Fiery Heart - ebook
Trzeci tom, części 1 serii „Heart”! Axel Daniels nie zna swojej przeszłości. Wie tylko, że rodzice porzucili go zaraz po narodzinach, zostawiając w domu dziecka. Jego codzienność to walka z pustką i brutalną rzeczywistością. Susan Anderson miała wszystko — pieniądze, status, władzę — dopóki tragedia nie odebrała jej wszystkiego. Gdy ich drogi się krzyżują, muszą zmierzyć się nie tylko z oprawcami, ale i z samymi sobą, walcząc o resztki godności. Książka 18 +
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Horror i thriller |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8440-071-5 |
| Rozmiar pliku: | 2,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
♖
♖
♖
♖
♖
♖
♖
♖
♖
♖
♖
♖
Dla tych
którzy stracili kogoś, i nie wiedzą, jak poradzić sobie z pustką, kiedy na każdej ulicy, w każdym kroku, szukają odbicia, które już nie istnieje. Oraz dla tych, którzy czują, że nikt ich nie rozumie. Bo nie są sami, nawet gdy samotność wkrada się do serca. Jesteśmy tu wszyscy — w tej samej ciszy, w tych samych łzach.
♖
♖
♖
♖
♖
♖
♖
♖
♖
♖
♖ ♖ ♖ ♖ ♖ ♖ ♖ ♖ ♖ ♖ ♖ ♖ ♖ ♖ ♖ ♖ ♖ ♖ ♖ ♖ ♖ ♖ ♖
𝑂𝑠𝑡𝑟𝑧𝑒ż𝑒𝑛𝑖𝑒
𝕌𝕨𝕒𝕘𝕒!
Poniższy tekst jest fikcyjny i nie ma na celu propagowania żadnych szkodliwych zachowań.
Zanim zdecydujesz się kontynuować lekturę, prosimy o zapoznanie się z poniższymi ostrzeżeniami.
Tekst, który zaraz przeczytasz, porusza bardzo trudne tematy i może wywołać silne emocje, szczególnie u osób wrażliwych na kwestie związane z przemocą, samookaleczeniem, samobójstwem oraz emocjonalnymi kryzysami.
Zawiera on opisy cierpienia wewnętrznego bohaterów, ich zmagań z własnymi demonami, a także sytuacji, które mogą być wyzwaniem psychologicznym.
Ważne ostrzeżenie:
1. Sceny samobójstwa i okaleczeń:
W tekście pojawiają się opisy samookaleczeń oraz myśli samobójczych, które są przedstawione w kontekście wewnętrznych zmagań bohaterów. To fikcyjne obrazy, które mają na celu ukazanie skomplikowanej psychologii postaci, ale nie są w żadnym przypadku rekomendacją jakichkolwiek działań. Samobójstwo i samookaleczenie nigdy nie są rozwiązaniem.
Fikcyjność:
2. Przypominamy, że wszystko, co opisane w tej książce, jest wytworem wyobraźni autora. Żadne z przedstawionych zdarzeń nie ma rzeczywistego odzwierciedlenia w życiu ani nie ma na celu gloryfikowania czy normalizowania szkodliwych zachowań. Celem jest jedynie zgłębianie emocji i przeżyć bohaterów, a nie promowanie destrukcyjnych działań.
Bezpieczeństwo emocjonalne:
3. Część z nas może przechodzić przez trudne chwile w życiu, a literatura nie powinna być powodem, by czuć się jeszcze gorzej. Zrozumienie, że fikcja jest tylko wyobrażeniem autora, a nie rzeczywistością, może pomóc w uniknięciu wpływu tej opowieści na nasze własne życie.
Wsparcie:
4. Istnieją liczne organizacje, linie pomocowe oraz terapeuci, którzy oferują wsparcie w takich sytuacjach. Nie bój się szukać pomocy — jesteś ważny, a Twoje zdrowie i bezpieczeństwo są najistotniejsze.
Pamiętaj, że nie jesteś sam/a: Nawet jeśli czujesz się osamotniony/a w swoich zmaganiach, ważne jest, by wiedzieć, że są ludzie, którzy cię wspierają. Zrozumienie, że przemoc wobec siebie lub samobójstwo nie są odpowiedzią na problemy, może być pierwszym krokiem w odzyskaniu kontroli nad własnym życiem. Zawsze możesz sięgnąć po pomoc.
Przestroga:
5. Nie wolno powtarzać żadnych przedstawionych w książce czynności! Przemoc, samookaleczenie i myśli samobójcze to poważne problemy, które wymagają profesjonalnej interwencji. W przypadku, gdy masz jakiekolwiek trudności z radzeniem sobie z emocjami przedstawionymi w książce, bardzo ważne jest, by natychmiast poszukać wsparcia. Pamiętaj, że Twoje zdrowie psychiczne ma ogromne znaczenie i masz prawo do poczucia bezpieczeństwa.
Pomoc dostępna dla Ciebie:
W Polsce możesz skontaktować się z Telefonem Zaufania dla Dzieci i Młodzieży pod numerem 116 111, dostępnym 24 godziny na dobę.
Możesz skontaktować się również z Centrum Wsparcia dla Osób w Kryzysie Psychicznym pod numerem 800 70 2222.
W wielu krajach dostępne są różne organizacje i linie wsparcia, w tym także linie anonimowej pomocy kryzysowej. Poszukaj lokalnych numerów telefonów i usług, które są dostępne w Twoim kraju.
PROLOG
Świat wydaje się głupi, pusty i pozbawiony sensu.
Po co w ogóle tu jesteśmy?
Zastanawiam się nad tym od zawsze, a to pytanie wciąż mnie dręczy — dlaczego znalazłem się właśnie w tym miejscu? Dlaczego moi rodzice mnie nie chcieli?
Byłem noworodkiem, miałem zaledwie dwa dni, a oni porzucili mnie jak psa pod budą.
Na szczęście znalazły się dobre kobiety, które się mną zaopiekowały. Ale dlaczego to zrobiły? Pewnie dlatego, że na tym polegała ich cholerna praca.
Przez nie żyję — a przecież mogłem być aniołem. Chociaż, w sumie, teraz jestem już diabłem. Bo nim się stałem.
Te kobiety szybko to dostrzegły i przestały mnie lubić.
Aż pewnego dnia na mojej drodze stanęła dziewczyna o pięknych, niebieskich oczach.
𝑅𝑜𝑧𝑑𝑧𝑖𝑎ł 1
♠ „Ż𝓎𝒸𝒾𝑒 𝒿𝒶𝓀𝑜 𝓃𝒾𝑒𝓏𝓃𝒶𝓃𝓎” ♠
„To życie należy do ciebie.
Zdecyduj, co chcesz robić i rób to dobrze.
Weź moc kochania tego, czego chcesz w życiu i kochaj to szczerze.
Weź moc chodzenia po lesie i bycia częścią natury.
Przejmij kontrolę nad własnym życiem.
Nikt inny nie może tego zrobić za ciebie. Weź moc, by uczynić swoje życie szczęśliwym.”
— Susan Polis Schutz
𝓐𝔁𝓮𝓵
Ludzie zazwyczaj żyją według pewnego ustalonego schematu. Rodzą się, dostają imię i nazwisko, rosną w ciepłych domach, otoczeni miłością rodziców i najbliższych. Dzieciństwo to czas, w którym człowiek stopniowo odkrywa świat, bawi się, uczy, a przede wszystkim czuje się bezpiecznie i kochany. Tak wyglądała rzeczywistość wielu osób, które poznałem w swoim życiu. Jednak moje życie nigdy nie przypominało tego „normalnego” scenariusza. Zamiast tego, moje dzieciństwo było zbiorem chwil pełnych niepokoju, zmiany i samotności.
Pewnie wielu z nas, patrząc na innych, czasem zazdrości tej pewności, która towarzyszy im od urodzenia. Rodzina, dom, ciepło, poczucie, że zawsze ktoś na ciebie czeka, że zawsze masz miejsce, gdzie możesz wrócić. Ja tego nie miałem. I to uczucie braku towarzyszyło mi przez całe moje życie, wyznaczając granice tego, kim byłem, kim się stałem, a także tego, jak widziałem świat.
„𝓓𝔃𝓲𝓮𝓬𝓲𝓷́𝓼𝓽𝔀𝓸 𝓫𝓮𝔃 𝓴𝓸𝓻𝔃𝓮𝓷𝓲”
Pamiętam dzień, kiedy dowiedziałem się, że moje życie zmieni się na zawsze. Miałem wtedy osiem lat. To był czas, kiedy wydawało się, że wszystko wokół mnie jest stabilne, choć w rzeczywistości tak nie było. Byłem w domu dziecka. Moje wspomnienia z tego miejsca są pełne sprzeczności. Z jednej strony nie pamiętam już za bardzo, jak to było przed tym, jak trafiłem w to miejsce. Z drugiej strony, wspomnienia o samej instytucji są jak nieostre obrazy z zamglonego okna — mgliste, niejasne, a zarazem pełne emocji, których nie potrafię do końca zrozumieć.
Moja historia nie była wyjątkowa, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Byłem jednym z wielu dzieci, które znalazły się w podobnej sytuacji. Opiekunki w ośrodku były dla nas miłe, starały się dawać nam tyle ciepła, ile mogły, ale wiedziałem, że to nie to samo, co dom. Wiedziałem, że ciepło ich słów i gestów nie jest tym, czego naprawdę potrzebowałem. Było to coś, czego nie da się zastąpić — miłość rodzica. Nawet jeśli nie znałem własnej matki czy ojca, w głębi serca zawsze czułem tęsknotę za kimś, kto by mnie kochał bezwarunkowo, kogoś, kto by mnie przytulił, wysłuchał, zrozumiał. I choć panie, które się nami opiekowały, starały się wypełnić tę lukę, nigdy nie mogły jej całkowicie zapełnić.
A potem, w jednym z tych dni, które nigdy nie zapomnę, powiedziano mi, że moja sytuacja ma się zmienić. Wkrótce będę miał nowych rodziców. „Znajdziesz się w nowej rodzinie” — te słowa padły w moich uszach jak nieprzyjemny dźwięk, który zrywał z mojego serca ostatnie resztki nadziei na jakąkolwiek stabilność. Z jednej strony czułem, że to szansa na nowe życie, na lepsze życie. Z drugiej strony — bałem się. Bo co, jeśli ci nowi rodzice nie będą tacy, jak ci, których miałem w swojej wyobraźni? Co, jeśli nie będą mnie kochać? A co jeśli nigdy nie poczuję się naprawdę „u siebie”?
„𝓞𝓫𝓲𝓮𝓽𝓷𝓲𝓬𝓪, 𝓴𝓽𝓸́𝓻𝓪 𝓷𝓲𝓮 𝔃𝓸𝓼𝓽𝓪ł𝓪 𝓼𝓹𝓮ł𝓷𝓲𝓸𝓷𝓪”
Byłem pełen sprzecznych emocji, ale przede wszystkim miałem nadzieję. Nadzieję, że to, co mi obiecano, się spełni. Nadzieję, że w końcu znajdę dom, który będę mógł nazwać swoim. A jednak, rzeczywistość okazała się inna. Po wielu miesiącach oczekiwania, po próbach adaptacji, po wysiłkach włożonych w to, by pokochać nowych opiekunów i otoczenie, okazało się, że moja nowa rodzina to kolejna rzeczywistość, która nie potrafiła mi dać tego, czego szukałem. Tak, miałem „rodziców”, ale nie byli to ludzie, którzy by mnie zrozumieli, którzy by mnie chcieli. Byłem tylko kolejnym dzieckiem w ich domu, które z różnych powodów musiało zostać przyjęte. Byłem niczym więcej niż numerem w systemie.
I znów zostałem sam. Sam wśród obcych ludzi. Czułem się tak, jakby każda próba zbliżenia się do tych, którzy teoretycznie mieli być moimi rodzicami, kończyła się niepowodzeniem. To był ciągły cykl rozczarowań, prób, które nigdy nie miały szansy na sukces.
„𝓞𝓭𝔃𝔂𝓼𝓴𝓲𝔀𝓪𝓷𝓲𝓮 𝓼𝓲𝓮𝓫𝓲𝓮”
Z biegiem lat zaczynałem rozumieć, że nigdy nie miałem prawdziwej rodziny. Moje dzieciństwo było pełne chwil, które odczuwałem w samotności. Może dlatego tak bardzo tęskniłem za czymś, czego nie mogłem mieć — za miłością, za ciepłem. A mimo to, w końcu nauczyłem się żyć z tym brakiem. Zrozumiałem, że to, co od zawsze wydawało się być podstawą mojego istnienia, nie istnieje w moim życiu. Że nie muszę być częścią tej idealnej rodziny, by czuć się pełnym człowiekiem. Miałem siebie — jedyną osobę, która była ze mną zawsze. Może to zabrzmi banalnie, ale tak naprawdę to ja sam musiałem stać się moim ojcem, moją matką, moją rodziną.
I właśnie wtedy, w jednej z tych chwil, które miały dla mnie największe znaczenie, siedziałem w ciszy, słuchając piosenki. Piosenki, która idealnie opisywała to, co czułem — samotność, tęsknotę, ale także nadzieję. Była to melodia, która oddała moją historię, moje emocje, moje życie. Czułem, że ktoś w końcu mnie rozumie. Nie musiałem już tłumaczyć się z tego, kim jestem. Ta piosenka mówiła za mnie. W końcu poczułem, że nie jestem sam — choćby tylko na chwilę.
Czasami to, co najgorsze, staje się tym, co pomaga nam odnaleźć siebie. I choć moje życie nie było proste, to nauczyłem się z niego czerpać siłę.
I tak jak wtedy, kiedy słuchałem tej piosenki, dziś czuję, że to, co przeszło, stało się częścią mnie. Częścią mojej historii, którą noszę w sobie na zawsze.
(Jestem zmęczony, bardzo… mam dość. Zamykam oczy i nagle…)
Idę doliną, gdzie zło nie jest nowiną.
Wartości w ludziach giną mimo dobroci.
Człowiek narkotyk wypoci, kurewstwa nie da rady.
Ciężar wrzuca na bary, ciężar elementem kary.
Idę doliną, gdzie młode dzieciaki opętały dragi i braki rozsądku.
Idę doliną, gdzie nie widać końca ani początku, to miejsce, w którym nikt nie jest w porządku.
Lecz ta dolina to fundament ludzkości.
Wkurwę wrogości budzi brak odpowiedzialności.
Oko za oko, ząb za ząb, to nie nowość.
Czuję się nieswojo, wszystko odbieram wrogo.
(Jestem zmęczony, bardzo… mam dość. Zamykam oczy i nagle…)
Idę doliną, gdzie zło nie jest nowiną
.Wartości w ludziach giną mimo dobroci.
Człowiek narkotyk wypoci, kurewstwa nie da rady.
Ciężar wrzuca na bary, ciężar elementem kary.
Idę doliną, gdzie młode dzieciaki opętały dragi i braki rozsądku.
Idę doliną, gdzie nie widać końca ani początku, to miejsce, w którym nikt nie jest w porządku.
— Axel, chodź, porozmawiajmy.
Usłyszałem ten głos, który zawsze niósł ze sobą pewien rodzaj ukojenia. To była Lucy, jedna z tych osób, które przez te wszystkie lata, choć nie była moimi prawdziwymi rodzicami, dawała mi poczucie, że nie jestem całkowicie sam. Jednak kiedy wypowiedziała te słowa, coś w jej tonie sprawiło, że serce zaczęło mi mocniej bić. Czułem, że coś się zmienia, coś, co na zawsze odciśnie piętno na moim życiu.
Spojrzałem na nią nieśmiało. Nauczyciele i doradcy zawsze byli dla nas mili, ale nigdy nie potrafiłem czuć się w ich towarzystwie swobodnie. Zawsze byli dla mnie kimś z zewnątrz, kimś, kto nie rozumiał prawdziwego bólu, który nosiłem w sobie.
— O co tu chodzi? — zapytałem, podchodząc i siadając naprzeciw niej.
Jej oczy, pełne troski, spoglądały na mnie przez chwilę. Na jej twarzy malował się smutek, ale także coś, czego nie potrafiłem odczytać. Coś, co sprawiło, że poczułem niepokój.
— Wiesz, musimy się pożegnać — powiedziała. Moje serce zamarło.
Te słowa, choć proste, były jak cios w żołądek. Oczy zaczęły mi łzawić, a myśli krążyły w jednym, nierozwiązywalnym węzle. „Dlaczego Lucy nas opuściła? Co z nami będzie? Co stanie się teraz?” — pytania mnożyły się w mojej głowie, ale nie znalazłem na nie odpowiedzi.
— Dlaczego? — zapytałem, a w moim głosie wyczuwałem coś, czego nie chciałem ujawniać. Bezsilność. Złość. Smutek. Łzy zaczęły niepostrzeżenie płynąć po moich policzkach.
Lucy spojrzała na mnie z żalem.
— Mój drogi, zawsze znajdzie się ktoś, kto odejdzie na emeryturę, a ja już mam taką możliwość — odpowiedziała. Jej słowa brzmiały jak wyrok, choć starała się mówić to w sposób łagodny. W jej oczach dostrzegłem smutek, który odbijał się od mojego własnego. Żadne słowa nie mogły zniwelować tego, co się działo w moim sercu.
Patrzyłem na nią jak na kogoś, kto właśnie wymazał mnie z mapy swojego życia. Wiedziałem, że jej serce łamało się, tak samo jak moje, ale to wcale nie sprawiało, że było mi łatwiej.
— A kto się nami zaopiekuje? — zapytałem cicho, choć czułem, że odpowiedź nie jest wcale tak prosta. Lucy pogłaskała mnie po głowie. Czułem, jak jej dłoń delikatnie przesuwa się przez moje włosy. Uwielbiałem, gdy to robiła. To mnie uspokajało. Choć może nigdy nie przyznałbym się do tego na głos, to jej gesty były dla mnie jednym z niewielu rzeczy, które dawały poczucie, że nie jestem zupełnie sam na tym świecie.
— Nowa pani przyjdzie i jutro się z nią spotkasz — powiedziała, a ja wciąż nie potrafiłem zrozumieć, co tak naprawdę miało się wydarzyć.
Uściskałem ją, czując jak ciepło jej dłoni rozgrzewa moje serce. To było dziwne uczucie — z jednej strony wiedziałem, że jej obecność zaraz zniknie, a z drugiej czułem, że pozostaje w moich wspomnieniach, jak cień, który nigdy nie zniknie.
— Proszę pani — usłyszeliśmy. Spojrzeliśmy w stronę drzwi.
Stała tam nowa kobieta. Wzrok jej był surowy, jakby wciąż nie rozumiała, gdzie się znalazła. Obok niej stał chłopiec. Patrzył na mnie z niepokojem, a jego oczy pełne były łez. Jego dłonie były poranione. Czułem, że coś nas łączy. Jego smutek przypomniał mi mój własny.
— Lucy, nowy chłopiec tu będzie — powiedziała ta kobieta, wskazując na chłopca.
Lucy podeszła do niego, na jej twarzy pojawił się delikatny, ale wymuszony uśmiech. Zawsze starała się być miła, starała się dodawać otuchy wszystkim wokół. A ja… ja nie potrafiłem się otworzyć na tego chłopca. Bałem się, że niczego nie rozumie, że moje problemy mogą stać się jego problemami.
— Jak ci na imię? — zapytała.
Chłopak spojrzał na nią przez chwilę, potem na mnie. Miałem wrażenie, że to coś, co go paraliżowało. To było dziwne uczucie — jakbym sam był w tym samym miejscu, w którym on teraz stał.
— Thomas — wyszeptał. Jego głos był cichy, jakby bał się wyrazić więcej. Na jego dłoniach widać było ślady trudnych przeżyć. Miałem wrażenie, że widzę w nim kawałek siebie, kawałek mojej historii.
Lucy spojrzała na mnie, a potem na niego.
— Axel, pokaż proszę Thomasowi wasz pokój — poprosiła, a ja skinąłem głową i ruszyłem w stronę drzwi. Thomas szedł za mną. Choć miałem tylko osiem lat, czułem, że w tej chwili rozumiem więcej niż niejedna dorosła osoba. Rozumiałem, co oznacza lęk. Co oznacza bycie na zawsze obcym w nowym miejscu.
Gdy dotarliśmy do pokoju, otworzyłem drzwi i przepuściłem go pierwszy. Spojrzał na mnie, jakby próbował ocenić, kim jestem, co mam w sobie. To było dziwne. W jego oczach dostrzegłem coś, czego sam nie potrafiłem zrozumieć — była tam walka. Walka o to, by zrozumieć, by poczuć się bezpiecznie.
— To tam masz łóżko — powiedziałem cicho. On tylko mruknął, po czym usiadł przy oknie. Patrzył na nie w milczeniu, jakby szukał odpowiedzi na pytania, których sam nie potrafiłem sobie zadać.
— Opowiesz mi coś o sobie? — zapytałem, chociaż miałem przeczucie, że to pytanie zostanie bez odpowiedzi. Thomas spojrzał na mnie, ale milczał. Z jego oczu biła troska i ból, których nie potrafiłem zignorować.
— Nie — odpowiedział cicho, zaciskając pięści. Uszanowałem to. Znałem ten ból. Znałem ten lęk przed otwarciem się na innych.
Cisza w pokoju była nieprzyjemna, ale nie potrafiłem nic powiedzieć. Wiedziałem, co to znaczy być na jego miejscu. Ludzie pytali mnie, dlaczego tu jestem, a ja zawsze tylko mruczałem pod nosem, żeby mnie zostawili w spokoju.
— Jutro pani Lucy już nie będzie — powiedziałem nagle. Thomas spojrzał na mnie zaskoczony.
— Dlaczego? — zapytał, a w jego oczach pojawił się błysk zdziwienia.
— Mówiła, że odchodzi na emeryturę i będzie tutaj ktoś inny — odpowiedziałem. Thomas tylko przełknął ślinę, jakby chciał coś powiedzieć, ale zabrakło mu słów.
— Będziesz tu cały czas? — zapytałem.
— Chyba tak — odpowiedział, a jego głos brzmiał tak, jakby nie był pewny swoich słów. Wstałem i usiadłem na łóżku.
— Będziemy razem tutaj — oznajmiłem, a jego usta lekko się uniosły. Może się ucieszył? Chyba tak. Może to był pierwszy krok ku temu, by poczuć się choć odrobinę mniej samotnym.
Trzydzieści minut później…
Cisza zapadała w pomieszczeniu. Zwykle był to moment, w którym pani Lucy na chwilę odpoczywała od swoich obowiązków i pozwalała nam cieszyć się posiłkiem w ciszy. Ale dzisiaj było inaczej. Coś w powietrzu czułem, coś, czego nie potrafiłem jeszcze zrozumieć.
— Kolacja! — usłyszeliśmy jej głos z kuchni, który przerwał milczenie. Słowo „kolacja” było jak dźwięk wybijającego zegara, przypomnienie o rutynie, która nie miała końca. Mimo to poczułem, jak moje serce bije mocniej. Nie miałem pojęcia, dlaczego tak się czułem, ale czułem, że zmiany nadchodzą, że coś się zmienia na zawsze.
— Chodź — powiedziałem do Thomasa. Mój głos był cichy, jakby moje słowa mogły przerwać kruchą atmosferę, która zawisła w powietrzu. Thomas spojrzał na mnie, jego oczy były zmęczone, jakby sen nie dał mu odpocząć. Z trudem podniósł się z łóżka, a potem poszedł za mną do jadalni.
Kiedy weszliśmy do pokoju, zobaczyliśmy już na stole miski z gorącą zupą. Zapach unoszący się z potrawy był znajomy i pocieszający, mimo że coś w nim wydawało się teraz zbyt intensywne, zbyt przytłaczające. Czułem, jak ciepło zupy powoli rozlewa się po moich dłoniach, ale nie potrafiłem skupić się na smaku. Coś mnie rozpraszało.
Pani Lucy zdjęła fartuszek w kratkę i spojrzała na nas. Z jej twarzy dało się wyczytać zmęczenie, ale także coś, czego nie potrafiłem nazwać. Przed nami zawsze była pełna życia, z uśmiechem na ustach, ale dzisiaj jej wzrok był inny. Był pusty, jakby cierpiała przez nas.
— Thomas — zaczęła nagle, wyrywając mnie z moich myśli. Jej głos był nieco szorstki, ale nie wyobrażałem sobie, że w tym momencie może być coś złego.
— Tak, proszę pani? — odpowiedział chłopak, wyraźnie zdziwiony. Podniósł łyżkę z zupy, ale nie zaczął jeść.
— Zapewne Axel już ci powiedział, że odchodzę, prawda? — zapytała, a jej spojrzenie było pełne oczekiwania. Chłopak skinął głową, ale nie powiedział nic. Ja również milczałem, choć w mojej głowie kłębiły się pytania.
— Tak — odpowiedział Thomas po chwili i podniósł łyżkę, jakby próbował znaleźć poczucie normalności w tym dziwnym momencie.
— Mam nadzieję, że pani Claudia będzie dobra dla was — dodała, a jej słowa były bardziej stwierdzeniem niż życzeniem. Ja zmarszczyłem brwi. Dla mnie to brzmiało jak próba zatuszowania niepokoju, który wkrótce wybuchnie. W duchu pomyślałem: Jędza i nic więcej. Wtedy poczułem, że coś w tej rozmowie nie jest w porządku.
Pani Lucy odsunęła się od stołu, jakby chciała zakończyć temat. Jej gesty były szybkie, mechaniczne, jakby przygotowywała się do wyjścia. Jej ciało unosiło się w powietrzu, nie patrząc na nikogo. Słyszałem, jak odchodzi w stronę drzwi, a potem zniknęła.
— Zajadajcie, a potem pobawcie się i idźcie spać — powiedziała jeszcze na odchodne. Głos pani Lucy zabrzmiał teraz jeszcze bardziej obco, jakby w nim nie było już tej samej ciepłej troski, którą znałem przez te wszystkie miesiące.
Spojrzałem na Thomasa, ale on był całkowicie pochłonięty jedzeniem. Jego oczy były zamglone, jakby nie chciał niczego widzieć. Nie wiedziałem, co myśleć. Coś było nie tak. Zbyt dużo zmian wkrótce miało nastąpić, a my nie byliśmy gotowi.
Zgarnąłem resztę zupy do ust, choć nie czułem jej smaku. W mojej głowie kłębiły się myśli. Czy naprawdę chodziło tylko o panią Lucy? A może ta Claudia, którą mieliśmy poznać, miała przyjść z zupełnie innymi zamiarami?
Dwadzieścia minut później…
Po kolacji wróciłem do pokoju z Thomasem. Dzisiaj nie czułem radości z jego towarzystwa, jak wcześniej. Było to dziwne. Zwykle była we mnie jakaś energia, chociaż na pewno nie było łatwo. Jego życie nie było łatwe, tak samo jak moje. Zawsze starałem się dostrzegać w nim coś więcej, coś, co mogło mu pomóc. Może to przez to, że obaj mieliśmy w życiu podobne problemy.
Wziąłem do ręki dziennik i zacząłem pisać. Czułem, że muszę to zrobić, muszę zrzucić z siebie to wszystko, co się ze mną dzieje. Było to jedyne miejsce, gdzie mogłem być szczery. Gdzie nie musiałem udawać, że wszystko jest w porządku.
„Drogi dzienniku, dzisiaj mam złą wiadomość. Pani Lucy już nie będzie. Jutro przyjdzie pani Claudia. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej.”
Zakończyłem zdanie, czując, że coś w moich słowach brzmi bardziej jak modlitwa niż zwykła konstatacja. Odłożyłem dziennik na bok, ale nie potrafiłem oderwać myśli od tych słów. Zamyśliłem się przez chwilę, a potem spojrzałem na Thomasa.
— Co robisz? — zapytał cicho, nie podnosząc wzroku. Jego głos był cichy, jakby też miał jakieś ciężary na sercu.
Zmierzyłem go spojrzeniem. Chciałem powiedzieć, że to nic, ale wiedziałem, że to nie jest prawda.
— Piszę dziennik — odpowiedziałem, chociaż wiedziałem, że to nie wystarczy. On nie rozumiał.
Thomas popatrzył na mnie przez chwilę, jakby próbował pojąć, o co mi chodzi. Po chwili położył się na łóżku, z oczami zamkniętymi, jakby już nie chciał niczego więcej słyszeć. Nie wiedziałem, co o tym myśleć. Może to dlatego, że obaj byliśmy za bardzo przytłoczeni naszymi emocjami, by rozmawiać o tym na głos. Ale miałem nadzieję, że kiedyś zrozumie.
Pewnie nie był to najlepszy moment, ale jedno było pewne — jutro będzie inne. Na pewno nie będzie takie, jak się zapowiadało.
𝓚𝓸𝓵𝓮𝓳𝓷𝔂 𝓭𝔃𝓲𝓮ń…
Zawsze, gdy budziłem się rano, w pokoju czuć było zapach śniadania. Było to uczucie komfortu, jakby codzienność miała miejsce w świecie, który znałem, w którym nie było zaskoczeń, nie było niepokoju. Dziś jednak coś było nie tak. Zamiast ciepłej, przyjemnej woni unoszącej się z kuchni, powietrze wypełniał odór spalenizny. Był to ostry, nieprzyjemny zapach, który wdarł się do mojego nosa, od razu wywołując u mnie niepokój. Mocno zaciągnąłem się powietrzem, próbując odczytać, co się działo, ale to nie była zwykła przypalenizna, jakich wiele zdarzało się w kuchni. To było coś gorszego, coś, co budziło we mnie niepokój. Przerażenie. I to nie było jedynie zapachem, to coś, co czaiło się w powietrzu, jak nieznane zagrożenie.
