Festiwal - ebook
Festiwal to jedno z najbardziej atmosferycznych opowiadań H.P. Lovecrafta i kluczowy tekst dla mitologii Cthulhu – pierwsze opowiadanie osadzone w fikcyjnym mieście Kingsport w Massachusetts. Wezwany rodową tradycją, bezimienny narrator przybywa pewnej zimowej nocy do starego portowego miasta, by wziąć udział w obchodzonym raz na sto lat festiwalu Yule. Pokryte śniegiem, archaiczne uliczki wydają się zastygłe w XVII wieku, a milczący mieszkańcy prowadzą go w stronę starego kościoła na wzgórzu – i ku czemuś znacznie starszemu niż samo miasto. To gęste, halucynacyjne opowiadanie czyta się jak gotycki sen przepuszczony przez zaśnieżoną Nową Anglię. Lovecraft po raz pierwszy cytuje tu Necronomicon in extenso i ustanawia Kingsport jako jedno z kluczowych miejsc swojego mitycznego krajobrazu – obok Arkham, Innsmouth i Dunwich.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Horror i thriller |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788368914092 |
| Rozmiar pliku: | 268 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
ukazują oczom ludzkim tak, jakby istotnie było.”
– Laktancjusz.
Byłem daleko od domu, a urok wschodniego morza już mnie ogarnął. O zmierzchu słyszałem, jak bije o skały, i wiedziałem, że rozpościera się tuż za wzgórzem, gdzie powykręcane wierzby wiły się na tle jaśniejącego nieba i pierwszych gwiazd wieczoru. A ponieważ ojcowie moi wezwali mnie do starego miasta za wzgórzem, brnąłem dalej przez płytki, świeżo spadły śnieg drogą wijącą się samotnie w górę, ku miejscu, gdzie Aldebaran migotał wśród drzew; ku owemu prastaremu miastu, którego nigdy nie widziałem, lecz o którym często śniłem.
Były to święta godów zimowych, które ludzie zwą Bożym Narodzeniem, choć w głębi serc wiedzą, że są starsze niż Betlejem i Babilon, starsze niż Memfis i sam ród ludzki. Były to gody zimowe, i nareszcie dotarłem do owego pradawnego nadmorskiego miasta, gdzie mój lud niegdyś mieszkał i odprawiał święto w dawniejszych czasach, kiedy świętowanie było zakazane; gdzie nadto przykazał synom swoim obchodzić to święto raz na sto lat, by pamięć o pradawnych tajemnicach nie poszła w niepamięć. Mój ród był stary – stary już wtedy, gdy ta ziemia została osiedlona trzysta lat temu. I był on dziwny, bowiem przybył jako mroczny, skryty lud z opiumowych południowych ogrodów storczyków, i mówił innym językiem, nim wyuczył się mowy niebieskookich rybaków. A teraz rozproszył się, a łączyły go już tylko obrzędy tajemnic, których nikt żyjący zrozumieć nie potrafi. Byłem jedynym, który tamtej nocy powrócił do starego rybackiego miasta, jak nakazywała legenda, którą tylko ubodzy i samotni pamiętają.