Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Fanfaron. Część 2 - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, PDF
Format PDF
czytaj
na laptopie
czytaj
na tablecie
Format e-booków, który możesz odczytywać na tablecie oraz laptopie. Pliki PDF są odczytywane również przez czytniki i smartfony, jednakze względu na komfort czytania i brak możliwości skalowania czcionki, czytanie plików PDF na tych urządzeniach może być męczące dla oczu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(3w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na laptopie
Pliki PDF zabezpieczone watermarkiem możesz odczytać na dowolnym laptopie po zainstalowaniu czytnika dokumentów PDF. Najpowszechniejszym programem, który umożliwi odczytanie pliku PDF na laptopie, jest Adobe Reader. W zależności od potrzeb, możesz zainstalować również inny program - e-booki PDF pod względem sposobu odczytywania nie różnią niczym od powszechnie stosowanych dokumentów PDF, które odczytujemy każdego dnia.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Wydawnictwo:
Tłumacz:
Data wydania:
19 lipca 2018
Czytaj fragment
Pobierz fragment
18,62
Cena w punktach Virtualo:
1862 pkt.

Fanfaron. Część 2 - ebook

Fanfaron to powieść Michela Zévaco, francuskiego pisarza specjalizującego się w opowieściach „płaszcza i szpady”, okrzykniętego godnym następcą Aleksandra Dumasa. Historia była publikowana w odcinkach w dzienniku „Le Matin” od 1906 roku, zaś w wersji książkowej została wydana po raz pierwszy rok później. Na historycznym tle Paryża z czasów panowania króla Ludwika XIII ukazuje losy bohaterów uwikłanych w przeróżne intrygi, układy i – przede wszystkim – pojedynki. Walki toczą się o honor, władzę i miłość. Francja, wiek XVII. Młody kawaler de Capestang po śmierci ojca opuszcza rodzinne strony i bez grosza przy duszy udaje się do stolicy w poszukiwaniu szczęścia i lepszego życia. Już w drodze jednak utrudnia sobie realizację celu – nieświadomy, krzyżuje swoją szpadę ze szpa-dami włoskiego polityka, Concino Conciniego, i jego ludzi, by udaremnić porwanie pięknej Giselli, córki księcia d’Angoulême, zamieszanego w spisek koronacyjny. Tron zajmowany przez młodego monarchę chcą przejąć i Karol de Valois-Angoulême, i Concini z Leonorą Galigai, i biskup Richelieu. Przybyły w końcu do Paryża młodzieniec, przez konspiratorów zostaje okrzyknięty największym wrogiem, zaś Ludwik XIII nadaje mu tytuł Rycerza króla. Obie strony jednak nazywają go zgodnie Fanfaronem, ponieważ kawaler jest człowiekiem pysznym i butnym, ale także dobrym i sprawiedliwym. Zamiast więc szukać bogactw i wygody, postanawia położyć kres wszystkim paryskim intrygom i uratować młodego monarchę, a także zdobyć damę swojego serca, co okaże się nie tak proste, bowiem obiecano ją innemu szlachcico-wi… Zestawienie atmosfery rozwijającego się spisku i narastającego buntu, wytworzonej przez buntujących się przeciwko Koronie, z honorową i nieco buńczuczną postawą głównego boha-tera, nieoczekiwane zwroty akcji i do tego odrobina dobrego humoru – to wszystko składa się na opowieść o Fanfaronie i sprawia, że czyta się ją z zapartym tchem, z każdą stroną chcąc jeszcze bardziej i bardziej zanurzać się w świecie przygód Capestanga.

 

Seria wydawnicza Wydawnictwa JAMAKASZ „Biblioteka Andrzeja – Szlakiem Przygody” to seria, w której publikowane są tłumaczenia  powieści należące do szeroko pojętej literatury przygodowej, głównie pisarzy francuskich z XIX i początków XX wieku, takich jak Louis-Henri Boussenard, Paul d’Ivoi, Gustave Aimard, Arnould Galopin, Aleksander Dumas ojciec czy Michel Zévaco, a także pisarzy angielskich z tego okresu, jak choćby Zane Grey czy Charles Seltzer lub niemieckich, jak Karol May. Celem serii jest popularyzacja nieznanej lub mało znanej w Polsce twórczości bardzo poczytnych w swoim czasie autorów, przeznaczonej głównie dla młodzieży. Seria ukazuje się od 2015 roku. Wszystkie egzemplarze są numerowane i opatrzone podpisem twórcy i redaktora serii.

Kategoria: Powieść
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-65753-66-3
Rozmiar pliku: 5,9 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Michel Zévaco urodził się 1 lutego 1860 roku w Ajaccio na Korsyce. Swoje chłopięce lata spędził w internacie, w 1878 roku zdał maturę. Następne cztery lata spędził w wojsku, którego szeregi opuścił jako podporucznik dragonów. W lipcu 1886 zamieszkał w Paryżu.

Zafascynowany literaturą i polityką, został dziennikarzem, potem sekretarzem redakcji pisma „L’Égalité”, kierowanym wówczas przez rewolucjonizującego socjalistę, Jules’a Roques. W 1889 roku Zévaco wystartował z Ligi Socjalistów – bez powodzenia – w wyborach parlamentarnych. Z powodu zjadliwości swych wypowiedzi w okresie nasilonych zamachów anarchistycznych został kilkakrotnie skazany na pobyt w więzieniu Sainte-Pelagie, np. za „nawoływanie do zabójstwa” w 1890 roku, a także w 1892 za wypowiedź na zgromadzeniu publicznym w Paryżu: „Burżuje zabijają nas głodem; kradnijmy, zabijajmy, wysadzajmy dynamitem; wszystkie środki są dobre, by uwolnić nas od takiego gnicia”.

W roku 1900 Zévaco porzucił dziennikarstwo polityczne, by poświęcić się pisaniu powieści odcinkowych. W tej nowej roli zadebiutował powieścią Borgia!, opublikowaną w „La Petite République Socialiste”. Po sukcesie tego utworu stworzył dla tego samego dziennika cieszącego się popularnością bohatera, Pardaillana.

W 1905 roku związał się z dziennikiem „Le Matin”, dzięki któremu stał się wiodącym pisarzem, stawianym na równi z Gastonem Leroux. W latach 1905-1918 „Le Matin” opublikowało dziewięć powieści odcinkowych, z których Fanfaron i seria o Pardaillanach były namiętnie czytane przez młodego Jean-Paula Sartre’a. Powieści te równolegle wydało Wydawnictwo Fayarda w swojej serii „Książka Popularna”.

Trzeba zaznaczyć, że Zévaco nie porzucił zupełnie dziennikarstwa. Jego nazwisko pojawia się na listach współpracowników literackich dziennika „L’Humanité”.

Podczas I wojny światowej opuścił Pierrefonds, gdzie żył od końca XIX wieku, by zamieszkać w schronisku w Eaubonne w Val-d’Oise, gdzie zmarł na raka 8 sierpnia 1918 roku.

Powieści Michela Zévaco mieszczą się głównie w gatunku literackim „płaszcza i szpady”, a ich fabuła w większości rozgrywa się we Francji w czasie XIV-XIX wieku. Żywa akcja czy ciekawe tło historyczne sprawiły, że utwory Zévaco cieszyły się wielką popularnością nie tylko we Francji, ale także we Włoszech i Rosji. Kilka z nich przeniesiono na ekrany kin.

Do najważniejszych i najlepszych powieści tego pisarza można zaliczyć złożony z dziesięciu tomów cykl Pardaillanowie oraz utwory: Fanfaron, Bohaterka, Most wspomnień, Kochankowie z Werony, Buridan, Krwawa królowa, Nostradamus, Łąka kleryków, Piękna Florinda, Borgia!. Większość z nich można łączyć w cykle, powiązanych ze sobą za sprawą postaci głównego bohatera.Rozdział XXXIV

Powodzenie Capestanga

W ten sposób książę Kondeusz został zaaresztowany w Luwrze, gdzie, jak przypuszczał przed kilku godzinami, miał wejść niczym wszechwładny pan. Vitry oddał go w ręce markiza de Thémines, który z oddziałem dwudziestu żołnierzy czekał w przedpokoju na koniec wydarzeń. Thémines, przeprowadził księcia pod eskortą, wsadził go do zamkniętego powozu, a pół godziny później Henryk II de Bourbon, czyli książę Kondeusz, był już tylko numerem 14 w wieży Trésor w Bastylii.

Vitry wyszedł, rzuciwszy dziwaczne spojrzenie na Capestanga.

Na znak dany przez Ludwika XIII wyszedł także Luynes, popatrzywszy z ukosa na młodego rycerza.

W tych dwóch spojrzeniach Capestang mógł wyczytać całą zawiść, jaką wzbudził w tych ludziach. Stary marszałek Ornano, wychodząc jako ostatni z gabinetu króla, szepnął mu do ucha:

– Młodzieńcze, jeżeli nie wyjdziesz jako wielki ulubieniec monarchy, radzę ci, byś uciekał z Paryża co koń wyskoczy i postarał się, by stumilowa przestrzeń dzieliła twą pierś od ostrzących się na ciebie sztyletów.

Następnie, zwracając się do króla, rzekł dość szorstkim głosem:

– Najjaśniejszy Panie, to nie Kondeusza należało aresztować…

– Ho, ho! A więc kogo? Powiedz, stary przyjacielu, kogo należało zatrzymać…? Gwizjusza, hę…?

– Nie, Sire. Concino Conciniego! – oświadczył chłodno marszałek, składając ukłon, a potem odszedł powoli, jakby oczekiwał na jakiś okrzyk, jakiś rozkaz…

Ale król milczał. Marszałek oddalił się, wzruszając ramionami.

Po raz drugi Ludwik XIII i Capestang byli sam na sam, ale tym razem to awanturnik miał posępne oblicze, a król promieniał radością.

Dźwięczały mu jeszcze w uszach te słowa wykrzyczane twardym głosem, które samego go zadziwiły: „Kapitanie, aresztuj księcia”.

Jego pierwszy czyn królewski! Jego pierwszy gest potęgi!

Umiał więc rozkazywać. I słuchano jego rozkazów! Wystarczył dźwięk jego głosu, by książę krwi został schwytany i wrzucony do lochu! Na jedno skinienie monarchy przycichły w Paryżu wrzenia i rozruchy podobne do wzburzonego morza, którego bałwany uspakajały się na znak dany przez Neptuna! Został usunięty zuchwały spiskowiec, pozostał tylko więzień stanu! Ustało zamieszanie w mieście, panowała cisza trwogi…! Co znaczyła ta potęga, której teraz popróbował? Czym była owa tajemnicza siła, gromadząca się przez wieki, czyniąca z niego, nieśmiałego dziecka, wszechwładnego pana, przed którym drżeli najmożniejsi? Czy monarchia istotnie była najwyższą władzą? Czy król naprawdę był wysłannikiem Boga, trzymającym w wątłych dłoniach pioruny, którymi jedynie Stwórca umie władać…?

Takie myśli snuły się po głowie piętnastoletniego młodzieńca i napełniały go dumą. Podobny był do dzieci, którym dają mechaniczną zabawkę i które dziwią się jej działaniu, gdy naciskają sprężynę. Zachwyca ich rezultat, ale nie rozumieją mechanizmu. Jakim sposobem naciśnięcie małym paluszkiem mogło wprawić w ruch taką maszynkę? Jakaż siła była w tym palcu…! Tylko później, kiedy dziecko rozbije zabawkę, by zobaczyć jej mechanizm, wówczas zdarza się niekiedy, że sprężyna, odskakując, rani je boleśnie lub nawet zabija…!

W tym momencie Ludwik XIII spoglądał na Capestanga z tą samą wdzięcznością i zachwytem dziecka obdarowującego nią tego, który przyniósł mu zabawkę…

Te porównania zastosowane do owych wydarzeń i owych osób wydają się niestosowne. Rzeczywiście człowiek nie chce, by osłabiano znaczenie kierującej nim władzy… Łudzimy się, że działalność wszelkiego rodzaju rządzących jest jakby uświęcona, że należy mówić o niej z uszanowaniem. Nie tylko bawią się królowie, i lud szuka rozrywki, a tę rozrywkę znajduje, patrząc na zabawy wybrańców losu. Ale dość tej gadaniny, powróćmy do naszej historii, która staje się coraz bardziej interesująca, czyli historii fortuny naszego bohatera.

– Przede wszystkim – rzekł król – opowiedz mi o tym oddziale pięćdziesięciu gwardzistów, który mój kuzyn Kondeusz uzbroił, jak nam doniósł o tym wczoraj wieczorem pan de Luçon.

– Wolę, Najjaśniejszy Panie – odparł Capestang – opowiedzieć cały przebieg wypadków od chwili, gdy na ulicy Vaugirard spotkałem Cogolina.

– Cogolina…? Kim jest Cogolin?

– To mój giermek, Sire, wynalazca cudownej maści, od której łysym wyrastają włosy na głowie.

– Ho, ho! – zadziwił się Ludwik XIII. – Jaka jest korzyść z posiadania włosów na głowie, skoro natura z czasem je nam zabierze?

– Jak to, Sire! – odparł z głębokim przekonaniem Adhemar. – Ależ obfite owłosienie jest oznaką siły. Proszę spojrzeć na Samsona… przed spotkaniem z Dalilą1!

– Zgadza się…! – wykrzyknął król z taką samą szczerością.

– I które odzyskał, gdy go topiono!

– Słuszna uwaga! – potwierdził Ludwik uderzony taką zdolnością rozumowania, która była bardzo poprawna w tej epoce, gdzie tysiące wierzeń, tysiące różnych zabobonów nawiedzały ludzkie mózgi. – No cóż, kawalerze, podałeś mi wspaniałą myśl. Począwszy od dzisiaj, zapuszczam włosy tak długo, aż sięgną mi do ramion. Mów dalej, kawalerze, słucham cię.

Rzeczywiście, król Ludwik XIII zrobił, jak mówił. Dotychczas, jak jego ojciec, nosił krótkie włosy, a później bardzo długie z wdziękiem spadające w puklach na ramiona. Naturalnie dwór gorliwie poszedł za tym przykładem, a wkrótce nadeszły takie czasy, kiedy możnowładca okrywał się niesławą, jeśli nosił krótkie włosy. Później olbrzymie peruki z czasów Ludwika XIV były dalszą ewolucją tej mody… Zatem Cogolin był nieświadomą przyczyną rewolucji w sztuce układania fryzur.

– A więc oto cała historia od początku – zaczął Capestang. – Działo się to, Sire, w nędznej oberży przy ulicy Vaugirard, która wskutek dziwnego zbiegu okoliczności ma, a raczej miała na szyldzie wizerunek twego znakomitego ojca, Henryka IV Wielkiego…

– Czekaj, rycerzu! – przerwał nagle Ludwik XIII, uderzając trzykrotnie młotkiem w dzwonek. – Może lepiej będzie się nam gawędziło i słuchało opowieści przy zastawionym stole.

Król już od dłuższej chwili namyślał się, jaki dać dowód przyjaźni młodemu człowiekowi, którego upokorzył niegdyś, przezywając go Fanfaronem, i który teraz jeszcze stał przed nim zasępiony, jakby chował do niego urazę. Dany przez monarchę sygnał był zapewne zwykłym rozkazem, lecz tego wieczora został spełniony z niezwykłą okazałością. Istotnie, po kilku minutach skrzydła drzwi otworzyły się na oścież i przestraszony Capestang zobaczył oficera w galowym mundurze, ze szpadą w ręku, który oznajmił:

– Posiłek Jego Królewskiej Mości!

Za oficerem weszło czterech halabardników, następnie czterech kamerdynerów niosących stół, a kolejni czterej żołnierze z halabardami zamykali pochód. Kamerdynerzy ustawili stół na środku gabinetu, halabardnicy stanęli wzdłuż ścian, gdzie znieruchomieli, podobni do kariatyd2. Na stole nakrytym olśniewającym obrusem połyskiwały srebrne sztućce, złote czary, sześcioramienne świeczniki, kryształowe flakony napełnione rubinowym winem burgundzkim, stały przeróżne półmiski ze srebrnymi pokrywami.

