Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Gdynia nie odpowiada - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
25 marca 2026
983 pkt
punktów Virtualo

Gdynia nie odpowiada - ebook

We wrześniu 1939 roku Lądowe Oddziały Wybrzeża stoczyły nierówną walkę z przeważającymi siłami niemieckimi. Po odcięciu Wybrzeża i kapitulacji Westerplatte szczególnie dramatyczna była obrona Kępy Oksywskiej, nazwanej polskimi Termopilami — symbolem niezłomności i żołnierskiego obowiązku.

Kategoria: Historia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-11-18825-9
Rozmiar pliku: 1,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WSTĘP

Byłem dziec­kiem, gdy wybu­chła druga wojna świa­towa. Pamię­tam dobrze wrze­sień, oku­pa­cję i dal­szy ciąg wojny aż do jej zakoń­cze­nia w 1945 roku. Miesz­ka­łem wtedy w tej samej miej­sco­wo­ści i w tym samym domu co teraz – w Kla­ry­se­wie koło War­szawy.

Pod­czas oku­pa­cji, w sezo­nach let­nich, w tymże domu, będą­cym wła­sno­ścią moich rodzi­ców, zamiesz­ki­wała pani Janina Hory­dowa z cór­kami: star­szą Wandą i młod­szą Marią, przy­by­łymi do War­szawy tuż przed wojną, a wcze­śniej miesz­ka­ją­cymi w Gdyni. Córki pani Hory­do­wej były ode mnie star­sze, uczęsz­czały już do szkoły śred­niej. Pani Hory­dowa, która ukoń­czyła wyż­sze stu­dia eko­no­miczne i świet­nie wła­dała kil­koma języ­kami, była wdową po pole­głym obrońcy Gdyni, koman­do­rze pod­po­rucz­niku Zyg­mun­cie Hory­dzie, odzna­czo­nym pośmiert­nie Krzy­żem Vir­tuti Mili­tari i Krzy­żem Grun­waldu III kl.

Inży­nier hydro­tech­nik Zyg­munt Horyd w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym był sze­fem Budow­nic­twa Wybrzeża Mor­skiego na Oksy­wiu. Poza por­tem wojen­nym w Gdyni-Oksy­wiu wzno­sił także port wojenny na Helu, obiekty woj­skowe na Wester­platte oraz budynki w Gdyni, prze­waż­nie dla woj­ska, w tym koszary 2. mor­skiego pułku strzel­ców w Redło­wie. Jego naj­więk­szym osią­gnię­ciem było roz­po­czę­cie budowy Stoczni Mary­narki Wojen­nej na Oksy­wiu.

Czę­sto przy­jeż­dżała do nas do Kla­ry­sewa gdańsz­czanka, pani Jadwiga Bła­wat, która wcze­śniej nale­żała do domow­ni­ków rodziny Hory­dów, a po zakoń­cze­niu dzia­łań wojen­nych prze­nio­sła się z Wybrzeża do War­szawy. To ona upro­siła – a nie było to łatwe – wła­dze nie­miec­kie o zezwo­le­nie na eks­hu­ma­cję zwłok koman­dora Horyda ze zbio­ro­wej mogiły i zło­że­nie ich na cmen­ta­rzu w Gdyni-Wito­mi­nie. Pogrzeb odbył się 6 paź­dzier­nika 1939 roku. Rodzina pole­głego zacho­wała dla niej za to wielką wdzięcz­ność.

W latach oku­pa­cji, jako uczeń szkoły powszech­nej, wiele sły­sza­łem od pani Hory­do­wej i pani Jadwigi o Gdyni, o jej budo­wie i obro­nie. Opo­wia­da­nia te bar­dzo mnie inte­re­so­wały. Już wtedy dowie­dzia­łem się m.in. o walce bata­lionu mary­nar­skiego koman­dora Horyda i jego boha­ter­skiej śmierci pod­czas szturmu na sta­no­wi­ska nie­przy­ja­ciela. Zapra­gną­łem zwie­dzić Gdy­nię i ujrzeć morze. Wów­czas pani Hory­dowa powie­działa: „Pocze­kaj, Mariusz, jak wojna się skoń­czy, a miejmy nadzieję, że Niemcy ją prze­grają, to przy­je­dziesz do nas do Gdyni, zoba­czysz mia­sto i morze”.

Czas biegł. Zosta­łem uczniem szkoły śred­niej, a Wanda Horyd – stu­dentką medy­cyny kon­spi­ra­cyj­nej wyż­szej uczelni. Nasze roz­mowy o woj­nie sta­wały się coraz bar­dziej opty­mi­styczne, gdyż wie­dzie­li­śmy z róż­nych źró­deł, że Niemcy zaczy­nają prze­gry­wać. Wybuch Powsta­nia War­szaw­skiego roz­dzie­lił nas. Wanda Horyd, żoł­nierz Armii Kra­jo­wej, brała udział w powsta­niu jako sani­ta­riuszka.

Wio­sną 1945 roku pani Hory­dowa z cór­kami i panią Jadwigą Bła­wat wró­ciły do swego domu w Gdyni-Orło­wie. W jakiś czas potem, już po woj­nie, jako uczeń gim­na­zjum Rej­tana w War­sza­wie poje­cha­łem do Gdyni i odwie­dzi­łem rodzinę Hory­dów. Zoba­czy­łem wtedy po raz pierw­szy morze, zwie­dzi­łem Gdy­nię, a także Hel i odzy­skany Gdańsk. Wró­ci­łem wów­czas myślami do lat przed­wo­jen­nych i wrze­śnia 1939 roku. Do czasu, gdy inży­nier koman­dor Horyd budo­wał porty wojenne i mia­sto, a potem poległ w ich obro­nie.

Do dziś wspo­mi­namy okres wojny i oku­pa­cji. Nie­stety, w coraz szczu­plej­szym gro­nie. Pani Hory­dowa zmarła w 1958 roku. Nie żyją też moi rodzice. W paź­dzier­niku 1986 roku zmarła pani Jadwiga Bła­wat.

Młod­sza córka koman­dora Horyda, pani Maria, jest leka­rzem i mieszka na­dal w rodzin­nym domu w Gdyni-Orło­wie. Star­sza córka, pro­fe­sor dok­tor Wanda Horyd, rów­nież jest leka­rzem i mieszka w Gdań­sku-Oli­wie. Ja ukoń­czy­łem stu­dia histo­ryczne na Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim.

Jako histo­ryk, pamię­ta­jący z lat dzie­cin­nych i mło­dzień­czych drugą wojnę świa­tową, pra­gnę upa­mięt­nić w tej popu­lar­nej ksią­żeczce boha­ter­skie walki obroń­ców Gdyni, a wśród nich głów­nego budow­ni­czego portu wojen­nego na Oksy­wiu, inży­niera koman­dora pod­po­rucz­nika Zyg­munta Horyda. Walkę, która nie poszła na marne…TUŻ PRZED AGRESJĄ

W dniu 28 kwiet­nia 1939 roku Ber­lin wypo­wie­dział War­sza­wie pakt o nie­agre­sji z 1934 roku; 23 maja Hitler ofi­cjal­nie zako­mu­ni­ko­wał swo­jej gene­ra­li­cji, że ude­rze­nie na Pol­skę jest już nie­odwo­łal­nie zde­cy­do­wane. Wcze­śniej, 11 kwiet­nia, zatwier­dzona została dyrek­tywa „O jed­no­li­tym przy­go­to­wa­niu Wehr­machtu do pro­wa­dze­nia wojny w okre­sie 1939/1940”, zawie­ra­jąca m.in. wytyczne do opra­co­wa­nia wymie­rzo­nego prze­ciwko Pol­sce planu ope­ra­cyj­nego „Fall Weiss”.

25 sierp­nia 1939 roku przy­był do Gdań­ska, rze­komo z wizytą kur­tu­azyjną, pan­cer­nik „Schle­swig-Hol­stein” i po powi­ta­niu zacu­mo­wał naprze­ciw Wester­platte. Poprzed­niej nocy, przed wpły­nię­ciem do portu, prze­jął on na peł­nym morzu z innych okrę­tów oddziały pie­choty mor­skiej (tzw. _Mari­ne­sturm­kom­pa­nie_), które miały wziąć udział w pla­no­wa­nym sztur­mie na pol­ską skład­nicę tran­zy­tową.

26 sierp­nia dowódca pan­cer­nika, koman­dor Gustav Kle­ikamp, zło­żył w Gdań­sku wizytę Gene­ral­nemu Komi­sa­rzowi Rze­czy­po­spo­li­tej Pol­skiej Maria­nowi Cho­dac­kiemu oraz Wyso­kiemu Komi­sa­rzowi Ligi Naro­dów Car­lowi Burc­khard­towi. Na przy­ję­ciu wyda­nym przez komi­sa­rza Burc­khardta koman­dor Gustav Kle­ikamp wyznał mu w tajem­nicy: „Mam okropne zada­nie, za które nie mogę być odpo­wie­dzialny, gdyż to roz­kaz woj­skowy”. Już wkrótce stało się jasne, co miał wów­czas na myśli.

W wyda­nej 31 sierp­nia dyrek­ty­wie nr 1 Hitler wyzna­czył dzień i godzinę napa­ści na Pol­skę: 1 wrze­śnia 1939 roku, godzina 4.45. Nad Pol­ską zawi­sło śmier­telne nie­bez­pie­czeń­stwo.

Ostatni dzień sierp­nia 1939 roku mijał w Gdyni, jak i na całym Wybrzeżu, w szcze­gól­nym napię­ciu. Trwały inten­sywne przy­go­to­wa­nia obronne, port opu­sto­szał. Nie zawi­jały już do niego statki han­dlowe i pasa­żer­skie, a te, które uprzed­nio tam stały, odpły­nęły do por­tów fran­cu­skich, bry­tyj­skich i państw neu­tral­nych. Rów­nież flota wojenna w więk­szo­ści opu­ściła port. W okre­sie pokoju zasad­ni­czą jej bazą była Gdy­nia, zaś w warun­kach wojen­nych zada­nie to miał speł­niać port na pół­wy­spie Hel.

Powszech­nie zda­wano sobie sprawę, że wojna jest nie­unik­niona. Trwała powtór­nie ogło­szona mobi­li­za­cja, odjeż­dżały do wyzna­czo­nych miejsc pociągi pełne rezer­wi­stów.

Spo­łe­czeń­stwo Wybrzeża od razu dało dowody swego patrio­ty­zmu. Już od pierw­szej, cichej mobi­li­za­cji z 24 sierp­nia 1939 roku miesz­kańcy Wybrzeża zaczęli zgła­szać się ochot­ni­czo do czyn­nej służby razem z powo­ła­nymi rezer­wi­stami. W obro­nie ojczy­zny chcieli wal­czyć wszy­scy, także mło­dzież i kobiety.

„Pomo­żemy wam!” – takie hasło rzu­cili ochot­nicy. „Na front niech idą żoł­nie­rze, a tu, w kosza­rach, na poczcie, w szpi­ta­lach, na war­cie, będziemy my”. I rze­czy­wi­ście – pełno ich było w kosza­rach, komen­dach Przy­spo­so­bie­nia Woj­sko­wego i Wycho­wa­nia Fizycz­nego oraz w szpi­ta­lach w Gdyni, a także w Wej­he­ro­wie, Pucku, Kar­tu­zach i na Helu.

Sytu­acja na Wybrzeżu stała się jesz­cze bar­dziej napięta, kiedy roze­szła się wia­do­mość o prze­chwy­ce­niu przez gdań­skich Niem­ców pol­skiej broni, amu­ni­cji i umun­du­ro­wa­nia. Oto Mini­ster­stwo Spraw Woj­sko­wych lek­ko­myśl­nie wysłało ten cenny trans­port wago­nami towa­ro­wymi docze­pio­nymi do pociągu pospiesz­nego rela­cji War­szawa – Kutno – Byd­goszcz – Tczew – Gdańsk – Gdy­nia, choć prze­cież można je było prze­wieźć nowo wybu­do­waną linią kole­jową przez Koście­rzynę, z pomi­nię­ciem Wol­nego Mia­sta.

Niemcy zwró­cili uwagę na nie­co­dzienny zestaw pociągu i odcze­pili wagony towa­rowe. Skład pasa­żer­ski poje­chał do Gdyni, a uzbro­je­nie i mun­dury zostały na tere­nie Gdań­ska. Część tych mun­du­rów póź­niej odzy­skano – w pierw­szych dniach wojny zatrzy­mano 37 ubra­nych w nie dywer­san­tów, któ­rzy prze­nik­nęli mię­dzy pol­skich żoł­nie­rzy i przy uży­ciu radio­sta­cji prze­sy­łali swoim moco­daw­com mel­dunki o sytu­acji bojo­wej i nastro­jach Pola­ków. Prze­brano ich w cywilne ubra­nia i osa­dzono w miej­scach odosob­nie­nia.

Pol­skiego Wybrzeża, łącz­nie z Gdy­nią, miały bro­nić wspól­nie siły lądowe i mor­skie. Two­rzyły one tzw. Grupę Obrony Wybrzeża, pod­le­głą dowódcy Floty i Obszaru Nadmor­skiego, kontr­ad­mi­ra­łowi Józe­fowi Unru­gowi. W skład sił lądo­wych wcho­dziła Lądowa Obrona Wybrzeża pod dowódz­twem puł­kow­nika Sta­ni­sława Dąbka, a w skład sił mor­skich na lądzie – Mor­ska Obrona Wybrzeża pod dowódz­twem koman­dora Ste­fana Fran­kow­skiego, w tym Rejon Umoc­niony Hel pod dowódz­twem koman­dora Wło­dzi­mie­rza Stey­era. Na morzu siły mor­skie sta­no­wiła Flota oraz Mor­ski Dywi­zjon Lot­ni­czy dowo­dzony przez koman­dora porucz­nika pilota Edwarda Szy­stow­skiego.

Na tere­nie Wol­nego Mia­sta Gdań­ska jed­nost­kami obron­nymi, bez­po­śred­nio pod­le­ga­ją­cymi naczel­nemu dowódz­twu w War­sza­wie, były: załoga woj­skowa na Wester­platte pod dowódz­twem majora Hen­ryka Suchar­skiego oraz Poczta Pol­ska pod dowódz­twem pod­po­rucz­nika Kon­rada Guder­skiego.

Główne zada­nie w obro­nie Wybrzeża, zwłasz­cza Gdyni, przy­pa­dło Lądo­wej Obro­nie Wybrzeża, która miała współ­dzia­łać także z armią „Pomo­rze” gene­rała Wła­dy­sława Bort­now­skiego.

Dowódca Lądo­wej Obrony Wybrzeża, któ­rego for­mal­nym prze­ło­żo­nym był kontr­ad­mi­rał Unrug, przy­stę­pu­jąc do orga­ni­za­cji swo­ich oddzia­łów, musiał pole­gać przede wszyst­kim na wła­snej ini­cja­ty­wie oraz na wydat­nej pomocy udzie­la­nej mu przez oko­liczną lud­ność. Dowódz­two Floty, miesz­czące się na Helu, prak­tycz­nie pozo­sta­wiło żoł­nie­rzy Lądo­wej Obrony Wybrzeża wła­snemu losowi. W cza­sie dzia­łań wojen­nych kon­takty mię­dzy Helem a dowódz­twem Lądo­wej Obrony Wybrzeża w Gdyni-Gra­bówku, a potem w Babim Dole na Kępie Oksyw­skiej, ogra­ni­czały się do krót­kich mel­dun­ków tele­fo­nicz­nych. Od momentu wybu­chu wojny kontr­ad­mi­rał Unrug nie odwie­dził ani puł­kow­nika Dąbka, ani jego wal­czą­cych oddzia­łów.

Bez­po­śred­niego dostępu do Gdyni od wschodu, od gra­nicy z Wol­nym Mia­stem Gdań­skiem, miał bro­nić przede wszyst­kim wcho­dzący w skład sił lądo­wych dwu­ba­ta­lio­nowy 2. Mor­ski Pułk Strzel­ców, sta­cjo­nu­jący w Gdyni-Redło­wie pod dowódz­twem pod­puł­kow­nika Igna­cego Szpu­nara. Od strony zachod­niej, od gra­nicy Pol­ski z Niem­cami, zada­nie to powi­nien speł­nić 1. Mor­ski Pułk Strzel­ców, sta­cjo­nu­jący w Wej­he­ro­wie, pod dowódz­twem pod­puł­kow­nika Kazi­mie­rza Prusz­kow­skiego. Pułk ten rów­nież skła­dał się tylko z dwóch bata­lio­nów.

Dla wspar­cia obu puł­ków zor­ga­ni­zo­wano trzy bata­liony rezer­wowe: I baon kapi­tana Chwa­li­mira Pochwa­łow­skiego, II – kapi­tana Jerzego Wierz­bow­skiego oraz III bata­lion rezer­wowy pod dowódz­twem kapi­tana Euge­niu­sza Nowal­set­tiego.

Ponadto w skład sił lądo­wych weszła Mor­ska Bry­gada Obrony Naro­do­wej, z początku pod­le­gła puł­kow­ni­kowi Józe­fowi Sąs-Hoszow­skiemu, a od 27 lipca 1939 roku bez­po­śred­nio puł­kow­ni­kowi Dąb­kowi. Bry­gada skła­dała się z pię­ciu bata­lio­nów. Były to: I gdyń­ski bata­lion Obrony Naro­do­wej majora Sta­ni­sława Zauchy; II gdyń­ski – majora Wła­dy­sława Sikor­skiego; III gdyń­ski – majora Fran­ciszka Pio­tro­wiaka; IV kar­tu­ski – kapi­tana Mariana Mor­daw­skiego oraz V pucki z dowódcą majo­rem Janem Zagłobą-Smo­leń­skim.

Dwa gdyń­skie bata­liony Obrony Naro­do­wej (I i III) miały bro­nić bez­po­śred­nio mia­sta, zaś bata­liony II i IV powinny osła­niać Gdy­nię od połu­dnia, od strony Kar­tuz. Jed­nak tuż przed wybu­chem wojny, 1 wrze­śnia we wcze­snych godzi­nach ran­nych, II bata­lion został prze­su­nięty do armii „Pomo­rze”. Zada­niem V puc­kiego baonu ON była obrona mia­sta i portu od strony zachod­niej, od Pucka, a także wspie­ra­nie 1. MPS.

W skład Lądo­wej Obrony Wybrzeża z zada­niem obrony Gdyni wcho­dziły rów­nież jed­nostki arty­le­ryj­skie. Były to: Mor­ski Dywi­zjon Arty­le­rii Lek­kiej pod dowódz­twem majora Wła­dy­sława Kań­skiego oraz XI bate­ria arty­le­rii nad­brzeż­nej Canet na Oksy­wiu, dowo­dzona przez kapi­tana Rataj­czyka. Mor­ski Dywi­zjon Arty­le­rii Lek­kiej miał 7 armat kali­bru 75 mm, 4 kali­bru 105 mm oraz 2 cięż­kie kara­biny maszy­nowe; bate­ria Canet – 2 działa kali­bru 100 mm.

Lądową Obronę Wybrzeża two­rzyły ponadto: kom­pa­nia łącz­no­ści, plu­ton che­miczno-gazowy, plu­ton kola­rzy, bata­lion sape­rów oraz impro­wi­zo­wany pociąg pan­cerny (tzw. bate­ria na plat­for­mach) i cztery samo­chody opan­ce­rzone. Poza tymi regu­lar­nymi woj­skami dowódcy LOW pod­le­gały także Straż Gra­niczna, Poli­cja Pań­stwowa, orga­ni­za­cje para­mi­li­tarne (oddziały Przy­spo­so­bie­nia Woj­sko­wego i Wycho­wa­nia Fizycz­nego) oraz inne orga­ni­za­cje ochot­ni­cze, jak oddziały har­cer­skie, oddział juna­ków i oddział „kra­ku­sów”.

Do Mor­skiej Obrony Wybrzeża na lądzie nale­żały: Mor­ski Dywi­zjon Arty­le­rii Prze­ciw­lot­ni­czej (8 armat kali­bru 75 mm) pod dowódz­twem koman­dora pod­po­rucz­nika Sta­ni­sława Jabłoń­skiego, trzy kom­pa­nie cięż­kich kara­bi­nów maszy­no­wych prze­ciw­lot­ni­czych (50 ckm) oraz kom­pa­nia reflek­to­rów kapi­tana Gołę­biow­skiego.

Dowódcy Floty w Gdyni pod­le­gały też jed­nostki mor­skie na lądzie: Kadra Floty, Komenda Portu Wojen­nego, Mor­ski Dywi­zjon Żan­dar­me­rii oraz Sze­fo­stwo For­ty­fi­ka­cji.

Jed­nostki mor­skie na lądzie, a więc Mor­ska Obrona Wybrzeża (z wyłą­cze­niem bazy mor­skiej Rejonu Umoc­nio­nego Hel) oraz jed­nostki pod­le­głe dowódcy Floty, w warun­kach wojen­nych zostały pod­po­rząd­ko­wane dowódcy Lądo­wej Obrony Wybrzeża.

Sytu­acja Gdyni, poło­żo­nej w „kory­ta­rzu pomor­skim”, była tra­giczna. Od strony wschod­niej gra­ni­czyła ona ze zniem­czo­nym Wol­nym Mia­stem Gdań­skiem, sąsia­du­ją­cym z czę­ścią Nie­miec – Pru­sami Wschod­nimi. Od strony zachod­niej odle­głość do gra­nicy Nie­miec wyno­siła tylko 40 km, a teren był bar­dzo słabo przy­go­to­wany do obrony.

Kępę Oksyw­ską (obszar 50 km²), po pół­nocno-zachod­niej stro­nie Gdyni z por­tem wojen­nym na Oksy­wiu, uznaną za naj­waż­niej­szy bastion lądo­wej obrony Wybrzeża, dzie­liło od gra­nicy nie­miec­kiej zale­d­wie 30 km. Podob­nie jak Gdy­nia nie została ona odpo­wied­nio umoc­niona. Wysił­kiem woj­ska i lud­no­ści wio­sną i latem 1939 roku wyko­nano na Kępie sta­no­wi­ska strze­lec­kie i prze­szkody prze­ciw­pan­cerne oraz usta­wiono zasieki z drutu kol­cza­stego. Było to jed­nak nie­wiele.

Puł­kow­nik Dąbek, po obję­ciu dowódz­twa na Wybrzeżu (23 lipca 1939 roku), kry­tycz­nie oce­nił przy­go­to­wa­nia obronne. Gorz­kie wnio­ski wysnuł pod­czas reko­ne­sansu na tere­nie prze­wi­dy­wa­nych walk. Trudno mu było pogo­dzić się z tym, że nie pomy­ślano wcze­śniej o naj­mniej­szych choćby for­ty­fi­ka­cjach i ich obsa­dzie. Obszary nad­mor­skie wprost się o to pro­siły ukła­dem i rzeźbą terenu.

Leżące na pół­nocy dłu­gie Jezioro Żar­no­wiec­kie, poprzez które pły­nęła do Bał­tyku rzeka Pia­śnica, wraz z przy­le­głymi do niego bagienno-leśnymi tere­nami sta­no­wi­łyby dosko­nałą prze­szkodę dla wojsk nie­miec­kich. Ponadto w wypadku ich obsa­dze­nia nie­przy­ja­ciel musiałby for­so­wać pod­mo­kłe niziny w zakolu rzeki Redy oraz wyżyny na zachód od Wej­he­rowa. Inne pozy­cje obronne mogłyby cią­gnąć się lasami do jezio­rek i rze­czek w oko­li­cach Sopie­szyna, Nowego Dworu Wej­he­row­skiego i Kołecz­kowa. W połą­cze­niu ze wznie­sie­niem pod Kołecz­ko­wem i lasami się­ga­ją­cymi aż po Chwarzno sta­no­wi­łyby linię łamaną, cią­gnącą się do Koli­bek poło­żo­nych nad morzem.

Sys­tem umoc­nień mógłby także cią­gnąć się dalej ku połu­dniowi – do Kar­tuz. Wszystko to, zda­niem puł­kow­nika Dąbka, opóź­ni­łoby marsz wroga, który po sfor­so­wa­niu prze­szkód tere­no­wych zna­la­złby się jakby w worku.

Wytyczne Dowódz­twa Floty kła­dły nacisk na obronę Helu jako zasad­ni­czej bazy Mary­narki Wojen­nej. Cho­dziło o to, by nie dopu­ścić do zasko­cze­nia bazy hel­skiej, two­rząc tym samym warunki do mobi­li­za­cji Floty, a także prze­su­nię­cia wypo­sa­że­nia znaj­du­ją­cego się w Gdyni na Hel. Aby zyskać na cza­sie, nale­żało jak naj­dłu­żej unie­moż­li­wiać nie­przy­ja­cie­lowi swo­bodne korzy­sta­nie z szosy i linii kole­jo­wej Wej­he­rowo – Gdy­nia oraz umiesz­cze­nie przez niego arty­le­rii dale­ko­sięż­nej w rejo­nie Oksy­wia do ostrze­li­wa­nia pół­wy­spu, zaś na przed­po­lach Gdyni utrud­niać – za pomocą znisz­czeń – posu­wa­nie się wojsk nie­miec­kich.

Zasad­ni­czymi jed­nost­kami prze­zna­czo­nymi do reali­za­cji tego celu były wydzie­lony oddział „Wej­he­rowo” 1. MPS pod­puł­kow­nika Prusz­kow­skiego oraz wydzie­lony oddział „Redłowo” 2. MPS pod­puł­kow­nika Szpu­nara. Oddział „Wej­he­rowo” liczył 1908 ludzi, miał 2 armaty kal. 75 mm, 4 armaty prze­ciw­pan­cerne kal. 37 mm, 24 cięż­kie kara­biny maszy­nowe, 29 lek­kich i ręcz­nych kara­bi­nów maszy­no­wych, 9 gra­nat­ni­ków oraz 2 moź­dzie­rze. Oddział „Redłowo” liczył 2065 ludzi, miał 4 armaty kal. 75 mm, 4 armaty ppanc. kal. 37 mm i 4 mor­skie kal. 37 mm, 28 cięż­kich kara­bi­nów maszy­no­wych, 5 naj­cięż­szych kara­bi­nów maszy­no­wych, 44 lek­kie i ręczne kara­biny maszy­nowe, 9 gra­nat­ni­ków i 4 moź­dzie­rze.

Wojna jesz­cze nie wybu­chła, ale na Wybrzeżu wróg zacho­wy­wał się już agre­syw­nie. Dopo­ma­gała mu wydat­nie „piąta kolumna”, która tam wła­śnie była naj­licz­niej­sza. W sierp­niu samo­loty nie­miec­kie prze­la­ty­wały nad obiek­tami woj­sko­wymi. Zano­to­wano też kilka wypad­ków prze­kro­cze­nia przez patrole nie­miec­kie gra­nicy w rejo­nie Kamie­nicy Kró­lew­skiej, pod­le­głej komi­sa­ria­towi Straży Gra­nicz­nej w Sie­ra­ko­wi­cach.

Nocą z 30 na 31 sierp­nia patrol 2. mor­skiego pułku strzel­ców, idący wzdłuż gra­nicy gdań­skiej, został ostrze­lany z cięż­kich kara­bi­nów maszy­no­wych. Żoł­nie­rze nie odpo­wie­dzieli ogniem; zare­ago­wała nato­miast pla­cówka w Kolib­kach. 31 sierp­nia grupa Niem­ców dotarła samo­cho­dem (od strony Gdań­ska przez Chwasz­czyno) do Kielna, gdzie wypy­ty­wała miej­sco­wych współ­ro­da­ków o pol­skie oddziały.

W godzi­nach wie­czor­nych 31 sierp­nia, mię­dzy 18 a 19, Niemcy otwo­rzyli ogień z cięż­kich kara­bi­nów maszy­no­wych na pozy­cje pol­skie w dziel­ni­cach Gdyni: Orło­wie i Redło­wie, od strony Sopotu – terenu Wol­nego Mia­sta Gdań­ska. W związku z tym w 2. Mor­skim Pułku Strzel­ców, znaj­du­ją­cym się w sąsiedz­twie Gdań­ska, zarzą­dzono ostre pogo­to­wie.

Nocą z 31 sierp­nia na 1 wrze­śnia 1939 roku żoł­nie­rze 2. mor­skiego pułku strzel­ców, zgod­nie z zarzą­dzo­nym ostrym pogo­to­wiem, spali w mun­du­rach. Roz­kaz bojowy nr 1 dla 2. MPS na wypa­dek zaata­ko­wa­nia przez nie­przy­ja­ciela brzmiał:

Mor­ski Pułk Strzel­ców, opie­ra­jąc się o wzgó­rza redłow­skie i kom­pleks leśny w Gdyni-Wito­mi­nie, zor­ga­ni­zuje obronę stałą Gdyni z kie­runku połu­dnio­wego i połu­dniowo-zachod­niego. Przedni skraj pozy­cji głów­nej prze­biega od molo w Orło­wie nastę­pu­jąco: rzeka Kacza – Mały Kack – tor kole­jowy linii Gdy­nia–Koście­rzyna – leśni­czówka Kry­ku­lec – wzgó­rze 152,7 – miej­sco­wość Chwarzno (włącz­nie).

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij