Ferajna ze szkolnej ławki. Tajemnica cytadeli - ebook
Czy jedna bitwa na śnieżki może zmienić bieg historii?
Ferie zimowe miały być czasem wielkich przygód, ale dla paczki przyjaciół okazały się pasmem pecha. Grypa, zaspy i zepsute samochody sprawiły, że zamiast na górskich stokach, ósmoklasiści spędzili wolny czas przed ekranami komputerów. Nic dziwnego, że powrót do szkoły witają z markotnymi minami.
Wszystko zmienia się, gdy pod szkolnym murem wybucha bitwa z klasą 8c, a ferajna wpada w tarapaty u nowego, surowego nauczyciela historii. Aby uniknąć jedynek, Radek, Kasia, Wojtek, Bożenka, Adrian i Karolek muszą rozwiązać zagadkę, przed którą kapituluje nawet internet.
Kim był Józef Herzog i dlaczego jako czternastolatek postanowił pójść na front?
Gdy tradycyjne metody zawodzą, do akcji wkracza techniczny geniusz Wojtek i jego niezwykły wynalazek. Za pomocą starej, zardzewiałej radiostacji ferajna (wraz z wiernym psem Gryzakiem!) wyrusza w podróż do roku 1920. Pod murami warszawskiej Cytadeli, w samym środku bolszewickiej nawałnicy, przyjaciele przekonają się, czym jest prawdziwa odwaga i czy dzisiejszy nastolatek poradziłby sobie w świecie bez smartfonów, za to z karabinem w dłoni.
Przenieś się z ferajną do dawnej Warszawy i odkryj, że historia to nie tylko daty w podręczniku, ale przede wszystkim wielkie emocje!
Joanna Jax – autorka bestsellerowych powieści z historią w tle – tworzy opowieść o przyjaźni, dojrzewaniu i dzieciństwie, które jeśli tylko się tego pragnie, może być wspaniałą przygodą. Jej nowa seria "Ferajna ze szkolnej ławki" skierowana jest nie tylko dla najmłodszych, ale też dla dorosłych, którzy chcą poznać dzieci i ich świat trochę lepiej!
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Dzieci 6-12 |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788384304266 |
| Rozmiar pliku: | 5,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Ferie zimowe zapowiadały się ekscytująco. W tym roku aura dopisała, spadło bardzo dużo śniegu, temperatura była ujemna i wszystkie koleżanki i koledzy z klasy tuż przed dniami wolnymi od szkoły snuli plany na zabawy w zaspach. Mimo że w tym roku kończyli ósmą klasę i nie powinny ich ekscytować zjazdy na sankach czy bitwy na śnieżki, bardzo tęsknili za zimowymi zabawami – może dlatego, że gdy byli młodsi, ta pora roku bardziej przypominała późną jesień.
Prawdę mówiąc, Radkowi chodziło po głowie zupełnie coś innego. Tego roku wybierał się z rodzicami w góry. Tata zakupił mu sprzęt sportowy i zapewnił, że znajdzie dla niego najlepszą szkółkę narciarską. Chłopak był więc bardzo dumny, że w końcu nauczy się jeździć na snowboardzie, i rozmowy przyjaciół wydały mu się dziecinne. Jego kumpel, Adrian, myślał podobnie.
– Ile wy macie lat? – zapytał, wydymając usta. – Bitwy na śnieżki i sanki to dziecinada. Poza tym jest straszna zimnica, dzisiaj było z minus siedem. Ja tam wolę na discordzie posiedzieć, w ciepłym domku, zamiast lepić bałwany.
– A kto mówi o bałwanach? – Bożenka się zdenerwowała. Uważała, że sanki i śnieżki są dopuszczalne dla osób w ich wieku, ale lepienie bałwana było dla maluchów.
– Może o sobie mówi – rzucił ze śmiechem Karolek, stając w obronie koleżanki.
– Lepiej zrób aniołka na śniegu. Wyjdzie Kubuś Puchatek ze skrzydłami. – Adrian nie był dłużny koledze.
– Ja wyjeżdżam do dziadków, na wieś. Myślę, że będzie ciekawie – wtrącił się Wojtek. Zawsze gdy ktoś zaczynał się kłócić, przerywał to, był złagodzić atmosferę.
– Na wsi? – zdziwiła się Kasia. – A co można robić zimą na wsi?
– Będę łowił ryby w przeręblu. Z moim dziadkiem. I będę rąbać drzewo – zaczął wymieniać Wojtek. – A i Gryzak w końcu wyhasa się do woli.
– Brr… Rąbanie drewna to musi być straszne zajęcie – powiedział Karolek i dodał: – Ja będę codziennie chodził do aquaparku. Baseny, zjeżdżalnie, sztuczne fale… To jest życie.
– Ja będę czytała książki. Gdy chodzimy do szkoły, nigdy nie mam na to czasu. Ciągle musimy się czegoś uczyć – westchnęła Kasia.
– Ja poświęcam nauce tyle czasu, byle wykręcić dopuszczający. Więc nie czytam książek, tylko gram – oznajmił Adrian.
– Wiemy – odparli chórem jego znajomi.
– Ja też wyjeżdżam. Tyle że moi dziadkowie nie mieszkają na wsi, ale w małym miasteczku. Nawet drewna nie porąbię – westchnęła Bożenka.
Radek, oczywiście, także pochwalił się swoim wyjazdem. Pomyślał wtedy, że jest wielkim szczęściarzem, ponieważ ferie jego kolegów i koleżanek nie zapowiadały się tak ciekawie jak jego.
Niestety, już drugiego dnia ferii, gdy do podróży pozostał jeden dzień, rozchorował się na grypę. Rodzice zdecydowali, że wobec tego wszyscy zostaną w domu i odwołają wyjazd. Radek namawiał ich, aby pojechali sami, ale mama była bardzo zmartwiona jego chorobą i nie chciała zostawić go samego.
Żaden z kolegów nie chciał go odwiedzić, żeby samemu nie skończyć pod kołdrą – i tak w samotności upłynął cały tydzień. Nudził się, bo ileż można było siedzieć przy komputerze. Rozmowy online także nie mogły zastąpić spotkań na żywo.
Dopiero przez ostatnie trzy dni mógł wyjść na dwór, ale co z tego, jeśli nikogo znajomego nie spotkał. Zapewne dlatego, że nadeszły duże mrozy i nikomu nie chciało się wychodzić z ciepłego domu.
Wydawało się mu, że stracił ten wolny czas i zanim wyzdrowiał, należało pójść do szkoły. Nauki czekało go coraz więcej, bo egzamin ósmoklasisty zbliżał się wielkimi krokami, a on, zamiast szusować w górach, spędził ten czas w łóżku. Nic więc dziwnego, że wracał do szkoły z dużą niechęcią.
Na przystanku autobusowym spotkał Bożenkę. Ona także miała markotną minę. Zazwyczaj chodzili do szkoły piechotą, ale teraz było zbyt zimno, a poza tym ciężko się szło po kiepsko odśnieżonych chodnikach.
– Jak minęły ci ferie? – zagadnął.
Koleżanka jedynie machnęła ręką.
– Nie ma o czym mówić – powiedziała cicho. – Babcia z dziadkiem obiecali mi wycieczki po okolicy, ale najpierw utknęliśmy w zaspach, a potem auto się zepsuło.
– To co robiłaś przez cały czas? – zapytał Radek.
– Grałam na telefonie i oglądałam shortsy. Już myślałam, że zacznę czytać książkę.
– A ja lubię czytać. Najbardziej książki przygodowe. Wtedy wyobrażam sobie, że jestem zupełnie gdzieś indziej. Jednak w te ferie byłem prawie cały czas chory i nawet czytać mi się nie chciało.
– Porozmawiaj z Wojtkiem, on cię przeniesie w każde miejsce. – Bożenka zaśmiała się i dodała: – Ja to jestem jakaś pechowa.
– Dlaczego? – zdziwił się Radek.
– Mieliśmy pojechać do Książa, zwiedzić zamek. Tuż za miastem zaczął padać śnieg. Wiatr nawiewał zaspy na drodze, no i zrobił się korek. Dwie godziny siedziałam w samochodzie, aż mi padła bateria w telefonie. Lubię zimę, ale nie taką. Nawet wyjść nie można było, bo zadymka zrobiła się straszna. W końcu zawróciliśmy, ale utknęliśmy w korku z drugiej strony. I staliśmy kolejne dwie godziny. Dziadek obiecał, że pojedziemy następnego dnia, gdy pogoda się uspokoi.
– I się nie uspokoiła. – Radek się uśmiechnął.
– A właśnie, że tak. Świeciło piękne słońce, a niebo było bezchmurne. Pomyślałam, że może dobrze się stało, bo teraz wyjdą lepsze zdjęcia. Wsiedliśmy do samochodu, dziadek przekręcił kluczyk, ale auto ani drgnęło. Spróbował jeszcze kilka razy i wróciliśmy do domu. Sąsiad zaproponował, że spróbuje uruchomić pojazd, ale chyba nie za bardzo mu wyszło, bo w końcu przyjechała pomoc drogowa i zabrała samochód do warsztatu. Obiecali naprawić za dwa tygodnie. Mój dziadek dzisiaj odbiera samochód, a ja stoję na przystanku i marznę, zamiast zwiedzać zamek.
– Ty pechowa? Posłuchaj tego. Miałem nauczyć się jazdy na snowboardzie, w górach. Wszystko było zaplanowane, a ja rozchorowałem się na grypę. I zamiast patrzeć na Tatry i szusować po stokach, oglądałem jakieś filmy na YouTubie. Nawet mi się grać nie chciało. Ani czytać, ani w ogóle nic mi się nie chciało robić.
W autobusie natknęli się na Wojtka. On także nie miał najlepszych ferii. Każdego dnia musiał odśnieżać posesję dziadków, a kiedy kończył to robić, już na nic więcej nie miał siły.
– Mówię wam – opowiadał – pierwszy raz w życiu spoglądałem przez okno i nie chciałem, żeby padał śnieg. Gdy odkopałem ścieżkę do furtki, to następnego dnia musiałem zaczynać wszystko od początku. Nie miałem nawet z kim porzucać się śnieżkami. Gryzak także się nie cieszył, bo ciężko mu się biegało w takim wysokim śniegu.
– Wszyscy się nudziliśmy, ale mnie się i tak nie chce wracać do szkoły – westchnął Radek.
– Myślisz, że mnie się chce – poparł go Wojtek.
– Tak jakby tych ferii wcale nie było – dodała Bożenka.
Po wyjściu z autobusu natknęli się na Kasię i Adriana. Radek bardzo się zdziwił, bo nawet tak dobra uczennica jak Kasia nie miała ochoty iść na lekcje. Niewiele mówili, bo żadne z nich nie miało ciekawych ferii. Zapewne przypominali sobie, tak jak Radek, co deklarowali, zanim zaczęła się przerwa. Wszyscy snuli ciekawe plany – z których żaden się nie powiódł.