Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Gry pamięcią. O polityce historycznej, Polsce, Ukrainie i Rosji - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
3103 pkt
punktów Virtualo

Gry pamięcią. O polityce historycznej, Polsce, Ukrainie i Rosji - ebook

Czy Polska powinna prowadzić politykę historyczną na Wchodzie? A może prowadzi, choć wcale nie jesteśmy tego świadomi?

Ustalenie prawdy historycznej w trójkącie Polska-Ukraina-Rosja należy do zadań najtrudniejszych. Ale czy niemożliwych? Wołyń, UPA, akcja „Wisła” – jak budować dialog z Ukrainą, skoro nie wszystkie trudne wątki z przeszłości zostały przepracowane, a rany – uleczone? Jak wyglądały próby rozmów z Rosją i czy będą one w przewidywalnej przyszłości możliwe? Czy polityka pamięci to tylko gra interesów? A może przyświeca jej jednak wyższa idea?

Dwaj wybitni znawcy tematu Wschodu – Andrzej Brzeziecki i profesor Grzegorz Motyka – w wartkiej i szczerej rozmowie pozwolą czytelnikowi dotknąć najtrudniejszych momentów w dziejach Polski, Ukrainy i Rosji. Dają też rzadki wgląd w to, jak od podszewki wyglądał dialog polsko-ukraiński, czego dotyczyły towarzyszące mu spory i na jakim etapie jest dzisiaj.

W tej książce nie ma łatwych i jednoznacznych odpowiedzi – padają za to właściwe pytania.

Lektura obowiązkowa dla każdego zainteresowanego szerokim spojrzeniem na kwestię relacji polsko-ukraińsko-rosyjskich.

Kategoria: Historia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-08-09378-8
Rozmiar pliku: 2,4 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ VII

ZBRODNIA WOŁYŃSKA

.

Cmentarz w Puźnikach (Ukraina) podczas ekshumacji polskich ofiar zbrodni wołyńskiej, 2025 rok.
.

ANDRZEJ BRZEZIECKI: _W latach dziewięćdziesiątych XX wieku problemem w relacjach polsko-ukraińskich wydawał się przede wszystkim Cmentarz Orląt, jeśli zaś idzie o UPA, to, wychowani na_ Łunach w Bieszczadach_, raczej kojarzyliśmy ją z tym regionem. W którym momencie uświadomiłeś sobie, że to Wołyń stanie się centralnym punktem sporów?_

GRZEGORZ MOTYKA: Na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku panowały pewien chaos i deficyt wiedzy na temat zbrodni wołyńskiej. Wszyscy pytali, ile w tych opowieściach o zbrodniach UPA jest prawdy. Sam się nad tym wtedy zastanawiałem. Wiedza o kłamstwach propagandy komunistycznej dawała nadzieję, że może było mniej strasznie, że może za największe zbrodnie odpowiada ktoś trzeci: Niemcy albo Sowieci. Jednak kolejne odkrywane dokumenty odzierały ze złudzeń. Niezwykle ważne były ekshumacje dokonane przez Leona Popka jeszcze w 1992 roku. Były to działania prowadzone właściwie po partyzancku, bez zgody strony ukraińskiej. I, niestety, prowadzone także bez pieniędzy i odpowiedniego sprzętu. A jednak pokazały w sposób naukowy, że kilkaset osób zabito tępym narzędziem. Tak jak przedstawiali to nieliczni ocalali świadkowie. Od tamtej pory nie można już było mówić, że mordy na Wołyniu to wytwór wyobraźni albo legenda kresowa podsycana przez Moskwę. Gdy z kolei w 1995 roku po raz pierwszy prowadziłem kwerendę w Kijowie, dotarłem do szeregu dokumentów OUN-B i UPA, które jednoznacznie wskazywały, że banderowcy przeprowadzili zorganizowaną operację etnicznego czyszczenia terenu. I że wszelkie opowieści, iż mogło być inaczej, opierają się w najlepszym razie na pobożnych życzeniach.

_Mówimy o zbrodni wołyńsko-galicyjskiej, czyli antypolskiej akcji, która trwała od 9 lutego 1943 roku do 18 maja 1945 roku, kiedy to kierownictwo banderowskie postanowiło usunąć polską ludność z kilku województw. W II RP te tereny zamieszkiwało około półtora miliona Polaków. Dużą część, bo około ośmiuset tysięcy, wywieziono w głąb ZSRS, ale reszta padła ofiarą ukraińskich ataków. Ponad trzysta tysięcy osób uciekło, a około stu tysięcy zostało zamordowanych – najwięcej na Wołyniu, bo sześćdziesiąt tysięcy. Mówimy więc o zbrodni z kategorii wielkich ludobójstw XX wieku. Tymczasem przez dziesięciolecia nasza wiedza o niej była znikoma. Dlaczego?_

Wydarzenia na Wołyniu i w Galicji Wschodniej wstrząsnęły całą społecznością kresową, a opowieści o zbrodniach UPA rozniosły się po całej Polsce. Ale zaraz po przejęciu władzy przez komunistów temat stał się tabu. Przez kilkadziesiąt lat nie mogło być żadnych wzmianek o ofiarach, nie wolno było publikować nawet list zamordowanych. Wszelkie wzmianki uznawano za wrogie ZSRS, bo podważały wschodnią granicę PRL. A władze były na to czułe. Dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku temat został poniekąd wyjęty z zamrażarki.

Pierwsze listy strat zaczęto tworzyć już w 1985 roku. Strona ukraińska była tym tematem zaskoczona. Większość Ukraińców naprawdę nic nie wiedziała, a jeśli ktoś miał pojęcie o tym, co się stało na Wołyniu, zaprzeczał i nie chciał podejmować rozmowy. To był czas na długo przed internetem. Książki na temat historii Ukrainy, jeśli w ogóle się ukazywały, to w nakładzie dwustu czy trzystu egzemplarzy, a koledzy historycy wymieniali się nimi we własnym gronie. W Polsce ukraińskie wydania były niemal niedostępne, z kolei polskie książki dla ukraińskich badaczy po prostu za drogie. Krótko mówiąc, panowało totalne wzajemne niezrozumienie.

_Na Ukrainie naprawdę nie wiedziano o Wołyniu?_

W 1946 roku będący na emigracji Mykoła Łebeď przyznał, że doszło do zorganizowanej operacji, której celem było wygnanie pod groźbą śmierci Polaków z Wołynia, Polesia i Galicji Wschodniej. Ale zaraz potem Petro Mirczuk w swej pracy o UPA wszystkiemu zaprzeczył, pisząc, że upowcy walczyli z Niemcami i przy okazji polikwidowali trochę „polskich placówek”. O Wołyniu wspominał także w swych tekstach o UPA Łew Szankowski. Te trzy emigracyjne głosy nie były dobrze słyszalne we Lwowie czy w Kijowie do 1991 roku.

_A ludzie z pokolenia szestydesatników, jednego z najważniejszych środowisk niezależnej myśli na komunistycznej Ukrainie, nie opowiadali się za prawdą?_

Prawdą dla nich było to, że Ukraińcy w XX wieku doznali niewyobrażalnych cierpień, choćby w czasie wielkiego głodu, i nawet nie mogą o tym opowiedzieć, bo temat jest zakazany. Na polskie cierpienia zwyczajnie brakowało miejsca. W dodatku po wojnie Sowieci na gigantyczną skalę stosowali przy zwalczaniu UPA wysyłane w teren grupy agentów, którzy dokonywali rabunków i gwałtów na ludności cywilnej, podszywając się pod partyzantów. Popularna stała się więc wersja, że także polską ludność zabijali sowieccy agenci, a nie ukraińscy patrioci. Tylko że te łżebojówki UPA powstały później, już po zakończeniu antypolskich czystek. Jeden z szestydesatników, Jewhen Swerstiuk, pochodzący zresztą z Wołynia, na pewnej konferencji już w XXI wieku opowiedział o swoich doświadczeniach z czasów wojny. Ku mojemu zdumieniu przedstawił obraz jak z polskich opowieści kresowych. Wspominał, że w jego wsi niemal do wojny panowała sielanka, a Polacy i Ukraińcy żyli zgodnie obok siebie. Czasem się kłócili, choć nie było zapiekłej wrogości. Oczywiście władze II RP uważano za zło, ale władza to władza, a po sąsiedzku wszystko się układało. Gdy w okolicznych wsiach zaczęły się mordy, Ukraińcy długo nie mogli uwierzyć, że to UPA zabija Polaków. No bo po jakie licho zabijać sąsiadów?

------------------------------------------------------------------------

ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI

------------------------------------------------------------------------
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij