-
nowość
-
promocja
Fistusie i Generał w czarnym cylindrze - ebook
Fistusie i Generał w czarnym cylindrze - ebook
Wystarczy otworzyć prastarą książkę, by rozpocząć magiczną przygodę!
W dniu swoich dziesiątych urodzin Hania otrzymuje od starszej Pani Bez Domu tajemniczą książkę. Od tej chwili w jej życiu zaczynają dziać się rzeczy, które trudno wytłumaczyć.
Dziewczynka szybko przekonuje się, że stara księga potrafi wywołać trzęsienie ziemi, zbudzić zagadkowe głosy, a nawet... przywołać niezwykłe istoty!
Wraz z puchatymi Fistusiami, stworami nie z tej ziemi, Hania wkrótce wyruszy w niezwykłą podróż dookoła świata, by stawić czoła pewnemu niebezpiecznemu jegomościowi w czarnym cylindrze. Czeka na nią mnóstwo emocji, magii i śmiechu – bo z Fistusiami i dobrą książką wszystko jest możliwe!
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Dzieci 6-12 |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8423-218-7 |
| Rozmiar pliku: | 1,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
czyli jedyny taki dzień w roku
Hania od samego rana była cała podekscytowana. A w zasadzie już od wczoraj.
– To dzisiaj! Mamo! Tato! To już dzisiaj! Wstawajcie! – krzyczała, wbiegając do sypialni rodziców, i od razu rozpoczęła serię skoków po ich łóżku.
– Tak, córeczko, to dzisiaj – potwierdził zaspany jeszcze tata i obrócił się na drugi bok, w ogóle nie zwracając uwagi na harce córki.
– Haniu, nie skacz tak, bo łóżko nam zarwiesz – śmiała się już rozbudzona mama.
– Spokojnie, to wytrzymała konstrukcja – odpowiedziała dziewczynka, której rude włosy po całej nocy wyglądały jak jeden wielki busz w dżungli. – Ciekawe, jakie dostanę prezenty?
Mama spojrzała podejrzliwie na córkę.
– A czy na pewno zasłużyłaś?
Hania zatrzymała się w bezruchu, przerażona.
– No przecież caaały rok byłam grzeczna. Mówiłam wszystkim „dzień dobry”, byłam dobra dla małych zwierzątek, a dodatkowo Pani Bez Domu, która codziennie siedzi na ławce w parku ze swoim kotem i karmi wróbelki, powiedziała mi tydzień temu, że mam złote serduszko.
Mama uśmiechnęła się do córki i ją przytuliła.
– Wiem, córeczko, wiem. Razem z tatą jesteśmy szczęściarzami, że cię mamy. A właśnie, skoro już o prezentach mooowa. – Mama sięgnęła ręką pod łóżko. Po krótkiej chwili wyciągnęła prezent. – Proszę, córeczko, to dla ciebie od nas.
Hania wzięła od swojej mamy duże pudełko oklejone kolorowym papierem. Na środku znajdowała się ogromna czerwona kokardka.
– To dla mnie? Jeju, taki duuuży?! DZIĘKUJĘ!
Dziewczynka od razu zeskoczyła z łóżka i na podłodze zaczęła rozpakowywać prezent od rodziców.
– Może ci pomogę? – zaoferował swoją pomoc tata, który już zdążył się obudzić po okrzykach Hani.
– Spokojnie, tatulku, poradzę sobie. Jestem silna – oznajmiła i rozerwała kolorowy papier, a jej oczom ukazała się nowa drewniana sztaluga do malowania obrazów.
Dziewczynka patrzyła na swój prezent i była w totalnym szoku.
– Ooo! Marzyłam o tym!!!
Hania wskoczyła z powrotem na łóżko rodziców i przytuliła ich najmocniej, jak tylko potrafiła.
– Córeczko, nie krzycz tak od samego rana – zaśmiał się tata.
– Mamusiu, namalujemy coś razem? Proooszę, proooszę.
– Dobra, dobra, najpierw śniadanie. Na co moja księżniczka ma ochotę? – zapytała mama po kolejnej rundzie podskoków na łóżku.
Hania zamyśliła się chwilę, po czym odpowiedziała:
– Naleśniki z czekoladą i lodami!!!
– Co? Naprawdę? – zapytała sztucznie zaskoczona mama.
– No tak, przecież dzisiaj są moje urodziny, a więc jem to, na co mam smak, i robię to, na co mam ochotę!!! – odpowiedziała uradowana dziewczynka.
*
Mama smażyła upragnione naleśniki Hani. Na co dzień dziewczynka jadła zdrową żywność, ale z rodzicami miała umowę, że w dniu urodzin może sobie zjeść, cokolwiek zechce.
Gdy pierwsza porcja była już zrobiona, a Hania siedziała przy stoliku i bawiła się swoją nową lalką, nagle zapytała mamę:
– Mamo? A opowiesz mi, jak to było, gdy przychodziłam na świat?
Mama odwróciła się w stronę córki.
– Ale przecież już ci o tym opowiadałam, kochanie.
– No, ale już zdążyłam zapomnieć przez rok, więc opowiedz mi od nowa – poprosiła Hania.
Mama westchnęła.
– A więc – zaczęła – było to dokładnie dziesięć lat temu o godzinie jedenastej przed południem. Gdy zaczęłam czuć, że mała Hania chce już opuścić swój domek w postaci mojego ogromnego brzucha, zawołałam szybko twojego tatę…
– I mama zaczęła krzyczeć: „Artur!!! Szybko do samochodu! Jedziemy do szpitala!!!” – wtrącił tata, wchodząc do kuchni z uśmiechem na twarzy, i podszedł do mamy, by dać jej buziaka.
– Tato, nie przeszkadzaj, mama opowiada – powiedziała Hania.
– No dobrze, dobrze, już nic nie mówię. Mamo, opowiadaj – polecił tata.
Mama wzruszyła ramionami.
– No i co? Hmm, wtedy siedziałam na wózku, takim z dwoma wielkimi kołami, i panie położne zawiozły mnie na salę, w której ciebie urodziłam.
– Pamiętam te krzyki, prawie zemdlałem ze stresu – oznajmił tata, a Hania wybuchła śmiechem.
– Chciałabym zobaczyć tatę, jak mdleje.
– Wtedy nie było mi do śmiechu – kontynuowała mama. – Nie dość, że martwiłam się o ciebie i o twój poród, to jeszcze o tatę, czy nie zemdlał na korytarzu przed salą.
Po tych słowach cała trójka wybuchła śmiechem, po czym wszyscy zajadali się naleśnikami z czekoladą i lodami.