-
nowość
Furia we mnie - ebook
Furia we mnie - ebook
Tricia Levenseller, autorka bestsellerów „New York Timesa” i jej pierwsze romantasy dla dorosłych
W królestwie kobiet to mężczyźni stają się łupem
Jej misją jest tron. Jego – ucieczka. Ich przeznaczeniem może być miłość
W Królestwie Amarry brakuje mężczyzn. Po nieudanym powstaniu przeciwko matriarchatowi większość z nich straciła życie. Teraz, jeśli kobieta chce mieć męża, musi go zdobyć… porywając z innego królestwa.
Olerra, wojownicza księżniczka, pretenduje do tronu – i jest jej potrzebny mężczyzna. Nie byle jaki, lecz najlepszy: syn największego wroga Amarry. Idealny kandydat… i idealna ofiara.
Sanos, dziedzic Brutusa, gardzi światem rządzonym przez kobiety. Od zawsze szkolony do walki, przywództwa przez despotycznego ojca, dobrze wie, jaka czeka go przyszłość. Do czasu, gdy trafia w ręce Olerry. Początkowo chce uciec, ale wkrótce zaczyna weryfikować swoje wcześniejsze przekonania.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Fantasy |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-287-4105-8 |
| Rozmiar pliku: | 1,2 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Dziękuję, że sięgasz po moją pierwszą powieść romantasy dla dorosłych! Jeśli nie masz jeszcze osiemnastu lat (albo jesteś moim ojcem) – ta książka nie jest dla ciebie. Proszę, wróć do niej później! Chyba że jesteś moim ojcem – wtedy… ta książka naprawdę nie jest dla ciebie.
_Furia we mnie_ zawiera sceny o charakterze seksualnym, wulgarny język i przemoc. Jeśli zastanawiasz się, jakiego rodzaju przemoc mam na myśli, zdradzę tylko, że pojawia się tu gilotyna do obcinania penisów gwałcicielom.
Społeczeństwo, które stworzyłam, jest odbiciem naszego – tyle że wszystko w nim jest na odwrót. To znaczy, że wszystkie okrucieństwa popełnione w dziejach wobec kobiet zostały tu popełnione wobec mężczyzn. Mężczyźni nie mogą posiadać majątku. Wszystkie pieniądze, które otrzymują, należą do ich żon. Mogą zostać ożenieni, gdy tylko osiągną dojrzałość płciową. To oni są słabszą płcią. Mężczyźni mają być ozdobą – do oglądania, nie do słuchania. Mają się uśmiechać i prężyć muskuły, kiedy kobieta na nich spojrzy. Tylko oni mogą zostać ukarani za niewierność.
Oczywiście nie uważam, że właśnie tak powinien wyglądać świat rządzony przez kobiety. Daleko mi do tej wizji. W powieści po prostu odwracam role, żeby spojrzeć na naszą historię z innej perspektywy.
Książka _Furia we mnie_ jest owocem mojego gniewu. Za każdym razem, kiedy mężczyzna przerywał mi podczas publicznego wystąpienia; za każdym razem, gdy autor o takich samych nakładach jak moje dostawał wyższą zaliczkę; za każdym razem, gdy ktoś sprawiał, że czułam się gorsza, bo mam pochwę zamiast penisa; za każdym razem, gdy ktoś mówił, że moim jedynym powołaniem powinno być wyjście za mąż i rodzenie dzieci; za każdym razem, gdy świat tonął w seksizmie i mizoginii – rodziła się ta książka.
Jest ona wyrazem mojego gniewu i zamiłowania do romansów. Jest brutalna, seksualna i ma szczęśliwe zakończenie.
Jeśli, podobnie jak ja, czujesz złość – ta książka ci się spodoba. Jeśli po prostu lubisz romanse – też ci się spodoba. Jestem z niej niesamowicie dumna. Jeszcze tylko kilka ostrzeżeń, bo musisz wiedzieć, że w powieści pojawiają się:
– wzmianki o napaści seksualnej (bez opisów);
– przemoc fizyczna i emocjonalna ze strony rodzica i małżonka;
– wątpliwa zgoda;
– porwanie/krępowanie sznurem, czasem w kontekście seksualnym;
– aukcje i handel mężczyznami;
– osoby pracujące seksualnie;
– wzmianki o groomingu i nieletnich partnerach seksualnych;
– śmierć zwierząt, w tym koni bojowych (bez drastycznych szczegółów) i psa (który zmarł wcześniej i jest jedynie wspominany);
– motywy wojenne i przemoc wojskowa;
– oraz wspomniana wcześniej gilotyna do penisów.
------------------------------------------------------------------------
Jeśli postanawiasz czytać dalej – życzę przyjemnej lektury.
Z serdecznymi pozdrowieniami
1
Patrząc na pokaźny miecz króla, Olerra była przekonana, że mężczyzna musi sobie dzięki niemu coś rekompensować.
Generałka Olerra Corasene już po raz czwarty w ciągu zaledwie dwóch lat starła się z oddziałami króla Ataliusa. Człowiek ten zawsze krył się na tyłach i wykrzykiwał rozkazy zza pleców swoich wojowników. Tchórz.
Dzisiaj odważył się pokazać na linii frontu. Jego potężny miecz ciął powietrze niczym topór. Sam król był równie potężny. Był zdecydowanie najpostawniejszym mężczyzną, jakiego dotychczas widziała. To jednak nie wyjaśniało ogromnych rozmiarów miecza. Przed kim tak się popisywał?
Ponadto Atalius nosił na napierśniku tabard¹ z jedną czarną koroną na krwistoczerwonym tle. Herb królestwa Brutów.
Równie dobrze mógłby wymalować na swoim ciele napis: „Jestem królem. Atakujcie mnie!”.
Na samą myśl o królu zasiadającym na tronie Olerra nie mogła powstrzymać śmiechu. Mężczyźni nie nadawali się do rządzenia. Łatwo było ich sprowokować i zawsze myśleli fiutem, a nie głową, dlatego lepiej sprawdzali się w łóżku.
Z zamyślenia wyrwało ją trzech nowych Brutów, którzy rzucili się na nią jednocześnie. Próbowali podciąć nogi konia, którego dosiadała, ale Olerra, używając lewej ręki i łydki, wykonała idealny unik i zgubiła dwóch napastników. Jednocześnie wbiła miecz w hełm trzeciego wojaka, wrażając go prosto w szparę na oczy. Wyciągnęła miecz, a czerwona smuga krwi obryzgała jej udo i białą sierść konia. Zwierzę było bezimienne, podobnie jak większość koni bojowych, choć niewiele to pomagało, kiedy padały w bitewnym zgiełku.
Olerra postanowiła, że wyjdą z tego cało. Za wszelką cenę.
Gdy tylko pierwszy żołnierz runął na ziemię, Olerra zawróciła konia. Błyskawicznym ruchem ręki po łuku, z którego Enadra byłaby dumna, wbiła miecz w sam środek hełmu drugiego Bruta, roztrzaskując na pół i hełm, i czaszkę. Rozpędzone ostrze zatrzymało się gdzieś w okolicy nosa martwego mężczyzny i Olerra musiała zaprzeć się stopą o klatkę piersiową trupa, żeby wydobyć miecz.
Trzeci mężczyzna uciekł.
Olerra skierowała uwagę na króla, mając nadzieję, że ten zdążył już zająć pozycję. Wtedy dostrzegła, że powalił jedną z jej żołnierek.
Mimo niezliczonych bitew na koncie Olerra wciąż czuła przeszywające ukłucie, kiedy traciła dzielną wojowniczkę. Była zbyt daleko, żeby jej pomóc. Musiała utrzymać swoją pozycję na szczycie niewielkiego wzgórza, z którego widziała zarówno linię frontu, jak i tyły sił zbrojnych Brutów.
Dawaj. Jeszcze tylko kilka jardów. Zależało jej, żeby król i jego wojsko oczyścili las.
