-
nowość
Gdybym usłyszał tę historię, zanim zostałem liderem - ebook
Gdybym usłyszał tę historię, zanim zostałem liderem - ebook
Ta książka nie powstała po to, żeby uczyć, jak zostać liderem. Powstała z potrzeby szczerej rozmowy –rozmowy o pracy, zmęczeniu, błędach i chwilach, kiedy człowiek zastanawia się, po co właściwie to wszystko robi. To historia o drodze od hali produkcyjnej, przez kryzysy i przełomy, aż po moment, w którym zrozumiałem, że bycie liderem nie ma nic wspólnego ze stanowiskiem. Napisałem ją dla tych, którzy próbują się odnaleźć. Dla tych, którzy czasem wątpią, upadają… ale mimo wszystko wstają i idą dalej. Jeśli choć w jednym zdaniu zobaczysz kawałek siebie, to znaczy, że dobrze trafiłeś.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Poradniki |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788397864719 |
| Rozmiar pliku: | 1,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Przedmowa
Wstęp. Gdybym usłyszał tę historię, zanim zostałem liderem…
Rozdział 1. Masz, ustawiaj! – czyli od zamiatania do pierwszej samodzielnej decyzji
Rozdział 2. Nie wiem, czy się do tego nadaję
Rozdział 3. Kiedy życie mówi: stop
Rozdział 4. Nowy start
Rozdział 5. Na głęboką wodę
Rozdział 6. Czasem warto posłuchać, co mówi serce – zanim przeliczy to kalkulator
Rozdział 7. Zmieniam się, ale nie sam
Rozdział 8. Ten telefon dzwonił inaczej
Rozdział 9. Kolejny poziom zaufania
Rozdział 10. Projekt, który mnie posortował
Rozdział 11. Nowe obowiązki. Stare zmęczenie
Rozdział 12. Hala, która nie dawała spać
Rozdział 13. Jak długo jeszcze mam udowadniać?
Rozdział 14. Najtrudniejsza lekcja życia
Rozdział 15. Nie planowałem tego powiedzieć
Rozdział 16. Może właśnie dlatego mogę odejść
Rozdział 17. Nie planuję. Ale jestem gotowy
Rozdział 18. To nie jest historia o mnie
Rozdział 19. Rozdział dla Ciebie
Posłowie
PodziękowaniaPRZEDMOWA
Kiedy zaczynałem pisać tę książkę, nie miałem gotowego planu. Miałem tylko historie – prawdziwe, czasem trudne, czasem piękne – które nosiłem w sobie od lat. To nie jest podręcznik ani poradnik. Nie znajdziesz tu checklisty kroków do sukcesu. Znajdziesz za to drogę – moją – z wszystkimi zakrętami, przystankami i momentami, w których miałem ochotę zawrócić.
Napisałem tę książkę, bo wiem, że na drodze do bycia liderem łatwo się poczuć samotnym.
Chcę, abyś podczas lektury poczuł, że ktoś już tu był. Że to normalne, mieć wątpliwości. Że można się potknąć i iść dalej. Jeśli w którymś momencie pomyślisz: „To przecież o mnie” – to znaczy, że było warto.
Fabian
Wszystkie historie przedstawione w książce są autentyczne, jednak niektóre szczegóły zostały celowo zmienione lub zanonimizowane, by zachować prywatność osób i firm. Książka odzwierciedla osobistą perspektywę autora i nie ma na celu oceny lub krzywdzenia kogokolwiek.WSTĘP
GDYBYM USŁYSZAŁ TĘ HISTORIĘ, ZANIM ZOSTAŁEM LIDEREM…
Doskonale pamiętam, jak to jest być w tym miejscu – stać na początku swojej drogi i nie wiedzieć zupełnie nic. Dlatego piszę tę książkę.
Wiem, jak to jest nie wiedzieć, czy się w ogóle nadajesz. Nie wiedzieć, co masz powiedzieć innym, kiedy sam jesteś zmęczony i nie masz siły na nic. Nie wiedzieć, czy kierunek przez ciebie obrany, ta cała droga – czy to w ogóle ma sens.
Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj.
Stałem na hali zajęty swoją pracą jak zawsze. Maszyny hałasowały, w powietrzu unosił się zapach drewna. W pewnym momencie podszedł do mnie kierownik i powiedział:
– Fabian, będzie projekt. Chcą kogoś z produkcji. Ty idziesz.
Nie miałem pojęcia, na co się piszę. Nie znałem żadnych narzędzi, nie rozumiałem pojęć. Byłem totalnie zielony. Ale… to był ten moment, kiedy coś mnie tknęło. To nie było wielkie „wow”, raczej jakiś rodzaj wewnętrznego głosu mówiącego: „To może być coś innego, idź w to – zaryzykuj”.
Od tego pamiętnego momentu na hali minęło wiele lat. Zmieniły się firmy, zespoły, projekty, a nawet miasto. Zmieniłem się ja i moje podejście do wielu kwestii. Ale nie zmieniło się jedno – pytania, które człowiek wciąż sobie zadaje po cichu, gdy nikt nie słyszy: Czy jestem wystarczająco dobry? Co, jeśli zawiodę? Jak mam prowadzić innych, skoro sam czasem nie wiem, dokąd iść?
