje nam się skupić na czymś, co kochamy, często jest to lekceważone jako niepoważne, nie warte czasu, wysiłku ani wydatków.
Przez lata pieniądze były dla mnie ważną kwestią. Czułam się winna z powodu każdego wydatku. Kiedyś zamieściłam post na forum poświęconym finansom, prosząc o radę w tej sprawie, a pewien mężczyzna skomentował to w następujący sposób: „Nie sądzę, żebyś naprawdę czuła się winna z powodu wszystkich wydatków. Nie czujesz się winna, kupując artykuły spożywcze lub paliwo”. Nieprawda, nieznajomy! Czułam się winna z powodu każdego wydatku, tak jak właśnie powiedziałam.
Częściowo to, co zmieniło moje podejście do finansów – przynajmniej odrobinę – to dwie podróże do Ameryki w 2018 roku, aby zobaczyć Harry’ego Stylesa. W czerwcu pojechałam do Nowego Jorku, a kiedy wróciłam do domu, zarezerwowałam bilet do Los Angeles na następny miesiąc. To naprawdę absurdalne. Ale moje dwudziestodwuletnie małżeństwo właśnie się zakończyło, miałam trochę pieniędzy (nie wystarczająco dużo, przyjaciółka zapłaciła za mój lot do Los Angeles, a ja spłaciłam jej tę kwotę w ciągu następnych dwunastu miesięcy) i po prostu chciałam pojechać i dobrze się bawić z przyjaciółmi. I tak zrobiłam. Spędziłam absolutnie najlepszy czas w życiu. Śpiewałam, tańczyłam, jadłam, piłam, śmiałam się i czułam się bardziej sobą niż kiedykolwiek wcześniej. W przeszłości, gdy moje konto bankowe było puste, martwiłam się każdym wydatkiem. Dlaczego kupiłam ten magazyn? Nie powinnam była kupować tej kawy. Gdybym nie opuściła tej płatności, nie musiałabym płacić 12 funtów opłaty. Dlaczego byłam taka nieodpowiedzialna? Wyjazd do Ameryki, aby zobaczyć Harry’ego (dwukrotnie!), był prawdopodobnie nieodpowiedzialny, tak. (I absolutnie doceniam przywileje, które pozwoliły mi to zrobić). Nie wiem nawet, ile to kosztowało, ile wydałam, ale niezależnie od kwoty było to również w stu procentach warte zachodu.
W końcu zdałam sobie sprawę, że prawie niemożliwe jest wycenić takie rzeczy. Mogłam być rozsądna, zaoszczędzić trochę pieniędzy i zostać w domu. Ale zawsze będę zadowolona, że tego nie zrobiłam.
Magiczne
Kilka lat po pierwszym koncercie Bucks Fizz znalazłam się za kulisami tego samego teatru podczas corocznego przedstawienia szkolnego. (Byłam w chórze, ale marzyłam o karierze tancerki. Niestety, podobnie jak One Direction, byłam w tym okropna). Po raz kolejny rozkoszowałam się oczekiwaniem i podekscytowaniem. Zapach! Świeże drewno i gorący pył, makijaż i lakier do włosów.
Kiedy pisałam tę książkę, skontaktowałam się z teatrem i zapytałam, czy mogę go zwiedzić. Powiedziano mi, że teatr został całkowicie przebudowany w 2008 roku, więc nie będzie taki sam, jak go zapamiętałam, ale nie miałam nic przeciwko temu. Interesowała mnie atmosfera, klimat. Zapach. Tego dnia miły pan o imieniu Richard oprowadził mnie po teatrze, a następnie zaprowadził na bok sceny. Widok sceny, świateł i kurtyny (która była opuszczona) wywołał we mnie dreszcz emocji. Powiedział mi, że wszystko jest większe niż w latach osiemdziesiątych.
Kiedy szłam przez scenę, podniósł kurtynę (to było ekscytujące), a ja stanęłam na środku sceny i spojrzałam na pustą widownię.
Kiedy teraz to piszę, zdaję sobie sprawę, że powinnam była poświęcić chwilę, aby pomyśleć o tym, jak czuli się członkowie zespołu Bucks Fizz, stojąc tam z tyłu i czekając. Przechodząc przez suchy lód i widząc publiczność. Jakie to uczucie, gdy świecą światła, czuć tylko skupienie i oczekiwanie. W tamtej chwili jednak nie przyszło mi to do głowy. Myślałam o tym, że nie mogłam cieszyć się występem na scenie z chórem, ponieważ byłam przerażona.
Powiedział mi, że chociaż prawie wszystko się zmieniło, wejście dla aktorów znajduje się dokładnie w tym samym miejscu, co w starym teatrze. Dopóki o tym nie wspomniał, zupełnie o nim nie myślałam. Nie chodziło o konkretne wejście Floral Pavilion, ale o samą koncepcję wejścia dla aktorów.
Śledzę konto na Instagramie poświęcone zdjęciom drzwi na scenę i za każdym razem, gdy pojawia się nowe zdjęcie, jestem podekscytowana. Są tak ekscytujące. Dają poczucie obietnicy, blasku i dramaturgii. W Floral opuściliśmy scenę, przeszliśmy korytarzem, zajrzeliśmy do zielonego pokoju, a potem znaleźliśmy się właśnie przy wejściu dla aktorów i zdałam sobie sprawę, że Richard wyprowadza mnie przez nie. Byłam zachwycona. Czekałam tu na Bucks Fizz popołudniu przed koncertem. Wydaje mi się, że mój tata zasugerował, żebyśmy przyszli i czekali w ciągu dnia, ponieważ wtedy odbywała się próba dźwięku i było mniej fanów. Miał rację.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki