Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Fortuna - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
6 maja 2026
3200 pkt
punktów Virtualo

Fortuna - ebook

Arcydzieło horroru.

Klasyka współczesnej powieści grozy i ukoronowanie bogatej i różnorodnej twórczości porównywanego z H.P. Lovecraftem Michaela McDowella. Mroczna saga rodzinna, której akcja rozgrywa się na przestrzeni pięćdziesięciu lat w miasteczku Perdido w stanie Alabama, gdzie w Niedzielę Wielkanocną 1919 roku podczas wielkiej powodzi pojawia się tajemnicza nieznajoma…

Najbogatsza w Perdido rodzina Caskeyów powiększa się. Choć niektórzy z jej członków odeszli, pojawili się inni. Zawiązały się nieoczekiwane sojusze, a dawnych przyjaciół podzieliły poważne  konflikty. Miriam, obecnie szefowa rodzinnej firmy, zahartowana przez lata doświadczeń, nieustannie dąży do bogactwa. Kiedy dokonuje zaskakującego odkrycia pod ziemią należącą do Caskeyów, korzyści odnosi nie tylko ich rodzina, ale też całe miasto. Ale czy ta nagła fortuna wystarczy, by uciszyć duchy przeszłości? I ile czasu minie, zanim natura zacznie domagać się spłaty długu?

Saga „Blackwater”, po latach odkryta na nowo, stała się bestsellerem w wielu krajach – w samej Europie sprzedano ponad 2 miliony egzemplarzy.

Wyjątkowa niespodzianka dla miłośników literatury grozy w najlepszym, klasycznym stylu. Wspaniałe –  wysmakowane estetycznie i edytorsko – ilustrowane wydanie sześciotomowej sagi „Blackwater” Michaela McDowella, cenionego przez Stephena Kinga scenarzysty (autora między innymi scenariuszy do „Soku z żuka” i „Miasteczka Halloween” Tima Burtona, serialu telewizyjnego „Opowieści z krypty” czy filmowej adaptacji powieści „Chudszy” Kinga) oraz powieściopisarza, tworzącego głównie horrory w nurcie amerykańskiego południowego gotyku.

Fascynująca. Przerażająca. Po prostu wspaniała!
Stephen King

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Horror i thriller
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8439-236-2
Rozmiar pliku: 9,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

MICHAEL MCDOWELL

(1950–1999)

Amerykański pisarz pochodzący z Alabamy, często porównywany do H.P. Lovecrafta. Studiował anglistykę na Harvardzie, a w 1978 roku uzyskał tytuł doktora literatury angielskiej na Uniwersytecie Brandeisa.

Zadebiutował w 1979 roku powieścią _The Amulet_, ale największą popularność przyniosły mu horrory napisane w stylu nazywanym „gotykiem amerykańskiego Południa”: _Cold Moon Over Babylon, Żywiołaki_ oraz cykl _Blackwater_. Łącznie – pod własnym nazwiskiem i pseudonimami – McDowell napisał ponad 30 powieści. Jego ostatnią książkę, _Candles Burning_, dokończyła po śmierci pisarza żona Stephena Kinga, Tabitha King.

W 1985 roku zaczął pisać scenariusze dla telewizji: do seriali _Opowieści z ciemnej strony_, _Opowieści z krypty_ i _Alfred Hitchcock przedstawia_. Jest również autorem scenariuszy filmowych, między innymi do _Soku z żuka_ Tima Burtona oraz do słynnego filmu animowanego _Miasteczko Halloween_.WYCENA

Cała rodzina szczerze opłakiwała śmierć Jamesa Caskeya. To prawda, był stary i słabowity, mimo to nikt z jego bliskich nie wyobrażał sobie, że może kiedyś umrzeć. Chociaż jako najstarszy członek rodu cieszył się szczególną pozycją, nigdy nie pełnił roli przywódcy klanu. Może gdyby tak było, ludzie zastanawialiby się: Kto go teraz zastąpi? Tymczasem po śmierci Jamesa nie doszło do żadnych przetasowań funkcji czy pozycji; jedyną zmianą w życiu Caskeyów było poczucie pustki, jaką po sobie zostawił ojciec Grace.

Najbardziej osamotniona czuła się Queenie i wszyscy traktowali ją bardziej jak wdowę po zmarłym niż jego szwagierkę. Jej syn Danjo ożenił się i utknął w Niemczech, ponieważ skomplikowane prawa imigracyjne nie pozwalały mu na powrót z żoną Niemką. Tak przynajmniej pisał w listach do matki. Córka Queenie, Lucille, osiadła na farmie i nie ciągnęło jej do życia w mieście. Najstarszego syna, Malcolma, Queenie nie widziała od 1938 roku i uważała za zmarłego.

– Mamuś, przeprowadź się do Gavin Pond i zamieszkaj ze mną, Tommym Lee i Grace – powiedziała któregoś razu Lucille w przypływie współczucia.

Jej matka tylko pokręciła głową i otarła łzę.

– Queenie, przenieś się do nas – zaproponowała Siostra. – Możesz się urządzić w dawnym pokoju Mary-Love. Przyda mi się towarzystwo, bo Miriam całe dnie spędza w tartaku.

Queenie odmówiła bez słowa.

– Wiesz, że przyjmiemy cię z otwartymi ramionami – zapewniła ją Elinor.

Szwagierka Jamesa odrzuciła wszystkie propozycje i w końcu zapytała nieśmiało:

– Czy nie mogłabym po prostu zostać tutaj? Zaopiekować się rzeczami Jamesa? On tak bardzo kochał ten dom!

Bez żadnych zbędnych dyskusji rodzina postanowiła, że będzie to idealne rozwiązanie. Sprzedano dawny dom Queenie, który od wielu lat stał kilka przecznic dalej praktycznie opuszczony.

Córka Jamesa, Grace, przypuszczała, że zgodnie z rodzinnym zwyczajem ojciec zapisał jej wszystko w testamencie, i głowiła się nad tym, jak najlepiej rozdzielić majątek między osoby, które kochał. Lecz kiedy odczytano testament, okazało się, że niepotrzebnie się martwiła, ponieważ poza drobnymi zapisami dla kucharki Roxie oraz Kościoła Metodystycznego w Perdido jej ojciec rozdzielił majątek równo pomiędzy nią, Queenie i Danja.

Problem polegał na tym, że nikt nie znał wielkości majątku Jamesa. O dziwo, ta niewiedza przyczyniła się do rozwiązania innego problemu Caskeyów. Od ślubu Frances jej mąż Billy Bronze cierpiał na dotkliwy nadmiar czasu, zwłaszcza po tym, jak odszedł z wojska. Zgłosił chęć pomocy w miejscowym Urzędzie do spraw Weteranów i cztery razy w tygodniu wieczorami prowadził kursy radiomechaniki i księgowości dla byłych żołnierzy, którzy wrócili do Perdido. Mimo to przez większość czasu czuł się bezużyteczny, pozostawiony w domu z kobietami, podczas gdy jego teść i szwagierka, Miriam, jeździli do tartaku, gdzie wrzała praca. Odrzucił propozycję pracy w tartaku, ponieważ nie znał się ani na wycince drzew, ani na obróbce drewna. Wiedział, że Oscar zaproponował mu tę pracę z litości, a Miriam, mówiąc bardziej otwarcie, oznajmiła:

– Chętnie wciągniemy cię na listę płac, jeśli obiecasz, że nie będziesz ruszał się z domu i wchodził nikomu w drogę.

Billy jednak chciał nie tylko pracować, ale też robić przy tym coś naprawdę użytecznego.

Frances cieszyła się, że może mieć męża całymi dniami w domu; lubiła, kiedy woził ją do Pensacoli na popołudniowe seanse w kinie albo na zakupy do Mobile, ale widziała, że Billy się niecierpliwi. Pewnego ranka zimą 1946 roku, kiedy leżeli w łóżku, odwróciła się do męża.

– Może Miriam znalazłaby ci jakieś zajęcie w biurze tartaku? – powiedziała. – Wiem, że nie znasz się na drzewach ani na drewnie i nie lubisz pracy w terenie, ale masz wprawną rękę i umiesz obsługiwać maszynę liczącą.

– Nie, nie – zaprotestował. – Nie rób tego. Proszę, nie mów nic Miriam!

– Dlaczego? – zdziwiła się jego żona.

– Zastanów się. Pomyśl, jak twoja siostra ciężko pracuje w tartaku.

– Ona nim praktycznie zarządza! – zauważyła Frances z dumą.

– No właśnie. – Billy skinął głową. – Więc jak myślisz: co by się stało, gdybym nagle zaczął się codziennie zjawiać w biurze?

– Pomógłbyś jej lepiej zarządzać firmą.

Billy pokręcił głową.

– Nic podobnego. Pamiętaj, że jestem teraz Caskeyem. Jeśli zjawiłbym się w biurze, ludzie zaczęliby przychodzić do mnie, a nie do Miriam, bo jestem od niej starszy, no i jestem mężczyzną. Nie minęłoby wiele czasu, a zyskałbym więcej władzy niż twoja siostra, nie dzięki wiedzy czy umiejętnościom, tylko z powodu mojego wieku i płci. Miriam o tym wie i wcale nie chce mnie tam widzieć. A ja się jej nie dziwię i nie mam do niej pretensji.

– Naprawdę uważasz, że tak by się stało?

– Nie mam co do tego wątpliwości – odparł stanowczo Billy. – Nie zamierzam wchodzić twojej siostrze w drogę. Pracowała długo i ciężko na swoją pozycję. Ale... – dodał, obejmując Frances i przytulając ją do nagiej piersi – może mógłbym robić coś innego.

– Co?

– Mógłbym prowadzić księgi. W tym jestem najlepszy.

– Przed chwilą powiedziałeś, że nie chcesz wchodzić w drogę...

– Nie mówię o tartaku – przerwał żonie Billy. – Mówię o prowadzeniu ksiąg rachunkowych dla całej rodziny. Mógłbym być kimś w rodzaju osobistego księgowego Caskeyów.

– Myślisz, że dałbyś radę? Tata mówi, że wszystko jest pomieszane.

– Dałbym radę z zamkniętymi oczami. Odziedziczyłem tę zdolność po ojcu. Właśnie w ten sposób się dorobił: prowadząc księgi. Był w tym świetny. Wieczorem siadał w gabinecie i przez dziesięć minut przeglądał księgi, a następnego dnia wychodził z domu i zarabiał pięć tysięcy dolarów. W życiu czegoś podobnego nie widziałem.

Frances tak się zapaliła do tego pomysłu, że wyciągnęła męża z łóżka, zawlokła go na dół do pokoju śniadaniowego, po czym kazała mu przedstawić ten plan jej rodzicom.

– Pozwólcie mi wszystko przejrzeć – powiedział Billy. – Myślę, że uda nam się wyliczyć, co kto ma. Moglibyście się dowiedzieć, w jakiej jesteście sytuacji.

– To niezły pomysł – przyznał Oscar. – Tylko nie mam pojęcia, od czego miałbyś zacząć… wszystko jest tak pomieszane. W czasie pierwszych lat kryzysu szło nam dosyć kiepsko, a potem, w czasie wojny, całkiem nieźle. Później zaczęli ginąć ludzie i przez jakiś czas trzeba było się zajmować testamentami: kto co zostawił i komu, kto co komu pożyczył i tak dalej. Teraz sytuacja wygląda tak, że jeśli ktoś potrzebuje pieniędzy, idzie do Miriam, a ona wypisuje czek.

– To nie powinno tak działać – zauważył Billy. – Nie twierdzę, że Miriam robi coś źle, ale ludzie powinni dokładnie wiedzieć, co mają. Dzięki temu nikt nie będzie się czuł oszukany i… możecie mi wierzyć… wszyscy zarobicie więcej pieniędzy.

Elinor najwyraźniej spodobał się ten pomysł.

– Czego ci potrzeba, Billy? – spytała.

– Muszę najpierw przejrzeć wszystko, co macie: dokumenty, testamenty, akty własności, wyciągi bankowe, certyfikaty, każdy skrawek papieru, jaki wpadnie wam w ręce. W pierwszej kolejności sprawdzę, co jest czyją prywatną własnością, a co należy do tartaku. Sprawy tartaku przekażę Miriam, żeby sama się nimi zajęła. Myślę, że jej to również pomoże wyjaśnić wiele rzeczy. Kiedy już się dowiem, co kto ma, zacznę szukać sposobu, żeby to pomnożyć. – Roześmiał się i wzruszył ramionami. – Wiecie dobrze, że nie jestem chciwy. Po prostu mam to we krwi. Widzę bilans na papierze i myślę tylko o tym, w jaki sposób powiększyć aktywa.

– Kiedy chcesz zacząć? – spytała Elinor.

– Jak najszybciej. Ale... nie sądzicie, że powinniśmy najpierw porozmawiać z innymi?

– Po co? – rzuciła Elinor, która nie miała wątpliwości co do swojej pozycji w rodzinie. – Na pewno wszyscy się zgodzą.

Tak więc Billy niezwłocznie przystąpił do pracy nad porządkowaniem spraw finansowych rodziny Caskeyów. Elinor wynajęła mu małe biuro w centrum miasta, kupiła biurko i szafki na dokumenty. Zatrudnił Frances jako sekretarkę, nie dlatego, że była sprawna i efektywna, tylko ponieważ uwielbiała przebywać w jego towarzystwie, nawet jeśli milczał pochłonięty pracą. Caskeyowie przychodzili do niego ze wszystkimi dokumentami, które znaleźli, i opowiadali mu o każdym drobiazgu, jaki mogli sobie przypomnieć na temat finansowych transakcji rodziny – tak daleko, jak sięgali pamięcią. Billy sporządzał notatki i zadawał pytania.

Czasem pracował z Miriam. Przed oszacowaniem majątku netto rodziny Caskeyów należało oddzielić transakcje dotyczące wyłącznie tartaku od prywatnych poszczególnych osób. Miriam chętnie pomagała w tych sprawach, ponieważ dzięki działaniom Billy’ego miało się wyklarować wiele aspektów działalności firmy. Podczas gdy jej siostra i mąż siedzieli zamknięci w gabinecie, Frances krążyła po biurze, przeglądała czasopisma i wyglądała przez okno na groblę porośniętą gęstwiną kudzu.

Kiedy nastał kwiecień, Billy zakończył porządkowanie rodzinnych finansów i pewnej niedzieli po obiedzie wszyscy Caskeyowie zebrali się na górnej werandzie w domu Elinor. Nawet Grace, Lucille i Tommy Lee przyjechali na cały dzień z farmy Gavin Pond.

Elinor zrobiła tylko krótkie wprowadzenie:

– Billy był tak uprzejmy, że zgodził się od tej chwili roztoczyć opiekę nad naszymi pieniędzmi. Proszę, żebyście wszyscy go wysłuchali i robili, co każe.

W tym momencie Billy wstał, skinął skromnie głową i zaczął:

– Nie chcę, żebyście pomyśleli, że wtrącam się w nie swoje sprawy i próbuję się rządzić. Nic podobnego. Jestem tylko zięciem i księgowym i zależało mi na tym, żeby uregulować sprawy finansowe tej rodziny...

– Prawdopodobnie po raz pierwszy w historii – przerwała mu Siostra.

– Przejrzałem dokumenty, które mi przynieśliście, i starałem się wszystko posortować i poukładać w należytym porządku. Zajmę się waszymi finansami tak, by nikt poza mną nie musiał zawracać sobie tym głowy. Byliście bardzo cierpliwi, nie denerwowaliście się, że zamierzam wściubiać nos w wasze prywatne sprawy... Grace przyniosła mi nawet księgi dotyczące Gavin Pond i myślę, że uda mi się jej pomóc w powiększeniu stada. Od tej chwili, jeśli będziecie mieć jakieś pytania, przychodźcie z nimi do mnie, bo wydaje mi się, że wiem, co i jak.

– Tyle dla nas zrobiłeś! – zawołała Siostra.

– Może wam się wydawać, że to dużo, ale to nieprawda – odparł Billy. – Na tym polega problem, Siostro. Tak naprawdę nie wiecie, ile macie pieniędzy. Jeśli chcecie jechać do Nowego Orleanu, idziecie do Miriam i dostajecie czek na dwieście pięćdziesiąt dolarów, i nazywacie to księgowością. Jestem tu dzisiaj po to, żeby wam jasno powiedzieć: macie wszyscy o wiele za dużo pieniędzy, by traktować je w ten sposób.

Coś w jego głosie przypominało Caskeyom kazanie metodystycznego duchownego, które słyszeli rano. Billy wskazywał im błędy w postępowaniu z pieniędzmi i nawoływał do stąpania drogą większej finansowej odpowiedzialności.

– No to ile mamy tych pieniędzy? – spytał Oscar.

– No cóż, oczywiście największa część majątku rodziny jest zamrożona w tartaku i związanych z nim zakładach produkcyjnych. Pracowaliśmy z Miriam nad tym, żeby starannie wyliczyć, ile to wszystko jest warte.

Odwrócił się do dziewczyny, a ta wstała z papierami w rękach.

– Nie będę się wdawać w szczegóły, bo nie ma takiej potrzeby – powiedziała z właściwą sobie obcesowością. – Większość z was i tak by tego nie zrozumiała. Są dwa najważniejsze punkty: po pierwsze, James miał połowę udziałów we wszystkim, a Siostra i Oscar po jednej czwartej. Co oznacza, że cały majątek należy do masy spadkowej Jamesa oraz do Siostry i Oscara. Nie próbuję tu narzekać, tylko stwierdzam fakt. Druga sprawa: tartak oraz ziemie Caskeyów są razem warte około dwudziestu trzech milionów dolarów.

To powiedziawszy, Miriam usiadła.

– Wielki Boże! – zawołała Queenie.

Nikt się nie odezwał. Nikt nawet sobie nie wyobrażał, że ich majątek może być tyle wart. Żaden Caskey nigdy nie próbował łączyć rodzinnej firmy z konkretnymi liczbami.

– Chcieliśmy tylko przybliżyć wam sumę, z jaką macie do czynienia – dodała po chwili Miriam. – Widzicie? Wszyscy byliście zaskoczeni. – Z rzadko widywanym na jej twarzy uśmiechem odwróciła się do ojca. – Nawet ty, Oscarze, nie spodziewałeś się, że będzie tego tak dużo, prawda?

– No jasne, że nie!

– Wasze prywatne majątki są znacznie mniejsze – oznajmił Billy. – Przez lata większość osobistych dochodów była ponownie inwestowana, nie zawsze w oczywisty sposób...

Oscar oblał się rumieńcem.

– Billy, pozwól, że wyjaśnię...

– Ależ nikt nie ma do ciebie pretensji! – zawołała Siostra. – To ty pracowałeś nad rozwojem tartaku i jeśli dwadzieścia trzy miliony nie wystarczą, żeby zapewnić nam godziwe życie, to możemy się od razu położyć na ziemi i wyzionąć ducha.

– Tak – potwierdził Billy. – Nie chodzi o to, że sprawy były źle prowadzone, tylko o to, że były pogmatwane. Pożyczone pieniądze nie wracały do właściciela; sumy, które powinny iść do Siostry, szły na zakup nowych urządzeń i tak dalej. Nikt nikogo o nic nie oskarża i prawdą jest, o czym wszyscy doskonale wiecie, że gdyby Oscar nie robił tego, co robił, tartak dawno temu przestałby w ogóle istnieć. Ja starałem się tylko posortować sprawy, żebyście wiedzieli, na czym stoicie. I to właśnie zrobiłem. Osobisty majątek Oscara Caskeya z tytułu posiadanych aktów własności z wyłączeniem tartaku wynosi milion sto tysięcy dolarów.

Oscar gwizdnął, a Elinor uśmiechnęła się z zadowoleniem.

– Majątek Siostry Haskew wynosi milion trzysta tysięcy dolarów.

– Słyszycie?! – zawołała Siostra, zataczając po werandzie osłupiałym spojrzeniem. – Jutro idę kupić sobie nowy samochód!

– Majątek Jamesa Caskeya – kontynuował Billy – wynosił w przybliżeniu dwa miliony siedemset tysięcy dolarów, nie licząc połowy udziału w tartaku. Jak wiadomo, po zatwierdzeniu testamentu kapitał ten zostanie podzielony na trzy równe części.

– O mój Boże! – zawołała Queenie, która siedziała na huśtawce z wnukiem na kolanach. – James wziął i zrobił ze mnie krezuskę!

– No dobrze – rzucił Billy. – Teraz chciałbym powiedzieć, że nie ma powodu, żeby ta rodzina nie mogła być jeszcze bogatsza. Macie dużo pieniędzy, a kiedy człowiek ma dużo pieniędzy, nic łatwiejszego pod słońcem, jak zarobić ich jeszcze więcej.

– Po co? – spytała Grace. – Komu potrzebne dziesiątki milionów dolarów? Czemu mielibyśmy chcieć jeszcze więcej niż to, co mamy?

Miriam odwróciła się do niej z kwaśną miną.

– Żebyś mogła sobie kupić czterysta takich jałówek, jakie masz.

– Nie chcę czterystu jałówek – odparła ze stoickim spokojem Grace. – Nie mam na to dość pastwisk. Mogę wykarmić góra osiemdziesiąt. Chyba że przeznaczyłabym więcej ziemi na pastwiska.

– Nie mam nic przeciwko zarobieniu większej sumy – powiedział Oscar. – Uważam nawet, że powinniśmy to zrobić. Tyle że nie wiem, jak się do tego zabrać. A ty wiesz, Billy?

– Tak. Myślę, że wiem.

Miriam pokiwała głową.

– Billy wie, co mówi – rzuciła. – Gdyby to ode mnie zależało, kazałabym wszystkim obecnym na tej werandzie podpisać upoważnienia i pozwolić mu działać, jak uważa za stosowne.

– Nie musicie tego robić – zaznaczył lekko zdenerwowany Billy. – Chętnie udzielę wam jedynie kilku rad i jeśli zechcecie, to z nich skorzystacie, a jeśli nie, to nie. Moja propozycja jest następująca: będę pracować razem z Miriam. Ona pokieruje tartakiem, tak jak to robiła dotąd z dużym powodzeniem, a ja zajmę się waszym osobistym majątkiem. Jeśli będziecie potrzebować pieniędzy, zamiast chodzić do Miriam, przyjdziecie do mnie.

– To mi na pewno oszczędzi kłopotu – mruknęła Miriam. – Nie będę musiała ciągle wypisywać tych przeklętych czeków.

***

Wszyscy Caskeyowie przystali na propozycję Billy’ego i począwszy od tego niedzielnego popołudnia, nie patrzyli już na siebie tymi samymi oczami. Mieli znacznie więcej pieniędzy, niż ktokolwiek z nich przypuszczał. Elinor była dumna, jakby uważała, że to dzięki jej wsparciu i doradztwu Oscarowi udało się zbić taką fortunę w tych trudnych czasach. Siostra nie posiadała się z radości, ponieważ mąż nie mógł jej teraz tknąć – wszak taka fortuna potrafiłaby utrzymać na dystans bardziej niebezpiecznych i natrętnych ludzi niż Early Haskew. Grace i Lucille zatraciły się w marzeniach o pastwiskach, stadach bydła i świeżo wykarczowanej ziemi. Wydawało się, że przed rodziną otwierają się nieskończone możliwości, co wyglądało jednak dość mgliście. Przez kilka następnych dni Caskeyowie szukali gorączkowo rzeczy, na które mogliby wydać pieniądze. Siostra kupiła sobie nowy samochód i drugi dla Miriam. Co więcej, kupiła też samochód Billy’emu Bronze’owi. Zawiozła Roxie, Ivey i Zaddie do sklepu z najszykowniejszymi sukienkami w Pensacoli.

– Nie wyjdziemy stąd, dopóki nie przepuszczę pięciuset dolarów – oświadczyła.

Jednak ogólnie rzecz biorąc, Caskeyowie nie zaczęli wydawać więcej pieniędzy niż dotąd. Stali się jedynie bardziej świadomi swojej zamożności. Billy pracował w pocie czoła. Zajął się utrzymaniem domu Queenie, żeby uniknęła kłopotliwej sytuacji, dopóki testament Jamesa nie zostanie zatwierdzony. Z Grace konferował na temat rozbudowania Gavin Pond. Dwa razy w tygodniu przychodziła do niego Siostra, żeby zapytać, jak szybko i jak bardzo rośnie jej majątek. Odwiedzali go często Oscar i Miriam, tak że Billy spędzał dużo czasu zamknięty w gabinecie, pochłonięty dyskusjami o finansach, zwłaszcza ze szwagierką. Frances pęczniała z dumy z powodu tego, co zrobił dla rodziny jej mąż. I co robił dalej. Caskeyowie naciskali, żeby zgodził się przyjmować pensję za swoją pracę, i Billy przystał na ich propozycję bez sprzeciwu.

W ten sposób zięć Elinor i Oscara wprowadził rodzinę Caskeyów w całkiem nowy etap jej historii.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij