Emoc(Ja) - ebook
„Emoc(Ja)” to praktyczny e-book o emocjach, które przestają rządzić, a zaczynają prowadzić. Jeśli wybuchasz „bez powodu”, zamrażasz się, uciekasz w telefon albo analizujesz wszystko w kółko — dostaniesz prostą mapę: bodziec → myśl → emocja → reakcja oraz zrozumiesz, jak działa układ nerwowy w trybie przetrwania (walka/ucieczka/zamrożenie/uleganie) — bez żargonu i lania wody. W środku znajdziesz atlas podstawowych emocji, krótkie scenki z życia i konkretne opcje działania (A/B/C), rozdziały o schematach z dzieciństwa, stresie, przebodźcowaniu i emocjach w relacjach. Dostajesz też model pracy krok po kroku, techniki „tu i teraz”, sposoby na przerwanie spirali napięcia oraz proste nawyki stabilizujące emocje. Na końcu: karty pracy i narzędzia do wdrożenia od razu.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Poradniki |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788397964112 |
| Rozmiar pliku: | 7,8 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
© 2026 Dariusz Pszenny / NewMindset
Ten e-book jest chroniony prawem autorskim.
Zakaz kopiowania, udostępniania i rozpowszechniania (w całości lub we fragmentach) bez pisemnej zgody autora.
To materiał edukacyjny i rozwojowy. Nie zastępuje diagnozy ani terapii psychologicznej/psychiatrycznej.
Jeśli doświadczasz kryzysu, przemocy, myśli samobójczych lub silnych objawów – skontaktuj się z profesjonalną pomocą.
Kontakt / marka: NewMindsetWSTĘP
Dlaczego „Emoc(Ja)” i po co ta książka?
Kiedy siadam do pisania tej książki, mam przed oczami konkretnych ludzi. Nie „czytelników”, tylko osoby z krwi i kości – takie jak Ty i taki jak ja kilka lat temu. Zmęczone ciągłym napięciem. Przebodźcowane. Z poczuciem, że coś jest „ze mną nie tak”, bo albo za mocno reaguję, albo w ogóle nie czuję nic.
Przez większą część życia miałem wrażenie, że to emocje rządzą mną, a nie ja nimi. Wybuchałem, kiedy nie chciałem, milczałem, kiedy trzeba było coś powiedzieć. Czasem czułem się jak pasażer we własnym ciele, a mój układ nerwowy wciskał gaz albo hamulec bez pytania mnie o zdanie.
Nazwa „Emoc(Ja)” wzięła się z momentu, w którym zrozumiałem, że emocje nie są czymś obok mnie – one są częścią mnie. Ale też, że JA nie jestem moimi emocjami. „Emoc-Ja” – spotkanie tych dwóch światów. Emocje, które przestają rządzić z tylnego siedzenia, a zaczynają być sygnałem: o mnie, o moich potrzebach, o moich wartościach.
Ta książka powstała po to, żebyś dostał(a) coś, czego mnie bardzo brakowało: prosty, konkretny, ludzki przewodnik po emocjach. Bez mądrych słów, których nie da się zapamiętać. Bez poczucia, że musisz skończyć psychologię, żeby cokolwiek zrozumieć. Za to z opowieściami, przykładami i narzędziami, które możesz od razu włożyć w swoje życie – takie, jakie ono jest dzisiaj.
Dla kogo jest ten e-book?
Ten e-book jest dla Ciebie, jeśli masz wrażenie, że:
– czasem wybuchasz „bez powodu”, a potem zjada Cię poczucie winy,
– zamrażasz się i uciekasz, kiedy ktoś jest za blisko,
– Twoja głowa nie potrafi przestać analizować i zamartwiać się,
– emocje innych ludzi wciągają Cię jak wir – partnera, partnerki, dziecka, szefa,
– próbowałeś/próbowałaś już „ogarniać emocje”, ale kończyło się na dobrych chęciach.
Piszę też dla osób, które noszą w sobie trudne dzieciństwo, rozstania, zdrady, poczucie odrzucenia. Dla rodziców, którzy chcą przerwać przekazywanie dalej tego, co sami dostali. Dla facetów, którzy usłyszeli w życiu zbyt często „chłopaki nie płaczą”, i dla kobiet, które słyszały „nie przesadzaj, histeryzujesz”.
Jeśli jesteś rodzicem dziecka wrażliwego, przebodźcowanego, z diagnozą albo z podejrzeniem ADHD, ze spektrum czy po prostu „innego” niż większość – też jesteś w dobrym miejscu. Nie dam Ci gotowych diagnoz, ale podzielę się tym, jak ja uczę się czytać emocje swojego dziecka i swoje, kiedy nasze dwa światy się zderzają.
Nie musisz być „na jakimś poziomie rozwoju”, żeby zacząć. Wystarczy, że czujesz, że chcesz choć odrobinę mniej wojny w sobie i wokół siebie.
Osobisty prolog: moja droga Emoc(Ja)
Zanim wejdziemy w teorię, chcę opowiedzieć Ci krótką historię. Nie po to, żebyś mi współczuł(a), tylko po to, żebyś mógł/mogła zobaczyć, że ta książka nie wzięła się z powietrza. Jest efektem bardzo konkretnej drogi – pełnej błędów, wybuchów, ucieczek i kilku momentów, w których mogło mnie tu już nie być.
Pamiętam pewien wieczór, który mógł być jak każdy inny. Siedziałem na podłodze w kuchni, oparty plecami o szafkę. Dzień był ciężki, ale większość moich dni wtedy taka była. Głowa dudniła od myśli, serce waliło jak młot. Czułem w ciele jednocześnie napięcie i pustkę – jakby ktoś wyciągnął mi środek i zostawił samą skorupę.
Za ścianą było słychać cichy szelest – mój syn układał klocki. Znałem już te dźwięki: za chwilę przyjdzie, zada pytanie, pokaże mi coś ważnego. A ja… bałem się, że znowu nie będę obecny. Że odpowiem półsłówkiem, zerkając jednym okiem w telefon, a drugim w swoje myśli. Albo że wybuchnę, jeśli zrobi coś „nie po mojemu”.
W tamtym czasie byłem świeżo po rozstaniu. Za mną lata próby ratowania związku kosztem samego siebie, zdrada, którą zakopałem gdzieś głęboko zamiast przeżyć, i długi okres, w którym bardziej udawałem życie, niż naprawdę żyłem. Na zewnątrz – uśmiech, praca, codzienność. W środku – beton i powtarzający się szept: „Jestem beznadziejny. Coś jest ze mną nie tak”.
Tego wieczoru, siedząc na tej kuchennej podłodze, po raz pierwszy w życiu pozwoliłem sobie naprawdę poczuć, co się dzieje. Nie tylko złość na byłą partnerkę. Nie tylko żal do świata. Poczułem przede wszystkim niewyobrażalny smutek i samotność. Jak dziecko, które zostało zbyt wcześnie samo ze swoim lękiem.
I wtedy wydarzyły się dwie rzeczy naraz.
Po pierwsze – przestraszyłem się własnych myśli. Po raz kolejny przemknęła mi przez głowę pokusa, żeby po prostu zniknąć, żeby już nic nie czuć. Po drugie – dokładnie w tej samej chwili za ścianą usłyszałem „Tato?”. Ten głos przeciął tę mgłę jak ostrze. Zrozumiałem, że jeśli się poddam, zostawię mojego syna z dokładnie tym samym bólem, który ja niosę od dziecka.
To był mój moment „albo-albo”. Albo zostaję w roli ofiary swoich emocji, przeszłości i schematów, albo zaczynam robić wszystko, żeby przerwać ten łańcuch. Nie heroicznie, nie idealnie. Po prostu – krok po kroku, dzień po dniu.
Z tej decyzji narodziło się kilka ważnych kroków: terapia indywidualna, grupa wsparcia, warsztaty dla rodziców, pierwszy e-book, który pomógł mi nazwać to, co czuję. Były też potknięcia – wybuchy złości, ucieczki, błędy w relacjach. Ale coś się zmieniło: przestałem udawać, że emocje da się „wyłączyć”, i zacząłem się ich uczyć. Jakby ktoś dał mi wreszcie instrukcję obsługi do siebie samego.
Ta książka jest w dużej mierze opowieścią o tym, czego nauczyłem się w tamtych miesiącach i latach. Nie jest historią „idealnego autora, który już wszystko ogarnął”. Jest historią człowieka, który regularnie się potyka, ale już wie, jak wstać, otrzepać się i zapytać: „Co ta emocja próbuje mi powiedzieć?”.
Jak korzystać z tej książki i kart pracy
Nie musisz czytać tej książki jak podręcznika od deski do deski. Bardziej myśl o niej jak o mapie i zestawie narzędzi, do których możesz wracać. Jeśli chcesz, możesz przejść ją po kolei – wtedy najpierw zbudujesz zrozumienie, a potem krok po kroku będziesz dodawać do tego praktyczne ćwiczenia.
W wielu miejscach znajdziesz proste pytania do siebie, mini zadania i karty pracy. Nie są po to, żebyś „dobrze je zrobił(a)”, tylko po to, żebyś zatrzymał(a) się choć na chwilę i zajrzał(a) w siebie. Możesz drukować te karty, możesz przepisywać pytania do zeszytu, możesz odpisywać w notatkach w telefonie. Forma jest mniej ważna. Ważne jest to, że naprawdę się zatrzymujesz.
Zachęcam Cię, żebyś nie robił(a) wszystkiego naraz. Lepiej przeczytać krótki fragment, odpowiedzieć sobie na dwa-trzy pytania i dać temu „uleżeć się” w głowie i w ciele, niż połknąć cały rozdział i nic z niego nie wziąć.
Jeśli poczujesz przy którymś ćwiczeniu silny opór, złość, smutek albo lęk – to też jest informacja. Możesz wtedy zrobić przerwę, wrócić do bezpieczniejszych części, albo porozmawiać o tym z kimś, komu ufasz, albo z terapeutą. Ta książka nie zastąpi terapii, ale może być do niej dobrym wstępem albo uzupełnieniem.
Skąd ta książka i jak czytać ADHD i inne etykiety
Nie jestem lekarzem ani diagnostą. Jestem człowiekiem, który przez większość życia próbował zrozumieć samego siebie, a potem – jako ojciec – zaczął uczyć się rozumieć też emocje swojego dziecka. W naszym domu pojawiły się słowa takie jak „Asperger”, „spektrum”, „ADHD”, „przebodźcowanie”. Przez długi czas te etykiety mnie przerażały. Bałem się, że określą mojego syna i mnie na zawsze.
Z czasem zacząłem patrzeć na nie inaczej – jak na opisy pewnych sposobów, w jakie mózg i układ nerwowy radzą sobie ze światem, a nie jak na wyrok. Pisząc tę książkę, będę czasem odwoływał się do doświadczeń z dzieckiem w spektrum, do przebodźcowania, do trudności z koncentracją. Zrobię to jednak zawsze z jednym zastrzeżeniem: etykieta ma pomagać w zrozumieniu, a nie zamykać człowieka w szufladce.
Jeśli masz diagnozę, podejrzenie ADHD, jesteś w spektrum albo wychowujesz takie dziecko – możesz znajdować tu dużo przykładów „szytych na miarę”. Jeśli nie – potraktuj te fragmenty jako szersze spojrzenie na różne wrażliwości. Wielu z nas, nawet bez diagnoz, żyje dziś w stanie permanentnego przebodźcowania. Ekrany, bodźce, pośpiech – to wszystko ustawia nasz układ nerwowy na wysokich obrotach.
Proszę Cię tylko o jedno: czytając o etykietach, pamiętaj, że zawsze są za nimi konkretne osoby. Ty, ja, nasze dzieci. Z emocjami, potrzebami i historią, która jest czymś więcej niż trzy litery w dokumentach.
Scenki z życia – jak korzystać z przykładów
W tej książce znajdziesz sporo krótkich opowiadań i scenek z życia. Czasem będą to sytuacje bardzo podobne do moich, czasem zainspirowane historiami osób, z którymi rozmawiałem, a czasem po prostu zlepione z wielu doświadczeń w jedną opowieść.
Każda scenka będzie miała kilka możliwych rozwiązań – na przykład: A, B i C. Jedno z nich może być bardziej konstruktywne, inne bardziej „znane, ale bolesne”, jeszcze inne takie „średnie, ale realne na dziś”. Nie chodzi o to, żeby odgadnąć „dobra odpowiedź”. Chodzi o to, żebyś mógł/mogła zobaczyć siebie w którejś z reakcji, nazwać to, co zwykle robisz, i zastanowić się, co chciał(a)byś wybrać następnym razem.
Zachęcam Cię, żebyś przy tych scenkach zatrzymał(a) się na chwilę i zadał(a) sobie pytanie: „Co ja bym zrobił/zrobiła w tej sytuacji naprawdę?”. Nie co „powinienem/powinnam”, tylko co zwykle robię. Tylko wtedy możesz świadomie zdecydować, czy chcesz to zostawić, czy krok po kroku zmieniać.
Jeśli któraś historia będzie dla Ciebie zbyt blisko, za mocna – masz prawo ją pominąć. Możesz też wrócić do niej później, kiedy będziesz mieć więcej zasobów. Ta książka ma Cię wspierać, a nie dojeżdżać.
Mini mapa poruszania się po książce – dwie ścieżki
Na koniec Wstępu chcę dać Ci prostą „mapkę” korzystania z tej książki. Proponuję dwie ścieżki – możesz wybrać jedną, mieszać je, wracać, jak chcesz.
ŚCIEŻKA 1: OD POCZĄTKU DO KOŃCA
Jeśli lubisz mieć porządek w głowie, zacznij od początku. Najpierw część o tym, czym są emocje, jak działa mózg i ciało. Potem wejście w dzieciństwo, schematy i traumy. Dopiero na tym fundamencie przejście do codziennych sytuacji, relacji i praktycznych narzędzi. To trochę jak budowanie domu: najpierw fundamenty, potem ściany, a na końcu wykończeniówka.
ŚCIEŻKA 2: WEDŁUG POTRZEB
Możesz też zacząć od tego, co teraz najbardziej pali. Masz problem z gniewem? Skocz do rozdziału o złości. Czujesz, że emocje rozwalają Ci relacje? Zajrzyj do części o związkach i rozmowie o emocjach. Jesteś rodzicem? Możesz od razu zerknąć na fragmenty, gdzie piszę o dzieciach. Kiedy coś Cię szczególnie poruszy, możesz wrócić do wcześniejszych części, żeby lepiej zrozumieć, skąd to wszystko się wzięło.
Niezależnie od tego, którą ścieżkę wybierzesz, ważne jest jedno: nie musisz być w tym sam(a). Ja jestem tu po to, żeby iść obok Ciebie – słowami, przykładami, narzędziami. A Ty masz prawo iść w swoim tempie, z przerwami, czasem zawracając, czasem biegnąc, a czasem idąc bardzo powoli.
Jeśli jesteś gotów/gotowa, w kolejnym rozdziale zaczniemy od podstaw: czym tak naprawdę jest emocja i jak przestać traktować ją jak wroga.CZĘŚĆ I – ZROZUMIEĆ EMOCJE, MÓZG I CIAŁO
Zanim zaczniemy cokolwiek „robić” z emocjami, potrzebujemy zrozumieć, z czym w ogóle pracujemy. Dla mnie to był moment przełomowy: kiedy zamiast walczyć z tym, co czuję, zacząłem rozumieć, co się ze mną dzieje. Jak działa mój mózg, ciało i układ nerwowy. Dlaczego pewne rzeczy mnie zalewają, a inne spływają po mnie jak po kaczce.
Ta pierwsza część książki jest jak fundament. Nie chodzi o to, żebyś zapamiętał(a) wszystkie pojęcia. Chodzi o to, żebyś mógł/mogła powiedzieć: „Aha, czyli to nie ja jestem zepsuty(a). To mój układ nerwowy tak reaguje. I mogę się tego uczyć”.
Rozdział: Co to właściwie jest emocja?
Zacznijmy od pytania, które niby jest proste, a jednocześnie wielu dorosłych nie potrafi na nie odpowiedzieć: czym właściwie jest emocja?
Przez długi czas miałem swoją „definicję roboczą”: emocja to coś, co pojawia się nagle, rozwala mi dzień i każe mi robić rzeczy, których później żałuję. Albo odwrotnie – coś, czego nie czuję w ogóle, choć teoretycznie powinienem.
Dopiero z czasem odkryłem, że emocja to nie jest ani potwór, ani romantyczny motylek w brzuchu. Emocja to sygnał. Coś, co mówi: „Hej, zobacz, coś jest dla ciebie ważne. Coś się dzieje. Zareaguj”. A to, co my z tym sygnałem zrobimy – to już inna historia.
Emocja, uczucie, nastrój – trzy różne rzeczy
Zanim pójdziemy dalej, dobrze jest rozdzielić trzy słowa, które często wrzucamy do jednego worka: emocja, uczucie i nastrój. Dla uproszczenia wyobraź sobie, że twoje życie to film.
• Emocja to pojedyncza scena. Krótka, intensywna, często gwałtowna. Coś się wydarza – ktoś na ciebie krzyczy, dostajesz wiadomość, widzisz spojrzenie partnera/partnerki – i w sekundę czujesz w ciele: ścisk, ciepło, zimno, napięcie, łzy, ciarki.
• Uczucie to trochę jak muzyka, która zostaje po scenie. Emocja wybucha, mija, a po niej zostaje pewien smak: lubię kogoś, ufam, jestem wdzięczny(a), czuję sympatię, czułość, bliskość – albo przeciwnie: niechęć, dystans, chłód. Uczucia są bardziej stabilne, rozciągnięte w czasie.
• Nastrój to klimat całego filmu danego dnia. Budzisz się i już czujesz, że „dziś jest jakiś ciężki dzień”, chociaż jeszcze nic się nie wydarzyło. Albo przeciwnie – jest w tobie lekkość, choć przed tobą zwykłe obowiązki. Nastrój to takie tło, które koloryzuje wszystkie sceny.
Po co nam ten podział? Żebyś mógł/mogła nazwać, co się z tobą dzieje. Bo czym innym jest powiedzieć: „Jestem wkurzony(a)” – kiedy chodzi o chwilową reakcję na czyjeś słowa, a czym innym: „Od kilku miesięcy chodzę w ciężkim nastroju”, albo: „Czuję do tej osoby głęboką nieufność”.
Kiedy wszystko wrzucamy do jednego worka, łatwo uwierzyć, że „taki już jestem/taka już jestem”. Kiedy zaczynamy rozróżniać, pojawia się przestrzeń: na zmianę, na decyzję, na zadbanie o siebie.
Model bodziec–myśl–emocja–reakcja
Żeby jeszcze lepiej zrozumieć, czym jest emocja, przyda się prosty model. Nie będzie tu żadnych skomplikowanych wykresów. Wyobraź sobie po prostu cztery elementy ustawione po kolei:
BODZIEC → MYŚL → EMOCJA → REAKCJA
• BODZIEC – coś się dzieje na zewnątrz albo wewnątrz: ktoś coś mówi, dzwoni telefon, dziecko trzeci raz prosi o to samo, przypominasz sobie jakąś sytuację z przeszłości.
• MYŚL – w ułamku sekundy twój mózg coś o tym bodźcu myśli, interpretuje go: „Znowu mnie nie szanuje”, „Nie dam rady”, „To moja wina”, „Zaraz będzie awantura”.
• EMOCJA – ciało reaguje na tę myśl i sytuację: pojawia się złość, lęk, wstyd, smutek, ekscytacja… To czujesz fizycznie.
• REAKCJA – robisz coś (albo nie robisz nic): krzyczysz, zamykasz się w sobie, wychodzisz, zgadzasz się, choć nie chcesz, zaczynasz się tłumaczyć, przewracasz oczami, scrollujesz telefon.
Przez większość życia miałem wrażenie, że istnieją tylko dwa elementy: BODZIEC → REAKCJA. Ktoś coś mówi – ja wybucham. Dziecko czegoś chce – ja się spinam. Partnerka się odzywa „tym tonem” – ja albo atakuję, albo uciekam. Mgła. Zero świadomości, co dzieje się po drodze.
Odkrycie, że po środku są jeszcze MYŚLI i EMOCJE, było jak zapalenie światła w pokoju, w którym całe życie chodziłem po ciemku.
SCENKA: WIECZÓR W DOMU
Wracasz do domu po długim dniu. W głowie szum, ciało zmęczone. Marzysz o pięciu minutach ciszy. Otwierasz drzwi, a tam… chaos. Dziecko biega, wszędzie klocki, partner/partnerka mówi od progu: „Dlaczego znowu się spóźniasz? Umawialiśmy się, że dziś pomożesz przy kolacji”.
Co się dzieje dalej?
A) BODZIEC → REAKCJA
Nawet nie zauważasz, co czujesz. Z automatu podnosisz głos: „Przecież wróciłem jak najszybciej! Ty też mogł(a)abyś czasem coś zrozumieć!”. Rośnie napięcie. Padają kolejne słowa, których oboje później żałujecie.
B) BODZIEC → MYŚL → EMOCJA → REAKCJA (STARY NAWYK)
W środku pojawia się myśl: „Znów jestem niewystarczający(a). Nigdy nie robię dość”. Czujesz wstyd i złość jednocześnie. Milkniesz, zamykasz się, rzucasz tylko: „Dobra, nieważne”, i znikasz do łazienki z telefonem. Na zewnątrz cicho, ale w środku burza.
C) BODZIEC → MYŚL → EMOCJA → ŚWIADOMA REAKCJA
Na ułamek sekundy zatrzymujesz się. Zauważasz myśl: „Atakuje mnie”, i emocję: złość, napięcie. Bierzesz dwa głębsze oddechy. Mówisz: „Widzę, że jesteś wkurzon(a). Ja też jestem totalnie wyczerpany(a). Daj mi 10 minut, żebym się ogarnął/ogarnęła, i potem pomogę przy kolacji. Możemy tak?”.
Czy reakcja C jest idealna? Nie. Czy zawsze tak się da? Też nie. Ale dopiero kiedy widzisz ten łańcuch: bodziec–myśl–emocja–reakcja, pojawia się opcja, żeby czasem wybrać inaczej. Nie zawsze. Czasem po prostu „odpalisz się” jak zwykle. Ale z każdym kolejnym razem jest odrobinkę więcej świadomości.
Nie chodzi o to, żebyś teraz analizował(a) każdy oddech. Chodzi o to, żebyś od czasu do czasu zatrzymał(a) się i zadał(a) sobie pytanie: „Jaka myśl pojawiła się u mnie przed tą emocją? Co ja właściwie sobie powiedziałem/powiedziałam?”.
To małe pytanie potrafi otworzyć bardzo duże drzwi.
Emocje jako informacja, nie wróg
Przez lata byłem przekonany, że moim zadaniem jest „panować nad emocjami”. W praktyce tłumaczyło się to na: „nie czuć za dużo”, „nie przesadzać”, „nie okazywać”. Złość kojarzyła mi się z agresją, smutek ze słabością, lęk z byciem „mięczakiem”.
Dopiero kiedy zacząłem patrzeć na emocje jak na informacje, coś się rozluźniło. Złość przestała być potworem, a stała się sygnałem: „Twoje granice są naruszane”. Smutek zaczął mówić: „Straciłeś coś ważnego, zatrzymaj się, przeżyj to”. Lęk ostrzegał: „Tu może być niebezpiecznie”, ale czasem też przesadzał – jak nadopiekuńczy ochroniarz.
SCENKA: ZŁOŚĆ PRZY BIURKU
Siedzisz w pracy. Szef kolejny raz w ostatniej chwili dorzuca ci zadanie „na wczoraj”. Czujesz, jak robi ci się gorąco, serce przyspiesza, szczęka się napina. Znasz to uczucie – złość.
Masz kilka opcji:
A) UZNAĆ EMOCJĘ ZA WROGA
Myślisz: „Nie mogę się złościć, muszę być profesjonalny(a)”. Zaciskasz zęby, mówisz: „Jasne, zrobię”, zostajesz po godzinach. Złość nie znika – zamienia się w zmęczenie, frustrację i coraz większy żal do samego/samej siebie.
B) POZWOLIĆ EMOCJI PRZEJĄĆ KIEROWNICĘ
Wybuchasz: „Zawsze robisz to w ostatniej chwili! Mam już tego dość!”. Może na chwilę poczujesz ulgę, ale konsekwencje w pracy będą trudne. Złość mówi za ciebie zamiast być informacją.
C) ODCZYTAĆ EMOCJĘ JAKO INFORMACJĘ
Zauważasz napięcie i mówisz do siebie w głowie: „Ok, jestem wkurzony(a). To znaczy, że coś jest nie tak z tym, jak wygląda moja praca i granice”. Bierzesz kilka oddechów i odpowiadasz: „Mogę się tym zająć, ale realnie potrzebuję na to tyle i tyle czasu. Albo zrobię to, albo tamto. Co jest ważniejsze?”.
W wersji C złość nadal jest obecna, ale nie przejmuje kontroli. Staje się sygnałem, który pomaga ci zadbać o siebie.
Emocje same w sobie nie są ani dobre, ani złe. To trochę jak z bólem fizycznym – gdybyś go nie czuł(a), mógłbyś/mogłabyś nie zauważyć, że coś jest poważnie nie tak w twoim ciele. Ból nie jest przyjemny, ale ratuje życie.
Z emocjami jest podobnie. Problem zaczyna się wtedy, kiedy:
• albo próbujemy ich nie czuć (tłumienie, zamrażanie, „jakoś to będzie”),
• albo pozwalamy im całkowicie przejąć stery (wybuchy, impulsywne decyzje, raniące słowa).
W tej książce nie będziemy ani „wyłączać” emocji, ani ich idealizować. Będziemy się uczyć je czytać. Tak jak uczysz się czytać znaki na drodze, żeby bezpieczniej prowadzić samochód.
W kolejnym rozdziale zajrzymy głębiej do tego, co dzieje się w mózgu i układzie nerwowym, kiedy emocje się pojawiają. Nie po to, żeby zrobić z ciebie neurobiologa, ale po to, żebyś mógł/mogła powiedzieć: „Aha, to dlatego tak mnie zalewa. To dlatego czasem zamieram. To nie mój „charakter jest zepsuty”, tylko mój układ nerwowy robi, co może, żeby mnie chronić”.
Rozdział: Mózg emocjonalny i układ nerwowy prostym językiem
W tym rozdziale zrobimy coś, czego sam kiedyś bardzo potrzebowałem: spokojny, ludzki przegląd tego, co dzieje się w środku, kiedy emocja rośnie. Bez zalewania się trudnymi słowami, bez konieczności zapamiętywania nazw każdej struktury w mózgu.
Dlaczego to jest ważne? Bo kiedy nie rozumiałem, co się ze mną dzieje, miałem poczucie, że jestem „jakiś uszkodzony”. Że normalni ludzie ogarniają, a ja nie. Dopiero kiedy ktoś wytłumaczył mi, jak działa mózg emocjonalny i układ nerwowy, nagle wiele rzeczy zaczęło mieć sens. Moje reakcje przestały być „moją porażką”, a zaczęły być logicznym efektem tego, przez co przeszedłem.
W tym rozdziale nie chodzi o to, żebyś stał(a) się ekspertem od neurobiologii. Chodzi o to, żebyś mógł/mogła złapać dystans i powiedzieć: „Aha, to mój mózg tak działa. Mogę się tego uczyć, a nie tylko siebie oceniać”.
„Gadzi mózg”, układ limbiczny, kora – tylko to, co potrzebne
Wyobraź sobie, że twój mózg to taki trzywarstwowy „dom”. To tylko metafora, ale bardzo pomaga poukładać sobie rzeczy w głowie.
PIWNICA – „GADZI MÓZG”
To najstarsza część mózgu, odpowiedzialna za podstawowe przetrwanie. Oddychanie, tętno, reakcje na zagrożenie. Tu nie ma filozofii ani głębokich analiz. Tu działa prosty program: „żyje – nie żyje”, „bezpiecznie – niebezpiecznie”. Ta część odpala się bardzo szybko i nie pyta cię o zdanie.
PARTER – UKŁAD LIMBICZNY (MÓZG EMOCJONALNY)
Tutaj mieszkają emocje, pamięć emocjonalna, skojarzenia. To ten fragment mózgu, który „pamięta” zapach domu z dzieciństwa, ton głosu rodzica, to, jak wyglądały kłótnie. Kiedy dziś dzieje się coś podobnego, układ limbiczny od razu reaguje: „Aha, znam to! Wtedy było niebezpiecznie!”. I odpala stare reakcje.
PIĘTRO – KORA NOWA (MÓZG RACJONALNY)
To ta część, która potrafi planować, analizować, liczyć, rozumieć żarty, czytać książki o emocjach. Tutaj mieszka „logiczne JA” – to, które po fakcie mówi: „Kurczę, niepotrzebnie tak zareagowałem/am”, albo: „Wiem, że nie mam się czego bać, to tylko prezentacja w pracy”.
Problem w tym, że kiedy jest dużo stresu, piwnica i parter przejmują stery. Kora – to „mądre JA” – schodzi na dalszy plan. Możesz wiedzieć, co byłoby mądre i spokojne, a i tak w sytuacji napięcia odpala się stare: krzyk, ucieczka, zamrożenie.
To nie oznacza, że jesteś słaby(a) czy „nieogarnięty(a)”. To znaczy, że twój system przetrwania jest bardzo czuły. I że potrzebuje wsparcia, a nie kolejnego kopniaka w postaci: „Znowu dałem/am ciała”.
SCENKA: KŁÓTNIA O GŁUPSTWO
Siedzisz z partnerem/partnerką przy stole. Rozmowa zaczyna się spokojnie, od drobnego tematu: rachunki, obowiązki domowe, coś z dzieckiem. W pewnym momencie pada jedno zdanie, jedno słowo, jeden ton głosu – i nagle w środku czujesz, jakby ktoś nacisnął czerwony przycisk. Serce przyspiesza, oddech się spłyca, ciało napina.
Patrzysz z boku i myślisz: „Przecież to była tylko zwykła uwaga. Skąd taka reakcja?”.