-
nowość
-
promocja
Głowa do góry, cycki do przodu! - ebook
Głowa do góry, cycki do przodu! - ebook
Usiądź. Oddychaj. A jeśli trzeba, to rozepnij biustonosz, który Cię uwiera. O, tak. Lepiej.
Masz prawo do gorszego dnia. Masz prawo płakać w łazience. Powiedzieć: „nie dzisiaj”. Zatrzymać się. Nie być perfekcyjną. Możesz poleżeć chwilę na ziemi – byle nie za długo, bo w końcu trzeba się podnieść, poprawić koronę, otrzepać kolana, wypiąć pierś do przodu i stwierdzić: „Dobra. Lecimy dalej”.
To książka o błądzeniu. Bo czasem idziesz prostą drogą, a życie i tak rzuca Ci kłody pod nogi. I o odnajdywaniu się na nowo, czasem z mapą, a czasem po omacku, kiedy gaśnie ostatni promyk nadziei.
O miłości, dzięki której serce topnieje jak lody w lipcu, ale też o takiej, która potrafi przywalić znienacka, kiedy myślałaś, że już nic Cię nie zaskoczy. O przyjaźni – tej, która trzyma Cię przy życiu, kiedy nawet czekolada nie daje rady, i wyciąga z opresji, zanim zdążysz powiedzieć „ratunku”.
Opowiem Ci o granicach, które warto stawiać, nawet jeśli ręce się trzęsą. O cichych łzach, które spadają, gdy nikt nie patrzy. O byciu niewidzialną, kiedy dajesz z siebie wszystko, a mimo to nikt Cię nie zauważa.
Chcę, żebyś po lekturze poczuła jedno: nie jesteś sama. Jest nas więcej.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Obyczajowe |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68647-36-5 |
| Rozmiar pliku: | 3,3 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
GŁOWA DO GÓRY, CYCKI DO PRZODU
Głowa do góry! Cycki do przodu! I jedziemy z życiem!
Tyle że czasami się nie da.
Nie zawsze chcę być silna. Czasem pragnę, by świat i ludzie zostawili mnie w spokoju z kawą, z kocem, z serialem, w którym to życie się wali komuś innemu. Bo prawda jest taka, że nie zawsze chcieć to móc. Nie zawsze wystarczą motywacja, pozytywne myślenie i joga o szóstej rano. Czasem nie wstajesz z łóżka nie dlatego, że ci się nie chce, tylko dlatego, że już nie masz siły. I wtedy trzeba to sobie powiedzieć: „Nie dam rady. I to jest w porządku”.
Nie musisz działać na pełnej petardzie każdego dnia. Nie musisz świecić przykładem, jak się podnosić po porażce z gracją baletnicy. Możesz upaść. Możesz leżeć. Możesz wyć w poduszkę i rzucać pilotem. A potem, jak ci przejdzie, wstań. Ale w swoim tempie. Nie od razu z planem, nie z listą zadań, tylko z tym: „Dziś ogarnę jedno pranie i siebie. Reszta może poczekać”. Ten świat, który ci mówi, że „wystarczy chcieć”, nie wie, jak wygląda życie kobiety, która ogarnia dzieci, emocje, starą matkę, nową pracę i rachunki, które same się nie zapłacą.
Czasem największym sukcesem jest przejść dzień bez krzyku, płaczu, bez tysiąca zwątpień. Bez łez, kiedy siedzisz na kibelku i masz ochotę ryczeć. Wyć, bo nie masz już sił na nic. Tylko pamiętaj, a mówię ci to ja, Gabrysia, autorka tej zacnej książki, w pewnym momencie musisz się podnieść. Będzie bolało. W chuj. Zawsze boli, kiedy człowiek jest poobijany, ale głowa do góry, cycki do przodu i jedziemy z tym życiem. Tyle że z łagodnością dla siebie. Z cichym: „Dziś zrobiłam, co mogłam. I to wystarczy”.
Zimno mi. Nie w palce. Nie w stopy. Na duszy. Za oknem siąpi coś pomiędzy śniegiem a deszczem. Taki nieokreślony stan skupienia. Czułaś to kiedyś. I teraz ja to czuję. Każdy z nas czasem jest w takim nieokreślonym stanie. Początek roku. Wszyscy gadają o postanowieniach, o zmianach, o „nowej wersji siebie”. „Zrób detoks”. „Zacznij biegać”. „Wypisz cele”. „Uwolnij potencjał”.
A ja? Ja chcę tylko, żeby mi ktoś zrobił herbatę i przykrył kocem. Bo niczego mi się we mnie nie chce zmieniać. Nie mam w sobie chęci do przeprowadzenia rewolucji. Mam w sobie... ciszę. Zmęczenie. Potrzebę bycia w spokoju.
A jednak. Gdzieś z tyłu głowy jakiś cichy głosik – cichy, ale uparty jak namolna znajoma, za którą nie przepadasz – pyta: „A czemu nie?”.
Czemu nie miałabyś wstać trochę wcześniej, ale tylko po to, żeby mieć chwilę dla siebie, a nie dla reszty świata? Czemu nie zapisać się na coś głupiego? Ceramika, francuski, jazda konna. Cokolwiek. Dla przyjemności. Czemu nie powiedzieć „nie” ludziom, którzy wysysają z ciebie życie? Czemu nie włożyć tej sukienki, którą kochasz, ale „nie ma okazji”?
Nie chodzi o wielkie zmiany. Chodzi o małe „tak” dla siebie.
Bo zimno na duszy nie przejdzie, gdy wpiszesz cele do tabelki. Zimno ustąpi, gdy dasz sobie ciepło. Małe. Ciche. Swoje.
Dziś nie będę więc lepszą wersją siebie. Nie będę produktywna. Nie będę ćwiczyć, czytać, ogarniać. Dziś będę sobą. I może dam temu głosikowi trochę przestrzeni. Nie po to, żeby mnie pchał ku wielkości. Tylko żeby mi przypomniał, że mam prawo chcieć więcej, ale nie muszę chcieć teraz.
Czasem pierwszy krok to... zostać pod kocem. I za to nie przepraszać.
Zimno ustępuje miejsca danemu sobie ciepłu. Czasem jest nim gorąca herbata, czasem książka, która nie zmienia życia, ale pozwala choć na chwilę je polubić. A czasami to tylko drobna decyzja, że dzisiaj nie muszę nic więcej, niż być. Własną, mało spektakularną, totalnie zwyczajną sobą. I powiem wam coś ważnego – nie trzeba od razu sięgać gwiazd. Czasem wystarczy sięgnąć po pilot do Netflixa. I nie przepraszać.
Świat oczekiwał ode mnie, że będę kimś innym. Kimś poukładanym, przewidywalnym.
– No, Gabrysia, przecież skończyłaś bankowość! – mówili wszyscy wokół.
Tak, skończyłam. Dyplom mam, gdzieś w szufladzie, pod stertą starych notesów, w których zapisywałam, jak naprawdę chciałabym żyć. Nigdy nie wpisałam tam „praca w korpo” albo „pani z banku”. Pisałam o książkach, które będą miały moją twarz, podcastach, które będą mówiły moim głosem, tekstach, które może nie zmienią świata, ale na pewno rozjaśnią mi dzień.
I czasem nachodziły mnie myśli, że może oni mają rację? Może powinnam pójść na ten etat, może jednak lepiej dopasować się do szablonu, zamiast pisać te książki, rozmawiać z ludźmi o życiu, snuć historie, które nie zawsze gwarantują stały przelew? Może jednak powinnam być taka bardziej „normalna”, przewidywalna, bezpieczna? Taka, jaką chciano mnie widzieć, gdy byłam małą Gabrysią z głową pełną marzeń, które nikomu nie pasowały do wizji.
– Gabi, ale jak tak żyć? – zapytał mnie kiedyś Piotrek, mój przyjaciel, mistrz stabilizacji i comiesięcznych wpływów na konto. – Przy braku stałości.
– Kiedy mam kasę, kupuję sobie nowe łóżko i kwiatów sobie nakupuję. A kiedy nie mam, piszę kolejną książkę i oszczędzam – odpowiedziałam mu. – Życie według Gabi.
Może i nie jestem najlepszą wersją siebie, ale stałam się swoją ulubioną wersją siebie. A czasem właśnie o to chodzi, żeby zagrzebaną pod tysiącem oczekiwań świata dziewczynę wyciągnąć spod tych wszystkich warstw, opatulić kocem i powiedzieć:
– Hej, cieszę się, że nadal jesteś. Możemy dzisiaj nic nie robić razem.
– Tak bardzo próbowałam się dla niego zmienić – powiedziała do mnie Beatka. To moja znajoma jeszcze z podstawówki. Zawsze miała głośny śmiech, za duże serce i za cienką skórę, jeśli chodzi o chłopaków.
Siedziałyśmy na kanapie, zmęczone i owinięte kocami jak dwa burrito. Na stole: herbata z goździkami i miska pierników, które anulowały wszystkie postanowienia noworoczne.
– Wiesz – ciągnęła po tym, jak wzięła gryza – on żądał ode mnie, żebym była szczupła. – Spojrzała na ciastko, a potem z pełnym przekonaniem dodała: – A teraz jem pierniki.
Uśmiechnęłam się. Smutno. Bo znałam ten ton. Ten, który oznacza, że człowiek dopiero po czasie widzi, ile siebie stracił dla kogoś innego.
– Dla niego powiększyłam piersi – powiedziała, jakby recytowała instrukcję obsługi nowej siebie. – Dla niego powiększyłam usta. Dla niego chodziłam w szpilkach, choć już po piętnastu minutach bolał mnie kręgosłup. Dla niego jadłam sałaty i chia, choć chciało mi się bigosu. Dla niego milczałam, kiedy mówił: „Znowu jesteś emocjonalna”. Dla niego usuwałam zdjęcia z insta, bo „za dużo pokazuję”. Dla niego robiłam wszystko.
– A on? – zapytałam, choć znałam odpowiedź.
– A on – wzruszyła ramionami – zostawił mnie dla takiej, która była „naturalna”. Wyobrażasz to sobie? Po wszystkim, co „poprawiłam”, on oznajmił, że mu brakuje autentyczności.
Zamilkła. Wzięła kolejnego piernika.
– Teraz sobie powiększam... zad tymi piernikami – dodała po chwili. – I „reperuję” swoje serce. Dla siebie. Nie dla jakiegoś typa, który nie wie, czego chce.
Patrzyłam na nią i widziałam kobietę, która zaczyna wracać do siebie. Nie idealnie. Nie od razu. Ale prawdziwie.
– Zmieniaj się – powiedziałam w końcu – ale tylko wtedy, jeśli to ty tego chcesz. Nigdy dla kogoś, kto chce cię złożyć z części, które nie są twoje.
Beatka przytaknęła.
– Dokładnie. I jeszcze jedno.
– Co?
– Pieprzyć sałatę.
Parsknęłyśmy śmiechem. Tym śmiechem, który leczy więcej niż cały coaching świata.
------------------------------------------------------------------------
ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI
------------------------------------------------------------------------PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ POPRZEDNIĄ POWIEŚĆ AUTORKI:
Ta książka jest o tym, że ja i ty nie zawsze dajemy radę, że czasem ktoś złamie nam serducho albo zawiedzie nasze zaufanie. Znajdziesz tu mnóstwo anegdotek z życia mojego oraz gości podcastu, który prowadzę. Z dużą dawką humoru i dystansu do siebie zabiorę cię w podróż, która bawi, wzrusza, a przede wszystkim podnosi na duchu.
WWW.WYDAWNICTWOLUNA.PL
.
Historia o siostrzanej miłości, która jest największym wsparciem w świecie pełnym kryzysów i niepewności. Losy Claudii, Aniki i Sary pokazują, że kobiety potrafią znaleźć w sobie ogromną siłę, by zawalczyć o swoje szczęście.
WWW.WYDAWNICTWOLUNA.PL