Rozejrzałem się po pokoju. Wszystko było na swoim miejscu, ale nie czułem się spokojny. Thomas jeszcze spał. Jego oddech był nierówny, jakby śnił coś złego, coś, co sprawiało, że nie mógł odpocząć. Jego ciało było spięte, a twarz zaciśnięta w grymasie. Zaczynałem się martwić.
Podszedłem do niego, lekko potrząsając jego ramieniem.
— Wstawaj — powiedziałem cicho, choć sam byłem zaniepokojony. Coś w tym wszystkim było nie tak. To czułem. Chciałem wierzyć, że to tylko zwykłe przypuszczenie, ale mój instynkt podpowiadał mi, że nie jest to zwykła rutyna.
— Nie — mruknął, nie otwierając oczu. Jego głos był stłumiony, jakby znajdował się w jakiejś odległej rzeczywistości. Chciałem go obudzić, ale nie mogłem pozbyć się wrażenia, że czuł to samo, co ja, choć nie mówił o tym głośno.
— Thomas, wstawaj, bo coś się pali! — krzyknąłem, teraz już bardziej stanowczo, czując, jak strach zaczyna paraliżować moje myśli. Strach, który na chwilę zagłuszył zdrowy rozsądek, a jedynym, co mogłem zrobić, było działać.
Thomas wreszcie otworzył oczy, zmrużone, jakby nie do końca wierzył w to, co mówię. Jego wzrok był zamglony, jakby przez chwilę nie rozumiał, co się dzieje, jakby był jeszcze w innym świecie.
— Co się pali? — zapytał, wciąż zaspany, ale jego głos, choć cichy, stał się bardziej wyrazisty, jakby dostrzegał we mnie coś, czego wcześniej nie zauważył. Moje serce zabiło szybciej. Strach nie opuszczał mnie ani na moment.
— Nie czujesz? — odpowiedziałem cicho, przerażony, próbując nie brzmieć na tyle panikująco, by Thomas poczuł się jeszcze gorzej. Mimo wszystko musiałem wyjść. Musiałem sprawdzić, co się dzieje. Wybiegłem z pokoju, nie czekając na jego odpowiedź, i przyłożyłem ucho do drzwi.
Z kuchni dochodziło coś, co brzmiało jak… mruczenie? To było dziwne. Mieszanka jakiejś nieznanej pieśni i dziwnych dźwięków, jakby ktoś próbował zaśpiewać coś w sposób, który nie był do końca ludzki. A potem… muzyka. Zaczęła do mnie dochodzić w słabej, stłumionej formie, ale nie była to zwykła melodia. Czułem, jak moje serce bije szybciej, bo coś w tym dźwięku było niepokojącego, coś, co wzmagało moje poczucie zagrożenia.
— Co to za mruczenie? — zapytał Thomas, wstając z łóżka i podchodząc do drzwi. Jego głos brzmiał bardziej poważnie, jakby nie tylko mnie zauważył, ale i on poczuł ten sam niepokój.
— To… ona śpiewa — odpowiedziałem, choć nie byłem pewny, czy to w ogóle była muzyka. Głos brzmiał dziwnie, jakby nie należał do żadnego człowieka, jakby płynął z innego wymiaru. Ale nie mogłem tego wykluczyć. Zatrzymaliśmy się na chwilę, nasłuchując. Dźwięk stawał się coraz bardziej wyraźny. Wtedy usłyszałem słowa. Znałem je, choć nie chciałem ich słyszeć. Brzmiały jak strzały w ciemności, jakby miały nas pochłonąć.
„Jak anioła głos, usłyszałem ją, Powiedziała patrz, tak to On, Na rozstaju dróg, stoi dobry Bóg, On wskaże Ci drogę.”
„Już pod koniec dnia, widzę obraz Twój, Widzę dłonie, czuję serce, to ideał mój.”
Te słowa nie brzmiały jak zwykła pieśń. Brzmiały jak coś, co miało w sobie moc, coś, co mogło przekroczyć granice rzeczywistości. Słowa te były pełne tajemnicy i grozy, jakby za każdą nutą czaiło się coś nieuchwytnego, coś, czego nie da się opisać, ale co czujesz, gdy je słyszysz.
Cisza. Ale ta cisza była zbyt gęsta, by była spokojna. Z każdą sekundą wzbierał we mnie strach, który zaczął przenikać przez moją skórę, jakby to nie był zwykły lęk, a zapowiedź czegoś, czego nie chcę poznać.
I wtedy usłyszeliśmy głośny, wściekły dźwięk dzwonka. Był jak uderzenie pioruna, rozrywające powietrze, pełne mocy i przerażenia. Dzwonek wydzierał się z głębi tej ciszy, przywodząc na myśl odgłos nadchodzącego kataklizmu.
— WSZYSCY DO MNIE! — usłyszeliśmy ten przeraźliwy głos. Jego echo uderzyło w nasze serca, powodując, że cała krew odpłynęła mi z twarzy. To nie był zwykły rozkaz. To było wezwanie, które wypełniało nas strachem, jakby miało rozbić naszą rzeczywistość na kawałki. Wysokie tony jej głosu przeszyły mnie na wskroś. Wydawało mi się, że widzę błysk w jej oczach, coś, co nie było ludzkie, a raczej… nieludzkie.
— Axel — szepnął Thomas. Jego głos był cichy, ale w jego oczach dostrzegłem strach, którego nie dało się ukryć. Chciałem go uspokoić, ale nie byłem w stanie.
Spojrzałem na niego. Zauważyłem, że drży. I to nie był tylko strach przed nieznanym. To była panika. Zaczynałem rozumieć, że myślał o tym samym, co ja.
— Nie bój się — odpowiedziałem, choć sam czułem, jak w moim żołądku rośnie napięcie, jakby w każdej chwili miało wybuchnąć coś, co na zawsze zmieni nasze życie. Chciałem go uspokoić, ale nie wiedziałem, jak. Zanim zdążyłem dodać coś więcej, otworzyłem drzwi.
Na korytarzu stała ona. Nasza nowa opiekunka. Pani Claudia.
I w tej chwili zrozumiałem, że to, co czuję, nie jest zwykłym strachem. To był strach przed tym, co ma nadejść.
— No nareszcie! — krzyknęła, a jej głos był niczym dźwięk kamieni spadających w pustkę. Zatrzęsłem się, chociaż próbowałem tego nie pokazać. Czułem się jakbyśmy stali na krawędzi, nie wiedząc, co czeka nas po drugiej stronie. I wtedy moje serce zatrzymało się na moment. Na stole stał spalony ryż. Nic, co można by było nazwać jedzeniem.
— To jest spalone — powiedziałem, nie potrafiąc powstrzymać się od wyrażenia złości.
Pani Claudia patrzyła na mnie przez chwilę, a jej twarz zmieniła się w maskę wściekłości. Jej usta wykrzywiły się w cienką linię, a spojrzenie stało się zimne i twarde jak stal. Zanim zdążyłem zrobić krok w tył, jej ręka uderzyła w stół, sprawiając, że resztki ryżu posypały się na podłogę, jakby miały mnie ukarać za sam fakt, że wypowiedziałem te słowa.
— Co powiedziałeś? — zapytała, a jej głos był twardy jak lód, a zarazem pełen gniewu. Zbliżyła się do mnie, a w jej oczach dostrzegłem coś, czego nie potrafiłem zrozumieć, ale co na pewno zwiastowało nadchodzące kłopoty.
Nie zdążyłem odpowiedzieć. Pani Claudia złapała mnie za ramiona, jej palce wbiły się w moją skórę, a ja poczułem, jakbym stawał się coraz mniejszy. Wyrwałem się z jej uchwytu, ale nie byłem w stanie wydobyć z siebie żadnych słów. Moje serce biło jak szalone, a strach zaczął paraliżować moje ciało.
— Ty gówniarzu, myślisz, że możesz oceniać, co ja tu gotuję? — jej głos był głośny, a słowa cięły powietrze, jakby były bronią. Jej twarz zbliżyła się do mojej, a ja poczułem oddech pełen gniewu i złości.
— P-Przepraszam — wydusiłem z siebie, choć nie czułem, że to będzie miało jakiekolwiek znaczenie. Chciałem uciec, chciałem po prostu zniknąć, ale coś w moim wnętrzu mówiło mi, że to nie będzie takie proste. To nie był tylko strach przed karą. To było coś, co wydawało się nieuniknione.
Claudia spojrzała na mnie przez chwilę, jakby czekając na moją odpowiedź, ale widziałem, że nie oczekiwała przebaczenia. Była zbyt pewna siebie, zbyt przekonana o swojej władzy nad nami.
— Przepraszam? — powtórzyła, a jej usta wykrzywiły się w szyderczym uśmiechu. — To się nie będzie liczyło. Wiesz, co ci zrobię?
Zanim zdążyłem zareagować, jej ręka ponownie uniosła się w moją stronę. Czułem, jak wszystko wokół mnie zaczyna się kręcić, jakby świat zatrzymał się w martwym punkcie.
Zrozumiałem, że sytuacja wymyka się spod kontroli, i że nie będę w stanie tego tak po prostu przejść. Czułem, jak moja własna siła woli zaczyna słabnąć pod naporem tego, co się działo. Moje ciało stało się ciężkie, a myśli coraz bardziej mętne.
Poczułem, jak jej dłoń zaciska się na moim ramieniu i w jednej chwili wyrzuca mnie na twardą podłogę. Upadłem z impetem, czując, jak ból przeszywa całe moje ciało. Plecy zderzyły się z twardą powierzchnią, a łzy momentalnie zaszły mi w oczach.
Byłem kompletnie bezsilny — jakby każda część mojego ciała, moje serce, umysł, wszystko to, co do tej pory mnie trzymało, właśnie pękło. Nie wiedziałem, co dalej. Ból nie ustępował, a ja nie miałem sił, by się podnieść. To było jak pułapka, z której nie mogłem uciec. Czułem się, jakby wszystko dookoła mnie wkrótce się zawaliło, a jedyną rzeczą, która mi pozostała, było to uczucie totalnej beznadziei.𝑅𝑜𝑧𝑑𝑧𝑖𝑎ł 2
♠ „𝒯𝒶𝓁𝒾𝒶 𝓀𝒶𝓇𝓉” ♠
„Następnym razem, gdy zobaczysz kogoś i pomyślisz, że to tylko alkoholik lub narkoman, zatrzymaj się.
Po prostu rozważ okazanie odrobiny współczucia i szacunku.
To byłoby moje ostatnie przesłanie.”
— Victoria Mary Clarke, wdowa po Shane MacGowan
𝓢𝓾𝓼𝓪𝓷
Czasami zastanawiam się, po co mam taką rodzinę, dlaczego nie inną. Odpowiedź jest prosta — rodziny się nie wybiera. Ale czasem wolałabym mieć wybór. Wolałabym żyć w innej rzeczywistości, w której ludzie potrafią mnie zrozumieć, w której nie jestem tylko dodatkiem do idealnego obrazu, którym chcą się chwalić. Czasami czułam, jakby moje życie było jak obrazek na ścianie — piękny, ale pusty w środku.
Mój dom to w zasadzie pałac, pełen marmurów i kryształowych żyrandoli, a jednak najbardziej odczuwalnym dźwiękiem była cisza. Czasami aż bolała. Kiedy dorastałam, wszyscy wokół mnie uczyli mnie, że życie to jedno wielkie przedstawienie.
I choć potrafiłam udawać jak najlepiej, w głębi serca marzyłam o prawdziwej więzi. O prawdziwej rodzinie.
Nie pamiętam już, kiedy ostatni raz poczułam się kochana, doceniana. A może nigdy tego nie czułam? Moje myśli zawsze krążyły wokół tej samotności, którą nie dało się zamaskować żadną z tych sukienek, które tak skrupulatnie dobierała mi matka, ani żadnymi bankietami, które były pełne ludzi, ale w których nikt mnie nie widział. Wciąż myślałam o tym, że jestem tylko lalką, ozdobą do stołu, której nikt naprawdę nie dostrzega.
Amber, moja siostra, była moją jedyną nadzieją. Choć miała swoje problemy, rozumiała mnie jak nikt inny. Od zawsze była dla mnie podporą. Często uciekałyśmy razem, w te chwile, kiedy udawaliśmy, że wszystko jest w porządku, choć świat wokół nas dawno się rozpadł.
Rodzice byli zbyt zajęci swoimi interesami, ich prawdziwymi pasjami, aby zauważyć, że ich córki naprawdę się potrzebują. I nie chodziło tu tylko o to, że byli bogaci, że posiadali wszystko, czego pragnęli. Ich życie było pełne iluzji, w których my, dzieci, byłyśmy tylko dodatkiem. Czułam, że nie jestem nikomu potrzebna. Ani ojcu, ani matce. Ani tej całej ferajnie ludzi, którzy wchodzili i wychodzili z naszego życia, jak postacie w sztuce.
Ale wtedy, w jednym z najciemniejszych dni, coś się zmieniło. Moje życie miało się obrócić o 180 stopni.
𝓟𝓻𝔃𝓮ł𝓸𝓶𝓸𝔀𝓪 𝓒𝓱𝔀𝓲𝓵𝓪
Tamtego dnia była zwykła kolacja, a jednak atmosfera w domu była dziwnie napięta.
Czułam, jakby coś się zbliżało, ale nie potrafiłam tego nazwać. Miałam ochotę uciec, zapomnieć o wszystkim, zniknąć w tłumie, w którym nikt by mnie nie widział. Ale nie mogłam. Musiałam stawić czoła tej rzeczywistości. Tylko że rzeczywistość, w której żyłam, nie była żadną rzeczywistością. To była fikcja.
— Susan, idź do swojego pokoju — powiedziała matka, a jej ton był jak zwykle pełen ironii i niechęci. Z każdą chwilą coraz bardziej denerwowała mnie jej bezduszność. Jako dziecko chciałam w końcu poczuć, że mam wartość, że w końcu ktoś mnie zauważy.
— Dlaczego? — zapytałam, mając nadzieję, że może tym razem coś się zmieni.
— Bo przychodzi Linda. — odpowiedziała matka, a mnie znowu zalała fala irytacji. Co mnie obchodzi jej przyjaciółka? Dla mnie była tylko kolejną osobą, która wchodziła do naszego domu, udając, że wszystko jest w porządku, że żyjemy w świecie pełnym blasku, gdzie szczęście jest na wyciągnięcie ręki.
Chciałam zostać. Miałam dość tego udawanego świata, tych pustych uśmiechów, z którymi wszyscy się spotykali. Chciałam pokazać, że nie jestem tylko biernym elementem tej całej sztucznej rzeczywistości. I wtedy stało się coś, czego się nie spodziewałam. Wstałam i poszłam w stronę Lindy.
— Susan, miło mi. — powiedziała Linda, ale jej zdziwiony wzrok mówił wszystko. Matka tylko spaliła się ze wstydu. A ja poczułam coś, czego nie doświadczyłam od lat — satysfakcję.
— To ty masz córkę? — zapytała Linda. W tym momencie poczułam, jakby ktoś wyciągnął mi kamień z serca. Moje życie nie jest jej teatrem. I po raz pierwszy w życiu poczułam, że mam coś do powiedzenia.
