Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Folwark Zwierzęcy - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
23 sierpnia 2026
E-book: EPUB, PDF
8,99 zł
Audiobook
14,99 zł
8,99
899 pkt
punktów Virtualo

Folwark Zwierzęcy - ebook

„Wszystkie zwierzęta są równe. Ale niektóre zwierzęta są równiejsze od innych." Zwierzęta z angielskiego gospodarstwa mają dość głodu, bata i pracy dla cudzego zysku. Przeganiają właściciela, przejmują folwark i zaczynają wszystko od nowa, na własnych zasadach. Rządzić będą świnie, bo ktoś przecież musi. Nowy porządek trwa dopóty, dopóki ktoś pamięta, jak brzmiały jego zasady na początku. Opublikowana w 1945 roku satyra Orwella to jedna z najczęściej czytanych książek XX wieku i jedna z najkrótszych. Można ją przeczytać w jeden wieczór i wracać do niej przez całe życie.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Klasyka
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788368914658
Rozmiar pliku: 1,0 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ I

Pan Jones, właściciel Folwarku Dworskiego, zamknął na noc kurniki, lecz był zbyt pijany, by pamiętać o zasunięciu okienek dla kur. Z kręgiem światła latarni tańczącym mu u nóg to w jedną, to w drugą stronę, przetoczył się chwiejnie przez podwórze, zrzucił buty pod tylnymi drzwiami, nacedził sobie w spiżarni ostatnią szklankę piwa z beczki i powlókł się na górę do łóżka, w którym pani Jones już pochrapywała.

Ledwie zgasło światło w sypialni, przez wszystkie zabudowania folwarku przebiegł szmer i trzepot. Już za dnia rozniosła się wieść, że stary Major, nagradzany na wystawach knur rasy średniej białej, miał minionej nocy niezwykły sen i pragnie opowiedzieć go pozostałym zwierzętom. Umówiono się, że wszyscy zbiorą się w wielkiej stodole, gdy tylko pan Jones zejdzie im bezpiecznie z drogi. Stary Major (tak go zawsze nazywano, choć na wystawy zgłaszano go jako Dumę Willingdonu) cieszył się na folwarku takim poważaniem, że każdy gotów był poświęcić godzinę snu, byle usłyszeć, co ma do powiedzenia.

W głębi wielkiej stodoły, na czymś w rodzaju podwyższenia, Major rozsiadł się już wygodnie na posłaniu ze słomy, pod latarnią zwieszającą się z belki. Miał dwanaście lat i ostatnimi czasy nieco się roztył, wciąż jednak był wieprzem o majestatycznej postawie, z którego biła mądrość i życzliwość, mimo że kłów nigdy mu nie przycinano. Wkrótce zaczęły schodzić się pozostałe zwierzęta i sadowić się, każde na swój sposób. Pierwsze przybiegły trzy psy – Dzwoneczek, Jessie i Kąsacz – a po nich świnie, które ułożyły się w słomie tuż przed podwyższeniem. Kury przycupnęły na parapetach, gołębie sfrunęły na krokwie, owce i krowy legły za świniami i zabrały się do przeżuwania. Dwa konie pociągowe, Bokser i Koniczyna, weszły razem, stąpając bardzo powoli i stawiając ogromne, kosmate kopyta z najwyższą ostrożnością, by nie przygnieść jakiegoś małego stworzenia ukrytego w słomie. Koniczyna była zażywną klaczą o macierzyńskim sercu, zbliżającą się do wieku średniego, która po czwartym źrebięciu nie odzyskała już dawnej figury. Bokser zaś był zwierzęciem potężnym, na blisko osiemnaście dłoni wysokim, a silnym jak dwa zwykłe konie razem wzięte. Biała strzałka na nozdrzach nadawała mu wygląd nieco tępawy i rzeczywiście nie grzeszył on bystrością umysłu, powszechnie jednak szanowano go za stałość charakteru i niesłychaną pracowitość. Po koniach nadeszły Muriel, biała koza, i osioł Beniamin. Beniamin był najstarszym zwierzęciem na folwarku i miał najgorszy charakter. Odzywał się rzadko, a jeśli już, to zwykle po to, by rzucić jakąś cyniczną uwagę – mawiał na przykład, że Bóg dał mu ogon do odganiania much, ale on wolałby nie mieć ani ogona, ani much. Jako jedyny ze zwierząt na folwarku nigdy się nie śmiał. Pytany dlaczego, odpowiadał, że nie widzi nic śmiesznego. A jednak, choć otwarcie nigdy by się do tego nie przyznał, był szczerze oddany Bokserowi; niedziele spędzali zazwyczaj razem na małym wygonie za sadem, pasąc się obok siebie w milczeniu.

Ledwie oba konie zdążyły się ułożyć, do stodoły wmaszerował gęsiego wyląg kacząt, które straciły matkę; popiskując żałośnie, dreptały to tu, to tam w poszukiwaniu miejsca, gdzie nikt by ich nie podeptał. Koniczyna otoczyła je niczym murem swą wielką przednią nogą, a kaczęta zagnieździły się w tym schronieniu i natychmiast zasnęły. W ostatniej chwili wkroczyła, pląsając afektowanie i chrupiąc kostkę cukru, Mollie – ładna, próżna biała klacz, która ciągnęła bryczkę pana Jonesa. Zajęła miejsce blisko przodu i zaraz zaczęła potrząsać białą grzywą w nadziei, że wszyscy zauważą wplecione w nią czerwone wstążki. Ostatni zjawił się kot, który – jak zwykle – rozejrzał się za najcieplejszym kątem i w końcu wcisnął się między Boksera a Koniczynę; tam też mruczał z zadowoleniem przez całą mowę Majora, nie słuchając ani jednego słowa.

Byli już wszyscy prócz Mojżesza, oswojonego kruka, który spał na żerdzi za tylnymi drzwiami. Gdy Major spostrzegł, że zwierzęta rozsiadły się wygodnie i czekają w skupieniu, odchrząknął i zaczął:

– Towarzysze, słyszeliście już o dziwnym śnie, jaki nawiedził mnie ubiegłej nocy. Ale do snu wrócę później. Najpierw mam wam co innego do powiedzenia. Nie sądzę, towarzysze, bym pozostał wśród was jeszcze wiele miesięcy, i czuję, że przed śmiercią winien jestem przekazać wam mądrość, jaką zdołałem zgromadzić. Życie miałem długie, wiele było czasu na rozmyślania, gdy leżałem samotnie w swoim chlewie, i śmiem twierdzić, że rozumiem naturę życia na tej ziemi nie gorzej niż jakiekolwiek żyjące dziś zwierzę. O tym właśnie chcę z wami mówić.

Jakaż więc jest, towarzysze, natura tego naszego życia? Spójrzmy prawdzie w oczy: życie nasze jest nędzne, znojne i krótkie. Rodzimy się, dostajemy jedzenia akurat tyle, by tchu w nas nie zabrakło, a ci z nas, którzy są do tego zdolni, zmuszani są do pracy do ostatniego atomu sił; z chwilą zaś, gdy przestajemy być użyteczni, zarzyna się nas z ohydnym okrucieństwem. Żadne zwierzę w Anglii, po ukończeniu pierwszego roku życia nie wie, co znaczy szczęście albo wypoczynek. Żadne zwierzę w Anglii nie jest wolne. Życie zwierzęcia to nędza i niewola – oto cała prawda.

Ale czy taki jest po prostu porządek natury? Czyżby ziemia nasza była tak uboga, że nie stać jej na godziwe życie dla tych, którzy ją zamieszkują? Nie, towarzysze, po tysiąckroć nie! Gleba Anglii jest żyzna, klimat łagodny, a ziemia ta zdolna jest wyżywić w obfitości nieporównanie więcej zwierząt, niż jej dziś przypada. Sam nasz folwark utrzymałby tuzin koni, dwadzieścia krów, setki owiec – a wszystkim żyłoby się w dostatku i godności, jakich dziś ledwie umiemy sobie wyobrazić. Czemuż więc trwamy w tej nędzy? Bo niemal cały owoc naszej pracy kradną nam ludzie. Oto, towarzysze, odpowiedź na wszystkie nasze pytania. Zamyka się ona w jednym słowie: Człowiek. Człowiek jest naszym jedynym prawdziwym wrogiem. Usuńcie Człowieka, a głód i mordęga znikną raz na zawsze, wyrwane z korzeniami.

Człowiek jest jedynym stworzeniem, które konsumuje, niczego nie wytwarzając. Nie daje mleka, nie znosi jaj, jest za słaby, by ciągnąć pług, i za wolny, by złapać królika. A przecież jest panem wszystkich zwierząt. Zaprzęga je do pracy, oddaje im tylko tyle, by nie zdechły z głodu, a resztę zatrzymuje dla siebie. Nasza praca uprawia ziemię, nasz nawóz ją użyźnia – a żadne z nas nie ma na własność nic prócz gołej skóry. Wy, krowy, które widzę przed sobą – ileście to tysięcy galonów mleka oddały w minionym roku? I co się stało z mlekiem, które powinno było wykarmić dorodne cielęta? Spłynęło co do kropli do gardeł naszych wrogów. A wy, kury – ileście jaj zniosły przez ten rok i z ilu wykluły się kurczęta? Cała reszta poszła na targ, by przynieść pieniądze Jonesowi i jego parobkom. I ty, Koniczyno – gdzie są twoje cztery źrebięta, podpora i pociecha twojej starości? Każde sprzedano, ledwie skończyło rok – i żadnego już nigdy nie zobaczysz. W zamian za cztery połogi i cały twój trud na polach cóż dostałaś prócz głodowych racji i boksu w stajni?

A nawet temu nędznemu życiu nie pozwala się dobiec naturalnego kresu. Ja sam nie narzekam, bo należę do szczęśliwców. Mam dwanaście lat i przeszło czterysta dzieci. Takie jest przyrodzone życie wieprza. Ale żadne zwierzę nie ujdzie w końcu okrutnemu nożowi. Wy, młode tuczniki, siedzące tu przede mną – każdy z was w ciągu roku wykwiczy życie na szlachtuzie. Ta groza czeka nas wszystkich: krowy, świnie, kury, owce – wszystkich bez wyjątku. Nawet koni i psów los lepszy nie spotka. Ciebie, Bokserze, w dniu, w którym te potężne mięśnie odmówią posłuszeństwa, Jones sprzeda rzeźnikowi, a ten poderżnie ci gardło i wygotuje cię na strawę dla psów gończych. Psom zaś, gdy się zestarzeją i stracą zęby, Jones przywiązuje cegłę do szyi i topi je w najbliższym stawie.

Czyż nie jest więc jasne jak słońce, towarzysze, że całe zło tego naszego życia bierze się z tyranii ludzi? Pozbądźmy się Człowieka, a owoc naszej pracy będzie należał do nas. Niemal z dnia na dzień staniemy się bogaci i wolni. Cóż zatem czynić? Ano pracować dniem i nocą, ciałem i duszą, nad obaleniem rodzaju ludzkiego! Oto moje posłanie do was, towarzysze: Bunt! Nie wiem, kiedy ten Bunt nadejdzie – może za tydzień, a może za sto lat – ale wiem, tak jak pewnie widzę tę słomę pod nogami, że prędzej czy później sprawiedliwości stanie się zadość. W tym wpatrujcie się, towarzysze, przez krótką resztę waszego życia! A nade wszystko przekażcie to moje posłanie tym, którzy przyjdą po was, aby przyszłe pokolenia toczyły walkę aż do zwycięstwa.

I pamiętajcie, towarzysze: wasze postanowienie nie może się nigdy zachwiać. Żaden wywód nie śmie sprowadzić was na manowce. Nie słuchajcie, gdy będą wam mówić, że Człowieka i zwierzęta łączy wspólny interes, że pomyślność jednego jest pomyślnością drugich. Wszystko to kłamstwa. Człowiek nie służy niczyim interesom prócz własnych. Niech więc zapanuje między nami, zwierzętami, doskonała jedność, doskonałe braterstwo w walce. Wszyscy ludzie to wrogowie. Wszystkie zwierzęta to towarzysze.

W tej chwili wybuchła straszliwa wrzawa. Podczas przemowy Majora cztery wielkie szczury wypełzły ze swych nor i przysiadłszy na zadkach, przysłuchiwały mu się. Nagle dostrzegły je psy i tylko błyskawiczna ucieczka do nor ocaliła szczurom życie. Major uniósł racicę, nakazując ciszę.

– Towarzysze – rzekł – oto sprawa, którą trzeba rozstrzygnąć. Czy dzikie stworzenia, jak szczury i króliki, są naszymi przyjaciółmi, czy wrogami? Poddajmy to pod głosowanie. Stawiam przed zebraniem pytanie: czy szczury są towarzyszami?

Głosowano od razu i przygniatającą większością uchwalono, że szczury są towarzyszami. Sprzeciwiły się tylko cztery głosy: trzy psy oraz kot, o którym później wyszło na jaw, że głosował po obu stronach. Major ciągnął dalej:

– Niewiele mam już do dodania. Powtórzę tylko: pamiętajcie zawsze o waszej powinności wrogości wobec Człowieka i wszystkich jego obyczajów. Co chodzi na dwóch nogach, jest wrogiem. Co chodzi na czterech nogach albo ma skrzydła, jest przyjacielem. I pamiętajcie też, że walcząc z Człowiekiem, nie wolno nam się do niego upodobnić. Nawet gdy go zwyciężycie, nie przejmujcie jego przywar. Żadnemu zwierzęciu nie wolno nigdy mieszkać w domu ani sypiać w łóżku, ani nosić ubrania, ani pić alkoholu, ani palić tytoniu, ani tykać pieniędzy, ani parać się handlem. Wszystkie obyczaje Człowieka są złe. A nade wszystko żadne zwierzę nie śmie nigdy tyranizować własnych braci. Słabi czy silni, mądrzy czy prości – wszyscyśmy braćmi. Żadne zwierzę nie śmie nigdy zabić innego zwierzęcia. Wszystkie zwierzęta są równe.

A teraz, towarzysze, opowiem wam o moim śnie z ubiegłej nocy. Opisać wam tego snu nie potrafię. Był to sen o ziemi, jaką się stanie, gdy zniknie z niej Człowiek. Ale przypomniał mi on coś, o czym dawno zapomniałem. Przed wielu laty, gdy byłem małym prosięciem, moja matka i inne maciory śpiewały starą pieśń, z której znały jedynie melodię i trzy pierwsze słowa. Znałem tę melodię w dzieciństwie, lecz z czasem wywietrzała mi z pamięci. Ubiegłej nocy jednak wróciła do mnie we śnie. Co więcej, wróciły także słowa pieśni – słowa, jestem tego pewien, które śpiewały zwierzęta przed wiekami i które od pokoleń były zapomniane. Zaśpiewam wam teraz tę pieśń, towarzysze. Jestem stary i głos mam ochrypły, ale gdy nauczę was melodii, sami zaśpiewacie ją lepiej. Pieśń zwie się „Zwierzęta Anglii”.

Stary Major odchrząknął i zaczął śpiewać. Głos miał, jak zapowiedział, ochrypły, ale śpiewał całkiem nieźle, a melodia była porywająca – coś pomiędzy „Clementine” a „La Cucarachą”. Słowa brzmiały tak:

Zwierzęta Anglii i Irlandii,
Zwierzęta wszelkich stron i ras,
Słuchajcie radosnego posłania
O złotym czasie, co czeka nas.

Prędzej czy później dzień ten przyjdzie:
Człowiek-tyran padnie w proch
I po żyznych polach Anglii
Stąpać będzie zwierzęcy krok.

Znikną kółka z naszych nozdrzy,
Z karków spadnie jarzma cień,
Bicz okrutny już nie świśnie,
Rdza wędzidło zje w ten dzień.

Skarby większe niż marzenie –
Pszenica, jęczmień, siana stóg,
Koniczyna, bób, buraki –
W dniu tym legną u naszych nóg.

Jaśniej zabłysną pola Anglii,
Czystsza popłynie woda rzek,
Słodszy powieje wiatr nad łąką
W dniu, w którym wolny będzie zwierz.

Dla tego dnia musimy orać,
Choć go nie doczeka wielu z nas –
Krowy, konie, gęsi, indyki,
Wszyscy dla wolności, póki czas.

Zwierzęta Anglii i Irlandii,
Zwierzęta wszelkich stron i ras,
Słuchajcie i nieście posłanie
O złotym czasie, co czeka nas.

Pieśń wprawiła zwierzęta w nieopisane uniesienie. Nim jeszcze Major dobrnął do końca, już zaczęły śpiewać ją same. Nawet najtępsze pochwyciły melodię i pojedyncze słowa, a te bystrzejsze, jak świnie i psy, w kilka minut umiały całą pieśń na pamięć. I po paru wstępnych próbach cały folwark zagrzmiał „Zwierzętami Anglii” w potężnej harmonii. Krowy ryczały pieśń, psy ją skomlały, owce beczały, konie rżały, kaczki kwakały. Zwierzęta były nią tak zachwycone, że odśpiewały ją pięć razy z rzędu i pewnie śpiewałyby całą noc, gdyby im nie przerwano.

Na nieszczęście wrzawa zbudziła pana Jonesa, który wyskoczył z łóżka przekonany, że po podwórzu grasuje lis. Porwał strzelbę, stojącą zawsze w kącie sypialni, i posłał w ciemność ładunek śrutu. Śruciny utkwiły w ścianie stodoły i zebranie rozpierzchło się w popłochu. Każdy czmychnął na swoje legowisko. Ptactwo sfrunęło na grzędy, zwierzęta ułożyły się w słomie i po chwili cały folwark spał.ROZDZIAŁ II

Trzy noce później stary Major umarł spokojnie we śnie. Ciało jego pochowano u skraju sadu.

Działo się to na początku marca. Przez następne trzy miesiące wrzała potajemna krzątanina. Mowa Majora otworzyła bystrzejszym zwierzętom na folwarku zupełnie nowe spojrzenie na życie. Nie wiedziały, kiedy nadejdzie przepowiedziany przez Majora Bunt, nie miały powodu sądzić, że doczekają go za własnego życia, ale rozumiały jasno, że ich obowiązkiem jest się do niego sposobić. Trud nauczania i organizowania pozostałych przypadł, rzecz naturalna, świniom, powszechnie uznawanym za najmądrzejsze ze zwierząt. Wśród świń celowały zaś dwa młode knury, Śnieżek i Napoleon, które pan Jones hodował na sprzedaż. Napoleon był rosłym knurem rasy Berkshire, o dość groźnym wejrzeniu – jedynym Berkshirem na folwarku – małomównym, lecz znanym z tego, że zawsze postawi na swoim. Śnieżek był od Napoleona żywszy, obrotniejszy w mowie i pomysłowszy, nie przypisywano mu jednak równej głębi charakteru. Wszystkie pozostałe samce wśród świń folwarcznych były tucznikami. Najbardziej znany z nich był mały, tłusty wieprzek imieniem Kwikacz, o krągłych policzkach, błyszczących oczkach, zwinnych ruchach i piskliwym głosie. Mówca był z niego świetny, a gdy roztrząsał jakąś zawiłą kwestię, miał zwyczaj podrygiwać z boku na bok i wywijać ogonkiem, co było w jakiś sposób nadzwyczaj przekonujące. Mawiano o Kwikaczu, że potrafiłby z czarnego zrobić białe.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij