Gdynia nie odpowiada - ebook
We wrześniu 1939 roku Lądowe Oddziały Wybrzeża stoczyły nierówną walkę z przeważającymi siłami niemieckimi. Po odcięciu Wybrzeża i kapitulacji Westerplatte szczególnie dramatyczna była obrona Kępy Oksywskiej, nazwanej polskimi Termopilami — symbolem niezłomności i żołnierskiego obowiązku.
| Kategoria: | Historia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-11-18825-9 |
| Rozmiar pliku: | 1,3 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
WSTĘP
Byłem dzieckiem, gdy wybuchła druga wojna światowa. Pamiętam dobrze wrzesień, okupację i dalszy ciąg wojny aż do jej zakończenia w 1945 roku. Mieszkałem wtedy w tej samej miejscowości i w tym samym domu co teraz – w Klarysewie koło Warszawy.
Podczas okupacji, w sezonach letnich, w tymże domu, będącym własnością moich rodziców, zamieszkiwała pani Janina Horydowa z córkami: starszą Wandą i młodszą Marią, przybyłymi do Warszawy tuż przed wojną, a wcześniej mieszkającymi w Gdyni. Córki pani Horydowej były ode mnie starsze, uczęszczały już do szkoły średniej. Pani Horydowa, która ukończyła wyższe studia ekonomiczne i świetnie władała kilkoma językami, była wdową po poległym obrońcy Gdyni, komandorze podporuczniku Zygmuncie Horydzie, odznaczonym pośmiertnie Krzyżem Virtuti Militari i Krzyżem Grunwaldu III kl.
Inżynier hydrotechnik Zygmunt Horyd w okresie międzywojennym był szefem Budownictwa Wybrzeża Morskiego na Oksywiu. Poza portem wojennym w Gdyni-Oksywiu wznosił także port wojenny na Helu, obiekty wojskowe na Westerplatte oraz budynki w Gdyni, przeważnie dla wojska, w tym koszary 2. morskiego pułku strzelców w Redłowie. Jego największym osiągnięciem było rozpoczęcie budowy Stoczni Marynarki Wojennej na Oksywiu.
Często przyjeżdżała do nas do Klarysewa gdańszczanka, pani Jadwiga Bławat, która wcześniej należała do domowników rodziny Horydów, a po zakończeniu działań wojennych przeniosła się z Wybrzeża do Warszawy. To ona uprosiła – a nie było to łatwe – władze niemieckie o zezwolenie na ekshumację zwłok komandora Horyda ze zbiorowej mogiły i złożenie ich na cmentarzu w Gdyni-Witominie. Pogrzeb odbył się 6 października 1939 roku. Rodzina poległego zachowała dla niej za to wielką wdzięczność.
W latach okupacji, jako uczeń szkoły powszechnej, wiele słyszałem od pani Horydowej i pani Jadwigi o Gdyni, o jej budowie i obronie. Opowiadania te bardzo mnie interesowały. Już wtedy dowiedziałem się m.in. o walce batalionu marynarskiego komandora Horyda i jego bohaterskiej śmierci podczas szturmu na stanowiska nieprzyjaciela. Zapragnąłem zwiedzić Gdynię i ujrzeć morze. Wówczas pani Horydowa powiedziała: „Poczekaj, Mariusz, jak wojna się skończy, a miejmy nadzieję, że Niemcy ją przegrają, to przyjedziesz do nas do Gdyni, zobaczysz miasto i morze”.
Czas biegł. Zostałem uczniem szkoły średniej, a Wanda Horyd – studentką medycyny konspiracyjnej wyższej uczelni. Nasze rozmowy o wojnie stawały się coraz bardziej optymistyczne, gdyż wiedzieliśmy z różnych źródeł, że Niemcy zaczynają przegrywać. Wybuch Powstania Warszawskiego rozdzielił nas. Wanda Horyd, żołnierz Armii Krajowej, brała udział w powstaniu jako sanitariuszka.
Wiosną 1945 roku pani Horydowa z córkami i panią Jadwigą Bławat wróciły do swego domu w Gdyni-Orłowie. W jakiś czas potem, już po wojnie, jako uczeń gimnazjum Rejtana w Warszawie pojechałem do Gdyni i odwiedziłem rodzinę Horydów. Zobaczyłem wtedy po raz pierwszy morze, zwiedziłem Gdynię, a także Hel i odzyskany Gdańsk. Wróciłem wówczas myślami do lat przedwojennych i września 1939 roku. Do czasu, gdy inżynier komandor Horyd budował porty wojenne i miasto, a potem poległ w ich obronie.
Do dziś wspominamy okres wojny i okupacji. Niestety, w coraz szczuplejszym gronie. Pani Horydowa zmarła w 1958 roku. Nie żyją też moi rodzice. W październiku 1986 roku zmarła pani Jadwiga Bławat.
Młodsza córka komandora Horyda, pani Maria, jest lekarzem i mieszka nadal w rodzinnym domu w Gdyni-Orłowie. Starsza córka, profesor doktor Wanda Horyd, również jest lekarzem i mieszka w Gdańsku-Oliwie. Ja ukończyłem studia historyczne na Uniwersytecie Warszawskim.
Jako historyk, pamiętający z lat dziecinnych i młodzieńczych drugą wojnę światową, pragnę upamiętnić w tej popularnej książeczce bohaterskie walki obrońców Gdyni, a wśród nich głównego budowniczego portu wojennego na Oksywiu, inżyniera komandora podporucznika Zygmunta Horyda. Walkę, która nie poszła na marne…TUŻ PRZED AGRESJĄ
W dniu 28 kwietnia 1939 roku Berlin wypowiedział Warszawie pakt o nieagresji z 1934 roku; 23 maja Hitler oficjalnie zakomunikował swojej generalicji, że uderzenie na Polskę jest już nieodwołalnie zdecydowane. Wcześniej, 11 kwietnia, zatwierdzona została dyrektywa „O jednolitym przygotowaniu Wehrmachtu do prowadzenia wojny w okresie 1939/1940”, zawierająca m.in. wytyczne do opracowania wymierzonego przeciwko Polsce planu operacyjnego „Fall Weiss”.
25 sierpnia 1939 roku przybył do Gdańska, rzekomo z wizytą kurtuazyjną, pancernik „Schleswig-Holstein” i po powitaniu zacumował naprzeciw Westerplatte. Poprzedniej nocy, przed wpłynięciem do portu, przejął on na pełnym morzu z innych okrętów oddziały piechoty morskiej (tzw. _Marinesturmkompanie_), które miały wziąć udział w planowanym szturmie na polską składnicę tranzytową.
26 sierpnia dowódca pancernika, komandor Gustav Kleikamp, złożył w Gdańsku wizytę Generalnemu Komisarzowi Rzeczypospolitej Polskiej Marianowi Chodackiemu oraz Wysokiemu Komisarzowi Ligi Narodów Carlowi Burckhardtowi. Na przyjęciu wydanym przez komisarza Burckhardta komandor Gustav Kleikamp wyznał mu w tajemnicy: „Mam okropne zadanie, za które nie mogę być odpowiedzialny, gdyż to rozkaz wojskowy”. Już wkrótce stało się jasne, co miał wówczas na myśli.
W wydanej 31 sierpnia dyrektywie nr 1 Hitler wyznaczył dzień i godzinę napaści na Polskę: 1 września 1939 roku, godzina 4.45. Nad Polską zawisło śmiertelne niebezpieczeństwo.
Ostatni dzień sierpnia 1939 roku mijał w Gdyni, jak i na całym Wybrzeżu, w szczególnym napięciu. Trwały intensywne przygotowania obronne, port opustoszał. Nie zawijały już do niego statki handlowe i pasażerskie, a te, które uprzednio tam stały, odpłynęły do portów francuskich, brytyjskich i państw neutralnych. Również flota wojenna w większości opuściła port. W okresie pokoju zasadniczą jej bazą była Gdynia, zaś w warunkach wojennych zadanie to miał spełniać port na półwyspie Hel.
Powszechnie zdawano sobie sprawę, że wojna jest nieunikniona. Trwała powtórnie ogłoszona mobilizacja, odjeżdżały do wyznaczonych miejsc pociągi pełne rezerwistów.
Społeczeństwo Wybrzeża od razu dało dowody swego patriotyzmu. Już od pierwszej, cichej mobilizacji z 24 sierpnia 1939 roku mieszkańcy Wybrzeża zaczęli zgłaszać się ochotniczo do czynnej służby razem z powołanymi rezerwistami. W obronie ojczyzny chcieli walczyć wszyscy, także młodzież i kobiety.
„Pomożemy wam!” – takie hasło rzucili ochotnicy. „Na front niech idą żołnierze, a tu, w koszarach, na poczcie, w szpitalach, na warcie, będziemy my”. I rzeczywiście – pełno ich było w koszarach, komendach Przysposobienia Wojskowego i Wychowania Fizycznego oraz w szpitalach w Gdyni, a także w Wejherowie, Pucku, Kartuzach i na Helu.
Sytuacja na Wybrzeżu stała się jeszcze bardziej napięta, kiedy rozeszła się wiadomość o przechwyceniu przez gdańskich Niemców polskiej broni, amunicji i umundurowania. Oto Ministerstwo Spraw Wojskowych lekkomyślnie wysłało ten cenny transport wagonami towarowymi doczepionymi do pociągu pospiesznego relacji Warszawa – Kutno – Bydgoszcz – Tczew – Gdańsk – Gdynia, choć przecież można je było przewieźć nowo wybudowaną linią kolejową przez Kościerzynę, z pominięciem Wolnego Miasta.
Niemcy zwrócili uwagę na niecodzienny zestaw pociągu i odczepili wagony towarowe. Skład pasażerski pojechał do Gdyni, a uzbrojenie i mundury zostały na terenie Gdańska. Część tych mundurów później odzyskano – w pierwszych dniach wojny zatrzymano 37 ubranych w nie dywersantów, którzy przeniknęli między polskich żołnierzy i przy użyciu radiostacji przesyłali swoim mocodawcom meldunki o sytuacji bojowej i nastrojach Polaków. Przebrano ich w cywilne ubrania i osadzono w miejscach odosobnienia.
Polskiego Wybrzeża, łącznie z Gdynią, miały bronić wspólnie siły lądowe i morskie. Tworzyły one tzw. Grupę Obrony Wybrzeża, podległą dowódcy Floty i Obszaru Nadmorskiego, kontradmirałowi Józefowi Unrugowi. W skład sił lądowych wchodziła Lądowa Obrona Wybrzeża pod dowództwem pułkownika Stanisława Dąbka, a w skład sił morskich na lądzie – Morska Obrona Wybrzeża pod dowództwem komandora Stefana Frankowskiego, w tym Rejon Umocniony Hel pod dowództwem komandora Włodzimierza Steyera. Na morzu siły morskie stanowiła Flota oraz Morski Dywizjon Lotniczy dowodzony przez komandora porucznika pilota Edwarda Szystowskiego.
Na terenie Wolnego Miasta Gdańska jednostkami obronnymi, bezpośrednio podlegającymi naczelnemu dowództwu w Warszawie, były: załoga wojskowa na Westerplatte pod dowództwem majora Henryka Sucharskiego oraz Poczta Polska pod dowództwem podporucznika Konrada Guderskiego.
Główne zadanie w obronie Wybrzeża, zwłaszcza Gdyni, przypadło Lądowej Obronie Wybrzeża, która miała współdziałać także z armią „Pomorze” generała Władysława Bortnowskiego.
Dowódca Lądowej Obrony Wybrzeża, którego formalnym przełożonym był kontradmirał Unrug, przystępując do organizacji swoich oddziałów, musiał polegać przede wszystkim na własnej inicjatywie oraz na wydatnej pomocy udzielanej mu przez okoliczną ludność. Dowództwo Floty, mieszczące się na Helu, praktycznie pozostawiło żołnierzy Lądowej Obrony Wybrzeża własnemu losowi. W czasie działań wojennych kontakty między Helem a dowództwem Lądowej Obrony Wybrzeża w Gdyni-Grabówku, a potem w Babim Dole na Kępie Oksywskiej, ograniczały się do krótkich meldunków telefonicznych. Od momentu wybuchu wojny kontradmirał Unrug nie odwiedził ani pułkownika Dąbka, ani jego walczących oddziałów.
Bezpośredniego dostępu do Gdyni od wschodu, od granicy z Wolnym Miastem Gdańskiem, miał bronić przede wszystkim wchodzący w skład sił lądowych dwubatalionowy 2. Morski Pułk Strzelców, stacjonujący w Gdyni-Redłowie pod dowództwem podpułkownika Ignacego Szpunara. Od strony zachodniej, od granicy Polski z Niemcami, zadanie to powinien spełnić 1. Morski Pułk Strzelców, stacjonujący w Wejherowie, pod dowództwem podpułkownika Kazimierza Pruszkowskiego. Pułk ten również składał się tylko z dwóch batalionów.
Dla wsparcia obu pułków zorganizowano trzy bataliony rezerwowe: I baon kapitana Chwalimira Pochwałowskiego, II – kapitana Jerzego Wierzbowskiego oraz III batalion rezerwowy pod dowództwem kapitana Eugeniusza Nowalsettiego.
Ponadto w skład sił lądowych weszła Morska Brygada Obrony Narodowej, z początku podległa pułkownikowi Józefowi Sąs-Hoszowskiemu, a od 27 lipca 1939 roku bezpośrednio pułkownikowi Dąbkowi. Brygada składała się z pięciu batalionów. Były to: I gdyński batalion Obrony Narodowej majora Stanisława Zauchy; II gdyński – majora Władysława Sikorskiego; III gdyński – majora Franciszka Piotrowiaka; IV kartuski – kapitana Mariana Mordawskiego oraz V pucki z dowódcą majorem Janem Zagłobą-Smoleńskim.
Dwa gdyńskie bataliony Obrony Narodowej (I i III) miały bronić bezpośrednio miasta, zaś bataliony II i IV powinny osłaniać Gdynię od południa, od strony Kartuz. Jednak tuż przed wybuchem wojny, 1 września we wczesnych godzinach rannych, II batalion został przesunięty do armii „Pomorze”. Zadaniem V puckiego baonu ON była obrona miasta i portu od strony zachodniej, od Pucka, a także wspieranie 1. MPS.
W skład Lądowej Obrony Wybrzeża z zadaniem obrony Gdyni wchodziły również jednostki artyleryjskie. Były to: Morski Dywizjon Artylerii Lekkiej pod dowództwem majora Władysława Kańskiego oraz XI bateria artylerii nadbrzeżnej Canet na Oksywiu, dowodzona przez kapitana Ratajczyka. Morski Dywizjon Artylerii Lekkiej miał 7 armat kalibru 75 mm, 4 kalibru 105 mm oraz 2 ciężkie karabiny maszynowe; bateria Canet – 2 działa kalibru 100 mm.
Lądową Obronę Wybrzeża tworzyły ponadto: kompania łączności, pluton chemiczno-gazowy, pluton kolarzy, batalion saperów oraz improwizowany pociąg pancerny (tzw. bateria na platformach) i cztery samochody opancerzone. Poza tymi regularnymi wojskami dowódcy LOW podlegały także Straż Graniczna, Policja Państwowa, organizacje paramilitarne (oddziały Przysposobienia Wojskowego i Wychowania Fizycznego) oraz inne organizacje ochotnicze, jak oddziały harcerskie, oddział junaków i oddział „krakusów”.
Do Morskiej Obrony Wybrzeża na lądzie należały: Morski Dywizjon Artylerii Przeciwlotniczej (8 armat kalibru 75 mm) pod dowództwem komandora podporucznika Stanisława Jabłońskiego, trzy kompanie ciężkich karabinów maszynowych przeciwlotniczych (50 ckm) oraz kompania reflektorów kapitana Gołębiowskiego.
Dowódcy Floty w Gdyni podlegały też jednostki morskie na lądzie: Kadra Floty, Komenda Portu Wojennego, Morski Dywizjon Żandarmerii oraz Szefostwo Fortyfikacji.
Jednostki morskie na lądzie, a więc Morska Obrona Wybrzeża (z wyłączeniem bazy morskiej Rejonu Umocnionego Hel) oraz jednostki podległe dowódcy Floty, w warunkach wojennych zostały podporządkowane dowódcy Lądowej Obrony Wybrzeża.
Sytuacja Gdyni, położonej w „korytarzu pomorskim”, była tragiczna. Od strony wschodniej graniczyła ona ze zniemczonym Wolnym Miastem Gdańskiem, sąsiadującym z częścią Niemiec – Prusami Wschodnimi. Od strony zachodniej odległość do granicy Niemiec wynosiła tylko 40 km, a teren był bardzo słabo przygotowany do obrony.
Kępę Oksywską (obszar 50 km²), po północno-zachodniej stronie Gdyni z portem wojennym na Oksywiu, uznaną za najważniejszy bastion lądowej obrony Wybrzeża, dzieliło od granicy niemieckiej zaledwie 30 km. Podobnie jak Gdynia nie została ona odpowiednio umocniona. Wysiłkiem wojska i ludności wiosną i latem 1939 roku wykonano na Kępie stanowiska strzeleckie i przeszkody przeciwpancerne oraz ustawiono zasieki z drutu kolczastego. Było to jednak niewiele.
Pułkownik Dąbek, po objęciu dowództwa na Wybrzeżu (23 lipca 1939 roku), krytycznie ocenił przygotowania obronne. Gorzkie wnioski wysnuł podczas rekonesansu na terenie przewidywanych walk. Trudno mu było pogodzić się z tym, że nie pomyślano wcześniej o najmniejszych choćby fortyfikacjach i ich obsadzie. Obszary nadmorskie wprost się o to prosiły układem i rzeźbą terenu.
Leżące na północy długie Jezioro Żarnowieckie, poprzez które płynęła do Bałtyku rzeka Piaśnica, wraz z przyległymi do niego bagienno-leśnymi terenami stanowiłyby doskonałą przeszkodę dla wojsk niemieckich. Ponadto w wypadku ich obsadzenia nieprzyjaciel musiałby forsować podmokłe niziny w zakolu rzeki Redy oraz wyżyny na zachód od Wejherowa. Inne pozycje obronne mogłyby ciągnąć się lasami do jeziorek i rzeczek w okolicach Sopieszyna, Nowego Dworu Wejherowskiego i Kołeczkowa. W połączeniu ze wzniesieniem pod Kołeczkowem i lasami sięgającymi aż po Chwarzno stanowiłyby linię łamaną, ciągnącą się do Kolibek położonych nad morzem.
System umocnień mógłby także ciągnąć się dalej ku południowi – do Kartuz. Wszystko to, zdaniem pułkownika Dąbka, opóźniłoby marsz wroga, który po sforsowaniu przeszkód terenowych znalazłby się jakby w worku.
Wytyczne Dowództwa Floty kładły nacisk na obronę Helu jako zasadniczej bazy Marynarki Wojennej. Chodziło o to, by nie dopuścić do zaskoczenia bazy helskiej, tworząc tym samym warunki do mobilizacji Floty, a także przesunięcia wyposażenia znajdującego się w Gdyni na Hel. Aby zyskać na czasie, należało jak najdłużej uniemożliwiać nieprzyjacielowi swobodne korzystanie z szosy i linii kolejowej Wejherowo – Gdynia oraz umieszczenie przez niego artylerii dalekosiężnej w rejonie Oksywia do ostrzeliwania półwyspu, zaś na przedpolach Gdyni utrudniać – za pomocą zniszczeń – posuwanie się wojsk niemieckich.
Zasadniczymi jednostkami przeznaczonymi do realizacji tego celu były wydzielony oddział „Wejherowo” 1. MPS podpułkownika Pruszkowskiego oraz wydzielony oddział „Redłowo” 2. MPS podpułkownika Szpunara. Oddział „Wejherowo” liczył 1908 ludzi, miał 2 armaty kal. 75 mm, 4 armaty przeciwpancerne kal. 37 mm, 24 ciężkie karabiny maszynowe, 29 lekkich i ręcznych karabinów maszynowych, 9 granatników oraz 2 moździerze. Oddział „Redłowo” liczył 2065 ludzi, miał 4 armaty kal. 75 mm, 4 armaty ppanc. kal. 37 mm i 4 morskie kal. 37 mm, 28 ciężkich karabinów maszynowych, 5 najcięższych karabinów maszynowych, 44 lekkie i ręczne karabiny maszynowe, 9 granatników i 4 moździerze.
Wojna jeszcze nie wybuchła, ale na Wybrzeżu wróg zachowywał się już agresywnie. Dopomagała mu wydatnie „piąta kolumna”, która tam właśnie była najliczniejsza. W sierpniu samoloty niemieckie przelatywały nad obiektami wojskowymi. Zanotowano też kilka wypadków przekroczenia przez patrole niemieckie granicy w rejonie Kamienicy Królewskiej, podległej komisariatowi Straży Granicznej w Sierakowicach.
Nocą z 30 na 31 sierpnia patrol 2. morskiego pułku strzelców, idący wzdłuż granicy gdańskiej, został ostrzelany z ciężkich karabinów maszynowych. Żołnierze nie odpowiedzieli ogniem; zareagowała natomiast placówka w Kolibkach. 31 sierpnia grupa Niemców dotarła samochodem (od strony Gdańska przez Chwaszczyno) do Kielna, gdzie wypytywała miejscowych współrodaków o polskie oddziały.
W godzinach wieczornych 31 sierpnia, między 18 a 19, Niemcy otworzyli ogień z ciężkich karabinów maszynowych na pozycje polskie w dzielnicach Gdyni: Orłowie i Redłowie, od strony Sopotu – terenu Wolnego Miasta Gdańska. W związku z tym w 2. Morskim Pułku Strzelców, znajdującym się w sąsiedztwie Gdańska, zarządzono ostre pogotowie.
Nocą z 31 sierpnia na 1 września 1939 roku żołnierze 2. morskiego pułku strzelców, zgodnie z zarządzonym ostrym pogotowiem, spali w mundurach. Rozkaz bojowy nr 1 dla 2. MPS na wypadek zaatakowania przez nieprzyjaciela brzmiał:
Morski Pułk Strzelców, opierając się o wzgórza redłowskie i kompleks leśny w Gdyni-Witominie, zorganizuje obronę stałą Gdyni z kierunku południowego i południowo-zachodniego. Przedni skraj pozycji głównej przebiega od molo w Orłowie następująco: rzeka Kacza – Mały Kack – tor kolejowy linii Gdynia–Kościerzyna – leśniczówka Krykulec – wzgórze 152,7 – miejscowość Chwarzno (włącznie).
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Byłem dzieckiem, gdy wybuchła druga wojna światowa. Pamiętam dobrze wrzesień, okupację i dalszy ciąg wojny aż do jej zakończenia w 1945 roku. Mieszkałem wtedy w tej samej miejscowości i w tym samym domu co teraz – w Klarysewie koło Warszawy.
Podczas okupacji, w sezonach letnich, w tymże domu, będącym własnością moich rodziców, zamieszkiwała pani Janina Horydowa z córkami: starszą Wandą i młodszą Marią, przybyłymi do Warszawy tuż przed wojną, a wcześniej mieszkającymi w Gdyni. Córki pani Horydowej były ode mnie starsze, uczęszczały już do szkoły średniej. Pani Horydowa, która ukończyła wyższe studia ekonomiczne i świetnie władała kilkoma językami, była wdową po poległym obrońcy Gdyni, komandorze podporuczniku Zygmuncie Horydzie, odznaczonym pośmiertnie Krzyżem Virtuti Militari i Krzyżem Grunwaldu III kl.
Inżynier hydrotechnik Zygmunt Horyd w okresie międzywojennym był szefem Budownictwa Wybrzeża Morskiego na Oksywiu. Poza portem wojennym w Gdyni-Oksywiu wznosił także port wojenny na Helu, obiekty wojskowe na Westerplatte oraz budynki w Gdyni, przeważnie dla wojska, w tym koszary 2. morskiego pułku strzelców w Redłowie. Jego największym osiągnięciem było rozpoczęcie budowy Stoczni Marynarki Wojennej na Oksywiu.
Często przyjeżdżała do nas do Klarysewa gdańszczanka, pani Jadwiga Bławat, która wcześniej należała do domowników rodziny Horydów, a po zakończeniu działań wojennych przeniosła się z Wybrzeża do Warszawy. To ona uprosiła – a nie było to łatwe – władze niemieckie o zezwolenie na ekshumację zwłok komandora Horyda ze zbiorowej mogiły i złożenie ich na cmentarzu w Gdyni-Witominie. Pogrzeb odbył się 6 października 1939 roku. Rodzina poległego zachowała dla niej za to wielką wdzięczność.
W latach okupacji, jako uczeń szkoły powszechnej, wiele słyszałem od pani Horydowej i pani Jadwigi o Gdyni, o jej budowie i obronie. Opowiadania te bardzo mnie interesowały. Już wtedy dowiedziałem się m.in. o walce batalionu marynarskiego komandora Horyda i jego bohaterskiej śmierci podczas szturmu na stanowiska nieprzyjaciela. Zapragnąłem zwiedzić Gdynię i ujrzeć morze. Wówczas pani Horydowa powiedziała: „Poczekaj, Mariusz, jak wojna się skończy, a miejmy nadzieję, że Niemcy ją przegrają, to przyjedziesz do nas do Gdyni, zobaczysz miasto i morze”.
Czas biegł. Zostałem uczniem szkoły średniej, a Wanda Horyd – studentką medycyny konspiracyjnej wyższej uczelni. Nasze rozmowy o wojnie stawały się coraz bardziej optymistyczne, gdyż wiedzieliśmy z różnych źródeł, że Niemcy zaczynają przegrywać. Wybuch Powstania Warszawskiego rozdzielił nas. Wanda Horyd, żołnierz Armii Krajowej, brała udział w powstaniu jako sanitariuszka.
Wiosną 1945 roku pani Horydowa z córkami i panią Jadwigą Bławat wróciły do swego domu w Gdyni-Orłowie. W jakiś czas potem, już po wojnie, jako uczeń gimnazjum Rejtana w Warszawie pojechałem do Gdyni i odwiedziłem rodzinę Horydów. Zobaczyłem wtedy po raz pierwszy morze, zwiedziłem Gdynię, a także Hel i odzyskany Gdańsk. Wróciłem wówczas myślami do lat przedwojennych i września 1939 roku. Do czasu, gdy inżynier komandor Horyd budował porty wojenne i miasto, a potem poległ w ich obronie.
Do dziś wspominamy okres wojny i okupacji. Niestety, w coraz szczuplejszym gronie. Pani Horydowa zmarła w 1958 roku. Nie żyją też moi rodzice. W październiku 1986 roku zmarła pani Jadwiga Bławat.
Młodsza córka komandora Horyda, pani Maria, jest lekarzem i mieszka nadal w rodzinnym domu w Gdyni-Orłowie. Starsza córka, profesor doktor Wanda Horyd, również jest lekarzem i mieszka w Gdańsku-Oliwie. Ja ukończyłem studia historyczne na Uniwersytecie Warszawskim.
Jako historyk, pamiętający z lat dziecinnych i młodzieńczych drugą wojnę światową, pragnę upamiętnić w tej popularnej książeczce bohaterskie walki obrońców Gdyni, a wśród nich głównego budowniczego portu wojennego na Oksywiu, inżyniera komandora podporucznika Zygmunta Horyda. Walkę, która nie poszła na marne…TUŻ PRZED AGRESJĄ
W dniu 28 kwietnia 1939 roku Berlin wypowiedział Warszawie pakt o nieagresji z 1934 roku; 23 maja Hitler oficjalnie zakomunikował swojej generalicji, że uderzenie na Polskę jest już nieodwołalnie zdecydowane. Wcześniej, 11 kwietnia, zatwierdzona została dyrektywa „O jednolitym przygotowaniu Wehrmachtu do prowadzenia wojny w okresie 1939/1940”, zawierająca m.in. wytyczne do opracowania wymierzonego przeciwko Polsce planu operacyjnego „Fall Weiss”.
25 sierpnia 1939 roku przybył do Gdańska, rzekomo z wizytą kurtuazyjną, pancernik „Schleswig-Holstein” i po powitaniu zacumował naprzeciw Westerplatte. Poprzedniej nocy, przed wpłynięciem do portu, przejął on na pełnym morzu z innych okrętów oddziały piechoty morskiej (tzw. _Marinesturmkompanie_), które miały wziąć udział w planowanym szturmie na polską składnicę tranzytową.
26 sierpnia dowódca pancernika, komandor Gustav Kleikamp, złożył w Gdańsku wizytę Generalnemu Komisarzowi Rzeczypospolitej Polskiej Marianowi Chodackiemu oraz Wysokiemu Komisarzowi Ligi Narodów Carlowi Burckhardtowi. Na przyjęciu wydanym przez komisarza Burckhardta komandor Gustav Kleikamp wyznał mu w tajemnicy: „Mam okropne zadanie, za które nie mogę być odpowiedzialny, gdyż to rozkaz wojskowy”. Już wkrótce stało się jasne, co miał wówczas na myśli.
W wydanej 31 sierpnia dyrektywie nr 1 Hitler wyznaczył dzień i godzinę napaści na Polskę: 1 września 1939 roku, godzina 4.45. Nad Polską zawisło śmiertelne niebezpieczeństwo.
Ostatni dzień sierpnia 1939 roku mijał w Gdyni, jak i na całym Wybrzeżu, w szczególnym napięciu. Trwały intensywne przygotowania obronne, port opustoszał. Nie zawijały już do niego statki handlowe i pasażerskie, a te, które uprzednio tam stały, odpłynęły do portów francuskich, brytyjskich i państw neutralnych. Również flota wojenna w większości opuściła port. W okresie pokoju zasadniczą jej bazą była Gdynia, zaś w warunkach wojennych zadanie to miał spełniać port na półwyspie Hel.
Powszechnie zdawano sobie sprawę, że wojna jest nieunikniona. Trwała powtórnie ogłoszona mobilizacja, odjeżdżały do wyznaczonych miejsc pociągi pełne rezerwistów.
Społeczeństwo Wybrzeża od razu dało dowody swego patriotyzmu. Już od pierwszej, cichej mobilizacji z 24 sierpnia 1939 roku mieszkańcy Wybrzeża zaczęli zgłaszać się ochotniczo do czynnej służby razem z powołanymi rezerwistami. W obronie ojczyzny chcieli walczyć wszyscy, także młodzież i kobiety.
„Pomożemy wam!” – takie hasło rzucili ochotnicy. „Na front niech idą żołnierze, a tu, w koszarach, na poczcie, w szpitalach, na warcie, będziemy my”. I rzeczywiście – pełno ich było w koszarach, komendach Przysposobienia Wojskowego i Wychowania Fizycznego oraz w szpitalach w Gdyni, a także w Wejherowie, Pucku, Kartuzach i na Helu.
Sytuacja na Wybrzeżu stała się jeszcze bardziej napięta, kiedy rozeszła się wiadomość o przechwyceniu przez gdańskich Niemców polskiej broni, amunicji i umundurowania. Oto Ministerstwo Spraw Wojskowych lekkomyślnie wysłało ten cenny transport wagonami towarowymi doczepionymi do pociągu pospiesznego relacji Warszawa – Kutno – Bydgoszcz – Tczew – Gdańsk – Gdynia, choć przecież można je było przewieźć nowo wybudowaną linią kolejową przez Kościerzynę, z pominięciem Wolnego Miasta.
Niemcy zwrócili uwagę na niecodzienny zestaw pociągu i odczepili wagony towarowe. Skład pasażerski pojechał do Gdyni, a uzbrojenie i mundury zostały na terenie Gdańska. Część tych mundurów później odzyskano – w pierwszych dniach wojny zatrzymano 37 ubranych w nie dywersantów, którzy przeniknęli między polskich żołnierzy i przy użyciu radiostacji przesyłali swoim mocodawcom meldunki o sytuacji bojowej i nastrojach Polaków. Przebrano ich w cywilne ubrania i osadzono w miejscach odosobnienia.
Polskiego Wybrzeża, łącznie z Gdynią, miały bronić wspólnie siły lądowe i morskie. Tworzyły one tzw. Grupę Obrony Wybrzeża, podległą dowódcy Floty i Obszaru Nadmorskiego, kontradmirałowi Józefowi Unrugowi. W skład sił lądowych wchodziła Lądowa Obrona Wybrzeża pod dowództwem pułkownika Stanisława Dąbka, a w skład sił morskich na lądzie – Morska Obrona Wybrzeża pod dowództwem komandora Stefana Frankowskiego, w tym Rejon Umocniony Hel pod dowództwem komandora Włodzimierza Steyera. Na morzu siły morskie stanowiła Flota oraz Morski Dywizjon Lotniczy dowodzony przez komandora porucznika pilota Edwarda Szystowskiego.
Na terenie Wolnego Miasta Gdańska jednostkami obronnymi, bezpośrednio podlegającymi naczelnemu dowództwu w Warszawie, były: załoga wojskowa na Westerplatte pod dowództwem majora Henryka Sucharskiego oraz Poczta Polska pod dowództwem podporucznika Konrada Guderskiego.
Główne zadanie w obronie Wybrzeża, zwłaszcza Gdyni, przypadło Lądowej Obronie Wybrzeża, która miała współdziałać także z armią „Pomorze” generała Władysława Bortnowskiego.
Dowódca Lądowej Obrony Wybrzeża, którego formalnym przełożonym był kontradmirał Unrug, przystępując do organizacji swoich oddziałów, musiał polegać przede wszystkim na własnej inicjatywie oraz na wydatnej pomocy udzielanej mu przez okoliczną ludność. Dowództwo Floty, mieszczące się na Helu, praktycznie pozostawiło żołnierzy Lądowej Obrony Wybrzeża własnemu losowi. W czasie działań wojennych kontakty między Helem a dowództwem Lądowej Obrony Wybrzeża w Gdyni-Grabówku, a potem w Babim Dole na Kępie Oksywskiej, ograniczały się do krótkich meldunków telefonicznych. Od momentu wybuchu wojny kontradmirał Unrug nie odwiedził ani pułkownika Dąbka, ani jego walczących oddziałów.
Bezpośredniego dostępu do Gdyni od wschodu, od granicy z Wolnym Miastem Gdańskiem, miał bronić przede wszystkim wchodzący w skład sił lądowych dwubatalionowy 2. Morski Pułk Strzelców, stacjonujący w Gdyni-Redłowie pod dowództwem podpułkownika Ignacego Szpunara. Od strony zachodniej, od granicy Polski z Niemcami, zadanie to powinien spełnić 1. Morski Pułk Strzelców, stacjonujący w Wejherowie, pod dowództwem podpułkownika Kazimierza Pruszkowskiego. Pułk ten również składał się tylko z dwóch batalionów.
Dla wsparcia obu pułków zorganizowano trzy bataliony rezerwowe: I baon kapitana Chwalimira Pochwałowskiego, II – kapitana Jerzego Wierzbowskiego oraz III batalion rezerwowy pod dowództwem kapitana Eugeniusza Nowalsettiego.
Ponadto w skład sił lądowych weszła Morska Brygada Obrony Narodowej, z początku podległa pułkownikowi Józefowi Sąs-Hoszowskiemu, a od 27 lipca 1939 roku bezpośrednio pułkownikowi Dąbkowi. Brygada składała się z pięciu batalionów. Były to: I gdyński batalion Obrony Narodowej majora Stanisława Zauchy; II gdyński – majora Władysława Sikorskiego; III gdyński – majora Franciszka Piotrowiaka; IV kartuski – kapitana Mariana Mordawskiego oraz V pucki z dowódcą majorem Janem Zagłobą-Smoleńskim.
Dwa gdyńskie bataliony Obrony Narodowej (I i III) miały bronić bezpośrednio miasta, zaś bataliony II i IV powinny osłaniać Gdynię od południa, od strony Kartuz. Jednak tuż przed wybuchem wojny, 1 września we wczesnych godzinach rannych, II batalion został przesunięty do armii „Pomorze”. Zadaniem V puckiego baonu ON była obrona miasta i portu od strony zachodniej, od Pucka, a także wspieranie 1. MPS.
W skład Lądowej Obrony Wybrzeża z zadaniem obrony Gdyni wchodziły również jednostki artyleryjskie. Były to: Morski Dywizjon Artylerii Lekkiej pod dowództwem majora Władysława Kańskiego oraz XI bateria artylerii nadbrzeżnej Canet na Oksywiu, dowodzona przez kapitana Ratajczyka. Morski Dywizjon Artylerii Lekkiej miał 7 armat kalibru 75 mm, 4 kalibru 105 mm oraz 2 ciężkie karabiny maszynowe; bateria Canet – 2 działa kalibru 100 mm.
Lądową Obronę Wybrzeża tworzyły ponadto: kompania łączności, pluton chemiczno-gazowy, pluton kolarzy, batalion saperów oraz improwizowany pociąg pancerny (tzw. bateria na platformach) i cztery samochody opancerzone. Poza tymi regularnymi wojskami dowódcy LOW podlegały także Straż Graniczna, Policja Państwowa, organizacje paramilitarne (oddziały Przysposobienia Wojskowego i Wychowania Fizycznego) oraz inne organizacje ochotnicze, jak oddziały harcerskie, oddział junaków i oddział „krakusów”.
Do Morskiej Obrony Wybrzeża na lądzie należały: Morski Dywizjon Artylerii Przeciwlotniczej (8 armat kalibru 75 mm) pod dowództwem komandora podporucznika Stanisława Jabłońskiego, trzy kompanie ciężkich karabinów maszynowych przeciwlotniczych (50 ckm) oraz kompania reflektorów kapitana Gołębiowskiego.
Dowódcy Floty w Gdyni podlegały też jednostki morskie na lądzie: Kadra Floty, Komenda Portu Wojennego, Morski Dywizjon Żandarmerii oraz Szefostwo Fortyfikacji.
Jednostki morskie na lądzie, a więc Morska Obrona Wybrzeża (z wyłączeniem bazy morskiej Rejonu Umocnionego Hel) oraz jednostki podległe dowódcy Floty, w warunkach wojennych zostały podporządkowane dowódcy Lądowej Obrony Wybrzeża.
Sytuacja Gdyni, położonej w „korytarzu pomorskim”, była tragiczna. Od strony wschodniej graniczyła ona ze zniemczonym Wolnym Miastem Gdańskiem, sąsiadującym z częścią Niemiec – Prusami Wschodnimi. Od strony zachodniej odległość do granicy Niemiec wynosiła tylko 40 km, a teren był bardzo słabo przygotowany do obrony.
Kępę Oksywską (obszar 50 km²), po północno-zachodniej stronie Gdyni z portem wojennym na Oksywiu, uznaną za najważniejszy bastion lądowej obrony Wybrzeża, dzieliło od granicy niemieckiej zaledwie 30 km. Podobnie jak Gdynia nie została ona odpowiednio umocniona. Wysiłkiem wojska i ludności wiosną i latem 1939 roku wykonano na Kępie stanowiska strzeleckie i przeszkody przeciwpancerne oraz ustawiono zasieki z drutu kolczastego. Było to jednak niewiele.
Pułkownik Dąbek, po objęciu dowództwa na Wybrzeżu (23 lipca 1939 roku), krytycznie ocenił przygotowania obronne. Gorzkie wnioski wysnuł podczas rekonesansu na terenie przewidywanych walk. Trudno mu było pogodzić się z tym, że nie pomyślano wcześniej o najmniejszych choćby fortyfikacjach i ich obsadzie. Obszary nadmorskie wprost się o to prosiły układem i rzeźbą terenu.
Leżące na północy długie Jezioro Żarnowieckie, poprzez które płynęła do Bałtyku rzeka Piaśnica, wraz z przyległymi do niego bagienno-leśnymi terenami stanowiłyby doskonałą przeszkodę dla wojsk niemieckich. Ponadto w wypadku ich obsadzenia nieprzyjaciel musiałby forsować podmokłe niziny w zakolu rzeki Redy oraz wyżyny na zachód od Wejherowa. Inne pozycje obronne mogłyby ciągnąć się lasami do jeziorek i rzeczek w okolicach Sopieszyna, Nowego Dworu Wejherowskiego i Kołeczkowa. W połączeniu ze wzniesieniem pod Kołeczkowem i lasami sięgającymi aż po Chwarzno stanowiłyby linię łamaną, ciągnącą się do Kolibek położonych nad morzem.
System umocnień mógłby także ciągnąć się dalej ku południowi – do Kartuz. Wszystko to, zdaniem pułkownika Dąbka, opóźniłoby marsz wroga, który po sforsowaniu przeszkód terenowych znalazłby się jakby w worku.
Wytyczne Dowództwa Floty kładły nacisk na obronę Helu jako zasadniczej bazy Marynarki Wojennej. Chodziło o to, by nie dopuścić do zaskoczenia bazy helskiej, tworząc tym samym warunki do mobilizacji Floty, a także przesunięcia wyposażenia znajdującego się w Gdyni na Hel. Aby zyskać na czasie, należało jak najdłużej uniemożliwiać nieprzyjacielowi swobodne korzystanie z szosy i linii kolejowej Wejherowo – Gdynia oraz umieszczenie przez niego artylerii dalekosiężnej w rejonie Oksywia do ostrzeliwania półwyspu, zaś na przedpolach Gdyni utrudniać – za pomocą zniszczeń – posuwanie się wojsk niemieckich.
Zasadniczymi jednostkami przeznaczonymi do realizacji tego celu były wydzielony oddział „Wejherowo” 1. MPS podpułkownika Pruszkowskiego oraz wydzielony oddział „Redłowo” 2. MPS podpułkownika Szpunara. Oddział „Wejherowo” liczył 1908 ludzi, miał 2 armaty kal. 75 mm, 4 armaty przeciwpancerne kal. 37 mm, 24 ciężkie karabiny maszynowe, 29 lekkich i ręcznych karabinów maszynowych, 9 granatników oraz 2 moździerze. Oddział „Redłowo” liczył 2065 ludzi, miał 4 armaty kal. 75 mm, 4 armaty ppanc. kal. 37 mm i 4 morskie kal. 37 mm, 28 ciężkich karabinów maszynowych, 5 najcięższych karabinów maszynowych, 44 lekkie i ręczne karabiny maszynowe, 9 granatników i 4 moździerze.
Wojna jeszcze nie wybuchła, ale na Wybrzeżu wróg zachowywał się już agresywnie. Dopomagała mu wydatnie „piąta kolumna”, która tam właśnie była najliczniejsza. W sierpniu samoloty niemieckie przelatywały nad obiektami wojskowymi. Zanotowano też kilka wypadków przekroczenia przez patrole niemieckie granicy w rejonie Kamienicy Królewskiej, podległej komisariatowi Straży Granicznej w Sierakowicach.
Nocą z 30 na 31 sierpnia patrol 2. morskiego pułku strzelców, idący wzdłuż granicy gdańskiej, został ostrzelany z ciężkich karabinów maszynowych. Żołnierze nie odpowiedzieli ogniem; zareagowała natomiast placówka w Kolibkach. 31 sierpnia grupa Niemców dotarła samochodem (od strony Gdańska przez Chwaszczyno) do Kielna, gdzie wypytywała miejscowych współrodaków o polskie oddziały.
W godzinach wieczornych 31 sierpnia, między 18 a 19, Niemcy otworzyli ogień z ciężkich karabinów maszynowych na pozycje polskie w dzielnicach Gdyni: Orłowie i Redłowie, od strony Sopotu – terenu Wolnego Miasta Gdańska. W związku z tym w 2. Morskim Pułku Strzelców, znajdującym się w sąsiedztwie Gdańska, zarządzono ostre pogotowie.
Nocą z 31 sierpnia na 1 września 1939 roku żołnierze 2. morskiego pułku strzelców, zgodnie z zarządzonym ostrym pogotowiem, spali w mundurach. Rozkaz bojowy nr 1 dla 2. MPS na wypadek zaatakowania przez nieprzyjaciela brzmiał:
Morski Pułk Strzelców, opierając się o wzgórza redłowskie i kompleks leśny w Gdyni-Witominie, zorganizuje obronę stałą Gdyni z kierunku południowego i południowo-zachodniego. Przedni skraj pozycji głównej przebiega od molo w Orłowie następująco: rzeka Kacza – Mały Kack – tor kolejowy linii Gdynia–Kościerzyna – leśniczówka Krykulec – wzgórze 152,7 – miejscowość Chwarzno (włącznie).
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
więcej..