— I to już 8 lat — odpowiedziałam z ironicznym uśmiechem, patrząc na matkę, której twarz stała się blada. Moje słowa wybrzmiały głośno w tym pustym domu, a ja poczułam, jakby w końcu ktoś naprawdę usłyszał mój głos.
𝓤𝓬𝓲𝓮𝓬𝔃𝓴𝓪 𝔀 𝓜𝓾𝔃𝔂𝓴𝓮̨
Po tej wymianie słów zamknęłam się w swoim pokoju, ale nie czułam się już samotna. Choć wiedziałam, że za chwilę zapłacę za to, co zrobiłam, teraz czułam, jakby we mnie zrodziła się jakaś siła. Siła, która miała w końcu wyzwolić mnie z tego więzienia, w którym spędziłam całe życie.
Mój pokój stał się moją twierdzą, miejscem, w którym mogłam przynajmniej przez chwilę być sobą. Tam nie było matki, nie było tego fałszywego świata, który stawiał mnie na piedestale, ale nigdy nie dawał mi prawdziwego szczęścia.
Wzięłam telefon i zadzwoniłam do Amber. To była moja siostra. Zawsze mogłam na nią liczyć.
— Halo? — usłyszałam jej głos, a serce na moment zabiło mi szybciej.
— Hej, co robisz? — zapytałam.
— Jadę autem, młoda. — odpowiedziała, a ja poczułam ulgę. Wiedziałam, że ona jest blisko, nawet jeśli odległość dzieliła nas fizycznie.
— Tęsknię, siostro… — wyszeptałam, a ona zaśmiała się przez telefon.
— Jak tęsknisz, to włącz sobie naszą piosenkę. — odpowiedziała, a ja poczułam, jak łzy cisną się do oczu. To była nasza piosenka. Piosenka, którą zawsze słuchałyśmy, kiedy było nam źle, kiedy świat wydawał się nie do zniesienia.
— Już to robię… — odpowiedziałam, włączając ją. Zanim zdążyłam się zorientować, muzyka wypełniła przestrzeń, a moje serce zaczęło bić w rytm tych słów, które mówiły mi wszystko to, czego nie potrafiłam wyrazić.
I choć wciąż byłam w tej samotnej rzeczywistości, w której wszystko wydawało się nieprawdziwe, poczułam w tym momencie, że mam coś, co naprawdę jest moje — wspomnienie, które łączyło mnie z Amber, coś, co dawało mi siłę. Czułam się w tej chwili silniejsza, gotowa stawić czoła światu.
That’s true, that’s right (Uzi)
She sippin’ Moet, and yeah I swear it get her wetter
My Louboutins new, so my bottoms, they is redder
No I’m not a rat, but I’m all about my cheddar
Just talked to your homie, she said we should be together
Gave me brain, was so insane that I made her my header
If she ever call my phone you know I gotta dead her
But I like that girl too much, I wish I never met her
Now you beggin’ this a doozy
But beggars cannot be choosy
Been the queen for eight summers
Just tell them to call me Suzy
This that Nicki, this that Uzi
This Hennessy got me woozy
Broke the internet in 5411's and some Gucci
The blue ribbons eatin’ sushi
It’s that real good coochie
This that wet as Chattahoochee
Fuck all y’all like a hoochie
Givin’ them bars since the teens
I ain’t goin’ back to juvie
I am Nicki Yamaguchi
„Cause I skate with the ice
I don’t say what’s the price
Lookin’ like it’s a heist
I been winnin’ all my life
On a roll, it’s a dice
Since that Itty Bitty Piggy
Rep my city like committees
If you fucked it up with Nicki
You feel pretty fuckin’ shitty (uh)
Anyway, I’m stoppin’ bags like the TSA
Listen up you little bitches, it’s a PSA
I’m still shadin’ all these niggas, yeah the DITA way
You gotta pay me flat bread, yeah the pita way
(Woo, woo, woo, woo)
I know you’re sad and tired (yeah)
You’ve got nothin’ left to give (yeah)
You’ll find another life to live (yeah)
I know that you’ll get over it (yeah)
Dwie godziny później…
Zasnęłam w ciszy, z którą nie potrafiłam się pogodzić. Pokochałam ten moment, kiedy wszystko wokół mnie zatrzymywało się na chwilę — nieważne, jak brutalny był świat za oknem. W tych spokojnych sekundach czułam się bezpieczna, w pełni sobą. Ale wszystko to zniknęło, gdy obudził mnie głośny huk, niczym pęknięcie w moim sercu. Było to tak gwałtowne, że nie mogłam rozpoznać, czy to moje serce biło w szaleńczym rytmie, czy to otaczająca mnie rzeczywistość nagle rozsypała się w kawałki.
Wstałam niepewnie, słysząc odgłos łamiącego się szkła, który wypełniał moje uszy. Pochyliłam się, przymknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam, ujrzałam drzwi wyleciałe z futryn, a resztki szkła rozpryskujące się po podłodze jak drobne kawałki moich myśli, które nie miały już sensu. Oddech stawał się ciężki, jakby ciążące powietrze miało mnie przygnieść. Zatrzymałam się. Czułam, jak serce wali mi w piersi, nie mogąc zrozumieć, co się dzieje.
Spojrzałam w oczy ojca. Jego wzrok był pusto-zimny, jakby od dawna stracił jakąkolwiek zdolność widzenia mnie taką, jaką byłam. Był zmęczony, wkurzony, ale… nie rozpoznałam w tym żadnej miłości. Ani czułości. W jego oczach nie było niczego, co mogłabym rozpoznać. Tylko pustka. Tylko mrok.
„Zginę, zginę jako 8-letnia Susana…”, myślałam, patrząc na niego. Serce mi zamarło, gdy poczułam, że w tej chwili żadne słowa nie miały już sensu. Żadne słowa nie miały znaczenia. Bo życie, które znałam, właśnie zaczęło się rozsypywać na kawałki.
— Tato? — zapytałam cicho, jakby moje pytanie mogło cokolwiek zmienić. Tak jakbym miała moc naprawić tę chwilę jednym słowem. Nic się nie zmieniło. Odpowiedzią była cisza. Tylko jeszcze bardziej przytłaczająca, mroczna.
Nie potrafiłam znieść tej pustki, która zalewała moje myśli. Bezradność obezwładniała moje ciało. Co się stało? Co się działo? Czułam, jak moja dusza, moje serce zaczynają szukać ucieczki, ale nie mogłam znaleźć żadnej drogi. W głowie miałam tylko jedno: Muszę uciekać.
Poczułam, jakby to był jedyny ratunek — ucieczka. Ucieczka od tych oczu, od tej pustki, od rodziny, która nie była już moją rodziną. Spojrzałam w kierunku balkonowych drzwi, czując, że każda sekunda to zbyt długo. Moje nogi były jak ołów, ale nie miałam innego wyboru. Może basen mnie uratuje. Może jeśli spadnę, woda mnie złapie. Ale nie, to było tylko kolejne złudzenie. Przypadkowy upadek. Będę musiała znów wrócić do rzeczywistości. Znowu stanę w lustrze i zobaczę siebie — Susan, prymuskę, dziewczynę, która nigdy nie może się zatrzymać. Nigdy nie może wyjść poza granice.
— Ojcze… — powiedziałam znowu, nie wiedząc, co jeszcze mogłabym zrobić, aby przerwać to milczenie.
Ale on nie odpowiedział. Jego milczenie miało w sobie coś mrocznego. Byłam w jego cieniu, nie rozumiałam, co się dzieje, co tak naprawdę czuje. To wszystko było za trudne do ogarnięcia.
Kiedy nagle matka podeszła do niego, trzymając w rękach butelkę wina, poczułam jeszcze większy strach. To było coś, czego nie rozumiałam. Ona nigdy nie piła więcej niż do obiadu. Zawsze była opanowana, elegancka, kontrolowała wszystko w domu, choć nikt nie wiedział, jak bardzo była wyczerpana. Ale teraz to wszystko zniknęło. Była tylko cieniem samej siebie.
Podniosła wzrok. W jej oczach malował się strach, który nigdy wcześniej nie widziałam. Ale nie wiem, co oznaczał. Strach przed czym? Strach przed tym, co miało nadejść? Strach przed prawdą? To wszystko wymykało się moim rękom.
Spojrzałam na telefon, serce biło mi mocniej, a dłonie drżały. Wzięłam go spod materaca. Na ekranie widniała wiadomość od Amber — wysłana dwie godziny temu. Wysyłała mi link do piosenki. Tylko piosenka. Miałam wrażenie, że nie chcę jej otwierać. Coś w tej chwili wydawało się nienaturalne.
Kliknęłam na ekran. Otworzyłam link. I wtedy wszystko stanęło w miejscu.
„Wiem, że jesteś sam,
Wiem, że masz na głowie tyle ważnych spraw.
Nie pamiętasz już, co znaczy dobry sen.
Nie masz czasu na niepewność ani lęk.”
„Wiem, że jesteś tam.
Cały dzień i noc ktoś puka do Twych drzwi.
Każdy chciałby wiedzieć, jak ma dalej żyć.
Wiem, że jesteś tam.”
To była piosenka. Nasza piosenka. Pamiętam, jak razem ją śpiewałyśmy. Jak leżałyśmy na podłodze, ściskając ręce i śmiejąc się, gdy włączaliśmy ją po raz setny. Ale teraz, gdy słuchałam jej, poczułam pustkę. Przestrzeń, która była tylko między nami, a teraz stawała się przepaścią.
„Dziś czuję, że brak mi sił.
Ten jeden raz bądź blisko mnie.
Poczuć mi daj, że to wszystko ma sens.”
Moje serce zaczęło bić tak szybko, jakby miało wyskoczyć z piersi. Poczułam, jak łzy zaczynają spływać po moich policzkach, a serce prawie pękło w połowie. Spojrzałam na rodziców. Oboje siedzieli cicho, wpatrzeni w coś, czego nie rozumiałam. Matka z rozmazanym makijażem, ojciec z rozpiętą koszulą. Ich twarze nie miały żadnej wyrazistości.
— Co to wszystko znaczy? — zapytałam, ale tym razem wiedziałam, że nie znajdę odpowiedzi. Żadne słowa nie były już wystarczające. To była piosenka, którą Amber próbowała mi przekazać, ale jej obecność już mnie opuściła.
Spojrzałam na ojca. W jego oczach była pustka. To już nie był mój ojciec. Zmienił się. Jego wyraz twarzy był jak maska, która nie pasowała do tego, co się działo. Widziałam tylko szarość. Zmartwienie. A nic więcej.
— Dlaczego ją zabraliście?! — krzyknęłam, nie wiedząc, kto to usłyszy. Oboje patrzyli na mnie, ale to już nie byli oni. To już nie była rodzina, którą znałam.
— Amber… nie może być… — wyszeptałam. Ale wszystko, co czułam, było tylko szumem w moich uszach.
Zamknęłam oczy, próbując wciągnąć powietrze, ale coś blokowało mi drogi oddechowe, jakby cała ta przestrzeń wokół mnie stała się niewidzialną ścianą, nie do pokonania. Czułam, jak powoli opadam na łóżko, wciąż trzymając telefon w dłoni. Jego ekran był już nieco zamglony od moich łez, ale ja nie mogłam się od niego oderwać. To była ostatnia rzecz, która łączyła mnie z Amber. Wszystko wokół stało się nieistotne, zbyt ciężkie do uniesienia. Zgubiłam ją. Moja siostra. Osobę, która była dla mnie wszystkim. Kiedy odeszła, nie zostało już nic.
Nie było sił, by wstać. Ani by mówić. W ustach czułam słony smak łez, które wciąż płynęły, a cała energia, którą miałam, zniknęła gdzieś w nicości. Każdy oddech, który wydobywał się z moich płuc, był ciężki, jakby powietrze miało wagę. I ta cisza — ta długa, niekończąca się cisza, która z każdą sekundą stawała się coraz bardziej przytłaczająca. Nie wiedziałam, co robić. Co zrobić w obliczu straty, która zdawała się pochłaniać mnie całą?
Pamiętam, jak kiedyś, będąc dzieckiem, wyobrażałam sobie, że jeśli zniknę na chwilę, wszystko wróci do normy. Że jeśli zamknę oczy i mocno się skoncentruję, może świat stanie się lepszy, mniej skomplikowany. Ale teraz, gdy naprawdę chciałam, by wszystko się zmieniło, nic nie miało już sensu. Amber odeszła, a ja zostałam tu, sama, bez niej. I nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak to wszystko ma wyglądać bez niej. Jak żyć, gdy nie masz już tej jednej osoby, która rozumiała cię w każdej sytuacji?
Poczułam, jak moje serce zwalnia, a w głowie zaczynają pojawiać się myśli, które były zbyt mroczne, by je wypowiedzieć. Dlaczego jej zabraliście? — wciąż krzyczałam w myślach, ale wiedziałam, że nikt nie miał odpowiedzi. Nawet moi rodzice, którzy teraz siedzieli obok, nie mieli nic do powiedzenia. Patrzyli na mnie, ale to byli obcy ludzie. Obcy w tych samych ciałach. To wszystko było nieprawdziwe, a ja nie mogłam wyjść z tej fikcji. Straciłam Amber, straciłam ją w sposób, którego nie rozumiałam.
Wciąż trzymając telefon, poczułam, jakbym była uwięziona w jakimś pustym, zimnym świecie. Chciałam poczuć jej obecność, poczuć, że nie jestem sama, że ktoś jeszcze jest tu ze mną, ale nie było już nikogo. Nie było nikogo, kto by mnie trzymał za rękę. Nie było nikogo, kto by powiedział, że będzie dobrze. Wszystko wydawało się tak martwe, tak nieprawdziwe.
Zasypiając w tej pustce, zaczęłam zdawać sobie sprawę, że nigdy już nie będę tą samą osobą. Nie było już powrotu. Ta chwilowa cisza, ta pustka, stała się częścią mnie, i w tej chwili czułam, jakby wszystko, co było przedtem, rozpłynęło się w nicości.
Zamknęłam oczy na chwilę, licząc na to, że sen mnie uratuje. Może sen przyniesie jakieś odpowiedzi, jakieś wyjaśnienie, chociaż wiedziałam, że nic nie da się naprawić. Nie mogłam cofnąć czasu. Wszystko, co mi zostało, to wspomnienie Amber i ta piosenka, która wciąż grała w mojej głowie, jakby była jej ostatnią wiadomością.
Wiem, że jesteś tam…
Te słowa wracały do mnie jak echo. Czułam je w każdej cząstce swojego ciała. Jakby Amber naprawdę była tu, we mnie, w moim sercu. I choć jej nie było, to wiedziałam, że wciąż jest obecna. W tych piosenkach, w tych wspomnieniach, w moich myślach. Ale to nie wystarczało.
Zaczęłam płakać na nowo. Bezszelestnie, jakby cała moja siła opuściła mnie na zawsze. Zgubiłam ją, i teraz musiałam żyć w świecie, który już nie miał dla mnie miejsca. A to była najbardziej przerażająca myśl ze wszystkich.