-
nowość
-
promocja
Gdzieś pomiędzy… - ebook
Gdzieś pomiędzy… - ebook
Marzenia są potrzebne. Trzeba tylko uważać, by się w nich nie zatracić.
Kate to nieśmiała, pełna pasji do gotowania dziewczyna, która mieszka z ukochaną ciotką Marry w niewielkim amerykańskim miasteczku. Jej codzienność wypełniają rutynowe obowiązki i ciche marzenia o wyjeździe do Nowego Jorku, gdzie mogłaby rozwijać swój kulinarny talent. Nie przeczuwa, że los już wkrótce spełni jej pragnienia w najbardziej dramatyczny sposób.
Nagła śmierć ciotki zostawia ją samą nie tylko z bólem, ale i pytaniami, które podważają wszystko, co dotąd uważała za pewne. Dlaczego na szpitalnej opasce z dnia jej narodzin widnieje inne imię? Kim są rodzice, których nigdy nie poznała? I kto naprawdę odpowiada za tragedię Marry?
Zdeterminowana, by zawalczyć o siebie, Kate wyrusza do Nowego Jorku – miasta, które ma być spełnieniem jej marzeń. Okaże się ono jednak nie tylko miejscem, gdzie można gonić za amerykańskim snem, lecz także labiryntem pełnym sekretów. To tam dziewczyna zostanie zmuszona do konfrontacji z przeszłością… i samą sobą.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Obyczajowe |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8423-182-1 |
| Rozmiar pliku: | 1,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Każdy ma za sobą co najmniej jedno takie rozczarowanie życiem, z którym nie potrafi się pogodzić, a co najważniejsze – nie potrafi go zrozumieć. Spoglądała oczami na życie innych i zazdrościła. Zazdrościła nie tylko tego, co mają, ale również tego, jak wyglądają. Czuła ogromne niespełnienie, a zarazem ogromny głód życia. W końcu jednak powiedziała „dość” i zaczęła walczyć o swoje marzenia. Pewnej jesiennej nocy Kate – wielka marzycielka, która miała swoje chwile zwątpienia i zawahania – postanowiła zawalczyć z wiatrakami i nie dać za wygraną. Spoglądając w lustro, widziała nie tylko kogoś innego, niż była naprawdę, ale również przebijało się w jej oczach codzienne zwątpienie. Tego wieczoru było jednak inaczej. Kiedy stanęła przed lustrem, popatrzyła na siebie tymi samymi oczami, ale zobaczyła zupełnie inną osobę. Co się wydarzyło? Jak to się stało, że nastąpił tak wielki przełom?
Wiecznie żyjące miasto, magia świateł niedająca o sobie zapomnieć. W tym wszystkim magia nowych wyzwań i nowych możliwości. To miejsce to spełnienie marzeń dla każdej osoby, która poszukuje odmienności i ma nadzieję, że wyjeżdżając tam, spełni się jej American Dream. Kate nie była odosobnionym przypadkiem. Chciała żyć, chciała żyć innym życiem niż tym, które wiodła do tej pory z, chciała być tą właśnie osobą, której się to uda.
Falujące blond włosy opadające delikatnie na jej twarz, niezasłaniające przy tym uroku jej bladozielonych oczu, które w zależności od natężenia promieni słońca przyjmują zupełnie inny odcień. Czasami są w zasadzie niczym mgliste kocie oczy nawołujące do pomocy i proszące o litość, a innym razem przypominają odbijające światło szmaragdy, które nie są w zasięgu nawet największego kolekcjonera na ziemi. Często też przybierają odcień żółci, niczym oczy zajadłego demona gotowego do walki. Kate jest taką indywidualnością w swojej prostocie, że potrafi przyciągać wzrok nie tylko mężczyzn, ale i kobiet. Niezdająca sobie z tego sprawy, żyjąca w przekonaniu o braku swojej wartości, zapomniana przez wszystkich, pozostająca w swojej samotności, patrzyła w lustro i tym razem była kimś innym, miała pewność, że wykorzysta to w stu procentach i osiągnie swój wymarzony sukces. Dokładnie wiedziała, jak chce to zrobić, i zamierzała realizować swoje plany zgodnie z listą. To było niczym znak z jasnego nieba, teraz albo nigdy. To musiało się wydarzyć prędzej czy później, wiedziała, że trzeba działać szybko i nie patrzeć na „za i przeciw”. Musiała postawić wszystko na jedną kartę, bo tak naprawdę od tego wszystko zależało.
Nie była od nikogo zależna, miała swoje oszczędności, a jak się później okazało, również oszczędności, które zostawili jej rodzice. Całe życie spędziła w małym domku z widokiem na góry. Co dzień podziwiała ich piękno i co dzień rozmawiała z nimi o swoich marzeniach. To właśnie one natchnęły ją do tego, by spróbowała je przeskoczyć i zobaczyć, co jest po drugiej stronie. Żyła tą metaforą niemal całe swoje młodzieńcze lata, by w końcu nadszedł dzień, że stanie się ona prawdą.
Całym jej światem była ciotka, która stała się zarówno matką, jak i ojcem. Była ucieleśnieniem kobiecości i tajemniczości. Nigdy nie mówiła Kate o tym, dlaczego ją wychowuje i co tak naprawdę stało się z jej rodzicami. Ciągle powtarzała, że nadejdzie dzień, kiedy sama zechce się o tym dowiedzieć, a najlepszą drogą do prawdy jest odkrycie jej samemu. Powtarzała jednak w kółko, że zawsze była dzieckiem chcianym i kochanym. Można wierzyć lub nie, ale Kate to odpowiadało i nigdy wcześniej nie czuła pragnienia poznania prawdy. Podziwiała swoją ciotkę za wszystko, czego dokonała, podziwiała ją za to, jak wiele świata jej pokazała, i mimo dzielącej je różnicy wieku była dla niej najlepszą przyjaciółką, z którą mogła porozmawiać o wszystkim.
Wtedy nadszedł ten dzień, kiedy Kate wracała do domu, by jak zawsze opowiedzieć ciotce o tym, co ją spotkało. Niezmiennie postępowała według jej rad, by czerpać z każdego dnia jak najwięcej, cieszyć się z małych rzeczy i opowiadać o nich, jakby były najwspanialszymi cudami świata. Starała się dostrzegać w najmniejszych drobiazgach odcień złota, który pobudza do działania i kreuje kreatywność do spełniania marzeń. Nie zamykała się w sobie mimo tak wielu przeciwności losu. Ciotka zawsze powtarzała, by żyć, bo życie to cud. Tamtego dnia widziała już za zakrętem płot ich domu, widziała, jak ulubione kwiaty wystają poza ogrodzenie, by z daleka witać nadchodzących przechodniów i choćby przez ułamek sekundy pokazywać im piękno tego świata. Zbliżając się jednak coraz bardziej, ten widok zmieniał się w obraz, który nie był namalowany tymi farbami co zwykle. Nie widziała już błękitnych drzwi ich domu, nie widziała zawieszonych na ganku mieniących się motyli, wszystko było przyćmione czerwienią i granatem migających świateł otaczających samochodów, które zastawiały niemalże całą ulicę.
Kate biegła niczym oszalała, a w jej głowie myśli kłębiły się niczym mknący rollercoaster. Biegła i błagała Boga, by zza rogu wyłoniła się jej ciotka, mocno ją przytuliła i opowiedziała o tym, co się stało. Jednak nic takiego nie miało miejsca, widziała tylko rozmazane postacie stojące wzdłuż chodnika, który prowadził do ich domu, widziała tylko spojrzenia osób, które ze łzami w oczach szeptały: „Kate, biegnij, Kate, biegnij…”. Wszędzie taśmy policyjne, wszędzie pełno policji, a między tym wszystkim ona – dziewczyna o nieprzeciętnej urodzie i oczami jak diamenty, próbująca zrozumieć, co się dzieje i gdzie jest jej ciotka.
Wtem nagle usłyszała znajomy głos nawołujący ją z oddali. To Sarah, sąsiadka, a zarazem najlepsza przyjaciółka ciotki Kate, osoba, która była dla nich jak rodzina i to ona właśnie zawsze przyrządzała im na wielkie okazje zapiekankę makaronową. Żadne święta nie były spełnione bez niej i jej smakowitości. Sarah podbiegła do Kate tak szybko i tak mocno wzięła ją w swoje uściski, że dziewczyna właśnie w tej sekundzie uświadomiła sobie, że stało się coś najgorszego. Nie chciała dopuścić do siebie głosu Sarah, słyszała go jak przez mgłę i wypierała ze świadomości…
– Kate… Kate… – wołała ją. – Kate, nie możesz tak wejść, nie patrz na to… Kate, proszę…
Jednak Kate nie chciała jej słyszeć. Musiała wejść do domu za wszelką cenę, musiała wiedzieć, gdzie jest jej ciotka.
– Nie może pani tu wejść – krzyknął jeden z policjantów. – Nie może pani… – Głos urwał się w połowie zdania.
Kate wbiegła do środka, nikt nie był w stanie jej zatrzymać. I wtedy nagle świat zatrzymał się w miejscu, a ziemia osunęła jej się spod stóp. Zobaczyła coś, czego nikt nie powinien nigdy oglądać.
– Kto jej to zrobił? – zapytała szeptem.
– Nie wiem, ale znajdziemy winnego – odezwał się jeden z detektywów.
– Kiedy? – zapytała.
– Proszę się uspokoić, porozmawiajmy na zewnątrz – oznajmił ponownie.
Wychodziła z domu w amoku, obrazy kłębiły się w jej głowie, szukając odpowiedzi, kto mógł tak brutalnie potraktować jej ciotkę, osobę o tak czystym sercu. Patrzyła, lecz czuła się, jakby ślepła od świateł, wdychane powietrze było niczym kłębiący się dym w jej płucach. Na marne szukała drogi ewakuacji. W głowie wciąż widziała ciotkę leżącą w kałuży krwi. Lepiąca się maź zalewała ich ulubiony wełniany dywan. Kate wydusiła z siebie ostatnie podmuchy siły, by zapytać Sarah:
– Jak?
– Usłyszałam hałas, kiedy byłam w ogrodzie.
– Kto to był?
Sarah zalała się łzami i spuściła powoli głowę, jej twarz całkowicie zasłoniła burza czarnych loków.
– Nie wiem, to dziwne, ale nikogo nie widziałam, jak weszłam do środka, zobaczyłam tylko… – Nagle urwała w połowie zdania.
Ogrom pytań pozostających bez odpowiedzi, ilość wspomnień, które miażdżą każdy wolny skrawek myśli. Niekończące się spojrzenia sąsiadów i ciągłe wizyty policji. Kate nie dane było zaznać spokoju, a co najważniejsze, nie miała możliwości okazać należytej żałoby osobie, którą traktowała jak matkę Nie mogła uczcić jej pamięci, bo nawet w ostatniej chwili, kiedy mogły być razem, wciąż ktoś im przeszkadzał.
Miała świadomość, że żegnać kogoś to coś strasznego i nigdy nie jest się na to gotowym. Jednak wiedziała też, że gdy bliskiego zabiera choroba, jest się na to jakoś wewnętrznie przygotowanym. Jeżeli natomiast los odbiera bliską osobę w tak bestialski sposób, jest to strata, która nigdy nie zostanie w żaden sposób wytłumaczona. Oślepiające promienie słońca odbijające się od lśniącej mahoniowej trumny uderzały w twarz Kate, dodając jej wypieków na twarzy. W ten mało istotny sposób wspierało ją z góry, pokazując swoim dotykiem, że zawsze będzie nad nią czuwać. Różowe bukiety ulubionych wrzosów ciotki Kate oplatały nie tylko trumnę, ale i przyozdabiały miejsce, w którym przyszło jej ją pożegnać. Kate patrzyła na kwiaty i wracała wspomnieniami do chwil, kiedy była małą dziewczynką, a ciotka uczyła ją szacunku dla natury i jej zrozumienia. Wrzosy przypominały bladofioletowe, czasami mocno herbaciane, z różowymi pręgami jesienne niebo. Jesień była ich ulubioną porą i przynajmniej w tej kwestii los oddał hołd jej ciotce i zabrał ją do siebie właśnie w tym czasie.
Słońce wręcz paliło, a powietrze się nie ruszało. Jednak w chwili, kiedy Kate rzuciła na trumnę garść ziemi i kwiat na wieczne pożegnanie, zerwał się tak silny wiatr, że włosy rozwiały się na każdą ze stron, a Kate, chcąc nadać im ogłady, zaczęła w pośpiechu je wygładzać i kierować głowę we wszystkie możliwe kierunki, aby odpowiednio się ustawić. To wtedy właśnie zauważyła nieznaną jej osobę, a przecież znała wszystkich z otoczenia ciotki. Nie miały krewnych, a już na pewno zbyt wielu znajomych. Sarah to jedyna przyjaciółka, a innymi osobami, z którymi miały jakikolwiek kontakt, byli mieszkańcy ich małego miasteczka. Jednak ta postać się wyróżniała – nie tylko swoim strojem, ale i całą aparycją. Okazała się przystojnym mężczyzną, jakiego Kate nigdy wcześniej nie widziała.
Kiedy odwróciła się ponownie, jego już nie było, miała więc nadzieję, że skoro przyszedł na pogrzeb, to pojawi się na stypie i będzie mogła go zapytać o ciotkę, o to, skąd ją zna, a może będzie wiedział coś więcej na temat jej rodziców. Bowiem w dniu, kiedy zamordowano jej ciotkę, grom z jasnego nieba przyniósł pragnienie odkrycia tajemnicy, która dotychczas była tak skrupulatnie strzeżona.
Sarah zadbała o wszystko, co było im niezbędne w tym ciężkim czasie. Na stypie pojawiło się zaledwie kilku mieszkańców miasteczka, którzy chcieli okazać wsparcie, reszta natomiast żyła w paraliżującym strachu i nie chciała się narażać. Nigdy wcześniej w ich małej miejscowości nie doszło do takiej tragedii. Obawiali się o swoje rodziny. Sarah była wściekła, a Kate pełna wyrozumiałości, jednak mimo to wciąż jej oczy błądziły po salonie w poszukiwaniach tego młodego mężczyzny, którego widziała na cmentarzu. On jednak się nie pojawił…
Nastał wieczór, a Kate pozostała już tylko z Sarah, wszystko wysprzątały, jakby ciotka miała zaraz wrócić, jedynie brakowało plecionego dywanu, który zdobił centrum ich salonu i nadawał mu prowansalski styl. Nim dziewczyna poprosiła Sarah, by ta poszła odpocząć, zadała jej pytanie, które – jak liczyła – mogło dać nowy początek odpowiedziom na kłębiące się w głowie pytania. Zjadała ją nadzieja, że może ciotka zwierzała się Sarah, w końcu mieszkały obok siebie od dnia… Właśnie wtedy Kate zorientowała się, że nigdy nie dowiedziała się od ciotki, co ją sprowadziło do tego małego miasteczka Concord w Massachusetts. Wtedy też przypomniała sobie o małym czarnym pudełku z różowymi serduszkami, leżącym na strychu, które oglądała, będąc małą dziewczynką. Lecz nim po nie pobiegła, zapytała:
– Sarah, wiem, że to trudny czas dla nas obu, ale czy ciotka opowiadała ci kiedyś o swojej przeszłości? Czy opowiadała ci może, dlaczego się tu sprowadziła? Albo co sie stało z moimi rodzicami?
– Kate, bardzo mi przykro, ale nie. Wiele razy ją o to pytałam, lecz nigdy nie otrzymałam odpowiedzi. Po kilku próbach przestałam pytać, chyba bałam się odpowiedzi. Pamiętam czas, kiedy tu przyjechałyście, byłaś bardzo malutka, a twoja ciotka miała nie wiele więcej niż dwadzieścia pięć lat. Od razu poczułyśmy między sobą więź i zawiązałyśmy wspaniałą przyjaźń, jakiej można życzyć każdemu na świecie. Wspieraliśmy ją z mężem w opiece nad tobą, jak tylko mogliśmy. Ona odwdzięczyła mi się tym samym w czasie, kiedy ja zostałam młodą wdową. Choroba odebrała mi miłość mojego życia zbyt wcześnie. Ale miałyśmy siebie i ciebie. W głębi duszy zawsze wiedziałam, że pomimo światła, jakie w sobie nosiła, na jej duszy wyryta była rysa mroku.
– Nie wydało ci się dziwne, że tak piękna kobieta była sama? Że nie próbowała zbudować mi pełnego domu? – zapytała Kate.
– Raz mój mąż Jack mnie o to zapytał, nigdy nie mówiłam mu, że Marry nie chce mówić o swojej przeszłości. Teraz wiem, że przed czymś uciekała i bała się związku z kimś, kto może okazać się inną osobą i was skrzywdzić… Wiesz… myślę, że wcale też nie miała na imię Marry.
– Sarah, a czy w ostatnim czasie odwiedził ją może młody mężczyzna w wieku zbliżonym do mojego? Bardzo przystojny, dobrze zbudowany, o ciemnych blond włosach i mocnym zarysie szczęki?
– Nic mi o tym nie wiadomo i też nikogo podobnego nie widziałam w okolicy. Dlaczego pytasz, Kate?
– Widziałam dzisiaj takiego mężczyznę na cmentarzu na pogrzebie, musiał ją znać – odparła Kate.
– Kate, to był długi i ciężki dzień, połóż się i odpocznij, wrócimy do tego rano, dobrze?
– Dobrze.
– Dobranoc, Kate, jestem do twojej dyspozycji, dzwoń, w razie gdybyś czegoś potrzebowała.
– Dobranoc, Sarah.
Odprowadziła ją wzrokiem do jej grafitowego płotu i zaraz po tym, jak zniknęła za drzwiami swojego domu, Kate w pośpiechu wbiegła po schodach, by udać się na strych w poszukiwaniu tajemniczego pudełka. Miała nadzieję, że wśród wspomnień ciotki Marry znajdzie coś, co naprowadzi ją na odpowiedzi albo przynajmniej wskaże odpowiednią drogę. Przerzucała stosy starych pamiątek, obrazków, które malowała w przedszkolu, by pod stertą zapomnianych rzeczy zobaczyć to, czego szukała najbardziej. Wzięła głęboki wdech i otworzyła zakurzone pudełko. To było niczym podmuch obecności kogoś jeszcze w pomieszczeniu, w którym teraz przebywała. Duch wspomnień właśnie zapukał do drzwi, by o sobie przypomnieć. Zobaczyła nie tylko wspomnienia z dzieciństwa cioci Marry, jak na przykład szpitalną bransoletę z datą jej narodzin, ale również opis, jaki mimo upływu lat był wciąż widoczny: „Celia urodzona 5 maja 1982 roku”. Kate była zdumiona, data urodzin się zgadzała, jednak imię nie. Przeglądała zawartość pudełka coraz dokładniej, by odkryć kolejne tajemnice, jednak znalazła tylko stare zdjęcie wykonane w Nowym Jorku, na którym widniała ciocia Marry wraz z inną kobietą – podobnego wzrostu, a może i wieku. Zdjęcie było wyblakłe, a na odwrocie widniał napis „Siostry Brown podbijają Dolinę Krzemową”. Reszta pamiątek to były nic nieznaczące misie.
Kate usiadła zapłakana w kącie, kiedy nagle ją olśniło – przecież mogła poszukać informacji o Celii Brown w internecie. Postanowiła, że z samego rana zacznie rozwiązywać tę zagadkę, byle tylko nie myśleć o wydarzeniach poprzednich dni. Zeszła na dół i zaczęła przygotowywać się do snu. Zdecydowała się wyrzucić wszystkie żałobne ubrania, a wraz z nimi tragiczne wspomnienia ostatniej doby. Zapragnęła brać z życia garściami. Wiedziała, że chce zapamiętać swoją ciotkę tylko w dobrych barwach i mieć w głowie wyłącznie najwspanialsze wspomnienia, jakie tworzyły przez te wszystkie wspólne lata życia.
Zaparzyła ulubioną herbatę w ulubionym kubku cioci. Choć nadawał się do wyrzucenia, ta kochała go tak bardzo, iż twierdziła, że herbata tylko w nim smakuje tak wyjątkowo. Wtedy usiadła na jej ulubionym fotelu, z którego można było podziwiać widok wspaniałej okolicy i czystej natury, i postanowiła, że chce poczuć jej obecność, a od jutra żyć najlepiej, jak będzie potrafiła, i spełnić swoje wszystkie marzenia.
Zamknęła powieki i marzyła, śniła o dobrociach kupowanych wspólnie w cukierni i ich intymnych rozmowach, których już więcej nie powtórzą. Wracała wspomnieniami i uśmiechała się. Żegnała ciotkę na swój własny sposób, oddawała jej hołd, na jaki zasługiwała jak nikt inny na tym świecie. Kochała ją i wiedziała, że mimo odległości, jaka dzieliła ją od zaświatów, przyjdzie dzień, że znów będą razem siedziały i popijały herbatkę, a Kate będzie mogła opowiedzieć jej o wszystkim, czego dokonała dzięki niej i jej wierze w nią.
Nie była tylko świadoma, że już na początku swojej nowej podróży zgubi na jakiś czas wiarę w siebie i swoją siłę w spełnianiu marzeń. Jej droga właśnie się rozpoczęła, a ciotka nie przygotowała jej na to, co przez co będzie musiała przejść, by znalazła się na szczycie. Szary dym spowił jej różowe okulary, przez które zwykła patrzeć.Nakładem wydawnictwa Novae Res ukazały się również:
Karma wraca, a zemsta jest rozkosza... bogin. Zwlaszcza tych, które zostaly odrzucone.
Szukasz miłości życia na Tinderze? Uważaj, bo księcia na białym koniu tu nie znajdziesz. Już większa szansa, że trafisz na ropucha i nie pomoże nawet namiętny pocałunek…
Przekonało się o tym sześć odważnych kobiet, które postanowiły wziąć los w swoje ręce i skosztować internetowych łowów. Okazało się jednak, że popularna randkowa aplikacja, zamiast wielkich uniesień, przyniosła im wielkie rozczarowanie. Czując, że zostały wykorzystane, zaliczone i odrzucone, postanawiają dokonać zemsty w najlepszym wydaniu tego słowa. Czyny, do których się posuną, pokazują tylko, że ich inwencja w wymyślaniu sposobów na utarcie nosa tym, którzy je zranili, nie zna granic!
Oto historie, które mogły przydarzyć się również tobie. Trochę śmieszne, trochę straszne, ale przede wszystkim – prawdziwe. Opowiedziane szczerze i bez pruderii, ku pocieszeniu i przestrodze. A jeśli myślisz, że pechowe randki to domena kobiet, już wkrótce się dowiesz, jak brzmi odpowiedź z ust facetów…