Atalius prędko wdał się w walkę z kolejną Amarranką. Uchylił się pod jej ciosem i podciął jej nogi. Musiała się czołgać po ziemi. Po chwili zmierzył się z kolejną przeciwniczką. Dwoma ruchami przełamał jej gardę, po czym wbił miecz prosto w jej serce.
Ani na chwilę się nie zatrzymał. Nawet nie zwolnił.
Olerra zapłonęła wściekłością. Atalius musiał się zbliżać do sześćdziesiątki, a mimo to walczył jak lew.
W każdym zakątku bitewnego pola mężczyźni ulegali przeważającej sile jej wojowniczek. Jedna z kobiet skrzyżowała miecze z Brutem, ale wnet go obezwładniła i wbiła mu w szyję jego własną broń. Inna pędziła konno tuż obok wrogiego jeźdźca i jednym kopnięciem zrzuciła go z wierzchowca. Trzecia Amarranka podniosła go z ziemi i cisnęła nim w innego.
Tymczasem król nie dawał za wygraną. Jedna z żołnierek zadanym w odpowiednim momencie ciosem przerwała obronę Ataliusa i wbiła włócznię w jego lewe ramię. Atalius ryknął, wyszarpnął włócznię i ściął kobiecie głowę.
Olerra rozpaczała nad stratą kolejnej żołnierki, ale Atalius w końcu znalazł się w wyznaczonym przez nią miejscu, do którego zwabiły go wojowniczki z frontu. Pochyliła się i sięgnęła po sztandar, który wbiła w ziemię przed rozpoczęciem bitwy. Uniosła go wysoko i zaczęła wymachiwać nim w prawo i w lewo. Ukryte w lasach oddziały dołączyły do walki, okrążając od tyłu żołnierzy Ataliusa.
Teraz wreszcie mogła zmierzyć się z królem.
Olerra wbiła pięty w boki konia, popędzając go w dół zbocza. Przypuściła szarżę na jednostki piechoty, które stanęły między nią a królem. Siekała mieczem w szczeliny między hełmem a napierśnikiem, jej koń przeskakiwał nad trupami, a jęki rannych cichły w głuchy pomruk. Była coraz bliżej celu.
Brutowie z tylnych oddziałów Ataliusa odwrócili się, żeby stawić czoła posiłkom Olerry, ale pomimo krzyków bólu i przerażenia król parł naprzód. Gniew napędzał go poza granice zdrowego rozsądku. Czynił go ślepym na dołączające do walki posiłki. Kolejna kobieta padła od ciosu jego miecza.
– Szybciej! – pogoniła konia Olerra.
– No, która następna? – krzyknął król. Obrócił się, wolną ręką podniósł z ziemi porzuconą włócznię i trzymał wszystkich na dystans. Podczas ostatniej potyczki ktoś strącił mu hełm. – Widzę, że waszej bogini nie starcza mocy, żeby was obronić!
Nie zwalniając tempa, Olerra przechyliła się w siodle i chwyciła leżący na ziemi kamień wielkości pięści.
– Za mną! – krzyknął Atalius do wycofujących się żołnierzy. – Żadnej litości! One…
Olerra cisnęła kamieniem i trafiła w cel, którym była dość duża głowa króla. Atalius padł ze szczękiem gnącej się zbroi i bezpodstawnego męskiego ego.
– Niech jego ludzie wracają do domów – powiedziała do pobliskich żołnierek. – A króla przyprowadźcie do mojego namiotu. Nadszedł czas, żebyśmy sobie trochę porozmawiali.
Słowo generałki było obowiązującym prawem i żołnierki przepędziły wrogów poza granicę. Tymczasem Olerra pomagała przenosić swoje ranne wojowniczki do uzdrowicielek i litościwie dobijała konających na polu walki Brutów. Swoje zmarłe umieściła na wozach, żeby ciała mogły zostać zwrócone rodzinom. Oceniła zniszczenia na obrzeżach miasta i przydzieliła żołnierki oraz okolicznych mieszkańców do uprzątnięcia pobojowiska i naprawy wyrządzonych szkód. Wypłaciła zadośćuczynienie rodzinom, które straciły bydło, a także kupcom i kramarzom, których dochody ucierpiały w wyniku trwającej godzinę bitwy.
Olerra, która pewnego dnia miała szansę zostać królową, troszczyła się o lud i dawała mu do zrozumienia, że to właśnie ona powinna zasiąść na tronie.
Nie jej nieznośna kuzynka.
Kiedy wszystko wróciło do porządku, Olerra udała się do namiotu, gdzie czekał ją ostatni przykry obowiązek.
Zakneblowany Atalius siedział przywiązany do krzesła. Miał opatrzone rany, był umyty i przebrany w czyste ubrania. Podano mu nawet ciepły posiłek, chociaż na to nie zasługiwał. Olerra, wciąż umazana zaschniętą krwią i błotem, przyciągnęła do siebie krzesło spod wojskowego stołu, obróciła je i usiadła na nim okrakiem z rękoma na oparciu. Machnęła niedbale nadgarstkiem w kierunku króla, a wtedy jedna z jej kapitanek podeszła do Ataliusa i ściągnęła mu knebel.
Król zakaszlał, ale nie powiedział ani słowa.
Przez dwa lata walczyli o zdobycie tego przygranicznego miasta. Shamira była bogata w zasoby naturalne, otoczona złotymi polami pszenicy, z przecinającą ją rzeką Fren. Ościenne królestwa Kalundir i Ephenna często sprowadzały tam swoich kupców w celu wymiany towarów. Miasto było wielkim dobrodziejstwem dla każdego włodarza.
Ciotka Olerry, królowa Lemya, dziesiątki lat wcześniej odbiła miasto z rąk Brutów, a zadaniem Olerry było utrzymanie nad nim kontroli. Kiedy Vorika, szefowa siatki szpiegowskiej, powiadomiła, że Atalius planuje uderzenie, Olerra zgromadziła siły i stawiła mu czoła wraz z całą potęgą Amarry.
Król i generałka w końcu spotkali się twarzą w twarz, ale mężczyzna nie miał jej nic do powiedzenia.
Już ona się postara, żeby zaczął mówić.
– Zazwyczaj zachowujesz się jak tchórz, Ataliusie – oznajmiła, patrząc mu prosto w oczy. – Uciekasz, zanim zdążymy się porządnie poznać. Nie wiedziałam, że potrafisz zostać na polu bitwy i ponieść konsekwencje porażki. Czyżby ciągłe ucieczki cię wymęczyły?
Widząc, że pozostaje niewzruszony, spróbowała podejść go w inny sposób.
– Nazywam się Olerra Corasene, prawdopodobnie przyszła królowa Amarry, i czterokrotnie udaremniłam twoje próby odzyskania Shamiry. Chyba pora przyznać, że ci się to nie uda.
Atalius zacisnął zęby, starając się powstrzymać przed odpowiedzią.
– Nie masz nic do powiedzenia? Być może inna kwestia cię zainteresuje… Twój los. Co mam z tobą zrobić? – W zamyśleniu stukała palcami o podbródek. – Mogłabym zwyczajnie cię zabić, ale obawiam się, że któryś z twoich licznych synów zająłby twoje miejsce i w bezrozumnej zemście wypowiedział mojemu krajowi wojnę. Przyznaję, że lubię nasze drobne graniczne potyczki, ale chyba żadne z nas nie chciałoby pełnoskalowego konfliktu zbrojnego. Szczególnie ty. Doszły mnie słuchy, że masz pełne ręce roboty z Ephennianami na południowej granicy. Naprawdę wolisz rozproszyć swoje siły i rzucić je do walki z kolejnym krajem?
– Nie chcę wojny między nami – odezwał się w końcu przywiązany do krzesła mężczyzna.
Przynajmniej nie jest skończonym idiotą.
– Mogłabym zażądać okupu – zadumała się Olerra – ale doprawdy nie potrzebujemy pieniędzy. Shamira zapewnia nam stały dochód, stanowiący dodatek do innych aktywów. A może jednak powinnam? Doprowadzenie twojego kraju do bankructwa odsunęłoby widmo kolejnego ataku.
Atalius nie odwrócił wzroku, kiedy głośno rozmyślała nad jego przyszłością.
– A może wymiana? – pociągnęła. – Jeden z twoich synów w zamian za twoje życie.
Król posłał jej spojrzenie tak piorunujące, że mogłoby przepalić krępujące go więzy.
– Troskliwie byśmy o niego dbały. Zazwyczaj – dodała. – Byłby więźniem, który zapobiegł wojnie. Zresztą synów masz pod dostatkiem. Czy to nie specjalność Brutów? Bóg zesłał wam jurność i teraz macie więcej dzieci niż pomysłów na ich wychowanie.
Krążyły też plotki, że bóg Brutów obdarzył ich całkiem pokaźnymi fiutami, ale przecież mężczyźni zawsze tak mówią. Zresztą rozmiar królewskiego miecza świadczył o czymś zgoła przeciwnym.
Tak czy inaczej, to godny pożałowania dar w porównaniu z tym, co Amarra zaoferowała zamieszkującym jej kraj córkom – zdolność do fizycznej przewagi nad mężczyznami. To cud, że Atalius wytrzymał tak długo na polu bitwy.
– Nie – warknął król.
– Twój bóg nie obdarzył cię zbyt licznym potomstwem?
– Nie będzie żadnej wymiany – wyjaśnił.
Czy naprawdę aż tak łatwo znalazłam jego słaby punkt?
– Nie będzie? Twierdzisz, że wolisz umrzeć, niż oddać mi jednego ze swoich synów? Jesteś gotów zaryzykować przyszłość swojego królestwa? Mam szczerą nadzieję, że twój następca już czeka, żeby zająć twoje miejsce. Słyszałam, że zdobywa coraz większe uznanie jako generał walczący z Ephennianami. Jak mu na imię? Stantos?
Blada jak płótno twarz króla niemal natychmiast przybrała kolor purpury. Czy to dlatego, że umyślnie źle wymówiła imię księcia koronnego? A może dlatego, że jego syn zaczynał się cieszyć coraz większą popularnością?
– To dlatego zaszczyciłeś nas dzisiaj swoją obecnością na froncie? Dlatego tak wymachiwałeś potężnym mieczem? – pytała. – Chciałeś przypomnieć swoim ludziom, że wciąż drzemie w tobie duch walki? Nie sądzisz, że twój następca staje się zbyt popularny?
– Na. Imię. Ma. Sanos – wycedził słowo po słowie, a imię księcia wybrzmiało jak przekleństwo.
A więc jego dziedzic to zdecydowanie drażliwy temat. Dobrze wiedzieć.
– Ach. Jak się Sanos miewa? Czy jego polityczny zmysł idzie w parze z żołnierską odwagą? Nauczyłeś go zwyczajów moich ludzi, żeby mógł się przygotować do naszej nadchodzącej współpracy?
– Jeszcze nie jesteś królową – warknął Atalius. – Poza tym słyszałem, że twoja kuzynka cieszy się większymi względami niż ty.
Jego słowa zabolały, bo taki właśnie był ich cel. Dokładnie wiedział, gdzie uderzyć, żeby zadać jak najdotkliwszy cios. Olerra była wściekła.
Wprawdzie po swojej stronie miała armię, ale jej kuzynka – Glenaerys – miała pieniądze. Glen trzymała w garści większość szlachty, a ponieważ to właśnie większością szlacheckich głosów przyznawano tytuł księżniczki koronnej (termin mocno przestarzały, bo królowe Amarran już od dawna nie nosiły korony), sytuacja Olerry była mocno niepewna.
Musi wykonać zdecydowaną polityczną zagrywkę, żeby przyciągnąć do siebie większość głosów, a Atalius właśnie podsunął jej pewien pomysł.
– Którego z synów mogę dostać? – spytała, ignorując jego uszczypliwe docinki. – Mam wybrać sama? Może najmłodszego, Ikanosa? Jeszcze nie zdążył przejąć twoich barbarzyńskich zwyczajów.
Król nie odezwał się ani słowem.
– Nie? To może ten drugi, Andrastus? Ponoć niezwykłej urody mężczyzna. Poeta, zgadza się? Stanowiłby piękny dodatek do mojego haremu, nie sądzisz?
Atalius nie musi wiedzieć, że tak naprawdę nie ma żadnego haremu ani najmniejszej ochoty na założenie tegoż.
– Jak wiele jest warte twoje życie, Ataliusie? Może żądam zbyt mało? Powinnam się domagać dwóch synów? A może trzech? Kogo ty…
– Dosyć!
Olerra uśmiechnęła się zwycięsko.
– Po prostu przestań – powiedział Atalius. – Wyraziłaś się jasno. Jestem na twojej łasce, ale moich synów w to nie mieszaj.
– Co jesteś gotów za to oddać, Ataliusie? Swoją dumę? Byłbyś gotów mnie błagać? No to posłuchajmy… Błagaj, żebym nie odebrała ci synów i nie zrobiła z nich męskich dziwek.
Na szyi króla pojawiła się nabrzmiała żyła. Wyglądał, jakby walczył z krępującymi go więzami, zbyt ciasnymi, żeby mógł wykonać choćby najmniejszy ruch.
– Zabiję cię za to – szepnął tak cicho, że Olerra ledwie mogła usłyszeć jego słowa.
– Jak zamierzasz to uczynić?
Wrzask króla wypełnił cały namiot.
– Zanim podejmę decyzję – powiedziała Olerra, kiedy krzyk ustał – chciałabym wiedzieć jeszcze jedno. Dlaczego żaden z twoich synów nie dołączył do ciebie dzisiaj na polu bitwy? Przecież nie wszyscy mogą walczyć z Ephennianami.
Żadnej odpowiedzi. Ta głównie jednostronna wymiana zdań stawała się coraz zabawniejsza.
– Czyżbyś nie przysposobił ich do walki? – drwiła. – A może stchórzyli?
Cisza.
– Chcesz wiedzieć, co myślę, Ataliusie? W głębi duszy wiedziałeś, że przegrasz. I nie chciałeś, żeby byli świadkami twojej porażki.
Zmierzył ją wzrokiem i Olerra wiedziała, że trafiła w sedno.
– Och, Ataliusie, w końcu jesteś tylko mężczyzną. Zbyt pewnym siebie, a jednocześnie bardzo zagubionym. Zapalczywym, a jednak przywiązanym do krzesła. Wyniosłym, a tak sromotnie pokonanym. Cała seria przeciwieństw, które nigdy nie zadziałają na twoją korzyść. Na widok moich posiłków powinieneś był się wycofać. Może wtedy nie dostałbyś kamieniem w głowę. Jak znosisz ten pulsujący ból?
Wiedziała, że jej nie odpowie, więc skończyła i wstała z krzesła. Odwróciła się do króla plecami, co w jego kraju uchodziło za obrazę majestatu. Nikt nie może stać tyłem do oblicza władcy. Uśmiechała się, szepcząc do obserwujących ją kapitanek.
– Przepasajcie mu oczy. Niech myśli, że zamierzacie go zabić, a tymczasem odeślijcie go do domu i zostawcie gdzieś, żeby synowie mogli go znaleźć. Niech widzą jego porażkę. I odbierzcie wszystko, cośmy mu pożyczyły – dodała po chwili.
– Rozkaz, generałko – odparły jednocześnie.
Atalius nieświadomie podał jej na tacy swoją słabość. Bardzo zależało mu na synach, a Olerra obmyślała plan, który miał na celu nie tylko wzmocnienie wśród szlachty jej pozycji jako kandydatki do tronu, ale także zemstę na Ataliusie za bitwę, która kosztowała życie dwadzieścia cztery zdolne żołnierki.
Pierwszym krokiem było wypuszczenie go. Zabawa dopiero miała się zacząć.
– Żegnaj, Ataliusie – rzuciła przez ramię. – Mam nadzieję, że więcej się nie spotkamy.
I Olerra wyszła, żeby zażyć gorącej kąpieli.
------------------------------------------------------------------------
_KONIEC DARMOWEGO FRAGMENTU
ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI_