Harry Potter i Przeklęte Dziecko. Część pierwsza i druga - ebook
Harry Potter i Przeklęte Dziecko. Część pierwsza i druga - ebook
Minęło dziewiętnaście lat, odkąd Harry Potter, Ron Weasley i Hermiona Granger ocalili świat czarodziejstwa, a teraz powrócili w najbardziej niezwykłej przygodzie, do której przyłącza się nowe odważne pokolenie, które ledwo dołączyło do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Podczas gdy Harry zmaga się z przeszłością, która go ciągle dogania, jego najmłodszy syn, Albus, mierzy się z ciężarem rodzinnego dziedzictwa, którego nigdy nie chciał. Kiedy przeszłość i teraźniejszość zderzają się, ojciec i syn toczą wyścig w czasie, walcząc z tajemniczymi siłami, a przyszłość wisi na włosku.
Na podstawie oryginalnej historii autorstwa J.K. Rowling, Johna Tiffany'ego i Jacka Thorne'a, Harry Potter i Przeklęte Dziecko to kompletny i nieskrócony scenariusz wielokrotnie nagradzanej produkcji z West Endu. Ta edycja zawiera końcowe dialogi i wskazówki sceniczne oryginalnej, dwuczęściowej sztuki, fragment rozmowy między reżyserem Johnem Tiffanym i dramatopisarzem Jackiem Thorne'em, drzewo genealogiczne Potterów oraz kalendarium kluczowych wydarzeń w świecie czarodziejstwa, które doprowadziły do wydarzeń z Harry Potter i Przeklęte Dziecko.
.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Drama |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-1-78110-511-5 |
| Rozmiar pliku: | 3,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
_między reżyserem Johnem Tiffanym_
_a_
_scenarzystą Jackiem Thorne’em_
_JACK_
Pierwszą sztuką, którą przeczytałem, był Józef i cudowny płaszcz snów w technikolorze. Chodziłem wtedy do podstawówki i strasznie się emocjonowałem. Nie pamiętam szczegółów, ale wydaje mi się, że zasadniczo tylko przejrzałem tekst w poszukiwaniu swoich kwestii. Tak, byłem okropnym małym bachorem. Zgadza się, zamierzałem zagrać Józefa. Następną przeczytaną przeze mnie sztuką był Srebrny miecz, teatralna adaptacja klasycznej książki Iana Serrailliera. Nie miałem grać głównej roli, chyba wystąpiłem jako „trzeci chłopiec” czy ktoś taki. Pragnąłem wcielić się w Edka Balickiego i oddałbym wszystko, żeby go zagrać, ale cóż, moja kariera aktorska wówczas już dogorywała. Miałem dziewięć lat.
_JOHN_
Pierwszym przeczytanym przeze mnie scenariuszem był Oliver!. Miałem dziewięć lat i mimo młodego wieku kojarzyłem, że w tym wypadku wykrzyknik oznacza musical. To był Oliver Twist... z piosenkami! Obsadzono mnie w roli tytułowej sieroty w produkcji Huddersfield Amateur Operatic Society z 1981 roku. Nie pamiętam, żebym próbował zmienić akcent, więc nasza sztuka musiała być dziwną przeróbką dickensowskiego pierwowzoru, w którym matka Olivera dociera do przytułku w West Yorkshire, żeby tam urodzić. Podobnie jak ty, przejrzałem scenariusz w poszukiwaniu swoich kwestii. Pamiętam, że specjalnie poszedłem kupić fluorescencyjny żółty mazak, którym podkreślałem swoje wypowiedzi w scenariuszu. Podpatrzyłem to u kolegów z obsady. Rzecz jasna myślałem, że po tym poznaje się wytrawnego aktora. Dopiero potem Cwaniak zauważył, że samo podkreślanie to za mało i że muszę jeszcze nauczyć się kwestii na pamięć. Tak właśnie zaczęły się moje lekcje czytania sztuk.
_JACK_
Żałuję, że nie widziałem ani Olivera w twoim wykonaniu, ani scenariusza, który pomazałeś. Zawsze darzyłem podziwem twoje nieskazitelne notatniki reżyserskie. Moje scenariusze były i są pełne oślich uszu, nieczytelnych zapisków i śladów po niemowlęcych wymiocinach. (No dobrze, wymiociny to stosunkowo nowy dodatek).
A zatem jak twoim zdaniem należy czytać scenariusze? Jak można je czytać? Gdy w ostatnich tygodniach szamotaniny przed premierą usiłowałem napisać wskazówki sceniczne do publikacji, naprawdę zacząłem się martwić. Pamiętam, że podczas prób usuwaliśmy fragmenty scenariusza, ponieważ aktorzy potrafili bez trudu wyrazić spojrzeniem lub miną to, co zostało opisane, więc mój tekst nie był im potrzebny. Ten scenariusz powstał dla określonej grupy aktorów, ale inni również muszą wczuć się w role. Czytelnik powinien wizualizować sobie postaci, podobnie jak reżyser.
Na co zwracasz uwagę, kiedy czytasz scenariusz po raz pierwszy?
_JOHN_
Pierwsze czytanie scenariusza jest bardzo cennym doświadczeniem dla reżysera. Zbliża go najbardziej jak się da do publiczności, która po raz pierwszy ogląda spektakl powstały na bazie tego scenariusza. Lektura gotowego scenariusza powinna dać czytelnikowi dostęp do opowieści, do jej bohaterów oraz tematów poruszanych przez scenarzystę. Scenariusz może nas rozśmieszyć lub doprowadzić do płaczu. Może dać nam radość płynącą z historii, a także wywołać w nas głęboką rozpacz wynikającą z cierpienia bohaterów. Scenariusz przemienia się w gotowe widowisko oraz w przeżycie, które można dzielić z publicznością.
Jako scenarzysta, jak wiele z tego pełnego przeżycia wyobrażasz sobie podczas pisania scenariusza? Czy wypowiadasz głośno kwestie bohaterów, kiedy je piszesz?
_JACK_
Gorzej, nawet poruszam się jak oni. A kiedy pracuje się w popularnych kawiarniach i barach kanapkowych, przyciąga się czasem dziwne spojrzenia. Zauważyłem, że utożsamiam się z bohaterami i gestykuluję jak oni. To bardzo krępujące.
Co bodaj najciekawsze w związku z procesem pisania tego konkretnego scenariusza, nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się spędzić aż tyle czasu z aktorami. Najpierw były tygodnie warsztatów, a potem tygodnie prób i przez cały czas wszyscy bardzo długo przebywaliśmy razem w tych samych pomieszczeniach, od projektantów do dźwiękowców i oświetleniowców. Chyba nikt z nas nie doświadczył wcześniej niczego podobnego. W sumie to trwało pewnie z osiem miesięcy. Jak twoim zdaniem wpłynęło to na efekt końcowy? Jestem pewien, że w rezultacie wszystko udało się o wiele lepiej, ale pomijając ten fakt, czy sądzisz, że zmienił się charakter tego, co zrobiliśmy?
_JOHN_
Bardzo mi się podoba wizja ciebie w kawiarniach, kiedy tak siedzisz, mamrocząc i krzywiąc się na wzór postaci ze swoich sztuk. Jestem przekonany, że znaleźlibyśmy chętnych widzów, Jack. Moim zdaniem stworzyłeś niepowtarzalny styl gry aktorskiej. Moglibyśmy wyjechać z tobą w trasę. Znam aktorów z Przeklętego dziecka i zarezerwowałbym pierwszy rząd. Odpada? No cóż, trudno...
Z całym przekonaniem uważam, że większość czasu, który spędziliśmy wszyscy na warsztatach i próbach, miała pozytywny wpływ na to, co stworzyliśmy. Cały proces nadal wydaje się żywy, dynamiczny i konkretny. Począwszy od początku 2014 roku i pierwszych spotkań z Jo, poświęconych opowieści, a skończywszy na lecie 2016 roku i pierwszych przedstawieniach z publicznością, mieliśmy do czynienia z mnóstwem aktorów, twórców, artystów, producentów, zespołów produkcyjnych oraz technicznych, i to właśnie oni przyczynili się do powstania tej sztuki. Przede wszystkim z tego powodu upierałem się, by zamieścić ich nazwiska w opublikowanym scenariuszu. I dlatego też tylko scenariusz w formie książkowej może zapewnić pełnię przeżyć, wynikających z oglądania przedstawienia w teatrze.
Powiedz mi, jako autor tego scenariusza, na co liczysz, kiedy się zastanawiasz, co się dzieje w wyobraźni jego czytelników, którzy jeszcze nie mogli obejrzeć przedstawienia.
_JACK_
Niełatwo odpowiedzieć na to pytanie. Na dzień przed premierą wrzuciłem tweet, który brzmiał: „Chciałbym, żeby ludzie to obejrzeli, to się lepiej ogląda niż czyta – sztuki są jak nuty, trzeba je śpiewać & mamy obsadę & ekipę na poziomie Beyonce”. Może to jest odpowiedź: mam nadzieję, że ludzie wyobrażają sobie różne Beyonce świata teatru, tytanów emocji i empatii, którzy przesycają każdy wers swoją subtelnością i wdziękiem (zresztą tak jest naprawdę, mamy nadzwyczajną obsadę). Równie wspaniała jest cała reszta: inscenizacja, ruch sceniczny, kostiumy, oświetlenie, efekty wizualne i dźwięk.
A może mam jedynie nadzieję, że czytelnicy przeczytają scenariusz tak, jak go napisałem, z Jo zaglądającą mi przez jedno ramię i tobą przez drugie. Starałem się, jak mogłem, żeby w każdym wersie wyrazić emocjonalną prawdę i uczciwość książek o Harrym Potterze. Rzecz jasna, pozostaje trudność związana z tym, co można odczytać między wersami i tym, że emocje da się wyrażać miną lub spojrzeniem, a także tym, że w scenariuszu nie sposób naprawdę dobrze ująć wewnętrznego monologu. W prozie można napisać, co czuje dana postać, a w przedstawieniu wewnętrzny monolog odbija się na twarzach aktorów. Do tego dochodzi mnóstwo scenicznej magii, której nie mogę zdradzić, gdyż popsułbym widzom spektakl i doprowadziłbym do wyrzucenia Jamiego Harrisona (Iluzje i Magia) z Magicznego Kręgu! Może ludzie bywają równie szaleni jak ja i przesiadują w kawiarni, odgrywając wszystkie role? Twoim zdaniem jak powinni czytać scenariusz?
_JOHN_
Tak jak mówisz, w prozie można wyrazić prawdę o uczuciach postaci poprzez wewnętrzny monolog, a szczegóły wizualne zaprezentować w formie bogatego opisu. My mamy naszych aktorów oraz kreatywnych współpracowników, którzy wraz z nami ożywiają te elementy na scenie. Mimo to często polegamy na zbiorowej wyobraźni widzów, żeby konkretny fragment opowieści rozkwitł w pełnej krasie. To jeden z powodów, dla których jestem zagorzałym entuzjastą teatru. Film ma generowane komputerowo obrazy, a my mamy wyobraźnię widowni. I jedno, i drugie dysponuje ogromną mocą.
Moim zdaniem jest coś cudownego w świadomości, że czytelnicy odgrywają scenariusz we własnych głowach albo z partnerami w sypialni. Może istnieje związek między tym zjawiskiem a wyobraźnią naszej publiczności w teatrze. Będziemy się bardzo starać, by każdy zainteresowany mógł obejrzeć nasz spektakl Harry Potter i przeklęte dziecko w londyńskim Palace Theatre czy gdziekolwiek indziej. Tymczasem jestem szczerze zachwycony, że nasi niezliczeni czytelnicy chłoną sztukę, odgrywając ją we własnej wyobraźni.AKT PIERWSZY SCENA PIERWSZA
KING’S CROSS
Pełna ruchu, zatłoczona stacja. Mnóstwo ludzi śpieszących we wszystkie strony. W tym zgiełku dwie wielkie klatki grzechoczą na szczycie dwóch wyładowanych wózków, popychanych przez dwóch chłopców: JAMESA POTTERA i ALBUSA POTTERA. Ich matka GINNY idzie tuż za nimi. Trzydziestosiedmioletni mężczyzna, HARRY, niesie córkę LILY na barana.
ALBUS
Tato, on znowu zaczyna.
HARRY
James, daj już spokój.
JAMES
Powiedziałem tylko, że może trafić do Slytherinu. Bo przecież może... (Na widok gniewnego spojrzenia ojca): Dobrze.
ALBUS (patrzy na mamę)
Ale będziecie do mnie pisali, co?
GINNY
Codziennie, jeśli chcesz.
ALBUS
Nie codziennie. James mówi, że większość uczniów dostaje od rodziców przeciętnie jeden list na miesiąc. Nie chcę...
HARRY
W zeszłym roku pisaliśmy do Jamesa trzy razy w tygodniu.
ALBUS
Co? James!
ALBUS patrzy oskarżycielsko na JAMESA, który się uśmiecha.
GINNY
I nie musisz wierzyć we wszystko, co on ci opowiada o Hogwarcie. Twój brat lubi sobie pożartować.
JAMES
Możemy już iść?
ALBUS spogląda na tatę, a potem na mamę.
GINNY
Musisz tylko pójść prosto na ścianę pomiędzy peronami numer dziewięć i dziesięć.
LILY
Ale super.
HARRY
Nie zatrzymuj się i nie bój, że na nią wpadniesz, to bardzo ważne. Najlepiej pobiec, gdy ktoś jest trochę nerwowy.
ALBUS
Jestem gotowy.
HARRY i LILY kładą ręce na wózku ALBUSA, GINNY trzyma wózek JAMESA. Cała rodzina wbiega pędem w barierę.
AKT PIERWSZY SCENA DRUGA
PERON NUMER DZIEWIĘĆ I TRZY CZWARTE
Który pełen jest gęstej, białej pary z lokomotywy EKSPRESU HOGWART.
Jest też zatłoczony – jednak nie ludźmi w eleganckich garniturach i kostiumach śpieszącymi do pracy, ale czarodziejami i czarownicami w szatach, usiłującymi się pożegnać z ukochanym potomstwem.
ALBUS
A więc to tutaj.
LILY
Ojej!
ALBUS
Peron numer dziewięć i trzy czwarte.
LILY
Gdzie oni są? Są tutaj? Może nie przyszli?
HARRY wskazuje ręką RONA, HERMIONĘ i ich córkę ROSE. LILY podbiega do nich.
Wujek Ron, wujek Ron!!!
RON odwraca się w ich stronę. LILY podbiega do niego, RON chwyta ją i podnosi.
RON
No proszę, moja ulubiona przedstawicielka rodziny Potterów.
LILY
Masz dla mnie sztuczkę?
RON
A znasz wydechowy przekręt nosa z certyfikatem Magicznych Dowcipów Weasleyów?
ROSE
Mamo! Tata znowu robi tę beznadziejną sztuczkę.
HERMIONA
Twoim zdaniem beznadziejną, jego genialną, moim – przeciętną.
RON
Czekaj, niech przeżuję... powietrze. A teraz to już tylko kwestia... Wybacz, jeśli lekko zalatuję czosnkiem.
Chucha na LILY, która chichocze.
LILY
Pachniesz owsianką.
RON
Bim. Bam. Bom. Młoda damo, przygotuj się na całkowitą utratę węchu.
Odrywa jej nos.
LILY
Gdzie mój nos?
RON
Tadam!
W ręce nic nie ma. To beznadziejna sztuczka, ale i tak wszystkich bawi.
LILY
Głuptas.
ALBUS
Wszyscy znów się na nas gapią.
RON
Na mnie się gapią! Jestem bardzo sławny. Moje sztuczki z nosem to już klasyka!
HERMIONA
Niewątpliwie coś w nich jest.
HARRY
Żadnych kłopotów z parkowaniem?
RON
Żadnych. Hermiona nie wierzyła, że zdam egzamin na mugolskie prawo jazdy. Myślała, że będę musiał rzucić na egzaminatora zaklęcie Confundus.
HERMIONA
Wcale nie. Bezgranicznie w ciebie wierzyłam.
ROSE
A ja bezgranicznie wierzę, że skonfundował egzaminatora.
RON
Ej!
ALBUS
Tato...
ALBUS ciągnie HARRY’EGO za szatę. HARRY spogląda na niego.
Jak myślisz... A jeśli... A jak trafię do Slytherinu?
HARRY
A co w tym złego?
ALBUS
Slytherin to dom węża, czarnej magii. To nie jest dom dzielnych czarodziejów.
HARRY
Albusie Severusie, nosisz imiona po dwóch dyrektorach Hogwartu. Jeden z nich był Ślizgonem i prawdopodobnie najdzielniejszym człowiekiem, jakiego znałem...
ALBUS
Ale powiedz, że nie...
HARRY
Jeśli to ma dla ciebie znaczenie, Tiara Przydziału weźmie pod uwagę twoje uczucia.
ALBUS
Naprawdę?
HARRY
Tak było w moim przypadku.
Nigdy o tym nie mówił, teraz przez chwilę zastanawia się nad swoimi słowami.
Hogwart cię ukształtuje, Albusie. Daję ci słowo, że nie ma się czego bać.
JAMES (gwałtownie)
Z wyjątkiem testrali. Uważaj na testrale.
ALBUS
Myślałem, że są niewidzialne!
HARRY
Słuchaj nauczycieli, nie słuchaj Jamesa i po prostu dobrze się baw. Jeśli nie chcesz, żeby pociąg odjechał bez ciebie, to lepiej już do niego wskakuj.
LILY
Prześcignę ten pociąg!
GINNY
Lily, wracaj natychmiast!
HERMIONA
Rose, nie zapomnij ucałować od nas Neville’a.
ROSE
Mamo, przecież nie mogę całować profesora!
ROSE rusza do pociągu. ALBUS się odwraca, ostatni raz ściska GINNY i HARRY’EGO, po czym idzie za ROSE.
ALBUS
No dobrze. Cześć.
Wsiada do wagonu. HERMIONA, GINNY, RON i HARRY stoją nieruchomo, patrząc na pociąg, na peronie słychać gwizd lokomotywy.
GINNY
Poradzą sobie, prawda?
HERMIONA
Hogwart jest taki wielki.
RON
Wielki. Cudowny. Pełen żarcia. Oddałbym wszystko, żeby tam wrócić.
HARRY
Dziwne – Al się przejmuje, że trafi do Slytherinu.
HERMIONA
To pestka. Rose się przejmuje, że nie zdoła zebrać tylu punktów w quidditchu, żeby pobić rekord już na pierwszym albo drugim roku. I tym, kiedy najwcześniej będzie mogła podejść do sumów.
RON
Pojęcia nie mam, po kim ta ambicja.
GINNY
A jak ty się poczujesz, Harry, jeśli Al... Jeśli się okaże...?
RON
Wiesz, Gin, zawsze uważaliśmy, że masz spore szanse trafić do Slytherinu.
GINNY
Co takiego?
RON
Serio, Fred i George przyjmowali zakłady.
HERMIONA
Możemy już iść? Ludzie się gapią.
GINNY
Ludzie zawsze się gapią, kiedy widzą waszą trójkę. I każde z was osobno. Ludzie zawsze się na was gapią.
Wszyscy odchodzą. GINNY zatrzymuje HARRY’EGO.
Harry... Poradzi sobie, prawda?
HARRY
Oczywiście, że tak.
AKT PIERWSZY SCENA TRZECIA
EKSPRES HOGWART
ALBUS i ROSE idą korytarzem w wagonie jedno pełne obaw, drugie – ekscytacji.
Z naprzeciwka pojawia się PANI Z WÓZKIEM. Popycha wózek.
PANI Z WÓZKIEM
Coś z wózka, kochaneczki? Pasztecik z dyni? Czekoladowa żaba? Kociołkowy piegusek?
ROSE (zauważa zachwyt ALBUSA nad czekoladowymi żabami)
Al, musimy się skupić.
ALBUS
Na czym?
ROSE
Na tym, z kim się zaprzyjaźnić. Przecież wiesz, że moi rodzice poznali twojego tatę podczas pierwszej podróży Ekspresem Hogwart...
ALBUS
A więc już teraz musimy wybrać sobie przyjaciół na śmierć i życie? To przerażające.
ROSE
Wręcz przeciwnie, to fascynujące. Jestem Granger-Weasley, ty jesteś Potter – wszyscy będą chcieli się z nami przyjaźnić. Mamy wybór.
ALBUS
Jak zdecydujemy, w którym przedziale usiąść?
ROSE
Ocenimy wszystkie i podejmiemy decyzję.
ALBUS otwiera drzwi i patrzy na jasnowłosego chłopca, SCORPIUSA, który siedzi sam w przedziale. ALBUS uśmiecha się do niego, SCORPIUS odpowiada uśmiechem.
ALBUS
Cześć. Czy ten przedział...
SCORPIUS
Jest wolny. Sam tu siedzę.
ALBUS
Super. Moglibyśmy... wejść... na chwilę... jeśli ci to pasuje?
SCORPIUS
Pasuje. Cześć.
ALBUS
Albus. Al. Jestem... Mam na imię Albus...
SCORPIUS
Cześć, Scorpius. To znaczy, jestem Scorpius. Ty jesteś Albus. Ja jestem Scorpius. A ty to na pewno...
ROSE ma coraz bardziej lodowatą minę.
ROSE
Rose.
SCORPIUS
Cześć, Rose. Poczęstujesz się musem-świstusem?
ROSE
Dzięki, dopiero co jadłam śniadanie.
SCORPIUS
Mam też wstrząsoladki, pieprzne diabełki i ślimaki-gumiaki. To pomysł mamy – mówi, że (śpiewa): „Dzięki słodyczom przyjaźń rozkwita”. (Uświadamia sobie, że śpiewanie było błędem). Chyba głupi pomysł.
ALBUS
Ja się poczęstuję... Mama nie pozwala mi jeść słodyczy. Od czego byś zaczął?
ROSE dyskretnie szturcha ALBUSA, tak żeby SCORPIUS nie zauważył.
SCORPIUS
To chyba jasne. Zawsze uważałem, że to pieprzne diabełki rządzą w torbie ze słodyczami. To pieprzowe miętówki, od których dymi z uszu.
ALBUS
Genialnie, na to właśnie... (ROSE znów go szturcha). Rose, mogłabyś przestać mnie bić?
ROSE
Wcale cię nie biję.
ALBUS
Bijesz i to boli.
SCORPIUSOWI rzednie mina.
SCORPIUS
Bije cię przeze mnie.
ALBUS
Co?
SCORPIUS
Słuchaj, wiem, kim jesteś, więc pewnie i ty wiesz, kim ja jestem.
ALBUS
Jak to wiesz, kim jestem?
SCORPIUS
Nazywasz się Albus Potter. Ona to Rose Granger-Weasley, a ja jestem Scorpius Malfoy, syn Astorii i Dracona Malfoyów. Nasi rodzice się nie dogadywali.
ROSE
Łagodnie mówiąc. Twoi rodzice to śmierciożercy.
SCORPIUS (urażony)
Tata był śmierciożercą, ale mama nie.
ROSE odwraca wzrok, SCORPIUS wie, dlaczego.
Słyszałem tę plotkę, ale to kłamstwo.
ALBUS przenosi wzrok ze zmieszanej ROSE na zdenerwowanego SCORPIUSA.
ALBUS
Jaką plotkę?
SCORPIUS
Taką, że moi rodzice nie mogli mieć dzieci, a ojcu i dziadkowi tak rozpaczliwie zależało na potężnym dziedzicu i przedłużeniu rodu Malfoyów, że... że użyli zmieniacza czasu, żeby odesłać moją mamę...
ALBUS
Dokąd odesłać?
ROSE
Plotkują, że on jest synem Voldemorta, Albusie.
Okropna, krępująca cisza.
To pewnie bzdura. To znaczy... No przecież masz nos.
Napięcie nieco opada. SCORPIUS śmieje się ze wzruszającą wdzięcznością.
SCORPIUS
I to identyczny jak ojciec! Mam jego nos, włosy i nazwisko, co zresztą wcale nie jest takie super. To znaczy... Chodzi mi o nieporozumienia z ojcem. Ale koniec końców wolę być Malfoyem niż synem Czarnego Pana.
SCORPIUS i ALBUS spoglądają na siebie i widać, że nawiązuje się między nimi nić porozumienia.
ROSE
No tak, chyba powinniśmy usiąść gdzie indziej. Albus, idziemy.
ALBUS zatapia się w myślach.
ALBUS
Nie. (Na widok miny ROSE): Tu mi dobrze. Ale ty idź.
ROSE
Albusie, nie będę czekała.
ALBUS
Wcale się tego nie spodziewam. Ale i tak tu zostaję.
ROSE patrzy na niego przez chwilę, po czym wychodzi z przedziału.
ROSE
Jak sobie chcesz!
SCORPIUS i ALBUS zostają sami. Spoglądają na siebie niepewnie.
SCORPIUS
Dziękuję.
ALBUS
Nie ma za co. Nie zostałem z twojego powodu, tylko dlatego, że masz słodycze.
SCORPIUS
Jest bardzo... stanowcza.
ALBUS
No tak. Przepraszam.
SCORPIUS
Nie, to fajne. Wolisz, żeby cię nazywać Albus czy Al?
SCORPIUS z uśmiechem wrzuca do ust dwa cukierki.
ALBUS (po zastanowieniu)
Albus.
SCORPIUS (dymiąc z uszu)
DZIĘKUJĘ, ŻE ZOSTAŁEŚ TYLKO DLATEGO, ŻE MAM SŁODYCZE, ALBUSIE!
ALBUS (ze śmiechem)
O rany.
AKT PIERWSZY SCENA CZWARTA
SCENA PRZEJŚCIA
Wkraczamy w nieistniejący świat zmiany czasu. Ta scena ma magiczny charakter, od początku do końca.
Zmiany przebiegają raptownie, gdy przeskakujemy między światami. Zamiast całych scen widzimy fragmenty, odpryski, które ukazują ciągły upływ czasu.
Początkowo jesteśmy w Hogwarcie, w Wielkiej Sali, wszyscy kręcą się wokół ALBUSA.
POLLY CHAPMAN
Albus Potter.
KARL JENKINS
Potter na naszym roku.
YANN FREDERICKS
Ma po nim włosy. Są identyczne.
ROSE
To mój kuzyn. (Odwracają się do niej). Rose Granger-Weasley. Miło was poznać.
TIARA PRZYDZIAŁU krąży wśród uczniów, którzy pośpiesznie ustawiają się według domów.
Szybko staje się jasne, że zmierza ku ROSE, która w napięciu czeka na przydział.
TIARA PRZYDZIAŁU
Na uczniów łepetynach
Powinność czynię starą,
Ich myśli porządkuję,
Przydziału jestem Tiarą.
Dzielenie, rozsyłanie
To moje specjalności,
Więc przywdziej mnie, a dowiesz się,
Czyj dom ci wybrał los dziś...
Rose Granger-Weasley.
Wkłada tiarę na głowę ROSE.
GRYFFINDOR!
Gryfoni wiwatują, gdy dołącza do nich ROSE.
ROSE
Dumbledore’owi niech będą dzięki.
Obserwowany przez TIARĘ PRZYDZIAłU, SCORPIUS biegnie zająć miejsce ROSE.
TIARA PRZYDZIAŁU
Scorpius Malfoy.
Wkłada tiarę na głowę SCORPIUSA.
SLYTHERIN!
SCORPIUS, który się tego spodziewał, uśmiecha się półgębkiem i kiwa głową. Ślizgoni wiwatują, gdy do nich dołącza.
POLLY CHAPMAN
No, to ma sens.
ALBUS przechodzi szybkim krokiem na przód sceny.
TIARA PRZYDZIAŁU
Albus Potter.
Wkłada tiarę na głowę ALBUSA – tym razem waha się dłużej, jakby była całkiem zbita z tropu.
SLYTHERIN!
Zapada cisza.
Całkowita, głęboka cisza.
Taka, która się przyczaja, coś zmienia i niesie ze sobą zniszczenie.
POLLY CHAPMAN
Slytherin?
CRAIG BOWKER JR
O rany! Potter w Slytherinie?
ALBUS rozgląda się niepewnie. SCORPIUS uśmiecha się radośnie i krzyczy do niego.
SCORPIUS
Stań obok mnie!
ALBUS (całkowicie osłupiały)
Dobrze. Tak.
YANN FREDERICKS
Chyba jednak te jego włosy są jakieś inne.
ROSE
Albus? To na pewno pomyłka, Albusie. Nie tak ma być.
Nagle przenosimy się na lekcję latania z PANIĄ HOOCH.
PANI HOOCH
Na co czekacie? Niech każdy stanie przy miotle. No już, szybko.
Dzieciaki ustawiają się obok mioteł.
Wyciągnijcie ręce nad miotłą i powiedzcie: „Do mnie!”.
WSZYSCY
DO MNIE!
Miotły ROSE i YANNA wpadają im w dłonie.
ROSE i YANN
Tak!
PANI HOOCH
No już, nie mam czasu dla obiboków. Powiedzcie: „Do mnie”. DO MNIE, z naciskiem.
WSZYSCY (poza ROSE i YANNEM)
DO MNIE!
Miotły się podrywają, w tym miotła SCORPIUSA. Tylko miotła ALBUSA nadal leży na ziemi.
WSZYSCY (poza ROSE, YANNEM i ALBUSEM)
TAK!
ALBUS
Do mnie. DO MNIE. DO MNIE.
Miotła ani drgnie, nawet o milimetr. ALBUS wpatruje się w nią z rozpaczliwym niedowierzaniem. Wśród pozostałych uczniów słychać chichoty.
POLLY CHAPMAN
Na brodę Merlina, co za upokorzenie! Chyba jednak wcale nie przypomina ojca, co?
KARL JENKINS
Albus Potter, ślizgoński charłak.
PANI HOOCH
No dobrze, dzieci, pora na lot.
Nagle obok ALBUSA wyrasta jak spod ziemi HARRY, nad sceną snuje się para.
Powracamy na peron numer dziewięć i trzy czwarte. Zegar nieubłaganie tyka. ALBUS jest o rok starszy (HARRY również, choć to mniej zauważalne).
ALBUS
Proszę tylko, tato, żebyś... Mógłbyś się trochę odsunąć?
HARRY (z rozbawieniem)
Drugoklasiści nie lubią się pokazywać w towarzystwie tatusiów, co?
Wokół nich zaczyna krążyć NADGORLIWY CZARODZIEJ.
ALBUS
Nie. Po prostu... Ty to ty, a ja to ja i...
HARRY
Ludzie tylko patrzą i tyle, lubią się gapić. A zresztą patrzą na mnie, nie na ciebie.
NADGORLIWY CZARODZIEJ wręcza HARRY’EMU coś do podpisania. Harry podpisuje.
ALBUS
Na Harry’ego Pottera i jego beznadziejnego syna.
HARRY
Nie rozumiem.
ALBUS
Patrzą na Harry’ego Pottera i jego ślizgońskiego syna.
JAMES mija ich biegiem, z kufrem w rękach.
JAMES
Slytheryński Ślizgonie, nie zostawaj w ogonie, ślizgaj do pociągu.
HARRY
To niepotrzebne, James.
JAMES (dawno niewidoczny)
Do zobaczenia w święta, tato.
HARRY spogląda z troską na ALBUSA.
HARRY:
Al...
ALBUS
Mam na imię Albus, nie Al.
HARRY
Dzieciaki ci dokuczają? O to chodzi? Może gdybyś postarał się znaleźć paru nowych przyjaciół... Bez Hermiony i Rona nie dałbym sobie rady w Hogwarcie. W ogóle nie dałbym sobie rady.
ALBUS
Ale ja nie potrzebuję Rona ani Hermiony. Mam przyjaciela, Scorpiusa. Wiem, że go nie lubisz, ale nikogo więcej mi nie potrzeba.
HARRY
Posłuchaj, najważniejsze, że jesteś szczęśliwy. Tylko to się dla mnie liczy.
ALBUS
Nie musiałeś mnie odprowadzać na stację, tato.
ALBUS podnosi kufer i szybko odchodzi.
HARRY
Ale ja chciałem tu być...
ALBUS jednak już zniknął. DRACO MALFOY w doskonale skrojonej szacie, z jasnymi włosami ściągniętymi w idealny kucyk, wyłania się z tłumu i staje obok HARRY’EGO.
DRACO
Potrzebuję przysługi.
HARRY
Witaj, Draco.
DRACO
Plotki o pochodzeniu mojego syna nie cichną. Uczniowie w Hogwarcie bez przerwy dokuczają Scorpiusowi. Gdyby Ministerstwo Magii wydało oświadczenie, ponownie potwierdzając, że wszystkie zmieniacze czasu uległy zniszczeniu w trakcie bitwy w Departamencie Tajemnic...
HARRY
A niech sobie gadają, Draco. Wkrótce im się znudzi.
DRACO
Mój syn cierpi i... Astoria ostatnio nie najlepiej się miewa... Scorpius potrzebuje wszelkiego wsparcia.
HARRY
Jeśli zaczniesz reagować na plotki, tylko je podsycisz. Od lat krążą pogłoski, że Voldemort miał dziecko. Scorpius nie jest pierwszym podejrzanym. Ministerstwo nie może się angażować – tak będzie lepiej i dla was, i dla nas.
Zirytowany DRACO marszczy brwi, scena pustoszeje. ROSE i ALBUS czekają z kuframi.
ALBUS
Gdy tylko pociąg ruszy, możesz przestać się do mnie odzywać.
ROSE
Wiem. Musimy tylko poudawać przed dorosłymi.
Podbiega SCORPIUS z wielkimi nadziejami i jeszcze większym kufrem.
SCORPIUS (pełen nadziei)
Cześć, Rose.
ROSE (stanowczo)
Na razie, Albusie.
SCORPIUS (nadal z nadzieją)
Mięknie.
Nagle trafiamy do Wielkiej Sali, PROFESOR McGONAGALL stoi przed wszystkimi z szerokim uśmiechem na twarzy.
PROFESOR McGONAGALL
Z przyjemnością przedstawiam najnowszą członkinię drużyny quidditcha Gryffindoru, naszą (uświadamia sobie, że nie powinna być stronnicza) waszą doskonałą nową ścigającą – Rose Granger-Weasley.
W sali słychać gromkie okrzyki, SCORPIUS klaszcze wraz z resztą uczniów.
ALBUS
Też ją oklaskujesz? Nie cierpimy quidditcha, a na dodatek ona gra dla innego domu.
SCORPIUS
To twoja kuzynka.
ALBUS
Myślisz, że ona by mnie oklaskiwała?
SCORPIUS
Myślę, że jest genialna.
Uczniowie znowu otaczają ALBUSA, gdy nagle zaczyna się lekcja eliksirów.
POLLY CHAPMAN
Albus Potter. Jedna wielka pomyłka. Nawet portrety się odwracają, kiedy wchodzi po schodach.
ALBUS garbi się nad eliksirem.
ALBUS
A teraz co trzeba dodać – róg dwurożca?
KARL JENKINS
Zobaczycie, co zrobią Potter i dzieciak Voldemorta.
ALBUS
Odrobina krwi salamandry...
Eliksir eksploduje z hukiem.
SCORPIUS
Okej. Jaki jest składnik stabilizujący? Co trzeba zmienić?
ALBUS
Wszystko.
Po tych słowach czas znowu mija – oczy ALBUSA stają się ciemniejsze, twarz blednie. Nadal jest przystojnym chłopcem, ale stara się tego nie podkreślać.
Nagle znów trafia na peron numer dziewięć i trzy czwarte, razem z ojcem, który usiłuje przekonać syna (i siebie), że wszystko jest w porządku. Obaj postarzeli się o kolejny rok.
HARRY
Trzeci rok. Ważny rok. Tu masz pozwolenie na wyjścia do Hogsmeade.
ALBUS
Nienawidzę Hogsmeade.
HARRY
Jak możesz nienawidzić miejsca, którego jeszcze nie odwiedziłeś?
ALBUS
Mogę, bo wiem, że będzie tam pełno uczniów Hogwartu.
ALBUS gniecie papier.
HARRY
Przynajmniej spróbuj. Daj spokój, będziesz mógł zaszaleć w Miodowym Królestwie bez wiedzy mamy. Nie, Albusie, ani mi się waż...
ALBUS (celuje różdżką w papier)
Incendio!
Kulka papieru staje w ogniu, unosi się i frunie nad sceną.
HARRY
Co za głupota!
ALBUS
O ironio, nie sądziłem, że się uda. Jestem w tym beznadziejny.
HARRY
Al... Albusie. Wymieniałem sowy z profesor McGonagall. Twierdzi, że się izolujesz, że nie współpracujesz na lekcjach. Jesteś opryskliwy i...
ALBUS
Czego ty ode mnie chcesz? Mam mocą magii stać się popularny? Czarami przenieść się do innego domu? Transmutować się w lepszego ucznia? Rzuć zaklęcie, tato, i zmień mnie, w co ci się podoba, dobra? Tak będzie lepiej dla nas obu. Muszę iść. Złapać pociąg. Odnaleźć przyjaciela.
ALBUS biegnie do SCORPIUSA, który siedzi na kufrze zobojętniały.
(zachwycony) Scorpius...
(przejęty) Scorpiusie... Wszystko w porządku?
SCORPIUS milczy. ALBUS próbuje odgadnąć jego myśli.
Chodzi o twoją mamę? Pogorszyło się jej?
SCORPIUS
Bardziej nie mogło.
ALBUS siada obok SCORPIUSA.
ALBUS
Myślałem, że wyślesz mi sowę...
SCORPIUS
Nie wiedziałem, co napisać.
ALBUS
A ja nie wiem, co powiedzieć...
SCORPIUS
Nic nie mów.
ALBUS
Czy mogę coś...?
SCORPIUS
Przyjdź na pogrzeb.
ALBUS
Jasne.
SCORPIUS
I bądź dobrym przyjacielem.
Nagle na środku sceny znajduje się TIARA PRZYDZIAŁU, wróciliśmy do Wielkiej Sali.
TIARA PRZYDZIAŁU
Czy prawda cię zatrwoży?
Me słowo krew ci zmrozi?
Czy Slytherin? Czy Gryffindor?
Czy Hufflepuff? Czy Ravenclaw?
Ciesz się, dziecino, fach swój znam.
Nawet gdy smutek najpierw dam.
Lily Potter. GRYFFINDOR.
LILY
Tak!
ALBUS
No to super.
SCORPIUS
A co? Myślałeś, że trafi do nas? Potterowie nie pasują do Slytherinu.
ALBUS
Ten Potter pasuje.