-
nowość
For Your Love - ebook
For Your Love - ebook
Chłopak, który zawsze pozostawał w cieniu, i dziewczyna silniejsza, niż wszystkim się wydaje.
Grace Montgomery wierzy w jedno: co cię nie zabije, to cię wzmocni. Pewne wydarzenie sprzed lat inni nazwaliby katastrofą, lecz ona uważa za drobną pomyłkę. Gdy wraz z bratem wprowadza się do domu jego kolegów z drużyny, nie spodziewa się, że zostanie tam sama z Rorym. Ten chłopak nigdy nie odwzajemnił jej uśmiechu, ale to właśnie on jako jedyny nie traktuje jej jak kruchej istoty.
Rory Delgado nie szuka rozgłosu. Woli ciszę, treningi i rutynę. Dwa lata temu zakończył wieloletni związek, a jego była dziewczyna ponownie szuka kontaktu. Kiedy więc młodsza siostra najlepszego przyjaciela zamieszkuje za ścianą wraz ze swoim pieskiem, jego uporządkowany świat zaczyna się zmieniać. A gdy chłopak głośno przyznaje, że ma problem z utrzymaniem relacji z kobietami, Grace proponuje mu lekcje randkowania.
Dziewczyna dopiero odkryje, że ma prawo być słaba. A Rory, że poranki z muzyką i towarzystwem mogą się okazać całkiem znośne.
Tylko czy zdołają sobie zaufać?
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia. Opis pochodzi od Wydawcy.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8418-537-7 |
| Rozmiar pliku: | 1,6 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Imię i nazwisko – numer – pozycja
NAPASTNICY:
Brayden Wyatt – 39 – środkowy
Carter Hollenbeck – 22 – lewoskrzydłowy
Seth Montgomery – 44 – prawoskrzydłowy
John Calley – 67 – prawoskrzydłowy
Luka Bergstrom – 88 – środkowy
Taylor Brooks – 11 – lewoskrzydłowy
Ulrich Novak – 14 – środkowy
Pat McAllister – 29 – prawoskrzydłowy
Felix Rouz – 81 – lewoskrzydłowy
Sviat Vasiliev – 91 – środkowy
Colton Reyes – 24 – lewoskrzydłowy
Quentin García – 26 – prawoskrzydłowy
OBROŃCY:
Rory Delgado – 15 – defensywny
Tanner Massey – 12 – ofensywny (kapitan)
Rainer Rhodes – 6 – ofensywny
Dominic Elden – 5 – defensywny
Sergei Datsenko – 55 – ofensywny
Ville Jokinen – 28 – defensywny
BRAMKARZE:
Petro Melnyk – 31 – bramkarz
Moritz Krüger – 35 – bramkarz rezerwowy
SZTAB TRENERSKI:
Sean Collins – trener główny
Lucien Fraser – zastępca trenera
Christian Reilly – asystent trenera
Lane Rutherford – asystent treneraROZDZIAŁ 1
NASZA MAŁA SIOSTRZYCZKA
RORY
Brayden:
Grace przyjedzie dzisiaj około południa
przygotuj się
Rory:
potrzebuje pomocy z walizkami?
Brayden:
damy radę, tylko przygotuj się na nową współlokatorkę!
Nie mam zielonego pojęcia, co robić.
To kompletna pomyłka.
Grace Montgomery właśnie wprowadza się do naszego mieszkania, a Beck i Brayden noszą pudła z należącymi do niej rzeczami.
Muszę przyznać, że nie ma ich zbyt wiele, przynajmniej jak na kobietę.
Potrafię to ocenić, bo byłem w ponad pięcioletnim związku i przerobiłem już wiele babskich rzeczy. Mniej więcej znam specyfikę przebywania z kobietą na co dzień i wiem, jak to ugryźć. Co nie oznacza, że to lubię.
Mój związek z Leanne zakończył się ponad dwa lata temu. Byliśmy szkolnymi słodziakami – ja już od najmłodszych lat trenowałem hokej, Leanne była dość popularna, zawsze dobrze się uczyła, pochodziła ze wspaniałej rodziny i była bardzo atrakcyjna. Długie, czarne włosy, naturalnie oliwkowa skóra, brązowe oczy z lekko uniesionymi kącikami i zgrabna figura. Gdy zaczynaliśmy się spotykać, mieliśmy po szesnaście lat. Szkoła średnia rządzi się swoimi prawami, ale jakoś udało mi się przetrwać, chociaż nigdy nie byłem nadzwyczaj szanowany wśród rówieśników. W liceum działała drużyna hokejowa, której byłem częścią, a Leanne czasami przychodziła ze znajomymi na mecze. Widywaliśmy się przede wszystkim na szkolnych korytarzach.
To ona zagadała do mnie pierwsza. Zapytała o jakiś przedmiot, o to, czy nie potrzebuję pomocy. Nigdy nie uczyłem się wybitnie, ale musiałem się starać, bo nikt nie patrzy dobrze na głupiutkich, a w dodatku średnio atrakcyjnych nastolatków.
Tak jakoś wyszło, że jej otwartość i determinacja mnie zdominowały, podobało mi się, że mnie zaczepiła. Dodało mi to pewności siebie i odwagi, choć wiele dzieciaków się śmiało, że już w tym wieku na mojej twarzy pojawiał się spory zarost, przez co wyglądałem na starszego niż w rzeczywistości.
Nigdy nie byłem zbyt wylewny w stosunku do kobiet, właściwie w stosunku do nikogo. Inicjatywa Leanne była dla mnie zbawienna i jakoś tak wyszło, że kliknęliśmy. Zaczęliśmy się spotykać. Związek się rozwijał, Leanne zawsze była słodka i uśmiechnięta, chodziliśmy za rękę i była też moją pierwszą dziewczyną w łóżku. Odkrywałem z nią swoją seksualność, chociaż nie mieliśmy dostatecznie dużo czasu, by rozwinąć ten aspekt życia, bo jak tylko łowca talentów wyłapał mnie w szkolnej drużynie i zaproponował miejsce w klubie Minnesoty, wszystko zaczęło się powoli sypać.
Bardzo powoli.
Kochałem ją. Na początku wspierała mnie, rozmawiała ze mną i potrafiła wyciągnąć wiele problemów, które zwykle dusiłbym w sobie. Myślałem, że nasz związek jest silny, przetrwa wszystko i może nawet będzie to miłość na całe życie.
Ale nadszedł koniec szkoły, całkowita i ekspresowa adaptacja w nowej drużynie NHL i… dystans.
Dystans, rodzący się między mną a Leanne.
Oboje pochodzimy z okolic Minneapolis, więc nie musieliśmy się przeprowadzać. Była zawsze na miejscu, czasami przebywałem kilka dni z rzędu w domu jej rodziców, bo chciałem spędzać z nią jak najwięcej czasu. Robiłem wszystko, co sprawiało jej przyjemność. Z każdego miasta, w którym grałem mecze, przywoziłem lokalne słodycze. Zabierałem ją do kina, do restauracji, wszędzie, gdzie chciała, chociaż najbardziej lubiłem spędzać czas w domu. Ona natomiast w pewnym momencie w ogóle już ze mną w tym domu nie chciała siedzieć.
Nie robiłem z tego powodu żadnych problemów, starałem się płynąć z prądem i się do niej dostosować. Jednak za każdym razem, gdy wracaliśmy do niej czy do mnie, Leanne wytrzymywała tylko chwilę i dość szybko się rozstawaliśmy.
I tak jakby mnie… odpychała. Pocałunki zmieniły się w szybkie buziaki, jakby brała udział w wyścigu, a o sferze intymnej naszego życia chyba lepiej nie wspominać. Przez ostatni rok związku seks nie istniał. Wcześniej i tak już się ode mnie odsuwała, ciągle szukała wymówek, a przecież nie jestem samolubny w łóżku i zawsze starałem się o nią dbać. Pytać. A jej nic nie odpowiadało. Tu za mocno, tam zbyt szybko, w tym łóżku na wakacjach nie, bo materac jest zbyt miękki, a w innych miejscach nie lubi, bo jej niewygodnie. Komfort jest ważny, więc nigdy nie naciskałem.
Ale ile zbyt miękkich materacy można przerobić?
Ile bólów głowy?
Rano bolały ją głowa i gardło, a trzy godziny później widziałem, jak jedzie na brunch ze znajomymi, nie proponując mi nawet, bym dołączył.
Czułem się jak gówno.
Mimo tego kochałem ją, zamierzałem o nas walczyć i się starać.
Ale to trochę tak, jakby zupełnie straciła zainteresowanie mną. Jakbym się jej… znudził. Jakby się mnie wstydziła.
Przełykam ciężko ślinę, wspominając te okropne chwile. Nie lubię tego. Nienawidzę. Zawsze byłem nieco dziwnym dzieckiem, które nie wpada płynnie w rozmowy przyjaciół, średnio radzi sobie w szkole, i tutaj niewiele się zmieniło. Nie jestem wylewny, szybkie tempo życia wokół trochę mnie rozstraja, a jedyne miejsce, w którym jestem w stanie to pokonać, to arena hokejowa.
Czasami wciskam do jednego ucha zatyczkę, żeby hałasu podczas meczu było trochę mniej.
A czasami nawet tego nie potrzebuję. Hokej jest ważną częścią mojego życia.
Ale… zawsze zapewniałem Leanne, że ją kocham i nawet hokej nigdy nie będzie od niej ważniejszy.
Ona tego nie rozumiała. Nie podobało jej się, że ciągle wyjeżdżam, że będę zawodowcem. Wytykała mi nieistniejące zachowania, sugerując, że na takim wyjeździe mógłbym sobie znaleźć kogoś innego. Kłóciliśmy się przez to. Nie wiem, czy to tylko wymówka, ale gdy ze mną zrywała, powiedziała, że potrafię być obecny tylko przy jednym ważnym aspekcie życia i ona już dłużej nim nie jest.
Choć wiedziała, jak hokej mi pomaga, jak bardzo to kocham, postanowiła nigdy nie przychodzić na mecze i mnie nie dopingować. Dlatego czasami tak boli mnie, że Jamie i Elis przyjeżdżają zawsze, gdy mogą, by kibicować Braydenowi i Beckowi, a w zasadzie całej naszej drużynie.
Bo ja nigdy tego nie miałem, choć przecież byłem w dużo dłuższym związku.
I tak, to Leanne ze mną zerwała. Chłopcy wiedzą.
Seth jako jedyny zna więcej szczegółów, bo niechlubnie znalazł się w tym samym barze w wieczór, w który zakończyliśmy nasz związek. To totalny przypadek. Czasami mam nadzieję, że był zbyt nawalony i nic nie pamięta. Beck i Brayden na pewno nie mają pojęcia, co dokładnie zaszło.
I mam nadzieję, że nigdy się nie dowiedzą, bo chyba spaliłbym się ze wstydu.
Nie jestem pewien, co zrobiłem źle. Po tym wieczorze, który doprowadził do naszego rozstania, Leanne zapewniała mnie, że jestem wspaniałym facetem i na pewno czeka mnie świetlana przyszłość.
Dzięki za nic.
Za to, że przez pięć lat wierzyłem, że to moje happy ever after.
Przesuwam dłonią po twarzy.
Wszystko wciąż przypomina mi o tych pięciu latach i o rozstaniu. Wiem, że ona nie zachowywała się wobec mnie w porządku i nie powinienem w ogóle nawet myśleć o tym, że moglibyśmy do siebie wrócić, ale… pisze do mnie.
Odzywa się.
Od roku co jakiś czas wymieniamy się wiadomościami i to ona zainicjowała kontakt. Przypominam sobie też te dobre chwile, pierwsze lata, pierwsze razy, wspólne randki i coś w moim sercu drga, a to przecież zdarza się rzadko.
Siedzę jak ostatni idiota na wysokim stołku przy wyspie kuchennej i odsuwam pusty kubek po serku proteinowym. Zaraz wejdziemy w nowy sezon, zaczną się wyjazdy – dzięki Bogu, bo nie mam pojęcia, co robić, gdy Grace wprowadzi się do nas na stałe.
Obserwuję ukradkiem, jak Brayden zanosi ostatnie pudło do jej nowej sypialni, która znajduje się tuż za ścianą mojego pokoju.
Grace wchodzi za chłopakami jako ostatnia, tuż za Sethem. Ten wita się ze mną uściskiem dłoni, na szczęście nie ciągnie mnie za język. Ale Becka aż korci. Widzę to. W ciągu ostatniego roku pytał mnie już kilka razy, czy Leanne się do mnie odzywała.
Wie.
Ja wiem, że on wie, ale nie mam ochoty poruszać tego tematu.
Czasami zazdroszczę chłopakom ich stylu życia. Mimo nastawienia na zabawę i setek kobiet wokół nich znaleźli swoje drugie połówki. Jak to się dzieje?
Ach, tak, laski rezygnują tylko z nudnych facetów.
– Cześć! – W końcu słyszę ten głos.
To Grace. Zauważa mnie dopiero teraz, bo kręciła się jedynie w holu.
Wygląda ślicznie. Ma na sobie białą sukienkę w drobne kwiatki na cienkich ramiączkach, a na stopach białe trampki. Jej gęste, długie, kasztanowe włosy są spięte w niski kucyk i pozostają w nieładzie. Jest dość wysoka, szczupła, ale delikatnie zaokrąglona we wszystkich strategicznych miejscach.
Nie patrz jej w dekolt.
– Rory! Wspaniale cię widzieć. – Podchodzi do mnie, żeby przybić piątkę.
Robię się spięty.
Nie mam pojęcia, dlaczego spinam się przez to, że przybija mi piątkę.
Może dlatego, że nie chcę pokazać po sobie, jak bardzo mi się podoba.
Tak, podoba mi się młodsza siostra mojego kumpla.
Najpierw widziałem w niej piękną, młodą kobietę, ale nie skupiałem się na tym, bo byłem w związku. Ja i Seth znamy się już długo, bo kilka lat przede mną chodził do tej samej szkoły i grał w tej samej drużynie szkolnej co ja. Wtedy nawet nie spoglądałem w ten sposób na inne laski, a co dopiero na Grace, która jest o trzy lata młodsza ode mnie. Była jeszcze dzieckiem.
Ale gdy tylko ja i Leanne się rozstaliśmy, coś w mojej głowie znów kliknęło.
Zobaczyłem Grace ponownie jakieś kilka miesięcy po rozstaniu. Wtedy już prawie dziewiętnastoletnia siostra mojego kumpla okazała się atrakcyjna.
Co ja gadam?
Ona jest piękna.
Te gęste włosy, ten szeroki uśmiech i wysoko uniesiona broda. Ta pewność siebie, ale też empatia i wyrozumiałość. To atrakcyjność nie tylko ze względu na wygląd, ale też na to, co przekazuje ludziom, którzy przebywają w jej otoczeniu.
Nie wiem, co gorsze – rozpamiętywanie mojej eks i chęć powrotu do tego, co było kiedyś, czy napinanie się do granic możliwości, by tylko nie pokazać, że nasza kochana Grace mogła stać się obiektem moich fantazji.
Dobrze, że potrafię się skupić tylko na jednej trudnej rzeczy i dzięki temu, że Grace jest obok mnie, zapominam, że chciałem wyciągnąć telefon i sprawdzić, czy Leanne jeszcze pisała.
– Powiesz coś do mnie? – śmieje się. Jej mina po sekundzie zmienia się w zmartwioną. – Cholera, powiedz mi, że oni w ogóle zapytali cię o zdanie.
– Hm… co? – Brzmię jak jaskiniowiec, który pierwszy raz testuje struny głosowe i uczy się nowego języka.
– Nie wyglądasz na zadowolonego. Byłam pewna, że wszyscy wiedzą o naszej przeprowadzce.
– Hm… tak, wszyscy wiedzą.
Oddycha z ulgą.
– Ty też, tak?
– Tak.
– Okej… i nie masz nic przeciwko, prawda?
Nie, teraz tylko prysznice w łazience tuż obok twojej sypialni będą nieco niezręczne.
– Nie. Wszystko w porządku.
– Uff. Wiesz, jacy bywają Brayden i Beck. Myślałam, że może ustalili to bez ciebie.
Właściwie tak zrobili, chociaż pytali mnie później o zdanie. Wiem też, że nigdy nie zdecydowaliby się na działanie z premedytacją, by mnie rozzłościć. Szanujemy się nawzajem. Oni też już zbyt dobrze mnie znają.
Ja się zgodziłem.
Bo Grace będzie tutaj bezpieczna.
A przecież wiemy, co kiedyś jej się przydarzyło. Zawodnicy z byłej drużyny Setha zamknęli ją w jednym z pokoi i nagrywali, próbując czegoś więcej. Na szczęście na tym się skończyło, a ja jestem pod wrażeniem tego, jak Grace potrafiła się po tym pozbierać. Nigdy nie mówiliśmy o tym, co dokładnie zaszło w tamtym zamkniętym pokoju. Wiemy tylko, że coś się działo.
Grace zapewniała nas, że to nic strasznego.
Seth był zdenerwowany tak, jakby oni rozerwali ją na strzępy.
Ale Seth zawsze tak reaguje.
Najważniejsze, że Grace stoi obok mnie cała i zdrowa i posyła mi taki uśmiech, że aż muszę się wyprostować i potrzeć dłońmi o uda.
– Jak się masz? – zagaduje.
– Dobrze – odpowiadam lakonicznie.
– Świetnie poradziliście sobie wszyscy w ostatnim sezonie. Jeszcze nie miałam okazji ci pogratulować.
Teraz będziesz miała ich mnóstwo.
Nie brzmi to dobrze.
Albo brzmi zbyt dobrze.
Sam już nie wiem.
– Ale nie martw się, nadrobię – mówi niezrażona moim milczeniem i słodko nieświadoma walki, jaką toczę wewnętrznie. – Za tydzień Brayden i Beck jadą z dziewczynami na wakacje na dwa tygodnie, więc będziemy mogli razem świętować i nadrobię te wszystkie gratulacje.
Dwa tygodnie?
Wakacje?
To już teraz?
Potok myśli przytłacza mnie na tyle, że znów nie jestem w stanie się odezwać.
– Może pogramy w scrabble, jak już nikogo z nami nie będzie. Wiem, że je lubisz – dodaje Grace.
Nikogo z nami nie będzie?
– Seth nie lubi grać w scrabble – przypominam.
Grace parska śmiechem.
– A więc dobrze, że jego też nie będzie.
Wszystkie włosy na ciele stają mi dęba, a mam ich w cholerę. Jestem tak owłosiony, że mógłbym nie nosić spodni, bo włosy na nogach są dostateczną ochroną skóry.
– Słucham? – wykrztuszam po dłuższej chwili. Powinienem brzmieć jak człowiek zdziwiony, a mój ton wieje jedynie nudą.
– Trener załatwił mu jakieś badania w San Diego, będą sprawdzali jego wydolność i coś tam jeszcze… ma problemy ze snem – wyjaśnia Grace.
– Badania…? Wyjeżdża na… jeden dzień?
– Na szczęście na dłużej. Na prawie dwa tygodnie.
Poruszam ramionami, starając się je rozluźnić.
Będę z nią tutaj sam na sam.
Z tą piękną, bystrą kobietą, która uśmiecha się do mnie, a mi zasycha w gardle. Powinienem traktować ją jak młodszą siostrę, tak jak wszyscy, ale chyba już nie potrafię. Jest zbyt piękna. Zbyt uprzejma. Zawsze chętnie ze mną rozmawia, mimo że daję jej zdawkowe odpowiedzi – jak zresztą każdemu.
Jestem cholernie mało rozmowny.
Za bardzo się krzywię, gdy ludzie do mnie mówią, a ja nie nadążam.
Czasami mam ochotę odwrócić się i wyjść, i to widać.
Dałbym wiele, by chociaż przez jeden dzień w życiu poczuć się przynajmniej trochę normalnie. Sam z siebie wesoło żartować, sprawiać, że dzieciaki w szkole nie patrzą na mnie jak na odludka.
Rodzice zawsze mnie wspierali, ale ze znajomymi i z przyjaciółmi miałem problem. Teraz mam wokół siebie ludzi, którzy przywykli do mojego charakteru i sposobu bycia, ale zastanawiam się, czy to właśnie przez niego spieprzyłem swój ostatni związek.
I w ogóle wszystkie relacje z kobietami.
– Możesz pokazać mi mniej więcej, gdzie co jest, gdzie czego szukać? Zwłaszcza w kuchni i w szafach. Chodzi mi o środki czystości, odkurzacz, czy coś w tym stylu.
Przyjechała tu, żeby sprzątać?
Pokazuję palcem robota sprzątającego, który niemal bezgłośnie sunie po podłodze.
– Chciałabym po prostu… nie być pasożytem – usprawiedliwia się.
Wzruszam ramionami.
– Nie będziesz.
Grace marszczy nos i wydyma usta.
– Jak zwykle ciepłe powitanie, dzięki – mamrocze. – Nie będę ci już przeszkadzać.
Nie przeszkadzasz.
Wracaj.
Grace macha mi na pożegnanie, a potem znika w głębi korytarza. Dołącza do Becka i Braydena, którzy pokazują jej nową sypialnię, prowadzą do wszystkich łazienek i na sam koniec penthouse’u, skąd rozciąga się piękny widok na miasto.
Zdaję sobie sprawę, że mój telefon znów wibruje. Chyba na dłuższą chwilę odciąłem się od tego dźwięku.
Zerkam na ekran tylko przez sekundę. Wyświetla się tam imię mojej byłej. Już mam odruch, by sięgnąć po komórkę i przeczytać wiadomość, ale w ostatnim momencie czuję coś mokrego na nodze. Jakby ktoś dotknął mnie po łydce starą, wymoczoną gąbką. Drgam niespokojnie i zdegustowany spoglądam w dół.
Ale tu jest tylko pies.
Bear.
Ma brązową i teraz już ładną, kręconą sierść, sporo włosów, prawie jak ja. Jest tylko znacznie jaśniejszy i średnich rozmiarów. Sprawia wrażenie rasowego, chociaż nie znam się na psach, więc rasy nie jestem w stanie podać.
Znów liże moją nogę.
– Fu – burczę. – Spadaj.
Gwałtownie unosi łebek i patrzy na mnie oczami, które świecą niczym dwa czarne guziczki. Skamle i ociera się mokrym nosem o moją kostkę.
Aż przechodzi mnie dreszcz.
Wtedy Bear znów na mnie patrzy i, jakby całkowicie rozumiał moje reakcje i oburzenie, po prostu siada obok mnie, przechyla łeb na jedną stronę, a jego koślawy ogon wesoło uderza o podłogę.
Chyba się… cieszy.
I może na mnie… czeka?
– Bear! – krzyczy Grace z głębi domu. – Bear, do nogi! Chodź, piesku!
Jej głos, mimo że mocno uniesiony, wciąż jest delikatny. Dziewczyna pojawia się naprzeciwko mnie, kuca i zapraszająco rozkłada ręce, a pies natychmiast gna w jej objęcia.
Cóż, nie dziwię się.
– Nie można tak od razu napastować nowych współlokatorów – śmieje się Grace. – Trzeba dać im trochę przestrzeni, zanim się przyzwyczają i zobaczą, że wcale nie będziesz złym towarzystwem.
Jest wesoła, rozpromieniona i chociaż mówi do psa, trochę mam wrażenie, jakby kierowała te słowa do mnie. Gdy podnosi się z podłogi, a Bear jest już przy jej nodze, patrzy mi prosto w oczy, posyłając ostatni nieśmiały uśmiech. Wodzę za nią wzrokiem, dopóki nie wychodzi poza jego zasięg.
– Widujesz się znów z Leanne?
Nie mam pojęcia, jakim cudem Seth znalazł się obok mnie w kuchni i jakim sposobem wyciąga butelkę soku z lodówki, a ja tego nie usłyszałem.
– Co?
Kiwa głową na telefon na wyspie.
– Pisze do ciebie.
Przełykam ślinę.
– Nie. Nie widujemy się. Jesteśmy… w kontakcie – mówię wymijająco.
– To na pewno dobry pomysł?
– Jezu, ty też? Przecież Leanne to moja była, a nie El Chapo.
Kąciki ust Setha drgają.
– I to nie tak, że biorę ją przed ołtarz, po prostu pozostajemy w dobrych relacjach – dodaję.
Seth kiwa głową.
– Jak uważasz – mamrocze. – Pies ci nie przeszkadza?
– Przeżyję jego obecność.
– Bardzo lubi biegać. Polecam zabrać go ze sobą na jakiś wieczorny albo poranny jogging. Naprawdę wdzięczne stworzenie.
Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł. Nigdy nie opiekowałem się zwierzętami.
– Dzięki.
– Nie ma sprawy. Przepraszam, że tak głupio wyszło z tą przeprowadzką, ale to rzeczywiście dobry pomysł. Wolę to niż szukanie na szybko mieszkania dla Grace, bo chce zamieszkać sama. Lepiej będzie, jak trochę przekoczujemy u was, żebym chociaż przyzwyczaił się do myśli, że nasza mała siostrzyczka tak dojrzewa.
Nasza. Mała. Siostrzyczka.
Przeżywam chyba wewnętrzne wymioty.
Wydaje mi się, że już zdążyła dojrzeć.
Słowa mam jak zwykle na końcu języka, ale nie odezwę się w ten sposób. Nie chcę być chamem i przede wszystkim nie chcę zdenerwować Setha.
– Zaopiekujesz się nią, gdy pojadę do San Diego? – pyta bez cienia świadomości, jakie myśli krążą po mojej głowie.
Posyłam mu krzywy uśmiech.
– Uch, jasne. Jasne. Zaopiekuję się nią.ROZDZIAŁ 2
WSZYSTKIE SEZONY GOSSIP GIRL
GRACE
Grace:
prawie zapomniałam, jaka ta chata jest piękna
Elis:
prawda???
i dystrybutor lodu w lodówce robi kostki lodu w kształcie kulek!
To mieszkanie jest wspaniałe.
Życie z Sethem pod jednym dachem przez tak długi czas dopiero teraz wydaje się męką.
Seth jest moim ukochanym bratem, ale jest też bardzo specyficzny. Naprawdę doceniam, że tak długo się mną opiekuje, jednak wiem, że musi przepracować swoje problemy samodzielnie.
Moja historia ma swój smutny okres. Wszyscy wiedzą, że gdy miałam niecałe siedemnaście lat, padłam ofiarą głupich zabaw, jakiejś idiotycznej zemsty, bo znalazłam się tam, gdzie nie powinnam być. Seth opuścił wtedy poprzednią drużynę na rzecz nowej. Jego byli współzawodnicy żywili do niego z tego powodu wielką urazę i podczas imprezy po wydarzeniu sportowym jeden z nich chciał zabrać naiwną nastoletnią mnie na balkon na piętrze, by podziwiać gwiazdy.
Cóż, gwiazd nie zobaczyłam. Natomiast zostałam zamknięta w pokoju. Z nimi wszystkimi.
Przymykam powieki, nie chcąc do tego wracać. Cieszę się, że nikt nie był w stanie mnie wykorzystać, że nie stało się tak naprawdę nic strasznego. Tylko głupie gierki, podpuszczanie, kilka nieodpowiednich tekstów i działań. Wraz ze wspomnieniami pojawia się dyskomfort, ale nie paraliżuje mnie na tyle, bym nie była w stanie od razu ruszyć dalej.
Szczerze mówiąc, teraz już tylko się wzdrygam, gdy to wspominam. Wtedy płakałam, ale byłam młoda, niedoświadczona i okazało się, że niektórzy są po prostu wyjątkowo okrutni. Obawiałam się, że materiały, które zdobyli tamci zawodnicy, ujrzą światło dzienne, że zostanę publicznie ośmieszona albo i gorzej. Między innymi dzięki Sethowi sytuacja została zduszona w zarodku.
Jednak najmocniej na mojej psychice nie odbiło się wcale zachowanie tamtych chłopaków. Tylko… zachowanie tych, którzy powinni być mi bliscy i mnie chronić.
Na szczęście zawsze miałam Setha. Wyprowadził się z domu, by grać profesjonalnie w hokeja, a rodzice pożegnali go z uśmiechem na ustach, bo włożyli ogromne pieniądze w rozwijanie jego talentu. Seth zawsze miał najdroższe łyżwy, najlepszy sprzęt, mądrych trenerów. Dolary sypały się tylko po to, by wypuścić go z rodzinnego gniazda, by mógł przynieść sławę naszemu nazwisku, zarabiać ogromne pieniądze.
Sprawy trochę się skomplikowały po całej sprawie ze mną w roli głównej, bo Seth zaczął się buntować, a rodzice nie byli zadowoleni, że ze złotego hokejowego synka, który po prostu z przyzwyczajenia zawsze tolerował ich zachowania, zmienił się w depresyjnego dupka.
I gdzieś w tym wszystkim… byłam też ja. Zawsze po prostu byłam. W wieku dziesięciu lat postanowiłam, że poświęcę życie zwierzętom. Rodzice od razu zadecydowali, że będę studiować weterynarię, a oni otworzą mi gabinet, żebym mogła zarabiać kupę kasy i zostać najsłynniejszą lekarką zwierząt w Minnesocie. Pojawił się jednak mały problem – nie jestem umysłem ścisłym i nie radziłam sobie zbyt dobrze z dziedzinami nauki potrzebnymi do podjęcia kariery weterynarza. Na dłuższą metę takie studia byłyby dla mnie piekłem.
Nie poszłam też na medycynę, tak jak wyobrażali sobie od moich najmłodszych lat.
Za to studiuję dziennikarstwo na Uniwersytecie Minnesoty, w końcu będę zaczynać drugi rok. Studia nie są dla mnie takie straszne, odkąd zaprzyjaźniłam się z Jamie i Elis. Dzięki nim mam wtyki na ostatnim roku.
Nie skupiam się jednak na razie na uczelni, bo jeszcze nie rozpoczęłam pierwszego semestru. Przede mną sporo czasu, który mogę wykorzystać na zwiedzanie tego wspaniałego penthouse’u.
Ściany są jasne, okna ogromne, podłogi lśnią, a na szafkach nie ma ani śladu kurzu. Robot sprzątający i mopujący sunie bezgłośnie po parkiecie, a Bear zawsze przed nim ucieka. Widok z salonu jest fenomenalny.
Za bardzo przyzwyczaiłam się do naszej ostatniej nory, którą Seth zamienił w jaskinię smutku. Ściany mieliśmy tam ciemnoszare, meble drewniane, a wszystkie dodatki, które sobie przynosiłam, musiałam chować po szafkach. Brat dopiero z czasem zaczął akceptować skrawki kolorów i nawet świeże kwiaty. Ile można gapić się w czarne ciuchy i zaciągać wszystkie zasłony?
Seth źle poradził sobie z samą myślą, że ktoś chciał lub planował mnie skrzywdzić, i wolę nie wiedzieć, co by się stało, gdyby doszło do czegoś więcej.
Ale rozumiem go.
Choć Seth nigdy nie powiedział tego głośno, jestem praktycznie pewna, że moje nieszczęście nie było jedynym powodem, dla którego się złamał. Dla którego przestał grać, choć to była jedyna prawdziwa miłość w jego życiu. Nikt nie zna go tak jak ja, ale czasami właśnie przez to jest mi trudniej. Bo wiem, jaki jest silny, i przykro mi, że o siebie nie dba.
Teraz zaczyna się robić lepiej. Chłopcy znów go zaakceptowali. Pozwolił przemówić sobie do rozsądku.
Myślę tak o bracie, o nowym rozdziale w życiu, o tym mieszkaniu i o czasie, który będzie mi dane tu spędzić… i nie chcę zmarnować kolejnego poranka na rozdrapywanie starych ran i świeżych zadrapań. Muszę korzystać z tego, co mam.
Włączam w telefonie playlistę rodem z jakiegoś mało eleganckiego klubu i zaczynam przygotowywać sobie kawę. Specjalnie na tę okazję kupiłam syropy smakowe. W najwyższej klasy ekspresie tworzę przepyszne latte kokosowo-waniliowe i zamierzam cieszyć się każdym jego łykiem.
Długo myślę nad tym, co zjeść na śniadanie, ale w końcu idę na łatwiznę i wsypuję do miski płatki.
Jednocześnie z zapamiętaniem wczuwam się w każdy, nawet najmniejszy, rytm Gasoliny, która leci z głośników. Hiszpańskie słowa płyną z ust Daddy Yankee’ego, a ja wykorzystuję wszystkie swoje zdolności ruchowe, by dać sobie samej jak najlepszy pokaz. Kręcę tyłkiem w dresach, moja koszulka z logo Arctic Monkeys zupełnie nie pasuje do rytmów, które będę puszczać w tej pięknej kuchni.
Płatki są moim rekwizytem na scenie.
Nucę piosenkę.
Naśladuję ruchy, które oglądałam miliony razy na filmikach w internecie.
Ten poranek jest najlepszy.
Robię gwałtowny obrót, przerzucając długie włosy nad ramieniem, i…
Pudełko płatków wypada mi z rąk.
Rory stoi po drugiej stronie wyspy kuchennej, w dłoni trzyma szklankę z wodą i dziwnie mocno zaciska na niej palce. Do tego wydaje się kompletnie zagubiony, choć w tym momencie tylko i wyłącznie ja powinnam zapaść się pod ziemię ze wstydu. Dużym minusem jasnej i delikatnej skóry oraz pięknych kasztanowych fal jest fakt, że bardzo łatwo się rumienię. Teraz wyglądam już pewnie jak pomidor. Czerwony, dorodny pomidor wprost z domowej szklarni.
Ledwie jestem w stanie coś z siebie wykrztusić. Rzucam się po telefon i przyciszam początki kolejnego hitu, tak że muzykę ledwie słychać.
– Przepraszam – mamroczę. – Naprawdę przepraszam. Wydawało mi się, że nikogo już nie ma w domu. Beck i Brayden pojechali na siłownię, a nie widziałam, żebyś wracał z biegania.
Rory biega w każdy poniedziałek i piątek z rana, a w środy i soboty wieczorami. Przynajmniej między sezonami, bo najbliższy zaczyna się niedługo.
Chłopak wciąż się nie odzywa, a teraz, zamiast patrzeć jedynie w moje oczy, leniwie zsuwa wzrok w dół mojego ciała.
– Nie chciałam być tak głośno – dodaję speszona. – Nie miałam pojęcia… Chryste, Rory, gdybym wiedziała, że jesteś w domu, wybrałabym przynajmniej mniej dziwkarski repertuar.
Unosi znów spojrzenie. Czułam się tak, jakby mnie rozbierał, a to przecież najbardziej zdystansowany człowiek na świecie.
– Dziwkarski? – powtarza beznamiętnie.
– Trochę – mamroczę. – Nie jestem pewna, o czym jest tekst, ale brzmi dziwkarsko. Założę się, że jest tam coś o trzęsieniu tyłkiem albo o wielkich cyckach. Tak naprawdę nie mam nic do dziwek, nie oceniam, ale może nie jest to najlepsza piosenka na taki poranek…
– Nie jest taka zła.
Zamykam się chociaż na chwilę.
Bo, posłuchajcie – Rory jest naprawdę łagodnym facetem. Ma to swoje burzliwe spojrzenie czekoladowych oczu, oceniający wzrok, kilkudniowy zarost na twarzy i równie sporo włosów na rękach i nogach, przez co wygląda trochę jak człowiek pierwotny lub groźny, nieco mroczny drwal. I przede wszystkim nie odzywa się zbyt wiele, więc czasami mam wrażenie, że nawet mnie nie lubi. Ale jednocześnie jest taki… spokojny. I prosty. Jeśli już coś mówi, odnoszę wrażenie, że jest to ekstremalnie dobitne.
Jak teraz.
– W tekście nie ma nic o cyckach – dodaje.
Robię się jeszcze bardziej czerwona.
– Skąd wiesz?
– Mój tata jest Meksykaninem.
Przechylam lekko głowę. Wiem wiele rzeczy o Rorym, ale nad tym nigdy się nie zastanawiałam.
– Och. No tak, Delgado – mówię jakby do siebie. – Mogłam się domyślić po nazwisku. I rozumiesz po hiszpańsku?
I po tym, że jego skóra jest o co najmniej dwa tony ciemniejsza od mojej.
– Rozumiem i trochę mówię – odpowiada zdawkowo.
Kiwam głową.
Wciąż stoi w tym samym miejscu i trzyma szklankę z wodą.
– Eeee… chcesz zjeść ze mną śniadanie? – proponuję nieco zawstydzona.
Wyraz jego twarzy jest tak beznamiętny, że równie dobrze mogłabym zaproponować mu wspólne wyniesienie śmieci.
Wzrusza lekko ramieniem i podchodzi do mnie. Jedno, czego nie potrafię zrozumieć, to jego podejście do fizyczności.
Zamienia ze mną najmniej słów ze wszystkich chłopaków, nie jest w ogóle towarzyski i na pewno czasami irytuje go to, że słucham głośno muzyki albo tańczę podczas przygotowywania śniadania. Jednak gdy tylko ma coś zrobić, jak teraz śniadanie, a ja znajduję się blisko, po prostu wchodzi w moją przestrzeń trochę tak, jakby mnie tu nie było.
Ociera się o mnie ramieniem, gdy po podniesieniu pudełka z płatkami wsypuje część do miski. Dotyka mnie palcami, kiedy sięga po mleko. Jego bark muska mój pośladek, gdy schyla się, by pozbierać resztki z podłogi.
Przecież to ja zrobiłam ten bałagan.
Rzucam się na kolana, by też posprzątać. Zbieramy wszystko razem co do okruszka.
Ale to nie tak, że Rory staje tylko blisko mnie, bo zauważyłam, że ma tak z każdym, kogo zna. Z chłopakami. Czasami znajduje się blisko Jamie albo Elis i ogólnie wygląda na to, że niewiele robi sobie z przestrzeni osobistej innych ludzi. Wiem jednak, że nie jest ignorantem, więc jeszcze nie dotarłam do sedna sprawy i wyjaśnienia, dlaczego odrzuca go dłuższa rozmowa, a kontakt fizyczny już nie.
– Słuchaj, naprawdę mi głupio, że tak wypaliłam z tą Gasoliną. – Odchrząkuję. – Nie chcę być tutaj dla was problemem. Po prostu… z rana mam dużo energii. Nie biegałam od dwóch tygodni, bo zajmowałam się tylko przeprowadzką, i naprawdę nie puściłabym tej muzyki tak głośno, gdybym wiedziała, że jesteś obok…
– Grace – przerywa mi miękko, choć nieco markotnie. – Nic się nie stało.
Zalewa płatki mlekiem po same brzegi i zaczyna się interesować czymś innym. Wyciąga z lodówki wcześniej przygotowany shake proteinowy, przelewa go do szklanki. Sprawdza coś na telefonie. Przenosi miskę z płatkami i mlekiem na wyspę i siada przy niej, ale… nie zaczyna jeść. Jest skupiony na innych rzeczach.
– Twoje płatki będą zaraz rozmoknięte – zauważam głośno.
Na chwilę zupełnie zapominam, że dopiero trzęsłam tyłkiem do nieprzyzwoitych piosenek i on to przecież widział.
Zerka na mnie sponad telefonu.
– Proszę?
– Twoje płatki. Zalałeś je mlekiem. Zapomniałeś o tym?
Marszczy nieco brwi.
– Dlaczego miałbym zapomnieć?
– Leżą w mleku już kilka minut. Zaraz będą kompletnie mokre.
– Właśnie na to czekam.
Rozchylam usta w prawdziwym szoku.
– Rory – mówię powoli. – Zamierzasz jeść płatki rozmoczone w mleku?
– Mhm – mruczy beznamiętnie.
Łapię się za serce.
– To okrutne dla płatków i dla twoich kubków smakowych. Płatki muszą być chrupiące. Zalewasz je mlekiem dopiero tuż przed samym zjedzeniem. Zimne mleko i chrupiące płatki to naturalne i logiczne połączenie.
Rory odkłada telefon i miesza łyżką w płatkach.
– Nie. Tylko rozmoczone płatki mają sens.
– Czy ty właśnie zabijasz moje najważniejsze przekonanie? Jak możesz coś takiego jeść? – Zaglądam mu do miski. – Przecież to ma konsystencję kapcia. Mleko będzie miało smak płatków, a płatki będą jak gluty.
Jego twarz nawet nie drgnie.
– Zawsze zalewam płatki mlekiem odpowiednio wcześniej przed jedzeniem, żeby namokły. I żeby mleko trochę się zagrzało w temperaturze pokojowej.
Klepię się po piersi.
– Moje serce krwawi.
Wlewam sobie mleko do miski z płatkami, siadam i od razu zaczynam jeść. Płatki wspaniale chrupią.
– Dopiero się wprowadziłaś i już zamierzasz zmieniać moje życie? – mamrocze Rory, choć wcale nie brzmi to jak żart.
Kręcę głową.
Oczywiście, że nie. Jestem urażona jego wyborami kulinarnymi, ale tak naprawdę trochę sobie żartuję. Przynajmniej w ten sposób zdołałam rozkręcić tę rozmowę.
– Seth pojechał trochę wcześniej. Wyjechał dzisiaj rano. Wiedziałeś? – mówię.
– Wspominał mi coś wczoraj.
– Mam nadzieję, że te badania coś mu dadzą. Nie jestem pewna, co może jeszcze zrobić, by spać spokojnie.
– Bezsenność?
– Tak. Myślę, że to jedyna realna oznaka jego wrażliwości. Chciałabym mu pomóc, ale nie jestem w stanie. A teraz, gdy jest już w formie i gra w drużynie, nie może zażywać leków na sen, bo zaburzają jego koncentrację również w dzień, więc szuka innych metod.
– Trzymam za niego kciuki.
Rory po tych słowach nurkuje łyżką w misce i zaczyna jeść te przemoczone, glutowate płatki kukurydziane, jakby był to najlepszy posiłek w jego życiu.
Przy Rorym czuję się swobodnie.
Nie licząc tych momentów, gdy znajduje się zdecydowanie za blisko. Tego wciąż nie rozumiem, ale wiem też, że nie jest to jednorazowa akcja. Gdy próbowałam ściągnąć kwiatek z wysokiej półki w salonie, by oberwać przyschnięty liść, nie mogłam dosięgnąć, więc Rory stanął tuż za mną, żeby mi pomóc, i jego uda bezlitośnie otarły się o mój tyłek.
To, że tak się do mnie zbliża, jakbym była przedmiotem w jego otoczeniu, a nie realnym człowiekiem, peszy mnie. A przecież jestem dzielną, otwartą dziewczyną i nigdy nie mam problemów z nawiązywaniem kontaktów czy zjednywaniem sobie ludzi. Choć znam Rory’ego od lat i pamiętam, że chłopak stał obok Setha, gdy brat uczył mnie jazdy na łyżwach, czasami ten wielki hokeista sprawia wrażenie chodzącej zagadki.
Którą zaczynam chcieć rozwikłać.
Nie jestem nieśmiała, jak niektórzy podejrzewają. Co prawda w swoim dziennikarstwie wolę zdecydowanie pisanie – piszę bardzo, bardzo dużo. Uwielbiam to. Przez cały sezon letni pracowałam na stażu w AniRes, organizacji zajmującej się ratowaniem zwierząt przetrzymywanych w złych warunkach, porzucanych, maltretowanych. Takie zwierzaki umieszczane są w odpowiednich schroniskach lub azylach – w lipcu mieliśmy nawet tygrysa, którego ktoś nielegalnie sprowadził do Ameryki – i później znajdujemy im odpowiedni dom lub sponsorów, opiekunów czy cokolwiek, co może im pomóc.
To dla mnie idealne. Kocham zwierzęta, odkąd pierwszy raz pomyślałam, że mogę być weterynarzem. Marzenia się rozmyły, bo nie potrafię liczyć ani łączyć kwasów z zasadami, ale za to mam wielkie serce i gdy już nie mogę się w ogóle wysłowić, bo to mnie przytłacza, piszę wiadomości. Wtedy brzmię poważniej i przede wszystkim nie mam szansy się zarumienić. To daje mi przewagę.
Dzisiaj też pracuję i właśnie uzupełniam wszystkie opisy tych przesłodkich, diabelskich zwierzaków, rozpisuję ich życiorysy, zakładam im tak zwane akta zwierzęce, żeby strona AniRes mogła cały czas się rozwijać. Wrzucam na stronę artykuły i posty, sprawiam, że organizacja tętni życiem w sieci. Każdy zwierzak ma swoją zakładkę, opisana jest krótko jego biografia i myśli. Tak jakby… tworzę bohaterów.
Płacą mi tam śmieszne pieniądze, ale naprawdę to kocham, a z każdym napisanym tekstem, z każdą taką antropomorfizacją, coraz mocniej przekonuję się do tego, że moja głowa jest zbyt kreatywna, by być ograniczana przez jakieś ramy.
Nie jestem najlepsza w sporcie – całkiem nieźle jeżdżę na łyżwach, żeby nie robić Sethowi siary. I kocham biegać. To by było na tyle.
Nie gotuję zbyt dobrze.
Nie potrafię rysować.
Ani śpiewać.
Może nieźle tańczę, zwłaszcza jak wypiję trochę Sangrii.
Ale wiem, co robię dobrze – wymyślam historie. Dlatego coraz częściej zaczynam się zastanawiać, czy wymyślanie historii nie jest przypadkiem przyczyną mojej porażki w sferze uczuciowej. Bo nikt nigdy nie spełnił moich standardów, chociaż bywałam na randkach, starałam się. Jednak po każdym spotkaniu zawsze kładę się wieczorem w łóżku i wyobrażam sobie to, czego tak naprawdę bym chciała, i to koniec. Zaczynam wymagać, sugeruję, proszę, by po wszystkim otrzymać tylko odpowiedź, że wymyślam nie wiadomo co, albo odpowiedzi nie dostać w ogóle.
Mężczyźni są dziwni.
Ale bardzo prości.
Wiem, co robić, by jedli mi z ręki.
Ale oni? Oni nie mają pojęcia, jak sprawić, że ja się nimi zainteresuję i będę chciała więcej.
I tutaj… tutaj pojawia się Rory Delgado, z którym mieszkam w jednym domu już od kilku dni i na swoje nieszczęście zaczynam się nim interesować. To nie jest nic konkretnego i na pewno to nie tak, że chcę go uwieść, ale intrygują mnie jego dziwne zachowania, które zawsze dostrzegałam, jednak nigdy nie miałam okazji ich przeanalizować.
Nie mogę pojąć, dlaczego tak mocno reaguję na jego dotyk. Przecież ewidentnie nie robi tego specjalnie i ma to gdzieś.
Wracam do domu po całym dniu pracy, zajmuję kanapę i robię sobie szybką sałatkę z kurczakiem i serem. Gdy Rory po raz drugi przechodzi przez korytarz obok salonu, jak zwykle zmierzając do swojej sypialni, postanawiam się odezwać.
– Będę oglądać Wikingów – oznajmiam.
Rory zatrzymuje się w połowie drogi.
Udało się. Zwrócił na mnie uwagę.
– Chcesz pooglądać ze mną? – dodaję.
Poszło. Już tego nie odwrócę.
Zerka na telewizor, na którym pojawia się ekran startowy serwisu streamingowego. Rozsiadam się wygodnie na kanapie.
– Chyba że masz coś lepszego do roboty. Nie przejmuj się – kontynuuję.
Grace, co ty wyprawiasz?
Zwykle zachowuję się znacznie luźniej, bardziej racjonalnie, a w jego towarzystwie staję się jakąś trzpiotką i nie wiem, jak to zatrzymać.
– Właściwie mam wolny wieczór – stwierdza spokojnie. – Lubię Wikingów, ale widziałem już wszystkie sezony.
– Ja zaczęłam oglądać kilka tygodni temu. Jestem dopiero na drugim sezonie – wyznaję.
Marszczy brwi, siadając na fotelu obok kanapy.
Daleko ode mnie.
– Nie spodziewałem się, że będziesz lubić akurat taki serial.
Moja twarz znów przybiera kolor buraka. Jest coś onieśmielającego w fakcie, że ten cichy chłopak jest najlepszym kumplem mojego brata.
– Nie rozumiem – mamroczę.
– Jamie ogląda czasami to, co Brayden, czyli Breaking Bad albo Narcos, ale i tak woli filmy od seriali. Elis… – Rory wypuszcza długi wydech. – Ona… kiedyś nie przelogowała się na swoje konto na Netflixie i nie mogłem przedrzeć się przez te wszystkie Too Hot To Handle, Love is Blind…
– Może to nie są seriale najwyższych lotów, ale mają coś w sobie. Tylko że ja lubię… fabułę. Historię. Elis też to lubi, jej gust po prostu jest bardzo… eklektyczny.
– Kiedy Elis ma czas to wszystko oglądać?
Chichoczę.
– W trakcie przerwy między semestrami wszystko jest możliwe – zauważam wesoło.
– Aha…
– Naprawdę aż tak nienawidzisz takich głupich programów? Co one ci zrobiły? – parskam. – Typowe dla faceta. Nie znasz ich, a…
– Znam – przerywa mi chłodno.
Atmosfera robi się jakaś taka bardziej napięta.
– Hmmm… teraz już nic nie rozumiem.
– Nie zapominaj, że byłem w pięcioletnim związku. Przerobiłem prawdopodobnie wszystkie kultowe komedie romantyczne i widziałem nawet wszystkie sezony Gossip Girl.
Ignoruję uczucie zazdrości. Nie mam pojęcia, dlaczego ono się pojawia.
– Wiesz, kto jest Plotkarą?!
Kiwa spokojnie głową.
– I uważam, że to było najgłupsze zakończenie, jakie mogli wymyślić – wspomina. – W każdym razie, zanim nazwiesz mnie „typowym facetem”, pamiętaj, że ktoś był w stanie ze mną wytrzymać aż pięć lat i znam też wiele części kobiecego życia.
To mnie tak bardzo fascynuje. To, z jakim spokojem opowiada mi o swojej przeszłości, o związku, o tym, że obejrzał całą cholerną Plotkarę. I nie wiem, czy powinnam pytać, pewnie nie, ale nie potrafię się powstrzymać od wybadania chociaż skrawka jego życia.
Wikingowie lecą już chwilę na ekranie, gdy odważam się w końcu nawiązać do jego słów.
– To… dlaczego właściwie rozstałeś się z Leanne?
Zerka na mnie dosłownie przez sekundę i wzrusza ramionami.
– Nie chcę o tym gadać.
Moje emocje opadają. Przestaję skupiać się na tym, jak dobrze wygląda w białej koszulce i szarych dresach, bo coś w jego głosie zdradza smutne nuty, których bardzo nie chciałam tam usłyszeć.
– Zepsułem to – odzywa się nagle po dłuższej chwili. – Po prostu zepsułem.
To dla mnie żadne wyjaśnienie. Nie rozumiem. Zdradził ją? Zostawił? Oszukał? Mam milion pytań, ale Rory jeszcze mamrocze pod nosem, żeby być cicho, bo nadchodzą dobre sceny w Wikingach, więc przymykam się, podciągam kolana pod brodę i liczę, że ze stu historii, jakie zdążyłam sobie już o nim dopisać w głowie, żadna nie będzie prawdziwa.