Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Harry Potter i Przeklęte Dziecko. Część pierwsza i druga - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
2 października 2019
Produkt niedostępny.  Może zainteresuje Cię

Harry Potter i Przeklęte Dziecko. Część pierwsza i druga - ebook

Minęło dziewiętnaście lat, odkąd Harry Potter, Ron Weasley i Hermiona Granger ocalili świat czarodziejstwa, a teraz powrócili w najbardziej niezwykłej przygodzie, do której przyłącza się nowe odważne pokolenie, które ledwo dołączyło do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Podczas gdy Harry zmaga się z przeszłością, która go ciągle dogania, jego najmłodszy syn, Albus, mierzy się z ciężarem rodzinnego dziedzictwa, którego nigdy nie chciał. Kiedy przeszłość i teraźniejszość zderzają się, ojciec i syn toczą wyścig w czasie, walcząc z tajemniczymi siłami, a przyszłość wisi na włosku.

Na podstawie oryginalnej historii autorstwa J.K. Rowling, Johna Tiffany'ego i Jacka Thorne'a, Harry Potter i Przeklęte Dziecko to kompletny i nieskrócony scenariusz wielokrotnie nagradzanej produkcji z West Endu. Ta edycja zawiera końcowe dialogi i wskazówki sceniczne oryginalnej, dwuczęściowej sztuki, fragment rozmowy między reżyserem Johnem Tiffanym i dramatopisarzem Jackiem Thorne'em, drzewo genealogiczne Potterów oraz kalendarium kluczowych wydarzeń w świecie czarodziejstwa, które doprowadziły do wydarzeń z Harry Potter i Przeklęte Dziecko.
.


Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Drama
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-1-78110-511-5
Rozmiar pliku: 3,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZMOWA O CZYTANIU SCENARIUSZY

_między reżyserem Johnem Tiffanym_
_a_
_scenarzystą Jackiem Thorne’em_

_JACK_

Pierwszą sztuką, którą przeczytałem, był Józef i cudowny płaszcz snów w technikolorze. Chodziłem wtedy do podstawówki i strasznie się emocjonowałem. Nie pamiętam szczegółów, ale wydaje mi się, że zasadniczo tylko przejrzałem tekst w poszukiwaniu swoich kwestii. Tak, byłem okropnym małym bachorem. Zgadza się, zamierzałem zagrać Józefa. Następną przeczytaną przeze mnie sztuką był Srebrny miecz, teatralna adaptacja klasycznej książki Iana Serrailliera. Nie miałem grać głównej roli, chyba wystąpiłem jako „trzeci chłopiec” czy ktoś taki. Pragnąłem wcielić się w Edka Balickiego i oddałbym wszystko, żeby go zagrać, ale cóż, moja kariera aktorska wówczas już dogorywała. Miałem dziewięć lat.

_JOHN_

Pierwszym przeczytanym przeze mnie scenariuszem był Oliver!. Miałem dziewięć lat i mimo młodego wieku kojarzyłem, że w tym wypadku wykrzyknik oznacza musical. To był Oliver Twist... z piosenkami! Obsadzono mnie w roli tytułowej sieroty w produkcji Huddersfield Amateur Operatic Society z 1981 roku. Nie pamiętam, żebym próbował zmienić akcent, więc nasza sztuka musiała być dziwną przeróbką dickensowskiego pierwowzoru, w którym matka Olivera dociera do przytułku w West Yorkshire, żeby tam urodzić. Podobnie jak ty, przejrzałem scenariusz w poszukiwaniu swoich kwestii. Pamiętam, że specjalnie poszedłem kupić fluorescencyjny żółty mazak, którym podkreślałem swoje wypowiedzi w scenariuszu. Podpatrzyłem to u kolegów z obsady. Rzecz jasna myślałem, że po tym poznaje się wytrawnego aktora. Dopiero potem Cwaniak zauważył, że samo podkreślanie to za mało i że muszę jeszcze nauczyć się kwestii na pamięć. Tak właśnie zaczęły się moje lekcje czytania sztuk.

_JACK_

Żałuję, że nie widziałem ani Olivera w twoim wykonaniu, ani scenariusza, który pomazałeś. Zawsze darzyłem podziwem twoje nieskazitelne notatniki reżyserskie. Moje scenariusze były i są pełne oślich uszu, nieczytelnych zapisków i śladów po niemowlęcych wymiocinach. (No dobrze, wymiociny to stosunkowo nowy dodatek).

A zatem jak twoim zdaniem należy czytać scenariusze? Jak można je czytać? Gdy w ostatnich tygodniach szamotaniny przed premierą usiłowałem napisać wskazówki sceniczne do publikacji, naprawdę zacząłem się martwić. Pamiętam, że podczas prób usuwaliśmy fragmenty scenariusza, ponieważ aktorzy potrafili bez trudu wyrazić spojrzeniem lub miną to, co zostało opisane, więc mój tekst nie był im potrzebny. Ten scenariusz powstał dla określonej grupy aktorów, ale inni również muszą wczuć się w role. Czytelnik powinien wizualizować sobie postaci, podobnie jak reżyser.

Na co zwracasz uwagę, kiedy czytasz scenariusz po raz pierwszy?

_JOHN_

Pierwsze czytanie scenariusza jest bardzo cennym doświadczeniem dla reżysera. Zbliża go najbardziej jak się da do publiczności, która po raz pierwszy ogląda spektakl powstały na bazie tego scenariusza. Lektura gotowego scenariusza powinna dać czytelnikowi dostęp do opowieści, do jej bohaterów oraz tematów poruszanych przez scenarzystę. Scenariusz może nas rozśmieszyć lub doprowadzić do płaczu. Może dać nam radość płynącą z historii, a także wywołać w nas głęboką rozpacz wynikającą z cierpienia bohaterów. Scenariusz przemienia się w gotowe widowisko oraz w przeżycie, które można dzielić z publicznością.

Jako scenarzysta, jak wiele z tego pełnego przeżycia wyobrażasz sobie podczas pisania scenariusza? Czy wypowiadasz głośno kwestie bohaterów, kiedy je piszesz?

_JACK_

Gorzej, nawet poruszam się jak oni. A kiedy pracuje się w popularnych kawiarniach i barach kanapkowych, przyciąga się czasem dziwne spojrzenia. Zauważyłem, że utożsamiam się z bohaterami i gestykuluję jak oni. To bardzo krępujące.

Co bodaj najciekawsze w związku z procesem pisania tego konkretnego scenariusza, nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się spędzić aż tyle czasu z aktorami. Najpierw były tygodnie warsztatów, a potem tygodnie prób i przez cały czas wszyscy bardzo długo przebywaliśmy razem w tych samych pomieszczeniach, od projektantów do dźwiękowców i oświetleniowców. Chyba nikt z nas nie doświadczył wcześniej niczego podobnego. W sumie to trwało pewnie z osiem miesięcy. Jak twoim zdaniem wpłynęło to na efekt końcowy? Jestem pewien, że w rezultacie wszystko udało się o wiele lepiej, ale pomijając ten fakt, czy sądzisz, że zmienił się charakter tego, co zrobiliśmy?

_JOHN_

Bardzo mi się podoba wizja ciebie w kawiarniach, kiedy tak siedzisz, mamrocząc i krzywiąc się na wzór postaci ze swoich sztuk. Jestem przekonany, że znaleźlibyśmy chętnych widzów, Jack. Moim zdaniem stworzyłeś niepowtarzalny styl gry aktorskiej. Moglibyśmy wyjechać z tobą w trasę. Znam aktorów z Przeklętego dziecka i zarezerwowałbym pierwszy rząd. Odpada? No cóż, trudno...

Z całym przekonaniem uważam, że większość czasu, który spędziliśmy wszyscy na warsztatach i próbach, miała pozytywny wpływ na to, co stworzyliśmy. Cały proces nadal wydaje się żywy, dynamiczny i konkretny. Począwszy od początku 2014 roku i pierwszych spotkań z Jo, poświęconych opowieści, a skończywszy na lecie 2016 roku i pierwszych przedstawieniach z publicznością, mieliśmy do czynienia z mnóstwem aktorów, twórców, artystów, producentów, zespołów produkcyjnych oraz technicznych, i to właśnie oni przyczynili się do powstania tej sztuki. Przede wszystkim z tego powodu upierałem się, by zamieścić ich nazwiska w opublikowanym scenariuszu. I dlatego też tylko scenariusz w formie książkowej może zapewnić pełnię przeżyć, wynikających z oglądania przedstawienia w teatrze.

Powiedz mi, jako autor tego scenariusza, na co liczysz, kiedy się zastanawiasz, co się dzieje w wyobraźni jego czytelników, którzy jeszcze nie mogli obejrzeć przedstawienia.

_JACK_

Niełatwo odpowiedzieć na to pytanie. Na dzień przed premierą wrzuciłem tweet, który brzmiał: „Chciałbym, żeby ludzie to obejrzeli, to się lepiej ogląda niż czyta – sztuki są jak nuty, trzeba je śpiewać & mamy obsadę & ekipę na poziomie Beyonce”. Może to jest odpowiedź: mam nadzieję, że ludzie wyobrażają sobie różne Beyonce świata teatru, tytanów emocji i empatii, którzy przesycają każdy wers swoją subtelnością i wdziękiem (zresztą tak jest naprawdę, mamy nadzwyczajną obsadę). Równie wspaniała jest cała reszta: inscenizacja, ruch sceniczny, kostiumy, oświetlenie, efekty wizualne i dźwięk.

A może mam jedynie nadzieję, że czytelnicy przeczytają scenariusz tak, jak go napisałem, z Jo zaglądającą mi przez jedno ramię i tobą przez drugie. Starałem się, jak mogłem, żeby w każdym wersie wyrazić emocjonalną prawdę i uczciwość książek o Harrym Potterze. Rzecz jasna, pozostaje trudność związana z tym, co można odczytać między wersami i tym, że emocje da się wyrażać miną lub spojrzeniem, a także tym, że w scenariuszu nie sposób naprawdę dobrze ująć wewnętrznego monologu. W prozie można napisać, co czuje dana postać, a w przedstawieniu wewnętrzny monolog odbija się na twarzach aktorów. Do tego dochodzi mnóstwo scenicznej magii, której nie mogę zdradzić, gdyż popsułbym widzom spektakl i doprowadziłbym do wyrzucenia Jamiego Harrisona (Iluzje i Magia) z Magicznego Kręgu! Może ludzie bywają równie szaleni jak ja i przesiadują w kawiarni, odgrywając wszystkie role? Twoim zdaniem jak powinni czytać scenariusz?

_JOHN_

Tak jak mówisz, w prozie można wyrazić prawdę o uczuciach postaci poprzez wewnętrzny monolog, a szczegóły wizualne zaprezentować w formie bogatego opisu. My mamy naszych aktorów oraz kreatywnych współpracowników, którzy wraz z nami ożywiają te elementy na scenie. Mimo to często polegamy na zbiorowej wyobraźni widzów, żeby konkretny fragment opowieści rozkwitł w pełnej krasie. To jeden z powodów, dla których jestem zagorzałym entuzjastą teatru. Film ma generowane komputerowo obrazy, a my mamy wyobraźnię widowni. I jedno, i drugie dysponuje ogromną mocą.

Moim zdaniem jest coś cudownego w świadomości, że czytelnicy odgrywają scenariusz we własnych głowach albo z partnerami w sypialni. Może istnieje związek między tym zjawiskiem a wyobraźnią naszej publiczności w teatrze. Będziemy się bardzo starać, by każdy zainteresowany mógł obejrzeć nasz spektakl Harry Potter i przeklęte dziecko w londyńskim Palace Theatre czy gdziekolwiek indziej. Tymczasem jestem szczerze zachwycony, że nasi niezliczeni czytelnicy chłoną sztukę, odgrywając ją we własnej wyobraźni.AKT PIERWSZY SCENA PIERWSZA

KING’S CROSS

Pełna ruchu, zatłoczona stacja. Mnóstwo ludzi śpieszących we wszystkie strony. W tym zgiełku dwie wielkie klatki grzechoczą na szczycie dwóch wyładowanych wózków, popychanych przez dwóch chłopców: JAMESA POTTERA i ALBUSA POTTERA. Ich matka GINNY idzie tuż za nimi. Trzydziestosiedmioletni mężczyzna, HARRY, niesie córkę LILY na barana.

ALBUS

Tato, on znowu zaczyna.

HARRY

James, daj już spokój.

JAMES

Powiedziałem tylko, że może trafić do Slytherinu. Bo przecież może... (Na widok gniewnego spojrzenia ojca): Dobrze.

ALBUS (patrzy na mamę)

Ale będziecie do mnie pisali, co?

GINNY

Codziennie, jeśli chcesz.

ALBUS

Nie codziennie. James mówi, że większość uczniów dostaje od rodziców przeciętnie jeden list na miesiąc. Nie chcę...

HARRY

W zeszłym roku pisaliśmy do Jamesa trzy razy w tygodniu.

ALBUS

Co? James!

ALBUS patrzy oskarżycielsko na JAMESA, który się uśmiecha.

GINNY

I nie musisz wierzyć we wszystko, co on ci opowiada o Hogwarcie. Twój brat lubi sobie pożartować.

JAMES

Możemy już iść?

ALBUS spogląda na tatę, a potem na mamę.

GINNY

Musisz tylko pójść prosto na ścianę pomiędzy peronami numer dziewięć i dziesięć.

LILY

Ale super.

HARRY

Nie zatrzymuj się i nie bój, że na nią wpadniesz, to bardzo ważne. Najlepiej pobiec, gdy ktoś jest trochę nerwowy.

ALBUS

Jestem gotowy.

HARRY i LILY kładą ręce na wózku ALBUSA, GINNY trzyma wózek JAMESA. Cała rodzina wbiega pędem w barierę.

AKT PIERWSZY SCENA DRUGA

PERON NUMER DZIEWIĘĆ I TRZY CZWARTE

Który pełen jest gęstej, białej pary z lokomotywy EKSPRESU HOGWART.

Jest też zatłoczony – jednak nie ludźmi w eleganckich garniturach i kostiumach śpieszącymi do pracy, ale czarodziejami i czarownicami w szatach, usiłującymi się pożegnać z ukochanym potomstwem.

ALBUS

A więc to tutaj.

LILY

Ojej!

ALBUS

Peron numer dziewięć i trzy czwarte.

LILY

Gdzie oni są? Są tutaj? Może nie przyszli?

HARRY wskazuje ręką RONA, HERMIONĘ i ich córkę ROSE. LILY podbiega do nich.

Wujek Ron, wujek Ron!!!

RON odwraca się w ich stronę. LILY podbiega do niego, RON chwyta ją i podnosi.

RON

No proszę, moja ulubiona przedstawicielka rodziny Potterów.

LILY

Masz dla mnie sztuczkę?

RON

A znasz wydechowy przekręt nosa z certyfikatem Magicznych Dowcipów Weasleyów?

ROSE

Mamo! Tata znowu robi tę beznadziejną sztuczkę.

HERMIONA

Twoim zdaniem beznadziejną, jego genialną, moim – przeciętną.

RON

Czekaj, niech przeżuję... powietrze. A teraz to już tylko kwestia... Wybacz, jeśli lekko zalatuję czosnkiem.

Chucha na LILY, która chichocze.

LILY

Pachniesz owsianką.

RON

Bim. Bam. Bom. Młoda damo, przygotuj się na całkowitą utratę węchu.

Odrywa jej nos.

LILY

Gdzie mój nos?

RON

Tadam!

W ręce nic nie ma. To beznadziejna sztuczka, ale i tak wszystkich bawi.

LILY

Głuptas.

ALBUS

Wszyscy znów się na nas gapią.

RON

Na mnie się gapią! Jestem bardzo sławny. Moje sztuczki z nosem to już klasyka!

HERMIONA

Niewątpliwie coś w nich jest.

HARRY

Żadnych kłopotów z parkowaniem?

RON

Żadnych. Hermiona nie wierzyła, że zdam egzamin na mugolskie prawo jazdy. Myślała, że będę musiał rzucić na egzaminatora zaklęcie Confundus.

HERMIONA

Wcale nie. Bezgranicznie w ciebie wierzyłam.

ROSE

A ja bezgranicznie wierzę, że skonfundował egzaminatora.

RON

Ej!

ALBUS

Tato...

ALBUS ciągnie HARRY’EGO za szatę. HARRY spogląda na niego.

Jak myślisz... A jeśli... A jak trafię do Slytherinu?

HARRY

A co w tym złego?

ALBUS

Slytherin to dom węża, czarnej magii. To nie jest dom dzielnych czarodziejów.

HARRY

Albusie Severusie, nosisz imiona po dwóch dyrektorach Hogwartu. Jeden z nich był Ślizgonem i prawdopodobnie najdzielniejszym człowiekiem, jakiego znałem...

ALBUS

Ale powiedz, że nie...

HARRY

Jeśli to ma dla ciebie znaczenie, Tiara Przydziału weźmie pod uwagę twoje uczucia.

ALBUS

Naprawdę?

HARRY

Tak było w moim przypadku.

Nigdy o tym nie mówił, teraz przez chwilę zastanawia się nad swoimi słowami.

Hogwart cię ukształtuje, Albusie. Daję ci słowo, że nie ma się czego bać.

JAMES (gwałtownie)

Z wyjątkiem testrali. Uważaj na testrale.

ALBUS

Myślałem, że są niewidzialne!

HARRY

Słuchaj nauczycieli, nie słuchaj Jamesa i po prostu dobrze się baw. Jeśli nie chcesz, żeby pociąg odjechał bez ciebie, to lepiej już do niego wskakuj.

LILY

Prześcignę ten pociąg!

GINNY

Lily, wracaj natychmiast!

HERMIONA

Rose, nie zapomnij ucałować od nas Neville’a.

ROSE

Mamo, przecież nie mogę całować profesora!

ROSE rusza do pociągu. ALBUS się odwraca, ostatni raz ściska GINNY i HARRY’EGO, po czym idzie za ROSE.

ALBUS

No dobrze. Cześć.

Wsiada do wagonu. HERMIONA, GINNY, RON i HARRY stoją nieruchomo, patrząc na pociąg, na peronie słychać gwizd lokomotywy.

GINNY

Poradzą sobie, prawda?

HERMIONA

Hogwart jest taki wielki.

RON

Wielki. Cudowny. Pełen żarcia. Oddałbym wszystko, żeby tam wrócić.

HARRY

Dziwne – Al się przejmuje, że trafi do Slytherinu.

HERMIONA

To pestka. Rose się przejmuje, że nie zdoła zebrać tylu punktów w quidditchu, żeby pobić rekord już na pierwszym albo drugim roku. I tym, kiedy najwcześniej będzie mogła podejść do sumów.

RON

Pojęcia nie mam, po kim ta ambicja.

GINNY

A jak ty się poczujesz, Harry, jeśli Al... Jeśli się okaże...?

RON

Wiesz, Gin, zawsze uważaliśmy, że masz spore szanse trafić do Slytherinu.

GINNY

Co takiego?

RON

Serio, Fred i George przyjmowali zakłady.

HERMIONA

Możemy już iść? Ludzie się gapią.

GINNY

Ludzie zawsze się gapią, kiedy widzą waszą trójkę. I każde z was osobno. Ludzie zawsze się na was gapią.

Wszyscy odchodzą. GINNY zatrzymuje HARRY’EGO.

Harry... Poradzi sobie, prawda?

HARRY

Oczywiście, że tak.

AKT PIERWSZY SCENA TRZECIA

EKSPRES HOGWART

ALBUS i ROSE idą korytarzem w wagonie jedno pełne obaw, drugie – ekscytacji.

Z naprzeciwka pojawia się PANI Z WÓZKIEM. Popycha wózek.

PANI Z WÓZKIEM

Coś z wózka, kochaneczki? Pasztecik z dyni? Czekoladowa żaba? Kociołkowy piegusek?

ROSE (zauważa zachwyt ALBUSA nad czekoladowymi żabami)

Al, musimy się skupić.

ALBUS

Na czym?

ROSE

Na tym, z kim się zaprzyjaźnić. Przecież wiesz, że moi rodzice poznali twojego tatę podczas pierwszej podróży Ekspresem Hogwart...

ALBUS

A więc już teraz musimy wybrać sobie przyjaciół na śmierć i życie? To przerażające.

ROSE

Wręcz przeciwnie, to fascynujące. Jestem Granger-Weasley, ty jesteś Potter – wszyscy będą chcieli się z nami przyjaźnić. Mamy wybór.

ALBUS

Jak zdecydujemy, w którym przedziale usiąść?

ROSE

Ocenimy wszystkie i podejmiemy decyzję.

ALBUS otwiera drzwi i patrzy na jasnowłosego chłopca, SCORPIUSA, który siedzi sam w przedziale. ALBUS uśmiecha się do niego, SCORPIUS odpowiada uśmiechem.

ALBUS

Cześć. Czy ten przedział...

SCORPIUS

Jest wolny. Sam tu siedzę.

ALBUS

Super. Moglibyśmy... wejść... na chwilę... jeśli ci to pasuje?

SCORPIUS

Pasuje. Cześć.

ALBUS

Albus. Al. Jestem... Mam na imię Albus...

SCORPIUS

Cześć, Scorpius. To znaczy, jestem Scorpius. Ty jesteś Albus. Ja jestem Scorpius. A ty to na pewno...

ROSE ma coraz bardziej lodowatą minę.

ROSE

Rose.

SCORPIUS

Cześć, Rose. Poczęstujesz się musem-świstusem?

ROSE

Dzięki, dopiero co jadłam śniadanie.

SCORPIUS

Mam też wstrząsoladki, pieprzne diabełki i ślimaki-gumiaki. To pomysł mamy – mówi, że (śpiewa): „Dzięki słodyczom przyjaźń rozkwita”. (Uświadamia sobie, że śpiewanie było błędem). Chyba głupi pomysł.

ALBUS

Ja się poczęstuję... Mama nie pozwala mi jeść słodyczy. Od czego byś zaczął?

ROSE dyskretnie szturcha ALBUSA, tak żeby SCORPIUS nie zauważył.

SCORPIUS

To chyba jasne. Zawsze uważałem, że to pieprzne diabełki rządzą w torbie ze słodyczami. To pieprzowe miętówki, od których dymi z uszu.

ALBUS

Genialnie, na to właśnie... (ROSE znów go szturcha). Rose, mogłabyś przestać mnie bić?

ROSE

Wcale cię nie biję.

ALBUS

Bijesz i to boli.

SCORPIUSOWI rzednie mina.

SCORPIUS

Bije cię przeze mnie.

ALBUS

Co?

SCORPIUS

Słuchaj, wiem, kim jesteś, więc pewnie i ty wiesz, kim ja jestem.

ALBUS

Jak to wiesz, kim jestem?

SCORPIUS

Nazywasz się Albus Potter. Ona to Rose Granger-Weasley, a ja jestem Scorpius Malfoy, syn Astorii i Dracona Malfoyów. Nasi rodzice się nie dogadywali.

ROSE

Łagodnie mówiąc. Twoi rodzice to śmierciożercy.

SCORPIUS (urażony)

Tata był śmierciożercą, ale mama nie.

ROSE odwraca wzrok, SCORPIUS wie, dlaczego.

Słyszałem tę plotkę, ale to kłamstwo.

ALBUS przenosi wzrok ze zmieszanej ROSE na zdenerwowanego SCORPIUSA.

ALBUS

Jaką plotkę?

SCORPIUS

Taką, że moi rodzice nie mogli mieć dzieci, a ojcu i dziadkowi tak rozpaczliwie zależało na potężnym dziedzicu i przedłużeniu rodu Malfoyów, że... że użyli zmieniacza czasu, żeby odesłać moją mamę...

ALBUS

Dokąd odesłać?

ROSE

Plotkują, że on jest synem Voldemorta, Albusie.

Okropna, krępująca cisza.

To pewnie bzdura. To znaczy... No przecież masz nos.

Napięcie nieco opada. SCORPIUS śmieje się ze wzruszającą wdzięcznością.

SCORPIUS

I to identyczny jak ojciec! Mam jego nos, włosy i nazwisko, co zresztą wcale nie jest takie super. To znaczy... Chodzi mi o nieporozumienia z ojcem. Ale koniec końców wolę być Malfoyem niż synem Czarnego Pana.

SCORPIUS i ALBUS spoglądają na siebie i widać, że nawiązuje się między nimi nić porozumienia.

ROSE

No tak, chyba powinniśmy usiąść gdzie indziej. Albus, idziemy.

ALBUS zatapia się w myślach.

ALBUS

Nie. (Na widok miny ROSE): Tu mi dobrze. Ale ty idź.

ROSE

Albusie, nie będę czekała.

ALBUS

Wcale się tego nie spodziewam. Ale i tak tu zostaję.

ROSE patrzy na niego przez chwilę, po czym wychodzi z przedziału.

ROSE

Jak sobie chcesz!

SCORPIUS i ALBUS zostają sami. Spoglądają na siebie niepewnie.

SCORPIUS

Dziękuję.

ALBUS

Nie ma za co. Nie zostałem z twojego powodu, tylko dlatego, że masz słodycze.

SCORPIUS

Jest bardzo... stanowcza.

ALBUS

No tak. Przepraszam.

SCORPIUS

Nie, to fajne. Wolisz, żeby cię nazywać Albus czy Al?

SCORPIUS z uśmiechem wrzuca do ust dwa cukierki.

ALBUS (po zastanowieniu)

Albus.

SCORPIUS (dymiąc z uszu)

DZIĘKUJĘ, ŻE ZOSTAŁEŚ TYLKO DLATEGO, ŻE MAM SŁODYCZE, ALBUSIE!

ALBUS (ze śmiechem)

O rany.

AKT PIERWSZY SCENA CZWARTA

SCENA PRZEJŚCIA

Wkraczamy w nieistniejący świat zmiany czasu. Ta scena ma magiczny charakter, od początku do końca.

Zmiany przebiegają raptownie, gdy przeskakujemy między światami. Zamiast całych scen widzimy fragmenty, odpryski, które ukazują ciągły upływ czasu.

Początkowo jesteśmy w Hogwarcie, w Wielkiej Sali, wszyscy kręcą się wokół ALBUSA.

POLLY CHAPMAN

Albus Potter.

KARL JENKINS

Potter na naszym roku.

YANN FREDERICKS

Ma po nim włosy. Są identyczne.

ROSE

To mój kuzyn. (Odwracają się do niej). Rose Granger-Weasley. Miło was poznać.

TIARA PRZYDZIAŁU krąży wśród uczniów, którzy pośpiesznie ustawiają się według domów.

Szybko staje się jasne, że zmierza ku ROSE, która w napięciu czeka na przydział.

TIARA PRZYDZIAŁU

Na uczniów łepetynach

Powinność czynię starą,

Ich myśli porządkuję,

Przydziału jestem Tiarą.

Dzielenie, rozsyłanie

To moje specjalności,

Więc przywdziej mnie, a dowiesz się,

Czyj dom ci wybrał los dziś...

Rose Granger-Weasley.

Wkłada tiarę na głowę ROSE.

GRYFFINDOR!

Gryfoni wiwatują, gdy dołącza do nich ROSE.

ROSE

Dumbledore’owi niech będą dzięki.

Obserwowany przez TIARĘ PRZYDZIAłU, SCORPIUS biegnie zająć miejsce ROSE.

TIARA PRZYDZIAŁU

Scorpius Malfoy.

Wkłada tiarę na głowę SCORPIUSA.

SLYTHERIN!

SCORPIUS, który się tego spodziewał, uśmiecha się półgębkiem i kiwa głową. Ślizgoni wiwatują, gdy do nich dołącza.

POLLY CHAPMAN

No, to ma sens.

ALBUS przechodzi szybkim krokiem na przód sceny.

TIARA PRZYDZIAŁU

Albus Potter.

Wkłada tiarę na głowę ALBUSA – tym razem waha się dłużej, jakby była całkiem zbita z tropu.

SLYTHERIN!

Zapada cisza.

Całkowita, głęboka cisza.

Taka, która się przyczaja, coś zmienia i niesie ze sobą zniszczenie.

POLLY CHAPMAN

Slytherin?

CRAIG BOWKER JR

O rany! Potter w Slytherinie?

ALBUS rozgląda się niepewnie. SCORPIUS uśmiecha się radośnie i krzyczy do niego.

SCORPIUS

Stań obok mnie!

ALBUS (całkowicie osłupiały)

Dobrze. Tak.

YANN FREDERICKS

Chyba jednak te jego włosy są jakieś inne.

ROSE

Albus? To na pewno pomyłka, Albusie. Nie tak ma być.

Nagle przenosimy się na lekcję latania z PANIĄ HOOCH.

PANI HOOCH

Na co czekacie? Niech każdy stanie przy miotle. No już, szybko.

Dzieciaki ustawiają się obok mioteł.

Wyciągnijcie ręce nad miotłą i powiedzcie: „Do mnie!”.

WSZYSCY

DO MNIE!

Miotły ROSE i YANNA wpadają im w dłonie.

ROSE i YANN

Tak!

PANI HOOCH

No już, nie mam czasu dla obiboków. Powiedzcie: „Do mnie”. DO MNIE, z naciskiem.

WSZYSCY (poza ROSE i YANNEM)

DO MNIE!

Miotły się podrywają, w tym miotła SCORPIUSA. Tylko miotła ALBUSA nadal leży na ziemi.

WSZYSCY (poza ROSE, YANNEM i ALBUSEM)

TAK!

ALBUS

Do mnie. DO MNIE. DO MNIE.

Miotła ani drgnie, nawet o milimetr. ALBUS wpatruje się w nią z rozpaczliwym niedowierzaniem. Wśród pozostałych uczniów słychać chichoty.

POLLY CHAPMAN

Na brodę Merlina, co za upokorzenie! Chyba jednak wcale nie przypomina ojca, co?

KARL JENKINS

Albus Potter, ślizgoński charłak.

PANI HOOCH

No dobrze, dzieci, pora na lot.

Nagle obok ALBUSA wyrasta jak spod ziemi HARRY, nad sceną snuje się para.

Powracamy na peron numer dziewięć i trzy czwarte. Zegar nieubłaganie tyka. ALBUS jest o rok starszy (HARRY również, choć to mniej zauważalne).

ALBUS

Proszę tylko, tato, żebyś... Mógłbyś się trochę odsunąć?

HARRY (z rozbawieniem)

Drugoklasiści nie lubią się pokazywać w towarzystwie tatusiów, co?

Wokół nich zaczyna krążyć NADGORLIWY CZARODZIEJ.

ALBUS

Nie. Po prostu... Ty to ty, a ja to ja i...

HARRY

Ludzie tylko patrzą i tyle, lubią się gapić. A zresztą patrzą na mnie, nie na ciebie.

NADGORLIWY CZARODZIEJ wręcza HARRY’EMU coś do podpisania. Harry podpisuje.

ALBUS

Na Harry’ego Pottera i jego beznadziejnego syna.

HARRY

Nie rozumiem.

ALBUS

Patrzą na Harry’ego Pottera i jego ślizgońskiego syna.

JAMES mija ich biegiem, z kufrem w rękach.

JAMES

Slytheryński Ślizgonie, nie zostawaj w ogonie, ślizgaj do pociągu.

HARRY

To niepotrzebne, James.

JAMES (dawno niewidoczny)

Do zobaczenia w święta, tato.

HARRY spogląda z troską na ALBUSA.

HARRY:

Al...

ALBUS

Mam na imię Albus, nie Al.

HARRY

Dzieciaki ci dokuczają? O to chodzi? Może gdybyś postarał się znaleźć paru nowych przyjaciół... Bez Hermiony i Rona nie dałbym sobie rady w Hogwarcie. W ogóle nie dałbym sobie rady.

ALBUS

Ale ja nie potrzebuję Rona ani Hermiony. Mam przyjaciela, Scorpiusa. Wiem, że go nie lubisz, ale nikogo więcej mi nie potrzeba.

HARRY

Posłuchaj, najważniejsze, że jesteś szczęśliwy. Tylko to się dla mnie liczy.

ALBUS

Nie musiałeś mnie odprowadzać na stację, tato.

ALBUS podnosi kufer i szybko odchodzi.

HARRY

Ale ja chciałem tu być...

ALBUS jednak już zniknął. DRACO MALFOY w doskonale skrojonej szacie, z jasnymi włosami ściągniętymi w idealny kucyk, wyłania się z tłumu i staje obok HARRY’EGO.

DRACO

Potrzebuję przysługi.

HARRY

Witaj, Draco.

DRACO

Plotki o pochodzeniu mojego syna nie cichną. Uczniowie w Hogwarcie bez przerwy dokuczają Scorpiusowi. Gdyby Ministerstwo Magii wydało oświadczenie, ponownie potwierdzając, że wszystkie zmieniacze czasu uległy zniszczeniu w trakcie bitwy w Departamencie Tajemnic...

HARRY

A niech sobie gadają, Draco. Wkrótce im się znudzi.

DRACO

Mój syn cierpi i... Astoria ostatnio nie najlepiej się miewa... Scorpius potrzebuje wszelkiego wsparcia.

HARRY

Jeśli zaczniesz reagować na plotki, tylko je podsycisz. Od lat krążą pogłoski, że Voldemort miał dziecko. Scorpius nie jest pierwszym podejrzanym. Ministerstwo nie może się angażować – tak będzie lepiej i dla was, i dla nas.

Zirytowany DRACO marszczy brwi, scena pustoszeje. ROSE i ALBUS czekają z kuframi.

ALBUS

Gdy tylko pociąg ruszy, możesz przestać się do mnie odzywać.

ROSE

Wiem. Musimy tylko poudawać przed dorosłymi.

Podbiega SCORPIUS z wielkimi nadziejami i jeszcze większym kufrem.

SCORPIUS (pełen nadziei)

Cześć, Rose.

ROSE (stanowczo)

Na razie, Albusie.

SCORPIUS (nadal z nadzieją)

Mięknie.

Nagle trafiamy do Wielkiej Sali, PROFESOR McGONAGALL stoi przed wszystkimi z szerokim uśmiechem na twarzy.

PROFESOR McGONAGALL

Z przyjemnością przedstawiam najnowszą członkinię drużyny quidditcha Gryffindoru, naszą (uświadamia sobie, że nie powinna być stronnicza) waszą doskonałą nową ścigającą – Rose Granger-Weasley.

W sali słychać gromkie okrzyki, SCORPIUS klaszcze wraz z resztą uczniów.

ALBUS

Też ją oklaskujesz? Nie cierpimy quidditcha, a na dodatek ona gra dla innego domu.

SCORPIUS

To twoja kuzynka.

ALBUS

Myślisz, że ona by mnie oklaskiwała?

SCORPIUS

Myślę, że jest genialna.

Uczniowie znowu otaczają ALBUSA, gdy nagle zaczyna się lekcja eliksirów.

POLLY CHAPMAN

Albus Potter. Jedna wielka pomyłka. Nawet portrety się odwracają, kiedy wchodzi po schodach.

ALBUS garbi się nad eliksirem.

ALBUS

A teraz co trzeba dodać – róg dwurożca?

KARL JENKINS

Zobaczycie, co zrobią Potter i dzieciak Voldemorta.

ALBUS

Odrobina krwi salamandry...

Eliksir eksploduje z hukiem.

SCORPIUS

Okej. Jaki jest składnik stabilizujący? Co trzeba zmienić?

ALBUS

Wszystko.

Po tych słowach czas znowu mija – oczy ALBUSA stają się ciemniejsze, twarz blednie. Nadal jest przystojnym chłopcem, ale stara się tego nie podkreślać.

Nagle znów trafia na peron numer dziewięć i trzy czwarte, razem z ojcem, który usiłuje przekonać syna (i siebie), że wszystko jest w porządku. Obaj postarzeli się o kolejny rok.

HARRY

Trzeci rok. Ważny rok. Tu masz pozwolenie na wyjścia do Hogsmeade.

ALBUS

Nienawidzę Hogsmeade.

HARRY

Jak możesz nienawidzić miejsca, którego jeszcze nie odwiedziłeś?

ALBUS

Mogę, bo wiem, że będzie tam pełno uczniów Hogwartu.

ALBUS gniecie papier.

HARRY

Przynajmniej spróbuj. Daj spokój, będziesz mógł zaszaleć w Miodowym Królestwie bez wiedzy mamy. Nie, Albusie, ani mi się waż...

ALBUS (celuje różdżką w papier)

Incendio!

Kulka papieru staje w ogniu, unosi się i frunie nad sceną.

HARRY

Co za głupota!

ALBUS

O ironio, nie sądziłem, że się uda. Jestem w tym beznadziejny.

HARRY

Al... Albusie. Wymieniałem sowy z profesor McGonagall. Twierdzi, że się izolujesz, że nie współpracujesz na lekcjach. Jesteś opryskliwy i...

ALBUS

Czego ty ode mnie chcesz? Mam mocą magii stać się popularny? Czarami przenieść się do innego domu? Transmutować się w lepszego ucznia? Rzuć zaklęcie, tato, i zmień mnie, w co ci się podoba, dobra? Tak będzie lepiej dla nas obu. Muszę iść. Złapać pociąg. Odnaleźć przyjaciela.

ALBUS biegnie do SCORPIUSA, który siedzi na kufrze zobojętniały.

(zachwycony) Scorpius...

(przejęty) Scorpiusie... Wszystko w porządku?

SCORPIUS milczy. ALBUS próbuje odgadnąć jego myśli.

Chodzi o twoją mamę? Pogorszyło się jej?

SCORPIUS

Bardziej nie mogło.

ALBUS siada obok SCORPIUSA.

ALBUS

Myślałem, że wyślesz mi sowę...

SCORPIUS

Nie wiedziałem, co napisać.

ALBUS

A ja nie wiem, co powiedzieć...

SCORPIUS

Nic nie mów.

ALBUS

Czy mogę coś...?

SCORPIUS

Przyjdź na pogrzeb.

ALBUS

Jasne.

SCORPIUS

I bądź dobrym przyjacielem.

Nagle na środku sceny znajduje się TIARA PRZYDZIAŁU, wróciliśmy do Wielkiej Sali.

TIARA PRZYDZIAŁU

Czy prawda cię zatrwoży?

Me słowo krew ci zmrozi?

Czy Slytherin? Czy Gryffindor?

Czy Hufflepuff? Czy Ravenclaw?

Ciesz się, dziecino, fach swój znam.

Nawet gdy smutek najpierw dam.

Lily Potter. GRYFFINDOR.

LILY

Tak!

ALBUS

No to super.

SCORPIUS

A co? Myślałeś, że trafi do nas? Potterowie nie pasują do Slytherinu.

ALBUS

Ten Potter pasuje.

mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij