Erika Foster. Martwy świadek. Tom 7 - ebook
Jak znaleźć mordercę, który zniszczył wszystkie dowody?
Podczas nocnego spaceru w pobliżu swojego nowego domu w Blackheath, główna inspektor Erika Foster trafia na miejsce brutalnej zbrodni – podcasterka kryminalna, Vicky Clarke, została zamordowana na własnej kanapie. Okazuje się, że Vicky pracowała nad nowym odcinkiem podcastu o mężczyźnie prześladującym studentki w południowym Londynie, który najpierw obserwował swoje ofiary, a potem włamywał się do nich w środku nocy.
Kiedy Erika odkrywa, że notatki i nagrania dźwiękowe Vicky zostały skradzione, dochodzi do wniosku, że dziewczyna była bliska zdemaskowania napastnika... Sprawa przybiera niepokojący obrót, gdy w tym samym budynku zostaje znalezione ciało studentki medycy z Bułgarii, co sprawia, że Erika zaczyna kwestionować wszystko, co wiedziała o Vicky. Kwestią czasu jest, kiedy zabójca uderzy ponownie.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Kryminał |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8449-341-0 |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Poniedziałek, 22 października 2018 roku
Pukanie było ciche, niemal nieśmiałe, więc bez zastanowienia odpięła łańcuch w drzwiach. Gdy otworzyła, okazało się, że mężczyzna stał tuż za nimi i wprost kipiał wściekłością. Nim udało jej się w jakikolwiek sposób zareagować, wyciągnął ku niej odziane w rękawiczki dłonie i błyskawicznym ruchem dosięgnął jej głowy, jedną ręką zasłaniając jej usta, a drugą łapiąc ją z tyłu za włosy. Uniósł ją, po czym wepchnął się do środka.
Jego rękawiczki były czarne, wykonane z delikatnej, elastycznej skóry, ale znajdujące się w nich dłonie wydawały się jak z żelaza. Ciągnąc ją przez pokój, przekrzywił nieco jej głowę; jedyne, co widziała, to sufit. Szarpnął ciałem, by nogą zatrzasnąć za sobą drzwi. Jedną ręką trzymał kępę jej włosów z tyłu głowy, drugą przyciskał jej nos, zasłaniając przy okazji usta. Szok sprawił, że była bezwładna niczym szmaciana lalka. Cisnął ją na niewielką rozkładaną sofę z metalowym stelażem.
Leżała oszołomiona, wpatrując się w niego. Wszystko to nie trwało dłużej niż trzy sekundy.
– Spróbuj tylko krzyknąć, a nie żyjesz. Rozumiesz? – zapytał.
Nie miała nawet czasu, aby przyswoić tę informację. Pachniał potem i wodą po goleniu; pochylił się i uderzył ją pięścią w twarz. Głowa odskoczyła jej do tyłu, a cała lewa strona czaszki zdrętwiała, zalewana na przemian falami gorąca i zimna. W panującej w pomieszczeniu ciszy zaskrzypiał stelaż – mężczyzna położył się na niej i powoli pełzł w górę jej ciała. Jego zapach stawał się coraz silniejszy… Wręcz obezwładniający. Znowu uderzył ją pięścią; tym razem wszystko rozbłysło gwiazdami, po których nastała ciemność.
Gdy się ocknęła, nie wiedziała, ile czasu minęło. Leżała na brzuchu, a ręce ciasno związano jej za plecami – miała wrażenie, że jej ramiona zostały niemal wyrwane ze stawów. Usta i nos były zaklejone grubą taśmą klejącą. Głęboko, aż do gardła, wepchnięto jej jakiś zwinięty materiał. Zakrztusiła się i spróbowała przełknąć ślinę.
Zaciągnięte zasłony, salon pogrążony w mroku. Drzwi prowadzące do sypialni były uchylone; przez szparę widziała, jak mężczyzna pakuje do plecaka stos zeszytów. Gdy otworzył drzwi, na plecach miał właśnie ten niewielki, niebieski, sportowy plecak. W połączeniu z elegancką marynarką w prążki wyglądało to dziwnie. Ponownie spróbowała przełknąć ślinę, ale materiał przykleił się jej do gardła. Zrobiło jej się niedobrze, wiedziała jednak, że jeśli zwymiotuje, to się udławi. Poruszyła się. Gdy odkryła, że mężczyzna nie skrępował jej nóg, poczuła przypływ euforii.
Obróciła się i wzrokiem przeczesała salon i kuchnię. _Nóż._ Musiała zdobyć nóż. Spojrzała w stronę szpary w drzwiach. Mężczyzna próbował coś znaleźć… Ściągał książki z regałów, wyrzucał rzeczy z szafek. Znalazł pendrive’y i wsadził je do plecaka. Chociaż to ona była skrępowana, on też wyglądał na przerażonego. Musiała działać szybko, póki nie zwracał na nią uwagi.
Gdy poruszyła głową, kawałek materiału, który miała w ustach, przesunął się, uciskając na jej migdałki; zakrztusiła się. Serce jej waliło, pompując krew, a siniak na twarzy palił. Przesunęła się w stronę krawędzi sofy, a wtedy cienki materac przechylił się, a ona straciła równowagę i stoczyła na podłogę, uderzając o nią z hukiem opuchniętą stroną głowy.
Dźwięk poniósł się echem po mieszkaniu, ale mężczyzna to zignorował. Był niczym opętany, skoncentrowany wyłącznie na stojącym na biurku komputerze, wstukiwał coś na klawiaturze.
Samodzielne podniesienie się wymagałoby ogromnego wysiłku, zamiast tego podpełzła więc do ściany, oparła się o nią i w ten sposób osiągnęła pozycję klęczącą, przez cały czas starając się powstrzymać obezwładniającą chęć zwymiotowania materiału zalegającego jej w gardle. Z trudem oddychała i dwukrotnie musiała przerwać próby.
Wreszcie udało jej się podnieść; stała chwiejnie na nogach pośrodku pokoju, a mimo to czuła się, jakby triumfowała. Stawiając niepewnie kroki, szybko okrążyła sofę. Na skraju stojącej pod ścianą niskiej szafki z telewizorem leżało pudełko scrabbli, które przypadkiem trąciła nogą. Pudełko zaczęło się zsuwać, a ona nie dała rady go złapać, aby to powstrzymać. Spadło z łoskotem na ziemię, płytki z literami rozsypały się na dywanie.
Mężczyzna wciąż stał przy biurku, pisząc coś na klawiaturze. Od kuchni dzieliło ją tylko kilka metrów. Obok piekarnika dostrzegła stojak z nożami.
Było w nim osiem noży, ale blat znajdował się powyżej jej pasa i z rękami związanymi z tyłu nie była w stanie ich dosięgnąć.
Aby wyciągnąć nóż, musiała pochylić się i złapać stojak pod ramię, niczym na lasso. Wygięła się w bok i zawisła nad blatem. Niemal zawyła z bólu, gdy zaczęła unosić ramiona. Przez związane ręce miała niewielki zakres ruchu; przesunęła je w lewo i wykorzystując lukę między lewym bokiem a ramieniem, bezskutecznie próbowała złapać stojak na noże.
Ponowiła próby, pocąc się z wysiłku; momentami ból był tak wielki, że przed oczami pojawiały jej się gwiazdy. Przy czwartym podejściu udało jej się w końcu przerzucić ramię ponad stojakiem na noże, który przewrócił się na blat z głośnym hukiem.
Noże leżały teraz płasko i niemal na wysokości blatu. W przypływie nadziei odwróciła się do nich tyłem i spróbowała złapać któryś jedną ze spętanych rąk.
Jej ręka zacisnęła się na rączce długiego, zakrzywionego noża…
– Nie, nie, nie… – powiedział mężczyzna.
Stał przy blacie kuchennym, obserwując ją. Z nożem w dłoni zrobiła krok naprzód i usłyszała odgłos ostrza wysuwającego się ze stojaka. Ścisnęła nóż mocniej, odwróciła się i ruszyła w jego stronę. Nie była wystarczająco szybka, zrobił unik. Przewróciła się i upadła na plecy, lądując boleśnie na związanych rękach i rączce noża.
– Nie dasz mi pracować w spokoju, co? – zapytał, podchodząc do niej. Jego głos był niski i opanowany.
Krzyknęła i spróbowała go kopnąć, ale złapał ją za nogi, przeciągnął przez pokój i ponownie rzucił na sofę.
Podniósł nóż i widziała, jak rozgląda się dookoła, rozważa, co zrobić. Złapał za jeden koniec rozkładanej sofy i uniósł go wraz z jej nogami. Jej ciało było teraz zgięte wpół. Niespodziewanie poczuła, jak mężczyzna zgniata ją pod materacem. Metalowy stelaż miażdżył jej ciało. Mężczyzna docisnął raz jeszcze, napierając na sofę całym swoim ciężarem. Poczuła przeraźliwy ból, gdy jej ramiona wyskoczyły ze stawów, a kolana wygięły się ponad głowę. Materiał w jej ustach wpadł jej głębiej do gardła, blokując dopływ powietrza.
I wtedy właśnie poczuła nóż zanurzający się w jej plecach, następnie rozcinający jej policzek, zagłębiający się w biodro oraz w miękki mięsień łydki. Mężczyzna uderzał nożem w obicie sofy.
Nie była w stanie oddychać; szaleńczy atak trwał dalej, nóż raz po raz zagłębiał się w jej ciele, które dodatkowo było miażdżone przez złożoną sofę.
Pragnęła, aby śmierć przyszła szybko, ale te trzy minuty, nim jej życzenie się spełniło, zdawały się całą wiecznością.ROZDZIAŁ 1
Główna inspektor Erika Foster stała w pustym pokoju rozpadającego się wiktoriańskiego szeregowca. Za oknem był ponury październikowy wieczór. Deski podłogowe miejscami przegniły, a nad jej głową widniała żółta plama wilgoci, która rozciągała się w dół, na ścianę, pokrywając wyblakłą tapetę w kwiaty. Goła czterdziestowatowa żarówka oświetlała pomieszczenie słabym blaskiem. Odezwał się telefon Eriki. Znalazła go w kieszeni swojego zimowego płaszcza i wyciągnęła. Dzwoniła jej siostra, Lenka.
– Erika, próbowałam cię złapać na FaceTimie – rzuciła Lenka w ich ojczystym języku, po słowacku.
– Jeszcze nie zainstalowałam go w nowym telefonie – odpowiedziała zgodnie z prawdą Erika.
Przełożyła telefon do drugiego ucha i postawiła kołnierz, żeby osłonić się od zimna.
– Jak tam w nowym domu?
– Dobrze. Ekipa od przeprowadzek przewiozła już prawie wszystkie kartony i… – Erika urwała i rozejrzała się wokół, usiłując sobie wyobrazić, jak zrobić z tego miejsca prawdziwy dom. Ze ścian dobiegało jakieś grzechotanie.
Erika wyszła z salonu i przeszła do korytarza. Jej kroki odbijały się echem na gołych deskach podłogowych. Pół godziny temu podkręciła termostat do trzydziestu stopni i centralne ogrzewanie pracowało na skraju wytrzymałości, a mimo to nie było w stanie ogrzać pomieszczeń. Zapadła cisza, po której na nowo rozległo się stukotanie rur, niosące się echem gdzieś w górę.
– Co to za hałas? Możesz zadzwonić do mnie na Skypie?
Erika spojrzała na korytarz zarzucony po sufit kartonami. Na szczycie sterty leżały jej legitymacja i policyjne radio. Dlaczego w ogóle przyszło jej do głowy, że da radę tu wytrzymać? Nie miała jeszcze łóżka ani prawie żadnych mebli. Co prawda mogła przecież poprosić właściciela poprzedniego mieszkania, by pozwolił jej pomieszkać w nim miesiąc dłużej, dopóki nie doprowadzi tego miejsca do stanu używalności. Był to główny powód, dla którego nie chciała, żeby jej siostra zobaczyła, w jakim stanie jest jej nowy dom.
– Lenka, Skype’a też nie mam. A mój komputer został na dnie któregoś z kartonów.
– Przecież uzgodniłyśmy, że pokażesz mi swój nowy dom? Tyle za niego dałaś… Nie mam pojęcia, jak ludzie w Londynie sobie radzą przy takich kosztach życia. Nie mówiąc już o brexicie. To na pewno dobry czas na kupowanie pierwszego domu? – Ostatni piskliwy szczęk, po czym kocioł zamilkł. – Widziałam w wiadomościach, że mają wyrzucać ludzi z Europy Wschodniej.
– Mnie się nie pozbędą. Jestem policjantką, do tego mam podwójne obywatelstwo – odpowiedziała Erika.
Lenka wydała z siebie odgłos będący czymś między chrząknięciem a parsknięciem.
– Czy podasz mi przynajmniej swój nowy adres, żebym mogła wysłać ci jakiś prezent, który ubarwi twój nowy dom?
– Tak. Zdecydowanie przydałby mi się tu grzejnik.
Erika wiedziała, że prezent był ostatnią rzeczą, o której myślała teraz Lenka. Chciała po prostu wyciągnąć od siostry adres, żeby sprawdzić go na mapie w internecie.
– Jak nazywa się okolica?
– Blackheath.
Erika wróciła do pokoju i przyłożyła dłoń do wiekowego grzejnika pod oknem. Przez zimny metal przebijała się odrobinka ciepła. W pomieszczeniu nie było zasłon i Erika zwróciła uwagę na swoje odbicie w oknie. Miała metr osiemdziesiąt wzrostu i zawsze była szczupła, ale dopiero teraz zobaczyła, jak ostatnio wychudła. Krótkie blond włosy sterczały jej we wszystkie strony. Podeszła do ściany, wyłączyła światło i popatrzyła na ciemne wrzosowisko za oknem. Rząd lamp ulicznych oświetlał biegnącą przez środek drogę, przez co na trawie tworzyły się plamy pomarańczowego światła.
– Czy Blackheath znaczy coś konkretnego? – zapytała Lenka.
Erika westchnęła.
– Tak, _heath_ to takie półdzikie wrzosowisko, a… – Erika zawahała się. – A _black_ to czarny, bo podobno znajdował się w tym miejscu dół, do którego wrzucano ofiary czarnej śmierci.
– Czyli są tam _pochowane_ _jakieś_ _ciała_?
– Najwyraźniej.
– Za mało jeszcze masz do czynienia z trupami w robocie, pracując w jednostce do spraw morderstw?
– To nie tak. To przepiękna okolica. Mnóstwo prywatnych sklepików i barów.
– I zbiorowa mogiła pod samymi drzwiami domu! – parsknęła Lenka.
– Plus jest taki, że nigdy niczego na nim nie zbudowano, więc mam przepiękny widok za oknem – powiedziała Erika, prawie słowo w słowo powtarzając to, co przekazał jej z kamienną twarzą agent nieruchomości. – Mam stąd blisko do pracy, a dosłownie za rogiem mieszka mój kolega, Isaac. Pamiętasz Isaaca?
– To ten grabarz gej?
– Nie jest grabarzem. To lekarz sądowy.
– Eriko, jak ty chcesz znaleźć sobie chłopaka, jeśli zadajesz się tylko z gejami od trupów?
– Lenko, nie potrzebuję chłopaka i nie otaczam się gejami. To tylko jeden przyjaciel. Poza tym to dla mnie nowy start. Sprzedałam dom w Manchesterze i po zdecydowanie zbyt długim wynajmowaniu mieszkania w Londynie wreszcie kupiłam coś swojego. W końcu czuję, że idę na przód, po raz pierwszy od… – Erika zawiesiła głos.
Chciała powiedzieć: „od śmierci Marka”. Jej mąż, Mark, też był policjantem. Zginął na służbie cztery lata temu, w czasie nalotu na fabrykę narkotyków. Kilka miesięcy po jego śmierci Erika wyprowadziła się z Manchesteru i znalazła pracę w Londynie. To były trudne cztery lata, zarówno prywatnie, jak i zawodowo, ale kupno tego domu, mimo wszystkich jego wad, naprawdę miało w sobie powiew świeżości i zapowiedź rozpoczynania życia na nowo.
– Jesteś szczęśliwa? – zapytała Lenka. Jej głos był wyraźnie delikatniejszy.
Erika musiała zastanowić się nad odpowiedzią przez dłuższy czas.
– Nie do końca, ale od bardzo dawna nie czułam niczego, co byłoby tak bardzo zbliżone do szczęścia. Słuchaj, zainstaluję na telefonie wszystkie potrzebne aplikacje i zdzwonimy się na kamerce. Ale mam mnóstwo roboty z domem, a ogród to prawdziwa tragedia.
– Nie oceniam. Chciałabym go po prostu zobaczyć.
– Obiecuję, że ci go pokażę. Ucałuj ode mnie dzieciaki i Marka.
Erika skończyła rozmawiać, wygrzebała z kieszeni płaszcza wełnianą czapkę i naciągnęła ją na głowę. Nad dolną częścią schodów wisiała pojedyncza naga żarówka, światło nie sięgało jednak wyższych stopni. Policjantka przebrnęła przez korytarz, mijając kartony, i podeszła do drzwi od małej toalety na parterze, które trzymała zamknięte. Isaac, gdy towarzyszył jej podczas drugiego oglądania domu, stwierdził, że ta toaleta przypomina mu tę z filmu _Trainspotting_ i że dałby sobie rękę uciąć, że za chwilę wypełznie z niej młody Ewan McGregor.
Kuchnia wyglądała tak, jakby po raz ostatni urządzano ją w latach siedemdziesiątych. Niewielki drewniany blat roboczy i zlew typu butler pod oknem. W rogu szumiała nowa lodówko-zamrażarka, absolutnie niepasująca do żółtych ścian. Do tej pory Erice udało się rozpakować jedynie czajnik, mikrofalówkę i parę kubków. Sama myśl o grzebaniu w kartonach w poszukiwaniu talerzy i sztućców, żeby odgrzać sobie coś w potwornie zabrudzonej kuchni, była wręcz odstręczająca. Dwie ulice dalej stał fast-food serwujący frytki, a zaczynało już robić się późno, Erika postanowiła więc pójść tam i kupić sobie coś do jedzenia.
Gdy wyszła z domu, ulice były puste, a w powietrzu unosiła się mgła. Idąc w stronę baru, Erika pochyliła głowę i postawiła kołnierz płaszcza. Kiedy przestąpiła próg, otoczyło ją przyjemne ciepło oraz zapach smażonej ryby. Był to typowy brytyjski bar w starym stylu, gdzie podawano rybę i frytki z wielkiej srebrnej frytkownicy. Długi blat w zielonym kolorze poznaczony był kryształkami soli i plamami po occie. Obok kasy stał olbrzymi słój z kiszonymi jajkami oraz butelki z octem i keczupem. Erika zamówiła dużą porcję dorsza z frytkami i puszkę napoju Dandelion and Burdock; jadła danie z plastikowej tacki, siedząc na jednym z krzesełek pod oknem. Droga za szybą była spokojna, mgła zdawała się gęstnieć. Reszta klientów brała jedzenie na wynos, policjantka siedziała więc w barze sama.
Erika popatrzyła na puszkę. Przed przeprowadzką do Anglii nigdy nie zetknęła się z podobnym napojem gazowanym. To Mark jej go pokazał – właśnie jako dodatek do ryby z frytkami – gdy pierwszy raz przyjechała do Wielkiej Brytanii. Zapatrzyła się w puszkę. Cztery lata od jego śmierci, a nadal wszystko kojarzyło jej się z nim. W głowie pojawiło jej się kolejne wspomnienie tamtego okropnego dnia: Mark leżący obok niej na ziemi, wykrwawiający się powoli, z raną postrzałową. Erika zamknęła oczy. Sprawcy nigdy nie złapano. Tamtego dnia zginął nie tylko Mark. Podczas akcji zabito łącznie pięcioro jej kolegów. Członków jej zespołu. Dotknęła dłonią karku i wyczuła bliznę w miejscu, gdzie trafiła ją kula. Wróciło do niej pytanie Lenki.
„Czy jesteś szczęśliwa?”
Erika popatrzyła na przepyszną smażoną rybę z frytkami i pomyślała o swoim rozsypującym się domu. Czuła się zadowolona. Może na jakiś czas po prostu odłoży pragnienie szczęścia na bok i zwyczajnie będzie zadowolona.
Było kilka minut po dwudziestej, gdy Erika wyszła z baru. Mgła okazała się przeraźliwie mroźna i pokryła już asfalt cienką białą warstwą. Wracając do domu, policjantka, nadal nieobeznana z okolicą, źle skręciła i znalazła się w wąskiej uliczce, wzdłuż której stały domy szeregowe. Kilka lamp nie działało. Odwróciła się i ruszyła z powrotem, zerkając na bogate budynki o piaskowych ścianach i oknach z podwójnymi szybami.
W połowie ulicy w szeregu znajdowała się luka: ładnie utrzymany ogród, za którym w oddali mieścił się nowoczesny betonowy blok mieszkalny. Światła we wszystkich oknach były zgaszone, ale gdy mijała budynek, na wysokości parteru dostrzegła błysk światła. Głośny, mrożący krew w żyłach krzyk sprawił, że Erika stanęła jak wryta.