-
nowość
-
promocja
Egoistyczne powody, żeby mieć więcej dzieci - ebook
Egoistyczne powody, żeby mieć więcej dzieci - ebook
Czy rodzicielstwo musi stać się nieprzyjemnym obowiązkiem i utratą wolności dla rodzica?
Współczesność przynosi nam dwa wyjścia z tego dylematu – możemy przejść przez życie jako niezależni, hedonistyczni single lub zagnieździć się w wielodzietnym małżeństwie eliminującym przyjemności dla „dobra” rodziny. Taka dychotomia zdaje się nie mieć żadnych alternatyw.
Bryan Caplan przekonuje, że jest zupełnie inaczej.
Książka Egoistyczne powody, żeby mieć więcej dzieci dostarcza prostych i precyzyjnych odpowiedzi na nurtujące pytania dotyczące rodzicielstwa. Bryan Caplan czerpiąc wiedzę z zakresu ekonomii, trafnie analizuje kwestię rodzicielstwa, odkłamując rzeczywistość. Autor pokazuje błędy najczęściej popełniane przez rodziców, które doprowadzają do ich zniewolenia i utraty chęci posiadania większej rodziny. Zmartwienia rodzica stają się dla niego horrorem będącym przyczyną stresu wtórnego. Łańcuch zależności nie kończy się jednak w tym miejscu. Stres zaczyna negatywnie wpływać także na ich pociechy.
Prekursorem większości problemów i lęków są zwykle pieniądze. Tok myśleniowy „im więcej zainwestuję, tym będą lepsze zyski” w wypadku dzieci się nie sprawdza. W rodzinie, jak nigdzie indziej, prawdą okazuje się powiedzenie, że „pieniądze szczęścia nie dają”. Autor podkreśla, że jedyną inwestycją, jaką możemy dać dzieciom, jest wolność i możliwość wyboru. To „leseferystyczne” podejście do rodzicielstwa wyjdzie na dobre nie tylko dzieciom, ale i dorosłym. Każdy przecież lubi czuć odrobinę wolności.
Z tej książki dowiesz się:
1. Jak pogodzić życie prywatne i rodzicielskie, i przy tym nie zwariować.
2. Że dzieci wcale nie są ogromnymi wydatkami finansowymi.
3. Jak nie stać się materialistą i nie stłamsić duszy własnych dzieci.
4. Jak wyzbyć się lęków dotyczących utraty życia prywatnego.
5. Że dzieci to długoterminowe korzyści i dar, który się nie kończy.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Popularnonaukowe |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788367272414 |
| Rozmiar pliku: | 3,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
SPIS TREŚCI
_Egoistyczne powody, żeby mieć więcej dzieci_
_Podziękowania_
_Wstęp_
_1_
_Ty też jesteś ważny: zdroworozsądkowy przewodnik po szczęśliwszym rodzicielstwie_
_2_
_Argumenty przeciwko poczuciu winy: genetyka behawioralna. Poradnik dla rodziców_
_3_
_Genetyka behawioralna: Czy to może być prawda i co to oznacza?_
_4_
_Co z dziećmi? Dziś są one bezpieczniejsze niż były kiedykolwiek_
_5_
_Dobrze przemyślane planowanie rodziny: Ile chcesz mieć dzieci, gdy już osiągniesz sześćdziesiątkę?_
_6_
_Posiadanie dzieci jest korzyścią dla ciebie, ale czy jest korzyścią dla świata?_
_7_
_Egoistyczne wytyczne dla przyszłych dziadków_
_8_
_Nauka o dawaniu życia: Co to oznacza dla ciebie?_
_9_
_Bądźcie płodni i rozmnażajcie się. Cztery rozmowy o dzieciach, rodzicielstwie, szczęściu i interesie własnym_
_Podsumowanie_
_Przypisy_WSTĘP
A nade wszystko: zostań wierny sobie.
Hamlet
Nie żyję na tym świecie specjalnie długo, a zdążyłem zauważyć, że liczebność przeciętnej rodziny w USA drastycznie spadła. Współcześnie, kobiety po czterdziestce mają zwykle tylko jedno dziecko lub nawet w ogóle nie mają dzieci, to dwa razy mniej niż zaledwie trzydzieści lat temu. Dużych rodzin praktycznie już nie ma. W 1976 roku 20 procent kobiet po czterdziestce miało pięcioro lub w`ięcej dzieci. W 2006 roku było ich mniej niż 4 procent.
Jeśli poprosimy naszych rozmówców o wymienienie powodów, dla których nie mamy tylu dzieci co kiedyś, odpowiedzi bywają bardzo różne. „Nie stać już nas na duże rodziny”, „Kobiety wreszcie mogą robić teraz prawdziwe kariery”, „Dzieci nie są nam już potrzebne, by wspierały nas w pracy na roli”, „Kobiety chcą żyć tak, jak mężczyźni”, „Amerykanie utracili wiarę w Boga”. Natomiast w Atenach Grecy obwiniają za ten stan rzeczy zanieczyszczenie powietrza.
Co ciekawe, nawet jeśli zadamy to pytanie w bardziej osobisty sposób, konkretnej osobie, okazuje się, że i tutaj odpowiedzi są bardzo podobne. Na pytanie: „Dlaczego ty nie masz tylu dzieci, w porównaniu z ludźmi z przeszłości?” – zarówno mężczyźni, jak i kobiety przełączają się na „tryb narzekania”. Jakie dają na to odpowiedzi? „Dzieci to duuuużo pracy”, „Wyobraź sobie te wszystkie brudne pieluchy i nieprzespane noce”, a nawet „Chyba życzysz mi śmierci!”.
Szczerze mówiąc (z całą brutalnością), niechętnie decydujemy się na posiadanie większej liczby dzieci, ponieważ uważamy, że doznawany dyskomfort przewyższa ewentualne korzyści. Kiedy ludzie porównują minusy związane z kolejnym dzieckiem, z plusami, które przyniosłoby im dziecko, w ostatecznym rozrachunku dochodzą do wniosku, że po prostu nie warto. Jak ujął to Bill Cosby: „Powodem, dla którego mamy pięcioro dzieci, jest to, że nie chcemy mieć sześciorga”.
Można to śmiało nazwać bardzo egoistycznym podejściem do życia. Jak można skupiać się wyłącznie na tym, czy kolejne dziecko uczyni cię szczęśliwszym? A co z samym dzieckiem? O ile twoje dziecko nie będzie miało naprawdę wielkiego pecha, prawie na pewno będzie szczęśliwe i to z samego faktu, że żyje. A czy nie jest tak z tobą? Mówimy tu o twoim dziecku. Jeśli już musisz się trochę unieszczęśliwić, aby dać przyszłemu synowi lub córce dar życia, to czy nie warto?
Pytanie jest poważne, ale uchylę się teraz od odpowiedzi. Choć akceptuję pogląd pronatalistów, że należy zachęcać do większej liczby dzieci, ponieważ czynią one świat lepszym, o tyle przekonywanie innych, by poświęcili swoje szczęście dla dobra świata, wydaje się daremne. Głoszenie kazań piętnujących egoizm jest zazwyczaj tak samo skuteczne, jak przysłowiowa rozmowa dziada z obrazem. Kiedy ludzie analizują plusy i minusy posiadania kolejnego dziecka, absolutnie nie będę ich krytykować za sam fakt podjęcia takiego rozważania.
Jedną z głównych tez tej książki jest fakt, że rodzice – zarówno obecni, jak i potencjalni – zupełnie przypadkowo przenieśli punkt ciężkości dyskusji na niekorzyść posiadania dzieci. Możemy być pewni, że dążenie do szczęścia i chęć posiadania dzieci (a przynajmniej większej ich liczby) to dwie rzeczy zupełnie nie do pogodzenia, ale w interesie przeciętnego człowieka leży posiadanie większej liczby dzieci. To prawda – ludzie nie mają wystarczająco dużo dzieci – dla własnej wygody. Potencjalni rodzice muszą wszystko dobrze przemyśleć, zanim ewentualnie podejmą poważną decyzję o nieposiadaniu dzieci. A ci, którzy już mają dzieci, muszą przemyśleć wszystko jeszcze raz, zanim podejmą decyzję, że ich rodzina jednak nie powiększy się o kolejne dziecko.
Moja teoria nie jest jednakże uniwersalna. Nie twierdzę, że każdy powinien mieć dużo dzieci, ale uważam, że przeciętny człowiek powinien mieć ich więcej. Ale więcej niż ile? Więcej niż planował ich mieć. Jeśli mieszkasz w maleńkim mieszkaniu w centrum miasta i uwielbiasz szalone wakacje za granicą, może to oznaczać, że zdecydujesz się na jedno dziecko, zamiast pierwotnie zakładanej bezdzietności. Jeśli mieszkasz na podmiejskim osiedlu domków jednorodzinnych i uwielbiasz parki rozrywki, może to oznaczać pięcioro dzieci, zamiast pierwotnie planowanej trójki. Moja rola tutaj polega tylko na przekazywaniu informacji, a nie na kierowaniu twoim życiem.
Istnieje całkiem wiele egoistycznych powodów, które pomogą ci zdecydować się na posiadanie większej liczby dzieci, ale pozwól, że wymienię tutaj cztery najważniejsze:
– Po pierwsze, rodzice mogą naprawdę poprawić swoją jakość życia, bez szkody dla swoich dzieci. To geny, a nie wychowanie, odpowiadają za większość podobieństw wewnątrz rodziny, dlatego też rodzice mogą spokojnie dać sobie trochę więcej luzu.
– Po drugie, rodzice martwią się o wiele za dużo, niż powinni. Pomimo strasznych historii, którymi bombardują nas media, dzieci są dziś o wiele bezpieczniejsze niż w „sielskich latach 50.” (XX wieku).
– Po trzecie, wiele korzyści płynących z posiadania dzieci pojawia się w późniejszym okresie życia. Dzieci rzeczywiście wymagają wysokich nakładów początkowych, ale rozsądni rodzice wiedzą, że braki snu w początkowym okresie zaowocują całą masą korzyści, które będą dawały im radość przez całe życie – w tym również wnuki.
– Po czwarte i ostatnie, interes własny i altruizm zmierzają w tym samym kierunku. Rodzice, którzy decydują się na kolejne dziecko, sprawiają, że świat staje się lepszy. Oznacza to, że można z czystym sumieniem kroczyć ścieżką dobrze przemyślanego egoizmu.
Rodzice mogą naprawdę poprawić swoją jakość życia, bez szkody dla swoich dzieci
Drugie dziecko zawsze podkopuje wiarę rodziców w ich moc kształtowania swoich dzieci, ale książki o wychowaniu dzieci przemilczają ten problem, ponieważ ich odbiorcami są osoby, które właśnie się stały albo niebawem staną się rodzicami po raz pierwszy.
Steve Sailer, The Nature of Nurture
Kiedy zastanawiamy się, czy może warto zdecydować się na jeszcze jedno dziecko, często w naszej wyobraźni pojawiają się liczne obrazy nieszczęścia doznawanego przez rodziców. Każde pokolenie rodziców prawdopodobnie postrzega siebie jako wyjątkowo oddanych, ale rzetelne badania potwierdzają, że zasadniczo wszyscy rodzice podchodzą do wychowywania dzieci z dużym zaangażowaniem przez cały czas tego procesu. Kiedyś mamy, które nie pracowały zawodowo i zajmowały się domem, po prostu mówiły swoim dzieciom, by te wyszły z domu się pobawić. Obecnie mamy, ale też tatusiowie bez przerwy towarzyszą swoim pociechom – w charakterze nadzorców lub służących. Kiedy myślimy o wpływie dziecka na nasze życie, automatycznie wyobrażamy sobie spartański rozkład dnia typowy dla współczesnych rodziców. Musimy zrezygnować z naszych zainteresowań i wieczorów poza domem, musimy podporządkować nasze życie zajęciom dzieci, a przy tym musimy jeszcze gotować, sprzątać i w ogóle zajmować się dziećmi.
Gdy dzieci usprawiedliwiają swoje niemądre zachowanie wymówką, że wszystkie inne dzieci też tak robią, rodzice zazwyczaj próbują wskazać im błąd w ich postępowaniu. Niewielu z nas zauważa, że powtarzając ten sam sposób postępowania z dziećmi, tak jak robią to inni rodzice z tego samego pokolenia, popełniamy dokładnie ten sam błąd. Współcześni typowi rodzice rezygnują ze swojej niezależności i wolnego czasu na rzecz swoich dzieci. Ale ty nadal masz wybór! Gdyby wszyscy inni rodzice skakali z Mostu Brooklińskiego, czy ty też byś to zrobił?
Proponowania przeze mnie alternatywa nie polega bynajmniej na zaniedbywaniu dzieci. Przeciwnie, spędzam z moimi dziećmi więcej czasu, niż większość rodziców. Kiedy moi synowie byli w wieku niemowlęcym, ja byłem tą osobą, która miała „nocne dyżury”. Teraz też, codziennie bawię się z moim najmłodszym dzieckiem. Moi starsi synowie i ja dzielimy wiele wspólnych zainteresowań – lubimy zwłaszcza gry i komiksy. Ale większość rodziców nie podziela mojego entuzjazmu do dziecięcych zabaw, w porządku. Bo przecież na szacunek zasługują różnorodne style rodzicielstwa. Niektórzy rodzice zapełniają cały wolny czas swoich dzieci zajęciami praktycznymi czy też dodatkowymi czynnościami. Bywa, że jest to dobre podejście, ale nie jest to przecież jedyny dobry styl wychowywania dzieci. Tak samo dobre mogą być inne, bardziej zrelaksowane style wychowywania dzieci, jak pozwalanie dzieciom na oglądanie _Simpsonów_ w czasie, gdy ty rezerwujesz sobie codzienną godzinę „czasu dla siebie”.
Czy rodzice nie narażają przyszłości swoich dzieci, gdy pozwalają, by Homer i Marge1 też mieli swój aktywny udział w wychowywaniu twoich dzieci? Tego typu wyrzuty sumienia prześladują wielu rodziców, szczególnie wtedy, gdy są już tak bardzo zmęczeni, że oczy same im się zamykają. Na szczęście, tego rodzaju myśli są zdecydowane przejaskrawione. Nawet gdyby rzeczywiście istniała jednoznaczna zależność pomiędzy aktualnie postrzeganym poziomem szczęścia przez rodziców a osiągnięciami ich dzieci w przyszłości, nie ma najmniejszego powodu, by rodzice angażowali się w wychowywanie dzieci ponad miarę. Rodzice też się liczą i nie ma niczego złego w chęci zawarcia zdrowego kompromisu.
W każdym razie obowiązek przedkładania przyszłości swoich dzieci ponad własne szczęście osobiste ma o wiele mniejsze skutki, niż mogłoby się wydawać. Badania nad dziećmi adoptowanymi i bliźniętami dostarczają mocnych dowodów na to, że rodzice w niewielkim stopniu wywierają wpływ na sukcesy osiągane przez swoje dzieci w przyszłości. Niezależnie od tego, czy rodzice „wezmą na luz i odpuszczą” – bądź czy też podwoją swoje zaangażowanie w wychowanie dzieci – skutek jest taki, że w obu grupach osiągnięcia dzieci w przyszłości będą mniej więcej na takim samym poziomie.
Zanim odrzucisz tę tezę jako szaloną, wyobraź sobie, że adoptujesz dziewczynkę i wychowujesz ją aż do osiągnięcia przez nią dorosłości. Jak myślisz, do kogo będzie bardziej podobna, gdy skończy szkołę średnią? Do jej biologicznych rodziców, czy też do ciebie? Nie mam na myśli tylko podobieństwa fizycznego; mówię również o inteligencji, osobowości, osiągnięciach, systemach wartości itd. Czy naprawdę oczekujesz tego, że twoja adoptowana córka będzie miała więcej wspólnego z tobą, niż z obcymi ludźmi, którzy ją spłodzili?
Właściwie to nie musisz wyobrażać sobie tego scenariusza. Już wcześniej zrobili to inni – i to niejeden raz. Cała armia badaczy porównywała adoptowane dzieci do ich biologicznych rodzin oraz rodzin adopcyjnych tych dzieci. Badacze stwierdzili, że kiedy adoptowane dzieci są jeszcze małe, przypominają zarówno rodzinę adopcyjną, czyli osoby, które widują na co dzień, jak i rodzinę biologiczną, czyli osoby, których nigdy nie poznały. Jednakże, gdy adoptowane dzieci dorastają, w historii tej występuje zaskakujący zwrot: podobieństwo do rodziny biologicznej pozostaje, ale podobieństwo do rodziny adopcyjnej w większości przypadków zanika. W badaniach porównujących bliźnięta jednojajowe i dwujajowe zaobserwowano dokładnie to samo.
Wniosek: łatwo jest zmienić dziecko, ale trudno jest powstrzymać je przed odwróceniem tej zmiany. Zamiast postrzegać dzieci jako o grudki gliny, które rodzice mogą w najróżniejszy sposób formować, powinniśmy raczej porównywać je do plastiku, który wygina się w odpowiedzi na nacisk i powraca do pierwotnego kształtu, gdy nacisk ustąpi.
W dalszej części książki zajmiemy się szczegółowo badaniami nad dziećmi adoptowanymi i bliźniętami. Na razie powiem tylko, że wyniki tych badań są zgodne z moimi doświadczeniami jako ojca. Kiedy wysyłam moje dzieci „do kąta”, przepraszają za swoje przewinienia i ich zachowanie rzeczywiście ulega poprawie – choć nie na długo. Po kilku godzinach, dniach lub tygodniach moi synowie znowu zaczynają dokazywać, tak jak wcześniej i oczywiście wracają do kąta. Tak sobie zatem myślę: jeśli nie mogę zmienić tego, co moi synowie będą robić w przyszłym miesiącu, jak mogę oczekiwać, że mogę w jakiś sposób zmienić to, co będą robić, gdy już dorosną?
Niezależnie od twoich doświadczeń, załóżmy hipotetycznie, że wyniki badań nad dziećmi adoptowanymi i bliźniętami są rzetelne. W takim kontekście – w kategoriach czysto egoistycznych – posiadanie dzieci jest o wiele lepszym rozwiązaniem, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Jeśli gigantyczna inwestycja rodzicielska jest jedynym sposobem, by z dziecka uformować kiedyś normalnego dorosłego, narzekanie na dodatkową pracę związaną z posiadaniem kolejnego dziecka jest czymś całkowicie naturalnym. Jeśli jednak uświadomimy sobie fakt, że twoje dziecko jest praktycznie „skazane” na to, by stać się kiedyś zupełnie normalnym dorosłym (niezależnie od twoich wysiłków), może powinieneś okiełznać swój fatalizm, zwłaszcza jeśli jesteś zadowolony z tego, jak do tej pory wyglądało życie w twojej rodzinie. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że twoje dzieci bezproblemowo odziedziczą twój intelekt, będą miały tę samą, wrodzoną motywację do osiągnięć, twój urok i – oczywiście – twoją skromność.
Wniosek: rodzice mogą sobie naprawdę odpuścić i to bez poczucia winy. Dzieci kosztują o wiele mniej, niż wszystkie te nakłady ponoszone przez większość rodziców, a to dlatego, że rodzice mają tendencję do wydawania nadmiernych kwot pieniędzy na swoje dzieci. Można prowadzić niezależne życie i nadal być godnym podziwu rodzicem. Zanim więc podejmiesz decyzję o rezygnacji z kolejnego dziecka, powinieneś jeszcze raz przemyśleć swoją decyzję, bo jesteś to sobie po prostu winien. Jeśli twoje poświęcenie okaże się tylko cząstką tego wszystkiego, co wcześniej sobie wyobrażałeś, to kolejne dziecko może okazać się naprawdę dobrym interesem.
Rodzice martwią się o wiele więcej, niż powinni
Możesz powiedzieć, że prawdziwym sensem rodzicielstwa nie jest zmiana tego, co dzieci będą robiły, gdy będą dorosłe, ale zapewnienie, że osiągną dorosłość bez większych potknięć. Jednym z najtrudniejszych aspektów wychowywania dzieci jest obawa, że dziecku stanie się coś strasznego. Doniesienia medialne pełne są historii o rodzicach, którzy nie zdołali uchronić swoich dzieci przed niebezpieczeństwami tego świata – jest tych historii tak dużo, że każdy z nas może nabawić się nerwicy.
Na szczęście doniesienia medialne to jedno, a prawdziwe życie to drugie. W wiadomościach, którymi jesteśmy nieustannie karmieni, świat praktycznie zmierza ku zagładzie. Nawet (a może zwłaszcza) niewinne dzieci nie są już bezpieczne. W prawdziwym życiu jednak sprawy wyglądają o wiele lepiej. Dzieci poniżej piątego roku życia są dziś prawie pięć razy bardziej bezpieczne, niż były w sielankowych latach 50. XX wieku. Natomiast dzieci z przedziału od pięciu do czternastu lat są prawie czterokrotnie bezpieczniejsze. W latach 50. ubiegłego wieku społeczeństwo amerykańskie osiągnęło mistrzostwo w pokazywaniu obrazu bezpiecznego dzieciństwa. Współczesne społeczeństwo amerykańskie rzeczywiście urzeczywistnia to marzenie. Aby pozory zgadzały się z rzeczywistością, większość z nas musi jedynie wyłączyć telewizor i wyjrzeć przez okno.
Gdyby dzieci były w tak wielkim niebezpieczeństwie, jak to sobie wyobraża większość rodziców, niechęć do posiadania kolejnego dziecka – lub w ogóle jakichkolwiek dzieci – byłaby całkowicie zrozumiała. Stanęlibyśmy przed wyborem między dziećmi a spokojem ducha, a każde dodatkowe dziecko oznaczałoby kolejną tragedię, która może wydarzyć się w każdej chwili. Na szczęście żyjemy w szczęśliwszych czasach. Naszym głównym wyzwaniem nie jest zapewnienie bezpieczeństwa naszym dzieciom, ale docenienie tego, jak bardzo są one teraz bezpieczne. Jeśli odrzucimy te wszystkie przesadne obawy, zrozumiemy, że aktualnie żyjemy we wspaniałych czasach, by zdecydować się na dzieci.
Wiele korzyści płynących z posiadania dzieci pojawia się w późniejszym okresie życia
Kiedy ludzie rozważają plusy i minusy związane z decyzją o kolejnym dziecku, nader często dostają pewnego rodzaju krótkowzroczności. Stają się krótkowidzami, w sensie poznawczym, ponieważ widzą wyraźnie tylko to, co znajduje się tuż przed ich nosem. Kiedy mówię o krótkowzroczności, nie mam na myśli oczywiście wady wzroku. Mówię o nieprawidłowym postrzeganiu rzeczywistości: przesadnym skupianiu się na krótkoterminowych kosztach związanych z wychowywaniem dzieci i całkowitym ignorowaniu szerszej perspektywy.
Krótkoterminowe koszty związane z wychowywaniem dziećmi są oczywiste. Kiedy dzieci są małe, oznacza to rzeczywiście sporo wysiłku. Jeśli zwlekasz założeniem rodziny do trzydziestki, pamiętaj, że biologia stopniowo ogranicza przedział czasowy przeznaczony na decyzję o posiadaniu dzieci i ich wychowanie. Kiedy więc rodzice zastanawiają się, czy zdecydować się na kolejne dziecko, zaczynają wszystko postrzegać przez pryzmat ciężkiej pracy. W wypadku, jeśli będą mieli przeczucie, iż czują się (już) zbyt bardzo zmęczeni pomimo tego, że są jeszcze wystarczająco młodzi, by mieć jeszcze więcej dzieci, można oczekiwać, że rodzice mający dwójkę dzieci (lub nawet jedno!) prawdopodobnie nie zdecydują się na kolejne.
Niestety, kiedy po domu biega para maluchów, traci się z oczu szerszą perspektywę. A mianowicie to, że twoje dzieci przecież kiedyś dorosną. Dzisiejsze poczucie, że jesteś „zarobiony po uszy”, na pewno się zmieni. Gdy twoje dzieci osiągną wiek nastoletni, będzie ci żal, że nie mają dla ciebie więcej czasu. Kiedy się wyprowadzą, wychowana przez ciebie trójka dzieci okaże się naprawdę nieliczna. Będziesz oczekiwała częstszych telefonów i wizyt, a także i wnuków, o ile jesteś jeszcze na tyle młoda, by się nimi cieszyć.
Chodzi mi o to, że „najlepsza liczba dzieci” dla ciebie zmienia się z czasem. Kiedy jesteś rodzicem małych dzieci, dwójka wydaje ci się całkowicie wystarczająca. Bywa, że w głębi serca mówisz: „Jestem zbyt egoistyczny, by mieć ich więcej”. Ale kto ostatecznie skorzysta na tym, gdy przekroczysz swoją strefę komfortu i zdecydujesz się na kolejne dziecko, a może nawet na dwoje? Ty. W wieku trzydziestu lat czwórka dzieci to nie lada wyzwanie. Po sześćdziesiątce historia się odwraca. Na tym etapie każde z czworga twoich dzieci – i wszystkie wnuki, które ci dadzą – zapewnią ci dużo szczęścia.
Jeśli jesteś nie tylko egoistyczny, ale i jesteś w tym faktycznie dobry, z pewnością uwzględnisz wspomniane długoterminowe korzyści, gdy będziesz podejmował decyzję o posiadaniu dzieci. Nie zrozum mnie źle, nie próbuję Ci wmówić, że powinieneś unieszczęśliwiać się za młodu, aby na emeryturze cieszyć się gromadką dzieci i wnuków. Oznacza to, że powinieneś uwzględnić w swoich decyzjach konsekwencje twoich wyborów na całe życie, a następnie znaleźć złoty środek.
Kiedy robisz zakupy spożywcze, kupujesz tyle, żeby wystarczyło do następnej wizyty w sklepie. Nie wychodzisz ze sklepu z pustymi rękami, bo zjadłeś niedawno duży obiad. Tak samo, kiedy decydujesz, ile chcesz mieć dzieci, powinieneś mieć ich tyle, żeby było ich odpowiednio dużo, gdy osiągniesz czterdziestkę, sześćdziesiątkę, a nawet osiemdziesiątkę. Nie powinieneś odrzucać myśli o posiadaniu dzieci tylko dlatego, że twój dwulatek teraz nie daje ci spać. Warunkowanie swoich długofalowych decyzji od krótkotrwałego niezadowolenia nie ma sensu.
Interes własny i altruizm zmierzają w tym samym kierunku
Pogoń za własnym interesem nie zawsze jest dobrą rzeczą. Nawet gdybym miał niezbite dowody na to, że przestępstwo popłaca, na pewno nie napisałbym książki zatytułowanej _Egoistyczne powody, żeby kraść więcej pieniędzy_. Kradzież daje korzyść złodziejom, ale oznacza straty dla wszystkich innych. Czy posiadanie dzieci można postrzegać w ten sam sposób?
Nie. Pomimo powszechnych obaw o przeludnienie, więcej ludzi sprawia, że świat staje się lepszy. Liczba ludności i standard życia wzrastają równolegle, od wieków i to nie jest przypadek. Nowe pomysły, od iPhone’ów po genetycznie modyfikowane uprawy, to główne źródła naszego nieprzerwanego bogacenia się. Źródłem nowych pomysłów są bez wątpienia ludzie (i ich kreatywne talenty), którzy dokonują odkryć oraz płacący za nie klienci, którzy wynagradzają ich osiągnięcia. Więcej talentów plus więcej klientów oznacza więcej pomysłów i większy postęp.
Większe populacje to także większe możliwości wyboru. Prawie nikt nie chce mieszkać na odludziu, bo nie ma tam nic do roboty. Ludzie zazwyczaj wolą mieszkać w pobliżu innych ludzi. Mogą nie lubić tłumów, ale wybierają tłumy, sklepy, restauracje i chodzenie do pracy, zamiast wspaniałej izolacji. Można by pomyśleć, że kilkaset tysięcy sąsiadów pozwoliłoby zaspokoić wszelkie potrzeby, jakie mógłby mieć człowiek, ale w takim razie, dlaczego miliony nowojorczyków płacą olbrzymie pieniądze za mieszkanie obok milionów innych nowojorczyków?
Dzietność ma również zasadnicze znaczenie dla naszych systemów emerytalnych. Programy takie jak Social Security i Medicare to piramidy finansowe: tak długo, jak na każdego emeryta przypada odpowiednio wielu młodych pracowników, niskie składki będą w stanie sfinansować wysokie świadczenia emerytalne. Jednak w miarę starzenia się społeczeństw, piramida staje się coraz cięższa u góry i zaczyna się chwiać. W 1940 roku w USA na jednego emeryta przypadało prawie dziesięciu pracowników, teraz jest ich około pięciu, a za piętnaście lat liczba ta spadnie do trzech. Rodzice, którzy mają więcej dzieci, nie tylko wyświadczają przysługę przyszłym emerytom, ale także sprawiają, że obciążenia podatkowe i emerytalne przyszłych pracowników staną się nieco bardziej znośne.
Wpływ dzietności na środowisko jest bardziej zróżnicowany, ale warunki są dużo lepsze, niż się wydaje. Nie brakuje nam żywności, paliwa ani innych surowców. Pomimo niepowodzeń i wyjątków, nieprzerwanie od ponad stu lat zasoby stają się coraz tańsze. Jakość powietrza i wody również uległa poprawie w ostatnich dekadach, pomimo dużego wzrostu ludności. Trzeba przyznać, że nie wszystkie wiadomości są równie dobre, na przykład emisja dwutlenku węgla wciąż rośnie. Ale biorąc pod uwagę wszystkie korzyści wynikające z rosnącego poziomu zaludnienia, ograniczanie liczby ludzi na świecie byłoby drakońskim krokiem. Zaniepokojeni tym stanem rzeczy obywatele powinni raczej skłonić się ku ekologicznym środkom, które nie będą negatywnie wpływały na liczbę ludności. Przekonamy się w dalszej części książki, że można to wszystko osiągnąć oraz że nie jest to nawet tak trudne, jak się wydaje.
Dla kogo przeznaczona jest ta książka
Kiedy mówię, że piszę książkę zatytułowaną _Egoistyczne powody, żeby mieć więcej dzieci_, najczęstszą reakcją jest uwaga: „No chyba chodzi o to, że to one zaopiekują się nami na starość, prawda?”. No i właśnie teraz nadszedł chyba najlepszy moment na dementi: wcale nie o to mi chodzi. Tak naprawdę, wątpię, by argument o „opiece na starość” był kiedykolwiek dobrym powodem kierującym nas w kierunku posiadania dzieci. Miłość ma tendencję do kierowania się w dół, ku kolejnym pokoleniom. Zgodnie ze starym powiedzeniem: „Jeden rodzic może zaopiekować się pięciorgiem dzieci, ale pięcioro dzieci nie jest w stanie zająć się jednym rodzicem”. W każdym razie istnieją bardziej opłacalne sposoby zapewnienia sobie opieki na starość niż zakładanie licznej rodziny. W tradycyjnej społeczności rolniczej możesz wykorzystać pieniądze, które wydałbyś na dzieci, na przykład na zakup ziemi, by w odpowiednim czasie, gdy będziesz już gotowy do przejścia na emeryturę, sprzedać lub wynająć swoje gospodarstwo. We współczesnym świecie możesz to ogarnąć sam i w dodatku znacznie łatwiej. Zainwestuj w fundusz emerytalny lub kup rentę dożywotnią, i po krzyku.
Szczególnie oddane lub odnoszące sukcesy dziecko może stać się wysokodochodową inwestycją, ale szansa, że tak się akurat stanie, jest mało prawdopodobna. Jedynym obiecującym sposobem na sprostanie wyzwaniu: „Co ja z tego będę miał?” jest odwołanie się do wewnętrznych lub „konsumpcyjnych” korzyści płynących z posiadania dzieci. Jeśli ktoś cię zapyta: „Dlaczego powinienem kupić telewizor o wysokiej rozdzielczości?”, nie powiesz mu przecież, że telewizor HD zapewni mu utrzymanie na starość. Mówisz mu, że jego telewizor HD da mu rozrywkę wyższej jakości, w lepszej rozdzielczości i ogólnie poprawi komfort oglądania programu. Idąc tym samym tropem, jeśli ktoś zapyta: „Co mi da posiadanie dzieci?”, także tutaj musisz podkreślić pozytywne cechy dzieci: są mega słodkie; są zabawne; wyglądają jak ty; mają połowę twoich genów; no i że posiadanie dzieci to część koła życia.
Jeśli nie przemawiają do ciebie żadne pozytywne cechy dzieci, to prawdopodobnie nie masz żadnych egoistycznych powodów, aby zdecydować się na większą ich liczbę lub w ogóle na jakiekolwiek dzieci. Jeśli nie lubisz oglądać telewizji, to gadka o wspaniałej jakości obrazu i dźwięku w HDTV będzie całkowitą stratą czasu. Idąc tym samym tropem, jeśli określenia „mój syn” i „moja córka” nie wzbudzają w tobie pozytywnych energii, to żaden z moich argumentów cię nie przekona. Klient nie kupi produktu, jeśli nie będzie przekonany co do jego podstawowych zalet.
I to też jest w porządku. Nie próbuję przekonać wszystkich do powiększania swoich rodzin. Próbuję przekonać tych, którzy są choć trochę zainteresowani rodzicielstwem, że powinni mieć więcej dzieci, niż pierwotnie planowali. To całkiem duża grupa odbiorców. Około 80 procent Amerykanów w wieku dwudziestu pięciu lat i starszych ma dzieci. Nawet wśród osób bezdzietnych z wyboru, spora część z nich nigdy nie zdecyduje się na dzieci, ponieważ ich zdaniem byłoby to zbyt duże wyzwanie, a nie dlatego, że sama myśl o dzieciach w ogóle ich nie rusza. Tak długo, jak należysz do tej ogromnej większości, w której zakwitło ziarno pragnienia posiadania potomstwa, będziemy mieli o czym mówić.
Podejmowanie właściwych decyzji osobistych
Decyzja o posiadaniu dziecka to z pewnością jedna z najbardziej osobistych decyzji w życiu człowieka. To, że ma ona charakter osobisty, nie oznacza jednak, że niezależnie od tego, jaką decyzję podejmiesz, będzie to dla ciebie odpowiednia decyzja. Wspólna zgoda partnerów na posiadanie dzieci to złożony proces, a jej konsekwencje bardzo łatwo jest źle ocenić. Jeśli podejmujecie tę decyzję z nadmiernym pośpiechem, właściwie oszukujecie tylko samych siebie.
Z egoistycznego punktu, dzieci mają wady i zalety. Choć w dzisiejszych czasach lepiej nam wychodzi wyliczanie wad. Książka _Do I Want to Be a Mom?_ zawiera rozdział, którego założeniem jest wymienienie wszelkich możliwych powodów, żeby nie zdecydować się na dziecko – od „Czy będę mogła w ogóle się wyspać?” po „Czy w ogóle pokocham moje dziecko? Czy moje dziecko pokocha mnie?”. Nawet zupełnie obcy ludzie chętnie skupiają się na złych stronach posiadania dziecka – ostrzegając nas, że „Twoje życie się bardzo zmieni”. Inni spojrzą na ciebie z politowaniem i zapytają: „Czy w ogóle jesteś w stanie się wysypać?”.
Tak więc, wady posiadania dzieci mamy już omówione. Jeśli jednak chodzi o zalety, to musimy się jeszcze sporo nauczyć. Wychowywanie dzieci jest stresujące, ale sporo z tego stresu jest zupełnie niepotrzebne. Rodzice mogą mieć o wiele lepsze życie bez szkody dla swoich dzieci i bez wystawiania ich na niebezpieczeństwo. W każdym razie nie powinieneś pozwolić, aby ulotny stres wynikający z pojawienia się kolejnego dziecka zdominował twoją decyzję. Wiele korzyści wynikających z posiadania dzieci pojawia się w późniejszym okresie. Jeśli jesteś mądrym egoistą, nie dopuścisz do tego, aby kilka miesięcy wstawania w nocy stanęło między tobą a twoją przyszłością jako rodzica i dziadka.
Kiedy przedstawiam swoje racje na rzecz zwiększenia dzietności, ludzie czasami zadają mi takie pytanie: „Czy ty w ogóle masz dzieci?”. Sama myśl, że za chęcią posiadania większej liczby dzieci, może stać egoizm, jest tak szalona, że zastanawiają się, czy czasem nie wymyślam swoich tez gdzieś w odosobnieniu. Prawda jest taka, że mam trzech synów: parę siedmioletnich identycznych bliźniaków i najmłodsze paromiesięczne niemowlę. Zanim jeszcze zostałem ojcem, sporo już wiedziałem na temat badań, na których oparta została ta książka. Jednak dopiero gdy w naszym domu pojawiły się bliźnięta, zdałem sobie sprawę z praktycznego znaczenia wyników tych badań.
O ile wyniki badań się nie mylą, wielu przyszłych rodziców popełnia olbrzymi błąd. Tracą szansę na kolejne dziecko, które – gdyby pojawiło się na świecie – znacznie wzbogaciłoby ich życie. To naprawdę smutne. Pozostaje jedynie podjąć decyzję o nieposiadaniu dziecka, które negatywnie wpłynęłoby na twoje życie. Z drugiej strony, warto zauważyć, że liczą się ci ludzie, którzy się urodzili i naprawdę istnieją, a nie ci, którzy mogliby żyć, ale nie żyją. Zatem odmówienie daru życia dziecku, które mogłoby uczynić twoje życie lepszym, to tragicznie stracona szansa.
1 Postacie z animowanego serialu telewizyjnego pt. _Simpsonowie_. Wszystkie przypisy dolne są uwagą tłumacza.