Capestanga zdumiewał taki przepych i mimowolnie przypomniał sobie odwróconą dnem do góry skrzynię, na której w głębi strychu Cogolin położył mu jedną z tych soczystych szynek, podwajających apetyt i potrajających pragnienie. Ponieważ jednak był bardzo głodny, rzucił pożądliwym okiem na wspaniały stół, wciągnął nosem ponętną woń, wydzielającą się z potraw, westchnął i pomyślał:

„Piękna to rzecz, taka władza królewska! Gdybym był królem, mógłbym zasiąść za tym stołem i pokosztować trochę tych potraw, które muszą być królewskie, skoro je podają w srebrnych naczyniach. Ale jestem tylko kawalerem de Capestang… Ba! Popatrzę tylko na jedzącego króla, co podobno jest wielkim zaszczytem, ale też doda mi apetytu”.

Jeśli Capestang był zdziwiony, to był jeszcze ktoś bardziej zdziwiony niż on, a tym kimś był król! Dotychczas, gdy żądał obiadu lub wieczerzy, prowadzono go do sali jadalnej, gdzie siadał za stołem dość niedbale zastawionym.

Ludwik XIII przez chwilę pozostawał zamyślony na widok takiej czci, do której nie był przyzwyczajony.

„Dlaczego tutaj przyniesiono mi posiłek – zapytywał sam siebie. – Dlaczego z takim ceremoniałem?”.

– Najjaśniejszy Panie – rozległ się nagle jedwabisty i słodki głos, jakby odpowiadający na myśli króla – będąc zarządzającym pałacem, dałem rozkaz, by tu przyniesiono wieczerzę Waszej Królewskiej Mości. Jeśli chodzi o ceremoniał, to taki zawsze był stosowany przy wielkich monarchach. Najwyższy czas, Sire, byś zaczął korzystać z przywilejów należnych królewskiemu majestatowi, skoro dzisiaj wieczorem wziąłeś na siebie straszliwą odpowiedzialność królewskiej sprawiedliwości!

Ludwik XIII zobaczył kłaniającego się mu tego, którego Ornano radził mu aresztować: Concino Conciniego!

Dreszcz oburzenia i gniewu wstrząsnął Capestangiem. Instynktownie schwycił za rękojeść szpady, lecz marszałek d’Ancre, udając, że go nie widzi, wyszedł schylony kornie, jakby chciał bić niskie pokłony.

Ludwik XIII gestem nakazał odejść halabardnikom i lokajom.

– Najjaśniejszy Panie – zauważył nieśmiało starszy kamerdyner – któż w takim razie usłuży Waszej Królewskiej Mości?

– Ba, mój panie! – odparł król. – Zrobię, jak zrobił mój ojciec w dzień bitwy pod Arques3, sam siebie obsłużę! Siadaj naprzeciwko mnie, panie rycerzu, i zabierzmy się do wieczerzy… Musisz być nie mniej głodny ode mnie.

Po całym Luwrze natychmiast rozeszła się wiadomość, że król posadził za stołem młodego kawalera de Capestang, i od tego czasu niejeden szlachcic czekał na wyjście nowego ulubieńca, by zaprosić go do swego pałacu.

Concini przeszedł szybkim krokiem kilka sal. Był całkiem siny i tak jak w napadach wściekłości, piana występowała mu na usta.

– Nędzny junaku! Intrygancie! Nicponiu! Fanfaronie! Biesiaduj sobie teraz przy stole króla, ale tej nocy będziesz biesiadował przy stole diabła! – złorzeczył.

Na podeście głównych schodów zastał Rinalda, który na niego czekał.

– Wszystko gotowe? – zapytał Concini?

– Sam osądź, Ekscelencjo. Montreval i Bazorges znajdują się w przedpokoju, Louvignac na dole schodów, Pontraille na dziedzińcu, a ja tutaj pilnuję jednocześnie schodów i przedpokoju. Przy bramie pałacu stoi Chalabre z dwudziestoma zuchami, z których każdy kilkakrotnie dawał dowody zręczności we władaniu sztyletem. Tym razem złapiemy drania i nie zdoła nam ujść.

Concini ruchem głowy zaaprobował taką formę zasadzki, która wydawała się przygotowana jak na jakiegoś bajecznego olbrzyma.

Tymczasem ten, któremu groziły czynione przygotowania, ten, dla pokonania którego Concini uważał za potrzebne zebranie trzydziestu morderców, w owej chwili składał spokojnie, blady z dumy, ukłon przed Ludwikiem XIII.

– Jak to, Najjaśniejszy Panie?! Mam usiąść przy stole razem z Waszą Królewską Mością?

Był to zaszczyt, którym Ludwik XIII dotychczas nikogo nie wyróżnił i którego nie należało zmarnować. Biedny kawaler, któremu pan de Tremazenc, jego ojciec, opowiadał, że pewnego razu dostąpił zaszczytu popatrzenia na posiłek króla, sądził, że śni na jawie, śni o fortunie i chwale. Usiadł wreszcie na krześle, wskazanym mu przez Ludwika, wyprostował się dumnie, jakby podbił cały świat, i mniemając, że najlepszym podziękowaniem dla gospodarza będzie okazanie się dobrym gościem, zabrał się ostro do jedzenia.

Ludwik milczał, słuchał i zaledwie skubał jedzenie, mając chory umysł mimo Hérouarda, a może z powodu Hérouarda.

Co do Capestanga, z łapczywością gryzł kawał pieczeni z sarny, a jednocześnie rozpoczął za pomocą obrazowych słów pełne werwy opowiadanie, którego król słuchał z wielkim zainteresowaniem.

Młody rycerz mówił za dwóch, jadł za trzech, a pił za czterech.

Kiedy wieczerza dobiegła końca, kiedy Capestang dokończył opowiadać bohaterski epizod, jakby zapożyczony od starych truwerów, król długo przypatrywał się awanturnikowi, który ostatnimi gestami ilustrował swoje opowiadanie.

– To wspaniałe! – wykrzyknął w końcu. – Ta twoja wędrówka po Paryżu z Kondeuszem pod ramię! To nazwisko księcia rzucone mieszczanom na Pont-Neuf! Ten podwójny pojedynek stoczony w oberży! I powiadasz, że nie poznałeś żadnego ze szlachciców, którzy mieli przywdziać mundury gwardzistów?

– Nie, Sire, żadnego! – odparł Capestang.

– Wielka szkoda…! Ale co jeszcze piękniejsze, to schowanie tych mundurów do piwnicy. Fakt godny uwiecznienia wraz z historią o kubełkach z farbą!

– Nieprawdaż, Najjaśniejszy Panie, że dobrze było pomyślane? – zauważył naiwnie rycerz.

– Jeszcze długo będę się śmiał, gdy sobie wspomnę miny zawiedzionych pięćdziesięciu szlachciców!

– A ja, Sire, już się śmieję! – stwierdził Capestang, wybuchając śmiechem, a po chwili dodał: – Pomyślałem, że Wasza Królewska Mość zechce wziąć te pięćdziesiąt mundurów dla swoich gwardzistów. To byłoby ekonomiczne!

– Kupię je od ciebie! – oświadczył Ludwik XIII, a widząc zdziwienie kawalera, dodał: – Bezspornie te mundury należą do ciebie. Stanowią zdobycz wojenną, z zatem zamierzam je odkupić.

Capestang namyślał się chwilę, po czym odpowiedział:

– Zgoda, Najjaśniejszy Panie, sprzedam te mundury, a raczej je z tobą wymienię…

– Na co chcesz je wymienić? – pytał król z uśmiechem.

– Tylko na jeden uniform! – odparł Capestang z powagą.

„Ho, ho! Będzie mnie prosił o jakieś stanowisko. Do licha, dostanie je!” – pomyślał król, a głośno dodał: – Jakiż mundur chcesz otrzymać za swoje pięćdziesiąt, które mi sprzedajesz?

– Mundur księcia Kondeusza – odparł Capestang, a król zmarszczył brwi. – Ponieważ jednak ofiaruję ci, Sire, pięćdziesiąt za jeden, będzie sprawiedliwie i słusznie, że razem z mundurem dasz mi także księcia. – Ludwik XIII zerwał się z krzesła, Capestang uczynił to samo. – Widzę, miłościwy królu, że się wahasz, że się zastanawiasz nad mą prośbą. Ja nie wymagam przecież wiele.

– Do cholery, żądasz księcia…!

– Człowieka, Najjaśniejszy Panie! – stwierdził Capestang, prostując się. – Człowieka jak ja.

– Co chcesz z nim robić?! – wykrzyknął Ludwik zirytowany, przestraszony, zdumiony tym niezwykłym handlem.

– Zwrócić mu wolność, Najjaśniejszy Panie!

– Nigdy! – huknął król, którego blada twarz oblała się rumieńcem. – Dziś wieczorem nabyłeś prawa do mojej wdzięczności, lecz tego prawa nadużywasz, a twoja prośba budzi we mnie dziwaczne podejrzenie…

Podejrzenie…! Ludwik XIII wymówił to znaczące słowo, mające zdominować jego myśli. Całe jego życie było łańcuchem podejrzeń. On sam był żyjącą podejrzliwością.

– Najjaśniejszy Panie – rzekł Capestang z prostotą stanowiącą dziwną sprzeczność z jego zwykłą fanfarońską egzaltacją. – Jest dla mnie coś gorszego niż być podejrzewanym. Raczyłeś mnie nazwać Rycerzem króla, a ja, nieszczęśliwy, spadłem do roli agenta policji. Kiedy aresztowałem księcia i rozkazałem mu przyjść do Luwru i zdać się na twoją łaskę, on poszedł za mną dobrowolnie, bowiem powiedziałem mu: „Niczego się nie obawiaj, ręczę za twoje bezpieczeństwo…!”. Kondeusz jest w Bastylii, więc ja złamałem dane słowo honoru! Miłościwy Królu, oddaj mi mojego więźnia, inaczej przysięgam ci, że zburzę Bastylię, by go stamtąd wyprowadzić!

W jednej chwili po wymówieniu przez Ludwika XIII słowa „podejrzenie” niebo nad głową rycerza pokryło się chmurami zapowiadającymi burzę. Po kilku chwilach on sam, zapominając o prostocie postępowania, jaką sobie nakazał, przeszedł od powątpiewania do gniewu, ze wściekłości do egzaltacji, znowu przybrał wyniosłą postawę, gesty stały się płomienne, twarz dumna i wzburzona, a słowa cierpkie i chłoszczące, gdy na końcu wykrzykiwał to zdanie napełnione ogromną chełpliwością:

– Zburzę Bastylię, by go stamtąd wyprowadzić!

Ludwik XIII wzruszył ramionami, wybuchnął cierpkim śmiechem i… drugi raz powiedział:

– Fanfaron…!

I tym razem Capestang zachwiał się, jakby ugodzony sztyletem! Ustąpiła jego egzaltacja, opadły złamane skrzydła! Zobaczył, że stał się przedmiotem szyderstwa, on, który przypuszczał, że będzie wzbudzać dreszcz trwogi!

Biedny rycerz! Był po prostu niezrównanie naiwny. Widząc go tak zgnębionym, młody monarcha postanowił powiększyć swoje zwycięstwo i dodał złośliwym tonem:

– Bastylia! Miej się na baczności, byś sam nie został w niej zamknięty!

Było to uderzenie szpicruty rozjuszające lwa zamkniętego w klatce. Capestang krokiem szybkim dążył za królem idącym do drzwi, jakby dla wydania jakiegoś rozkazu; młody rycerz pochylił się, ukazując w ten sposób, jak małą istotną był jeszcze Ludwik, i zawołał:

– Ja w Bastylii…! Odważ się to uczynić, Najjaśniejszy Panie…! Dobrze! Jeśli sobie życzysz, otworzę te drzwi i krzyknę: „Panowie, który z was zechce poprowadzić do Bastylii więźnia, który dziś wieczorem uratował monarchię i króla Ludwika XIII…?!”.

Król cofnął się… drżał z tłumionej wściekłości…

Capestang dokończył:

– Otwieram te drzwi, Najjaśniejszy Panie. Przejdę przez twoje przedpokoje bez pośpiechu. Odchodzę. Nie zrobię ani jednego kroku szybciej. Jesteś panem, każ mnie aresztować…!

Jednocześnie otworzył drzwi i z dumnie podniesioną głową, ze wzrokiem ciskającym błyskawice, drżącymi wargami, z dłonią przy biodrze, krokiem równym, powolnym, ciężkim i bezczelnym szedł przez tłum dworzan, którzy rozstępowali się przed nim, uśmiechali się, kłaniali nisko nowemu ulubieńcowi króla, w ten sposób oddając hołd powodzeniu Capestanga…!

Drzwi gabinetu monarchy pozostały otwarte na oścież. Ludwik XIII zrobił jeden krok ku nim, by wydać rozkaz… Głos uwiązł mu w gardle… Oburącz targał na szyi koronkową kryzę4, jakby dusił go ten niewielki ciężar… Cofnął się, siny, z wytrzeszczonymi oczyma i padł na fotel.

W tej chwili w obramowaniu drzwi ukazała się blada, konwulsyjnie wykrzywiona twarz…

Concini, który widział przechodzącego Capestanga, który przewąchiwał jakieś poważne wydarzenie, Concini, który usłyszał wzburzone głosy, rzucił na Ludwika XIII badawcze spojrzenie.

– Niech nas Bóg ma w swej opiece! – zawołał. – Król mdleje…!

Rzucił się ku monarsze, a w tym czasie w przedpokojach wybuchnęła wrzawa. W dwóch susach znalazł się przy królu, który w tej właśnie chwili otwierał oczy.

– Hérouard! – ryknął marszałek. – Wołać Hérouarda…! Najjaśniejszy Panie! Najjaśniejszy Panie! Co ci jest…? Co tu się stało…?

– Ten człowiek… – szepnął król.

– Capestang…! – krzyknął Concini głosem wypełnionym straszliwą radością.

– Znieważył mnie… niech go zaaresztują…!

– On znieważył króla…! Zobaczysz, Sire, do czego jest zdolny marszałek d’Ancre, kiedy obraża się jego monarchę!

– Aresztuj go i przyprowadź do mnie – szepnął Ludwik XIII – ale nie zrób mu nic złego!

Concini był już za drzwiami.

Podczas gdy wzmagał się szmer gadających dworzan, skwapliwych okazywać swój ból, gdy Hérouard przygotowywał lancet, by puścić krew królowi, ten rozmyślał:

„Czyżby królowa miała rację? Czyżby Concini był moim najwierniejszym sługą…?”.

Słysząc rozkaz króla: „zaaresztuj go i przyprowadź do mnie”, ze dwudziestu dworzan wydobyło szpady i popędziło za Concinim, lecz on zatrzymał ich wściekłym gestem.

„Ci głupcy gotowi są przyprowadzić Capestanga do króla, który chce mu tylko przebaczyć” – myślał marszałek, a głośno dodał: – Panowie, szpady do pochew, proszę! Niech nikt się nie rusza! Ta sprawa tylko mnie dotyczy, mnie samego! Nikomu nie przysługuje prawo ukarania napastnika znieważającego majestat królewski…

Wybiegł spiesznie, zostawiając dworzan zdumionych jego odwagą i poświęceniem. Na dziedzińcu czekał na niego Rinaldo.

– Co słychać? – Sapnął Concini.

– Właśnie przechodzi zwodzony most – odparł zbir. – Nasi ludzie śledzą go i nie tracą z oczu. Czy zagrać halali5, Ekscelencjo?

– Jeszcze nie. Pozwól mi działać. W drogę…! – A pochyliwszy się ku Rinaldo, dorzucił ze złowrogim spokojem… – Za wszelką cenę muszę go mieć żywego…!

1 Samson – w Biblii wojownik izraelski walczący z Filistynami, obdarzony nadludzką siłą, związaną z jego niestrzyżonymi włosami; gdy przez zdradę Dalili zostały one ścięte, mężczyzna stracił całą swą moc.

2 Kariatyda – posąg kobiety stanowiący podporę architektoniczną (zamiast kolumny), dźwigający na głowie belkowanie, balkon i tym podobne elementy architektoniczne; kariatydy stosowane były w greckiej architekturze starożytnej, zwłaszcza w budowlach stylu jońskiego.

3 Bitwa pod Arques – bitwa w dniach 15-18 września 1589 roku między wojskami królewskimi Henryka IV a siłami Ligi Katolickiej dowodzonymi przez Karola Lotaryńskiego, księcia de Mayenne, podczas ostatniej, ósmej wojny religijnej, zakończona zwycięstwem Henryka IV; Arques leży sześć kilometrów na zachód od Dieppe.

4 Kryza – okrągły kołnierz marszczony lub fałdowany, noszony w XVI i XVII wieku.

5 Halali – zawołanie i fanfara oznajmiające miejsce, gdzie zwierzyna została osaczona przez psy podczas polowania; halali kończyło polowanie.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: