-
nowość
Figury bez planszy. Tom 2 - ebook
Figury bez planszy. Tom 2 - ebook
Drugi tom dylogii Figur od Pauliny Stróżańskiej!
Opis:
Mogłabym pozwolić mu się uratować, ale kto uratuje jego?
Hudson Perth z trudem dochodzi do siebie po rozwodzie z następcą tronu Albetii, Ranaldem von Grinem. Próbuje prowadzić normalne życie, jednak dręczą ją koszmary, a zespół stresu pourazowego wciąż przypomina o doznanych traumach. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że były mąż zostaje porwany, a rodzina królewska podejrzewa, iż Hudson wie więcej, niż mówi.
Kobieta nie zdaje sobie jednak sprawy, że za porwaniem stoi jej narzeczony, Mason Mead. Choć wściekły na Ranalda za znęcanie się nad ukochaną, nie potrafi zdecydować, co zrobić ze swoim więźniem.
Hudson i Mason próbują się nawzajem chronić, nie wiedząc, że ktoś inny przesuwa pionki na planszy szybciej, niż są w stanie to dostrzec.
Czy siła ich miłości zdoła przezwyciężyć narastające zło?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68488-30-2 |
| Rozmiar pliku: | 5,3 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Zanim zaczniecie lekturę, chcielibyśmy uprzedzić Was o kilku ważnych kwestiach.
Książka, którą trzymacie w rękach, przeznaczona jest wyłącznie dla osób pełnoletnich (18+). Zawiera wątki, które mogą być emocjonalnie trudne i poruszać bolesne tematy. Choć stanowią one część fabuły, mamy pełną świadomość, że każdy odbiorca ma własne granice i poziom wrażliwości, które zasługują na szacunek.
W treści pojawiają się motywy takie jak:
* handel ludźmi;
* przemoc fizyczna;
* morderstwa i tortury;
* poronienie;
* stalking.
Jeśli którykolwiek z tych tematów może okazać się zbyt obciążający, warto zrobić przerwę, sięgnąć po coś lżejszego, dać sobie czas – a jeśli trzeba, po prostu zrezygnować z czytania tej powieści.
Dziękujemy, że jesteście z nami!
Paulina Stróżańska
Wydawnictwo Sabat
Jeśli Ty lub ktokolwiek, kogo znasz, doświadcza kryzysu emocjonalnego i potrzebuje wsparcia – oto lista bezpłatnych numerów, pod którymi można otrzymać niezbędną pomoc:
116 123 – telefon zaufania dla dorosłych w kryzysie emocjonalnym (czynny całą dobę).
116 111 – telefon zaufania dla dzieci i młodzieży (czynny całą dobę).
800 108 108 – telefon wsparcia (od poniedziałku do niedzieli, 14:00–20:00, z wyłączeniem dni świątecznych).
121 212 – telefon zaufania dla dzieci i młodzieży Rzecznika Praw Dziecka (czynny całą dobę).
Czasem jedna rozmowa wystarczy, by poczuć się choć trochę pewniej we własnym życiu. Nie trzeba przez to przechodzić w pojedynkę.
Dla tęskniących za zemstą.
Niech ta historia będzie przypomnieniem, że wszystko ma swoją cenę.HUDSON
– Pałac Albejski poinformował o niespodziewanej chorobie następcy tronu, Ranalda von Grina. Treść oświadczenia…
Resztę komunikatu spikera skutecznie zagłuszają odgłosy kotłowania się Masona z Mateo.
Przenoszę spojrzenie z plątaniny ciał na macie na głośniki umieszczone w rogu sali treningowej. Kątem oka dostrzegam ukradkowe spojrzenia, które w moim kierunku rzuca Amanda. W przeciwległym rogu Dakota okłada pięściami worek treningowy z taką siłą, że cały się trzęsie.
Niespodziewana choroba Ranalda?
Nie słyszę nic więcej, bo Mateo i Mason warczą jak lwy wypuszczone na wolność po latach trzymania w klatce. Powoli wracam spojrzeniem na tę dwójkę, złączoną w patowej konfiguracji. Mason zaciska uda wokół głowy Mateo, a ten oplata dłonie na jego szyi. Nad nimi wisi Jason i przygląda się im z uwagą, czekając na to, który odklepie się pierwszy.
Przełykam ślinę. Przed moimi oczami pojawia się scena z domku nad jeziorem. Oddech zaczyna przyspieszać, powieki mimowolnie opadają, przywołując obraz zakrwawionego ciała Blake’a Andersona. Jego pustego wzroku skierowanego w sufit. Dłoni, które tak chętnie mnie obłapiały, a potem leżały bezwładnie. Martwe.
Widzę, jak Mason i Blake walczą. Prawdziwie, na śmierć i życie. Gdyby nie nóż, który Mason wyciągnął, Bóg jeden wie skąd…
Gdzie teraz bym była?
Nie miałabym nawet szansy przytulić do piersi jego sztywnego ciała.
Drżę. Czuję osobliwy zapach sali treningowej. Mieszanki potu, skóry, bandaży i lawendowej mgiełki z dyfuzora, który pojawił się tu tylko ze względu na mnie. Moje ciało stoi w tym miejscu, jednak umysł grzęźnie w przeszłości.
Oddech pali w płuca, zaciskam kurczowo pięści. Słuch już nie rejestruje żadnych dźwięków, poza szumem własnej krwi.
Bum, bum, bum.
Huk wystrzału.
Bum.
Krew płynąca po mojej skroni.
Brązowe oczy pod kominiarką.
Bastard smakujący moją krew.
– Wróć – mówi mój przybrany brat.
Jego obnażone zęby błyszczą na czerwono.
Otwieram usta, krzyk nabrzmiewa mi w gardle. Powietrze wokół wypełnia się zapachem leśnych igieł, na zaciśnięte pięści opadają czyjeś ciepłe dłonie.
– Wróć do mnie.
Tym razem głos Masona wkrada się do mózgu, rozdzierając scenę, którą wytworzył straumatyzowany umysł.
Jego stwardniałe opuszki lekko drapią skórę, dzięki czemu osadzam się w rzeczywistości. Nic mi nie grozi. Palce Masona masują moje pięści, dzięki czemu zaczynam je rozluźniać.
– Jestem tu – szepcze, ale wciąż nie uchylam powiek.
Gorąco zaczyna palić policzki, bo toczy mnie wstyd. Wszyscy tu zgromadzeni członkowie Optimusa przeżyli gorsze rzeczy niż ja. Przy tym nikt z nich nie wpada w pułapkę własnej jaźni średnio raz na dwa tygodnie.
A może nauczyli się z tym żyć? Kontrolować?
Ja wciąż jestem więźniem wspomnień. Niezależnie od tego, jak mocno je od siebie odpycham, one zawsze wracają. Mroczniejsze, krwawsze, bogatsze o kolejne makabryczne szczegóły.
Jestem taka słaba.
Beznadzieja tej myśli sprawia, że spod powiek wypływają mi łzy.
– Och, Hudson – mamrocze Mason i przyciska moje sztywne ciało do siebie.
Mam wrażenie, że tylko jego bliskość pozwala mi oddychać.
– Przepraszam – szepczę w jego spoconą koszulkę.
Zanoszę się cichym szlochem, który niknie w dźwiękach muzyki.
– Nie masz za co…
– Hudson – przerywa Mateo. – Nie możesz jej traktować jak porcelanowej laleczki. Odsuń się.
Zaciskam mocniej powieki, biorę drżący wdech, a Mason obraca się ze mną w ramionach.
Trudno nie przyznać mu racji. Mason stał się zupełnym przeciwieństwem tego, kim był na początku. Jego standardowa złość i potrzeba dogryzania malała z każdym moim napadem lęku.
Stał się moim osobistym utrapieniem w tej trosce, z którą nie potrafię sobie poradzić.
– Nie.
Tembr głosu Masona wibruje w moim wnętrzu, a jego dłonie ciasno mnie oplatają.
Słyszę zirytowane westchnienie Mateo, więc odchylam się od ukochanego, by spojrzeć mu w oczy.
– Księżniczko… – Widzę w jego wzroku troskę i cień smutku, który nie opuszcza go od kilku miesięcy. Niemal mogę dostrzec zarysy demonów, które za nim kroczą. Czy w moich oczach widać to samo? – Nie musisz robić nic…
– Ależ musi – cedzi wściekle Mateo, więc odwracam się w jego stronę.
Stoi w pozycji, która każe mi sądzić, że zaraz się na nas rzuci. Nogi rozstawione na szerokość bioder, ramiona pochylone do przodu, lekko ugięte kolano. Jego oczy przypominają mi Ranalda, ale nie do końca. W burzy tęczówek Mateo jest pewna nieokiełznana dzikość, przez którą trzymam się na dystans.
Jason stanął obok Amandy, Dan zastygł z ręką wetkniętą we włosy, a Dakota łypie na nas spod byka, odwijając bandaże z dłoni.
Moja nowa rodzina też nie ma pojęcia, co ze mną począć. Wiem, że do nich nie pasuję. Nie mogę chodzić do terapeuty, istnieje za duże ryzyko, iż zdradzi on wszystko mediom. Nie ma ceny, której nie można pobić. A moja jest zbyt wysoka.
Muszę… Muszę poradzić sobie sama.
– Wiem, że jestem słaba. – Kieruję słowa bezpośrednio do Mateo, który w odpowiedzi zaciska mocno usta. – Wiem, że do was nie pasuję. – Usiłuję rozsupłać palce Masona, żeby wyjść z tych duszących objęć, lecz on ani drgnie. Wbija we mnie to bolesne spojrzenie, więc przestaję się bezsensownie szarpać. Parskam żałosnym śmiechem i opuszczam ręce wzdłuż ciała. – Nawet nie umiem się uwolnić. To na nic.
Żaden trening nie uzupełni braków, które w sobie noszę.
Nie pasuję ani tu, ani tam. Wydziedziczona hrabianka, eks Jej Królewska Wysokość, rozwódka. Bez przyszłości, bez stabilności, bez wszystkiego.
– Nie jesteś słaba – oponuje Mason i wygląda, jakby chciał coś dodać, ale gryzie się w język. – Nie jesteś.
Uśmiecham się smutno i kładę dłoń na jego policzku.
– Jestem. Nigdy nie będę jedną z was.
W oddali słyszę pogardliwe prychnięcie Dakoty. Nawet na nią nie patrzę. Wiem, że mną gardzi. Nie tylko za to, że mam czelność z nimi trenować. Nienawidzi mnie, bo jestem z Masonem. Za to on wygląda tak, jakby chciał zmieść ją z powierzchni ziemi.
Ujmuję jego policzki i kieruję twarz w swoją stronę.
– Daj spokój – szepczę. – Daj jej spokój.
Radosna muzyka płynąca z głośników tak mocno kontrastuje z nastrojem w sali, że jest mi nieswojo. I chyba nie tylko mi, bo Dan przerywa napięcie:
– Przełączę, bo coś zrobiło się…
Nie kończy, chwyta pilota, który leży na skrzyni, i przeskakuje na inny kanał.
– Wszyscy się zastanawiają, jaka to przypadłość dotknęła jedynego syna króla Alberta. Pod pałacem zbierają się tłumy, które zostawiają kwiaty…
Gwałtownie odwracam twarz od Masona i wsłuchuję się w komunikat.
– I składają życzenia powrotu do zdrowia. Przypominamy, dziś rano Pałac Albejski wydał oświadczenie, w którym zapowiada przerwę księcia Ranalda w pełnieniu obowiązków korony. Spod pałacu…
Tak samo raptownie wracam twarzą do Masona, który wyzywająco wpatruje się w moje oczy.
Nie zrobił tego. Nie odważył się. Przez ciało pędzi stado niezidentyfikowanych emocji. Trudnych i splątanych, niczym włóczka po spotkaniu z kotem. Błądzę wzrokiem po stalowym spojrzeniu, które nie wyraża nic ponad determinację.
I już wiem.
Ktoś w tle wzdycha, ktoś cicho przeklina, ale mój świat szczelnie wypełniają bulgocząca złość i niedowierzanie. Tak kojący mnie zapach nagle staje się nie do wytrzymania.
– Puść mnie.
Duszę się.
– Nie.
Przybieram najbardziej wyrachowany wyraz twarzy, na jaki stać mnie w tej chwili. Zapach sosnowych igieł doprowadza mnie do szału.
– Puść mnie, kurwa – cedzę.
Mason ani drgnie. Jest jak obręcz, która ma za zadanie gnieść mnie tak długo, aż ulegnę.
– Myślisz, że zmusisz mnie przeklinaniem, księżniczko?
Jeszcze ma czelność się półgębkiem uśmiechać.
Dziwnie się czuję. Jakbym znajdowała się na wzburzonym oceanie, którego fala zaczyna mnie przykrywać. Mason porwał Ranalda, jestem tego bardziej niż pewna. Wiedziałam przecież, że to nastąpi. Nie mogę mu rozkazywać ani tym bardziej zakazywać tego, co sobie obiecał. Dlaczego więc czuję złość? Dlaczego mam wrażenie, że mój wątły spokój zaraz runie jak domek z kart?
– Puść ją – poleca Mateo, który jakimś cudem materializuje się obok nas.
Kładzie dłoń na zgięciu łokcia Masona i wpatruje się w niego intensywnie. Ta ich bitwa na spojrzenia trwa kilkanaście sekund, aż w końcu odzyskuję przestrzeń.
Mogę oddychać.
Zaczynam nerwowo wygładzać materiał koszulki do treningów. Rozprostowuję zagniecenia mechanicznymi ruchami w górę i w dół. Unikam kontaktu wzrokowego, bo mam wrażenie, że zaraz eksploduję.
– Ostatnie dwa miesiące wszystko robiliśmy po twojemu – zaczyna Mateo spokojnym tonem. – Ale to nie działa.
– I niby co? – sarka Mason wściekle i jestem pewna, że właśnie potrząsa głową. – I teraz mamy zrobić po twojemu?
Gładzę ubranie, chociaż nie ma już na nim ani jednej zmarszczki.
– Tak, Mason. – Cierpliwość Mateo powinna dostać osobną nagrodę. – Teraz zrobimy po mojemu. Ufasz mi? Ufasz nam?
Podkreśla to słowo, a mnie przechodzą dreszcze.
Rodzina. Są rodziną. Taką, jakiej nigdy nie miałam.
Może dlatego tak bardzo się gniewam? Jestem przerażona wizją tego, że ich zabraknie. Że zabraknie Masona, którego aresztują i wpakują za kratki na resztę życia za…
Cokolwiek, co zaplanował dla Ranalda von Grina.
– Porwałeś go, prawda? – Tak zanurzyłam się w swoich myślach, że nie zarejestrowałam, że rozmowa toczy się nadal.
Teraz wszyscy wpatrują się we mnie z dziwnymi minami. Ale ja patrzę w twarz Masona.
– Żadnych kłamstw, pamiętasz? – mówię łamiącym się głosem.
Rozumiem, dlaczego mi nie powiedział, ale też nie rozumiem. Jak mamy budować relację i życie, kiedy on wciąż decyduje za mnie, co mogę udźwignąć?
Mason zwilża wargi językiem, przymyka powieki i krótko kiwa głową.
Odwracam się do niego plecami, wodzę wzrokiem po reszcie Optimusa. Jason wierci butem w gumowej podłodze, Dan patrzy wszędzie, tylko nie na mnie. Dakota wzrusza ramionami, a Amanda wzdycha ciężko. Mateo jako jedyny hardo patrzy mi w oczy.
– Wiedzieliście o tym.
Nie zadaję sobie nawet trudu postawienia znaku zapytania na końcu wypowiedzi. Oni wiedzą.
W końcu są rodziną, do której nie należę. Wdarłam się do niej siłą, wpychając w ramiona śmierci ich najlepszego przyjaciela.
– Nic nie powiesz? – pyta mnie Mason, a ja kręcę głową.
Nie wiem, co chciałabym mu teraz powiedzieć. Mateo krzyżuje ramiona na szerokiej piersi.
– Idź, Mason.
Człowiek, który uratował mnie od losu gorszego niż śmierć… zaszczyca mnie ostatnim spojrzeniem pełnym bólu i trzaska drzwiami tak mocno, że wszyscy czują to pod stopami. Zaczyna mnie mdlić.
Niepewność skrada się wzdłuż kręgosłupa i rości sobie coraz większe prawa do mojego ciała. Macki odrętwienia zaciskają się na moich mięśniach.
– Moim zdaniem… – zaczyna Dakota.
– Gówno mnie ono obchodzi – odparowuje Mateo i powoli się zbliża.
Nie ma w nim łagodności Masona Meada ani autorytetu Masona Kinga. Jego zachmurzone tęczówki zdradzają, że jest zdolny do wszystkiego. Po tym, jak zobaczyłam jego poczynania na macie, mam pewność, że mógłby mnie zabić jednym ruchem.
– Nie ufasz nam.
Przełykam gulę wielkości głazu.
– To nieprawda… – zaczynam, ale nie mam szans dokończyć, bo Mateo gwałtownie wyciąga ku mnie dłoń, a ja kurczę się w sobie.
– Pierdolenie – kwituje i wiem, że ma rację. – Mason chroni cię przed tobą, sobą i nami. Jest jak trujący bluszcz, który osacza cię coraz mocniej, więc zapadasz się coraz głębiej w rejony traumy, zamiast się z nią pogodzić.
– Ja… – zaczynam, ale głos więźnie mi w gardle.
Potrząsam głową.
– Nie mówię, że mamy teraz złapać się za rączki i odtańczyć jakiś, kurwa, taniec inicjacji. – Mateo odsuwa się na krok i w końcu odrywa ode mnie spojrzenie. – Ale skoro mamy być rodziną, musimy się nią stać. Wszyscy. Nie ma z nami Kat, ale ona sądzi to samo. Koniec z parasolem ochronnym Masona. Koniec spychania poczucia winy.
– I jak planujesz nas połączyć? – sarka Amanda i zezuje na Dakotę.
– Czy on naprawdę porwał… – wyrywa mi się, zanim zdążę przygryźć język.
– Jedna rzecz na raz – komenderuje Mateo i kiwa głową do każdego zgromadzonego. – Nie chcę się zamieniać w terapeutę, ale chyba muszę – wzdycha i znów zawiesza na mnie czujny wzrok. – Jak się czujesz, Hudson?
Otwieram usta, ale zanim udaje mi się coś powiedzieć, dodaje:
– Oszczędź nam bzdur, które wciskasz Masonowi. Mamy sobie ufać.
Zaciskam pięści, a po chwili je luzuję. Jednak nie mogę wydobyć z siebie głosu. Jak się czuję? Tak naprawdę, w głębi siebie?
Amanda podchodzi i splata moje palce z własnymi. Patrzę na nią ze zmarszczonymi brwiami, ale ona tylko uśmiecha się do mnie lekko. Jakby chciała tym gestem dodać mi otuchy. Nikt mnie nigdy nie dotykał… w taki sposób.
Biorę kolejny, drżący oddech i zanim opuści mnie reszta odwagi, zaczynam mówić:
– Źle. Każdego dnia gniecie mnie poczucie winy. Boję się. Każdego cienia, każdego niebezpieczeństwa. Każdego gwałtownego ruchu. Boję się, że przeze mnie znów ktoś straci życie. W snach widzę martwe ciała. Nie tylko Andersona, który zginął z ręki Masona, i nie tylko Cassiusa… – Zaciskam palce na dłoni Amandy, z pewnością miażdżę jej kości, ale ona się nie cofa. Odwzajemnia uścisk. – Widzę wasze martwe ciała. Stos ułożony ręką mojego ojca. To moja wina, że Cassius nie żyje.
– Oczywiście, że twoja – potwierdza Mateo, a mnie ogarnia chłód, który mrozi szpik. Jednak przy tym rozlewa się po mnie dziwnego rodzaju ulga, że ktoś w końcu potwierdził moje przypuszczenia. Amanda obok się zapowietrza, ale on kontynuuje:
– Tak samo jak Amandy, Dakoty, Jasona, Dana i moja. A przede wszystkim Kat i Masona.
Potrząsam głową, nie o to mi chodziło…
– Widzisz, Hudson, wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za to, co się stało.
Podchodzi do mnie. Palce Amandy wysuwają się z objęcia, ustępując miejsca koledze. A on kładzie swoją wielką dłoń na moim sercu i dociska ją tak mocno, że się chwieję. Jednak nie pozwala mi upaść.
Trzyma mnie, jedną ręką wciskając mostek w głąb ciała, a drugą opiera na plecach. Czuję ten brutalny napór całą sobą. Jakimś sposobem ten dotyk prowokuje łzy do ucieczki spod powiek. Serce huczy, obijając się o dłoń.
– Zaakceptuj to – mówi cicho i przewierca mnie spojrzeniem, w którym nie ma złości czy winy. Obraz rozmazuje się od łez, które spływają mi po policzkach. – Przestań zaklinać rzeczywistość, bo nie uwierzysz w kłamstwo. Pozwól sobie na prawdę. Jeśli czujesz się winna, dobrze. Ale to zaakceptuj. Widzę cienie, które się za tobą ciągną. Przestań z nimi walczyć. Zaakceptuj je.
Kiwam głową, niezdolna do wypowiedzenia słów na głos.
– Nie powstrzymuj łez. Daj im płynąć – ciągnie Mateo i nadal trzyma mnie w mocnym objęciu, któremu daleko do intymności. – Każdy z nas wybrał tę drogę, Hudson. Nie musisz się o nas martwić. Jeśli któreś z nas umrze, trudno. Nie masz na to żadnego wpływu. Wiesz już, co musisz zrobić? – pyta wyczekująco.
Przytakuję.
– Zaakceptować – łkam.
– Zaakceptować – potwierdza. – Jeśli jednak nie jesteś w stanie tego zrobić… Nie wstąpiłaś tu dobrowolnie.
– Mateo – fuka ostrzegawczo Dan, a ja się spinam.
O co chodzi?
– Jeśli nie potrafisz pogodzić się z tym, że teraz twoje życie będzie pasmem niebezpieczeństwa i ryzyka śmierci… – Mateo w końcu zabiera ręce. Pustka po tym jest niemal namacalna. Odsuwa się na pół kroku, jakby chciał dać mi przestrzeń przed tym, co zaraz powie. – Możesz odejść.
– Masonowi się to nie spodoba – kwituje Jason.
– W dupie mam, co mu się podoba – warczy Mateo. – Hudson jest naszą największą słabością.
Zagryzam policzki na to stwierdzenie. Oczywiście, że nią jestem.
– Może być naszą największą siłą, ale to musi być jej decyzja – kontynuuje Mateo. – Jeśli nie jest gotowa nosić brzemienia Optimusa, musi odejść. Nie zaryzykuję życiem żadnego z was. Nawet kosztem furii Masona.
Zapada cisza.
Moje myśli rozbiegają się na wszystkie strony. Wybór. On daje mi wybór. Coś, co jest dla mnie wszystkim. Napięcie w sali treningowej można kroić nożem. Wydaje mi się, że nawet sprzęty oczekują odpowiedzi.
Muszę się upewnić.
– Ucieczka?
Mateo kiwa głową, skupiając na mnie całą uwagę. Nie wiem, co tu kalkulować i nad czym się zastanawiać.
– Cóż… – zaczynam, po czym podnoszę brodę wyżej. – Ucieczka nie jest tym, co chciałabym zrobić.
Jason aż sapie z ulgi, reszta zaczyna się śmiać, żeby rozładować trudne emocje. Jednak Mateo i ja utrzymujemy kontakt wzrokowy, który zdaje się mówić:
Tej decyzji już nie cofniesz, Hudson Perth.