Piszę dla Ciebie tę książkę nie z pozycji kogoś, kto już dotarł do swojej zawodowej mety, wręcz przeciwnie – ja wciąż idę. Moja podróż wciąż trwa.
I tak jak Ty wciąż się uczę. Rozmyślam. Zdarza mi się potknąć. Czasem nawet chcę zawrócić.
Ta książka nie ma być podręcznikiem po świecie lean1. Nie znajdziesz tu checklist, KPI2 ani wykresów. Nie będę mówił Ci, jak stać się liderem. Ale mogę Ci powiedzieć, jak ja próbowałem nim zostać. Z czym się zmagałem. Co bolało. Co mnie zaskoczyło.
Chcę, żeby ta książka była formą rozmowy. Tak jakbyśmy spotkali się gdzieś na lunch. Ty z herbatą, ja z kawą. Albo odwrotnie, jeśli wolisz…
Może już po pracy, może zmęczeni, może z lekkim stresem związanym z wyzwaniami jutrzejszego dnia. Ale szczerze. Bez masek. Bez pozowania. Bo jeśli jesteś na początku tej drogi, to wiedz, że nie jesteś sam. A jeśli jesteś w połowie i czujesz, że się pogubiłeś i nie wiesz, dokąd zmierzasz – to też jak najbardziej jest w porządku. Bo liderem nie stajesz się wtedy, gdy masz stanowisko, tylko wtedy, gdy wstajesz każdego dnia rano i mimo przeciwności znowu próbujesz.
Dziś mogę powiedzieć jedno: jestem liderem.
Nie dlatego, że już wszystko wiem. Ale dlatego, że nie przestaję się uczyć. Bo moja droga się nie kończy. To, co przeżyłem, to tylko rozdział pewnej historii, a to, co przede mną, dopiero się zaczyna.
I jeśli ta książka, ta historia, pomoże chociaż jednej osobie zmotywować się do działania i podjąć kroki na przód...… to znaczy, że warto było ją napisać.
------------------------------------------------------------------------
1.
1 Lean – koncepcja zarządzania wywodząca się z japońskiego systemu produkcyjnego (Toyota Production System), skupiona na eliminowaniu marnotrawstwa, ciągłym doskonaleniu i maksymalnym wykorzystaniu potencjału ludzi.
2.
2 KPI (Key Performance Indicators) – kluczowe wskaźniki efektywności.ROZDZIAŁ 1
MASZ, USTAWIAJ! – CZYLI OD ZAMIATANIA DO PIERWSZEJ SAMODZIELNEJ DECYZJI
To była moja druga praca. Pierwszą również była fabryka mebli. Tam też uczyłem się podstaw, poznawałem produkcję, ale dopiero tu moja droga zaczęła się naprawdę.
Nie było biurka, planu rozwoju ani rozmowy o celach. Była wielka hala. Hałas. Kurz. I ja – chłopak, który pierwszy raz naprawdę poczuł, co znaczy znaleźć się „na produkcji”.
Zaczynałem od standardowego zakresu obowiązków. Tak wielu znane „przynieś, podaj, pozamiataj”.
Byłem pomocnikiem operatora. Bez opisu stanowiska, bez konkretów – tylko robić, co trzeba, i za dużo się nie wychylać.
Ale ja nie chciałem tylko stać z boku. Chciałem robić coś więcej. Patrzyłem, pytałem, kombinowałem. I cały czas mówiłem do operatora: „Daj spróbować. Daj mi ustawić maszynę”. Tylko że on nie widział we mnie materiału na równego sobie współpracownika, któremu warto coś więcej pokazać. Widział we mnie zagrożenie: nowego, ambitnego chłopaka, który może kiedyś go zastąpić.
Nie było w jego interesie, żebym się uczył. W końcu się wkurzył. Odwrócił się i rzucił:
– Masz, ustawiaj! Ale jak coś spieprzysz, to sam to będziesz naprawiał.
To był ten moment. Nie – książka motywacyjna, nie – szkolenie, nie – lider mówiący „wierzę w Ciebie”, tylko wkurzony operator, który dał mi wolną rękę…
Bałem się, że nie podołam. Obawiałem się konsekwencji. Ale zrobiłem to. Nieidealnie. Niepewnie. Ale pierwszy raz coś było zależne ode mnie, takie „moje”.
Nie wiedziałem, że właśnie ta sytuacja nauczy mnie czegoś bardzo ważnego: czasem nie potrzebujesz kogoś, kto Ci powie, że jesteś gotowy Potrzebujesz jedynie przestrzeni, aby spróbować. Podjąć swoją pierwszą samodzielną decyzję. Choćby małą. Choćby pod presją.
W moim życiu to była chwila, kiedy coś nieodwracalnie pękło. Albo wręcz przeciwnie: coś się zbudowało. Sam nie wiem.
Zacząłem myśleć inaczej: „Może jednak się nadaję? Może warto próbować więcej?”.
To był pierwszy impuls, kiedy poczułem, że mogę mieć wpływ. Jeszcze nie na ludzi. Jeszcze nie na firmę. Ale na maszynę, na jedną decyzję. I to wystarczyło, żeby zasiać pierwsze ziarno. To nie była wielka zmiana. Nie było gratulacji, awansu, uścisku dłoni. Ale była decyzja: nie chcę stać z boku. Chcę działać. Uczyć się. Szukać swojej drogi.
I od tego się wszystko zaczęło.ROZDZIAŁ 2
NIE WIEM, CZY SIĘ DO TEGO NADAJĘ
Pracowałem wtedy na trzy zmiany.
Zwykły dzień, nic nie zapowiadało nadchodzących zmian. Podszedł do mnie kierownik i zapytał:
– Fabian, jest projekt, potrzebują kogoś z produkcji. Pójdziesz?
Na co bez większego namysłu odpowiedziałem:
– Jasne.
Choć w głębi duszy nie miałem pojęcia, na co się piszę. Wiedziałem tylko jedno: to było coś nowego. A nowość… zawsze mnie pociągała.
Patrzyłem na to jak na szansę, ale nie na awans. To była okazja, która mogła mnie czegoś nauczyć. W projekcie było czterech konsultantów: dwóch z Polski, dwóch z zagranicy. Była też koleżanka z innego działu i jeden technolog. Wszyscy już chwilę pracowali i byli zorientowani w temacie. Ja byłem świeży. Zielony.
Na początku byłem niczym widz na trybunach. Wszystko po angielsku, szybkie tempo, presja czasu. Słuchałem, czasem dodałem coś od siebie, ale głównie chłonąłem. Na szczęście konsultanci byli bardzo pozytywnie nastawieni. Widziałem jednak, że mają na plecach ciężar – narzucone oczekiwania, deadline’y, raporty. I z biegiem czasu ta presja udzielała się wszystkim.
Przy tej okazji bardzo mocno wkręciłem się w standaryzację procesów. Poczułem, że to jest coś, co ma sens. Zacząłem pisać standardy hurtowo – jeden po drugim, pełna euforia. Do momentu… aż pokazałem je koledze z innego obszaru, który miał więcej doświadczenia z leanem.
Wszystko dokładnie przejrzał, przegadał ze mną każdy szczegół. I delikatnie, ale dobitnie powiedział:
– Fabian, sporo tego, ale to nie są standardy. Musisz to przemyśleć jeszcze raz.
Wtedy dotarło do mnie: to, co robiłem, to było tylko moje wyobrażenie o standaryzacji. Nie narzędzia. Nie struktura. Raczej dobre chęci w złej formie.
Z perspektywy czasu wiem, że to był mój pierwszy kubeł zimnej wody.
I pierwszy mentor – ten kolega – zupełnym przypadkiem został później moim kierownikiem.
Projekt z konsultantami się kończył. Nadeszły podsumowania. Siedzieliśmy w dużej sali. Jeden z dyrektorów zadał pytanie, a ktoś powiedział:
– To może Fabian odpowie?
Zamarłem. Ale odpowiedziałem. Spokojnie. Zwięźle. A wtedy dyrektor generalny zapytał:
– A pan to kto?
– Operator linii – odpowiedziałem.
A on na to:
– To niech pan mówi. Reszta nie musi.
Nie zapomnę tego, bo wtedy pierwszy raz poczułem, że głos z hali też się liczy.
To była dla mnie wielka chwila. Nie dlatego, że ktoś mnie pochwalił. Ale dlatego, że ktoś z góry spojrzał na dół i… zauważył. Nie pracownika produkcji. Tylko człowieka, który coś rozumie.
To była chwila, która we mnie została. Chwila, w której po raz pierwszy pomyślałem: „Może jednak coś we mnie jest?”.
Jednak po chwili euforii przyszło zmęczenie. Projekt się skończył, konsultanci wyjechali, a ja… wróciłem na swoją linię. Z jednym wyjątkiem: teraz to ja miałem wdrażać zmiany. Bez konsultantów. Bez specjalistów. Z moim zespołem, na naszej linii – tej, którą przecież doskonale znałem od środka. I wtedy zauważyłem coś nowego: zmiany, które wcześniej wydawały się „dla zarządu”, „na pokaz”, zaczęły działać.
Przezbrojenia były szybsze. Komunikacja lepsza. Zespół powoli zaczynał łapać ten cały lean. To wtedy pojawiło się pierwsze poczucie sensu. Nie „Wow, zrobiłem projekt”, a raczej: „To naprawdę ma wpływ. Na ludzi. Na naszą codzienność”.
W międzyczasie mój kierownik awansował, a na jego miejsce przyszedł wcześniej wspomniany kolega, który pomagał mi poprawić moje pierwsze standardy.
Dziś mogę śmiało powiedzieć: To był jeden z pierwszych liderów, od których naprawdę czerpałem wiedzę.
------------------------------------------------------------------------